Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Noc była spokojna, wypełniała ją szczelnie doskonała cisza miękka niczym aksamit. Było już tak późno, że wszelkie żywe istoty spoczywały pogrążone w głębokim jak wnętrze studni śnie. Zza wyblakłych żaluzji okalających plastikowe okna biła pomarańczowa poświata. Zdawałoby się to rzeczą nader dziwną, w samym środku nocy, której niebo miało intensywny, niemal czarny odcień, upstrzony gdzieniegdzie – jedna na drugiej – mlecznymi punkcikami gwiazd. Wystarczył rzut oka na widok za oknem, by zagadka wyjaśniła się sama. Był styczeń. Ziemię pokrywał śnieżnobiały puch, odbijający żółtawe światło latarni. Jakby w zadośćuczynieniu nocnym przechodniom za swój niespodziewany nadmiar tego roku. Na nic jednak zdały się jego uczynne starania, gdyż nikomu nie przyszło do głowy, by błąkać się w mroźną noc po mieście.

„Do diabła, jest jaśniej niż za dnia”, pomyślała z irytacją dziewczyna siedząca na parapecie, z którego obserwowała martwą przestrzeń za szybą. Mimo to otworzyła lekkim ruchem okiennicę. Ostrożnie wciągnęła do płuc lodowate powietrze.

– Idealne – rzekła sama do siebie, po czym wyjęła z paczki ostatniego cienkiego papierosa i podpaliła go wyciągniętą ze sfatygowanych dżinsów zapalniczką. Nie paliła już od miesiąca. Był to bardziej pewien rytuał niż akt z jej czynnym udziałem. Poczekała, aż trzymany w dłoni, wypalił się samoistnie. Westchnęła i zgasiła niedopałek.

Stary, kuchenny zegar, o którym jej babcia zwykła mawiać, że ma własną duszę, wybił dokładnie dwanaście razy. Ding dong! Raz. Ding dong! Dwa. Ding dong! Trzy. Wyliczała na głos. Każde kolejne uderzenie było jak odczytywany wyrok. Dlatego delektowała się przerwami między nimi, które pulsującym echem rodziły nadzieję. Nadzieję podobną do tej, jaką odczuwa tonący, gdy uda mu się złapać kolejny głęboki haust powietrza, nim zakrztusi się nim i wycieńczony podda się falom. Ding dong, po raz dwunasty. Klątwa się wypełniła. Za późno już, by się odwrócić i zrobić tchórzliwy krok w tył.

I dobrze, bo wcale nie zamierzała wracać. Wprost przeciwnie. Sięgnęła smukłą dłonią do tylnej kieszeni. Wyciągnęła z niej pomiętą, kremową kartkę. Zaczęła pieczołowicie wygładzać zgięte rogi papieru. Bilet w jedną stronę. Poznań – Gdańsk. Pospieszny. Równe pięćdziesiąt złotych. Tyle kosztował ją bilet drugą klasą do szczęścia. Ucieczka od codziennego schematu zdarzeń do bólu powtarzanych. Przypadkowych dialogów i godzin rozmów z lustrem. Opróżnionej niegdyś do połowy butelki i kieliszka napełnianego łzami. Dokładnie taką cenę liczył detoks od wspomnień i wyniszczającej powoli, choć skutecznie trucizny, jaką było to miasto. Pełne ślepych uliczek fałszywej tęsknoty, wspólnych niegdyś zielonych ławek pokrytych teraz błotem i rdzą, podobnie zresztą jak jej uczucia. Szukania odbić wyidealizowanej rzeczywistości w mijanych kałużach i wreszcie tych zdradliwych witryn sklepowych. Ale nie, nie takich zwykłych sklepów spożywczych czy odzieżowych. Od znaczących, tak pozornie nieważnych, a jednak najważniejszych.

Najbardziej chciała uciec przed witryną sklepu na Dąbrowskiego, w której wciąż stała urocza lampka nocna z granatowym kloszem. Planowana do wspólnej sypialni. I przed wystawą sklepu na Wojskowej, która nadal eksponowała meble do ich niedoszłego salonu. Pamiętała jeszcze jego uśmiech pełen satysfakcji, gdy w ostatnim odwiedzonym tamtego dnia sklepie meblowym, wreszcie znaleźli coś, co odpowiadało im obojgu. Na końcu listy był Plac Wolności i sklep jubilerski. Bo tak naprawdę od niego się wszystko zaczęło.

I od pewnego letniego popołudnia, kiedy przyszedł z kwiatami i szampanem. Dostał awans, o którym marzył od roku. Okazja była podwójna, jak się później okazało. Po pierwszym kieliszku wyciągnął obrzydliwie drogi, a zarazem powalający swoim pięknem pierścionek zaręczynowy i spytał czy zechce być jego już na zawsze. Do końca, aż nie uschną razem ze starości, a ich prochy zostaną ze sobą zmieszane i rozrzucone na szaleńczym wietrze. I wtedy padła śmiertelna groźba potwierdzona najszczęśliwszymi, ociekającymi łzami wzruszenia trzema głoskami „tak”. A później uprawiali seks. Raz. Drugi. Trzeci. Każdy lepszy od poprzedniego, choć mogłoby się to wydawać niemożliwe. Pierwszy jeszcze nieświadomy, pijany radością. Kolejny zawierający wciąż nutę niedowierzania i gorejące szczęście. Ostatni wreszcie potwierdzający narzeczeństwo nie tylko potem, ale i krwią zabrudzającą satynową pościel w dodatku do cudownie obolałych nad ranem splecionych w czułym uścisku ciał.

Było to niespełna dwa miesiące temu. Czuła, jakby mniej. Jednocześnie miała świadomość, że minęło dość czasu, by zdążyła zbudować sobie wizję raju, która miała spełniać się każdego kolejnego dnia, aż do tego ostatniego, spędzonego niezmiennie w jego ramionach. Potwierdzała się ona i łudziła ślepym szczęściem, bezgraniczną miłością pierwszy tydzień, drugi, trzeci. Aż w końcu niebo jej raju nabrało koloru piekielnych płomieni i przestało być rajem. Musiał minąć kolejny tydzień, drugi, trzeci, by zrozumiała, że „tu” oznacza już nie tyle ziemski Eden, co tę drugą złą stronę tęczy, a krwawy nieboskłon gotów zawalić się jej na głowę z hukiem o tyle większym, o ile brzemiennym. Wtedy kupiła bilet.



Czterdzieści siedem minut po północy na dworzec Główny w Poznaniu podjechał pociąg pospieszny do Gdańska. Młoda dziewczyna z włosami roztańczonymi od wiatru przytuliła się do młodego blondyna wyglądającego jak jej lustrzane odbicie, różniące się jedynie zbyt jasnym kolorem włosów. Nieco przeciągnęła uścisk, a co za tym idzie – pożegnanie. Wręczyła mu list. Poprosiła, by dotarł do adresata nie wcześniej, niż gdy pociąg będzie w połowie drogi do jej krainy tysiąca snów i ani jednej nieszczęśliwej nocy. Stukot obcasów odliczał kolejne minuty. Pięćdziesiąta druga, pociąg ruszył.



Był mroźny, lutowy dzień. Zza chmur wyzierały nieśmiało słoneczne promienie. Młody ciemnowłosy mężczyzna z uśmiechem pełnym satysfakcji odbierał właśnie poranną pocztę. Wśród sterty nadającej się mniej bądź bardziej na makulaturę dostrzegł znajomy charakter pisma. Spojrzał zdumiony na śnieżnobiałą prostokątną kopertę, na której widniały pospiesznie wypisane litery układające się w jego imię i nazwisko. Nie musiał szukać danych nadawcy. Zniecierpliwiony, rozdarł papier. Na małej karteczce znajdowała się krótka wiadomość, ogarnął ją wzrokiem: „Jestem w ciąży. Wyjechałam z miasta, więc nie szukaj nas. Skrzywdziłeś mnie, ale nie pozwolę, żebyś zniszczył życie również mojemu dziecku. Kiedyś cię pozna. Historię o tym, jakim potworem się okazałeś. Dlatego odpuść, tym razem odpowiedź brzmi: nie”. Mężczyzna już się nie uśmiechał, a w jego dłoni mienił się od słońca obrzydliwie drogi, skalany tą historią pierścionek zaręczynowy.

Opublikowano

Uwielbiam czytać wszystko, co napiszą kobiety...Ghm. Podobno mężczyźni boją się dziewic, bo nigdy nie wiadomo z której strony...mało istotne. Wracając do tekstu. O ile generalnie nie mogie się do niczego przyczepić, o tyle mam mnóstwo zastrzeżeń, uwag i chrząknięć ( kaszlę drugi tydzień i zaczyna mi różowieć skóra na plecach).
1. Nie ma co lecieć na teksty frajerów dla zagubionych panienek.
2. Tak to już jest, jak się błonę oddaje żonatemu.
3. Biedne dziecko. Będzie dziewczynka, zostanie dr Jolą z seksmisji i zacznie tępić mężczyzn. Chłopiec natomiast zniewieścieje do dziesiątego roku życia przy pełnym wsparciu mamusi albo walnie się na linę w wieku dorastania, bo nigdy nie wąchał potu czy smrodu skarpetek tatusia, pojęcia nie mając, kto łon.( Psychologicznie udowodniona teoria).
Autorko. Pisz, bo umiesz. Tylko na inne tematy. Chyba, że znajdziesz gdzieś jakieś rozdygotane wewnętrznie grono czytelników. Wtedy zapomnij o mnie ( podobno się nie da) jak mówią moje " byłe" kiedy kładą się na miejscu ze śmiechu pokotem i wiją w konwulsjach - widząc mą skromną postać.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Byli prawdziwie niezłomni… Choć zwyciężeni… Niepokonani! Swym bohaterstwem na kartach historii Złotymi zgłoskami się zapisali…   Gdy biało-czerwona flaga, Nad Bramą Brandenburską załopotała, A ostatni do wroga strzał, Ucichł już na ulicach Berlina,   Gdy wojna dogasała jak pogorzelisko I powojenny świat kształtował się na nowo, A żelazna kurtyna opadała nad Europą, Stary kontynent na pół dzieląc,   Choć ucichły już alarmowe syreny, Przestały spadać na miasta bomby, Rozległe, nieprzebrane polskie lasy, Pozostały pełne partyzantów młodych,   Choć w cieniu jałtańskiej zdrady, Świat odwrócił się do nich plecami, Oni swym ideałom oddani, Żołnierskiej przysiędze pozostali wierni,   Sami sobie pozostawieni, Zdradzeni przez aliantów zachodnich, Przezornie nie złożyli broni, Mundurów swych nie ukryli…   Gdy przysięgali na sztandar, W serca ich wstępowała odwaga, Niebezpieczeństw nie lękała się dusza, Najcięższe byli gotowi znosić wyrzeczenia,   Gdy brali w ręce swe karabiny, Gotowi byli nie szczędząc sił, W niejednym rozpaczliwym boju krwawym, Nowemu okupantowi czoła stawić…   Byli prawdziwie niezłomni… Choć zdradzeni… Ojczyźnie wierni! W swych bliskich i krewnych pamięci, Przez lata pozostali niezatarci …   Gdy długa straszna komunizmu noc, Spowiła kraj wyniszczony wojną, Nadziejom Polaków bolesny zadając cios, Pielęgnowane latami marzenia grzebiąc,   Latem szli leśnymi wąwozami, Drogą oświetlaną przez srebrzysty księżyc, Zimą przedzierali się poprzez zaspy, Oświetlając drogę gorejącymi pochodniami,   Znienawidzonemu sowieckiemu okupantowi W licznych potyczkach zadając straty, Wszelkie komunistom krzyżując plany, Rozbijając więzienia i ubeckie areszty…   Choć strach zaglądał im w oczy, Zasiewając w serc tysiącach ziarna trwogi, A gdy powieki do snu zmrużyli, Pełne niepokoju były ich sny,   Sowieckich represji się nie przelękli, Stawiając tamę komunizmowi, Na posterunku wiernie wciąż trwali, Rozplanowując na wroga kolejne zasadzki…   Nie bacząc na partyzanckiego życia trudy, Głód, chłód i częste choroby, W ulewne deszcze mundur przemoczony, Nadpleśniałego chleba kęs ostatni,   By Ojczyznę spod sowieckiego jarzma wyzwolić, Ofiarowując rodakom dar wolności, W uporze swym pozostali niewzruszeni, Nie zawrócili z obranej drogi…  

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

        Byli prawdziwie niezłomni… Na przekór powszechnej sowietyzacji, Rugowaniu zewsząd religii, Niewzruszenie wierni Bogu pozostali!   Na starych kartkach pożółkłych, Skromne antykomunistyczne ulotki, Pisane starym piórem wysłużonym, Także wtedy bronią ich były,   Pistolet kurczowo trzymany w dłoni, W ciężkich chwilach dodawał im otuchy, Gdy nieubłaganie pierścień ubeckiej obławy, Zaciskał się wokół lasów rozległych,   A gdy umknęli pościgowi, Całując swe metalowe ryngrafy, Licznymi wspólnymi modlitwami, Za ocalenie Bogu serdecznie dziękowali…   I w cieniu drzew rozłożystych, Przyklękali znużeni partyzanci, Przesuwając różańców paciorki, O wolną Polskę gorące modlitwy wyszeptywali,   Za poległych kolegów dusze, Ukradkiem ocierając łzę, Modlili się gorąco i rzewnie, Wierząc w ich nad nimi opiekę…   Gdy oddany Ojczyźnie kapelan, Nad pochyloną głową partyzanta, Z nabożnością kreślił znak Krzyża, W imię Boga grzechy odpuszczał,   Odtąd każdy z nich, Na śmierć był już gotowym, Wierząc w sens poniesionej ofiary, Dla przyszłych pokoleń będącej zarzewiem wolności…   Byli prawdziwie niezłomni… Takimi ich zapamiętamy! O ich patriotyzmie szczerym i ofiarnym, W przyszłości naszym wnukom opowiemy…   Choć przez komunistyczne władze wyklęci, Na zapomnienie i pogardę skazani, Przez patriotów o sercach prawych, W całej Polsce dziś czczeni,   We wszystkich zakątkach Polski, W wioskach odludnych i miastach gwarnych, Poświęcone im pomniki, W setkach możemy dziś liczyć…   Choć dziś próbuje się ich oczerniać, W potokach głośnych medialnie kłamstw, A w pseudohistorycznych opracowaniach, Haniebne zbrodnie im przypisywać,   Na przekór trendom szkodliwym, W umysłach i sercach naszych, Szlachetnym rycerzom z kart barwnych powieści, Podobni są bohaterscy żołnierze wyklęci,   Dziś nie są już zapomniani, W świadomości patriotów współczesnych, Nareszcie należne im miejsce zajęli, A z serc naszych nie wyrzuci ich nikt!   Dziś odpalane skrzące race, Rozpostarte flagi biało-czerwone, Znicze migocące przed każdym pomnikiem, Uniżonym dla nich są hołdem…   Także skromny ten wiersz I ja z potrzeby serca skreśliłem, By w poświęcony im dzień Niezłomnym Żołnierzom Wyklętym oddać cześć!   - Wiersz opublikowany 1 marca w Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych.    
    • @Berenika97 Najserdeczniej Ci Dziękuję... Twoja ciepła opinia jest dla mnie tym bardziej ważna, że dotąd miałem wyrzuty sumienia że mogłem ten wiersz dużo bardziej dopracować... Pozdrawiam! @Nata_Kruk Serdeczne Dzięki!... Pozdrawiam!
    • @KOBIETA Bardzo dziękuję, powiedz im, niech wyją w dzień... będziesz miała lepsze sny. :)
    • @FaLcorN   nie wiem…co ja mam z Tobą…Kornel;)

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      ? dobranoc :) i dzień dobry:)  @KOBIETA   snujesz sobie miłość, w kole i w kółko;) i mnie zarażasz ;) naprawdę! Proszę oprzytomnieć ;) ktoś musi! ;) 
    • Nie pozwól  By moje sny odeszły    I pozwól mi  Tak pięknie śnić o tobie    I polegać na każdym  Twoim słowie    Nawet gdy będziemy  Całkiem sami    Na tym świecie...
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...