Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 14.02.2026 uwzględniając wszystkie działy
-
Może miłość to tylko kod zapisany w drżeniu moich komórek? Boję się ją zamykać w samej definicji ciała. Przystaję w sobie i miewam to przeczucie, że bez niej wszystko by umilkło. Życie mogłoby wtedy zakrzepnąć w martwej tkance przyzwyczajeń. Odruch zacząłby wypierać wolę, a ja... stałabym się tylko gestem, bez końca powtarzanym.14 punktów
-
Jest spokojna skupiona seksowna Jest wyczerpując przestrzeń wokół siebie Już wie co jej pasuje, jakie buty są niedopuszczalnie niewygodne pytania ją nie drażnią Planuje Wielki post na czterdziestkę żeby zacząć jeszcze raz I rzuci cukier bo to cholernie złe na cerę Tak, stanowczo wie czego chce. Alkohol musi zostać, tego nie przeskoczy, jeden chociaż czarodziej niech tańczy przed nią.9 punktów
-
pachnie dym i pachną zioła w soczystych zieleniach szepczą kamienie na piaszczystych wybrzeżu lepimy babki wyciętym sercem z papieru goryczy i zachwytu w głebokim śnie pijemy wodę z krynicy równoległych światów i oddajemy się przemijaniu9 punktów
-
Starszy pan w kolorze siwym uśmiechem darzy z kapelusza magiczne rozdaje marzenia one uparcie w obłokach gdzieś tam i laską dębową życzenia podpiera minione pokryte rzadkością a w głębi serca młodość błaznuje w umyśle baraszkuje psotliwie optymistycznie zerka w tajemnicze przestworza tam spadająca gwiazda filuternie migoce i echo wszechczasów do domu wola „Tam dom twój, gdzie serce twoje”9 punktów
-
A ja... czekam na ciebie. Uporządkowałem już wszystko na dzisiaj. Internet odhaczony. Zamówienia ogarnięte. Ciągle się odwracam, żeby sprawdzić czy nie otwierasz drzwi do pokoju. Wiesz, że przez te słuchawki już nic nie słyszę? Zgarnąłem z podłogi wszystko, co konieczne na dzisiaj. Resztę zostawiłem. Nic specjalnego - to tylko kable, śrubki i Cutter. Kolejna puszka piwa. To ma mi pomóc przetrwać. Nie patrzeć już za siebie. Ale czasami wszystko odwraca się na drugą stronę. W telefonie cisza. Nikt mnie nie potrzebuje i ja nie potrzebuję nikogo, chociaż czasami chciałbym powiedzieć wiele. Ale to nie dla ciebie. Ciebie muszę chronić i trzymać jak najdalej od demonów. Poradzę sobie z tym cholerstwem. Nie jeden chciał mnie zeżreć. A ja się nie broniłem. Zanikałem w otchłani, szukałem dna, żeby się odbić... I nie odbiłem się, ale stoję na czymś mroźnie realnym. Muszę jedynie pamiętać, że w tym wszystkim to właśnie ja jestem największym zagrożeniem, a ty masz siłę o której jeszcze nic nie wiesz. Muszę pamiętać, że nikt inny tego nie udźwignie i nikt nic nie zrozumie, ale piszę właśnie chaotyczny pamiętnik w rytm muzyki I raczej nigdy tego wszystkiego nie opowiem. No bo jak to tłumaczyć?8 punktów
-
Oddaliłeś się, by powrócić raz jeszcze na drogę nie usłaną różami objąłeś ramieniem i milczeniem wiem nie potrzeba wielu słów liście wirują unoszone wiatrem zdumione mocą zamkniętą w uścisku dłoni wracasz w to samo miejsce i szepczesz do ucha raz jeszcze modlitwę drobną jak ziarenko kiedy wyrośnie z niego drzewo nie będę się bała schronić w jego cieniu. Autor fotografii: M. Lewandowska8 punktów
-
Tyś taka jedyna, tyś aktywna i nieosiągalna i niedościgniona i utracona smutni panowie, bardzo smutni są z ciebie rozliczani pyta się ich czasem, czasem za często, co sobie o tobie wyobrażają zwłaszcza gdy ciebie nie doświadczyli zwłaszcza wtedy smutni ci panowie są jak my, zgubni poeci chcą żebyśmy grali im wyklętych, więc tak gramy innej naszej gry złożona sytuacja nie przewidziała Smutne miasta każą nam doświadczać empirycznie po czym z nas się śmieją jak gwiazdy mają ubaw z naszych wielkich konstelacji niedociągnięć, nieosiągnięć, wielkiej niedoskonałości i naszego braku w odpowiedniej liczbie wiarygodnych luster choć świat zabrał nam właściwie wszystkie lustra Żebym tak wiedział chociaż czego nie wiem... Żebym tak chociaż nie wiedział, czego wiem... ha, wtedy właśnie, byłoby miło i sympatycznie ale pewnie nie jest bo ściemniam zupełnie nie moją rolą jest wyjaśniać Mam czasem nieodparte wrażenie że ci co nazywają siebie empirystami cóż, jedynie zakłamują własne długopisy... Warszawa – Stegny, 14.02.2026r.7 punktów
-
Strofa mickiewiczowska Adaś strofy napisał o trzech dzielnych Budrysach, Słowa skleił w anapest i rymy. Przy tworzeniu melodią kunsztu szczerze się podjął I zanurzył się w stylu głębiny. Dzisiaj tak już nie piszą, bielą w wierszach kołyszą, Z dokładności końcówek żartują, A ja lubię starocie, nową modę mam w nosie, Chętnie param się dawną formułą. W dawnych mistrzów poszumie powędrować nad strumień, Błysnąć puentą, w sens strzelić jak z bicza. Nie wystarczy naginać aby stworzyć oryginał Bez banału, płaskości i kiczu. Cóż by rzekł Mickiewiczius? Ja nie pytam się nic już. Częstochowa – też warsztat poety. Spoić mądrość finezją, będzie dobrą poezją – Niezbyt łatwa to sprawa, niestety. Marek Thomanek Styczeń 20266 punktów
-
Rozmarzeni sobą przeżywamy olśnienie tylko tym co prawdziwe. Połączy nas na zawsze chwilą, pod wieżą Eiffla w rozświetlonym Paryżu. Zawsze mam dla ciebie moje usta czerwone, zostawię na twoim policzku ślad miłości, mojej szminki odbicie. D&K. Wszystkim moim chłopakom, z okazji Walentynek;) buziaczki:)5 punktów
-
Biurko stoi nieruchome dostojne było kiedyś drzewem siadały na nim ptaki dziś tylko ja przy nim trwam napiszę wiersz o lesie i znów się zazieleni5 punktów
-
do tęczy się przytulić z wiatrem porozmawiać namalować zapach kwiatów księżyc do kieszeni schować bociana złapać za nogi przestworzami poszybować podziwiać wielkość małą która na ziemi ogromna tego tylko jeszcze pragnę nic a nic więcej - reszta jest spełniona podobnie jak całe moje życie5 punktów
-
znowu chowasz się w listowiu skrywasz kolor słońca w błękitnym wzburzeniu nie ma go w źrenicach chociaż tak daleko wypatrujesz sięgasz wzrokiem z ręką schowaną w kieszeni najbardziej lubię te brązowe otulasz się nimi zbyt wcześnie pierzyna powinna być biała5 punktów
-
Potrzebuję wilgotnych skrzydeł i może tylko ty potrafisz mnie uratować.!? Zawsze kiedy się złoszczę, wspinam się wysoko. Myślę, że mogłabym skoczyć. Jeszcze tego nie zrobiłam wiedząc, że nikt nie ma mocy by złapać mnie w ramiona.! Przygryzam spierzchnięte wargi, na stole leży twoje serce…5 punktów
-
Dziś Walenty z miasta Kęty wręczył żonie kwiat niecięty, kłującą agawę, zawalił tym sprawę, nie ma szans na spokój święty. Dziś Walenty z miasta Kęty wręczył żonie kwiat niecięty, kłującą agawę, zawalił tym sprawę, został od łoża odcięty.4 punkty
-
brak spałem na koszuli w tej cieniutkiej warstwie subtelnego chłodu kiedy wpadłaś na mnie zmierzch aż do północy snuł się pośród drzew bo chciał przejść zapachem i wchłonąć ich wilgoć żeby móc je zabrać z sobą jutro gdzieś jestem eteryczny póki mgła mnie wdycha i do kiedy cisza głos kroi na wskroś4 punkty
-
Często tuli się do ciebie, lecz czy kocha, nigdy nie wiesz, niech cię jednak to nie trapi, bo jak będziesz, szlag cię trafi. Po zakończeniu serii Z kim nie warto, wchodzi nowa, czyli Ona wymarzona. Uwagi i propozycje mile widziane.4 punkty
-
tyle spraw tyle słów tyle miejsc czeka na nas w kolejnej dobie ale z czasem dojrzewa myśl że już pora rozgościć się w sobie4 punkty
-
woda pochodzi z gwiazd tam w niebie jest pięknie droga mleczna jak raj Ziemia jak pralnia woda na niebie dużo jej na zimę wielki masyw wody pokroiłbym to jak kopytka gdybym był bogiem pogody tak jakoś czeszesz włosy zaplatam twój warkocz (mój dziadek był fryzjerem)4 punkty
-
miasto wypociło strupiałą skórę wciska nam twarze w krwawiący beton. jest dziś jak otwarty brzuch, rozpruty nocą nożem koparki śliskie trzewia kanalizacji parują. zaułek oddycha parą z kanałów, neonami, które szarpią oko padaczka świata, jak nerw, którego nie da się już uspokoić. każdy zaułek jest zgrzytaniem zębów o szkło. w zaułku, gdzie śmietnik cuchnie rzeźnią, a mur pamięta więcej potu niż modlitw. stoimy blisko, za blisko aż coś trzeszczy między nami. brakuje miejsca na oddech. jej płaszcz to skóra, którą zdzieram zębami jak z padliny, pod spodem musi być wyjście albo przepaść. nasze ciała płoną w zaułku jak trupy jakby miasto oblało nas benzyną i rzuciło niedopałek neonu. moje dłonie nie pytają, wchodzą w ciebie jak łom w zardzewiały zamek rozrywamy się na pół. moje ciało w twoim jako jedyny miękki punkt w którym jeszcze nie ma betonu. wiedzą tylko, gdzie boli najbardziej. między nami zwarcie jak kabel bez izolacji, skurcz, który wykręca palce na biodrach. usta nie mówią. usta to rozszarpana rana, zszywana na brudno w bramie, zardzewiałym drutem i jej śliną, bez znieczulenia, na żywca. miasto patrzy na nas jak chirurg bez rękawic ciekawy, czy jeszcze drgniemy. jesteśmy jak dwa szczury w tętniącym kanale, które miasto przeoczyło przy dezynfekcji. oddech wpada w oddech, jakby miasto dławiło się własnym tętnem, próbowało nas wypluć i nie mogło. cegły wrzynają się w łopatki, miasto chce nas żywcem wmurować w siebie. czuję, jak pęka tynk pod twoim ciężarem, ściana nie chce być świadkiem. czas wymiotuje pod ścianą skowyczącym echem wdeptany w asfalt przez tych, co zdążyli nas przeżyć. my jeszcze nie my jeszcze w sobie. to nie jest czułość. to odruch przetrwania. to panika ciała, że za chwilę znów będzie samo, że noc trzyma nas jeszcze tylko dlatego, że miasto nie zdążyło zgasić światła, że świt zabierze wszystko, co teraz drży. dwoje ludzi przestaje się mieścić we własnej skórze w zaułku wielkiego miasta, gdzie miłość nie ma imienia, ma tylko puls temperaturę i ślady, które miasto zliże jak krew, zanim przełkniesz własny strach. ale ciało zapamięta.4 punkty
-
3 punkty
-
Jęczy gdzieś w kącie Mała włochata katastrofa Trzymam ją na dystans Jest przymilna i słodka Łapię ją za włosy I głaszczę oburącz Miałam mniej kochać Madzia sześciolat Obiecała to krowie Mniej kochać mniej cierpieć Znaczy3 punkty
-
delikatnie rozbijam się o ciebie falami w miękkim rytmie słońcem muskam twarz powoli jaśniejącą wiosną3 punkty
-
Zapukałem do Twoich drzwi, jak w ścianę światła, co nie zna rysy. - Kto tam? - zapytał głos z ciszy. - To ja - odpowiedziałem dumnie. A Ty rzekłeś łagodnie: - Tu nie ma miejsca dla nas dwojga. Odejdź. Wróciłem więc w życie, w kurz dróg i lat, niosąc lęk jak noc bez gwiazd, co stawia lustra bez litości. Uczyłem się siebie jak miasta: z ulic, z ran, z pomyłek, z imion, które przestały być moje, z pragnień, które chciały być wszystkim naraz. Aż śmierć zaczęła chodzić obok mnie, nie jak groźba, lecz jak prawda, co nie może kłamać. Gdy odchodzili bliscy, pękało we mnie ja. Zostawało tylko to, co proste: dłoń w dłoni, szept, modlitwa, cisza, w której ktoś jest. I kiedy przyszedł mój próg, Zapukałem jeszcze raz w tę ciszę. I znów usłyszałem pytanie: Kto tam? Nie powiedziałem już wtedy: „to ja”. „To Ty” odrzekłem, spokojnie, jak oddech oddany w Twoje ręce. I drzwi się otworzyły, jakby otwierały się zawsze, gdy „ja” cichnie, a zostaje tylko miłość, która nie umiera.3 punkty
-
znów była wojna o terminal tu osa drży jaki nominał waluta czyja obojga narodów już nie ? a czemu już nie ma podchodów złoty pieniądz wiruje zamienia się w ołowiany ping pong taka dzielnia stary taka dzielnia ciągle są ofiary znika układ słoneczny na nic nam wielkie dary wyrywa bezpiecznik taka dzielnia stary taka dzielnia złoty pieniądz wiruje zamienia się w ołowiany ping pong Izrael łyka swój ogon jak Urobor a ptak leci na białogon taka dzielnia stary taka dzielnia to moja pierwsza rapowanka taki schemat się wydawało a jakoś się odwołało taka dzielnia , stary taka dzielnia3 punkty
-
Zima to showman jest zawołany, Zmienia pnie drzew w śnieżne bałwany, A domy w torty urodzinowe, A jeziora w ciasteczka lukrowe. Gładki i czysty i mroźnie biały, Chciałoby się ugryźć ten świat cały. To pora by być młodym i gładkim, By na język łapać śnieżne płatki! Śnieg śnieżny jest, kiedy go nawieje. Przykro mi, że rozmokły, kiedy topnieje. I Ogden: Winter is the king of showmen, Turning tree stumps into snow men And houses into birthday cakes And spreading sugar over lakes. Smooth and clean and frosty white, The world looks good enough to bite. That's the season to be young, Catching snowflakes on your tongue! Snow is snowy when it's snowing. I'm sorry it's slushy when it's going.3 punkty
-
3 punkty
-
@Ewelina, @viola arvensis, @Natuskaa, @Berenika97, @piąteprzezdziesiąte, @Adam Zębala, @Łukasz Wiesław Jasiński i @akowalczyk dziękuję :)3 punkty
-
@Migrena Jacku, bardzo dziękuję za te słowa - czytam je z ogromnym wzruszeniem. To, co napisałeś o „napięciu między materią a tajemnicą", trafia w sedno tego, co próbowałam wyrazić. Rzadko zdarza się, żeby ktoś tak dokładnie i czule odczytał każdy element wiersza. Twoja uwaga o „przystaję w sobie" szczególnie mnie poruszyła - to właśnie ten moment ciszy, o którym piszesz, był dla mnie kluczowy. Dziękuję, że poświęciłeś tyle uwagi i serca na przeczytanie i zrozumienie. To bezcenne. Często też wracam do tego tekstu: " Gdybym też miał dar prorokowania i znał wszystkie tajemnice, i posiadał wszelką wiedzę, i wszelką możliwą wiarę, tak iżbym góry przenosił, a miłości bym nie miał, byłbym niczym. (1 Kor 13, 1-3) Z wdzięcznością i serdecznością pozdrawiam. @andrew Bardzo dziękuję! Jakie piękne obrazy! Szczególnie „krwiobieg jak górska rzeka". Pozdrawiam. :) @bazyl_prost Tak, dokładnie - bez niej wszystko tylko funkcjonuje, ale nie żyje. Dziękuję! :) Pozdrawiam. @petros @Leszczym @piąteprzezdziesiąte @APM @violetta @FaLcorN Bardzo dziękuję! Pozdrawiam. :)3 punkty
-
Tak, bez niej życie byłoby pasmem codzienności, w martwej tkance przyzwyczajeń, co jest udziałem bardzo wielu, niestety. Szczęśliwi, których to nie dotyczy. Pozdrawiam serdecznie.3 punkty
-
z tego miasta nie da się wyjść nie ma okna na świat, żadnych na przestrzeń drzwi tylko światła które wskazują jak myśleć i jak żyć i pasy po których należy iść a tłum przelewa się weń jak szara fala brudnej rzeki oczy wpatrzone w smartfony pochylone sylwetki tłum duchowo kaleki tu nie ma miejsca na ptaków śpiew gonitwa trwa, mamony zew zapluty beton, baner i cegła ludzkie projekty zastygła krew w kącie na murku siedzi ona pani starsza, zgarbiona robi skarpetki na drutach nieczułym tłumem zatruta chce sprzedać za kilka groszy to czego tłum nie nosi nie lubi nie akceptuje biedy i smutku nie kupuje tłum - szara masa jaskrawy szum i jego zarzygane chodniki nikt nie rozmawia z nikim suną zombi współczesne karmi ich życie doczesne bez ducha nikt nie widzi nie mówi nie słucha tylko w wyblakłych źrenicach starszej pani co modli się nad skarpetkami przestrzenie, mądry spokój i że kiedyś coś sprzeda ostatnie marzenie siedzi skulone z boku.3 punkty
-
2 punkty
-
2 punkty
-
Ciemność Jedno słowo I rodzę się Na nowo Ale ze światłości Z boskiej miłości Kroczę prosto Ku wolności Ubrany w skrzydła anioła2 punkty
-
2 punkty
-
Naucz się tutaj żyć i powiedz że jesteś w swoim domu. Do odjazdu grają powóz zajechał ciągną go cztery konie. Powiem wiatru wytęża umysł będzie tulił Twoje spojrzenie i otoczy Cię swoim szalem. Drzewa obnażone z liści a krok dalej pełne zieleni zmieniają się płacząc do odjazdu. Parę cyfer zapisanych w pamięci czytasz z obu stron bo znaczą to samo. Zapanujesz nad ogniem aby się nie rozprzestrzenił bo wokoło już płonie. Pożółkłe liście drzew znowu się zazielenią chociaż jest środek jesieni. Patrzysz z okna swojego domu gdzie ogień płonie i czuć zapach płonącego drewna. Naucz się tutaj żyć nikt już więcej nie zagra i powóz dawno odjechał.2 punkty
-
2 punkty
-
Jakoś tak smutno się robi. A tu nie o to chodzi. Napięcie to zguba, po co ono komu Wiem że jesteś gdzieś daleko. Cicha ziemia nas niesie ku pieśniom.2 punkty
-
Otwieram okno W czterech ścianach Za ciasno Stare żarówki więc Cóż liczyć na światło Za oknem krople Spadają na chodnik Prowadzący Najwidoczniej do nikąd Swobodnie patrze Na płynny horyzont Mapa odniesienia Chyba zbytnio przemokła Bo jasno widzę Czarne cylindry Na głowie kota Co prowadzi przez drogę Stare baby i niewidome Niemowlę Spływa mi po lewym Ramieniu to co zostało Ramą w milczeniu A rano wstanie I nie, nic nie spadnie Co najwyżej mnie przerośnie Ubranie2 punkty
-
@Leszczym dzisiaj elity same się tworzą zwą się empirią lub awangardą choć intelektu już nie ma obok wyśmieją wartość z wielką pogardą pozdrawiamk2 punkty
-
Dziś Walenty z miasta Kęty czuł od żony zapach mięty była miła chwila "paluszkiem posmyrał" i dla ślubnej stał się świętym2 punkty
-
2 punkty
-
W walentynki do Stasia spod Żnina zapukała sąsiadka Justyna. Odchyliła szlafroczek eksponując cud boczek z majerankiem. Już cieknie mi ślina!2 punkty
-
@Wiechu J. K. Przepiękny obraz starości, która nie gasi wewnętrznego ognia. Ten kontrast między siwizną a młodością ducha, między laską a psotnym umysłem - to jest właśnie mądrość przeżytego życia. Szczególnie dotyka mnie obraz magicznych marzeń "upartych w obłokach" - bo czy prawdziwe marzenia kiedykolwiek umierają?2 punkty
-
@Berenika97 Bereniko, z ogromną czułością przeczytałem ten wiersz. jest w nim coś niezwykle rzadkiego, odwaga by dotknąć miłosci bez patosu, a jednocześnie bez jej umniejszania. zaczynasz od biologii, od „kodu” i „drżenia komórek ”, jakbyś pozwalała nam spojrzec na uczucie przez szkło laboratoryjne, po czym jednym zdaniem unieważniasz redukcję do samego ciała. to piękne napięcie między materią a tajemnicą. najbardziej porusza mnie Twoje „przystaję w sobie”. to moment ciszy, w którym człowiek przestaje reagować, a zaczyna naprawdę być. i wtedy pojawia się przeczucie, że miłość nie jest dodatkiem do życia, ale jego warunkiem. bez niej wszystko nie tyle się kończy, ile stygnie, kostnieje w „martwej tkance przyzwyczajen ” to niezwykle trafna metafora współczesnej egzystencji. Twoja końcowka jest przejmująca bo to wizja człowieka, który staje się gestem powtarzanym bez końca , jeśli zabraknie w nim wewnętrznego żaru. to bardzo filozoficzne, ale podane z delikatnoscią, bez ciężaru teorii. wlaśnie za to cenię Twoje pisanie, za umiejętność mówienia o sprawach ostatecznych w sposób prosty, czysty, bez krzyku. dziękuję Ci za to, że przypominasz, iż miłosć to nie tylko emocja, ale siła, która chroni nas przed mechanicznym istnieniem. z serdecznością i uznaniem. jacek.2 punkty
-
@Wiechu J. K. starość to tylko stan umysłu. Można być przecież starym w sensie fizyczności, a młodym duchem. Fajny jest ten motyw marzeń oraz życzeń podpieranych laską:)2 punkty
-
Przczyn było zbyt wiele. Chmur młode panny gniły wichrom w dłoniach. Wesele. Góry naostrzone w hostię. Tam rozerwane żyły słowa, które nie stały się ciałem. Ziemi smak - wódka stołowa i rozerwani człowiek, ziemia. Tam z nieba wisiały ulew zimne szubienice. Niemoc skroplona na łzy jak krew. Przyczyn było zbyt wiele.2 punkty
-
Witam - nie mamy wyjścia - musimy żyć - nie poddawać się - widzieć pozytywy tej naszej wędrówki - Pzdr.uśmiechem. @Gosława - @Andrzej P. Zajączkowski - @Rafael Marius - @iwonaroma - dzięki -2 punkty
-
Złamane serce, rozpadające się na pół, Spoglądam przed siebie i ciągle spadam w dół, Nic dla świata, moja osoba nie jest warta, Cud, że w ogóle żyje, to kwestia farta, Odrzucenie wciąż boli i o sobie przypomina, Przeznaczenie ciągle o swoim istnieniu wspomina, Przeznaczenia nie ma, to mit i bajka, Wszystko ulatnia się szybko jak zimą czajka. Ludzie nie są sobie pisani, Ludzie nie są sobie oddani, Ludzie bywają podli i okrutni, Ludzie bywają bardzo przekupni, Ludzie nie posiadają żadnej moralności, Żyją według wymyślonej przez siebie normalności. Krzywdzą i ranią bliskie osoby, Toczą ciągłą walkę o względy i zasoby, Nie liczą się z ludzkimi uczuciami, Nie liczą się z innych emocjami, Traktują znajomych jak zużyte zabawki, A tak naprawdę zachowują się jak pijawki. To cała prawda o każdym człowieku, Z natury ludzie są źli, niezależnie od wieku.2 punkty
-
Wstając poczułem, że muszę usiąść Umysł znikł na chwilę By zaraz pojawić się znów Jako białe płótno Wszystko codzienne A jednak rzeźbi siebie na nowo W korze mojego mózgu Ze starego kranu co raz na wolność wyrywa się kropla Ryjąc doliny nowo poznanej rzeczywistości Wszystkie nerwy w moim ciele Poczuły że powinny zacząć tańczyć Chcą znaleźć się w rozszalałym Elizjum Wtedy moje powieki opadły aż do stóp A gdy znów wczołgały się na czoło Obraz był jak średniowieczne dzieło Stary i popękany2 punkty
-
Skromny poeta z miasta Nieświeża ze swych smuteczków wszystkim się zwierzał, lecz wreszcie miał ten szczęścia łut, gdy cienką zupkę w barze wmiótł i co znalazł? – laur! na dnie talerza.2 punkty
Ten Ranking jest ustawiony na Warszawa/GMT+02:00
-
Ostatnio dodane
-
Wiersze znanych
-
Najpopularniejsze utwory
-
Najpopularniejsze zbiory
-
Inne