Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 12.03.2026 uwzględniając wszystkie działy
-
Weszłam w przestrzeń bez granic, a on już tam był. Nie musiał się zbliżać - powietrze gęstniało samo, jakby od zawsze należało do niego. Nie widziałam go, lecz czułam ciężar jego spojrzenia - spokojny, pewny, nieunikniony. Zbliżył się, a moja skóra stała się cienka, jak zasłona gotowa opaść. Jego obecność wypełniła mnie bez pytania. Nie opierałam się. Niewidzialna dłoń spoczęła na sercu, i przyspieszyła puls do tempa, które należało do niego. Moje "chcę" rozpuściło się w jego pewności. Zanurzyłam się w nim całkowicie. Nie było przemocy - tylko nieuchronność. Jak przypływ, który zawsze wraca. Jak noc, która bez pytania obejmuje ziemię. I wiedziałam, że od tej chwili nie dotyka mnie już dłońmi. Dotyka mnie od środka.18 punktów
-
miejsce na ziemi słyszałaś o tym że wszędzie dobrze gdzie nas nie ma to ja właśnie jestem wszystkimi miejscami jednocześnie pewnie dlatego do dziś nie znalazłem tego mojego12 punktów
-
nigdy nie chciałem dla siebie cokołów nie chcę być próżnym odlewem człowieka który ma za zadanie olśniewać i przed którym składa się hołdy posąg odbija słońce i nie może się nim nacieszyć ani rozkwitnąć w czułym delikatnym świetle kruszec zachwytu lśni dumnie i bezużytecznie cóż mi po wielkości i pokłonach także nocą gdy samotność mnie chłoszcze ramiona ze spiżu nikogo nie ogrzeją nie przygarną w nieruchomych włosach nie rozigra się wiatr przeklęte exegi monumentum jak wieczna próba ile zniosę zamiast być bogiem słów wolę nieść na ustach słowa gorące i zamiast trwać tylko dla czci która mnie nie dotyka wolałbym nie napisać ani jednej strofy ale miłować prawdziwie do krwi ostatniej miłować bezgranicznie zasypiać gołębiem na twojej piersi i kiedyś umrzeć tak umrzeć kochanym10 punktów
-
nocny pociąg pełen ludzi pełen cudzego zmęczenia pełen milczących twarzy siedzenia ocierają się o siebie ramiona dotykają obcych ramion i wtedy ty wchodzisz jakbyś była spóźniona na coś bardzo ważnego siadasz przy mnie za blisko twoje kolano rozsuwa moje tak naturalnie jakby to było najprostsze prawo ciała pociąg rusza metal zaczyna oddychać koła koła koła twoje oczy są ciemne bezczelne głodne jak noc za oknem patrzysz na mnie tak jak patrzy się na drzwi które już dawno zostały otwarte twoja dłoń spoczywa na moim udzie spokojnie jak zwierzę które wie że w tym lesie nic nie jest zabronione naprzeciwko kobieta udaje sen mężczyzna czyta gazetę chłopak w słuchawkach kiwa głową a między nimi między siedzeniami między oddechami pęka powietrze twoje palce zaczynają mówić powoli uparcie jak ogień który znalazł szczelinę w drewnie pociąg kołysze wagon jak wielkie stalowe serce twoje włosy dotykają mojej szyi twój oddech jest gorący za gorący jak na miejsce gdzie ludzie siedzą prosto i pilnują swoich granic twoje usta są przy moim uchu nie mówisz nic bo nic nie trzeba twoje ciało mówi wszystko bezwstydnie jakby cały wagon był tylko nocą w której można zgubić własne imię ktoś podnosi wzrok ktoś nagle przestaje czytać ale nikt nie reaguje bo wszyscy czują że przez ten wagon przechodzi teraz coś dzikiego coś starego jak krew coś co nagle wyrwało się z klatki manier twoje palce zaciskają się mocniej pociąg przyspiesza koła koła koła a my już nie jesteśmy ludźmi tylko dwoma płomieniami które zapomniały że ogień gdy zapala się w tłumie powinien przynajmniej udawać wstyd9 punktów
-
Ranek zapala ulicę jak zapałkę, ptaki grają coś lekkiego na przewodach. Wiatr niesie zapach spraw które dopiero się wydarzą. Myślę: świat dziś może być prosty. Ale gdzieś po drodze gubię klucz do własnej kieszeni, a smutek nadciąga jak chmura nad stacją benzynową. Patrzę na dłonie — linie biegną jak drogi których nigdy nie wybrałem. I nagle w środku nocy ktoś mówi twoje imię. Nie śpię. Słucham jak serce powtarza je do rana.9 punktów
-
W symbiozie wachlarze natury a to już tyle lat odkąd byliście małymi światełkami w chmurne dni - czas zerwał się z cugli - dzisiaj samodzielnie witacie świty a gdy jesteśmy razem zachęcacie głupawką do kradzieży koni i w jednej chwili znika lęk przed galopem po lesie - odgłosy i słowa a moja uwaga w drzewach dzięcioł stukiem nawołuje wiosnę wystraszone korniki skrobią - o shit - ślimak ślimaczy się na karpinie obok niego skaczą żabki poddasze leśnej altany tęskniło za ciepłem pająki tkają nowe sztucery by ustrzelić choćby kilku muszek po mrozopauzie pora na porządny posiłek - w zagłębieniach schowały się przed słońcem zwały śniegu nieopodal ruda kitka... przypomina sobie gdzież to jesienią schowała... - spójrz na mamę czy ona nas słucha... - słucham i... słucham też... przy okazji... Tyci i Dallas wymienili między sobą znaczące spojrzenia oraz... uśmiech marzec, 20268 punktów
-
bywasz gościsz się w myślach czasami ranisz nieobecnością zapach zostaje karmel z miętą trudno zapomnienieć twoje miny grymasy piasek na plaży rysuje ślady morski wiatr zabiera je w nicość znikają jak deser z talerzyka na który spojrzałaś a ja ja chciałbym abyś była dłużej nie tylko w myślach 3.2026 andrew7 punktów
-
To już trzydzieści lat. Sam się dziwię, że tyle przetrwałem. Sam. Próbowałem zapełnić pustkę i żal takim zwykłym, normalnym życiem i wcale mi się nie udało. Do wczoraj nie wiedziałem dlaczego ten rok 96 był taki ważny dla mnie, ale widzisz, że nawet bezmyślnie wtłoczone daty mają znaczenie, że nie da się zapomnieć. Dzisiaj świeczka, bo tylko tyle mogę chociaż trzeba jeszcze tyle poukładać. Tak wiele pytań, tak mało odpowiedzi. Samotnie. Ten cień pozostał na zawsze. Na zawsze oddzielił złudzenia. A dzisiaj po prostu kolejny dzień, który trzeba przeżyć, jakoś przeżyć. Wiesz? Ta twoja córka wcale nie jest wspaniałą osobą, ale godzę się na to, bo wiem, że wiele wycierpiała. I pozostanę w tym trującym układzie, żeby domknąć ostatni odcinek życia. Nie wiem, naprawdę nie wiem czy dam radę się podnieść. Tak wiele się zmieniło we mnie i na świecie, ale ciągle marzę, że wrócę, że będę mógł posprzątać twój grób. I to wcale nie od święta. Wiem, że to już nic nie zmienia. Nic. Ale każdego dnia pamiętam.6 punktów
-
Jak piórko Coś pięknego chciałabym Lekkiego jak piórko Albo myśl ulotna Ku słońcu w deszczu mknąca Odbita w kałużach wspomnień zamieniona w tęczowe zabawy Chciałabym Na paluszkach Cichutko dotknąć nieba Zatańczyć Żeby wiatr pisał wiersze A księżyc malował obrazy Żeby dzień uśmiechał się A noc całowała Tak bym chciała Z zawiązanymi oczami iść przez świat I wierzyć Że każde potknięcie o kamyk Wyczarowuje zapach kwiatów Śpiew ptaków I podziw drzew budzi a mnie jak piórko coraz wyżej niesie6 punktów
-
49. Dar, który nim nie jest 1. Król królów dzieli swoje królestwo jak rozbitą wazę. 2. Oferuje pół nieba. Zapomniał, że połówka słońca daje tylko mrok. 3. Słowa miękkie, ton jak ze świątyni — szkoda, że ręka drży. 4. Córka dorzucona jak tarcza bez uchwytu — ładna, ale bezużyteczna. 5. Młody król nie słucha. Bawi się światem jak pękniętą zabawką. 6. „Wezmę wszystko sam”. Tak mówi ogień do popiołu. 7. Słowa pewności człowieka, którego bogowie kochają za bardzo. 8. Śmierć trzyma ich za ręce. Czeka na moment, by zdmuchnąć lżejszy płomień. cdn.5 punktów
-
rozpinam troskliwie pajęczynę czasu żeby Cię zatrzymał skleił ze mną czule niech otuli nasze diamentowe chwile wiedz ty, pajęczyno kiedyś dni przeminą i wiatr cię rozerwie ty o nas zapomnisz, a my będziemy pamiętać o tobie5 punktów
-
postawił kropkę zamknął wieko czuć śmierć przytulił kropkę uśmiechnął się znowu wygrał postawił kropkę idzie dalej jak to los nie boi się bo wie że jego racja zawsze jest5 punktów
-
Było jak w kinie, gdzie celuloidowe marzenie w ciasnym mroku kryło się za brudną kotarą, jak dym gasnącej huty. W Psach narodziła się Polska, którą poznajemy, patrząc bez kłamstwa, z otwartymi oczami na detale lizane już przez kolejne pokolenie. Kurwy stały się madonnami, gdy znajomość obcych języków przekreśliła rachunek win, a każde skurwysyństwo przechrzczono w cnotę - przez palce oglądane obrotem złotej monety. Rewizorzy czerwonej gwiazdy, komisje od niebieskiej flagi. Wszyscy grali, pierwsi i ostatni. Wszyscy przegrali. Nadejdą nowi. Jak zawsze - od wschodu albo z zachodu nocy. W naszym kinie - prosektorium.5 punktów
-
wygodnie rozkładam się na tafli jeziora wiatr leniwie mnie oplata szkicuje cień za chwile zajdziemy razem ze słońcem za siebie nie uwieczni nas czas na fotografii zespoleni będziemy w ciszy nikt nas nie będzie śledził z podziwu z zazdrości z nudy5 punktów
-
pierwszy spacer na ulicy szklanka za szklanką w herbacianym poranku stygnie cytrynowy sen w metafizycznej przestrzeni ja na łańcuchu i pies w kagańcu odprowadzamy się pod same drzwi tramwaj skręca w swoją stronę5 punktów
-
„Miotła” Zamiatam i co? Zgarniam i co? Zbieram i co? Co cię to obchodzi? Mnie zwą panna Miotła. Mieszkam w bloku A pod numerem siódemka. Dobrze mi tu. Nie chce zmian. Po co mi one? Jak mi dobrze, co? Wybacz, ale idę sprzątać. „Widelec” Nabijam i wbijam. Lubię zaszaleć. Nie ważne czy łyżka czy widelec. Lubię bo ochotę mam. Nic ci do tego, kochanie. Weź przestań o mnie gadać. Irytację wprowadza tylko. Zaburzenie powoduje. Wybacz, ale mam randkę z panią Łyżką spód szóstki. „Łyżka” Spożywałam zupę, gdy oni znowu. Męczące dla mnie. Przynajmniej niedługo spotkam specjalnego. Zaprosił mnie na niezwykle ważną randkę. Bo pierwsza. Jestem pewna, że czujesz ekscytację, co? Od dawna marzyłam o miłości. Wreszcie mi się to przydarzyło. Wybacz, ale muszę wesprzeć moją przyjaciółkę Miotłę. „Radio” Ja podobno co? O co mnie oskarżasz? Ja niby zagłuszam spokój?! Dobre gadanie. Ja z moją panną nic takiego nie robię. Zwykłe partnerskie przyjemności. To nie grzech przecież. Spójrz głębiej. Tu każdego sekretnie nienawidzi. Wybacz, ale moja ukochana woła. „Nóż” Tak, jestem z Radiem. Wydaję mi się że od zeszłego roku. Oficjalnie. Jestem taka szczęśliwa. Nie rozumiem jednego. Często się denerwuje. A potem sąsiadki mi mówią, że zazdroszczą. Nie rozumiem czego. Wybacz, ale muszę zawołać męża na obiad. „Talerz” Toczę się cały czas. Nie wiem gdzie. Nie wiem po co. Nie interesuje mnie to zbytnio. Ulegam chwili. To jasne. Lubię taki stan rzeczy. Toczę się cały czas. Wybacz, ale mnie nie interesują sąsiedzkie sprawunki. „Telefon” Co ty ode mnie znów chcesz? Daj mi się wyspać? Gdzie ty chcesz dzwonisz? Na policję, powiadasz? Na tego męża? A po jaką cholerę? To dobry pan. Zawsze mi się kłania. Wybacz, ale nie będę donosił na przyjaciela. „Książka” Żyje tu od wielu lat. Lecz nigdy o czymś podobnym nie słyszałam. Boże, zmiłuj się nad nami. Boże, zmiłuj się nad nami. A taki dobry pan z niego był. Żałuję, że umknęło mi to mojej uwadze. Boże, zmiłuj się nad nami. Boże, zmiłuj się nad nami. Wybacz, ale wybierz się do telefonu. On będzie wiedział co robić. „Powietrze w bloku” Ja to wiem wszystko o wszystkich. Chcesz posłuchać? Nie? A szkoda, panie. Mógłbym w nieskończoność. Młodość pani Miotełki. Jak Radio trafił do więzienia. No, dokładnie. Sam się dziwiłem. Bo taki dobry pan z niego jest. Wybacz, ale wracam do obowiązków. „Blok A” Mówiłem. Ostrzegałem. A skończyło się jak zapowiadałem. Co się stało? Pozwól, że wyjaśnię. Tragedia się stała. Mieszkanie Radia i Noża. Puste, lecz czerwone. Sama tragedia. Wybacz, ale mnie zburzą. Nikt tu nie chce mieszkać. „Stół” Oglądałam z boku. Przykro mi było. Mieszkała tam moja siostra. Ale co poradzić? Idę dalej. Moja codzienność. Oglądam telewizję. Robię dania. Witam męża. Dziękuję, że jesteś. „Krzesło” Wróciłem się do domu po pracy. Całuje mnie czule żona. Kochamy się ponad życie. Nie opuszczę jej. Siadam na kanapie. Biorę obiad ze sobą. Moja żona obok mnie. Zjadła już. Dziękuję, że jesteś. „Poduszka” Pogodna. Radosna. Lekka. Na wietrze jestem. Tęsknię za talerzem. Przez całą sytuację przestał się ze mną spotykać. Tęsknię za nim. Pogodziłam się. Dziękuję, że byłeś ze mną przez ten cały czas. „Blok B” Brak najdroższego przyjaciela. Zburzyli go miesiąc temu. Był dla mnie jak brat. Przepraszam, że ci nic nie powiedziałem. Stoję. Moi mieszkańcy są pogodzeni. Są szczęśliwi. Może ja też powinienem. Dziękuję ci Bloku A. „Blok D” A czy ktoś pamięta Blok C? Widzę jak przez mgłę. Dobre rzeczy tam mieszkały. Szkoda, że nikt o nich nie pamięta. Bieda panowała u nich. Ale i tak lepiej im się żyło. Byli po prostu szczęśliwi. Może to wynikało, że nie przejmowali się niczym niż tylko przetrwaniem. Dziękuję, że ja miałem lepszy start. Żałuję, że nie miałem takich rzeczy. Wybacz, ale muszę sobie to wszystko przemyśleć. Ty idź na grób Bloku A. Pozdrów go ode mnie. „Stare mieszkanie i kotek” Pozostawili. Czy czuję gorycz? Nie. Został ze mną ten biały kotek. Dawał mi ciepło, dopóki nie zburzyli całego bloku. Udało mi się znaleźć inne. Ciepłe ognisko. Rodzinna miłość. Dziękujemy za siebie. „Kosz na śmieci” Nóż do mnie chodziła. Miotła do mnie chodziła. Łyżka do mnie chod ziła. Karmili mnie ich zmartwieniami. Ale czy ktoś mnie słuchał? Ze smutkiem przyznaje, że nie. Ale nie mam nic im za złe. Byli jedynymi, którzy do mnie przychodzili. Dziękuję wam za to że sprawiliście że poczułem się czymś.4 punkty
-
przemijanie prawie niezauważalne bez kształtu jest oddechem ziemi kawalkadą codziennych odkryć przepływa trzymając własny kurs droga istnienia oscyluje w granicach błędu gotowość akceptacji eksperymentu pozwala by zielone światło oświetlało zieloną trawę4 punkty
-
Czy możesz napisać historię na nowo bez dżumy zwiędłych kwiatów i ołowiu wrysowanego w ukosy deszczu Na moście dnia i nocy dotyku i bólu Ostatni po nas czas zamknie myśl w kamieniu Kto przyłoży do nich ucho skoro dźwięk nawet echem niewybrzmianym w powietrzu w łuku słońca zastygnie jak truchło cienia4 punkty
-
Siadłam z trudem przy jeziorze, cała mokra już od potu, i topiłam się w ferworze lepkich myśli, skutych w tłoku. Głośno, duszno… Tonę w sobie! Odpływałam – wodna zmora. Nie chcąc skończyć w ciemnym grobie, wpełzłam ciężko do jeziora. Na dnie, w głębi, odetchęłam. Chaos spłynął z mego ciała. Leżąc w ciszy, pustki pełna, swoje myśli przelewałam. Zlały się te troski z wodą, oczyszczając ranną duszę Lecz co zrobić z tą swobodą, skoro na brzeg znów wyjść muszę?3 punkty
-
czas teraźniejszy czas teraźniejszy jest z blachy falistej drutu i pary idącej z kanałów zza ciemnej szyby sklepu w której miasto przymierza twarze rano wypełza z kontaktów zimnego kranu popiołu w popielniczce nie przychodzi dumnie nie staje w progu raczej przeciska się przez uszczelki okien pęknięcia farby grdykę rur które całą noc mówiły przez sen na stole leży chleb ciężki jak argument nóż ma krótki błysk jakby ktoś w metalu zostawił nerw za ścianą sąsiad przesuwa krzesło mebluje ciszę na nowo ulica od rana mieli ludzi w zębach przejścia dla pieszych trzyma ich chwilę i wypluwa po drugiej stronie autobusy są wielkimi rybami połykają mokre kurtki parasole zapach taniego tytoniu resztki snu i płyną z brzuchami pełnymi nieobecnych myśli czas teraźniejszy ma dłonie spracowane paznokcie czarne oczy od monitorów czoło złożone jak reklamówka po zakupach siedzi z nami w poczekalniach windach mlecznej lampie nad stołem telefonie który świeci jak tresowana rana czas teraźniejszy nie mówi żyj mówi patrz mięsiste światła zwisające z marketu na kałuże gdzie niebo wygląda jak pobity świadek na gołębia co dziobie frytki z godnością starego aktora na kobietę niosącą siatki jak dwa małe prywatne światy na chłopca który kopie puszkę i brzmi przez chwilę echem całej epoki wszystko tu jest ostre ma krawędzie rysy poświaty i kurz a jednak czasem coś się rozsuwa w szybie tramwaju łyżce kałuży pod neonem oku psa przywiązanego do słupa oto staje się widoczne że świat nie składa się z rzeczy tylko uderzeń oddechów pęknięć chwil które nie nadążają za nami czas teraźniejszy historia bieżącej daty iskra w kablu krew pod skórą miasta pył tańczący w smudze światła jakby to co martwe miało jeszcze ostatni odruch piękna to my kiedy stoimy zupełnie na chwilę nieruchomo między nagłym hałasem a długim milczeniem słysząc jak dzień ostrzy zęby o nasze kości3 punkty
-
Nazywam je niebieskimi, choć nie są niebem, a brzegami pierzastych chmur niknących w turkusowych głębinach. Mgliste, łagodne kontury piętrzą się w moim zenicie, i za każdym razem są inne, gdy tylko spojrzę do góry. Chcę podziwiać ich naturę, nie rozpraszać mgielnych par, błądzić w lnianych bielach, nie nasycać siwych barw. Choć gdy na mój widok przysłania je miłosna źrenica, wypełniają się światłocieniem. Myślę wtedy - niebieskie! Wyraźnie widzę - są szare. I szare są najpiękniejsze.3 punkty
-
3 punkty
-
Toniemy w objęciach nie swego świata. Czas szkiełkiem zajęty ciągle się skraca. Otula nas dźwięk i przekaz jaskrawy, Głośnością swą krzywe maluje obrazy. Ten jeden przedmiot bez sztuki kochania łącząc zarazem nas z siebie wygania. Bez uprzedzenia słodyczem kusi, na końcu gorycz smak cały udusi.3 punkty
-
Muzyka nocy — ciemność i cisza. Pusty dom osy… Złość jest inna. Nóż znów tak ostry. Krawędź wyraźna. Tęgi mróz wiosny… Skóra oślizgła. Sam… i tylko sny. Mych marzeń wina. Śmiech bezwonny. Codzienna klisza. Długie sekundy… dłuższa apatia. Czy iść mam tędy i kogo pytać? Chodzę pijany i bez krzty życia.3 punkty
-
@vioara stelelor ... a ja ja chcialbym stać na cokole wychwalać nie tylko imię twoje chciałbym do uczuć być powodem uśmiechem dzielić się z narodem do szczęścia być powodem ... Nie piszę do rymu,ale trochę się wysiliłem do Twojego mądrego wiersza. Pozdrawiam serdecznie Miłego dnia3 punkty
-
@huzarc @iwonaroma @hollow man @Myszolak @Rafael Marius @KOBIETA @sisy89 @Marek.zak1 dziękuję pozdrawiam @wierszyki powinna !3 punkty
-
W Lozannie pewien François, przy szampanie i anchois w modnej restauracji, stwierdził, nie bez racji, że bezsens także sens swój ma.2 punkty
-
Każdy poeta napisał w swoim życiu jeden wiersz, którego szczerze nienawidzi, najmocniej ze wszystkich. Też mam taki. Kunsztowny, piękny, z krwi i kości. Czytelnicy byli zachwyceni, lecz ja co wieczór próbuję go unicestwić, zasypać krater w sercu otwarty słowami. Daremnie strącam litery jak meteory w limbus - sens trwa, niezniszczalny. Nie cofnę już ruchów pióra. Ten wiersz rozciął pełnię na dwie połowy - - jasną i ciemną. Jasna: noce, gdy płakałem ze szczęścia. Ciemna: to wszystko, co przyszło a posteriori. Oczy, dwa Jeziora Aralskie, pieką rdzą i solą. Później stworzyłem jeszcze dziesiątki innych wierszy. Jestem w nich zaledwie barwnym hologramem, przemierzającym sterylne przestrzenie twojej obecności. Wiem, że tamte wersy już się nie odstaną. Rzeczywistość została poruszona. Karmię łąki czerwienią, fioletem; mogę być motylem, kwiatostanem, morską falą, a ludzką skórę zakopałem pod jabłonką w ogrodzie. Tylko w drżeniu kropel rosy na liściach macierzanek pod twoimi stopami nadal żyje mój oddech. 08.02.2026.2 punkty
-
o brudzie, lepkich dłoniach i miłości, a potem powiesz, że mnie potrzebujesz, więc o obawach, zabawach w zamian, stopach o nieba zbrukanych i ból, bo boli, rozkurwia serduszko niedomykalne. dociska, połamię na tym słowa... o miłości? jak? bym chciała i jak mogę. o miejscach z tobą, od i dla ciebie, o wszystkich ptakach kluczących nam w głowach, jak wtedy, gdy jesteśmy bardziej niż żywot motyli.2 punkty
-
Znalazłem w sobie mgłę cnotliwą. Skruszała ozdobą w tobie pętliwą. Od punktu, do punktu Wyśpiewywałem łzy. Postanowiłeś, na scenę wejść wspólną Wygłaszać tą elegię powtórną. W teatrze mego serca Szczerzysz swe kły. Ten sam głos we zwrotkach, Głosił gładząc głowę Że piekło Dantego przejdzie. To ten sam głos, Co się zdziera w refrenie Że nie umie, już się kochać we mnie. A ja kochałem. Ja przysięgałem. Kochać cię nawet wtedy. Byłem złamany w pół Ty się stałeś herosem. Dziś spalasz mosty, Brodząc, sztyletem w mej piersi. Stworzyłem cię Aniołem. Ale ty zamarzasz na dole. Wergiliusz umarł w Lecie, Zostawił zgliszcza. I otworzył Teatr złamanych serc.2 punkty
-
2 punkty
-
Są Słowa Świąteczne I Święte Święty Ogień I Woda Musi Być Świętość W Życiu Człowieka Wiara Nadzieja I Miłość I Słowo Musi Być Święte Słowo Dane Każde Jak Przysięga Obietnica2 punkty
-
Polska wolna, wolna Polska! Ochroniła nas ręka Boska Szwaby legły w klęsce wojny Polski duch okazał się hojny Polska powstała z popiołów Wary był każdy żołnierski ołów. Polska wolna, wolna Polska! Zapamiętamy każdego walczącego aniołka Krew przelana wolność dała Niech flaga wieje piękna okazała Orzeł z koroną nad nami fruwa A Matka Boska Częstochowska nad nami czuwa Polska wolna, wolna Polska! Smak zwycięstwa już czujemy Dumnie z nim będziemy kroczyć Walk nawet ze sto możemy stoczyć Za miejsce na mapie będziemy pić I z wrogów ojczyzny bedziemy kpi2 punkty
-
miłość to brama piękne okno na świat ona strażnikiem tego co się śni to uśmiech i łzy miłość to kochanie to prawda która wciąż się tli miłość to nie pogrzeb ani czas trudnych chwil to niebo pełne gwiazd oraz czułych słów miłość to kwitnący sad to las pełen wzruszeń tak moi drodzy taka jest miłość radości czas2 punkty
-
@KOBIETA :) oj nie :) tylko nie sadomacho ... ;) Dzięki, również zdrówka @Charismafilos ;)) @Gosława :) ma się rozumieć Dzięki :) @Berenika97 ... Dziękuję @violetta @Czarek Płatak @Rafael Marius Podziękowania2 punkty
-
@huzarc dzieki serdeczne za ciekawy, jak zwykle komentarz. @aniat. osobista ksiega wspomnień :) bywa, że to najwspanialsza księga świata :) bardzo dziękuję :) @Alicja_Wysocka Alu. dziękuję pięknie za apetyczny komentarz. pozdrawiam :) @APM tamte czasy - czasem trudne i bezlitosne, czasem cudownie szalone. ale dzieciństwo i młodosć:) nie da się tego odkupić....... bardzo dziękuję :) @Berenika97 Bereniko. Twoja analiza piękna i powabna. Twoje slowa przemiłe i urocze. bardzo Ci dziękuję :) to piękne co robisz :) @violetta do domu proszę Pani. po prostu do domu. dziękuję :)2 punkty
-
Słyszałam o wyspach szczęśliwych - jak o narkotyku dla znużonych dusz. Podobno niebo nie cierpi tam na zaćmienia, nie krztusi się czarnym światłem. Mówią, że bogowie odeszli stamtąd z elegancją, w rękawiczkach milczenia, zostawiając tylko zapach kadzidła i chłód marmurowych stopni. Żadnego manifestu. Żadnej skargi. Jedynie doskonałą obojętność. Odnaleźć je - to pewnie tylko rzemiosło złudzeń, kilka metafor rzuconych na wiatr i odrobina zachwytu. A może uczyć się pływać w wodzie o barwie starego wina, nie oczekując zbawienia, nie domagając się sensu i tonąć - z nienaganną postawą. Szczęście jest mętne. Śmierć - konkretna. Reszta - to zbędne światło.2 punkty
-
@Alicja_Wysocka Bardzo dziękuję! Dziękuję - to, co napisałaś, jest dla mnie jak klucz do wiersza, którego sama do końca nie miałam. "Intymność psychiczna i emocjonalna, która staje się cielesna dopiero w wyobraźni" - tak, właśnie o to chodziło. O erotyzm, który nie potrzebuje gestu, bo dzieje się wcześniej. W oddychaniu, w gęstnieniu powietrza, w samej pewności obecności. "Ostrożny w swojej sile" - pięknie to ujęłaś. Śliczne są Twoje słowa, bo śliczna jest Twoja dusza i serce. Serdecznie pozdrawiam. :) @Charismafilos Bardzo dziękuję! "Pozorna oczywistość jako największa zagadka" - to paradoks, który sam w sobie brzmi jak klucz do czegoś głębszego. Cieszę się, że wiersz Cię zaintrygował. Pozdrawiam. @Czarek Płatak @Wochen @Lenore Grey @Simon Tracy @Pisarzowiczka Bardzo dziękuję! Serdecznie pozdrawiam. :)2 punkty
-
tylko tu i teraz , wdech wydech , woda i pożywienie. Duch Święty zdecyduje jak będzie.2 punkty
-
@Migrena Wiersz jak pociąg, jak zderzenie świata uniformu reguł ze światem instynktu, opisanym przez poetycki język wybuchu namiętności w przestrzeni publicznej. Nabrzmiałe wieloznacznością gesty ujawniają pierwotną, instynktowną naturę człowieka ukrytą pod warstwą społecznych reguł i manier, kamuflujących arcyludzką moc pożądania.2 punkty
-
@vioara stelelor tym wierszem wiesz świetnie, że nieśmiertelność to pułapka. cokolwiek trwale stoi, nie czuje wiatru nie ogrzeje, nie przytuli, nie pokocha. ale pytasz : po co sława jeśli nie dotyka życia wybiera ciało, krew, oddech, obecnosć. miłość jako prawdziwa ontologia . życie zamiast monumentu ! umrzeć kochanym - oto najwyższa mądrosć. i ja się z tym zgadzam. to cholernie ciekawy wiersz. a Ty Horacy ? wolisz spiż niż milość ! biedaku.2 punkty
-
Wiatr był dla ciebie przeszkodą a waga deszczu pułapką słońce było ci wrogiem sople budziły wulgarność Kochałeś wybory w mięsnym i smak dymu z kominka Wiedza była rozkazem nie służbą, lecz pięścią Domina Kałuże były przeszkodą Śpiew ptaka niechcianą pobudką Klęczenie było ci wrogie a alter budził wulgarność Kochałeś egoorgazmy i spanie w zimnej pościeli Palcem kreśliłeś trumny, czarne welony bez bieli I nigdy nie pomyślałeś, że wiatr jest nieskończonością woda płynęła w tobie już wtedy byłeś przeszłością Dodawaj nicość Odejmuj wszystko a będziesz wolny bezwolnie siedmiokroć czując2 punkty
-
Ty jesteś przy mnie. Nie muszę szarpać już swojej pamięci, żeby cię dotknąć. Na moje ramiona spływasz miękko, Zorzo, z błękitnych dzbanów nieba morelową czułością, powierniczko oddechu, który wciąż przyspiesza, aż do krańców pieśni. Zorzo, bez wahania obiecam ci taką obecność jaką ty zaszczepiasz pocałunkami w moim języku - poranny blask, wieczorne owocowanie. Będę z tobą, w tobie i przez ciebie wielokrotny, nieskończony, jak ciepło sadów, kiedy je muskasz przez chmury. Słowa się same rozpadną, zostanie wonna słodycz, odpowiedź na uporczywe pytania skóry - czy to już? czy to jest właśnie to? i czy to jest nasze? Zorzo, przyrzeknę ci każdy czas poza granicami, jeżeli z ufnością kwiatu otworzysz się w moim świetle, bliźniaczym do twojego. I gdy ciemność cię odrzuci daleko poza linię pól, przenocujesz w mojej dłoni. Szepniesz - jak mi tu dobrze, jak cicho, zbawiennie. A później ulecisz, Zorzo, w przedświt, by odbić się w gościnnych wodach wrzącym kaligramem mojego imienia. Nie odtrącisz mnie, ani ja nie odejdę nigdy, Zorzo, bo mnie zawsze widzisz, słyszysz i czujesz z wdzięcznością w swoich nagich czerwieniach. Ze wszystkich sił niosę cię tkliwie przez ślepą przestrzeń dnia, do wieczornych źródeł. Twój, Moja.2 punkty
-
Ten 'nienawidzony' wiersz jest jak pęknięcie w życiu: dzieli je na jasną część (szczęście) i ciemną (to, co przyszło później a posteriori). Bardzo mocny jest obraz 'oczu jak dwa Jeziora Aralskie' - wyschnięte, słone, pełne rdzy. To sugeruje ogromny koszt emocjonalny. Końcówka robi ciekawy zwrot: podmiot jakby porzuca ludzką formę i rozpływa się w naturze - w kolorach, motylu, fali. Zostaje tylko ślad oddechu w rosie przy czyichś stopach. Brzmi to jak cicha obecność, która trwa mimo wszystko.2 punkty
-
@Tectosmith Bardzo poruszający wiersz, pokazujący człowieka prawdziwego. To nie jest taka szablonowa żałoba z wierszyków pełnych ładnych obrazów i jeszcze ładniej brzmiących komunałów. Mamy tutaj całe spektrum rozmaitych emocji, które towarzyszą peelowi i które wciąż sprawiają, że nie do końca potrafi odzyskać siebie po tej stracie. I chyba nie, tak naprawdę, z powodu śmierci kogoś bliskiego, ale dlatego, bo ta śmierć spowodowała opadnięcie wielu zasłoń i odsłoniła brudne, zniszczone, dziurawe miejsca jak topniejący śnieg po zimie. Tak, peel ma zasoby i potencjał, tylko musi sobie postawić pytanie, co go sabotuje, wgniata w ziemię pomimo upływu czasu i czy ma odwagę do zmian - a samo pytanie potrafi niekiedy przerazić, już nie wspomnę o odpowiedzi powoli wyłaniającej się z cienia.2 punkty
-
@Wochen "Rozkładam się na tafli jeziora" - czasownik doskonały. Nie leżę, nie pływam - rozkładam się. Całkowite oddanie chwili. A potem- zejść razem ze słońcem za siebie - jakby schować się we własnej bliskości. Intymność bez świadków, bez fotografii. Miłość, która nie chce być widziana. Pięknie.2 punkty
-
@Wochen Piękne zespolenie peela z przyrodą, gdzie żadnej mocy oddziaływania nie mają już przytłaczające, destrukcyjne zjawiska wypływające z ludzkiej natury.2 punkty
-
i nadchodzi ta wiosna w której słychać ptaków liryczny śpiew wiosna ta kolorem drzwi odmłodzi co otwiera na oścież wiesz niebem ona taka kobaltowo pycha taka schludnie całkiem miła a na powitanie ciebie mocno znowu radość w wiosny łyk w blask polubiła ta wiosna to zimy jak co roczne zapomnienie to czarodziejskie nowo to miłosne odmłodzenie wszystko kwitnie no i łąki też w końcu swą piersią zaśpiewają bo serduszkiem promienie słońca tudzież nas witają będzie piękny kwiecień no i rodny złoty maj dorodny w las kotek mi tu ładnie teraz proszę aby graj lecie głodny będzie dużo kwiatów naj tych nośnych ulic drzewach i ptaszyny co mi raj doraźnie dłoń podgrzewa a w marcu jak w garncu coś się jakby poruszy rzucimy marzannę no i sen o wiośnie się nam wzruszy to ten który nosiliśmy tej zimy ochłodzeni a on rodnym okiem bladym świtem świat nasz w końcu zmieni jeszcze kaczeńce się podniosą w tych młodych miłosnych glebach jeszcze wierzby zapłaczą w letnich podniebnych siewach jeszcze Krokusy i fiołki olśniewają swym dorodnym plonem wiosennie woń dobywają jeszcze Tatry pokażą swą złotą wiosny naturę co zboże blaknie miłości w lecie które zwierzyna odrodzi się z zimowego zapomnienia wszystko rozchodzi się bez trosk do życia i zwątpienia bo te liście które brodzą potem będą sobie ssać to co było deszczem co im można było latem grać na fortepianie i na mandolinie i akordeonie ta wiosna tak szybko nie minie ona płonie2 punkty
-
2 punkty
-
2 punkty
Ten Ranking jest ustawiony na Warszawa/GMT+01:00
-
Ostatnio dodane
-
Wiersze znanych
-
Najpopularniejsze utwory
-
Najpopularniejsze zbiory
-
Inne