Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Ranking

Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 21.04.2026 uwzględniając wszystkie działy

  1. nocna rozmowa towarzyszu mej dawnej gry w zimnej ciszy wiosło i łódź podawałeś dopokąd świt tak rezolutny i karminowy że szafa to szafa a stół to stół, a krzesło to krzesło tak rezolutny i karminowy w tej budowli - dopokąd trwa filozof czystego bytu zdziwienie i konstatacja z przypadku przez przypadek nie szukaj w niej odmiany
    12 punktów
  2. Poszedł raz po rozum do głowy, A tam kosmatych myśli trwał bal całodobowy.
    8 punktów
  3. Biel piór leci mi z oczu W amoku trzepotu rzęs Co nie wznoszą się do lotu Spętane łabędzią szyją Zgiętą w znak zapytania Wierności naszej pościeli Pachnącej obcym jeziorem Splecionym z innymi skrzydłami W szuwarach przemilczeń Nie ma mnie już Na brzegu twego zawołania Oskubałam się z ostatnich łez Ukazujących naszą przyszłość Przykryłam taflą pożegnania (Wiersz zajął 3 miejsce w ogólnopolskim konkursie poetyckim :D)
    7 punktów
  4. jej pies ma w sobie coś z bezrobotnego ochroniarza który od piętnastu lat pilnuje magazynu w którym nigdy niczego nie ukradli leży pod drzwiami jak porzucony projekt ustawy na który nikt o zdrowych zmysłach nie chce zagłosować ale wystarczy że na klatce schodowej kichnie sąsiad wtedy zrywa się nagle jakby właśnie dostał anonim że nadchodzi koniec świata albo kontrola skarbowa co dla niego jest właściwie tym samym biegnie do drzwi ślizga się na panelach jak pijany łyżwiarz figurowy wpada bokiem w witrażkę z głuchym odgosem klęski szczeka z taką furią jakby chciał wypluć własne płuca i ulepić z nich barierę przeciwlotniczą przeciwko listonoszowi który jest dla niego jedynym autentycznym wcieleniem szatana jej pies uważa że całe mieszkanie należy do niego ona jest tylko personifikacją otwieracza do puszek kobietą która płaci za prąd i czasem przez pomyłkę próbuje usiąść na jego prywatnym tronie czyli kanapie którą ona kupiła na raty kiedy wraca do domu on już stoi przy drzwiach trzęsie się cały jak pralka na wirowaniu w trakcie trzęsienia ziemi macha ogonem z taką prędkością, że gdyby podpiąć go do sieci cała gmina miałaby darmowy prąd do końca świata a on sam zaraz oderwie się od ziemi jak włochaty helikopter ratunkowy który leci na ratunek tonącej w samotności parówce jakby nie widział jej od ośmiu wieków jakby właśnie wróciła z frontu pod teheranem albo z biedronki co dla niego jest tą samą krwawą jatką potem skacze na nią z gracją fortepianu któremu w locie pękły wszystkie struny liże ją po twarzy z pasją godną inkwizytora poleruje jej łokieć na śmierć jakby to była relikwia która pachnie perfumami i kradzionym kabanosem jej pies ma też ten wzrok którym patrzy kiedy ona bierze do ręki smycz nagle zamienia się w cząstkę w akceleratorze która za chwilę rozbije rzeczywistość na atomy jak opętany prorok który właśnie zobaczył Boga i okazało się że Bog idzie do parku gdzie kwitną fijołki biega po mieszkaniu jak odbezpieczony granat w poszukiwaniu sensu ostatecznego o zapachu trawy sam staje się obrożą i smyczą sam jest pędem który nie mieści się w futrze sam prawie wypada przez okno bo usłyszał słowo spacer – to jedyne imię Boga które wolno wymawiać na głos przed południem bo spacer jest dla niego jak objawienie narodowe jak pielgrzymka podczas której trzeba nanieść poprawkę do konstytucji i obiskać siedem drzew trzy opony starego opla i ten sam słup który w nocy stał się znów podejrzany bo pachniał kimś kto ma więcej niż on pewności siebie na dworze jej pies idzie dumny jak generał prowadzący armię złożoną wyłącznie z własnych lęków ciągnie ją przez chodnik przez błoto przez kałuże które uważa za swoje osobiste zwycięstwa terytorialne czasem zatrzymuje się nagle i patrzy w jeden punkt z taką powagą jakby właśnie usłyszał że w krzakach siedzi pluton egzekucyjny po czym okazuje się że to tylko liść ale liść który poruszył się bez pisemnego zezwolenia jej pies potrafi obszczekać ciszę z taką nienawiścią jakby właśnie podsłuchał że w próżni kosmicznej ktoś obraża jego rodowód i podważa prawo do drapania się za uchem ale czasem na chodniku wydarza się coś gorszego reklamówka z żabki hulajnoga albo jamnik który spojrzał na niego jak księgowy w trakcie rozwodu wtedy jej pies przestaje być psem staje się galaretą z lęku która próbuje wpełznąć jej pod skórę walącą się kamienicą strachu w której każda cegła krzyczy w inną stronę wskakuje jej na ręce i wisi na niej z godnością mokrego ręcznika zamienia się w sejsmograf strachu o masie ośmiu kilogramów patrzy na potwora zza jej ramienia jak świadek koronny który właśnie rozpoznał bandytę na okazaniu ona stoi z nim na środku chodnika z unieruchomioną histerią przyklejoną do kurtki a on obejmuje ją łapami z miną człowieka który właśnie przeżył wybuch elektrowni atomowej choć przestraszył go tylko plastikowy worek na śmieci jej pies nienawidzi też wszystkiego co się rusza kurierów śmieciarek dzieci rowerzystów i własnego odbicia w piekarniku czasem stoi przed tą szybą i szczeka na siebie z furią kogoś kto spotkał w barze gnoja co dwadzieścia lat temu odbił mu dziewczynę i życie w nocy śpi tak jakby umarł na polu chwały rozlany przez pół łóżka jak futrzasta katastrofa lotnicza ale wystarczy że ona o świcie poruszy małym palcem wtedy natychmiast otwiera jedno oko pełne pretensji że śmie oddychać bez pozwolenia na jego materacu bo jej pies kocha ją miłością totalną głupią bezdenną i absolutnie cudowną miłością stworzenia które oddałoby za nią życie ale nie oddałoby tej jednej kanapki z szynką którą ukradł ze stołu kiedy mrugnęła powieką bo jej pies to biologiczny błąd w systemie wszechświata czarna dziura która wciąga całą czułość i wypluwa kłaki mały terrorysta sypiający w różowej obroży który co noc modli się do lodówki by wreszcie ogłosiła niepodległość potem siedzi obok własnego sumienia które ma kształt tłustej plamy na dywanie i patrzy na nią z taką raną w oczach jakby to ona była autorką całego zła na ziemi a on tylko niewinną ofiarą systemu braku szynki a ona stoi obok i nie może się ruszyć bo w oczach psa widzi całą wojnę światów i całe swoje życie które należy do niego choć on za chwilę znowu przestraszy się własnego ogona kocha go tak mocno że aż chce się wyć do piekarnika on nie widzi w niej człowieka on widzi w niej jedyny błąd w obliczeniach wszechświata który sprawił że miłość jest jadalna i ma ręce pachnące płynem do naczyń jest dla niego ostatnią instancją odwoławczą od wyroku śmierci jakim jest każda minuta bez głaskania a kiedy ona płacze on kładzie jej łeb na kolanach z ciężarem jakby deponował tam wszystkie niewypały świata patrzy wtedy wzrokiem tak starym że w jego źrenicach dogasają ostatnie słońca i stygną herbaty wszystkich samotnych kobiet próbuje zlizać jej smutek z policzka jakby to była darmowa próbka wieczności którą ktoś przez pomyłkę zostawił na wycieraczce pod numerem czternastym bo jej pies jest jedynym dowodem na to że Bóg ma poczucie humoru ostre jak żyletka a jej pies to mały mesjasz w brudnym futrze który przyszedł zbawić świat od logiki i zamienić jej życie w jedno wielkie uśmiechnięte piekło
    6 punktów
  5. Codziennie kruszeje mój świat, Osuwa się w mrok po kawałku. Dębowym szafom, co ciężko oddychają kurzem, Rzucam na pożarcie skórę mych szat, By ich puste trzewia nie wyły z głodu. Półkom powierzam zmurszałe księgi, Niech ugną kark pod Ciężarem dawnych klątw! Na poddaszu ślepe okno Karmi się dzisiaj Ołowiano-mglistym zmierzchem. Ono przypilnuje moich zjaw, By nie uleciały w noc Na aksamitnych skrzydłach ćmy. A do okutego kufra Strącę wyschnięte wspomnienia. Klucz połknie rdza, By to, co ze mnie zostało, wreszcie stało się cieniem.
    5 punktów
  6. Link do lekkiej i przyjemnej piosenki: Wiecie, to pociecha jaka ona Aż brakuje słów – pocałunek Gorzki jak dobry trunek A ona – po uszy czerwona Mało, dwa słowa, a już śpiewa Mnie to normalnie – sami wiecie I myślicie – nic nie wiecie! Krew od góry w dół zalewa A zdanie wypowiem proste To ona jak te ptaszki ćwierka Spod oka na mnie zerka A ja z dołu w górę rosnę Z westchnieniem na nią patrzę Tak, i mówię wiersz napiszę A nią kołysze i kołysze Niemal na stojąco zasnę Poniósłbym ją w błękit nieba Ale właśnie w prawym oku Tak dla hecy, tak dla szoku Więcej mówić nie potrzeba Powiem, bo nic nie wiecie Że w oko to jej wpada to wypada I nic nie poradzi, nic nie rada Tylko coś tam gada, plecie Że ją szczypie, że ją boli Że jeden taki chłopak I tak plącze się wspak, na opak I nie wiem co lubi, a co woli Więc się pytam tak normalnie Co się z tobą dziewczę dzieje A ona patrzy i się śmieje Cóż, powiecie, że banalnie I tak patrzy i patrzy I mówi wnet jakby oburzona Że jednak nie, że nie ona I tak już razy ze trzy Więc pytam o co chodzi A ona, że zapomniała – omdlewa A mnie znów krew zalewa Tak mnie dziewczę to uwodzi
    5 punktów
  7. po deszczu ziemia poświęcona i powietrze wróż pisze czarodziejską różdżką i liczy wiosenne sylaby w źródlanej wodzie białe anioły w wiśniowym sadzie drzewa radosne pod podszewką liści chmara ptaków świergocze psalmy dziękczynne z boskiej inspiracji zaśniły się sny człowiekowi dobre
    5 punktów
  8. W Ministerstwie Dziwnych Kroków twoje ruchy rażą oczy — są zbyt proste, nazbyt nudne, niczym ich nie zauroczysz. W Ministerstwie Dziwnych Kroków jestem jak u siebie w domu. Tu podskoczę, tam wykręcę, nie tłumaczę się nikomu. Jestem inna, choć próbuję zaspokoić społeczeństwo — chodzić równo i układnie, lecz to trudne. To jest męstwo. Dla tych ludzi z Ministerstwa dziwne kroki są normalne. Ze zdziwieniem patrzą jednak na normalnych kroków armię. Kto tu dziwak? — to zależy jak sam chodzisz i gdzie siedzisz...
    5 punktów
  9. będąc jeszcze dzieckiem miałem absolutne prawo by nawet w dzień się bać strychowego półmroku i jego wiekowych pajęczyn jednak gdy dziś się nań udałem poczułem zimny dreszcz na skórze gdy nagle zamknęły się jego drzwi i nad mą głowa przeleciał nietoperz a za starej grubo zakurzonej szafy do mych uszu doleciał cienki pisk wówczas pomyślałem sobie że nie tylko dzieciństwa jest prawem bać się tego co ma wielkie oczy i szybko to miejsce opuściłem oglądając się ciągle za siebie
    5 punktów
  10. jeśli znów cię zobaczę podaruję kwiaty z jabłonki a może lepiej całą niech kwiaty owoce zachwycają myśli dojrzeją będę słodkie jak ... jeśli cię znów zobaczę ... dziś lody bez ciebie nijakie 4.2026 andrew
    5 punktów
  11. Nie pamiętam momentu, w którym to się zaczęło. Może nie było początku, tylko powolne przesuwanie granic, które i tak były umowne. Najpierw mniej rozmów, potem krótsze zdania, na końcu same spojrzenia, których nikt nie chce tłumaczyć. Zostają gesty, ale one też się zużywają, jak przedmioty bez gwarancji. Stoję naprzeciwko Ciebie i widzę kogoś, kto jeszcze chwilę temu był konieczny. Teraz jest tylko obecny.
    5 punktów
  12. Zachodzenie czasu Pomaleńku odnajdę koraliki z rosy, zapach radości. Namaluję schody w płatkach śniegu albo w czerwieni lasu. Słońce zamyśli się. Przystanie. Przez chwilę będę oddechem świata, powrotem do serca albo myślą o nieskończoności.
    4 punkty
  13. Nie otwierajcie nikomu drzwi. Ptaki nie śpiewajcie. Oplotłaś mniej jak pajęczyna. Przygwoździłaś do łóżka. Pod kocem bezpiecznie. Mój pokarm to słodkie pączki i cola. Przyszłaś depresjo złotą jesienią. Przyszłaś ze smutkiem, lękiem i łzami. Czy skoczyć z dachu? Czy się położyć na torach? A książki wciąż trwają.
    4 punkty
  14. wyrwałam leży na dłoni jeszcze ciepłe aorta oplata palec wskazujący ściska go bo tylko on jej pozostał z otwartych zastawek wycieka pulsuje ostatnim tchnieniem potem zastyga w czarnym skrzepie ja jeszcze oddycham
    4 punkty
  15. znalazłam odwagę żeby nie wracać jeden moment zatrzymał mnie światło na ścianie drgnęło i nagle wiedziałam że kiedy mnie zabraknie ktoś zatrzyma się w pół kroku i nie będzie wiedział dlaczego
    4 punkty
  16. Pewnego dnia Bóg mi powiedział: „Ześlę Ci osobę, którą pokochasz całym swoim sercem.” I tak właśnie się stało. Tylko nikt nie dodał, że nie pozwolił ci z nią być. Że nauczy cię miłości, ale nie da ci jej zatrzymać. Może niektóre osoby nie są po to, żeby zostać na zawsze. tylko po to, żeby pokazać nam, jak bardzo potrafimy się kochać. M.
    4 punkty
  17. trafia do uszu i rozprasza pustkę niczym żmija owija przełyk i zaciska lub motyle do brzucha wpuszcza z łąki słowo dudniące w uszach na rozprawach sądowych niejeden los zmieniło na złe i na dobre bezwzględnie waży najskrytsze grzechy decyduje o wolności karze i dobrostanie zawsze ze sprytem trafia w czułe punkty dyskretnie podmienia odbicia luster na ścianach zniekształca pogrubia postarza niewinnych tych ludzi w których nazbyt długo i głęboko przebywa słowo które łatwo trafia do serc i umysłów na tyle by migiem upięknić kompleksy pstryknięciem palca zamieni rzewny burzowy dzień w najbardziej słoneczny w życiu a to wszystko dzięki ogromnej uwadze jaką skupia na sobie każde pojedyncze słowo ono steruje ludźmi niczym kukiełkami w teatrze życia odpowiada za spory obrazę wulgarność za pokój wybaczenie i wewnętrzny spokój za porażkę i sukces za nieporozumienia ironię i sarkazm gdy go ślina na język przyniesie można chodzić z niepewnością i wstydem dotkliwie kotłującym się w piersi lub czuć beztroskę i codziennie chodzić z dumnie podniesioną głową unoszoną przez słowo które ciałem się stało i zamieszkało między nami na swoim królewskim tronie z tytułem werbalny władca świata
    4 punkty
  18. Spojrzałem dzisiaj na błękitne sklepienie. Wiszące u góry kumulusy widziałem, Między nimi oburzone oblicze Boga Patrzącego z dysgustem na efekt swojej kreacji. Ciemniejsze obłoki ściągały się ku sobie Marszcząc czoło i nos na białej twarzy boskiej. Wywołany ohydą mars zniekształcał Pański fizys Nadając Mu charakter kogoś niekochającego. Lecz może po prostu dziwnie Słońce świeciło? A może chmury inaczej dziś się ułożyły? Spojrzałem jutro w kałuży szarej wodę. Dostrzegłem w niej rogi wychodzące z mej głowy. Połyskiem mimikowały ostrza krwawych noży. Mogłem poczuć lepkie, ciepłe strugi życia. Oczu nie widziałem, bo zostały chytrze skryte W miejscu przecięcia się dwóch czarnych linii. Usta dawno już spierzchnięte, więc Nie warto im wymawiać imion idei. Lecz może to fale zdeformowały odbicie? A muł nadał czerń moim ślepiom w wodzie? Spojrzałem wczoraj na kobietę, którą kochałem, Lecz nie mogłem ujrzeć w niej nic już pięknego. Pozbawiona była głowy, perwersyjnym zaś okrakiem Obnażała swą vagina dentata. Puzlował mnie fakt jej istnienia. Komponenty sklecone w dysharmonii Tworzyły jedną spójną istotę, Która i tak nie radzi sobie z egzystencją. Sam nie wiem ile osób to widziało - Te rzeczy dla mnie tak dobitnie rzeczywiste. Być może momentami zbyt głęboko dumałem I być może to tylko mnie się zdawało.
    4 punkty
  19. Spalam się Boże, ukrzyżowany obok ciebie Łotrem jestem,a chcę być z tobą w niebie Już nawet siły nie mam prosić o przebaczenie Już nawet siły nie mam by płakać nad swym potępieniem. Nawet srebrników nie mam Nawet nie czuję nic na chwilę Nawet nie wiem jak się czuje Jak umierając artysta,portret martwej duszy maluje. Gdy ciemno już przed nami szaty swe zdejmuję Ubieram się znów w grzech Znów w policzek cię całuje
    4 punkty
  20. Dane osobowe: nieważne Data zgonu: 14.09.2023r., w godzinach popołudniowych Miejsce zgonu: Warszawa Centralna Okoliczności zgonu: Drzwi pociągu, który powinien był odjechać dzień wcześniej. Wyniki badania zewnętrznego: Spuchnięte oczy, blada twarz, suche usta, dusza na ramieniu. Wyniki badania wewnętrznego: Serce w gardle, sadza w płucach, woda z mózgu. Przyczyna śmierci: Narodziny
    4 punkty
  21. "Znalazł wróbel mieszkanie" W poddaszu pod rynną pan Wróbel znalazł szparę. Cieszył się, w nią wciskając, że jest na jego miarę. W środku było przyzwoicie i całkiem wygodnie — tak sucho i przytulnie, poczuł się swobodnie. Bardzo szybko sprowadził tu panią Wróblową, by w nowym mieszkaniu była mu królową. Rozepchnął więc łapkami, ile mógł, szpareczkę dla pani o krągłościach obfitszych troszeczkę. Tak plan snuć zaczęli — wielopokoleniowy — aż póki nie dostrzegli w szparce szpaka głowy, która dzioba mocą jak piły motorowej powiększała wejście już dla pani Szpakowej. Wyfrunęły wróbelki szparą powiększoną, zostawiając mieszkanie dla Szpaka ze żoną. Już Szpakowie gniazdować spokojnie poczęli, wtem państwo Kawkowie do szpary przylecieli. Nie patrząc na szpaki, deskę ostro tarmoszą, wejście powiększają, swoje jajka już znoszą. Im wejście jest większe, tym mieszkanie jest mniejsze. Kawki odpuściły — obie się nie mieściły. Pan Wrona obserwował to całe zamieszanie. „Ja jestem najsilniejszy, dla mnie to mieszkanie!” Podlatuje, patrzy — wejściowa szpara wielka, ale w środku brak miejsca nawet dla wróbelka. Leszek Piotr Laskowski.
    3 punkty
  22. Masz prawo, kimkolwiek jesteś zresztą i gdziekolwiek przebywasz, nie wiedzieć wszystkiego tego, czego nie dali ci prawa wiedzieć i w co nie wtajemniczyli. Przesadne rozliczanie ciebie z powyższej okoliczności jest gruntownie nierozsądne i zakrawa na przemoc. Warszawa – Stegny, 19.04.2026r.
    3 punkty
  23. Dziś tematem jest papuga, którą Janek dostał w spadku. Lecz to jest historia długa: Jan po ojcu, ten po dziadku, teraz odziedziczą dzieci dom, papugę, bez dodatków. No a dzieci? Życie leci, same już testament piszą. Tak to bywa na tym świecie. Od potomstwa dzieci słyszą: Cały dzień bez przerwy gada. My tęsknimy już za ciszą. Żyje od dziada pradziada i nadaje do znudzenia. Tyle wiedzy, że mózg siada. Mnóstwo ma do powiedzenia. Spiszcie raczej jej wspomnienia.
    3 punkty
  24. Sfruwają za horyzont — ponad grzbiety gór, z mgieł, gdzie troski mają ciężar niedomówień; jakby ktoś rozsypał czas w popielny chór i kazał milczeć temu, co najwięcej mówił. Nie są już Danaidami — raczej snem, co nie pamięta źródła ani swojej winy; płatki maku drżą w zielonym, cichym tlenie, gasząc światło — nie z braku, lecz z przyczyny. Miód na ustach? — czy tylko złuda ust, co smak chcą nazwać, nim się w słowie spełni? Dźwięk dojrzewa w ciszy, zanim stanie się „już” — i znika, gdy go dotknąć chcą niecierpliwi. A ty — arabesko — między cieniem a bielą, czy jesteś ruchem, czy tylko jego wspomnieniem? I kto nas splata w ten taniec, co się nie domknął — czas… czy pragnienie?
    3 punkty
  25. w mieszkaniu pachnącym rosołem i lekko przypalonym snem który ktoś próbował uratować dolewką wody stoi ona królowa klamek które same się naciskają i drzwi które przestają należeć do was Pelagia wchodzi jak rachunek za cudze życie z odsetkami liczonymi od waszego pierwszego oddechu wchodzi z reklamówką która szeleści jak wyrok w zawieszeniu niosąc w środku mrożonki które nigdy nie zaznały wybaczenia jej włosy to tłuste kable pod napięciem gdyby je dotknąć można by zasilić pół osiedla w poczuciu winy i jeszcze zostałoby na oświetlenie waszych błędów twarz ma jak garnek po bigosie niby umyty ale zapach zostaje na zawsze wygląda jak protokół powypadkowy każda zmarszczka to paragraf na waszą radość a usta zaciśnięte tak mocno że mogłyby prostować gwoździe. Pelagia arcykapłanka domowego porządku odprawia nabożeństwa nad waszym zlewem jakby tłuszcz był grzechem pierworodnym głosi że zbawienie przychodzi w płynie do naczyń a grzech najlepiej zeskrobać druciakiem i polać Domestosem aż zacznie skrzypieć z czystości jej głos to łyżka stukająca o zęby to odgłos żwiru sypanego do trumny waszego wolnego popołudnia suchy rytmiczny i ostateczny mówi długo jak czajnik który nie wie kiedy przestać gwizdać bo nikt go nigdy nie zdjął z ognia po trzech zdaniach nie oddychasz po pięciu przepraszasz za rzeczy których jeszcze nie zrobiłeś po siedmiu zaczynasz planować winy na przyszłość Pelagia nie pyta o zdrowie ona jest patomorfologiem waszej niedzieli w różowym fartuchu w bratki przeprowadza sekcję zwłok waszego entuzjazmu wsadza wam palec w przełyk żeby sprawdzić czy wasze sumienia mają odpowiedni odczyn ph i czy nie strawiliście przypadkiem resztek własnej godności którą podała wam w sosie na kolację w zeszły wtorek w jej obecności zegary zaczynają chodzić wstecz aż lądujecie w kącie z rękami za głową przepraszając za to że wasz ślub nie był mszą żałobną za jej młodość wypluwa waszą radość na spodeczek bo twierdzi że jest niedopieczona i ma w środku jeszcze krew waszych marzeń o ucieczce które według niej powinny być już dawno ścięte fileciarka relacji bierze wasz dzień kładzie go na desce i tnie w poprzek sensu aż zostaje tylko to co jej pasuje do obiadu i co da się łatwo przełknąć bez myślenia wasze plany lądują w misce jak odpadki a ona robi z nich "na szybko coś dobrego” co smakuje jak dożywotni obowiązek i zostaje w żołądku na zawsze wchodzi do waszej sypialni z licznikem Geigera na grzechy; sprawdza czy wasze kołdry nie promieniują zbytnią swobodą i posypuje prześcieradła solą egzorcyzmowaną żeby namiętność nie wykiełkowała ponad normę unijną wasze łóżko traktuje jak stół do ping-ponga na którym rozgrywa mecz o waszą uległość dezynfekuje was z intymności i przycina wasze sny sekatorem żeby nie wystawały poza krawędź jej przyzwolenia wasze "kocham” pakuje próżniowo w folię bąbelkową wyciska z niego powietrze i sens i opisuje flamastrem: do użytku po śmierci - w razie braku innych atrakcji potem posypuje wasze ciała talkiem dla niemowląt żebyście nie mogli się do siebie przytulić bez poślizgu winy i lekkiego wstydu klienci czyli wy kiwacie głowami jak ziemniaki w gotującej się wodzie pękacie powoli od środka bo już nie macie siły się nie ugotować a ona bierze to za wdzięczność i dokłada soli aż zaczynacie smakować jak jej racja jej spojrzenie jak ręka wkładana do szuflady z nożami niby nic się nie stało a jednak krwawisz i nie wiesz skąd i zaczynasz podejrzewać siebie przesuwa talerze żeby głód miał odpowiednią hierarchię i wiedział gdzie jest jego miejsce a kiedy siada na kanapie meble jęczą w dialekcie staropolskiej męki i proszą o skrócenie wyroku jej śmiech to dźwięk widelca szorującego po dnie pustego garnka sygnał że właśnie zjadła wasze wolne popołudnie kiedy mówi "synku” powietrze gęstnieje jak sos zbyt długo gotowany robi się ciężkie tłuste i nie do odrzucenia oddychasz tym i zaczynasz smakować jak ktoś inny kto już dawno przestał mieć wybór otwiera okno i wpuszcza do środka zaduch z klatek schodowych roku osiemdziesiątego drugiego w którym każde wasze " chcę" brzmi jak zdrada stanu i powód do donosu Pelagia magazyn przeterminowanych prawd ma w torebce zamrażarkę turystyczną która buczy cicho jak wyrzut sumienia trzyma tam wasze odcięte pępowiny z datą ważności: nigdy! żeby w każdej chwili móc was nimi poddusić gdybyście zachcieli odetchnąć bez jej zgody jej uśmiech to ekspozycja w muzeum patologii rodzinnej zwiedzanie obowiązkowe rzędy zębów jak nagrobki waszych wspólnych weekendów które osobiście zabiła ścierką do naczyń i kazaniem o wyższości firanek nad wolnością kiedy w końcu wychodzi nie zostawia pustki zostawia po sobie galaretę która tężeje na waszych twarzach to nie jest już dom to inkubator jej racji gdzie wasze kręgosłupy służą jej za szczebelki do drabiny po której wspina się by napluć Bogu w okno za zbyt małą ilość octu w waszej krwi zostajecie w tym rosole po kostki pływacie jak oka tłuszczu które nie mogą się połączyć bo ona już dawno was przesiała przez sito swoich oczekiwań wieczorami gdy próbujecie się dotknąć skóra schodzi wam płatami odsłaniając jej inicjały wypalone na waszych mięśniach jak znak jakości na mięsie armatnim Pelagia nie wraca do siebie Pelagia po prostu zmienia formę skupienia teraz jest waszą zgagą waszym bezdechem jest tym szarym nalotem na waszych językach który sprawia że każde wasze "kocham” smakuje jak stara ścierka do podłogi siedzicie cicho żeby nie zbudzić jej echa w rurach patrzycie w talerze gdzie wasze marzenia dogorywają w gęstym sosie a ona ta wielka pajęczyca w fartuchu w bratki już dawno was wypatroszyła wypchała trocinami waszych kompleksów i postawiła na meblościance swojego życia jesteście martwą naturą jej najsmaczniejszą bo podaną na żywca niedzielną ofiarą całopalną
    3 punkty
  26. Przytul się do mnie życie pozwól mi sobą oddychać bo mam jeszcze małe dzieci które muszę ciebie nauczyć może śmierć wtedy zrozumie że jeszcze nie pora umierać a ja twój oddech wykorzystam i wprowadzę je w dorosłości a potem poddam się twej woli gotowa oddać ciało ciemności uklęknę i będę się długo modlić za to że byłeś takie wspaniałe
    3 punkty
  27. Deszczowy dzień Radość skacze Jak krople deszczu Po parasolu Rozpłaszczone nosy Zimnem szyb płaczą Ja idę Nurzam się w kałużach Zielenią jutra cieszę Piszę wiersze
    3 punkty
  28. Miasto: akord z jednego klawisza spaliny z różą wchodzą w spór, szybkie głody, szybka cisza, i lustro, co przyjmuje ból. Ile kosztuje „na zawsze”, gdy „czasem” kruszy każdy most? Pytania proste — jak ostrze, od których milknie nawet głos. Konfucjusz śni o porcie cichym okręt nie zna swoich map, dryfuję w pół między oddechem a pamięcią, która szarpie świat Rozdzielam dłonie — jakby fale miały się rozsunąć wstecz, lecz wraca zamęt, coraz dalej, i mówi: „to już będzie rzecz”.
    3 punkty
  29. @Alicja_Wysocka to prawda. dlatego tej małej futrzatej dziewczynie poświęciłem ten wiersz:) dziękuję Alu:) @violetta a ja się zastanawiam czy mnie kiedykolwiek wpuści? dziękuję bardzo:)
    3 punkty
  30. @Gra-Budzi-ka Lecz gdy z impetem dopadł do celu, Zazdrosnych minęło go tam niewielu. Gdy klamkę nacisnął, Z radości aż pisnął... Lecz napis głosił: „Klucz u personelu!”
    3 punkty
  31. @Łukasz Jurczyk Trudno się nie zgodzić :) Złoto na skroniach. Bogowie nie płaczą, lecz umierają młodo. Pozdrawiam.
    3 punkty
  32. @Na liniach czasu Wizja łabędziej szyi pokracznie wygiętej w znak zapytania działa na wyobraźnię. Kiedy coś naturalnego i pełnego gracji nagle zostaje siłą wynaturzone w formę człowieczego zagubienia. Trzepot tych rozpadających się skrzydło-oczu kojarzy mi się z fragmentem wiersza Bogdana Loebla - Zaciśnięta Pięść Róży: Im szersze skrzydła przypina nam miłość Z tym większej wysokości spadamy Bardzo ładny wiersz. Pozdrawiam :) 🦢
    3 punkty
  33. No, no nieźle , przerysowany obraz teściowej, ale przecież i takie się zdarzają w życiu. Pozdrawiam:):)
    3 punkty
  34. @Berenika97 rozminęliśmy się. moje rozumowanie jest intuicyjno-filozoficzne, a Twoje rozumowanie jest analityczno-metodologiczne. czyli: ja próbuję uchwycić sens i doświadczenie (kruchosć, losowość, niepewnosć) a Ty pilnujesz poprawności wnioskowania z danych (co z czego naprawdę wynika). @wiedźma dziękuję pięknie:) moja teściowa zginęła na torze wyścigowym we Francji. życie bywa szalone. teściowe też:) pozdrawiam:)
    3 punkty
  35. Raz pewien chodziarz, co mieszkał w Łebie, Znalazł się w mieście w nagłej potrzebie. „Ludzie, gdzie toaleta!?” Ruszył niczym rakieta. Mówią, że wtedy przeszedł sam siebie.
    2 punkty
  36. Pewnego kleszcza znad Wkry obudził rano zew krwi. Gdzie się ruszy, tam go suszy. No i w końcu zszedł na psy. .
    2 punkty
  37. Ja jakiś czas temu popełniłam wierszyk o chodzeniu po rozum do głowy. Pozwolę sobie załączyć, choć to limeryk. Pewien półgłówek z miasta Koziegłowy poszedł onegdaj po rozum do głowy. Choć siódmy krzyżyk stuka, on wciąż drugiej szuka - tej z rozumem - główki połowy.
    2 punkty
  38. ostrożnie między wersami niech znaczą co miały znaczyć bosiutko żeby nie zdeptać łaskoczą sensów cykady skrzydełka szeptu unoszą muskają stopy przeźrocza wiesz że od twoich wierszy lakierki noszę na oczach
    2 punkty
  39. @andrew Jak pięknie napisałeś o słoneczku! Dziekuję!
    2 punkty
  40. @APM ... promienie słońca przebijają się przez chmurki uśmiechają się do twoich myśli lubią jak marzysz ... Pozdrawiam serdecznie Miłego dnia
    2 punkty
  41. @andrew Subtelnie, delikatna tęsknota wśród kwitnących jabłoni.
    2 punkty
  42. @Berenika97 Tak wygląda bezpośredni kontak z firaną ze wzorem kwiatów dzikiej róży. Czasami rzucają firany cienie do wnętrza, można je wykorzystać do dekorowania siebie. 😉
    2 punkty
  43. tylko proszę nie śmiej się synu z tego co za chwilę ci powiem ale patrząc w tej chwili na ciebie wydaje mi się że jeszcze wczoraj trzymałeś w swych dłoniach mleko mówiąc nań amam a potem gdy byłeś już śpiący tuliłeś się do mnie mówiąc tato ja chcę już iść lulu a dziś piwo że mną pijąc stawiasz mnie pod murem zadając trudne pytania
    2 punkty
  44. Witaj - serdecznie ci dziękuje za pozytywny komentarz i to że piękny -
    2 punkty
  45. @Kapirinia Zestawienie kruchej lalki ze skałą buduje napięcie między podatnością na zranienie a odpornością, którą podmiot liryczny zdobył z trudem. Finał - „obok mojej cichej chwały" - brzmi jak prawdziwe zwycięstwo, tym cenniejsze, że wyciszone.
    2 punkty
  46. @A.Between Niezwykle trafny zapis współczesnego zagubienia. Świetnie używasz kontrastu – zestawienie sacrum (róża, Konfucjusz) z profanum (spaliny, "szybkie głody") tworzy napięcie. Bardzo celnie punktujesz tutaj kruchość współczesnych relacji i fundamentów, na których próbujemy budować cokolwiek trwałego, jak mosty, które kruszeją pod wpływem zwykłej niestałości. Zakończenie jest najmocniejszym punktem. Próba rozdzielenia fal (gest niemal biblijny, pełen mocy) kończy się kapitulacją przed losem. „To już będzie rzecz” Sugeruje, że ból czy wspomnienie w końcu kostnieją, tracą życie i stają się po prostu kolejnym elementem martwego krajobrazu. Niezwykły jest ten dryf między „oddechem a pamięcią” - to stan, który zna chyba każdy, kto choć raz próbował zatrzymać czas. To piękny , refleksyjny wiersz. Serdecznie pozdrawiam.
    2 punkty
  47. @Berenika97 a Ty widzisz to czego ja nie łapię:) najmilszego Nika:) @lena2_ przerysowany:) trochę zaczepny:) ale z dobrymi myślami:) bardzo dziękuję:) wszystkiego dobrego:)
    2 punkty
  48. Witam - miło że świetne - dziękuję - Pzdr.serdecznie. Witaj - na pewno gdzieś w pamięci jest ten moment - chyba że nie było takiej chwili - Pzdr. @Sekrett - @Poet Ka - @Alicja_Wysocka - @APM - dzięki -
    2 punkty
  49. @APM po prostu poezja...
    2 punkty
  50. @Migrena Napisałeś prawdziwy „horror kulinarno-egzystencjalny”. Pelagia - bóstwo domowej opresji. Nie wychodzi z mieszkania, ona po prostu zmienia formę skupienia w twoją zgagę - to najbardziej przerażająca metamorfoza od czasu Kafki, tylko że zamiast karalucha mamy różowy fartuch w bratki. Genialnie przekształciłeś banalne, domowe atrybuty w narzędzia opresji. Najbardziej podobała mi się metafora „Patomorfolog waszej niedzieli” - genialne określenie na kogoś, kto potrafi rozłożyć każdą radość na czynniki pierwsze, szukając w niej błędu. Natomiast „Kochanie pakowane próżniowo” - to przejmujący symbol emocjonalnej kastracji i odraczania bliskości na „po śmierci”. Wiersz jest gęsty od dowcipnych metafor - że czytałam z uśmiechem. Świetna groteska! A wracając do teściowych, ta jak podoba Ci się taki dialog? Przyszła teściowa: Miło mi Cię poznać! Mów do mnie, proszę, Kaśka. A jak zasłużę, to Kasia. :) Przyszła synowa: Dobrze Kasiu, już zasłużyłas! :))) @violetta A może Twoi rodzice bedą chcieli poznać bliżej zięcia, aby się upewnić, czy Ciebie nie krzywdzi.
    2 punkty
Ten Ranking jest ustawiony na Warszawa/GMT+02:00


×
×
  • Dodaj nową pozycję...