Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 17.06.2026 uwzględniając wszystkie działy
-
Zapragnęłam sukni z wiatru, by w tańcu rozmyć własne kontury. Wychodzę do miasta - to zwierzę. Dyszy mi w twarz: "zapakuję cię w próżnię". Myśli tracą tlen. Wyrzucone na asfalt pękają jak ryby głębinowe. Uciekam. Widzę manekiny, rosną im włosy, ale gubią palce, próbując mnie złapać. Wpadam do domu. Marzenia już tu były. Zdążyły mnie przerosnąć.11 punktów
-
na miarę spojrzenia chciałam uszyć sukienkę z wody nie z jednej - z kawałków, z tej co osiada rosą na trawie albo udaje spokój w szklance wody i z tej, która dziurawi ciszę w deszczu przykładałam do niej światło jak taftę ale ona nie chciała mieć talii ani długości, chciała się rozlewać marszczyć w dłoniach i spływać chłodnym jedwabiem więc została tylko na chwilę do przymierzenia przez oczy bo tylko one potrafią „nosić” coś, czego nie ma zszyta nićmi niedopowiedzenia jej ceną byłby zachwyt trzeba było stanąć i patrzeć aż przestanie istnieć a potem znów jest wodą11 punktów
-
industria jeśli się zastanowić przecież sama prawda i dziecko myśli kiedy zamknie oczy nie widać jednak wszyscy mamy podobnie zawartości trzewi nie widać zawartości rur też nie widać zawartości trumien nie widać nie znaczy to że nie istnieją bo wszystko jest nimi podszyte biologia, fizjologia, industria ale ściek czuć i nie da się go usunąć w żaden ze sposobów bo jeśli to w końcu wybije jak przerwana arteria razem z rozpaczliwymi potrzebami intymności bliskości bycia jesteśmy zbuntowaną częścią tak, różnica jest I jest różnica, tak to wybijanie l wybijanie to nie jest od I od jest nie czasu do I do czasu czasu I czasu tylko I tylko czeka jeszcze jeszcze czeka na swój czas czas swój kształt słów na kształt słów pół strzały strzały pół w górę dla na górę w rozbryzgu10 punktów
-
W głębokim cieniu skryty pokój, dwie ulice stąd, gdzie dojrzewają na drzewach emocje. Ponad plątaniną blokowisk unosi się mój głos. W bólach narodzin dokonuje wyboru. Moja matka leży w splątanej mokrej pościeli, pogrążona w półśnie, na wpół świadoma, z nieobecnym spojrzeniem. Na wpół otwarta w swoim zmaganiu, krwawiąc, wydaje mnie na świat. Moja matka, w tym świętym miejscu - zapada cisza. Nie ma już śladu mnie, tej, która kiedyś płakała, zagubiona pośród krain zamieszkanych przez obce, rozmyte twarze. Mój ojciec czeka po drugiej stronie Styksu, jest ślepy, ma opaskę na oczach, a jednak prowadzi go miłość. Nie zna drogi, którą podążam, lecz jego uczucie jest latarnią oświetlającą krętą ścieżkę. W głębokim cieniu, gdzie milkną szepty, dwie ulice dzielące mnie od radości i bólu, pośród bloków i wąskich przejść już nie płaczę, bo właśnie w tej ciemności uczę się latać.8 punktów
-
7 punktów
-
sen śnimy się komuś albo coś śni się nami nie ma podłoża kiedy stawiasz krok grunt cofa się jak język w gardle który nas nie mieści twoja twarz rozpływa się pamięć nie nadąża jej złożyć dotykam cię twoja skóra nie ma jednej temperatury pulsuje coś pod nią szuka wyjścia świt tu nie istnieje czas jest rozciągniętym nerwem ktoś ciągnie go powoli aż zaczyna skomleć twoje usta otwierają się ale głos nie wychodzi zamiast tego wypływa obraz widzę nas z góry z boku z wnętrza twojego ciała jednocześnie nie jesteśmy zamknięci jesteśmy rozszczelnieni to nie pęka to się rozwarstwia jakby rzeczywistość była błoną już przebitą twoje dłonie wchodzą we mnie głębiej niż ciało pozwala nie rozrywają przesuwają granice czuję jak zmienia się mój kształt ugniatasz mnie od środka przestawiasz mi narządy robisz miejsce na swój lęk bez skóry bez oporu sen nie ma litości tu wszystko dzieje się do końca twoje oczy nagle są obce patrzysz z miejsca do którego nie mam dostępu a jednak jesteś bliżej niż kiedykolwiek zbliżenie nie jest ruchem jest zapadaniem wpadamy w siebie jak w szyb bez dna bez ścian i wtedy coś nas używa nasze ciała są narzędziem dla napięcia które chce się wydarzyć palce nie należą do nas oddech nie należy do nas strach nie należy do nas jest tylko proces rozciąganie ścisk rozpad twoje ciało otwiera się jak przestrzeń która nie powinna istnieć nie wchodzę znikam w środku i nagle nie ma już dwóch jest jedno drżenie jak kabel pod napięciem w wodzie przebicie światło nie rozjaśnia wypala kształty twoja twarz moja twarz nakładają się krzywo jak blizna na coś co jeszcze nie zdążyło się zagoić ból nie boli jest dowodem że coś poszło za daleko i nie da się wrócić sen zaczyna nas zamykać jak rana ściany wyrastają znikąd miękkie lepki materiał pamięci próbujemy się poruszyć ale każdy ruch zostawia nas gdzie indziej twoje imię rozpada mi się w ustach na dźwięki które nic nie znaczą nie ma języka jest tylko nacisk coraz większy aż pękamy bez dźwięku bo tu nawet krzyk jest tylko kolejną warstwą snu i kiedy myślisz że to już koniec budzisz się ale ja wciąż tam jestem w szczelinie po tobie i nie wiem czy śniłem ciebie czy ty śniłaś mnie6 punktów
-
Kiedy budzę się pomiędzy niebem, w rytmie spadającego deszczu, spalony słońcem. Witam przelatującą blisko jaskółkę. Choć wiem, że jedna jaskółka wiosny nie czyni… A jednak w sercu czuję radosne ukłucie. Bo może kiedyś we dwoje obudzimy się razem — pomiędzy niebem, w rytmie spadającego deszczu, spaleni słońcem. Bo może kiedyś tak jak ona oderwiemy się od ziemi — popędzimy jak spłoszone konie do swojej Ardeny. Choć wiem, że jedna jaskółka wiosny nie czyni… Może popędzimy razem… pomiędzy niebem, w rytmie spadającego deszczu, spaleni słońcem…6 punktów
-
6 punktów
-
Był środek nocy. Nie spałem ani nawet nie leżałem jeszcze w łóżku. Byłem jednak zmęczony i ziewałem szeroko raz po raz. Czułem opadające samoistnie powieki. Nieprzyjemny, gryzący piasek pod nimi. Jedna sekunda, dwie, trzy. Otwierałem szeroko załzawione oczy. Kolejna rozbita butelka, wywrócone w szale krzesło, czyjeś ciało obijane z impetem o ścianę. Krzyki i wyzwiska, latające w powietrzu jak pociski. Szamotanina pod drzwiami pokoju, moment uderzenia i trzask wybitych ciężarem bezwładnie lecącego ciała drzwi. To była moja matka. Pijana prawie do nieprzytomności. Leżała w progu, podkulając nogi i próbując doczołgać się w stronę okna, do mnie. Uciekała jak zbity pies. I faktycznie była pobita. Ręką zasłaniała twarz i rozcięty uderzeniem policzek. Wargi miała spuchnięte, pełne zaschniętej, prawie czarnej krwi. Bełkotała coś nieskładnie przez łzy, wijąc się coraz prędzej. W progu stanął mój setny w tym miesiącu wujek. Krępy blondyn w wyciągniętej ze spodni, lnianej koszuli. Jego lewa dłoń ściskała butelkę burbona. Prawa była zaciśnięta w mocarną pięść o czerwonawych palcach i wystających żyłach. Dopadł do niej, uchwycił jej jasne włosy i jednym brutalnym pociągnięciem prawie postawił ją na nogi. Po czym pchnął jej bezwładne ciało. Runęła pomiędzy mnie a łóżko, uderzając głową o podłogę. Krzyczała i błagała by ją zostawił. Podszedł powoli z delikatnym, triumfalnym uśmiechem na twarzy. Jego czarne derby połyskiwały świeżą warstwą pasty. But wylądował władczo na jej skroni i przydusił ją do podłogi na dobre. Patrzyła na mnie ni to z obłędem ni to ze strachem. Była cała we łzach. Jej oczy dawały sygnały, żebym uciekł. Nie tylko one. Jego wzrok wreszcie mnie odnalazł. Obawiam się chłopcze, że dalsze przebywanie w tym pokoju nie przyniesie Ci nic dobrego. Zrobisz lepiej, jeśli się teraz ulotnisz a ja dokończę rozmowę z tą su…, z twoją mamą. Rozbił z impetem butelkę zaraz obok jej głowy. Ryknęła na cały głos bym się wynosił. Nie trzeba mi było tego powtarzać. Uskoczyłem wolną przestrzenią przy ścianie i chwilę później już byłem przed kamienicą. W głowie nie miałem myśli, czy wujek zabiję mamę. Mojego ojca podobno zabito. Ale to z pewnością była sprawka innego wujka. Martwiłem się o siebie. Niestety takie było prawo ulicy. Dbaj jedynie o siebie. Inni muszą żyć tak by przeżyć. Do jutra, do rana, do kolejnej libacji. Dbaj o to by mieć co jeść i gdzie spać. Prawie nie jadłem przez cały dzień a teraz pozbawiono mnie miejsca na sen. Ale gen przetrwania w tym miejscu, potrafi nieść nogi wbrew potrzebom umysłu. Nie wiedzieć czemu stojąc tak pośrodku czerni zabójczej, nocnej przestrzeni, pomyślałem że na Olimpie będę bezpieczny. Bogów nie dotykano, nie odwiedzano. Mieli ciszę i spokój w swej sekretnej siedzibie. A ja chciałem tylko przetrwać noc. Udałem się w mrok dzielnicy. Cicho i bezszelestnie jak mały szczur, pragnący zobaczyć swych bogów. O tej porze mogłem spodziewać się tego, że dziedziniec pubu i sam murek, będą już zupełnie opustoszałe. Dodatkowo było nieznośnie zimno a wiatr choć niezbyt mocny to jednak pozostawiał na skórze lodowate uczucie cierpnięcia skóry. Nie miałem na sobie kamizelki, swetra ani płaszczyka. Jedynie brudną i porozciąganą koszulę. Miałem jednak nadzieję, że bogowie będą nade mną czuwać i nie pozwolą mi złapać zapalenia płuc. Jeśli oczywiście przybędą mi na ratunek. Murek jawił się w ciemności swą skarlałą wypukłością już z daleka. Wokół Olimpu było pusto. Pub był chyba zamknięty a światło w nim zagaszono. Neon nie działał. Został rozbity już jakiś czas temu przez pijanych chuliganów w trakcie jednej z burd. Już miałem przeskoczyć przez murek gdy nagle moje wyczulone ucho wyłapało w ciemności jakiś dźwięk. A było to donośne chrapanie, dochodzące gdzieś na lewo ode mnie ze zbitej grupki pokrzyw wyrastającej wprost z kamienistego i krzywego podłoża fundamentu pubu. Wdrapałem się na chropowaty murek i spojrzałem uważnie w tym kierunku. Obok pokrzyw leżało kilka pustych butelek po piwie a w samym centrum jakaś wysoka sterta ubłoconych niemiłosiernie ubrań, z której to jednak dochodziło chrapanie. Wtedy zrozumiałem. Gdy bogowie odchodzą, Olimpu strzeże ich posłaniec. Cyklop? Minotaur? Czy faun? A może to utrudzony dzienną walką heros, któremu bogowie pozwalają odpoczywać w ich ogrodach. Nie byłem herosem ani faunem. Ale miałem nadzieję że bogowie nie obrażą się na mnie, gdy doczekam tu świtu a przy okazji rozmówię się z ich strażnikiem. Na paluszkach ruszyłem w stronę śpiącego. Błoto wokół śmierdziało moczem, alkoholem i zgniłymi jajkami. To nie była ambrozja. A może właśnie nią była. Strażnik też ohydnie cuchnął. Tak jak gdyby kąpał się w rynsztoku. Mdławy odór zatrutej rzeki był niczym przy jego sklejonej brudem kapocie i spodniom na których zostało chyba więcej śladów resztek i błota niż właściwej tkaniny. Jedynie jego kapelusz można by uznać za nie znoszony. Zakrył nim połowę twarzy, tak że jedynie długa, skołtuniona, siwa broda wystawała poza obręb cienia ronda. Leżał spokojnie na lewym boku i wychrapywał jakąś melodię a może pieśń o dawnych i współczesnych bogach Olimpu.5 punktów
-
@Alicja_Wysocka Kraina Efemerii Chciałam spamiętać niejedną chwilę, niejeden sen. Wyciągałam ręce, patrzyłam przez powieki. W tej Efemerii – przezroczysta – wołałam bezgłośnie. Pragnęłam bez możliwości zaspokojenia pragnienia. Głodna byłam bez możliwości posilenia. To już? Tak krótko? Takie niebo, że w jego ulotności piekło. To tylko tyle? To już?5 punktów
-
myśli jak ptaki przysiadają gdzie się da fruwają raz samotnie raz stadami póki myślimy ... niedoścignione nie zawsze im po drodze z nami lubią chodzić bez więzów jak dzieci niby nas slyszą rozumieją ale mają swoje ścieżki robią co chcą nie lubią być same tęsknią za ... rozmową 6.2026 andrew5 punktów
-
Na ziemi dziś tak śpiewnie Miłość? Upijam się. I topornie i zwiewnie Z wzajemnością? Konam. A latarnie się śmieją Rozejrzyj się, jak tu ładnie Koniec świata? Już dnieje.5 punktów
-
Zatem wnoś dalej głaz Syzyfie; Prace nie pójdą na marne Wtocz jak najdalej, nim ktoś się skapnie, Że głaz ten spadł, zanim wtoczyłeś, Więc wnosić go będziesz od nowa… Zatem wnoś dalej głaz Syzyfie; Prace nie pójdą na marne Wtocz jak najdalej, nim ktoś się skapnie, Że głaz ten spadł, zanim wtoczyłeś, Więc wnosić go będziesz od nowa…4 punkty
-
Rosną szybciej niż nasze dzieci góry przeróżnych ludzkich śmieci które ziemi nam nie upiększają lecz ciemne chmury sprowadzają W postaci wód zanieczyszczonych wielkich miast nie dotlenionych przez co świat zatraca wartości a natura coraz bardziej się złości Lecz sami jesteśmy sobie winni bo nie zrobiliśmy tego cośmy powinni że śmieciami naszej cywilizacji za dużo w nas jest bagatelizacji Więc chyba warto się zastanowić co jeszcze dzisiaj można zrobić by nie zabrakło słońca promieni ani tak zbawiennej nam zieleni Nie sprzątać ziemi tylko raz w roku mieć na co dzień ten temat na oku dać szansę następnym pokoleniom by cieszyły się słońcem i zielenią4 punkty
-
@Mel666 Świetny, wielowarstwowy wiersz! Niezwykle mocne jest zderzenie profanum miejskiej surowości z sacrum narodzin i mitologii (Styks). Fizjologiczny, niemal bolesny obraz matki świetnie kontrastuje z metafizyczną obecnością niewidomego ojca. W ostatniej strofie jest katharsis - przejście od dziecięcego płaczu do dojrzałej "nauki latania" w ciemności.4 punkty
-
@Mel666 rozwaliłaś mi uczucia w pozytywnym znaczeniu ;) Wiersz o momencie narodzin. Dwie ulice stąd, gdzie dojrzewają na drzewach emocje " to zawieszenie między światem a nie-światem. Matka "krwawiąc, wydaje mnie na świat" - akt bólu i przejścia. Ojciec po drugiej stronie Styksu, ślepy, prowadzony miłością - to miłość jako jedyna latarnia, uczucie. Nie ma już śladu mnie, tej która kiedyś płakała" - narodziny są jednoznaczne ze śmiercią dawnego ja. Ostani wers poza fizyką. Sztos ! Uściski!4 punkty
-
„Nieistniejące słowa” Jakbym mógł, to bym opisał scenę własnego odejścia. Bogom bym jej nie przypisał — bez religii są te przejścia. Ludzkość jest w tabu ujęta, w słowach, które nie istnieją, na zawsze w sobie zamknięta, „bo bez słów nie zrozumieją”. Tak stworzone, w jakimś celu, opuszczanie doczesności, byś nie poznał, przyjacielu, twojej drogi do wieczności. Poznasz, co to za przeżycia w przejściu z życia w stronę śmierci. Nadchodzący koniec bycia wnętrze ciała ci przewierci. Ale gdybyś bilet dostał — powrót dany mało komu — z szponów śmierci się wydostał, nie opowiesz nic nikomu. Bo nie znajdziesz słów opisu, nie istnieją takie słowa z pozaziemskiego zapisu — reguła pozażyciowa. Leszek Piotr Laskowski4 punkty
-
Słowa to melodia kłamstw z nutami prawdy dyrygentem miłość orkiestry wczorajszej koncert zakochania w pełnej sali czułości bez oklasków koniec brak zwrotu biletu zaśpiewaj mnie jeszcze na bezbarwnej scenie pomalujmy siebie niemówiącą tęsknotą tak że dwa serca zabiją brawa już razem krzycząc bisu w miłości filharmonii nucę za uczuciem siedząc w pierwszym rzędzie czy usłyszysz serce grające w rytmie głosu jak cichy bębenek pragnący być perkusją zakochania dźwiękiem w takcie naszej nadziei znaleziony bilet na rozpaczy podłodze dał szansę na koncert jedynemu widzowi czy brawa wystarczą by spotkać się z artystką bez płacenia ciszą po spektaklu uczuć4 punkty
-
@Alicja_Wysocka ... w takiej sukience na plaży w Kołobrzegu ją widziałem z morskiej bryzy ją miała Afrodyta z zachwytem na nią patrzała ... Pozdrawiam serdecznie Miłego dnia4 punkty
-
Łukłodom am śwat, a w niam dangi, frasowania i radowania, taky jo mom. Dzie esteś? Tu w Niebzie, dali, tamoj kele gwiozd? Mniłuja cia Matulko i grzniotów sia stracham, kedajś i wprzód i teroz, bez colan cias. Taky jo mom. Układam swój jedyny świat, a w nim radości, chmury i smutki tak mam. Gdzie jesteś? Tu w Niebie, czy jeszcze dalej wśród gwiazd? Kocham Cię Mamo i wciąż się burzy boję i to jest niezmienne od lat. Tak mam. (Gwarą warmińską. I przekład)3 punkty
-
Gdy przypisać ciebie chcą i pragną i najczęściej sobie, mając siebie za moce i wyobrażając sobie niejedno o własnych możliwościach toć odpisać chcesz mocno, gorąco i gęsto im, którzy panoszą się tutaj najbardziej i za głęboko że jesteś albo nikim albo nie do opisania albo co innego. Widzą w tym jak we wszystkim źdźbło porażki gdy ty separując się wyrażasz wolę przetrwania gdy ty nie dbasz tak jakby chcieli o u nich angaż. Postawa twoja absolutnie godną jest przepisania co im robi zamieszanie w dumnych i dużych tabelkach bo jak to nie warto, bo jak to nie warto choć sprawy jak to sprawy mają kontekst i brak sensu i aspekty wielorakie i poplątane i bywają tylko raz na jakiś nieczęsty czas. Jest niebezpiecznie zatem nie ma tu nas i nie ma nas dla mas oraz nie ma nas dla mas... Padł mój kolejny wiersz, więc jest trzask, jest trzask. Warszawa – Stegny, 17.06.2026r.3 punkty
-
szliśmy innymi szlakami tej samej góry przeszłość zacierała się w klatki bez porządku aż stały się ultramarynowym tłem świat był szary w uśrednieniu dobrze jest znaleźć inny sposób bycia niż świat ale to nie o mnie niestety mówiłeś że udaje ci się osiągnąć stan w którym pozwalasz na przepływ zdarzeń bez przywiązania i oceny to też nie o mnie przyjacielu3 punkty
-
Bardzo poruszający wiersz, a temat granic, przejścia jest zawsze frapujący. Miłość rodziców jest wskazówką, kierunkowskazem nawet, jak sami nie umiemy wskazać skąd pochodzą Pozdrawiam3 punkty
-
@Berenika97 dziękuję bardzo za kom. Cieszę się, że udało mi się połączyć te dwie płaszczyzny. @LessLove chciałam polaczyc moment wewnętrznej transformacji świadomości z opowieścią o przejściu przez granicę istnienia. Dzięki za kom @wiedźma dziękuję Ci bardzo. Zawsze świetnie odczytujesz moje wiersze. Cieszę się, że udało mi się Cie poruszyć tym wierszem.3 punkty
-
@Mel666 Historia osobista i uniwersalna "przechodnia". Wszyscy jesteśmy wędrowcami - od narodzin do (wierzę) Narodzin. Kim (naprawdę) są (za chwilę) byli rodzice, znajomi, przechodnie, kim my jesteśmy (byliśmy/będziemy) dla nich? A czym jest prawda, jak nie wszystkim, co nas porusza, wszystkim na równi, podobnym a niepowtarzalnym. Piękne wizje, znajome i metafizyczne opowiadasz, Mel. Serdecznie Pozdrawiam.3 punkty
-
@Migrena Wracam do Twojego wiersza - czytam go i widzę ciągle coś nowego. Teraz określam go jako wiersz o dekonstrukcji podmiotowości. Jest tu inwazyjne przenikanie się ciał. Motyw "czegoś, co nas używa" i uwięzienia w "szczelinie po tobie'"po przebudzeniu - to dla mnie egzystencjalny wymiar. Intymność tutaj obnaża i deformuje - "Przestawiasz mi narządy, robisz miejsce na swój lęk" - te wersy robią wrażenie. W każdym razie - świetny! :) Serdecznie pozdrawiam.3 punkty
-
@Migrena zrobiłam dwa podejścia, bo brakło mi tchu. W gardle zostaje mi: " sen nie ma litości tu wszystko się kończy". U Ciebie sen nie jest odpoczynkiem. Jest miejscem, gdzie ciała przestają należeć do nas, są " narzędziem dla napięcia", " palce nie należą do nas. Oddech nie należy do nas" - to o snach, o których nikt nie chce napisać - Ty to zrobiłeś. Świetny wiersz ! Pozdrawiam.3 punkty
-
3 punkty
-
@Alicja_Wysocka no właśnie tak kwestia hierarchii wartości Niemcy na przykład przykładają więcej znaczenia do tego co trwałe materialne przedmioty pamiątki bibeloty jako pozostałości po ludziach, miejscach sytuacjach może coś w tym jest ----- nie doklejam rzęs bo to nietrwałe nie maluję paznokci bo lakier zejdzie, itd. @Alicja_Wysocka tak...potrzeba nasycenia...3 punkty
-
@Berenika97 Widzę to tak: Suknia z wiatru to nie jest ubranie. To jest ucieczka przed światem, który dusi. Miasto jest zwierzęciem, mechanizmem, czymś obcym. Ciało się rozpada, forma pęka, manekiny są jak koszmary. Ta suknia ma rozmyć kontury, bo bycie „kimś” boli. To jest dobre. Mocne. Bereniko, a dzisiaj w nicy szyłam sukienkę z wody. Może zrobimy pokaz? Serdeczności :)3 punkty
-
w łasce ciszy bezwietrznej nocy przy pierwszej kwadrze księżyca zamglone niewyraźne i nieostre czerwone daty w kalendarzu i światłe mroki z dwojgu oczu błękitnych chabrów tu bogowie wszystkich epok w alfabetycznym porządku nieskończoności moszczą nogi w źródłach poezji poza moją głową w pół słowa objął mnie anioł gdzieś blisko wieczności przedziwny spokój na strunach wszechświata konwalie dzwonią na jutrznię3 punkty
-
@Migrena ... sen sprowadzony do realu na jego granice daje wolność obrazy bez ram można je nie tylko zobaczyć można dotknąć poznać strukturę barwy poczuć ciepło warstwy się nie nakładają przenikają obecnością ... Pozdrawiam serdecznie Miłego dnia3 punkty
-
@Berenika97 ... przerosło ale nie na tyle ... aby o świcie nie widzieć jej w sukience z mgły wśród kwiatów rosa na łące mieni się w słońcu a ona tańczy boso ... Pozdrawiam serdecznie Miłego dnia3 punkty
-
@Migrena Ten wiersz nie opisuje snu - wciąga w niego, krok po kroku rozmazując granicę między ciałem, czasem i tożsamością. Zostaję z tym pytaniem na końcu na dłużej, niż chciałam. :) Wrócę do tego snu - teraz woła mnie "rzeczywistość" ? 🤔3 punkty
-
Więc zrobiłem To znowu Pokazałem ci Swoje oblicze Przed twoim Nagim jestestwem A wszystkie Lustra pękły W tym samym momencie I już nie było Nigdy takiego samego dnia I już nie było Nigdy takiej samej nocy Pora wracać do domu...3 punkty
-
Wiosną Serce bije tak krwiście Jak żadną porą roku Drzewa w nowe ubrane liście Ptactwo w śpiewnym amoku Wiosną, chęci się plączą bezwstydne I węch jakby bardziej czuły I więcej spotkań, rzewnych wyznań A myśli jak z kolorowej bibuły Niby to wszystko dźwięczy tak samo na wiosnę Wiatr staje w miejscu i tylko szum świata Drży tysiącami drobin by zdumieć radosne Czci pełne wszechistnienie Soczyste, bogate3 punkty
-
Dzisiaj rano jak co dzień przed wyjściem do pracy siedząc w kuchni przy stole raczyłem się ulubioną kawą Nagle usłyszałem głos w radiu mówiący coś na temat wiosny wówczas spojrzałem w okno i skuszony widokiem słońca otworzyłem je na oścież Wtedy doleciał do mych uszu wesoły świergot gromady wróbli a chwilę potem kukanie kukułki i pianie koguta którego próbował przeszczekać jakiś nerwowy pies wówczas uśmiechnąłem się i powiedziałem sam do siebie no stary słyszałeś to już wiosna więc przebudź się po czym zerknąwszy na zegarek wybiegłem z domu.2 punkty
-
@Mel666 piękny chwytający za serce wiersz który pokazuje to miejsce między narodzinami a dorastaniem2 punkty
-
@andrew Bardzo dziękuję! Serdecznie pozdrawiam. :) Może nie przerost. Inna suknia, uszyta z tego, co zostało. Rosa jeszcze nie wie, że ma być rozcięta światłem. Tańczę boso, mówisz. Niech będzie mgła, nie próżnia. @Poet Ka Bardzo dziękuję! :) @Łukasz Jurczyk Bardzo dziękuję! Serdecznie pozdrawiam. :) Mgła nie ma szwów. Miasto ma tylko gorset – ja mam wiatr. @Alicja_Wysocka Bardzo dziękuję! Serdeczności! :))) To może być ucieczka, a może raczej to, co zostaje, kiedy ucieczka się nie udaje - chyba dlatego ta suknia z wiatru i tak pęka. Ale masz rację co do bólu bycia „kimś" w świecie, który dusi - to jest dokładnie ten nerw, który chciałam obnażyć. Pokaz mody - super pomysł! Pokaz mody żywiołów Ja w sukni z wiatru, Ty w sukni z wody - wybieg się chyba ugnie pod takim wilgotnym przeciągiem. Stylistka pyta o metraż. Mówimy: bez sensu, u nas liczy się prędkość i kąt padania światła. Manekiny w oknach patrzą z zazdrością - one stoją. My znikamy. @Marek.zak1 Bardzo dziękuję - wiedza "z pierwszej ręki" znaczy czasami więcej niż jakakolwiek interpretacja. Cieszę się, że ten obraz miasta okazał się tak prawdziwy. Pozdrawiam serdecznie.2 punkty
-
2 punkty
-
@Łukasz Wiesław Jasiński nie nie boli mnie to i jestem pełna podziwu! dowolność interpretacyjna w takim zakresie, jak wieloznaczność symboli czy metafor2 punkty
-
2 punkty
-
@Poet Ka Poe:) czy możesz....? wszystko możesz:) jesteś przecież w swoim poetyckim domu:) a u mnie, w wierszu - ta "drapieżność" nie była intencją tylko efektem języka probującego opisac moment kiedy granice między ja i ty przestają być stabilne. to nie jest bliskość jako harmonia ale stan w którym relacja przestaje być relacją i staje się procesem ktory uzywa obu stron naraz, dlatego tak łatwo tu o wrażenie granicznosci i snu gdzie nie da się już ustalić co jest czyje. a ten cytat Twój - "może rzeczywiście wszystko nam się przyśniło(...)" wspaniałość:) Gałczyński jak mi się zdaje. słodko - gorzki klimat. dziękuję Poe za Twoje słowa:) bardzo:)2 punkty
-
@Berenika97 dzięki Nika:) rzeczywistość wybija ze snu ale czasem sen zaburza rzeczywistość i wtedy nie wiadomo już co jest powrotem a co tylko kolejną formą przebudzenia serdeczności dla Ciebie:)2 punkty
-
Mam tłuste włosy i żółte zęby Ale ponoć, nie zagląda się innym do gęby Ręce trzesą się jak gdyby podczas febry a ze strun głosowych urywa się film - niemy Ludzie są różni niczym pocztowe znaczki, Na każdym autografie od gwiazdy różne szlaczki przypadki są piękne, tak samo jak porażki Wspomnenia są wszelakie, ale weź je kurwa nazwij Coraz bardziej podobne, stają się linie papilarne a w numerach pesel, kończą się kombinacje. Oni nie przestaną sprzeczać się o swoje nacje Już nic się nie da zrobić, więc wnoszę o likwidację Kiedy historia dobiegnie wreszcie końca? tak bardzo chcę być wtenczas blisko słońca Kiedy nadejdzie ta chwila wielkopomna? Zapamiętaj wtedy wspomnisz moje słowa.2 punkty
-
2 punkty
-
@Mitylene skrzydeł już nigdzie nie szukaj gdy trzeba same wyrosną nie dopuść by w sercu pustka wypełnij je chociaż wiosną :))2 punkty
-
2 punkty
-
Jeśli znasz słowa prawdziwe Jeśli proste, te konieczne Te z człowieka krwi dorosłe Lub dziecięce, nie dziecinne Te z miliardów serc płaczące Rozdasz życia chleb i wino Zawojujesz świat motylem Rzucisz tłumy na kolana Do modlitwy, lajkowania Nie pogardą, PET tekturą Z elegancką forniturą Wzoru, kopii, kodu, kasty Skłonisz Brata do uśmiechu Jednej myśli niepotrzebnej Która nieba mu przychyli Sens ujawni, Pierwsze Słowo Które w każdym chce się zrodzić Ja w to wierzę, Moja Siostro Znajdziesz swoją miłość pierwszą Która będzie też ostatnią Płomień w duszy, blask w źrenicach Rozdasz tym, co wiarę tracą Napisz wiersz…2 punkty
-
@Waldemar_Talar_Talar Ciepły, codzienny obrazek wiosennego przebudzenia - celnie uchwycony moment, w którym świat za oknem przypomina, że trzeba się ruszyć z miejsca. :) Pozdrawiam.2 punkty
Ten Ranking jest ustawiony na Warszawa/GMT+02:00
-
Ostatnio dodane
-
Wiersze znanych
-
Najpopularniejsze utwory
-
Najpopularniejsze zbiory
-
Inne