Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

nocą
siadała w altanie
zapalała świecę i wabiła ćmy
lubiła patrzeć
jak machały skrzydłami
w rozgrzanym wosku
zatopione
palące łzy

rankiem
spacer nad rzekę
po drugiej stronie widziała ludzi
krzyczała na brzegu
gdy machali rękami
w chłodnym nurcie

zatopione
lodowate łzy

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


porównanie owada do człowieka, nocy do dnia, chodu do siadu itd, dwie strofy w kontraście
nie wyszło zbyt świeżo
czekam kolejnych, potrafisz:)
pozdrawiam
r
Biały, nieświeżo... kurczę, no nie wiem co powiedzieć...:)

podziękuję za motywację do kolejnych
potrafię?
może masz rację...
:)
serdecznie pozdrawiam
Grażyna
Opublikowano

oddzieliłabym od całości

"zatopione
lodowate łzy"

fajnie najpierw stwarzasz klimat (noc, światło w altanie, śmierć ćmy w roztopionym wosku), potem wyprowadzasz peelkę nad rzekę, gdzie jak ćma samotna ginie wśród ludzi / pointa robi wrażenie

podoba się
:))
serdecznie i ciepło Grażynko -
Krysia

Opublikowano

Czytałam, ale odczytywałam za każdym razem nieco inaczej.
Nie sugeruję zmiany tekstu, przekazuję tylko moje odczucia,
tak odczytuję Twój wiersz:
:"nocą
siadała w altanie
zapalała świecę i wabiła ćmy
lubiła patrzeć
jak wachlowały skrzydłami

unikając płomienia
w wosku topiła
palące łzy

rankiem
spacerowała nad rzeką
krzyczeli ludzie na drugim brzegu
gdy w chłodnym nurcie
trzepotała rękami

już po drugiej stronie
zatopione
stygły łzy"

Bardzo smutne to wszystko, jak wiersz, jak życie - czasami.
Serdecznie pozdrawiam
- baba

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Babo droga
śliczna jest Twoja wersja
chociaż zamysł trochę się zmienia ale podumam czy nie warto zmienić bo wiersz na pewno zyska
przeogromne dzięki za poświęcenie tyle czasu nad moim wierszydłem
ślę ciepełko
:)
Grażyna

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...