Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 01.03.2026 uwzględniając wszystkie działy
-
tatuś stworzę o tobie pieśń wyszczam za siebie rzucę w świat samą wychowam ją sobie pięściami obetrę łzy i wstyd z twarzy przepiję pieśń jak wypłatę niech wszyscy w bloku usłyszą w refrenie zamknę brzęk flaszek ten ślad kropel krwi na ścianie8 punktów
-
Miałam dosyć. Wyszłam z siebie. Zostawiłam tam kukiełkę – niech jak zwykle w piasku grzebie – i wybyłam w miasto wielkie. Zagubiona w tym chaosie, przez labirynt szłam uliczek. Płacz, ból, wrzaski, głos na głosie. Swych upadków już nie zliczę. Po miesiącach trzech błądzenia odnalazłam w końcu drogę. Prosta, jasna. Brak zwątpienia. Wrócić więc do siebie mogę. Znów znalazłam się w kukiełce; już nie jako obserwator, tylko czynne kukły serce, z głową ciężką, lecz bogatą.8 punktów
-
ktoś go wysłuchał ktoś to zapisał nagrał przetłumaczył wydał książkę zrobił film on i ten ktoś już dawno odeszli lecz zostawili niteczki po których mogę się wspiąć8 punktów
-
tam jeszcze coś pracuje jeszcze się jakiś żar odsłania kiedy mu dmuchnąć w oblicze jeszcze się słowa szeptem toczą jak majaki wiatru brzmiąc chcą się duchem pochwalić jakiegoś zapomnianego istnienia jeszcze się świat musi zastanowić zanim postawi tam kropkę w jednej linii wieńczącej proces bo może to nie jest pora ogłaszania zmian8 punktów
-
Słowem mnie kochasz, słowem całujesz, pożądasz, pieścisz i adorujesz. Ja cię dotykam swoim obrazem, niby osobno, a jednak razem. Bo to jest taka miłość śliczna, miłość platoniczna. Odległość dla nas jest sprzymierzeńcem. Nie obiecywać, nie żądać więcej. Trwać w miłowaniu, jak w zawieszeniu, pragnienia swoje zostawiać w cieniu. Nie tracić zmysłów, nie żądać więcej, O krok się cofać, kiedy goręcej. Bo kiedy słowo ciałem się stanie, ta nasza miłość istnieć przestanie. Codzienność zburzy i proza życia, będzie to miłość nie do użycia. Bo to jest taka miłość śliczna, miłość platoniczna.8 punktów
-
złotym wieczorem odmieniona budzę się bujną energią wnikam w gałązki różem staję się głośniejsza7 punktów
-
Zapadam w sen w objęciach chłodu. Ogrzewam jego skostniałe dłonie. Chucham tak długo, aż otuli je skóra. I snop ciemności zarysuje brzegi ciała. Zziębnięta bliskością zapadam w sen… I dotykam, czuję cię w gorączce. Naprawdę tu jesteś. I śnię, aż w końcu wyśnię grób – dla ciebie. Dla chłodu wesele. Insp. @Berenika97 Podczas pisania dużo myślałam o twojej "Białej ciszy" :)7 punktów
-
Lubiła słuchać światła jak szeleści między trawami, lubiła dotykać poranków obiecujących jak nieotwarte listy. A potem przyszli obcy - z chrzęstem żelaza i błotem. Wdarli się w jej ciszę, miażdżąc delikatne brzegi snów. Jej dusza odpłynęła w stronę źródła, gdzie błękit nie rzuca cieni a ból traci ciężar. Znalazła schronienie w pęknięciu - między "byłam" a wieczność.6 punktów
-
W oczach nie dojrzę nic nowego skrywane cienie niepewności, nie będę pisać, nie mam czego.! Zamykam szczelnie czarne drzwi. W pewien styczniowy, mroźny wieczór złudzeniem chwili uniesiona chciałam odnaleźć gdzieś schronienie i nazwać siebie poprzez słowa. Lekkością myśli pragnień drogą podążyć jasnym, sennym szlakiem chciałam po prostu pisać wiersze będąc świetlistym, wolnym ptakiem. Czując za mocno, nie dostrzegam nie czując błądzę niewidoma gdzieś na rozdrożu szukam ścieżki w wiosennym deszczu zagubiona. Ciężarem siły wrażliwości nie wierząc w nic oraz nikomu oddaj mi proszę moją wolność bym mogła wrócić już do domu.!!!5 punktów
-
pomieszczę w nim kraniec rozrośnięty w każdym kierunku aż do wypełnienia antymaterii by utrwalić nocny dym jego gęstą strukturę stopklatki zamienione w film5 punktów
-
Nie wiem jakie skręty przez kwartał podupadły Dziwnych dróg morskich ścieżką do domu były mi, Lecz na mym ganku drżałem, z pośpiechu pobladły By wejść do środka i zaryglować ciężkie drzwi. Miałem księgę mówiącą o ukrytym szlaku Przez próżnię, oraz dzielące kosmos zasłony, Trzymające bezwymiarowe światy w saku I w ich własnych włościach zaginione eony. Mój wreszcie był klucz do tamtych niejasnych wizji Iglic o zmierzchu i puszcz knujących w ciemności. Mglistych w otchłaniach o ponadziemskiej precyzji, Przyczajonych jak wspomnienia nieskończoności. Klucz był mój, lecz gdy mamrocząc siedziałem spięty, Lufcik na strychu zadrżał nieporadnie pchnięty. I Howard (Fungi from Yuggoth, sonet III.): I do not know what windings in the waste Of those strange sea-lanes brought me home once more, But on my porch I trembled, white with haste To get inside and bolt the heavy door. I had the book that told the hidden way Across the void and through the space-hung screens That hold the undimensioned worlds at bay, And keep lost aeons to their own demesnes. At last the key was mine to those vague visions Of sunset spires and twilight woods that brood. Dim in the gulfs beyond this earth’s precisions, Lurking as memories of infinitude. The key was mine, but as I sat there mumbling, The attic window shook with a faint fumbling.5 punktów
-
to tylko ciche pęknięcie na krawędzi nocy gdzie reszta jest milczeniem — jedyną prawdą głośniejszą niż krzyk różewicz rozebrał świat do naga zostawiając nas w pustym pokoju bez ścian i okien komu przyjdzie zgasić ostatnią latarnię przymierzyć buty które nigdzie już nie zaprowadzą nie ma drogi zostaje tylko chłód między być a nie być krótka pauza przed4 punkty
-
słońce demiurgiem cień od blasku oddziela ja trwam w nadziei xxx złote słońce lśni ciepło spływa na dłonie i ciągle czekam4 punkty
-
zaprawdę powiadam wam ci którzy odeszli znów płaczą na rękach matki zanim zrozumiem dziękuję za ciężki sen na jawie zaplanowany przypadek w dębowym cieniu zapętlam szum wiatru i czuję dotyk pełen miłości i subtelności taniec wodnych duchów we mgle nieskończoności4 punkty
-
Mi jest dobrze tu gdzie jestem gdzie witam kolejny dzień który coś tam przyniesie może uśmiech może łzy Dla mnie to ważne miejsce tu znajomy dotyka wiatr krzywo patrzy wróg przyjaciel podaje dłoń Tu jest mi bardzo dobrze ale czasem pragnę być tam gdzie mnie nie było doświadczyć tego co tam Poczuć bliskość gwiazd móc dotknąć kolorów tęczy a potem powrócić na ziemię napisać wiersz o tym gdzie Tak naprawdę najpiękniej czy tam skąd wróciłem czy tu gdzie na co dzień przechadza się mój cień4 punkty
-
Są są przebiśniegi a nie ma śniegu drzewa mrugają gałązkami słońca oddechem się bawią mój cień dotyka ziemi gubi się w nadchodzącej zieleni potyka o kamienie i zaspane liście w strumyku snują się opowieści kropelkami przetkane kaczka wygłasza pretensje nie wiadomo o co i do kogo w zachodzącym słońcu tańczy wiatr wiosna nadchodzi.4 punkty
-
Ten dźwięk otwiera noc napuchniętą od upału. Siedzimy na parapecie, chłoniemy ciszę przerywaną żarem.4 punkty
-
3 punkty
-
Jesteś podróżą - bez map i kompasów. W dolinę czasem, a czasem ku wzgórzom. Nie dłużącą się, a długą - jesteś mi podróżą. Z tobą idę moją drogą - dla jednych to blask, dla drugich to wstyd. Ach! Bzdurą mi ten wstyd, gdy mi wodą i podróżą są nie oni, ale ty! 31 V 20243 punkty
-
Mgnienia czasie chyży zmartwiały wokół tylko skazy oziminy już wzeszły wiośnieje nad strzechą sarny schudły po zimie w wędrówce za jadłem przykulone w ogrodzie wspominają strzały co przysnęło się budzi świty spromieniały pozrywam pajęczyny by w piecu je spalić w międzyczasie z tarasu szepty Twardowskiego pomyśl może o jutrze zechciej coś zostawić wiec nasadzę przed chatką zwyczajnie na potem szpaler drzewek i przesmyk na kokardy lata ziarna wierszy na stole z klepsydry wypadną jesiennieje nad głową znów deszcz... o parapet... luty, 20263 punkty
-
3 punkty
-
@Berenika97 @Gosława Berenika zawsze celnie. Aż zaczynam się zastanawiać, czy jestem zdolny zwieść jeszcze z interpretacyjnego tropu. Pozdrawiam @Charismafilos wybierz kilka;) @KOBIETA byłoby dobrze, gdyby nie tylko kobiety:) @Nata_Kruk i to jest właściwy kierunek . Pozdrowieniami @Wiechu J. K. po, dziękuję! @wierszyki pewnie @Sylwia @Myszolak @hollow man @Rafael Marius @violetta @vioara stelelor @Natuskaa senkju, senkju, senkju3 punkty
-
Cóż mnie obchodzi, w snach i niemocy wiosennej, Że moje pieśni wcale mnie nie oddają? One są zapachem, a ja krzesiwem i ogniem, Ja jestem odpowiedzią, one tylko wołają. Lecz cóż mnie obchodzi, skoro miłość skończy się wkrótce, Niech mówi moje serce, a umysł ogarnie inercja, Bo umysł jest dumny i silny dość, by milczeć, To moje serce moje pieśni tworzy, a nie ja. I Sara: What do I care, in the dreams and the languor of spring, That my songs do not show me at all? For they are a fragrance, and I am a flint and a fire, I am an answer, they are only a call. But what do I care, for love will be over so soon, Let my heart have its say and my mind stand idly by, For my mind is proud and strong enough to be silent, It is my heart that makes my songs, not I.3 punkty
-
Wiesz? Nie jestem dobrym człowiekiem. Dopadałaś mnie swoim chłodem w pełnym rozkwicie. Nie ważne ile widzę. Nie ważne ile wiem, chcę i pragnę. Ty zawsze pozostawiasz obietnice bez wyjaśnienia. Ale to nie ważne. Ważne jest, że wciąż jesteś, że dotykasz moich dłoni, ramion i zgniłego serca. Wiesz? To wszystko jest takie proste, ale kiedy sięgam umysłem dalej niż mi pozwalasz To widzę Nic. Nie jestem dobrym człowiekiem. Zabierz proszę i ten dzisiejszy dzień, zabierz. To nie dla mnie. Myśli plączą się pomiędzy, A ty jak zawsze czekasz i bierzesz to co jest twoje. I nie gniewam się. Godzę się z taką konstrukcją świata, bo przecież czym byłbym bez twojej wieczności? Bez twojej miłości.2 punkty
-
Byli prawdziwie niezłomni… Choć zwyciężeni… Niepokonani! Swym bohaterstwem na kartach historii Złotymi zgłoskami się zapisali… Gdy biało-czerwona flaga, Nad Bramą Brandenburską załopotała, A ostatni do wroga strzał, Ucichł już na ulicach Berlina, Gdy wojna dogasała jak pogorzelisko I powojenny świat kształtował się na nowo, A żelazna kurtyna opadała nad Europą, Stary kontynent na pół dzieląc, Choć ucichły już alarmowe syreny, Przestały spadać na miasta bomby, Rozległe, nieprzebrane polskie lasy, Pozostały pełne partyzantów młodych, Choć w cieniu jałtańskiej zdrady, Świat odwrócił się do nich plecami, Oni swym ideałom oddani, Żołnierskiej przysiędze pozostali wierni, Sami sobie pozostawieni, Zdradzeni przez aliantów zachodnich, Przezornie nie złożyli broni, Mundurów swych nie ukryli… Gdy przysięgali na sztandar, W serca ich wstępowała odwaga, Niebezpieczeństw nie lękała się dusza, Najcięższe byli gotowi znosić wyrzeczenia, Gdy brali w ręce swe karabiny, Gotowi byli nie szczędząc sił, W niejednym rozpaczliwym boju krwawym, Nowemu okupantowi czoła stawić… Byli prawdziwie niezłomni… Choć zdradzeni… Ojczyźnie wierni! W swych bliskich i krewnych pamięci, Przez lata pozostali niezatarci … Gdy długa straszna komunizmu noc, Spowiła kraj wyniszczony wojną, Nadziejom Polaków bolesny zadając cios, Pielęgnowane latami marzenia grzebiąc, Latem szli leśnymi wąwozami, Drogą oświetlaną przez srebrzysty księżyc, Zimą przedzierali się poprzez zaspy, Oświetlając drogę gorejącymi pochodniami, Znienawidzonemu sowieckiemu okupantowi W licznych potyczkach zadając straty, Wszelkie komunistom krzyżując plany, Rozbijając więzienia i ubeckie areszty… Choć strach zaglądał im w oczy, Zasiewając w serc tysiącach ziarna trwogi, A gdy powieki do snu zmrużyli, Pełne niepokoju były ich sny, Sowieckich represji się nie przelękli, Stawiając tamę komunizmowi, Na posterunku wiernie wciąż trwali, Rozplanowując na wroga kolejne zasadzki… Nie bacząc na partyzanckiego życia trudy, Głód, chłód i częste choroby, W ulewne deszcze mundur przemoczony, Nadpleśniałego chleba kęs ostatni, By Ojczyznę spod sowieckiego jarzma wyzwolić, Ofiarowując rodakom dar wolności, W uporze swym pozostali niewzruszeni, Nie zawrócili z obranej drogi… Byli prawdziwie niezłomni… Na przekór powszechnej sowietyzacji, Rugowaniu zewsząd religii, Niewzruszenie wierni Bogu pozostali! Na starych kartkach pożółkłych, Skromne antykomunistyczne ulotki, Pisane starym piórem wysłużonym, Także wtedy bronią ich były, Pistolet kurczowo trzymany w dłoni, W ciężkich chwilach dodawał im otuchy, Gdy nieubłaganie pierścień ubeckiej obławy, Zaciskał się wokół lasów rozległych, A gdy umknęli pościgowi, Całując swe metalowe ryngrafy, Licznymi wspólnymi modlitwami, Za ocalenie Bogu serdecznie dziękowali… I w cieniu drzew rozłożystych, Przyklękali znużeni partyzanci, Przesuwając różańców paciorki, O wolną Polskę gorące modlitwy wyszeptywali, Za poległych kolegów dusze, Ukradkiem ocierając łzę, Modlili się gorąco i rzewnie, Wierząc w ich nad nimi opiekę… Gdy oddany Ojczyźnie kapelan, Nad pochyloną głową partyzanta, Z nabożnością kreślił znak Krzyża, W imię Boga grzechy odpuszczał, Odtąd każdy z nich, Na śmierć był już gotowym, Wierząc w sens poniesionej ofiary, Dla przyszłych pokoleń będącej zarzewiem wolności… Byli prawdziwie niezłomni… Takimi ich zapamiętamy! O ich patriotyzmie szczerym i ofiarnym, W przyszłości naszym wnukom opowiemy… Choć przez komunistyczne władze wyklęci, Na zapomnienie i pogardę skazani, Przez patriotów o sercach prawych, W całej Polsce dziś czczeni, We wszystkich zakątkach Polski, W wioskach odludnych i miastach gwarnych, Poświęcone im pomniki, W setkach możemy dziś liczyć… Choć dziś próbuje się ich oczerniać, W potokach głośnych medialnie kłamstw, A w pseudohistorycznych opracowaniach, Haniebne zbrodnie im przypisywać, Na przekór trendom szkodliwym, W umysłach i sercach naszych, Szlachetnym rycerzom z kart barwnych powieści, Podobni są bohaterscy żołnierze wyklęci, Dziś nie są już zapomniani, W świadomości patriotów współczesnych, Nareszcie należne im miejsce zajęli, A z serc naszych nie wyrzuci ich nikt! Dziś odpalane skrzące race, Rozpostarte flagi biało-czerwone, Znicze migocące przed każdym pomnikiem, Uniżonym dla nich są hołdem… Także skromny ten wiersz I ja z potrzeby serca skreśliłem, By w poświęcony im dzień Niezłomnym Żołnierzom Wyklętym oddać cześć! - Wiersz opublikowany 1 marca w Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych.2 punkty
-
Szczerze mówiąc - mało wiem o haiku, o tym dziwnym, wiśniowo kwitnącym wierszyku. Najpierw sylab pięć, potem siedem - i znów pięć. Prosty oddech chwil. Napisałam więc haiku, nawet dwa, jej i jego. W takich mini-wersach kryje się coś cichego, trochę japońskiego. Jej haiku Promienie głaszczą resztki ciepłej nadziei - serce przyspiesza. Jego haiku Słońce już zaszło Nadzieja nieogrzana Serce odchodzi2 punkty
-
Ja: Chciałabym być drapieżnym ogniem, co trawi bez pamięci - dzikim pożarem, który bierze nie pytając, zostawiającym na twojej skórze żar i zapach. Ty: Będę wichrem, co niesie twój płomień nad krawędzią - nie pozwolę Ci zgasnąć, dopóki nie spłoniemy w sobie do cna, do ostatniej iskry. Ja: Chciałabym być wzburzonym morzem w godzinie sztormu, słoną falą rozbijającą się o nagie skały, głębią, co wciąga w mrok i obiecuje rozkosz. Ty: Będę miejscem, w którym burza cichnie. Przyjmę napór, każdy ciężar twojej fali, aż w końcu zatonę w tobie. Ja: Chciałabym być Twoim zmierzchem, krótkim światłem między dniem a nocą, chwilą, w której wszystko milknie i można być bliżej, nie troszcząc się o nic. Ty: Będę ciszą, w której ten zmierzch odpoczywa, cieniem, co kładzie się obok - nie by zabrać światło, lecz by je zatrzymać. Będę twoim spokojem. Ja: Chciałabym być winem na twoich wargach, grzechem smakującym najlepiej przed świtem, gorącem i nienasyceniem. Ty: Będę pragnieniem, którego nie ugasi poranek. Oddam ci każdą chwilę, zamykając cię w moim ciele.2 punkty
-
2 punkty
-
2 punkty
-
2 punkty
-
Nicnierobienie, To plan na dzisiaj... Już tylko mopem podłogę musnę I nagotuję zupy dwa bacze, Gary pomyję i wannę chlusnę, pranie nastawię i w końcu usnę... Nicniemyślenie, To wielka sztuka... W głowie jak w kotle myśli tysiące. Jedna się rodzi, druga przepycha. A wszystkie myśli w myślach tonące. Przestanę myśleć, gdy wyjdzie słońce...2 punkty
-
2 punkty
-
Przez pięć lat nie było księdza. Czy w parafii głód i nędza? Nikt nie żenił się, nie chrzczono i do grobu nie było komu? Nie potrzeba im formułek, spisków Lachom, jest rachunek: Przez pięć lat nie było księdza. Nowosybirsk, Charków — twierdza. Ja ci proponuję okno. To niewiele. Obłok. Światło. Zieleń, która już się wdziera. Nie ma wczoraj. Księdza nie ma. A przez okno dusza może wejść w milczenie złota, w zorze. Czasem ktoś się z Nim przedzierży ścieżką w powietrznej arterii.2 punkty
-
przeźroczyści zstąpiliśmy w mowę by odzyskać wzrok snując sens z drobin kurzu na siatkówce aż ciało wypełniło się tańcem świętego wita wytrząsając wersy z opuszków palców2 punkty
-
kiedy w twórczym zagubieniu i kryzysie tożsamości, wrażliwość staje się ciężarem dobrze mieć coś do pisania pod ręką:))2 punkty
-
tacy jesteśmy niedzisiejsi z tą upartą miłością nie nadążamy za trendem rozstań nie potrafimy jej retuszować i wystawiać na pokaz i ciągle patrzymy w jedną stronę może dlatego jeszcze nam wierzy2 punkty
-
2 punkty
-
2 punkty
-
dobranoc to słowo przełykam w ciszy noc ślizga się na minusie na jej sztywnych kolorach świecą kocie oczy dziś każdy będzie miał swój sen i Nasen po drugiej stronie nie ma drugiej strony noc jest niepewna2 punkty
-
w dźwiękach syren ciepły powiew zaplątany w wiotkich wierzbowych witkach stary artysta rozrabia farbę na biodrach kobiety roztańczyły się zgrubiałe palce pośniegowe gdzieś na szczytach finezji uśmiechy spokojne przedwiośnie na płótnie malarza jak opowieść z głębi duszy w parabolach zmysłów to co nieuchronne i bez cienia wątpliwości2 punkty
-
@Marek.zak1 :) i jeszcze mu się wydaje, że jest Królem, co to szach mat ;) Uśmiecham :) @wierszyki Właśnie właśnie:) wybuch po zablokowaniu może być śmiercionośny :( ;) Dzięki, również pozdrawiam:) @janofor :) To nie śmiech przez łzy:) to donośny rechot! :);) Nie przesadzaj z tymi poziomami ;) Dzięki i również pozdrawiam @Berenika97 dokładnie :) Dziękuję, również pozdrawiam @Leszczym @lena2_ @Rafael Marius Dzięki:)2 punkty
-
Jaskiniowiec Nagłówek, który sobie imię sam zmienił–(chociaż druga Rada Żywych Jaskiniowców, bo pierwszą zagryzł tygrys szablasty i nie mogła radzić– nadała mu ksywkę Półgłówek)–wypił z wyłupanego kamienia etanol i po chwili zobaczył czterononożny stół, który się przeobraził w siedmionożnego pająka, o migoczącym imieniu Fluoryt. Ów miał świecącą, różnokolorową dupkę, co to miała zwabiać, tłuste muchy paprociowe. Stąd taka nazwa do niego przylgnęła, niczym florin, wyduszany gdzie popadnie, z różnych cuchnących dziur, by rośliny pachnące, lepiej rosły. Wspomniany siedmioczłapaniec, miał zamiar całe stada tezauryzować, zaś odpowiednio zesumować, jako lokatę na wymianę za przędzę, bo sam już nie umiał snuć, a chciał się na stare lata, pobujać. Poza tym, ich skrzydlate krzątanie się, potrafiło go rozgniewać i wprowadzić w podły, stereotypowy nastrój. Wtedy to widział i słyszał po bokach, lewy i prawy głośnik. Wisiały na kłach szalonego Mamuta, hardrockowego. Prawdziwy kolos muzyczny z niego był. Super turbo, ciężka masa bantamowa, który to na kłębie, miał wytatuowaną aktorkę z dalekiej przyszłości–( kumpel seksomamut, lubił artystycznie kreskować)–zatem skąpo zakreskowana była, a on, głośno łupany meloman, lubił o tym wszem i wobec, decybelami ogłaszać. Biedny pająk, chciał wyprocesować święty spokój, ale nie zdołał i pomyślał smutno, że z bujania, dupa. Z tej to zgryzoty, drapieżny karcynoid zalągł się w jego wnętrzu. Pożerał go tak samo, jak on pałaszował muchy. Coraz większy i większy. Ustawicznie nienasycony. Aż wreszcie rozsadził siebie i pajęcze ciało, a rozszalałe w agonii strzępki, zapaskudziły tekst, wilgotnymi wnętrznościami oraz przeżutymi ścierwami much. I to w zasadzie, był fragment końcowy tekstu.1 punkt
-
@Tectosmith przejmujący wiersz, czytałam go kilka razy i wydaje mi się, że zwracasz się do potężnego bytu jakim jest śmierć. Nieodłączna towarzyszka życia. Na pewno trzeba o niej mówić i ją oswajać. pozdrawiam.1 punkt
-
Witaj - chcą się duchem pochwalić jakiegoś zapomnianego istnienia - przemawia do mnie ten moment wiersza - Pzdr.niedzielnie.1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
Pochylają się z jesiennymi drzewami co szarpią się z wiatrem walcząc o każdy upadający kolor. Spadają w otchłań zimowego snu przyprószonego symbolem wiary malującej na szybie zimne cienie. Odradzają się i stają raz jeszcze w drzwiach zdziwionej wiosny ogrzanej roześmianym spojrzeniem. A latem tańczą boso po łące nieobliczalnego walca pieszczącego wszystkie kwiaty. Autor fotografii: M. Lewandowska1 punkt
-
lubię swój cień bo nie pyskuje wie co to przyjaźń zawsze wierny lubię swój cień jego ciszę - to ona pomaga mi gdy jest trudno lubię swój cień z nim mi dobrze nie zostawię go sobie ot tak lubię swój cień za to że jest bez niego nie byłbym tym kim jestem1 punkt
-
Kraina ze smokami między nami Pomiędzy napadami a skokami Wielki kosmos oczekuje naszej wizyty Super moce bohaterskie w śnie przeżytym Niespełnione sny bezsenności Po całości Bezsenne sny niespełnienia Historia bez zakończenia Niespełnione sny bezsenności Po całości I wymaganie miłości Potężny wojownik z mieczem dostaje zadanie Najsilniejszy w całym królestwie i magią obdarowany Idzie zabić smoka by uratować jego krainy I chwalony w legendach będzie bohater stworzony Niespełnione sny bezsenności Po całości Bezsenne sny niespełnienia Historia bez zakończenia Niespełnione sny bezsenności Po całości I poczucie słabości Czterech ludzi z biednej sfery wywodzili się Pieniądze zdobyć, więcej szmalu, co nie? Dokonują napadu, na banki, na kantory To już pytanie, z nich są bohaterzy czy potwory Niespełnione sny bezsenności Po całości Bezsenne sny niespełnienia Historia bez zakończenia Niespełnione sny bezsenności Po całości I grzech chciwości Dawno, dawno temu w odległej galaktyce Ludzie władał mocą która ruszała górami Lecz prawie wszyscy wymarli co tą mogą władali I tylko nieliczni z nich na świecie zostali Niespełnione sny bezsenności Po całości Bezsenne sny niespełnienia Historia bez zakończenia Niespełnione sny bezsenności Po całości I uczucie samotności W mieście gdzie przestępstwo to codzienność Pojawia się bohater, który ma pewność Że zmieni świat na lepsze, pójdzie na całość Ale skąd ta super ludzka obecność? Niespełnione sny bezsenności Po całości Bezsenne sny niespełnienia Historia bez zakończenia Niespełnione sny bezsenności Po całości I wrażenie wyższości Chcę mi się spać. (Stary wiersz, przepraszam za interpunkcję)1 punkt
-
@Czarek Płatak Wiersz zaczyna się od wyznania o ontologicznej pustce. Dziura w piersi nie jest tylko raną to okno. Podmiot liryczny sugeruje, że w środku nie ma narządów, serca, ani tkanki. Jest tylko "przejście" na drugą stronę. To stan skrajnej alienacji, w którym człowiek czuje się tak pusty, że przestaje stanowić barierę dla świata zewnętrznego. Obraz drzewa i ptaka wewnątrz klatki piersiowej jest fascynujący. Może symbolizować życie, które toczy się "obok" podmiotu, albo korzenie smutku, które w nim wyrosły. Często utożsamiany z duszą lub wolnością. Tutaj jednak ptak "chybocze" - jest niestabilny, niepewny, być może uwięziony w tej dziurze. Najbardziej niepokojącym elementem jest pętla. Słowo to budzi jednoznaczne skojarzenia. Prośba "wyciągnij mnie ze mnie" to wołanie o ratunek przez destrukcję. Podmiot chce zostać oddzielony od swojego cierpienia, nawet jeśli ceną jest brutalne "wyciągnięcie". To paradoks: aby ocalić "mnie", trzeba to "mnie" wyrwać z ciała. Zakończenie wiersza przynosi smutną puentę. Po całym procesie "dosięgania" i "wyciągania", na końcu nie ma ptaka (duszy,życia). Zostaje tylko puste gniazdo. To symbol porzucenia lub ostatecznego dowodu na to, że nadzieja (ptak) dawno odleciała. Końcowe "puste gniazdo" zostawia dotkliwe poczucie straty i osamotnienia, którego nie da się już wypełnić. Moje iskry nadziei: podmiot liryczny nie jest sam, prośba o wyciągnięcie „mnie ze mnie” może być odczytana jako chęć transcendencji, nie cofam ręki widzę przez ciebie prześwit na drugą stronę lęku. wchodzę w to drzewo, w puste miejsce po biciu, gdzie chybocze się cisza. nie pętlą, lecz palcami rozplątuję twoje „mnie”. nie bój się pustego gniazda - to tylko dowód, że to co w tobie żyło, wreszcie potrafi latać.1 punkt
Ten Ranking jest ustawiony na Warszawa/GMT+02:00
-
Ostatnio dodane
-
Wiersze znanych
-
Najpopularniejsze utwory
-
Najpopularniejsze zbiory
-
Inne