Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

wydarzenia są mnożone
razy miejsce oraz czas
gdyby można było chociaż
zakryć bielą swoją twarz

swoją wątłą tak na zawsze
by energię zaoszczędzić
gdyż na pewno jeszcze raz
trzeba będzie łzy uwolnić

swym powieką zamęczonym
dam odpocząć by już oczy
popatrzyły wzrokiem z okna
które nie jest jednak bielą

swoje życie gotujemy
bo jest tyle ziemskich zdarzeń
a nie które są wpisane
a pod wpisem jest nasz podpis

oczy pierwsze niech odpoczną
później słuch niech złoży dłonie
i tak wszystkie zmysły moje
niech utoną w kontemplacji

kiedy będą odłączone
od wydarzeń co zgiełk niosą
niech pomyślą co zrobiły
czyżby zwalnia się tak życie

noc poranek hibernuje
po najżwawszych w dzień zabawach
po południu jeszcze siedział
tuż przed zmierzchem już w śnie drzemał

więc nie tylko człowiek żywy
traci dni i hibernuje
ale także przyrodnicze
rzeczy czyżby ożywione

prawda zawsze jest jedyna
w tym przypadku to jest proste
człowiek później świat dotykał
naśladuje hibernując

mogę robić to na chwilę
gdy pozbawię siebie zmysłów
zaś z postępem technologii
będą też na zamówienie

człowiek sprytnym jest stworzeniem
śpi w pośpiechu a chce zwolnić
czasu Boga nie oszuka
kiedyś wszyscy w niej będziemy

Opublikowano

"a nie które są wpisane", czy "a niektóre są wpisane"?
Point świetna. Zahibernowana czytałam - tak z rozpędu myśli dopowiedziały
człowiek sprytnym jest stworzeniem
śpi w pośpiechu a chce zwolnić
czasu Boga nie oszuka
kiedyś wszyscy w niej będziemy

zniewoleni albo wolni
Pozdrawiam:)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

       

      Maniuś

       

      Urodziłem się tuż po pierwszej wojnie światowej w Poniatach – rodzinnym gnieździe Poniatowskich herbu Ciołek. Dzisiaj, kiedy nie ma mnie już na tym świecie od niemal czterdziestu lat, moja wnuczka może łatwo sprawdzić w internecie i przeczytać mądrości, że to wcale „nie z tych” Poniatowskich. Ale jak to nie z tych? Skoro z Poniatowskich herbu Ciołek, to przecież, że z tych! Ziemia Zakroczymska była w czasach szlacheckich ważnym ośrodkiem, miejscem kontaktów z władzami królewskimi. Było tam wielu królewskich urzędników.

       

      Jako malec zupełnie się nad tym nie zastanawiałem. A gdy podrosłem, „zostałem” mieszczaninem i robotnikiem. Czasy powojenne były łaskawsze dla chłopów i ludzi pracy. Wtedy niechętnie mówiło się głośno o tym, że przodkowie mieli jakiś herb albo walczyli w narodowych powstaniach. Takie tajemnice lepiej było trzymać w domu.

       

      Gdy byłem jeszcze chłopcem, przenieśliśmy się ze wsi do miasta. Położone było nad piękną, szeroką rzeką, która swoje źródło miała daleko na Kresach. Zamieszkaliśmy na terenach podmiejskich. Ich urok polegał na tym, że na niewielkim kawałku ziemi można było prowadzić własne, tycie gospodarstwo.

       

      Mieliśmy tam wszystko: trochę pola, konie, krowy, owce, kury, indyki i kaczki. Mama i tata nie opływali w luksusy, ale byliśmy samowystarczalni. Żyliśmy z płodów ziemi i z tego, co sami wyhodowaliśmy. Tatuś dodatkowo zarabiał na handlu końmi, a mamusia wkładała całe serce i czas w hodowlę drobiu. To był nasz bezpieczny świat.

       

      Do szkoły nawet lubiłem chodzić. Najbardziej ciekawiła mnie historia oraz polska literatura. Często jednak wygrywało we mnie zwykłe, chłopięce lenistwo. Zdarzało mi się rzucić tornister za przydrożny płot i uciec z kolegami z klasy na wagary. Mówiło się wtedy, że bumelujemy. Całe dnie spędzaliśmy na kąpielach w rzece i zabawie w gęstym lesie.

       

      Mimo tych ucieczek, sporo ze szkoły zapamiętałem na całe życie. Miałem dobrą pamięć do wierszy i piosenek. Uwielbiałem recytować „Powrót taty” Mickiewicza albo bajkę „O Janku, co psom szył buty”. W dorosłym życiu chętnie śpiewałem stare melodie: „Jarzębinę czerwoną”, „W pielgrzymiej szacie”, „Malowany wózek” czy "Czarną morową".

       

      W głębi duszy byłem jednak samotnikiem. Największą radość sprawiało mi... siedzenie na dachu przydomowej szopy. Mogłem tam spędzać godziny, wpatrując się w niebo i obserwując krążące nad domem gołębie.

      Wszystko zmieniło się, kiedy poznałem Klarę. Bardzo zbliżyliśmy się do siebie i od tamtej pory staliśmy się już na zawsze niemal nierozłączni.

       

      Edytowane przez Poet Ka
      wstawienie ilustracji (wyświetl historię edycji)
  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...