Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Ranking

Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 07.04.2026 uwzględniając wszystkie działy

  1. na ziemi, co pamięta krew i uderzenie łopaty o kamień rosną brzozy z korzeniami w mundurach tyle zostało - numer na nieśmiertelniku fotografia bez twarzy ślad buta w glinie cisza ma tu wagę ołowiu nad Wisłą płynie echo co nigdy nie wróciło ze wschodu nawet cień nosi tu ranę a jednak - wśród popiołu, wśród ruin alfabetu - wciąż składa się rozstrzelane imiona
    12 punktów
  2. Haiku kulinarne *** Nad bochnem chleba Aromat żuru osiadł - Wiatr muska twarze.
    8 punktów
  3. Pierwszy oddech zawsze boli i z piersi wyrywa płacz. Przymuszona klatka rusza się i przez lata nie ustaje. Z każdym dniem coraz bardziej boisz się, że oddechu zabraknie. I choć na początku tak bolało, nie chcesz, żeby serce bić przestało.
    6 punktów
  4. z ciszy płot postawił wokół swego domu by najmniejszy szmer zła nie popsuł spokoju który w nim mieszka tęczą pokrył ściany żeby w deszczowe dni do przechodniów się szczerze uśmiechały zamazując łzy z mgły uszył firanki by nikt nie podejrzał jak płacze za minionym za którym tęskni którego pozbawił go czas taki był ten ktoś kto nie wstydził się prawdy że jest trochę inny od tych co mijają ten tajemniczy dom
    5 punktów
  5. odcina ciągnie powieki pochłaniasz mnie kipię buzuję tonę świat na odległość twojego ciepła zapchu zroszonej skóry oddechu dotyk poza świadomym nieprzypadkowe odcienie doznań przepełnienia
    5 punktów
  6. Patrzysz i widzisz ideał oceny uroda i wdzięk Wszyscy jej tego zazdroszczą nikt jednak nie patrzy na cień Widzi go tylko ona sama go w końcu stworzyła od samego początku do końca perfekcyjnie go oswoiła Gdzieś w głębi się jednak wyrywa Głos… cichy i słaby cień też pragnie wolności Pragnie miłości… Ona mu tego nie da…
    5 punktów
  7. w domu nad rozlewiskiem ktoś cichą na gitarze melodię gra melodie której kłania się trzcinowy las i królewski ptak w domu nad rozlewiskiem słychać płacz miłości którą wchłonęła toń i mgła
    4 punkty
  8. Poetyckich dusz nie trzeba siać, ani też rodzić w bólach i mękach. Wychowywać, hodować pod parnym kloszem, by wydały owoc cierpki w smaku. Odbijający się palącą zgagą. Trujący wręcz dla serc i myśli. Poeci to kamienie pozostałe na krańcach ugorów. Przysypane piachem, zaplątane w powój i oset. Ukryte w cieniu rozplenionych, strzelistych pokrzyw. Rdestów i krwawników. Łaskotane liśćmi paproci. Zasłuchane w opowieści wichru. W pieśni chóru chmur, zwiastujących ciepłe, letnie burze. Niezauważone, nieważne, nieistotne. I przez to twarde i nieustępliwe. Nie straszny im skwar ani deszcz. Mróz kąśliwy i mokry śnieg. Są przerzucani i kopani. Bez prawa do miejsca, które nazwali by domem. Azylem dla spokojnego bytu. Niełatwa to rola. Są tacy, którzy pękają. Obracają się w kruchy proch. Bo są zbyt czuli, lub biorą na siebie więcej niż ktokolwiek mógłby znieść. Są jednak kamienie zbyt ciężkie i stare. Olbrzymie głazy ostałe od pokoleń, na straży szlaków, mogił czy duktów. Stoją na bagnistych i leśnych rozstajach w płaszczach z mrocznego mchu. Ich żywot spisały, solne naloty na powierzchni. Zapytane, nie odpowiedzą. Zaczepione, będą milczeć jak grób. Pogłaskane czule, będą zimne jak trup. Ich czas minął. Ich cywilizacja odeszła. A poezja stała się tajemnicą. Wierzą tylko w upływający czas. Mówi się, że widziały pierwszą śmierć i dożyją zapewne finalnej zagłady. Ja już dawno rozpadłbym się, klnąc i pomstując na poboczu rowu. Lecz mieszkam w samotni prawdziwej. Gdzieś w środku kniei niczyjej. I mam się świetnie. Milcząc, zimną stagnacją. Gdybym miał jeszcze serce sprawne to biłoby dla kogoś teraz. Krusząc mnie, niszcząc i ośmieszając. Drwiąc ze mnie bez litości. Tylko dlatego, że kocham siebie. A nienawidzę pustego uczucia do człowieka i jego ułomnych słabości.
    4 punkty
  9. Masy My, masy embarrasy, z czasem i razem idziemy w postęp oraz rozwijamy zwoje rozwoju i faktem jest, że czynimy tak w znoju. Na ulicy Bagateli Kto bogatemu zabroni bagatelizować? Warszawa – Stegny, 06.04.2026r.
    4 punkty
  10. Człowiek kręci kluczem, ale zamek nie ustępuje. Kolejny metalowy wzór, kolejny zamek – podłoga pełna frustracji. I wtedy – obok cichy śmiech, przy szaleństwie Twoich oczu: wytrych w dłoni złodzieja. Bez potu, bez wysiłku, tylko szczęście i znajomości.
    4 punkty
  11. @onasama Jedno jest pewne, mężczyźni bez kobiet i kobiety bez mężczyzn na długą metę istnieć nie mogą. Szowinizm rujnuje zrozumienie i pojednanie.
    4 punkty
  12. Wspaniały, refleksyjny wiersz. Brzozy z korzeniami w mundurach zostaną ze mną na długo, i chociaż mówisz o ludziach - myślę o zwierzętach. Dla nich nadal trwa wojna. Nie mają imion i grobów, zupełnie jakby nie istniały. A jednak łzy w oczach umierającej sarny, mówią inaczej. Znikają drewniane krzyże, pamięć gubi się w lesie. Wciąż słychać strzały mierzone w komorę - kula rozrywa serce. Nadal lubimy zabijać, żeby zachować pozory, nazywamy śmierć sarny dbałością o stado -selekcją.
    4 punkty
  13. Tyle we mnie uczuć mokrych — padają, burzą się, odpływają. Deszcze łez nie samotnych mokną na ścianie twarzy. A ja pragnę tej wody, co płynie w duszy, gorącej jak gejzer, parującej szczęściem. Niech smutek utopi się w kałuży, duszo moja, bądź oceanem szczęścia. Płyń tam, gdzie nie ma złych fal, gdzie wicher staje się lekką bryzą, w statku nadziei ku portowi miłości, gdzie z wiarą wieczną krzyczę: Kocham życie.
    4 punkty
  14. Cześć! Cześć Karolinko! Co u Ciebie? Nic. Jak minęły święta? Normalnie. Co dobrego jadłaś? Żurek. Wszystko w porządku? Tak. Ładnie rysujesz, podoba mi się! Zachodzące słońce. Potrzebujesz czegoś ode mnie? Nie. Cieszę się, że mogłem z Tobą porozmawiać. 0906 koniec na dziś! Do następnego razu Karolinko!
    3 punkty
  15. Skradłeś moje myśli, Bez twarzy, W czarnym kapturze, Cichy, tajemniczy, Bezimienny, Jesteś jak narkotyk, Uzależniasz, Krążysz w krwiobiegu, Zaplatasz sieć na sercu, Odchodzisz w ciszy, w której słyszę Twoje kroki. Namiętność rozpływa się , Ciało drży.. Bezwstydny, Skradłeś moje nagie sny I odszedłeś Jakby nigdy nic się nie zdarzyło ... Śniłam...
    3 punkty
  16. Wieże radiowe Splątałem włosy wzdłuż słupów, wzrastają poprzez fale radiowe. Piski uciskając kość skroniową — drążą w uszach głębokie korzenie. Wibrując na stu czterech megahercach, blednę w antenowym kokonie. Poraża mnie przekaz radiowy. Pomiędzy pasmami częstotliwości maszty elektryczne przebijają niebo — pamiętają wujka spalonego na szczycie.
    3 punkty
  17. Kwiecień ułożył się naręczem tulipanów na moim ramieniu. Przeniknął przez skórę i dotarł aż tam, gdzie drżenie. W słowach ukrył ptasie szepty, prawdziwe tylko dla mnie. Muskał wiatrem kobiecość i prowadził w stronę słońca. Potem potrząsnął lekko pierwszą burzą. Otworzyłam oczy i poczułam jego niestałość. Zmokłam w deszczu.
    3 punkty
  18. Analizowało temat zacne grono I do dziś między stronami się nie zgodzono W tej mianowicie przyczynie Że wiktoriańska feministka Nie wiedziała jeszcze Jaka z niej oportunistka Zadawała Bezczelne i drażliwe pytania: „Czy nierówności były tutaj od zarania?” Emmeline*, powiedz szczerze "Co sądzisz o manosferze? Czy w nią wierzysz?" "Silnie wierzę!" *Rymowanka to czysty wymysł, i „niefakt”, miks czasów i idei ale Pani, której imię mi się tak spodobało istniała i jest osobą wartą bliższego poznania. Emmeline Pankhurst (1858-1928), najsłynniejsza angielska sufrażystka, działaczka ruchu kobiet. Dążyła do uzyskania przez kobiety praw wyborczych.
    3 punkty
  19. Czasem idę i nie wiem gdzie znaleźć wyjście nadchodzi burza deszcz sieka mnie po twarzy a ja dalej bez pomysłu na życie próbuję tak i tak ale za każdym razem bezskutecznie czy będę dobrym człowiekiem? tego jeszcze nie wiem.
    3 punkty
  20. Z mojego fotela na przestrzał przecinkę mam wprost na Magurę, a teraz, gdy śnieg już zlizany, wciąż biała ścieżyna ujmuje. Umiera mi droga na wietrze. Jej delta zarasta niebiesko. Ciekawe, czy stamtąd spogląda z czułością ktoś z sercem jak dziecko? Gdyby podciągnięto stąd linę jak to w wyobraźni i można, być może i z prądem herbatkę — wysłałabym. W ancug dorożką. Podniebna na i nie herbatka w zaprzęgu niczym w trolejbusie. A pan, co nadajnik zakłada na szczycie: na zdrówko — dało się! (Umówmy się... ;)
    3 punkty
  21. codzienność często przepada w nicości gdy próbujemy zobaczyć mijający czas przez pryzmat gdzie kolory mijają się z realem zachwyt nie zamiera ekranik z nami delektuje się wygenerowaną fikcją przebraną za ... przechodzi bez względu na pogodę z jednej perspektywy do drugiej suchą stopą malowane emocje są prawdziwe mimo ... że nie zaistniały umysł zarejestrował je jako fakt nie weryfikujemy żyjemy nimi po długim pobycie powrót do siebie bywa brutalny 4.2026 andrew
    3 punkty
  22. Wiersz poświęcony grafikowi i satyrykowi, Henrykowu Cebuli Wyszedł Henryk z akademii, Sok jabłkowy w szczęściu pił. Dyplom piękny, choć bez premii, Do plecaka włożył był... Ciężko westchnął patrząc w gwiazdy, - Cóż ja z sobą robić mam? Nie mam fachu, prawa jazdy - Martwił się u sławy bram. - Wiem co zrobię! W samej rzeczy Umiem tuszem papier pstrzyć. Sztuka uczy, sztuka cieszy, Dobrze jest artystą być. Usiadł Henryk z węglem w palcach, Coś tam sobie kreślił w kącie. Nagle zamarł z miną Marsa – Na papierze było prącie… Myślał sobie - ot wypadek, Nie ma czym tu się przejmować. Przecież wszystko, nawet zadek Trzeba umieć narysować. Siadł więc znowu nad kartonem. Kreślił gęsto w przód i wspak. Jęknął cicho drżącym tonem – Na papierze znów był ptak. - Nie, to jakaś bzdura wielka. Ja panuję nad mą ręką! Niechaj sczeźnie mania wszelka, Narysuję damę piękną! Narysował - ekstra szpan. A precyzja niczym zdjęcie! Zamiast pani, wyszedł pan, I to tylko we fragmencie. Ale Henryk był uparty. Łatwo się nie poddał manii. Zjadł brokuły, czosnek tarty, Wpadł pogadać do Stefanii. Dał na tacę oczywiście, Czytał Freuda, coś Pascala. Myślał już o egzorcyście, Gdy swą muzę dostrzegł z dala. Siadł wygodnie, ściągnął brwi: - Narysuję dygnitarza. Wszak dygnitarz dobrze brzmi, Blasku wszystkim nam przysparza. Jest dygnitarz. W pozie asa. Krzyknął Henryk: - Boże mój! To jest ta rządząca klasa? Przecież to normalny …………. (fuj!) Wziął rysunek, złożył, schował. - Choć złe myśli puszczam precz, Żebym nie wiem co rysował, Zawsze wyjdzie taka rzecz. I do dzisiaj, choć czas nęka, Wbrew błaganiom własnej żony, Na obrazkach pana Heńka Tylko smutny lub wzwiedziony. Od tysięcy długich lat, Kłębi się nam myśli masa - Jakby dziś wyglądał świat, Gdyby chłop nie miał kutasa …
    3 punkty
  23. @hollow man Nie chcę być złośliwy, bo dlaczego autorowi ma być przykro na forum. Ale dla mnie przynajmniej, wartość tego dziełka jest ujemna. Bo nie dość, że nie budzi żadnych przeżyć estetycznych, to jeszcze odpycha. Może nie rozumiem, ale przypominam, że to obowiązek autora jest zadbać o to, by dzieło było zrozumiałe. A ja geniuszem nie jestem, ale IQ powyżej kury nioski mam ;)
    3 punkty
  24. andrew ... przeszłość słabo się pielęgnuje każdy przy niej majstruje robią makijaż zęby wyrywają znieczulenia nie dają ... Pozdrawiam serdecznie spokojnego dnia Dodam jeszcze za poetą ..a lato było piękne tego roku,,
    3 punkty
  25. @Berenika97 - wiersz unika utartych schematów, wprowadzając nową jakość w obrazowaniu wojny. Zamiast operować wielkimi słowami, budujesz napięcie poprzez konkret. To liryka głęboka i 'ważąca' – tu nie mówi ideologia i krzyk, tylko obrazy i cisza.
    3 punkty
  26. @Berenika97 piękny wiersz Zostawia po sobie ciszę
    3 punkty
  27. "Czas żołędzi nad Utratą " Czas żołędzi pluskających, dojrzałych – tego nie znałem. Ze starych i pięknych dębów spadają i pluskają, więc się zatrzymałem. Rzek rzadka to ozdoba; tajemniczy dźwięk ich plusku mnie zawołał. Jak kamieniem ciskanym spadają na wodę, tworząc lustrzane koła. Lekko falami płynące w dorzeczu dębów szumiących, podkreślają ich urodę. Widzę las kaczych kuprów, w wodzie na wpół zanurzonych, w dnie rzeczki buszujących. Bezwstydnie nad wodą, zadkami wystawione, nas, przechodzących, ironicznie traktują. Dęby masywne, dęby piękne, książęcym dworem pachnące. Dzieci – żołędzie Utraty – z miłości gniazd wypadające, ruszają podbijać te światy. Płyną z nurtem matki rzeki niby żaglowce odkrycia, po nowych pokoleń aprobatę. I tak w podróży bez końca niesione prądem I cieniem, szukają żyznej przystani. By kiedyś, w słońca promieniach, stać się znów dębów koroną – rzeki wiernymi strażnikami. Leszek Piotr Laskowski.
    3 punkty
  28. @andrew "Sukienka wisząca na krześle" - sensualny obraz bliskości. Kobieta obok to tęsknota za delikatnością. Dziękuję Andrew. Podoba mi się to, co napisałeś. @Jacek_Suchowicz noc w prosektorium nauka anatomii trwa po omacku @Nata_Kruk Jeśli chodzi o grafikę - w Nano Banana jest fajne to, że ona tylko rysuje, a ty tworzysz. Mówisz programowi, co widzisz, a co chciałbyś zmienić. Małe okręty to krwinki, atomy, z nich jesteśmy stworzeni - tak myślę, ale każdy ma swój obraz, czym są te łajby. Uczę się w bólach. Chyba to rzucę :) @FaLcorN Nie ma ambicji na dalekie podróże. Wystarczy mi zagubiona stacyjka w środku lasu. Dziękuję. @Łukasz Jurczyk Małe układy stwarzają świat, który nie dąży do wielkości. Wystarczy dotyk, czułe słowo, by życie nabrało wartości. @Berenika97 "Kocham cię, kochanie moje" - tyle wystarczy, ale dla własnej rozrywki postanowiłem, powiedzieć więcej. "Metafizyka dzieje się pod skórą" - doskonałe. Wiem, że mamy inne zdanie na ten temat... Niebo jest metaforą przestrzeni ukrytej w nas, odnajdujemy w niej Boga. * Dziękuję za wspaniałe komentarze. Pozdrawiam serdecznie :)
    3 punkty
  29. że jestem tak wdzięczna ktoś nie musi wiedzieć że tak podziwiam ktoś nie musi wiedzieć że tak bardzo kocham bo się spłoszy i ucieknie do gęstego do gęstego lasu pełnego strachów strachów strachów
    2 punkty
  30. Podaje mu dłoń ponad stołem. "Gdzie umierają ptaki przybyłe przed wieczorem? On ściąga rękawiczki — białe na srebrnym tle laku. "Tam żonkile pną się pod niebo z mozołem..." Parasole podwodne — jaskry z bibułki meduz — dymią w nocne niebo i osiadają pyłem na śniegu. A tam, na drugim brzegu — jeleń — pochylony nad zielem.
    2 punkty
  31. Nigdy nie miałem talentu. To nie kwestia genów czy dobrego wychowania. Pamiętam jak ganiono mnie za to, że do niczego się nie nadaję i z pewnością niczego nie osiągnę. A teraz, słowa zachwytu i zaskoczenia. Bo jaki to cudowny facet. Tajemniczy, elokwentny, lekko bezczelny i obłędnie szczery i wyniosły. A jego wiersze. Wyrwane z ciągu zdarzeń, minionych epok. Ociekają brutalnym spojrzeniem na naturę człowieka. Są duszami powstałymi z mogił. Nie straszą a ostrzegają. Każdy chciałby widzieć mnie na piedestałach wydawnictw. Pisać jak ja. Czuć jak ja. Być jak ja. Ale mnie to zupełnie nie interesuję. Ja nie jestem pozą. Nie jestem schematem. Modą na vintage. Ja jestem żywą tkanką awangardy. Prawdziwym mrokiem, ugoszczonym z honorami w pokoju pijackich melin. Nie jestem tym co patrzy wstecz, ani daleko naprzód. Ja wbijam wzrok w buty i krzywy, pełen zdeptanych niedopałków bruk. Bo ślepnę gdy patrzę na ten świat. Chcę wyrwać sobie oczy. Wolę patrzeć na gnilne, cuchnące jeszcze lodowatym tchnieniem zimy uliczne, przedwiosenne błoto, niż gdyby mój wzrok padł na lica mi tak obce. Ludzkie. Gardzę światem, który mnie powołał. Dlatego żyję w świecie stworzonym. Ja nie mam talentu. To przekleństwo tworzenia. Mówią przez moje serce i rozum. Duchy dawnych autorów. Widzicie ich również. W konceptach utworów. W atmosferze dusznej grozy. Krążą w krwi rozlanej na planie akcji. Czasami pytają mnie, kiedy wystawię się na sprzedaż. Duchów nie sposób sprzedać. Kiedy klątwa minie. Oddacie mnie do widmowego muzeum sztuki. Wypchacie mnie. Trocinami, igliwiem i szmatkami. Będę strachem. Na młode, nieopierzone, poetyckie wróble. Co chodzą od lat po moim polu i wydziobują ziarna sławy. Robią to za dnia, gdy śpię. Nocą jednak to ja gram pierwsze skrzypce w symfonii funeralnej poetyki. Gdy przyjdzie dzień, że Wam się już znudzę. Weźcie mą kukłę na długą wycieczkę. Zabierzcie mnie nad rzekę, szemrzącą cichutko pod ceglanym mostkiem. Niech dzieci nowego pokolenia odrą mnie z resztek złudzeń, zanurzą mi głowę w benzynie. Podpalą w przypływie radosnego podniecenia, wiwatując przy tym dziko. Zostaną ze mnie tlące się resztki. Wrzucą je wraz z obelgami i szyderczym, psychopatycznie zimnym śmiechem w nurt. Opadnę na dno. Gdzie miejsce dla takich jak ja. Nigdy nie miałem szczęścia i talentu. Dlatego moja poezja, spoczywa na dnie wraz ze mną.
    2 punkty
  32. Obiecała im dwugodzinny czas wolny za dobre zachowanie. I dotrzymali słowa. Oczywiście na tyle, na ile można utrzymać w ryzach temperament i burzę hormonów licealnej wycieczki szkolnej. Muzeum, zamek i basztę mieli już odhaczone. Teraz pozostał jedynie kościół i bazylika, potem rynek starego miasta i powrót do rodzinnego miasta. Przeszli w cień pobliskiego, wysokiego i nad wyraz starego, zrujnowanego budynku. Poprosiła o spokój, ciszę i ustawienie się w pary. Dął zimny północny wiatr. Przespacerowali około kilometra, klucząc między nieznajomymi i tajemniczo wąskimi uliczkami centrum. Byli już naprawdę zmęczeni. Głównie tym, że spali bardzo niewiele bo wyjazd zaplanowano skoro świt a jak wiadomo noc jest areną młodzieńczego życia towarzyskiego a nie czasem snu. Po prawdzie ukradkiem i w tajemnicy przed nauczycielami i opiekunami, ale wlali w swe organizmy, dość znaczne dawki alkoholu, co z początku podniosło im poziom zadowolenia, lecz teraz upojenie, potęgowało senność i otępienie. Chcieli już tylko coś zjeść, wypalić resztę papierosów i skrętów jaka im została, wypić jeszcze trochę a potem paść na zbyt miękkie fotele w autokarze i oddać się w ramiona zbawczego snu. Gdy już ustawili się w pary, co wcale nie było zbyt prostym zadaniem, bo chodnik w tym miejscu był wąski, wciśnięty między obitą i zamalowaną wulgarnymi graffiti ścianę budynku, pas zadeptanej i powyrywanej miejscami trawy i ulicę przez którą pojazdy pędziły, nie bacząc na jej fatalny, podziurawiony stan. Ludzie szturchali ich próbując przejść przez ich zbity w grupę szpaler. Jedni grzecznie przepraszali inni pomstowali pod nosem na stan ich wychowania. Nauczycielka policzyła ich szybko. Wszyscy byli na miejscu i czekali tylko na zgodę rozejścia się na obiecane dwie godziny. Zgodnie z umową macie teraz czas wolny. Za dwie godziny spotykamy się przy wejściu do bazyliki. Nie zgubcie się, nie róbcie niczego głupiego no i uważajcie na siebie. Zjedzcie i wypijcie coś ciepłego. Odpocznijcie. Widzimy się za dwie godziny. Zaczęli się rozchodzić i łączyć w mniejsze grupki. Tym samym odsłonili front budynku naprzeciw. Był w jeszcze gorszej kondycji od tego przy którym się zebrali. W zasadzie był ruiną. Nadgryzioną od fundamentu po dach czasem. Nadpaloną ogniem dawnego pożaru. Dziurawą i wybrakowaną od burz i ulew. Zamalowaną i zaśmieconą przez młodzież i kloszardów. Lecz jakieś sto lat temu, ten budynek i cała okolica musiały przeżywać czasy swej świetności. Kiedyś był dumną i bogatą rezydencją. Teraz stał się upiorem, straszącym wybitymi oczyma okien i bezzębną, czarną i cuchnącą gębą bramy, która prowadziła do gardzieli zapuszczonego podwórka oraz pustych trzewi mieszkań i klatki schodowej. Obok wylotu bramy na wysokości oczu, przytwierdzono jakąś tabliczkę z lichego, przeżartego rdzą metalu. Napisy po części były zatarte, kilku z nich nie można było odczytać przez plamy i wlepki miejscowego klubu piłkarskiego. Przeczytała jednak nagłówek pierwszego zdania i natychmiast krzyknęła za oddalającą się młodzieżą. Kochani, zaczekajcie jeszcze chwilkę i skupcie wzrok na tym budynku naprzeciw. Całkowicie o tym zapomniałam, jadąc tutaj a to może być spora ciekawostka, szczególnie dla tych, którzy zamierzają zdawać rozszerzony polski na egzaminie maturalnym. To dawny dom rodzinny, jednego z naszych rodzimych poetów wyklętych, dekadenta, nihilisty i gotyckiego prozaika, Simona Tracy. Klasa humanistyczna przerabiała kilka jego utworów. Znacie na pewno “Kondukt”, “Grobowiec Białej Róży”, “Letnią spowiedź trupa”, czy piękny poemat miłosny “Do Snu”. Właśnie on i jeszcze jego oniryczny poemat “Odbicie” mogą pojawić się na egzaminie w maju. Był wielkim poetą ale niestety gorszym człowiekiem. Lecz trzeba mu oddać, że wiernym członkiem bohemy i mitu o wyklętych. Był… Wybitnym szaleńcem, schizofrenikiem i pijakiem… Kłamcą pierwszej wody i oderwanym od rzeczywistości cmentarnym narkomanem… Głos dobiegł zza otwartego okna na parterze, zakrytego gęsto zdobioną firaną. Był bezsprzecznie kobiecy i młody o przyjemnie ciepłej nucie. Nauczycielka zamilkła z rozdziawionymi ustami. Nie spodziewała się takiej ostrej kontry zza pleców. Firana odsunęła się i w oknie oparła się młoda dziewczyna mogąca być równolatką członków klasy. Wyglądała jak wcielenie bohemy o której pisał Tracy w swych utworach. Czarne, gęste włosy, kolczyki w brwiach, języku, ustach i nosie. W uszach miała tunele, Całe jej ciało, łącznie z szyją, pokrywały wzory tatuaży. Ubiór jej także był anty. Społecznie akceptowalny, katolicki, moralny. Była upadła. Jak najlepsza sztuka. I co najważniejsze. Była tego świadoma, dumna i bezczelnie afiszująca się swą innością. Alienacją zupełną. Tracy nazwał by ją piękną. Prawdziwą. I cudownie, lubieżnie zepsutą. Nauczycielka odwróciła się przez lewy bok i obrzuciła dziewczynę najbardziej pogardliwym wzrokiem na jaki było ją stać. A skąd panienka może znać historię takiej osoby jak Tracy? Członka salonu i elit. Fakt zagubionego w życiu. Lecz jednak artysty. Nie wyglądasz mi na krytyka literatury? Dziewczyna zaśmiała się bezwstydnie. Jak prawdziwa lolita. A ja myślę, że gdyby on żył, to byłabym jego muzą. Jestem muzą sztuki wyklętej. Jeśli chcecie to udajcie się na miejski cmentarz, na którym spoczął jeszcze za swego życia. Kwatera trzynasta, rząd dziewiąty, miejsce dwudzieste. Traficie bez problemu, grobu strzegą białe, marmurowe anioły z latarniami w dłoniach. Proszę połóżcie ją na grobie. Wręczyła nauczycielce jedną, białą różę. A ta o dziwo wzięła ją bez słowa. Powiedzcie mu, że Absyntia go pozdrawia. Tak to moje imię. Imię jego muzy sztuki upadłej. Szaleńczej miłości do śmierci. Kochał mnie nad życie, którym gardził. A ja kochać go będę zawsze. I pamiętać jego upadek na zawsze. Zaśmiała się niczym wiedźma a jej postać rozpłynęła się nagle niczym pijacki zwid, narkotyczny majak.
    2 punkty
  33. muzyka rozgrzewa minutę nuta po nucie rozpada się szumiące drzewa wnika głęboko szeleszcząco-parzące pokrzywy odwaga w dźwięku jak pszczoła walcząca o przetrwanie jak ja, pragnąca dotyku czekająca na lepszy koniec nasłuchująca w ciszy delikatna w dźwięku …który nigdy nie nadejdzie
    2 punkty
  34. @Clavisa Metafora zamka, który nie ustępuje pod naporem "właściwych" kluczy - świetnie oddaje poczucie bezsilności. Puenta o wytrychu i znajomościach zostawia poczucie niesprawiedliwości. Świetny wiersz!
    2 punkty
  35. @Poet Ka Ładne te słowa. Lecz miska dno ma blisko. Kłamca z tego żuru :) Pozdrawiam
    2 punkty
  36. @Posem Szczerość tego wiersza bardzo przemawia. Nie musisz wiedzieć wszystkiego od razu. Sam fakt, że pytasz "czy będę dobrym człowiekiem" - to już dobry kierunek.
    2 punkty
  37. @hollow man Ko, ko, ko, ko, ko ................... ;)
    2 punkty
  38. @Zbigniew Polit Miałem tu niedawno takie doświadczenie z interpretacją wiersza Kolegi @Achilles_Rasti Strzeliłem tak odklejoną interpretację, że z kurą nioską mógłbym iść w zawody bez pewności co do wyniku ;) Także z tym rozumieniem to różnie bywa. Autor coś chce przekazać zapewne. Ty coś z tego rozumiesz, czujesz, przeczuwasz, nie rozumiesz, nie czujesz, nie przeczuwasz... Nie winiłbym tu inteligencji autora czy Twojej. Ot - tak bywa - raz się obaj wstrzelicie, innym razem - niekoniecznie.
    2 punkty
  39. @Rinimod Ikcyżuk Sorki, ale nie qumam.
    2 punkty
  40. @Berenika97 Wiersz jest bardzo intymny, a cisza, o której piszesz ma „wagę ołowiu” – sugeruje to ogrom cierpienia, którego nie da się wyrazić słowami, oraz traumę, która trwa. "Rozstrzelane imiona" to metafora nie tylko fizycznej śmierci, ale i próby wymazania pamięci o tych ludziach. Wiersz, poprzez "składanie" tych imion na nowo, staje się aktem przywracania godności i pamięci ofiarom.
    2 punkty
  41. Wielkanoc na wesoło ulga kulga królika kiedy Wielkiejmocy po łące pląsa żeby nie tuczyć wierzących słodkimi ulepkami w przebraniu zająca
    2 punkty
  42. @Poet Ka Milo mi to słyszeć, twoje wiersze są niesamowite i tym bardziej cieszę się że mój ci się spodobał :)) @Simon Tracy Dziękuję bardzo :)) cieszę się że zapadł w pamięć! Pozdrawiam serdecznie :))
    2 punkty
  43. 2 punkty
  44. @Berenika97 ... przeszłość słabo się pielęgnuje każdy przy niej majstruje robią makijaż zęby wyrywają znieczulenia nie dają ... Pozdrawiam serdecznie spokojnego dnia
    2 punkty
  45. @Berenika97 pięknie przepraszam że dopowiadam i z zachodu a stolica jak Feniks wciąż się odradza
    2 punkty
  46. @Alicja_Wysocka właśnie właśnie Dziękuję:) @Wiechu J. K. Podziękowania
    2 punkty
  47. małymi krokami budujemy ten duży skromnością otwieramy inne serca jednym uśmiechem kolejny szczerymi łzami ulgę tak tak moi drodzy te niby błahe z pozoru sytuacje malują obrazy o lepszym życiu nie tylko naszym lecz także innych
    2 punkty
  48. Witam - miło mi że tak pozytywnie widzisz ten wiersz - dziękuję - Pzdr.serdecznie. Witaj - dziękuje ci bardzo za te tak - miło że czytasz - Pzdr.
    2 punkty
  49. Sami znamy najlepiej własne cienie, można się tylko nauczyć z nimi żyć. Ciekawy wiersz. Pozdrawiam
    2 punkty
  50. @Waldemar_Talar_Talar 3XTAK Waldemarze, błahostki to codzienność. Pozdr.
    2 punkty
Ten Ranking jest ustawiony na Warszawa/GMT+02:00


×
×
  • Dodaj nową pozycję...