Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 06.04.2026 uwzględniając wszystkie działy
-
na słupie ogłoszeniowym naklejałeś swoje „kocham” jedno na drugim żeby było grubiej żeby nie dało się zdrapać rozmokły od deszczu porwał je wiatr nie miały korzeni były prawdą tylko w chwili pisania oddane na przemiał echo powtarza je bez końca16 punktów
-
róża i ażur róża w ażurze altany w altanie Tolek "Anatola" konsumuje sen się śni o aklamacji woalek. *** kajak i cień kajaka do Marsa nie dopłynie bo wstał łasy na "laitue au citron" *** antracyt przepuszcza promienie słońca południe maluje na witrażach żarty *** kryształowe żyrandole kołyszą się bo śmiech rezonuje w pałacach lata12 punktów
-
Bez pożegnania wypadła z rąk - prosto w siano. A świat runął. Miliony źdźbeł, każde podobne, każde szepcze: „to nie ja”. Szukam. Tłum szepcze: odpuść, można żyć bez igły. Więc niektórzy przestają, budują domy ze słomy, by zapomnieć, że czegoś brak. Ale ja pamiętam. Bo czasem, między jednym źdźbłem a drugim, coś błyska, światło czy nadzieja, uparcie cicha pewność, że warto klęczeć w sianie jeszcze jeden dzień.10 punktów
-
gubisz pamięć różańce i bliskich w twoim spojrzeniu coraz nas mniej a jednak to właśnie teraz jest nas najwięcej gdy opatrujemy twoją bezradność10 punktów
-
że jestem tak wdzięczna ktoś nie musi wiedzieć że tak podziwiam ktoś nie musi wiedzieć że tak bardzo kocham bo się spłoszy i ucieknie do gęstego do gęstego lasu pełnego strachów strachów strachów9 punktów
-
9 punktów
-
a kiedy się tłumaczę mój translator pomija kolejne zwroty spocony siadam na skraju wiersza cień w lustrze odbija się czkawką zmęczonej niedzieli9 punktów
-
wszystko ciche wczytuje się do pustej głowy gdy wiosną pączkują drzewa z boskiej chmury białej i czystej w długich cieniach rzucanych na wieki wieków zielone pojęcie o czymś wyjątkowym co dodaje skrzydeł8 punktów
-
z uśmiechem nawet gdy źle jest miło podobnie z tęczą nawet gdy pada czas błogi oraz z miłością bo choć jest zimno ciepłym częstuje to wszystko razem klamrą spięte niby proste a jednak nie przez wszystkich jest pojęte a szkoda bo bardzo tracą - mają czego żałować8 punktów
-
Egzaltacja trawi mózgu mego bruzdy wypalając ścieżki głowie niesie pustki i skutecznie lontem iskra płomień toczy potęgując traumy otwiera mi oczy. Odbiera aktywność konstatację składa jak na nowo życie swoje poukładać jak ogarniać inne mego stanu sprawy jak całować ręce przez które ból krwawi. Rozpoczynam prace których nie ukończę wybijając głowie ambicje wschodzące przeszłość poukrywam z drugiej strony kuli myśląc infantylnie że mnie to utuli. Postrzeganie życia wzbudza zaniechania bo przekreślam szanse nie do pokonania kontemplacja ciśnie nowe myśli moje analiza zmierza do wiecznych urojeń. Podekscytowany wiecznie niespokojny duch roztrząsa ciało rozpętując wojny trudno imputować jest niezrozumienie słaby rozbryzg umysł a ciało mi mdleje.8 punktów
-
Mężczyźni w garniturach, Kobiety w kostiumach, Szare cienie w ciężkich, starych murach. Stukają, dzwonią, piszą, liczą. To papierowi ludzie, Bez twarzy, są numerami. Ich twarze bez wyrazu, kamienne, bez skazy. Prawdziwy jest zapach parzonej kawy, budzi w nich życie. Będą obrady! Przy kwadratowych stołach zasiądą, by zebrać i zapisać myśli. Życie na smyczy! Zegar leniwie wybija godziny. Papierowi ludzie wychodzą, Mieszają się w tłumie. Iluzja pryska. Budzi się w ich sercach nadzieja. Nie stukają, nie dzwonią, nie piszą, nie liczą... To tylko iluzja bytu w nawiasie.7 punktów
-
Zaplanowane Dzień i noc Oddychanie i … A może Zamknięte powieki szykują sen Za siedmioma chmurami Tańczą Cisza poukładała klocki Wieżowce Szklane domy Zapytam o księżyca drogę Pewnie pod łóżkiem najlepiej odpowie kurz i już7 punktów
-
Cztery pory wspomnień dom, chmury i zachód słońca iskrzą w tęsknotach minione chwile przeszywam wzrokiem dawne czasy wciąż żywe niesenne obrazy po mroźnym zimy trwaniu witam wiosny odrodzenie co bzami zmysły odurza a potem witam nawały letniej zieleni z błękitem nieba w przestrzeni a później w brązie jesiennym czarowne barwy życia witam was o każdej dnia porze wieczorem, gdy sen się zbliża i nocą, podczas sennego odpoczywania a rankiem kawy aromatem co zmysły ożywia do południa cieszę się życiem i każdym serca biciem z wdzięcznością i radością rozmyślając nad tegoż kruchością7 punktów
-
Tak jest Wszystko co widziałem Co widzę Jest Ale tym razem w spokoju Rozpisuje się na chwile Oddycham refleksją zanurzoną w oddechu Wolny od napięcia Przeżywam trudne zaistnienia Istniejące by uczyć Dlatego cieszę się z trwania Moich przemyśleń też Wszystko wokół skąpane w kolorach Chwila wzniesienia Jakby w nagrodę za porażkę Więc o co chodzi? Pewnie o łaskę... Inaczej jest w samotności Odseparowany od ludzi W pokoju W obecności Jakoś łatwiej I to jest to nowe olśnienie Nadal uwielbiam interakcje Nadal słodycz przynosi rozmowa W końcu wnoszę w nie siebie samego Z tą różnicą że już nie nosi mnie na zasadzie pędu Pęd zwolnił Wzrost jest także wolny Łatwiej dostrzec więc I odróżnić tematy chwil Głowa wolna od obsesyjnego myślenia i rozważania Odpoczywa wraz z ciałem Teraz mogłyby się pojawić rozważania Lecz wszystkie rzeczy są skąpane w kolorach Ożywiane przez światło To niebo i chmury na nim całują moje oczy Po prostu jest mi dobrze Sumienie i trud psychiczny Zakończyły swoją pracę wczoraj Jestem w narodzinach Poprzez odyseję przeszłych zdarzeń Jestem teraz Próbując przekazać swoistość istnienia Dziękuję za uczestnictwo w uniwersalnych prawdach Dziękuję za lekcje i ich dostrzeganie I to jak żyje wobec barier i konsekwencji Przynoszących złość i smutek Ale także akceptację Tak się żyje w post manii Ze stabilizatorami Z książkami7 punktów
-
Jezioro rozlało się snami zwierząt, które już wczoraj wybrały jedyną słuszną drogę. Obok metalowej pokrywy namiotu rozległo się bzyczenie materii nietrwałej, a przy ognisku porzucone Echo i Licho grzeją kciuki, dzieląc równo resztki dnia. Obserwuję góry na niebie, chyba znowu zanosi się na dystopię. Mechanicznie sznuruję klapki - czas wrócić na skraj raju. Autostopem do łazienki - - moje słowa lezą tam za mną, boją się Bezsensu. „Dzień dobry” - radio przypomniało mi, że to tylko wiersz.6 punktów
-
Kryzys tożsamości Kryzys normalności Gdy gubimy się W tłumie Wpatrzeni w ekran Oczy mamy otwarte A tak naprawdę martwe I bez blasku...6 punktów
-
Jadąc spokojnie przez cichy kraj Nie muszę ukrywać zamiarów: chcę słyszeć zboża i Boży dar - zadumy i umiaru Noc w tłucze się w gwarnym namiocie: fast foody, wyciągi z karty I tylko w sercu cichy huk - spójnością na ćwiartki rozdarty Chcę w środku nocy na mapie snów odnaleźć punkt: ''lunatyzm'' Wyjść z labiryntu letniego dnia - wieczorem do ciebie trafić Powiedzieć ci koniecznie to, co kneblem pięknego miasta, parapetami bezwolnych snów do rangi ... miłości urasta Ściskasz mnie w talii, tasujesz - to nic, że obrastam tłuszczem Kupiłam spory kawał nieba - przejrzyjmy się! We wspólnym jutrze ... ?6 punktów
-
Podaje mu dłoń ponad stołem. "Gdzie umierają ptaki przybyłe przed wieczorem? On ściąga rękawiczki — białe na srebrnym tle laku. "Tam żonkile pną się pod niebo z mozołem..." Parasole podwodne — jaskry z bibułki meduz — dymią w nocne niebo i osiadają pyłem na śniegu. A tam, na drugim brzegu — jeleń — pochylony nad zielem.5 punktów
-
"Różnym krokiem" Od tych pierwszych kroków, które już zapomniane, stawianych tak niepewnie w ręce wyciągnięte, z pierwszymi zachwianiami, zygzakiem zataczane, z bobasa miną – kroki w miłości zaklęte. Te pierwsze wędrówki, które się wydłużały wysiłkiem szkolnym i osiąganiem wyników, krokiem kieratu w dorosłe życie pchały – krokiem coraz dłuższym, w rozsądku zaniku. Krokami w bogactwa, krokami w wygody, krokami w miłościach nie zawsze wspaniałych, krokami w utratę młodocianej urody i krokiem zbliżającym do głów podsiwiałych. Kroki tych słabości, przebytych w uniesieniach... Z wiekiem uczą człowieka kroków innych, nowych – zdrowszych już kroków, spokojnego chodzenia; jak w dzieciństwie też chwiejnych, teraz starościowych. Leszek Piotr Laskowski5 punktów
-
Myślałem o tobie i o tym, że pustka może obiecać jedną rzecz: pełnię — i że pewien rodzaj śnieżnej pustyni pęka z nadmiaru szczęścia. Adam Zagajewski Przypadkowo spotkałeś cud. Niespodziewany uśmiech spotkałem tak: przypadkowy. Od teraz nie wierzę "na wszelki wypadek". Jesteś jak słońce całujące się rano, całuje mnie, całuję świat. To dlatego, że świecisz bardziej niż diament, więcej niż możesz sobie wyobrazić; czasami też nie mogę tego zinterpretować. Fascynuje mnie cały mój umysł. Jesteś poezją, która rodzi się ze spotkania, ponadczasowe piękno, o które uwielbiam dbać, piękno oczu, aby chronić. 31/1/265 punktów
-
@Posem @Simon Tracy @Lenore Grey @Wiechu J. K. @Ewelina @Rafael Marius @Andrzej P. Zajączkowski @aniat. @LessLove @Poezja to życie @Robert Witold Gorzkowski Bardzo dziękuję! Serdecznie pozdrawiam. :)5 punktów
-
Wieże radiowe Splątałem włosy wzdłuż słupów, wrastają poprzez fale radiowe. Piski unoszące kość skroniową — drążą w uszach głębokie korzenie. Wibrując na 104 megahercach, blednę w antenowym kokonie. Poraża mnie przekaz radiowy. Pomiędzy pasmami częstotliwości maszty elektryczne przebijają niebo — pamiętają wujka spalonego na szczycie.4 punkty
-
Obiecała im dwugodzinny czas wolny za dobre zachowanie. I dotrzymali słowa. Oczywiście na tyle, na ile można utrzymać w ryzach temperament i burzę hormonów licealnej wycieczki szkolnej. Muzeum, zamek i basztę mieli już odhaczone. Teraz pozostał jedynie kościół i bazylika, potem rynek starego miasta i powrót do rodzinnego miasta. Przeszli w cień pobliskiego, wysokiego i nad wyraz starego, zrujnowanego budynku. Poprosiła o spokój, ciszę i ustawienie się w pary. Dął zimny północny wiatr. Przespacerowali około kilometra, klucząc między nieznajomymi i tajemniczo wąskimi uliczkami centrum. Byli już naprawdę zmęczeni. Głównie tym, że spali bardzo niewiele bo wyjazd zaplanowano skoro świt a jak wiadomo noc jest areną młodzieńczego życia towarzyskiego a nie czasem snu. Po prawdzie ukradkiem i w tajemnicy przed nauczycielami i opiekunami, ale wlali w swe organizmy, dość znaczne dawki alkoholu, co z początku podniosło im poziom zadowolenia, lecz teraz upojenie, potęgowało senność i otępienie. Chcieli już tylko coś zjeść, wypalić resztę papierosów i skrętów jaka im została, wypić jeszcze trochę a potem paść na zbyt miękkie fotele w autokarze i oddać się w ramiona zbawczego snu. Gdy już ustawili się w pary, co wcale nie było zbyt prostym zadaniem, bo chodnik w tym miejscu był wąski, wciśnięty między obitą i zamalowaną wulgarnymi graffiti ścianę budynku, pas zadeptanej i powyrywanej miejscami trawy i ulicę przez którą pojazdy pędziły, nie bacząc na jej fatalny, podziurawiony stan. Ludzie szturchali ich próbując przejść przez ich zbity w grupę szpaler. Jedni grzecznie przepraszali inni pomstowali pod nosem na stan ich wychowania. Nauczycielka policzyła ich szybko. Wszyscy byli na miejscu i czekali tylko na zgodę rozejścia się na obiecane dwie godziny. Zgodnie z umową macie teraz czas wolny. Za dwie godziny spotykamy się przy wejściu do bazyliki. Nie zgubcie się, nie róbcie niczego głupiego no i uważajcie na siebie. Zjedzcie i wypijcie coś ciepłego. Odpocznijcie. Widzimy się za dwie godziny. Zaczęli się rozchodzić i łączyć w mniejsze grupki. Tym samym odsłonili front budynku naprzeciw. Był w jeszcze gorszej kondycji od tego przy którym się zebrali. W zasadzie był ruiną. Nadgryzioną od fundamentu po dach czasem. Nadpaloną ogniem dawnego pożaru. Dziurawą i wybrakowaną od burz i ulew. Zamalowaną i zaśmieconą przez młodzież i kloszardów. Lecz jakieś sto lat temu, ten budynek i cała okolica musiały przeżywać czasy swej świetności. Kiedyś był dumną i bogatą rezydencją. Teraz stał się upiorem, straszącym wybitymi oczyma okien i bezzębną, czarną i cuchnącą gębą bramy, która prowadziła do gardzieli zapuszczonego podwórka oraz pustych trzewi mieszkań i klatki schodowej. Obok wylotu bramy na wysokości oczu, przytwierdzono jakąś tabliczkę z lichego, przeżartego rdzą metalu. Napisy po części były zatarte, kilku z nich nie można było odczytać przez plamy i wlepki miejscowego klubu piłkarskiego. Przeczytała jednak nagłówek pierwszego zdania i natychmiast krzyknęła za oddalającą się młodzieżą. Kochani, zaczekajcie jeszcze chwilkę i skupcie wzrok na tym budynku naprzeciw. Całkowicie o tym zapomniałam, jadąc tutaj a to może być spora ciekawostka, szczególnie dla tych, którzy zamierzają zdawać rozszerzony polski na egzaminie maturalnym. To dawny dom rodzinny, jednego z naszych rodzimych poetów wyklętych, dekadenta, nihilisty i gotyckiego prozaika, Simona Tracy. Klasa humanistyczna przerabiała kilka jego utworów. Znacie na pewno “Kondukt”, “Grobowiec Białej Róży”, “Letnią spowiedź trupa”, czy piękny poemat miłosny “Do Snu”. Właśnie on i jeszcze jego oniryczny poemat “Odbicie” mogą pojawić się na egzaminie w maju. Był wielkim poetą ale niestety gorszym człowiekiem. Lecz trzeba mu oddać, że wiernym członkiem bohemy i mitu o wyklętych. Był… Wybitnym szaleńcem, schizofrenikiem i pijakiem… Kłamcą pierwszej wody i oderwanym od rzeczywistości cmentarnym narkomanem… Głos dobiegł zza otwartego okna na parterze, zakrytego gęsto zdobioną firaną. Był bezsprzecznie kobiecy i młody o przyjemnie ciepłej nucie. Nauczycielka zamilkła z rozdziawionymi ustami. Nie spodziewała się takiej ostrej kontry zza pleców. Firana odsunęła się i w oknie oparła się młoda dziewczyna mogąca być równolatką członków klasy. Wyglądała jak wcielenie bohemy o której pisał Tracy w swych utworach. Czarne, gęste włosy, kolczyki w brwiach, języku, ustach i nosie. W uszach miała tunele, Całe jej ciało, łącznie z szyją, pokrywały wzory tatuaży. Ubiór jej także był anty. Społecznie akceptowalny, katolicki, moralny. Była upadła. Jak najlepsza sztuka. I co najważniejsze. Była tego świadoma, dumna i bezczelnie afiszująca się swą innością. Alienacją zupełną. Tracy nazwał by ją piękną. Prawdziwą. I cudownie, lubieżnie zepsutą. Nauczycielka odwróciła się przez lewy bok i obrzuciła dziewczynę najbardziej pogardliwym wzrokiem na jaki było ją stać. A skąd panienka może znać historię takiej osoby jak Tracy? Członka salonu i elit. Fakt zagubionego w życiu. Lecz jednak artysty. Nie wyglądasz mi na krytyka literatury? Dziewczyna zaśmiała się bezwstydnie. Jak prawdziwa lolita. A ja myślę, że gdyby on żył, to byłabym jego muzą. Jestem muzą sztuki wyklętej. Jeśli chcecie to udajcie się na miejski cmentarz, na którym spoczął jeszcze za swego życia. Kwatera trzynasta, rząd dziewiąty, miejsce dwudzieste. Traficie bez problemu, grobu strzegą białe, marmurowe anioły z latarniami w dłoniach. Proszę połóżcie ją na grobie. Wręczyła nauczycielce jedną, białą różę. A ta o dziwo wzięła ją bez słowa. Powiedzcie mu, że Absyntia go pozdrawia. Tak to moje imię. Imię jego muzy sztuki upadłej. Szaleńczej miłości do śmierci. Kochał mnie nad życie, którym gardził. A ja kochać go będę zawsze. I pamiętać jego upadek na zawsze. Zaśmiała się niczym wiedźma a jej postać rozpłynęła się nagle niczym pijacki zwid, narkotyczny majak.4 punkty
-
mijam rozkrzyczany znak: Chroń las przed pożarem. od razu – myśl: a jakby odwrócić znaczenie, bezceremonialnie wywinąć podszewką na wierzch? przed czym można ochronić pożar? przed tłumicami, wszelką statecznością, spokojem, mdłym biegiem dnia powszedniego. a co dałoby się ochronić pożarem? łe, zaraz przychodzą na myśl psychopatusy podkładające ogień w domu, byleby nie zostawić majątku byłej żonie, wierzycielom. a nie chodzi o tego typu zbydlęcenie. trzeba więc dopompować artyzmu! wchodzę do wnętrza. oto całe zło i, przede wszystkim, nieudolność, są zjadane, gorąca zgroza miele razem z powietrzem depresję i chęci ucieczki. tę – aby coś przeżyć i ucieczkę w nieprzeżywanie. utlenia się i zmienia w popiół każdy mój zły czas, stwórca spuścił na głowę magiczną kulę, która stłukła się i wylał z niej Eden. stoję w kwiatkach i pokryty skrzydłami. jest ich za dużo, wyrastają nawet z nozdrzy. granit zastępuje lastryko. uśmiecham się jak przygłup.4 punkty
-
nie trzeba ognia bomb i dronów nie trzeba samolotów czołgów i zgonów nie trzeba zmieniać świata teraz w dół mimo, że przez nienawiść funkcjonujemy jakby w pół nie trzeba zniszczeń i osamotnienia nie trzeba strat i pełnego zbłądzenia nie trzeba iść drogą zbrojeń i rozrachunków wszystko teraz do czego dążymy prowadzi do bunkrów jesteśmy ludźmi nie zwierzętami nienawiść chowajmy na inne czasy poziomu się trzymajmy szpecić tak siebie to ciągłe zło idziemy tym sposobem powoli na same dno wojna w Ukrainie i na bliskim wschodzie to jest zły cykl który budzimy w samochodzie bo paliwo drogie a życie tępe tymczasem do niewoli jest sporo ludzi wzięte kończmy z zbrojami i okrucieństwem kończmy z wojnami i z tym wstrętem niech nie ma podłości i zguby wszelakiej potrzebujemy miłości i to nie byle jakiej4 punkty
-
małymi krokami budujemy ten duży skromnością otwieramy inne serca jednym uśmiechem kolejny szczerymi łzami ulgę tak tak moi drodzy te niby błahe z pozoru sytuacje malują obrazy o lepszym życiu nie tylko naszym lecz także innych4 punkty
-
Jak to jest być niebytem, który nie pragnie niczego? Jak to jest nie musieć pochłaniać zasobów wzdłuż i wszerz w nieustannej próbie nasycenia własnego ego? Przeżuwać etykę i trawić filozofię ciągle będąc zachwyconym swoim jestestwem jakby miało ono być z pewnością lepsze od wszystkiego innego? Jak to jest być nicością, która odnajdzie w sobie wszystko, czego zapragnie? A że nie pragnie niczego, to Nic znajduje – odnajduje nicość samą siebie. Chciałabym zamknąć umysł, o który tak troszczyłam się, by był otwarty. Odrzucić rozpraszające „chcenia”, które źródłem są porażki i przyczyną cierpienia. Zasnąć jako człowiek, lecz obudzić się będąc martwą materią. Choćby wazonem. Jak to jest być wazonem? Istotą użyteczną właśnie z powodu pustki?4 punkty
-
,,Strzeż mnie , o Boże , Tobie zaufałem ,, PS 16 odpłynąłem daleko od Ciebie Panie bardzo daleko pamiętam gdy ... to ja a Ty Ty zawsze jesteś blisko strzeż Panie znasz mnie ... jeszcze wczoraj Tobie Tobie zaufałem bez Ciebie... 4.2026 andrew Wielkanoc, dzień drugi4 punkty
-
@Christine @iwonaroma @Marek.zak1 @Poet Ka @Myszolak @hollow man @Wiechu J. K. @onasama Serdecznie dziękuję! Pozdrawiam. :)4 punkty
-
Zapukałam do drzwi Tych metalowych Po lewej stronie W szklanym domu Bałam się dźwięku wewnątrz Bałam się tekstury z zewnątrz Znalazłam w sobie odwagę Odnalazłam zapalnik W środkowej kieszeni ukryty klucz Dostrzeżony tylko przez moje oczy Dotknięty tylko moimi dłońmi Otworzyły się powoli, bez oporu Pchane odwagą chwili Nieustraszone myślą o śmierci Intymność Gdzieś we mnie coś zapuszcza korzenie z uporem Bez strachu coraz głębiej i głębiej kopię w brunatnej ziemi Czuję krok za krokiem pod moimi stopami I wtedy ziemia przestaje być ziemią a klucz przestaje być przedmiotem staje się decyzją4 punkty
-
Istotą i sednem jego barwnych kompozycji jest zupełnie nienaganna pozycja. Cóż i w tym czasami mu pomaga ujmująca aparycja. Warszawa – Stegny, 05.04.2026r.3 punkty
-
60. Las nad morzem (narrator: hypaspista) 1. Jutro powieszą tysiąc – dziś wbijamy pale dla pierwszych cieni. 2. Wiatr niesie sól. Tu sadzimy inne drzewa — żywe, a martwe. 3. Każdy krzyż nucił, a ja słyszałem własne imię w drewnie. 4. To były pieśni, których nie umiałem zagłuszyć winem. 5. Król śmiał się długo nad planem – „las nad morzem” – ja patrzyłem w ziemię. 6. Wracając, spojrzałem na rzeźbę Melkarta – była bez głowy. 7. Milczałem długo. Towarzysze też milczeli — więc piliśmy więcej. 8. Powiedzieli: kara. Ale czułem — to nauka dla nas. cdn.3 punkty
-
Link do piosenki poniżej (to kolejny utwór z cyklu "Echo") Tysiąc ludzi tańczy w kręgu Damy w kolorowych sukniach Trzech grajków gra na lutniach Na podium, w półokręgu W zamku złotym radość i muzyka Trwa bal, trwa wesele Ludzi tłum, kwiatów wiele Nikt zabawy nie unika Gra muzyka, jest radośnie Błyszczą białe uśmiechy Tu żart rzucony dla uciechy Znów salę ktoś przebiegł skośnie W tańcu podskakują lekko Dam stopy drobne, małe Deptane przez panów zuchwale Oczkiem ktoś mrugnie zdradziecko Wszyscy wzrok w jedną parę A ta z miłością w siebie patrzy Gra muzyka na dwa, na trzy W radosnym płyną szale Gra muzyka jest wesoło Podskakują, patrzą, tańczą Z pożądaniem swoim walczą Gdy taneczne zataczają koło I jeden po drugim się uśmiecha Gdy żart znów ktoś zarzuci Pod nosem każdy nuci Za zamkiem muzyki echa Gra melodia, gra muzyka Sen pojawia się i znika3 punkty
-
Wiersz poświęcony grafikowi i satyrykowi, Henrykowu Cebuli Wyszedł Henryk z akademii, Sok jabłkowy w szczęściu pił. Dyplom piękny, choć bez premii, Do plecaka włożył był... Ciężko westchnął patrząc w gwiazdy, - Cóż ja z sobą robić mam? Nie mam fachu, prawa jazdy - Martwił się u sławy bram. - Wiem co zrobię! W samej rzeczy Umiem tuszem papier pstrzyć. Sztuka uczy, sztuka cieszy, Dobrze jest artystą być. Usiadł Henryk z węglem w palcach, Coś tam sobie kreślił w kącie. Nagle zamarł z miną Marsa – Na papierze było prącie… Myślał sobie - ot wypadek, Nie ma czym tu się przejmować. Przecież wszystko, nawet zadek Trzeba umieć narysować. Siadł więc znowu nad kartonem. Kreślił gęsto w przód i wspak. Jęknął cicho drżącym tonem – Na papierze znów był ptak. - Nie, to jakaś bzdura wielka. Ja panuję nad mą ręką! Niechaj sczeźnie mania wszelka, Narysuję damę piękną! Narysował - ekstra szpan. A precyzja niczym zdjęcie! Zamiast pani, wyszedł pan, I to tylko we fragmencie. Ale Henryk był uparty. Łatwo się nie poddał manii. Zjadł brokuły, czosnek tarty, Wpadł pogadać do Stefanii. Dał na tacę oczywiście, Czytał Freuda, coś Pascala. Myślał już o egzorcyście, Gdy swą muzę dostrzegł z dala. Siadł wygodnie, ściągnął brwi: - Narysuję dygnitarza. Wszak dygnitarz dobrze brzmi, Blasku wszystkim nam przysparza. Jest dygnitarz. W pozie asa. Krzyknął Henryk: - Boże mój! To jest ta rządząca klasa? Przecież to normalny …………. (fuj!) Wziął rysunek, złożył, schował. - Choć złe myśli puszczam precz, Żebym nie wiem co rysował, Zawsze wyjdzie taka rzecz. I do dzisiaj, choć czas nęka, Wbrew błaganiom własnej żony, Na obrazkach pana Heńka Tylko smutny lub wzwiedziony. Od tysięcy długich lat, Kłębi się nam myśli masa - Jakby dziś wyglądał świat, Gdyby chłop nie miał kutasa …3 punkty
-
Podbiały przy siklawie, przy nurcie rwącym dalej w rozlaną i zmąconą zieleń, ostoję klenia. Nim liść w koronę drzewa rozwarstwi wierzchni stelaż, przenicuje plon światła, chwast dzióbek w rurkę składa. Jak Piątkową kołatką, chrobocze w żółtą barwę. Gdy kamień się odsuwa, w kłącza podbiału — góra. „Nie ma Go tu, bo zmartwychwstał, jak powiedział.” Mt 28, 63 punkty
-
Wielkanoc na wesoło ulga kulga królika kiedy Wielkiejmocy po łące pląsa żeby nie tuczyć wierzących słodkimi ulepkami w przebraniu zająca3 punkty
-
3 punkty
-
dlaczego wiatru nie widać czemu słyszymy echo dlaczego boimy się śmierci czemu nie widzimy Boga dlaczego słońce nie gaśnie czemu rzeka nie płynie w tył dlaczego wymyślono zdrady czemu służą złość i łzy dlaczego człowiek jest mądry czemu czasem głupieje dlaczego żółw tak długo żyje czemu nie żyjemy tyle my dlaczego podczas śmiechu po twarzy płynną łzy dlaczego nie wszyscy umieją rozumieć wiersze to nie są dziecinne pytania błądzimy w nich także my3 punkty
-
-Mistrzu, czy zawsze podążać za zdrowym rozsądkiem? -Tak, lecz sprawy miłosne bywają wyjątkiem, one się bowiem rządzą swoimi prawami, gdzie to rozsądek podąża za emocjami. Michałowi (Leszczymowi) dziękuję za inspirację.3 punkty
-
@Poet Ka Niezła zabawa! Postmodernistyczna jak mniemam. :) Wiersz przypomina surrealistyczny sen - ale jest tu sporo ukrytych ciekawostek. Już w temacie jest palindrom, w każdym razie lustrzane odbicie. W pierwszej strofie Anatol siedzący w altanie pije "siebie" czyli kawę zbożową "Anatol". W drugiej ktoś łasy na słodkiego batonika "Marsa" nie dostanie go, bo wybrał sałatę cytrynową. A kajak to też palindrom czyli cień kajaka to jego również lustrzane odbicie. W trzeciej - stwierdzenie, że antracyt „przepuszcza promienie słońca” -absurd - w którym prawa fizyki są odwrócone. A poza tym mieszasz tu przedmioty codziennego użytku z kulturą "wyższą" np. żyrandole w pałacach, a znaczenia płynnie przechodzą jedne w drugie na podstawie brzmienia słów lub podwójnych znaczeń. Jak w poezji lingwistycznej. Masz fantastyczne pomysły na zabawy i żarty ze słowem.3 punkty
-
3 punkty
-
Au clair de la lune, ilustracja: Lorentz Frølich, ok. 1860. Zbiory Bibliothèque nationale de France / Gallica. W świetle księżyca (kontrafaktum) "Au clair de la Lune Mon ami Pierrot Prête-moi ta plume Pour écrire un mot" W poświacie luny Nie potrzeba piór I ognia krzesać, Towarzyszu mój. Oto cyferblat Tu zdarzy się dziw: Tu wpisz rząd liter, W nowoczesny tryb. To fonautograf - Tchnął w ciebie swą moc, Śpiewaj balladę W tę kwietniową noc. Tysiąc osiemset I sześćdziesiąty Powstania przeddzień - Dzieło rąk ludzkich. Dziewiąty kwietnia Tak zadziwia mnie: To fonautograf, Piękny sadzy dźwięk. Czarna ta perła, Napis nad nutą... Dla historyka, Przed stycznia walką. Nie mogę wierzyć, Że słyszę dźwięki Sprzed stycznia walki - Cud niepojęty! Śpiewaj z Pierrotem Dawną piosnkę ty: Rok ten sześćdziesiąt, Anno Domini. "Au clair de la Lune Mon ami Pierrot Prête-moi ta plume Pour écrire un mot" (Forma wiersza i rymy to archaizacja.) Śpiewaj na melodię Au clair de la lune - zarejestrowanej przez Édouarda-Léona Scotta de Martinville’a w 1860 roku piosenki.3 punkty
-
@Mitylene Bardzo dziękuję! Cieszę się, że wiersz dotknął czegoś głębszego. Świątecznie pozdrawiam. :) @Nata_Kruk Bardzo dziękuję! Inspiracją była Ewangelia św. Jana (20, 11-18) , spotkanie Marii Magdaleny ze zmartwychwstałym Jezusem. Świątecznie pozdrawiam. @Waldemar_Talar_Talar Bardzo dziękuję! I chyba nigdy tej nauki nie skończymy - i dobrze! Dziękuję za tę piękną myśl. Świątecznie pozdrawiam. :) @wiedźma Bardzo dziękuję! I wzajemnie. Święta mijają, ale zostaje to, co najważniejsze - nadzieja, że miłość jest silniejsza niż wszystko, co nas dzieli. Że warto być blisko, słuchać i wybaczać. I że światło, które zapaliliśmy w tych dniach, może trwać w nas znacznie dłużej niż sama uroczystość. Świątecznie pozdrawiam.3 punkty
-
@Marek.zak1 Bardzo dziękuję! Rozumiem to doskonale. Pozdrawiam. :) @Myszolak Bardzo dziękuję za te przemiłe słowa. Pozdrawiam świątecznie. :) @viola arvensis Bardzo dziękuję! Dziękuję z całego serca za te piękne słowa. Twój komentarz bardzo mnie poruszył - takie refleksje są dla mnie najpiękniejszą nagrodą. Zgadzam się w pełni- droga duchowego rozwoju nigdy się nie kończy, i to właśnie w niej jest jej największy dar. Świątecznie pozdrawiam. @Łukasz Jurczyk Bardzo dziękuję! Świątecznie pozdrawiam. :) @lena2_ Bardzo dziękuję! Właśnie w Gronie Rodzinnym są najpiekniejsze! Świątecznie pozdrawiam. :) @Jacek_Suchowicz Bardzo dziękuję! To niezwykłe świadectwo... Świątecznie pozdrawiam. :)3 punkty
-
spogląda na mnie szympans i czuję się nieswojo jego bary i tors... byłabym bez szans a orgazm dzika proszę pani trwa pół godziny więc pani make up i fatałaszki nie przedłużą pani przeznaczenia - no nie boję się węża ale on tylko może wspiąć się po moim drzewie umykam więc w koronę i na ostatnim listeczku chwilkę się chyboczę teraz! lecę w eter (opuszczam zoo bo3 punkty
-
@iwonaroma - Dlaczego Pan nigdy nie powiedział, że mnie kocha? - To moja prywatna sprawa.3 punkty
-
to jest dobre postrzeżenie jak głupcy powtarzamy "mądrości ekranu" zaś szare komórki - uśpione lenistwo wartości umierają gdy jak śmietnik pamięć takim bezmózgowcom wciskane jest wszystko pozdrawiam -smutne3 punkty
-
3 punkty
-
3 punkty
-
2 punkty
Ten Ranking jest ustawiony na Warszawa/GMT+02:00
-
Ostatnio dodane
-
Wiersze znanych
-
Najpopularniejsze utwory
-
Najpopularniejsze zbiory
-
Inne