Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 29.04.2026 uwzględniając wszystkie działy
-
motyl i kamień otóż rybak zarąbał brzaskiem motyla dziś na plaży zatoki przypływ bałwanowodny laguna złota nieregularnie ciężki kamień zielone szkiełko w piasku pod muszlą zapomniane11 punktów
-
Chodziłem z Tobą po brzegu świata, piasek pamiętał nasze imiona, wiatr cicho plątał we włosach lato, jak obietnicę, co się dokona. Morze mówiło do nas półgłosem: „wszystko możliwe - wszystko jest wasze”, a ślady, które znikną o świcie, zostaną głębiej - są ponad czasem. Lecz przyszły chwile o ciężkich dłoniach, co uczą ciszy, uczą rozstania, a nam zabrakło dwóch słów najprostszych, tych, których wcześniej było w nadmiarze. Dzisiaj tam wracam - lecz brzeg jest pusty, niosę w kieszeni okruchy wspomnień, kiedyś to jedno Twoje spojrzenie sprawiało, że świat był tylko do mnie. A morze milczy - w jego oddechu dalej istniejesz, nie chcesz przeminąć, jakbyśmy szli tam nadal we dwoje, tylko już ciszej i inną drogą.10 punktów
-
Link do piosenki: Zakwita raz – kwiat przepiękny Poza czasem, gdzieś na uboczu W śnie niewidzialnym jak zaklęty Żyje – bez dotyku ludzkich oczu Tylko raz – w mroku, sam z siebie Rośnie jak owoce, brzoskwinie Marnieje, i ginie w glebie Jeden raz – zanim w mrok przeminie Nad strumieniem, czarów mocą Zakwita i płatki swoje rozwija Księżycową, czarną nocą I w mrok natchnieniem przemija Nikt nie widział – każdy szukał Jeden znalazł i z tym kwiatem W serca samotne zastukał Spoza mgły widzialnym światem I w złocistym blasku świeci I wznosi się nieśmiało I do nieba, w błękit leci W smutku, którego za mało9 punktów
-
Przekręcam się w łóżku z boku na bok, włączam światło, rozpraszam szpitalny mrok. Marzę, by zamrozić się jak mrozi się embriony, żyć bez lęku przed chorobą i brakiem mamony na lekarstwa. Pielęgniarka przychodzi i pyta o przeciwciała - Saturn, Mars? - Oburza się, ponoć nie o to pytała. Chciałabym wycinać szkodliwe mutacje i geny tak jak u fryzjera obcinam za ćwiartkę ceny końcówki. Pacjentka z łóżka obok poleca mi zbadać wzrok, sama nie widzi zaparzanych wraz z kawą zwłok czasu. Żeby tylko w kościele ktoś wspominał organy, a w pudle z kablami leżałby mój mózg zgrany na pendrive’a. Pielęgniarka przychodzi pobrać śluz Pyta o grupę krwi, odpowiadam - H(uman)+8 punktów
-
Ażeby niniejszym wyrobić ważną dniówkę i pobyć te kilka chwil z istoty literówką napiszę - choć w skrócie - o tym że dzień najczęściej jest dniem ale marzą mi się najbardziej i najmocniej nocne harce w przytulone oboje odważnie pozbawione mroków tęsknoty gdzieś w poniekąd ku błogiej nieświadomości to takie nieobyczajne takie nieobyczajne... Warszawa – Stegny, 29.04.2026r.8 punktów
-
Jeden facet motocyklem w Czadzie robił kółka wprost na autostradzie. Gonił córki, niech skonam, o tych samych imionach. Czy z mandatem pojedzie? PoJadzie?7 punktów
-
światło było bezkrwiste rozlane równo jak coś co nie zna zmęczenia biuro oddychało za nich sucho przez plastikowe krtanie klimatyzacji ona miała sól na skórze po całym dniu niewidoczną tylko przy szyi cienki połysk jak sygnał że coś w niej pracuje głębiej niż trzeba on siedział naprzeciw z rękami nieruchomymi jakby pilnował żeby nie zdradziły czegoś co już dawno wymknęło się spod kontroli między nimi powietrze gęstniało szybciej niż czas ekrany świeciły ale światło nie sięgało do środka pierwszy dotyk nie był błędem był pęknięciem jej skóra odpowiedziała natychmiast jakby nie czekała na niego tylko na moment coś ruszyło pod spodem cicho bez świadków i już się nie zatrzymało od tej chwili wszystko było za blisko kroki oddechy cisza między mailami jakby świat tracił dystans jego dłonie pamiętały więcej niż powinny jej ciało znajdowało go bez patrzenia nawet kiedy go nie było całowali się krótko zbyt mocno jakby chcieli zdążyć przed czymś co już nadchodziło jej oddech rwał się o jego usta szorstko bez miejsca na powrót on trzymał ją tak jakby sprawdzał czy to jeszcze ona czy już coś innego biuro patrzyło w szybach w wygaszonych ekranach w czarnych powierzchniach jakby wszystko zapisywało zostawali po godzinach ten moment kiedy dźwięki opadały i napięcie zostawało samo gęste nieruchome prawie widoczne stała przy biurku plecami do światła jakby chciała zniknąć ale nie mogła się cofnąć podszedł bez słów bo słowa już nie sięgały kiedy ją dotknął to nie było wejście to było przełamanie jakby coś w niej ustąpiło za szybko jej ciało otworzyło się gwałtownie bez zgody bez odwrotu między nimi nie było rytmu tylko nacisk oddech i rosnące napięcie jak przewód pod prądem światło drżało nad nimi zimne obce jakby nie miało znaczenia a jednak widziało wszystko ich ruch był nierówny zbyt prawdziwy jakby każde z nich chciało przejść przez drugie i sprawdzić co jest dalej kiedy się zatrzymali nic nie wróciło na miejsce cisza tylko zgęstniała usiadła powoli jakby ciało miało nowy ciężar on stał jeszcze chwilę bez ruchu jak po czymś co zostaje i wiedzieli to nie było tutaj to weszło głębiej w poranki w dłonie w sposób patrzenia wrócą do loginów do prostych zdań ale pod spodem zostanie coś otwartego jak rana bez krwi co nie zna procedur i nie chce się zamknąć7 punktów
-
Może pan pawia kupi? Nie wezmę za niego drogo. Na pewno go pan polubi, ma taki piękny ogon. Mieszkania przypilnuje, dzieci pan z nim zostawi, kiedy się radio zepsuje gości panu zabawi. Lecz gdy paw sam jest, biedaczek, jeść nie chce, chodzi zmartwiony i dniami całymi płacze. Niech mu pan znajdzie więc żonę. Czy wie pan, jak będzie wesoło, kiedy we wszystkich zakątkach będą biegały wkoło prześliczne małe pawiątka? A jeśli już panu w mieszkaniu przestaną się mieścić te ptaki, w gazety niedzielnym wydaniu może pan dać anons taki: - "Może ktoś pawia kupi" Nie wezmę za niego drogo..."7 punktów
-
Mój podziw nie ma znaczenia Nie skruszy skały Nie zatrzęsie planetą Nie zagotuje nawet wody na herbatę. Ledwie starcza mu siły Żeby poruszyć mnie samego A ja? W majestacie góry Nie jestem nawet płatkiem śniegu Ani marnym punktem Na mapie kosmicznych wydarzeń Na plaży ważności Wygrywa ze mną byle ziarnko piasku Które drażniąc senną małżę Może sprowokować piękną perłę Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują Na rzeczy daleko poza mną I moim zasięgiem Niczym chrzęst śniegu pod butem wędrowca Nieistotnym szczegółem w całości podróży Bez wpływu na losy świateł oraz świata Elementem całości Nie splotem wydarzeń Może właśnie dlatego Na małej czerwonej ławce Na końcu kamiennego molo Na wyspy nie skąpanej jeszcze W promieniach porannego słońca Jestem Być mogę Chociaż nie muszę A gdybym nie był Nie dla mnie kalejdoskop zdarzeń A moja domniemana nieobecność Nie skruszy skały Nie poruszy planetą Nie zagotuje nawet wody na herbatę. I za to właśnie Jestem Nieistotnie wdzięczny.7 punktów
-
Pustka w odcieniach szarości. Jak niebo przed deszczem. Jak kurz na półce, którego nikt nie ściera. Pustka szumi. Cicho. W uszach. Jak muszla. Obiecuje ocean, a daje tylko echo. Boli to, co było przed. Wspomnienie, gdzie kończyłaś się Ty, a zaczynał ktoś. Teraz jest tylko przestrzeń. Za duża. Za cicha. Można w niej utonąć, zanurzyć się lub rozłożyć ręce. Siedzę w mojej pustce. Nie walczę z nią. Nie pytam, czego chce. Myślę... Może pustka to nie brak. A miejsce na to, co jeszcze niewiadome, a co dopiero będzie.6 punktów
-
Jom je tropsie i gwolt tylo spraw, a ziosna tańcuje po jeny dyli. Deszcz do cna plucha zlotruje zietrz łoblece nieba pociyrze. A Pan Bóg doł żywot, diobeł zomnioł, am grzychna i cołkam śwanta. Jom je sztrófa am nie ziam dzie koniec. Dźwyrzami do nieba psiekło- jek bandzie trza. Kosejdra potam łustinuje księżicem a słónko zakście nowam życiem Jom je. Jestem smutkiem w natłoku spraw jutrem, wiosną co tańczy arię Tirsta. Deszczem stłukę kałużom makijaże, wiatrem co otuli nieba pacierze. *"A że mnie Pan Bóg stworzył a diabeł opętał", jestem grzeszna i całkiem święta. Jestem słów niedokończonym wierszem Schodami do nieba, piekłem jeśli trzeba. Tangiem i nowiu księżycem, słońcem i nowym życiem. Ja jestem. (Gwarą warmińską. I przekład.) *J. Tuwim.6 punktów
-
Do… wyjdź odsznuruj świat pobaw się trawą i listkami pobiegnij do nieba otwórz pamięć na krople śmiechu huśtawkę i studnię marzeń na paluszkach koło pieca rozganiam myśli tuląc się do siebie6 punktów
-
Paw upierzony rafą koralową Płynie przez sen gubi pióra Z głębi motylich jaskiń wypłynął Rozpostarła się barwna chmura Płynie przez sen gubi pióra Ławicą rybek tęczowych na ogonie Rozpostarła się barwna chmura Myśli wieczornych ukrytych w kokonie Ławicą rybek tęczowych na ogonie Wabi nieodkrytą dotąd wyobraźnię Myśli wieczornych ukrytych w kokonie Czekających aż rozum wreszcie zaśnie Wabi nieodkrytą dotąd wyobraźnię Sennych nielogicznych stworzeń Czekających aż rozum wreszcie zaśnie Przykryty falą cichą nocnych marzeń Sennych nielogicznych stworzeń Z głębi motylich jaskiń wypłynął Przykryty falą cichą nocnych marzeń Paw upierzony rafą koralową6 punktów
-
Czwarta nad ranem. Zegar się nie spieszy. Lubi blues. Sen wyszedł bez słowa, jak ktoś, kto wie, że przeszkadza. To chyba najlepsza pora na wiersz. Papierowe kule znów mijają kosz. Zgniecione słowa ścielą pokój jak śnieg. Ulepię bałwana z zamarzniętych myśli - wreszcie jakiś cel. Nikogo nie poruszy załamany papier. Cieszy się tylko śmietnik w kącie. Znów otrzymał wnętrze.5 punktów
-
jej kot leży na parapecie jak rozlany naleśnik po rozwodzie z grawitacją patrzy na gołębie z miną urzędnika który od trzydziestu lat odrzuca ten sam wniosek o godność czasem siedzi pod stołem i udaje że nie istnieje mimo że wystaje mu ogon jak porzucony sznur od żelazka którym ktoś próbował udusić nudę w nocy zaczyna swoje pielgrzymki od kuchni do przedpokoju od przedpokoju do łazienki od łazienki do jej twarzy bo o trzeciej siedemnaście musi koniecznie stanąć jej na gardle jak pięć kilo puszystego wyroku i wbija wzrok w jej gardło jakby sprawdzał czy tętno pozwala już na konsumpcję jakby chciał powiedzieć: "wstawaj w misce widać dno czy ty chcesz żebym zdechł jak jakiś amator” nagle dostaje ataku istnienia pruje przez przedpokój jak rykoszet wystrzelony z pistoletu który sam przeładował i wbija się w dywan z gracją fortepianu zrzuconego z czwartego piętra na prośbę aniołów potem biegnie przez mieszkanie jak opętany parówką ślizga się po panelach wpada bokiem w szafę obraża się na fizykę i nagle zastyga w połowie skoku jak porzucony przecinek w zdaniu którego Bóg zapomniał dokończyć przez dwie godziny siedząc tyłem do świata obok kaloryfera który uważa za swojego adwokata jej kot ma w sobie coś z emerytowanego generała który stracił armię ale dalej codziennie robi obchód po mieszkaniu sprawdza okna sprawdza doniczki sprawdza czy przypadkiem nie zostawiła otwartej szafki z kabanosami bo wtedy włącza mu się instynkt szabrownika mruczy jak opętany ona idzie tam zgrabna i bosa jakby niosła w sobie cały spokój świata zapala światło... a on siedzi na środku podłogi obok przewróconego kwiatka obok rozbitego kubka obok własnego sumienia i patrzy na nią jakby to ona przyszła do jego domu i rozwaliła mu paprotkę z czystej zemsty czasem siada przy ścianie i patrzy w jeden punkt przez pół godziny jakby właśnie nawiązał łączność z planetą na której tuńczyk sam otwiera puszki i wtedy ona milczy bo wiadomo że kot widzi rzeczy których człowiek nie powinien widzieć jej kot kradnie gumki do włosów te które jeszcze rano pachniały jej snem i perfumami wynosi je pod lodówkę jak jakiś mały mafioso który prowadzi nielegalny handel w piwnicy pod osiedlowym warzywniakiem a potem siedzi dumny na stosie swoich łupów jak smok który zamiast złota zbierał przez całe życie plastikowe nakrętki i dwa paragony z Biedronki czasem wskakuje na szafę choć sam nie wie po co potem stoi tam przerażony własnym sukcesem i drze mordę jak tenor który utknął w zsypie bo wejść było łatwo ale zejść teraz już nie bardzo wtedy ona bierze go na ręce stawia na ziemi a on otrzepuje łapy z obrzydzeniem jakby właśnie został uratowany przez najgorszy sort amatora i natychmiast odchodzi bez słowa bez dziękuję bez niczego jak hydraulik który skasował cztery stówy za spojrzenie na rurę czasem siedzi przy misce patrzy na karmę jakby była listem z urzędu skarbowego wącha odchodzi wraca patrzy jeszcze raz jakby czekał aż zmieni się skład albo smak albo sens życia ale wystarczy że otworzy lodówkę i nagle wyrasta obok niej jak demon powołany do życia szelestem szynki wtedy ociera się o jej nogi i mruczy udaje biednego sierotę który od ośmiu lat nie jadł nic poza kablem od ładowarki i jej monsterą która płacze liśćmi bo on traktuje ją jak darmowy bar sałatkowy w którym jedyną przyprawą jest wizja rychłego rzygania na dywan jej kot toczy też inne bitwy najkrwawsze tam gdzie nie ma nikogo walczy z przeciągiem o prawo do ciszy i z własnym cieniem który oskarża go o współpracę z grawitacją kiedy ona wchodzi do pokoju on patrzy na nią jak świadek koronny który właśnie przypomniał sobie że ona też widziała jak lizał się po łokciu tracąc na moment cały swój mroczny prestiż wtedy zastyga w bezruchu jak pomnik wystawiony ku czci wszystkich zmarnowanych okazji by nie być kochanym czasem śpi tak mocno że wygląda jak stara skarpeta wypełniona futrem i pretensją a ona wtedy patrzy na niego i myśli że to niesamowite że takie małe futrzaste bydle potrafi jednocześnie być królem mieszkania klaunem terrorystą bezrobotnym filozofem oraz kawałkiem dywanu kiedy w końcu kładzie się na jej piersi robi to z subtelnością betonowej płyty mruczy jej prosto w ucho tonem który mówi 'kocham cię ale pamiętaj, że gdybyś była mniejsza już dawno leżałabyś pod lodówką obok gumek do włosów i kurzu" bo jej kot niczego się nie wstydzi ani brzucha ani porażek ani tego że spadł z parapetu bo za bardzo chciał ugryźć muchę po prostu wstaje udaje że to było specjalnie patrzy na nią z taką wyższością jakby właśnie darował jej życie i kładzie się spać z miną boga który po stworzeniu świata stwierdził że wyszedł mu średnio więc postanowił go po prostu zignorować5 punktów
-
Są ludzie w grzechu tak zakorzenieni, że już nie czują i nie widzą tego, a choćbyś im oczy siłą chciał odmienić ciebie oskarżą o czynienie złego. Oni wydają owoce zepsute sami się karmią i innych częstują, w głowach czart śpiewa na fałszywą nutę tak pogubieni nie wiedzą, że trują. Nie wszystkich da się ocalić, ratować nawet gdy kochasz miłością najszczerszą czasem wypada uciec i się schować ochronić siebie jak rzecz najcenniejszą. Lecz nigdy modlić się nie zapominaj westchnieniem w niebo pozmieniasz kierunek, tak właśnie złemu możesz się sprzeciwiać szczerą modlitwą przynieść im ratunek.5 punktów
-
niepojęty ranek w cukierence croissant, café au lait patrzę z nadzieją przez szybę jestem w środku szkolenie z wiązek prądu – szot energii waham się między latte a espresso płacę zaraz otworzą przybytek patrzeć przez szybę pokrytą po francusku piegami? czy na ażurową kelnerkę, która niechętnie mawia bonjour biały kruk powiada o kelnerce: ona jest przezroczysta jak tu nie reagować na drugiego człowieka? zagwozdka – nie potrafię skupiam się na skupieniu światła na przybrudzonej szybie, którą czyści szyld patisserie zaraz szkolenie – myślę alternatywnie o paradokumencie: o mnie, o nich stoję i czekam. właśnie otwarto nie kawiarnię – miejsce szkoleń co mnie jednak cieszy5 punktów
-
zbawiciel światła z krzyżem szelek na plecach i fajką w ustach zwarło się we mnie spięcie a on otworzy mi tylko skrzynkę z bezpiecznikiem jak przypowieść biblijną zanuci lat doświadczeniem snutą "kto panu to tak spierdolił?" bez napięcia mi mówi o Baśce co za granicą i żonie z którą nie iskrzy z oddaniem sanitariusza topi swe ręce w plątaninie kabli jakby świat zbawiał a taśmą zakleja przyglądam się temu nie mając oporów by obieg zamknięty pozostał otwarty przecieram oczy nie z dymu ani ze zdumienia uziemia mnie tym, co po nim zostało na świstku papieru "500zł + materiały, dostępny za tydzień"5 punktów
-
organizator ❤️ akcji zbierania pieniędzy chętnie by biednym dzieciom Paryż Rzym Londyn pokazał nigdzie nie były poza …domem ale na pieniądze biedny rząd czeka nie ma już skąd pożyczyć a TRZEBA DZIECI LECZYĆ chwała młodemu człowiekowi WIELKIE MA SERCE ❤️ nie tylko dla siebie a ci tam ... SOBIE kasę dają o chorych zapominają 4.2026 andrew https://www.gazetaprawna.pl/urzad/samorzad-terytorialny/artykuly/11051896,nowepensjewojtowburmistrzow2026nawet21000zl.html Muszą tak robić, aby murem stali …5 punktów
-
@Jacek_Suchowicz Nie ma miłości niespełnionych, są tylko takie - niedopisane, co gdzieś po drodze zgubiły finał teraz czekają, by wrócić rano Bo słowa nigdy nie umierają, one się tylko chowają w ciszy, czasem wystarczy jedno spojrzenie, by znów zaczęły mówić i słyszeć A wiek? to tylko liczba , to PESEL , nie wyrok - ani zamknięta gra, bo jeśli w sercu prawdziwy granat, to jeszcze nieraz wybuchnie - i da Da nam powody, by iść od nowa, choć ścieżki dawno zarosły trawą, bo to, co kiedyś było prawdziwe, nie znika nigdy – czeka, da radę.5 punktów
-
wylazły z moich kątów dwadzieścia cztery smutki do pierwszej lepszej knajpy poszły się napić wódki wróciły gdzieś nad ranem na nóżkach flanelowych z przytrzeszczem przyjęzycznym i strasznym bólem głowy od tamtej pory za nic gdy chciałam tę czeredę na chwilę wyprowadzić nie wyszedł ani jeden4 punkty
-
Mogę dziś zapisać najcichsze rzeczy. Noc stoi przy oknie jak ktoś, kto nie odszedł do końca. Światło latarni rozlewa się po chodniku i udaje, że pamięta nasze kroki. Powietrze jest chłodne jak miejsce obok mnie. Byłaś tu kiedyś — wystarczy to powiedzieć szeptem, żeby wszystko znowu zaczęło istnieć: ławkę, która skrzypiała pod ciężarem milczenia, przystanek, gdzie czas spóźniał się razem z autobusem, śmiech, który nie należał do nas, a jednak nas uratował na chwilę. Teraz noc układa się inaczej. Gwiazdy są dalej niż wtedy, albo to ja stoję gdzie indziej. Mogę dziś zapisać, że Cię nie ma. I że to zdanie nie mieści się w żadnej linijce. Bo są rzeczy, które zostają jak ślad po czyimś głosie w powietrzu — niewidoczny, a jednak cięższy niż cisza. I tylko papier udaje, że to wystarczy.4 punkty
-
„Obleczona prawda” Powleczona prawem bytu, trendem mody i bogactwa, zakłamaniem niedostatku, kalkulacji i ciułactwa. Doświadczeniem posiadania i swą nad lekkość ducha, wszem i wobec podpowiadam — lepiej chciwości nie słuchać! Te majątki przedgrobowe, otulone szczerym złotem, wystawne domy — twierdze z elektrycznym wokół płotem, w boga bezmiłosnej wiary zmienią się w obóz zagłady, bo stosem tychże pieniędzy uczuć kupić nie dasz rady. Gdzie, w mądrości tej istnienia, dla człowieka jest szarego droga prawdy i uznania, by przeżyć życie mądrego? Przecież każdy chce posiadać, dobrym jadłem się objadać, swoje dobra pokazywać, za krytyką nie przepada. To momenty chwil każdego, tych dobroci przytulanych, potrzeb zysku wciąż większego, dużych liter pozłacanych. I choć blask nas ciągle mami i pragniemy lśnić w koronie, przed Wielką Bramą staniemy, mając tylko puste dłonie. Bo w pogoni za błyskotem czas przecieka między palce, dni zamienia w zimne złoto, serce wiąże w twardej klatce. A gdy przyjdzie kres rachunków — cicho zgaśnie blask bogactwa, bo kto życie mierzył zyskiem, ten je skrócił — do biedactwa. Leszek Piotr Laskowski.4 punkty
-
Jest jaki jest raz poda rękę raz da w pysk Wszędzie jest na weselu i na pogrzebie Nie boi się kalendarza ani cieni Tak moi drodzy tak widziany jest na los4 punkty
-
Od tłumacza: Lovecraft czasem bywa subtelny, ale nie tu. Tylko dla czytelników o mocnych nerwach... To miasto było mi już wcześniej dobrze znane; Stare, trędowate, gdzie tłumy upodlone Dla dziwnych bogów biły w gongi splugawione W kryptach wrytych pod portu uliczki szemrane. Stęchłe, rybiookie domy ślepiły wszędzie Za mną, pochylone, wpół-żywe i pijane, Jak przedzierając się przez brud przeszedłem bramę Na czarny dziedziniec, gdzie ten człowiek będzie. Zakląłem w głos, gdy mroczne ściany mnie zamknęły, Żem kiedykolwiek do takiej meliny przyjść miał, Gdy liczne okna niespodziewanie buchnęły Dzikim światłem i rojami roztańczonych ciał: Wściekły, bezgłośnie pląsający nieżywych krąg— A żaden z tych trupów nie miał głowy ani rąk! I Howard (Fungi from Yuggoth, sonet IX): It was the city I had known before; The ancient, leprous town where mongrel throngs Chant to strange gods, and beat unhallowed gongs In crypts beneath foul alleys near the shore. The rotting, fish-eyed houses leered at me From where they leaned, drunk and half-animate, As edging through the filth I passed the gate To the black courtyard where the man would be. The dark walls closed me in, and loud I cursed That ever I had come to such a den, When suddenly a score of windows burst Into wild light, and swarmed with dancing men: Mad, soundless revels of the dragging dead— And not a corpse had either hands or head!4 punkty
-
@Poezja to życie piszesz o ważnych sprawach często przez pryzmat dworskiego poety tym razem zdjąłeś monokl i ukazałeś drugi brzeg Styksu - to bardzo wizyjne4 punkty
-
Mucha ten bzyk zderzenia pędem bez kasku tak mi oko podbiła Mu cha ty gruba armato pocisk trzydzieści na godzinę poleciałaś odbita gdzieś rikoszetem ten siniak plujko mnie ominie4 punkty
-
Jestem tym o czym myślę tęsknoty mają to do siebie gdy je omijam wchodzą w głowę niby dla żartu się panoszą szukam ratunku w gramofonie zlewam muzykę w każdą dziurkę to znaczy sama się przelewa z ucha do ucha za poduszkę dla Marków nocnych są okruszki ma się rozumieć strzępy nutek albo pół_nuty - księżyc nadgryzł - chciałam pozlepiać lecz zbyt trudne no i klej zeschły - nie na żarty a gdy już spijam senne muzy z mocą narkozy pełni nocy zwykłym pociągiem znów podążam do blasków świtu - zauroczeń kwiecień, 2026 @Jacek_Suchowicz... Jacku... Twój rymowany komentarz pod poprzednim moim wierszem, stał się przyczynkiem do napisania tego powyżej. Dzięki Ci.. po raz któryś... :) Dobrej nocy. po cóż zalewać zmierzch muzyką ubarwi blaskiem nieba błękit i się zapadnie w ciemną nicość aby pokazać świtu piękno (...)4 punkty
-
ileż to już wymyślono silników i pojazdów napędzanych światłem księżyca! choć przyznaję, nie spotkałem się z żadną baśnią, kreskówką, komiksem, gdzie występowałoby takie cudo, domyślam się, że jest ono, poniewiera się po ludzkich wyobraźniach od dziesiątków, jeśli nie setek lat! mój osobisty selenomotor wprawia w ruch machinę latającą i przytroczony do niej reflektor wielkiej mocy. płynę w powietrzu, nad krajobrazem. jest noc, więc widać wyraźniej: ten przejmujący zgrozą hrabia, co mieszka na wzgórzu i którego powszechnie posądza się o wampiryzm, w rzeczywistości dorabia jako podsupermarketowy żul-upraszacz o drobne (ogrzewanie zamczyska kosztuje że ho ho, tyle tam komnat, grube mury), poczciwcy nauczyli się mówić językiem spustowym i przeklinają innych całymi seriami, czupurniacy kryją w sobie flauszowe misie. dostrzegam paradoksy: łagodność zamkniętą w szkatułce z napisem "Nie otwierać, drakońskie", wszystkoślepe oczy jednego myśliciela i drugiego, który usiłuje wpatrywać się protezą, bezsens tych prób, widzę roztkliwianie się nad losem ryb głębinowych, które nie zdają sobie sprawy, jak naprawdę wygląda świat, nie wiedzą nic o sondach kosmicznych, istnieniu ludzi, o Burdż Chalifie i religiach, grafficiarzy pstrzących maziajami ściany jaskini platońskiej, miasta odłożone na lepsze czasy. – jakie to brzydkie! – wyskakuję w ciemność. machina leci nie sterowana przez nikogo, roztrzaskuje się tuż przed wschodem słońca.4 punkty
-
Spieniona kropla spływa z rozchylonych kącików ust. Chrupkość kruszeje pod językiem. Nie jestem cukrem prostym. Tylko Ty potrafisz.! mnie rozgryźć.4 punkty
-
Jestem wierszem spragnionym woni przyjemnej niczym prymulki odurzonych metaforą jakby mnie czytały pachnącymi płatkami każda zostawia ślad w powietrzu niepowtarzalny dla mnie cenny twoimi perfumami pachną wersy zamknięte we flakoniku słów rozkwitam już nie tylko pisany muśnięty barwną Weną intensywnym twoim czytaniem jakbym był znów wonny powoli się ulatniam jeszcze ostatni cichy wdech odchodzisz przestajesz czytać zostaję sam ze śladem zapachu na wieczność już skropiony duszy perfumami4 punkty
-
Zawsze, wszędzie tylko ty. Widzę Cię, w promieniach słońca. Widzę,w parku zakwitniętych wiśni. Słyszę Cię,w szumnie płaczących wierzb za oknem. Słyszę, w falach rozbijających się o brzeg. Czuję Cię,w zapachu starego zapisanego pamiętnika. Czuję w porannej kawie. Zawsze, ale to już nie ty.4 punkty
-
sen ze snu dobrego i złego cicho pod słońcem tańczy żuraw a z błękitów w chmurach miód rozlewa się po ziemi wybijam szyby w oknie nieba duchy duchy dzieciństwa wczepione w siebie w przetartych prześcieradłach śmieją się oczy kobaltowa rozgwiazda ze strachów strachuńków codziennego nie użytku3 punkty
-
"Kłótnia z kotem" Kotek złapał mi wróbelka, jeszcze żył ten biedak trochę, pochowałem go w ogródku i się pokłóciłem z kotem... Taka była sobie „ściana” między panem oraz kotem, ale dobra żona pana pogodziła nas z powrotem.3 punkty
-
miasto znowu pachniało tanim piwem i czymś, co miało być nadzieją, ale zgubiło się gdzieś między chodnikiem a porannym kacem. kobieta na przystanku paliła papierosa jakby każdy dym był ostatnim słowem, którego nigdy nie powiedziała nikomu. ja stałem obok z rękami w kieszeniach pełnych niczego i kilku starych powodów, żeby jeszcze nie zniknąć. autobus spóźniał się jak zwykle, ludzie patrzyli w ziemię jakby tam była odpowiedź, albo przynajmniej coś bardziej sensownego niż niebo. i wtedy, cholera, ktoś się zaśmiał. tak zwyczajnie, bez powodu. i przez sekundę to brzmiało jak coś prawdziwego. więc pomyślałem, że może to wszystko ten brud, zmęczenie, samotność — to tylko tło dla tych krótkich momentów, które nie proszą o nic i zostają trochę dłużej, niż powinny. autobus w końcu przyjechał, drzwi się otworzyły, a ja wszedłem do środka jak ktoś, kto jeszcze nie przegrał do końca.3 punkty
-
lubię podglądać jak noc zasypia dzień się budzi wschodem słońca ptasim śpiewem mruczeniem kota zapachem kawy szumem w łazience uśmiechem żony nie wstydzę się tego podglądania ono mnie cieszy3 punkty
-
Tam na końcu drogi Nasze ciała Spotkają się A my będziemy błądzić W jakimś dziwnym śnie Tracąc poczucie czasu I przestrzeni Bo dla nas już więcej Nic się nie zmieni3 punkty
-
@Leszczym, @Poet Ka, @Poezja to życie, @violetta, @MIROSŁAW C., @Anastazja1 bardzo, bardzo dziękuję. Pozdrawiam ciepło.3 punkty
-
@wiedźma Piękny wiersz. Ból rozstania i pełne nadziei oczekiwanie tworzą brzegi rany w naszej duszy. Chcemy ją wypełnić radością wspólnego odczuwania świata, nie zawsze radości, ale trwałej obecności kogoś drugiego., kto chce spędzić z nami czas (weekendu/ życia... niepotrzebne skreślić. To się udaje na tydzień, lata, na "pierwsze życie", którego nie zdążymy się dobrze nauczyć... Zapewne odejdziemy z takim samym niedosytem i tęsknotą - w nieznane. Nieznane? A może jednak znane, ale nierozpoznane... w sobie?3 punkty
-
@wiedźma Przepiękna jest ta metafora muszli - to obiecywanie oceanu, które kończy się tylko echem- idealnie oddaje naturę tęsknoty. Świetne jest też przejście od "pustki, która boli" do "pustki jako miejsca na nowe". To daje nadzieję. Bardzo piękne. :)3 punkty
-
3 punkty
-
*** Ptaki myją swe pióra W niedzielne południe Z brudu tego świata Światło migocze załamane W nieprzejrzystej toni stawu Pisk żalu wyrywa się Z głodnej piersi Bytu Pogodny wicher trzęsie Włosami listowia Z trudem przesuwa obłoki Ktoś jednak karmi Nędzne trwanie Wyczekujące okruchów Czas zmienia oblicze Cudownego obrazu W grę pozorów Ktoś utrwala zbrodnię W odnawialnej pamięci Zniknęło jabłko grzechu Przemienione w mamonę Hałas mechanizmów Toczy boje z czystością Parada marionetek Przesuwa grunt Dwoistość złudzeń Jednoznaczność pragnień Ktoś kiedyś zmartwychwstał Inne światy Kołyszą słodkie sny Przedłużają życie Poza ból porodu Poza horyzont Skończonej materii autor: Maciej Szwengielski3 punkty
-
nie wiem kto to powiedział że wszyscy jesteśmy sami ale coś w tym jest bo nawet kiedy ktoś śpi obok jego oddech nie zawsze jest dla ciebie masz kogoś wiesz gdzie się cofa wiesz czego nie mówi wiesz kiedy się odwróci kiedy coś przemilczy ale nie wiesz czy to jeszcze jest to może to był tylko moment w którym łatwiej się oddychało czy jeszcze zdążysz żyć inaczej nie wybierasz? czas wybiera i nagle zostajesz3 punkty
-
Turystka jeździła po Tunisie na gazeli, hienie, też na lisie, a w Nigerze na panterze. (Nie ‘na’, lecz ‘w’ - pomyliło mi się)3 punkty
-
3 punkty
-
„Kiedy płakała” Płakała. Głos nie mieścił się w ciele. Przepona zaciskała dłonie na szyi słów. Rozpacz rozdzierała powietrze. Oczy patrzyły do środka. Przypominały sobie nieszczęście, które weszło w pole. „Kiedy kopała” Schyliła się. Plecy pokłoniły się ziemi. Twarz napełniła się pracą, a skupienie wodziło po zagonach. Palce, nieruchome w ścisku, zrastały się z grudą. W oczach podniesionych do nieba rodziła się ulga i uśmiech. „Kiedy siedziała” Siedziała. Jej ciało miarowo zlewało się z cieniem. Westchnieniem przecinała bezruch. Zamykała osę w szklance bez drżenia. Jaśmin zostawał w powietrzu. „Kiedy wybierała” Wybrała ją. Dzień wcześniej upatrzyła sobie jej krągłe ciało i szybkie nogi. Rankiem otworzyła drzwi, by ta ostatni raz dotknęła zielonego poranka. W objęciach nieczułych ułożyła głowę jej na boku. W miodowych oczach zatrzymał się promień. Krew przytuliła policzek do wilgotnej ziemi. Miodowe oczy dalej patrzyły na słońce.3 punkty
-
3 punkty
-
Życie jest wtedy, kiedy z furią ciskasz nim nocą w spadające gwiazdy I tą chwilą, kiedy w bruzdach na twarzy 60-letniego mężczyzny dostrzegasz 7-letniego chłopca, który przecież jeszcze wczoraj grał na podwórku w piłkę ... Nocna gimnastyka, Bóg sprawdza, czy mam serce I ... kona.3 punkty
-
Lubię Tych moich ludzi bezdomnych Tych co o szóstej rano Kręcą się pod blokiem Zbierając kupy Z włochatym kolegą przy nodze w wyciągniętych dresach W czapkach kapturach lub Artystycznym piorunem na głowie nie próbują się ukryć tylko jakoś przetrwać ten pierwszy w dniu spacerniak zresztą znamy się A jakże po ksywkach jak więźniowie w pierdlu my ludzie bezdomni z wyboru Na powitanie macham ręką Idąc dalej bo czas jak zwykle nagli3 punkty
-
majowy poranek słońce leniwie wstawało odganiając zimne powietrze nikt o niczym nie wiedział niczego nie podejrzewał wyszłam jak zawsze Ty zapewne też nie budząc wątpliwości że to będzie najpiękniejszy wieczór drewniane domki w gęstym lesie mój las był dla Ciebie łąką zbawienia delikatne igiełki muskały zmęczone usta a skowronki ćwierkały niczego nie świadome a może właśnie one wszystko wiedziały widziały nasz spacer po opuszczonym moście nad Wisłą kiedy zachód słońca sięgał zenitu pożółkłe kłosy niedbale tańczyły podobnie po tym jak zamknąłeś drewniane okiennice biały wilk przywitał księżyc cały blady od wzruszeń ucichł na długo przed nami tylko świerki znają prawdę rasowe skowronki i ten feralny księżyc który zainicjował majową noc pieczęcią wilka stojącego na kamieniu z głową ku górze niczym samiec alfa o Twoim imieniu Klaudia Gasztold3 punkty
Ten Ranking jest ustawiony na Warszawa/GMT+02:00
-
Ostatnio dodane
-
Wiersze znanych
-
Najpopularniejsze utwory
-
Najpopularniejsze zbiory
-
Inne