Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

wyobraź sobie szczyty niezdobytych gór
uśpionych możliwości
mamy tu w Polsce piękną zimę
w oczach zamieć i na rozstajach
nagrobne tablice z datami prób
cienie drzew na prześcieradle
brudzące nieskazitelne firanki
mróz zagląda w szybę
jak zesłaniec maluje
i skrzący się śnieg sięga wzroku
a tam gdzie nie sięga nie ma nic
wszystko powyżej kołdry martwe
więc zostań

Opublikowano

... że mało, to nie oznacza, że dupencja... dla mnie klimat ujmujący, do tego - chyba - podmiot liryczny uważa, że nasza ojczyzna jest krajem, w którym też może się podobać... poza tym całkiem niezłe metaforzyska, a to przedstawienie: wszystko powyżej kołdry martwe - super.

chcę więcej.

pozdrawiam.
śnieżnie.
:)

Opublikowano

Może ten fragment zanurzony w " dygresyjno - gawędziarskiej strukturze całości " brzmiałby inaczej. Wyjęty z niej, odrzuca mnie mieszaniem nagrobnych tablic, dat prób, zesłańca, szczytów niezdobytych gór, uspionych mozliwości z prześcieradłem, firanką i kołdrą.
Znajduję tylko jedno uzasadnienie, to obłomowszczyzna po polsku... ; )

P.S.
Końcowe " więc zostań " daje nadzieję, że jednak się mylę, pozwala wyobraźni dopisać to, co jest przed i po...
: )

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Wiem, że niepotrzebnie wyrywam z kontekstu, czasem coś by się chciało wrzucić...
i poczytać "o".

Chyba poczekam jeszcze (nie obiecuję),
absynt chodzi swoimi ścieżkami, ja jestem tylko papierkiem lakmusowym :)

Pozdrawiam Piotrze :)
M.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Dzięki Basiu (przechodzę na Ty)
:)
Miło, ciekawe jak ocenisz całość.
Pozdrawiam M.
Całość Michale oceniłam na plus :) Mało we mnie weny by się rozpisywać więc pozostawiam wiersz egoistycznie własnym odczuciom. Pozdrawiam.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...