Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 02.03.2026 uwzględniając wszystkie działy
-
czasem wygląda jak coś, co zgubiłeś, a potem znalazłeś i nawet nie wiedziałeś, że za tym tęskniłeś. Poznasz je, bo przez chwilę niczego więcej nie potrzebujesz. To nie jest blask złota ani krzyk radości, raczej cisza, która siada obok i zostaje na noc. To ukryty brak, który nagle się odnajduje. Jest jak wiatr, którego nie da się zatrzymać - ale można tańczyć, dopóki wieje. Jak powrót do domu, którego adresu nie znałeś, bezpieczny port po sztormie.12 punktów
-
Stawiają przed nim szkło. Ciężkie. Zimne. „Odżyjesz. Nie była dla ciebie.” Mówią po kolei, jakby przekazywali sobie dyżur. Wyliczają jej wady, żeby było mu lżej. Każde zdanie coś przestawia. Jak mebel w ciemnym pokoju - nagle nie wiadomo, gdzie stać. On kiwa głową. To łatwiejsze niż mówić. Przypomina sobie jej pieprzyk pod lewym okiem, to jak poprawiała włosy i wymawiała jego imię, gdy nikt nie słyszał. Ktoś klepie go po ramieniu. Za długo. Jakby chciał go już podnieść. „Chodź, idziemy w miasto.” To brzmi jak polecenie. Jakby siedzenie było błędem, a cierpienie trzeba było rozchodzić w butach. Nie chce iść. Chce zostać w miejscu, gdzie jeszcze wszystko się nie skończyło - gdzie czuje jej zapach. Boli go, jak szybko przestaje być historią o miłości a zaczyna być tylko opowieścią o błędzie. Oni się śmieją. Mówią o świeżej krwi, drapieżniku, polowaniu, nowym życiu. On nie chce nowej miłości. Chce odzyskać chwilę, w której pozwolił, by nazwali jego stratę ulgą. Patrzy w telefon, sprawdza czy wciąż potrafi czekać. W końcu wstaje. Uściśnie im dłonie. Skłamie: „Teraz jest lepiej,” bo ktoś już zdążył uwierzyć za niego.10 punktów
-
ktoś go wysłuchał ktoś to zapisał nagrał przetłumaczył wydał książkę zrobił film on i ten ktoś już dawno odeszli lecz zostawili niteczki po których mogę się wspiąć5 punktów
-
błękitne niebo pełne waty cukrowej z białych chmurek majestat nieskończoności płynący w nieznane pod nimi sznur gęsi zdobi czasoprzestrzeń jak rozpięte korale mnóstwo paciorków na niebie lecą w znane sobie miejsce zwiastują ... wiosnę głośno rozmawiają o spełnionych marzeniach dotarły do celu słychać je na ziemi rozsypały się nad łąkami szukają azylu odpoczynku spełniają sen o ziemi obiecanej 3.2026 andrew5 punktów
-
czekam przebudzeń w godzinach gdy aktywne są ćmy i nietoperze kwitną wtedy rośliny pełne aromatu pokój wypełnia słodki dym przytomny z amoku smakuję ich liście nie rozpoznając nazw powoli topię się w półsen by znów wracać na powierzchnię świt odbija kontury bez dotyku rozpuszcza cienie w szczelinach między zapatrzeniem a bezczynnym światłem lamp4 punkty
-
Każde ciepłe słowo to ukojenie. Czemu się tak wydzierasz?! Owoce i warzywa to zdrowie. I kto teraz to wszystko zje?! Chcę z tobą tutaj leżeć dziś. Sama pościel to łóżko! Hamak bym sobie pożyczyła. Zostaw to! Przeszkadza ci?! Ale przecież to tylko na chwilę? A ty zawsze musisz po swojemu! Mycie to tak nudna konieczność. Znów nie zakręciłaś pasty do zębów! Całe moje ciało należy do ciebie. Ale po co ci tyle miejsca?! I przypadkiem stłukło się, ot co. Będziesz to teraz naprawiać! Ewentualnie mogę zawołać fachowca. Inaczej już nie umiesz tego zrobić?! Było tutaj tyle nieporządku. Jak mogłaś poprzestawiać te rzeczy? Innego ciebie nie chcę. A w ogóle to wynoś się! Eskalacja na granicy nieporozumienia.3 punkty
-
tatuś stworzę o tobie pieśń wyszczam za siebie rzucę w świat samą wychowam ją sobie pięściami obetrę łzy i wstyd z twarzy przepiję pieśń jak wypłatę niech wszyscy w bloku usłyszą w refrenie zamknę brzęk flaszek ten ślad kropel krwi na ścianie3 punkty
-
ugryzłem się w mój palec wskazujący na brak poczucia humoru gubię resztki zdań odejmuję z ust każde bolące słowo a potem dotykam twarzy aby uciszyć lęk3 punkty
-
Dostrzegam w tobie przyszłość dla wspomnień. Radzę życiu, aby odnalazło własny zakątek ciała. Rozpadam się na niedopasowane elementy – łzy uciskają ciszę. Być może nauczę się żyć wiecznie, kochać do obłędu – dusza dopasuje się do dłoni. Pora żyć, kiedy wieczność jest tak bliska. Nie wierzę w obecność cieni, nawet światło sprawia wrażenie zapomnianego. Nie przyznaję się do samotności, nie liczę na szczęśliwy traf. Twoje usta nie pasują do pocałunków. Może wiatr sprawi, że smutek przez moment stanie się czymś jeszcze. Pamięć? Pora nauczyć się tabliczki mnożenia. Ukarana przez noc, widzę się pośród błahych słów. Myśli, choć cudzołożne, są wstępem do czyśćca.3 punkty
-
3 punkty
-
jestem głupi bo ciągle wierzę w drugiego człowieka mimo że zawiodłem się na nim niejeden raz jestem dobry wielu tak mówi mimo że zdarzało mi się gubić rozsądek być bardzo nie miłym jestem w poważnym wieku a mimo to gapię się na zgrabne dziewczyny oblizuje się jestem wariatem który kłania sie drzewom oraz tęczy nie boje się wiatru ani grzechu jestem zwykłym zwariowanym człowiekiem który w tłumie umie się odnaleźć mimo że wokoło wiele cieni jestem kimś kogo sam lubię nie wstydzę się siebie mimo że czasami mam trudne horyzonty3 punkty
-
Zapraszam do przeczytania mojej wersji utworu Eviva l'arte Eviva l'arte! Koniec jest coraz bliższy Nie zagrożą nam filistrzy Niestety bisu nam nie zagrają Przed nędzą się wszyscy kłaniają Artystów los jest skończony Wilkiem jest nawet brat rodzony Bez duszy życie jest nic niewarte Eviva l'arte! Eviva l'arte! Człowiek ponury chodzi Wielka fortuna nas zwodzi Bóg sam nam opuścił Gdy człowiek swą szansę w raju upuścił Głośno o nas jest w tym miejscu Zimno w sercu nawet w czerwcu Krzyk nasz się niesie: nic niewarte Eviva l'arte! Eviva l'arte! Dzień blady i martwy Mieszają się coraz bardziej życia barwy Wśród zgniłych ulic wędruje I w koniec nędznego życia celuje Nie ma cienia już nadziei Nie ma też już dobrodziei Serce bije, to bicie jest niewarte Eviva l'arte!3 punkty
-
Nie ma zniczy, wieńców, ciepłych słów. Nie ma imienia. Jest tylko data - dzień przed pierwszym marca. Serce zrywa się do pionu w poszukiwaniu choć drobinki pyłu z upuszczonego omyłkowo kwiatka. Wygrzebuje się z grobu i idzie, kulawo. Brudne od błota, oblepione piachem, potyka się, wstaje, nie zważa, że odstrasza. Dziurawe, zdeformowane komory pulsują, gotowe pompować nawet zatrutą krew. Zamierają w każdym uderzeniu, jednak biją dalej do eteru. Może ktoś słyszy echo. Porośnięte mchem, włóczy się i czołga, ale nikogo nie ma, nikt nie czeka. Klucz nie pasuje już nawet do własnego domu. Szare i zmarznięte dochodzi do bram cmentarza, przekazuje wiadomość wronie. On ją dostaje jako sójkę, co ćwierka mu piosenkę pod oknem. Po zmroku serce wraca do grobu, by znów zbudzić się w środku nocy i szukać dalej śladu jego butów, na szlakach tęsknoty. W tym roku nie będzie dla mnie wiosny.3 punkty
-
Dziś na stosie palą się moje ideały (cytat), choć proszę rozumieć je raczej rozszerzająco, aniżeli zawężająco. Wczoraj byłem mały, dzisiaj jestem mały i jutro będę mały, ot, zamiar taki, choć ogólnie wiadomo, że zamiary różnie wychodzą lub po prostu nie udają się. Do pojutrza natomiast, obiecałem sobie, staram się wcale nie wybiegać. Byłoby mi może nieco lżej gdybym nie podjął się trudu przyjrzenia się moim ideałom. Doprawdy czasem nie wiem dlaczego się na nie zapatrzyłem i dlaczego być może wręcz uważnym wzrokiem, który i tak przecież za mało widzi. No cóż, niestety, włożyłem i ten wysiłek. Starania jak starania wcale jakoś życia wewnętrznego mi nie ułatwiły. Bo one często wcale nie ułatwiają generalnie, ba, niejedno i nie dwa utrudniają. Stąd właśnie nawet poezja, jak każde zresztą inne działanie, miewa osobliwy posmak. W dodatku, również dzisiaj, nawet w poniedziałek, nie odłożyłem długopisu. Myślę sobie, że generalnie za mało myślę kategoriami potem i może kiedyś. Warszawa – Stegny, 02.03.2026r. Inspiracja:3 punkty
-
to tylko ciche pęknięcie na krawędzi nocy gdzie reszta jest milczeniem — jedyną prawdą głośniejszą niż krzyk różewicz rozebrał świat do naga zostawiając nas w pustym pokoju bez ścian i okien komu przyjdzie zgasić ostatnią latarnię przymierzyć buty które nigdzie już nie zaprowadzą nie ma drogi zostaje tylko chłód między być a nie być krótka pauza przed2 punkty
-
we wspaniałych wyzwolonych czasach dwudziestego pierwszego wieku gdzie kobieta może mieć wszystko być matką żoną kochanką ministrą chirurżką gościnią nie być próżna i pusta mieć lat czterdzieści pięć a wyglądać na dwadzieścia jak się ją zrobi i nie jest zaniedbana lub leniwa co pół roku wykonać botoks i stymulatory tkankowe za przecież własne pieniądze elegancko z umiarem nie gonić za młodością godnie się starzeć mieć klasę i przede wszystkim nie polegać na mężczyźnie bo na tym to polega żeby żyć niezależnie ale nie samej bo przecież wtedy coś z nią nie tak i pewnie jest konfliktowa określić priorytety nie być karierowiczką by potem nie żałować mieć ambicję i czas dla rodziny rozmnożyć się do trzydziestki wyjechać na staż zagraniczny ubierać się nie w sieciówkach a tylko w modzie etycznej i zmieścić to wszystko przy dobrej organizacji czasu bo wszystko jest tylko i wyłącznie kwestią dobrej organizacji w trzydzieści sześć godzin na dobę pomiędzy pilates na reformerach a konferencją dotyczącą obturacyjnego bezdechu sennego w stopniu ciężkim przy moich wyższych emocjach wykształceniu wrażliwości pieniądzach włożonych we mnie przez ciężko pracujacych rodziców wsparciu bliskich terapii raz w tygodniu przystojnego męża, który tak bardzo mnie kocha w wyzwolonych czasach po głębokim przemyśleniu i na własne życzenie podjąwszy dojrzałą decyzję po czterech latach terapii pcham glowę do rozgrzanego piecyka by nie wydać się przesadnie atencyjna nie krzycząc nawet pomocy2 punkty
-
Lodem jeszcze zwarte stawy. Po nim gąski. Woda w polu. W rzędach dęby jakby dalej im gęsiego, bo i grząsko. Miedza osuszona w słońcu. Przegląda się niebo w błocie. I pulsuje Ziemia w końcu. Rozpostarte trzyma skrzydła w marcu dąb, pierwszy stroiciel.2 punkty
-
Miałam dosyć. Wyszłam z siebie. Zostawiłam tam kukiełkę – niech jak zwykle w piasku grzebie – i wybyłam w miasto wielkie. Zagubiona w tym chaosie, przez labirynt szłam uliczek. Płacz, ból, wrzaski, głos na głosie. Swych upadków już nie zliczę. Po miesiącach trzech błądzenia odnalazłam w końcu drogę. Prosta, jasna. Brak zwątpienia. Wrócić więc do siebie mogę. Znów znalazłam się w kukiełce; już nie jako obserwator, tylko czynne kukły serce, z głową ciężką, lecz bogatą.2 punkty
-
2 punkty
-
zaprawdę powiadam wam ci którzy odeszli znów płaczą na rękach matki zanim zrozumiem dziękuję za ciężki sen na jawie zaplanowany przypadek w dębowym cieniu zapętlam szum wiatru i czuję dotyk pełen miłości i subtelności taniec wodnych duchów we mgle nieskończoności2 punkty
-
Pokrzywy Pośpieszne promienie dnia suną po chryzantemach oświetlając resztki popiołu – zawieszony w atmosferze opada każdego wieczoru Puste siedzisko z blizną blasku zarośnięte leciwymi pokrzywami – dystansują świat od siebie parząc cioteczne kocięta Pamięć zżółkniętych łodyg zmiażdżona przez gąsienice Czterdziesty trzeci na nowo - utulony w goździkowej pościeli2 punkty
-
Z gardzieli obcej — obcy dobywa się ton i nocą sad zielonych czereśni przemierza — choć — zda się: jest znacznie wcześniej…2 punkty
-
Leśną ścieżką poprzez knieje zmierza osioł zamyślony w sercu chaos, błyskawice chciałby zostać „nakarmiony”. Może by zamieszkać w lesie? elfie szepty, czarcie mroki gdzie zmysłowa pieśń się niesie gdzie kojących mchów widoki. Osioł zwierzę pociągowe często bywa też uparty czasem lekko dokazuje raz marudny raz rozdarty. Patrząc w krzaki nie dowierza.! jakaś małpa w abażurze drzewa ślizgiem jak po rurze spada lekko uśmiechnięta. I spogląda zdruzgotana jakby była zakochana.? długie rzęsy, usta w dzióbek cała jest wyszminkowana.!? Co wyrabia się w tym borze.!? ryczy osioł zniesmaczony chyba lepiej i bezpieczniej jest pozostać wygłodzonym. Oślica Osiołkowi :)2 punkty
-
Jego świat rozsypywał się właśnie w posadach. Był funkcją, dla której idealnie nakreślono współrzędne. W jego idealnym, utopijnym świecie, ten dzień miał nigdy nie nastąpić. Choć przecież od początku miał wręcz pewność ku temu, że niektórym zjawiskom nie sposób zapobiec, są one następstwem odwiecznej bytności spraw które wymykają się ludzkiemu pojmowaniu i zdają się niczym ponad dojmujące uczucie klątwy jako klęski życia. Ten dzień miał nigdy nie nastąpić, bo klątwa jawiła się przecież jako farsa. Bajeczka dla czarnomagicznych kultystów, którzy bawili się w rytuały czy bluźniercze zakony. Była pół martwym mitem, dla ograniczonych umysłów dzikich ludów wysp południowych. Oni naprawdę uwierzyli. W moc tiary. W to, że z jej pomocą wskrzeszą demona. Dlatego nigdy się nie poddali. A muzeum przestało dbać o bezpieczeństwo świata i swoje. Co prawda po tym jak przeczytał te wszystkie manuskrypty i pergaminy. Poznał ze starych wycinków gazet i pamiętników zeznania policjantów i kultystów z Innsmouth. Historię Diabelskiej Rafy. Historię rodu Quarrych. Dzieci Normana i ich potomków. Wszyscy zeszli pod wodę. A Norman? Przecież kilkanaście lat temu sprowadził strażnika do tiary. Oczywiście był to głównie chwyt marketingowy, lecz gdzieś z tyłu głowy pamiętał o zapisach testamentu. Później po kilku latach zatrudnił tego strażnika i dał mu wytyczne by szczególnie mocno pilnował bezpieczeństwa w sali morskiej. Widział jak zmienia się najpierw jego psychika a potem fizjonomia. Strażnik bał się tej sali i tiary. Wody i przeznaczenia rodu, którego był potomkiem. Jego oczy, włosy a szczególnie dłoń. W ostatnich tygodniach, moc tiary przemieniała go na dobre. Ale on jako jego szef nadal udawał, bo ten dzień miał nigdy nie nastąpić. Po telefonie, ubrał na siebie cokolwiek, w postaci wymiętej i przepoconej koszuli, oraz spodni. Pominął nawet marynarkę i wybiegł z domu nie zamykając za sobą drzwi. Ruszył biegiem opustoszałymi uliczkami, skwerami i pobocznymi zielonymi skrótami. Po kilkunastu minutach gmach muzeum miał dokładnie przed sobą. Był ciemny, cichy i niewzruszony żadnymi postaciami wokół jak i wewnątrz budynku. Szybko odnalazł okna sali morskiej na pierwszym piętrze. Zaklął. Zapomniał o wiecznie zasłoniętych kotarach. Pokonał szerokie stopnie schodów prawie myląc kroki. i wreszcie opadł całym ciężarem na zimne szkło wejściowych drzwi. Za biurkiem nie było nikogo. Lecz leżały na nim. Komórka, latarka i klucze. A także dwa kubki po kawie. Witryna z grzybkiem alarmu, była nienaruszona. Szafka z kluczami od sal, była zamknięta. Czujki wyłączyły oświetlenie sufitu. To znaczy, że nie było w hallu nikogo od co najmniej dziesięciu minut. Mógł wprowadzić kod ręcznie i wejść bez przeszkód ale wolał zawołać strażnika. Walił pięścią z całych sił i wrzeszczał jego imię. Odpowiedziała mu cisza. Głęboką jak grób. Drżącymi palcami wpisał szybko kod. Magnetyczny zamek od razu zapiszczał i zwolnił zapadki. Pchnął lewe skrzydło tak mocno aż odbiło się złoconą rączką od ściany, wyszczerbiając ją odpryskami farby. Zawołał jeszcze raz. Wszedł do hallu. Światło rozbłysło od razu na całej długości schodów i wejścia na piętro. Wszystko było w porządku. Żadnych śladów walki, krwi, wody … ani śladu po strażnikach. To było absolutnie chore a wręcz schizofreniczno niedorzeczne ale wiedział kto był po drugiej stronie słuchawki telefonu, który go zbudził. To był Norman Quarry. Wstał wreszcie z grobu by zapoznać się z potomkiem i namaścić go na następcę. Oby tylko obydwaj trzymali się z dala od tiary, wtedy jeszcze może uda się uciszyć klątwę na kolejne kilka miesięcy albo lat. Uratować niewinnego, lecz i tak skazanego na zagładę człowieka. Wziął pęk kluczy z biurka i ruszył na piętro ku sali morskiej. Był w połowie schodów gdy wreszcie usłyszał jakiś dźwięk, bodaj pierwszy od czasu gdy przekroczył próg. Nie była to jednak ludzka mowa, rozmowa, wentylacja ani nawet odgłos szarpaniny czy bójki. To były fale. Morskie i spokojnie bijące o brzeg. I coś na wzór gulgoczącej, powarkiwanej pieśni. Przed salą morską posadzka była cała mokra. Słone kałuże drżały niespokojnie zupełnie jak gdyby ktoś delikatnie dmuchał na ich powierzchnię. Dźwięki dochodziły zza drzwi. Wsunął klucz i przekręcił. Ściana uwolnionej wody, zalała go momentalnie aż po pas. Zaskoczony, próbował bezskutecznie uskoczyć. Stał jednak twardo na nogach. Woda miała swoje źródło w tiarze, która spoczywała nadal w gablocie w centrum sali. Jej front był jednak wybity. Alarm milczał. Wiązki laserów odbijały się w wodzie, tworząc czerwone, rozmyte ślady. Pieśń nie ustawała. Podszedł powolnym krokiem do tiary. Kamień w niej osadzony, zabłyszczał złowrogo, porzucając swą dotychczasową, matową strukturę. Nigdy nie miał jej w rękach i teraz również nie zamierzał jej dotykać. Zapomniał o strażniku. I dopiero teraz skierował wzrok na lewy róg sali. Tutaj też nie wszystko było po staremu. Gablota z sarkofagiem była co prawda nienaruszona i zamknięta, lecz jak wyjaśnić to, że sam sarkofag był również zasunięty na cztery spusty. Czyżby Quarry wychodząc z grobu, zamknął go za sobą? Przecież to niedorzeczne. A może strażnik widząc co się dzieje w sali. Otworzył gablotę i uwięził mumię na dobre. Istniała jeszcze jedna możliwość. Rozbił front kilkoma solidnymi kopnięciami. Alarm milczał. Dotknął pokrywy trumny. Była mokra i lodowato zimna. Odsunęła się jednak z łatwością. W środku był on. Ciało szare, spękane i przeraźliwie suche. Pachnące wonnymi olejkami, ubrane w różową togę. W zabandażowanych, okaleczonych rybim kalectwem dłoniach ściskał kamienny pastorał kapłana kultu. Oczodoły skierowane wprost na gablotę z tiarą. Zamiast ludzkich nóg. Ohydny rybi ogon, z długą i ostro zakończoną płetwą. Mumia nadal spała. Strażnik wywiązywał się ze swego przeklętego obowiązku. Lecz jednak nie tylko zamknięty sarkofag budził w nim niepokój. Spojrzał pod nogi. Na granicy zgromadzonej wody, dostrzegł mosiężną, przykręconą tabliczkę eksponatu. Norman Quarry 1740-1775 Syn kapitana Valentina Quarry Darczyńca i główny twórca sali morskiej. “Strażnik kultu Dagona”. Wszystko się zgadzało, co do słowa… a jednak… Gulgoczące warczenie dobiegło zza jego pleców. Obrócił się nieprzytomny wręcz z przerażenia. Mumia stała obok gabloty z tiarą. I miała ją na swojej idealnie owalnej, łysej i spękanej głowie. Była również odziana w togę kapłana. Zresztą była identyczną kopią tej mumii z sarkofagu. A może ta z sarkofagu była kopią. Kustosz już wiedział jak było naprawdę. Mumia rzuciła się w wodę, zamachała żywo rybim ogonem i podpłynęła szybko jak strzała do gabloty z sarkofagiem. Wynurzyła obok jego nóg i weszła w ciało zastygłe w trumnie. Pieśń ustała a woda uspokoiła się po czym znikła. Zostawiając jedynie ślady soli morskiej na ścianach i podłodze. Kustosz opadł na kolana. Nie rozumiał. Choć wszystko już było jasne. Spojrzał jeszcze raz w ciche i spokojne oblicze mumii. Ta nadal patrzyła na gablotę w centrum, podążył wzrokiem za nią… tiara znów wróciła na miejsce. Tak samo idealna i piękna. Pożądana i przeklęta. Po wieczność. Wstał i w amoku zerwał ją z aksamitnej poduszki. Była ciężka jak głaz. Jak żywot tych wszystkich potomków Quarrego. Już czas najwyższy. Włożył ją na głowę. I nagle w jego wnętrzu powstała nieodparta chęć wskoczenia do wody. Widział oczyma wyobraźni wyspę podwodną z ukrytą kryptą Przedwiecznych. Tam spał Cthulhu. Widział wszystkich przemienionych kultystów. Widział Valentina, Normana a nawet ostatniego strażnika. Płynął z nimi ku R'lyeh. Ciesząc się ze wskrzeszenia Dagona. Pana głębin. Wyszedł przed gmach i ruszył ku jedynej w okolicy rzece. Czas zejść pod wodę i oddać tiarę w ręce prawowitych właścicieli. Opowiadanie poświęcam Lenore Grey, żywiąc nadzieję że może kiedyś zbiorę cały ich tomik by można go wydać. Dziękuję wszystkim za czytanie i przychylne komentarze. Teraz czas brać się za własną wersję "Coś na progu" lub "Reanimatora Herberta Westa". Chyba, że wolicie ujrzeć jakieś całkowicie autorskie pomysły a nie styl fan fiction.2 punkty
-
Dzwonił zawzięcie raz za razem. Wybierał numer kustosza, za każdym razem odpowiadała mu cisza. Nie było sygnału. Nie poddawał się jednak. Wierzył jeszcze w cudowne ocalenie nie przez zrządzenie losu a przez racjonalność namacalnego człowieka. Kustosz wydawał się idealnym wyborem. Może i twardo stąpał po ziemi opierając się na potędze akademickiego umysłu, lecz z drugiej strony znał historię rodu Quarrych na pamięć niczym pacierz. Znał treść testamentu. Wiedział do czego zdolna jest tiara. Choć nigdy by się do tego nikomu nie przyznał to czytał z zainteresowaniem, stronice ksiąg i pergaminy o których wspominał Quarry w testamencie. Spisano w nich wszelkie potworne modlitwy i opisy rytuałów. Były tam i kroniki pochodzące z najdawniejszych eonów kosmosu gdy Ziemia i nasza galaktyka nie istniały jeszcze nawet w zamyśle chaosu i Przedwiecznych. Były ryciny i podobizny rybich kapłanów. Pieczęcie Zakonu Dagona i jego najwierniejszych przybocznych. Była tam pieczęć Quarrych. Cyrograf kapitana. Była również i rycina z tiarą. Najpotężniejszym artefaktem zakonu. Kamień w nią zaklęty był bramą w zaświaty. Był okiem samego Dagona. Tiara miała podobno swoje wierne kopie na świecie bo przecież na przestrzeni tak wielu lat podziwiało ją naprawdę wielu zdolnych naukowców i artystów. Wielu domorosłych kultystów i udawanych arcykapłanów, próbowało za ich pomocą zyskiwać poklask i szacunek u zacofanej i ciemnej gawiedzi tak w Europie jak i Stanach. Do najgłośniejszej ze spraw doszło w roku tysiąc osiemset czterdziestym szóstym w małym, przybrzeżnym miasteczku o nazwie Innsmouth w Nowej Anglii. Rozbito tam sektę tak zwanych dagonistów. Nie bez problemu i uszczerbku dla samego miasta i reszty jego mieszkańców. Prawdziwi kultyści a w szczególności mieszkańcy wysp południowych nigdy nie spoczęli by odzyskać tiarę z rąk muzeum. Mieli zamiar wskrzesić klątwę i obudzić Dagona z czeluści R'lyeh. Zakończyć nasz czas na ziemi. Na przeszkodzie zawsze stawało to, że nie mogli przekupić kolejnych kustoszy. Próby kradzieży były duszone w zarodku. Łapówki nie przybliżały ich do celu a muzeum zmęczone tematem klątwy, dokoptowało postać jej strażnika. Normana Quarry. Po kolejnej bezowocnej próbie dodzwonienia się, rzucił bezużyteczne urządzenie na posadzkę. Mrok wokół niego zgęstniał i nie była to wcale wina przygaszonych lamp. A obecności istoty do cna wyklętej. Machinalnie sprawdził widok z kamer w sali morskiej. Nie było tam nic co mogłoby być niepokojące. Żadnego ruchu, cieni, śladów czy znaków… jedynie dwie puste gabloty w tej świątyni przeklętego skarbu. Tym razem sięgnął po tiarę. Więc przyjdzie także po niego. Gdzieś z górnej kondygnacji, spłynął ku niemu osobliwy i zupełnie nie pasujący do otoczenia dźwięk. Był to odgłos spokojnych, morskich fal uderzających o kamieniste, ostre nabrzeże. Wynurzał się cicho i zupełnie nienachalnie. Klątwa płynęła jak krew, jak czas. Leniwą strugą. Posłyszał dokładnie chrapliwy, ledwie zarysowany przez słuch gulgot. Tak jakby ktoś chciał mówić pod powierzchnią tej wody. Tak jakby tonął w odmętach grozy nieuchronnej bo wiecznej. Człapał, śliskim, pokracznym, mokrym chodem. Zbliżał się. Do granicy mroku. Strażnik poddał się. Czuł już inaczej. Każdy spazmatyczny oddech, rozpędzony puls bijący mdłym posmakiem krwi, w jego ściśniętej krtani. Myśli były rozpalone gonitwą bez celu. Wiedział, że ucieczka nie ma sensu. Był tutaj do końca nie przypadkiem. Był ostatnim elementem układanki, lecz czy na pewno ona ma swój kres. Miał przecież córkę. Spojrzał na swoją pokracznie zdeformowaną dłoń w kształcie rybiej płetwy. Taki się urodził. Błona między krótkimi palcami, była teraz czerwona i bolesna. Za kilka miesięcy zacząłby tracić włosy, potem jego skóra stałaby się tłusta i mokra. Oczy wodniste i wyłupiaste a powieki przestałyby mrugać. Na koniec okulałby. Jego stopy zmieniłyby się w małe płetwy. lub nogi zrosły w potężny rybi ogon. Wózek inwalidzki byłby jedyną nadzieją na choćby szczątki ludzkiej normalności. A potem to co spotkało wszystkich jego przodków oprócz jednego. Oficjalny zgon i pogrzeb w trumnie. A tak naprawdę zejście pod wodę i zamieszkanie na podwodnej wyspie Przedwiecznych. Jego daleki przodek wychynął z mroku. Stanął nad schodami prowadzącymi do głównego hallu i patrzył pustymi oczodołami na potomka rodu. Nowego strażnika klątwy. Ubrany był w różową togę, ciągnącą się splątanym ogonem za jego postacią. A na głowie miał tiarę Dagona. Nie mogąc pokonać stopni. Spłynął w dół z niesamowitą gracją jak rybi demon w trakcie sztormu z pokładu fregaty jego ojca. Zatrzymał się tuż obok niego. Nie poruszył się już ani nie rzekł ni słowa. Uczuł, że wbrew sobie i zmysłom, podnosi ręce ku postaci demona. Nie chciał go dotknąć ani uderzyć. Jego dłonie w ogóle nie spoczęły na wysuszonym ciele mumii. Sięgnęły wyżej ku tiarze. Zdjął ją z głowy Normana. Była bardzo ciężka a z tak bliska jeszcze piękniejsza i bardziej pożądana. A klejnot mimo tego, że nie odbijał w swej postaci niczego poza pustką, tym razem ukazał mu uśmiechnięty smoczy łeb bóstwa. Uniósł tiarę jeszcze raz nie po to by wróciła do demonicznej mumii a po to by ukoronować swoje własne skronie. Ekran porzuconego telefonu wzbudził się samoistnie a system wybrał numer kustosza. Tym razem sygnał połączenia wydzwięczał w słuchawce...2 punkty
-
Szczelina między deskami zabiera mój świat — ciepły, pachnący chlebem. Myśli uciekają spod kół, tłuką się po polach, by zgubić lęk. To takie niesprawiedliwe. One tam, ja tu. Na następnym postoju wymyka się nadzieja. W dłoni trzyma mój spokojny oddech. Opuszcza mnie bezszelestnie i trochę wstydliwie. Ostatnia stacja. Ucieka życie. Patrzy przez szczelinę między deskami, ale nikogo już tam nie ma.2 punkty
-
Czas nie płynie jednakowo. W duszy śpiewa, w głowie gra. Każdy inną ma melodię, Zagłuszają dźwięki tła. Chciałabym tym jednym słowem, Móc otworzyć szczęściu drzwi, Gdzieś zapisać na tych kartach, Melodyjnych wspomnień szyfr. Tak by móc do niego wrócić, Nie szukając w próżno słów, Szybko sprawdzić, gdzie niedosyt, W swojej ciszy stanąć znów. Gdzieś zapisać jak to było, W każdym słowie słyszeć dźwięk. Co zrobiłam, że zmieniłam Czasu pogoń w myśli śpiew. - Kapirinia2 punkty
-
"Pasożyt - po trupich kościach" W świecie krzywych luster trwam – pchła pasożytnicza, Gdzie snobizm, chciwość i głód w każdej tętnią żyle. W otchłani pustych żądz, co dna nie zna zazwyczaj, Gwałcimy matkę-naturę, by pławić się w pyle. Chcemy wszystkiego naraz, bez wstydu i miary, Depcząc miękkość darni; błękit nieba nas parzy. Złocimy brzegi rzeki, kojąc nimi kary, Karmimy próżność łzami – kat, co o raju marzy. Wrosło w nas marnotrawstwo, pycha bezrozumna, Zostawiamy za sobą zgliszcza i rany krwawe. Niszczymy bez skrupułów, choć czeka nas trumna, Paląc fundament ziemi pod stopy nieprawe. Zamki legły w gruzach, twierdze w proch prawie starte, Chciałbym świat ten uleczyć, lecz zbyt jestem mały. Znikają piramidy, dziś nic już niewarte, Trzeszczy ludzka roztropność, kruszą się jej skały. Ile czasu mur ten wytrzyma napór głodu? Ziemia drży pod stopami, o litość nas błaga. Gnuśność nas pochłonie bez żalu i powodu? Idziemy wciąż przed siebie – ślepa to odwaga. Niszczymy się nawzajem, kradnąc jutra nadzieję, Jakby świat był zabawką pośród kości bieli. Zrozumiemy zbyt późno, gdy sens w nas zniszczeje, Że śmierć żywiciela los pasożyta dzieli. -Leszek Piotr Laskowski2 punkty
-
nie ważne ilu osobom będziesz recytował letni wiersz ważne byś patrzył prosto w oczy by poczuli jego dal czyli zimową porą ujrzeli kwiat motyla tęczę ciepły wiatr2 punkty
-
@FaLcorN tak ? :) jak uważasz … dobranoc :) sprawdź dedykację :) @violetta tak :) autofagia prawda ? Dzięki, pozdrawiam Violetta:)2 punkty
-
Mgnienia czasie chyży zmartwiały wokół tylko skazy oziminy już wzeszły wiośnieje nad strzechą sarny schudły po zimie w wędrówce za jadłem przykulone w ogrodzie wspominają strzały co przysnęło się budzi świty spromieniały pozrywam pajęczyny by w piecu je spalić w międzyczasie z tarasu szepty Twardowskiego pomyśl może o jutrze zechciej coś zostawić wiec nasadzę przed chatką zwyczajnie na potem szpaler drzewek i przesmyk na kokardy lata ziarna wierszy na stole z klepsydry wypadną jesiennieje nad głową znów deszcz... o parapet... luty, 20262 punkty
-
Józek rybak ze Swornegaci, przyznał, że żonie za seks płaci, wtedy jest taka oddana i uważa go za pana, co mają nieliczni żonaci.2 punkty
-
Wierszu Dziś cię wierszu nie napiszę, dzisiaj pustka, dzisiaj mgły. Dziś serca nie ukołysze, mi choćby najprostszy rym. Pośród myśli wylęknionych, biegam jak bezpański pies. Nie łapię ich za ogony, dzisiaj tylko biec, biec, biec. Dzisiaj to ja jestem więcej, gdzieś pomiędzy, jakoś, tam. Ciut na ziemi, trochę w niebie, dziś się wierszu napisz sam.2 punkty
-
2 punkty
-
2 punkty
-
2 punkty
-
@Myszolak Bardzo dziękuję! Dziękuję za to, że dostrzegłaś ten paradoks - że bliscy mogą jednocześnie chcieć dobrze i nie trafiać. Chciałam ukazać przepaść między rytuałem pocieszania a przeżywaniem straty, z odrobiną też pewnej "przyjacielskiej manipulacji". Trochę to karkołomne - bo od strony męskiej "psyche". Pozdrawiam serdecznie. @Jacek_Suchowicz Bardzo dziękuję! Serdecznie pozrawiam. :) Dziękuję za słowa, co jak piórko zwiewne, choć niosą w sobie prawdy niepewne. Gdzie gorycz się miesza z jutra nadzieją, tam wiersze najlepiej tę duszę koją. @A.Between @Simon Tracy @Leszczym Serdecznie dziękuję! Pozdrawiam. :)2 punkty
-
Myśli i słowa Nienazwane W plątaninie czasu Gubią się I już nie wracają Do wymyślonych snów Chcesz to usłyszeć znów?2 punkty
-
myśli i słowa nienazwane niech pozostaną w otchłani snów warto wyczyścić własną pamięć z westchnień na których osiadł kurz ;)2 punkty
-
dzisiaj sznur gęsi niebo ozdobił tworząc naszyjnik z pięknych korali a juto klangor żurawi będzie i wiosna serce ciepłem rozpali :))2 punkty
-
@Pisarzowiczka Zostaję z refleksją: jak bardzo czasem potrzebujemy wyjść z siebie, żeby naprawdę do siebie wrócić :)2 punkty
-
@Pisarzowiczka doświadczeniem wręcz bogata życia które płynie z boku w swe upadki oraz straty płynącymi łzami z oczu odrobiłam trudną lekcję ale wnioski wyciągnęłam więc gdy jestem już u siebie zaraz biorę się do dzieła zmieniam wszystkie swe relacje sieję dobro i optymizm nie narzucam swoich racji nie osądzam nawet winnych :))2 punkty
-
tam jeszcze coś pracuje jeszcze się jakiś żar odsłania kiedy mu dmuchnąć w oblicze jeszcze się słowa szeptem toczą jak majaki wiatru brzmiąc chcą się duchem pochwalić jakiegoś zapomnianego istnienia jeszcze się świat musi zastanowić zanim postawi tam kropkę w jednej linii wieńczącej proces bo może to nie jest pora ogłaszania zmian2 punkty
-
2 punkty
-
rano wstał krótki sen tej nocy miał kreska w nosek na śniadanie misiowi temu krzywda się nie stanie źrenice jak dwa węgielki ma nic tak zuchowi nie służy jak am-fe-ta-min-ka1 punkt
-
Ten tenor, o którym pisałem, to William Matteuzzi. William Matteuzzi (born 12 December 1957 in Bologna, Italy) is an Italian operatic tenor renowned for his impressive vocal range and prominent upper register, reaching a high F (above the tenor high C) in full voice. Pozdrawiam1 punkt
-
@truesirex Dziękuję :) @vioara stelelor Dziękuję za twoje słowa. Nie wiem czy wiosna w tej sytuacji pomaga. Myślę, że szczególnie trudno patrzeć jak wszystko kwitnie, gdy samemu się umiera. Ale może to serce w końcu wczuje się w rytm tej wiosny jak piszesz :) @Alicja_Wysocka Dziękuję za komentarz. Ciekawe te ostatnie słowa, ale chyba prawdziwe, wiosna sama nie przyjdzie, najpierw trzeba ją wpuścić. Pozdrawiam :)1 punkt
-
@Leszczym Dużo tego ostatnio. Ale tekst... Rozliczeniowy? Requiem dla straconych złudzeń? W poniedziałek długopis powinien mieć wolne?1 punkt
-
o budzeniu się do działania mimo pamięci bólu i nieuchronnego upływu czasu. Trzeba brać odpowiedzialność za to co po nas.1 punkt
-
@Berenika97 @Gosława Berenika zawsze celnie. Aż zaczynam się zastanawiać, czy jestem zdolny zwieść jeszcze z interpretacyjnego tropu. Pozdrawiam @Charismafilos wybierz kilka;) @KOBIETA byłoby dobrze, gdyby nie tylko kobiety:) @Nata_Kruk i to jest właściwy kierunek . Pozdrowieniami @Wiechu J. K. po, dziękuję! @wierszyki pewnie @Sylwia @Myszolak @hollow man @Rafael Marius @violetta @vioara stelelor @Natuskaa senkju, senkju, senkju1 punkt
Ten Ranking jest ustawiony na Warszawa/GMT+02:00
-
Ostatnio dodane
-
Wiersze znanych
-
Najpopularniejsze utwory
-
Najpopularniejsze zbiory
-
Inne