Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

nigdzie nie przeszłoby tyle zbędności
i połamanych skrzydeł. gdzie wady są przymiotem,
nikt nie zabłysnął logiką czy opanowaniem.
nikt też nie chciał się wychylać z tego szeregu.
pomyleńców. i trudno o bardziej zgrany zespół.

dniami licytowaliśmy doświadczenia, kto da więcej.
wielu osadzonych przy nas odpadało w przedbiegach.
noce zwykle przebiegały spokojnie. raz tylko awaria
systemu i środki naprostowujące, potem dyżury pod
drzwiami. w końcu miałam swojego anioła stróża.
to już prawie bodyguard, i co z tego że w kitlu.

a na spacery chodziliśmy z durnym uśmiechem
i wysoko opuszczoną głową, z plakietką wariata
jak medalem z wieloletniej wojny. dzisiaj trudno
stwierdzić kto wygrał naprawdę. ale i tak nic nie
przebije naszych ogryzków w rozdziawionych gębach
przechodniów. choćby dla nich warto było grać dalej.

potem wracaliśmy, jedni z wizytą inni naprawdę.
i my, dwoje dorosłych smarkaczy z przechowalni,
gdzie kraty w oknach przesłaniały co niewygodne.
reszta to sielska dolina z oceanem nietrafionych szóstek.

trudno o lepsze wakacje.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



że się posłużę:

"I tutaj wydaje mi się, że panowie po prostu mylnie interpretują. On po prostu śpiewa żartobliwie, ironicznie, ze stosunkiem jakimś takim żartobliwym do tematu i do samego siebie, że on w ten sposób śpiewa. I w związku z tym twierdzę, że nie jest to piosenka smutna, pesymistyczna, że jak pan mówi, że chwyta, ale że taki jest łzawy, to nie jest łzawa piosenka tylko ja twierdzę, że jest to piosenka optymistyczna, żartobliwa, wesoła z akcentami humorystycznymi. W sumie uważam, że potrzeba nam jest zdrowych, wesołych, optymistycznych piosenek właśnie takich... Nawet czasami żartobliwie-ironicznych. No i ja bym się z nią raczej... I w ten sposób bym ją interpretował panowie. Raczej."

pozdrawiam.
Opublikowano

hm podoba mi się...ciekawy temat ...coś mnie jednak razi ...rozdziawionych....naprostowujące....to bym zmienił

pozdrawiam

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



nie mogę wymagać by każdemu pasowały moje dziwactwa. na obronę tyle, że tak już mi się pisze. nie jest to więc wynik godzin zastanawiania się jakby tu jeszcze uinaczyć. staram się nie płynąć pod swój własny prąd. pozdrawiam.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Księżyc zawsze  ma nieswoją twarz. Czasem stara się odzyskać rysy, zgubić ten profil.   Spogląda na mnie z uśmiechem, mruży któreś oko, ale brak mu życzliwości.   Targany zazdrością żałuje,  że nie skrył się za wzgórzami i patrzył, gdy oddychaliśmy głośniej.          
    • W  Weronie...   stoi dom który  nie jest twoim domem  balkon który nie jest  twoim balkonem nie czeka na  letnie śpiewy w poświacie miesiąca   byłaś Julią teraz nie jesteś  byłaś na balkonie oko błękitu nie było łagodne  a w kawie nie było Norwida  stał dom - dom pobielany bo dwór to nie był    ani gościniec  ani droga do Werony jesteś Julią  w negatywie  bo kochasz na stałe i wciąż jeszcze żyjesz  serce - piosnka Norwida  
    • Przeczytałem, na filmie się pośmiałem, przy wierszyku zamyśliłem. Serdeczności. 
    • Żyjemy by kochać  I być kochanym    A potem umieramy Odchodząc z niczym    Nadzy jak nas  Pan Bóg stworzył    I nie odradzamy się    Może tylko w myślach  Najbliższych nam osób    A zabawa dalej  Gdzieś tam trwa...
    • Słoik z miodem stoi tam, gdzie go postawiłaś. Zaschnięta żółta kropla na gwincie – twój ostatni odcisk palca, którego nie mam śmiałości zetrzeć. To teraz mój relikwiarz. W sypialni zapach jest najgorszy: mieszanka twoich perfum i tej dusznej, słodkawej woni, którą przyniosłem na swetrze z oddziału. Nie wietrzę. Boję się, że jak otworzę okno, to wywieje stąd resztki twojego imienia. Próbuję czytać, ale litery są jak martwe owady. W łazience dwie szczoteczki do zębów – jedna wciąż mokra, druga sucha od tygodnia, sztywna, jakby skamieniała z przerażenia. Patrzę na nią i czuję, jak drętwieje mi szczęka. Nie ma żadnego „ja” ani „to”. Jest tylko numer autobusu, który zawsze spóźnia się o 18:12, i fakt, że kupiłem dwa chleby, choć nie mam kogo karmić. Stoję nad zlewem i kruszę ten nadmiar do kosza, bo nawet ptaki na parapecie wydają się zbyt głośne, zbyt żywe, zbyt pewne jutrzejszego ziarna. Kiedy kładę się spać, przesuwam się na samą krawędź. Zostawiam ci miejsce. Zimna połowa materaca jest teraz jedynym dowodem na to, że kiedykolwiek istniał jakiś porządek świata. Słucham, jak stygną kaloryfery – to jedyny dialog, na jaki mnie jeszcze stać.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...