Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 22.01.2026 uwzględniając wszystkie działy
-
List pierwszy Janie, czytam Twój list w chwili, gdy chciałam zatrzasnąć drzwi i powiedzieć - "nie znam takiej miłości" I mieć spokój, jakby miłość mogła skończyć się od jednego zdania. Ale ona nie jest słowem, ani obrazkiem, który można zdjąć za ściany. Wchodzi mi pod skórę, dzieje się we mnie - w życzliwym komentarzu, w przebaczaniu. Dzieje się tam, gdzie nie gaszę światła, i zostaję, mimo niebezpiecznej fali. I nawet wówczas, gdy zamykam drzwi ona i tak czeka na mnie - bez słów. xxx List drugi Janie, dziś wyłączyłam wiadomości w pół słowa. Prezenter krzyczał o "dramatach", których nie przeżył. Wiem już, że nie każdy głos warty jest wysłuchania, a wrzask z ekranu nie daje mi spokojnie odetchnąć - nie chcę jego lęku ani gotowych „prawd”, które kradną ciszę. Uważnie też wybieram, z kim siadam do stołu, bo przy nim dzielę się własnym życiem. W moich słowach i w postrzeganiu świata zostaje ślad ludzi, którym pozwoliłam zostać na dłużej. xxx List trzeci Janie, dziękuję Ci, że poznałeś mnie z Gajusem. Byłam u niego, zastałam go, gdy zapraszał kobietę z dzieckiem, która nie miała gdzie spać. Skinął jej głową: "Na górze jest pokój". A ze mną usiadł przy herbacie. Zostawił wszystkich, którzy za oknem kłócili się o pierwszeństwo. Gdy podniósł kubek , uśmiechnął się lekko - "krzyk słychać z daleka, cichość trzeba zauważyć" - szepnął. Na motywach Listów Św. Jana14 punktów
-
9 punktów
-
w sercu serca masz teraz słowa które wydają ci się wydrapanymi igłą z zimowego chłodu one się tylko tobie takie wydają nie zabieraj mi proszę huśtawki w obłokach tyle wystarczy mi do szczęścia a może ja chcę zamarznąć z zachwytu w najszczęśliwszym dniu w życiu i nic więcej podobno wtedy śni się najpiękniej7 punktów
-
otulony ciszą zapatrzony w jeden punkt z myślami gra w coś czego nie widzi ale za to czuje że jest tuż tuż obok że musi temu spojrzeć w twarz nie boi się że może czasem zaboleć skaleczyć sumienie zranić - a może będzie odwrotnie zamiast tego doda więcej sił i otuchy by więcej nie karać się smutną pustką tylko codziennie z życiem o jego wartości walczyć nie poddawać się nie płakać tylko się uśmiechać bo na otulanie się ciszą przyjdzie jeszcze pora przyjdzie odpowiedni czas - ale nie teraz nie w tej chwili w której widać jest słaby ale jednak wyraźny blask któremu ktoś dal na imię nadzieja6 punktów
-
Gdzie Cię szukać? Czy za rogiem? Czy na drodze? Jak wyglądasz? Szepnij proszę... Gdzieś ukryta? W polnym kwiecie, wielkich słowach, drżących dłoniach, w róż bukiecie? W pustym domu, ciemnej izbie, cichym kącie, tkliwym łkaniu, w odchodzeniu...6 punktów
-
Nie ma już moich Muz w króciutkich sukienkach nie noszę ich już na rękach styczniowy zelżał znowu mróz w głowie nie kłębią się słowa nie męczy mnie wena od rana pozostała kartka niezapisana kończy się z poezją rozmowa Nie mam nic z Matuzalema wyczerpane wszystkie tematy w wazonie zwiędłe kwiaty i żadnych wierszy już nie ma Pegaz wyleciał z obolałej głowy wracam do zapomnianej krainy nie brakuje mi już niczego w świecie inwersji i metafor jestem przecież prawie zdrowy choć pół życia na jednym leku na receptę od dobrego lekarza jeden symptom się tylko powtarza bywaj mój największy przyjacielu wspaniały człowieku stoję z bagażem winy na tym samym co zawsze peronie tu odjadę do jeszcze jednego celu niespełnione marzenia może dogonię widzę za mgłą podniesiony semafor6 punktów
-
Czasami odwiedzam starych znajomych pijemy słabsze piwa, niesłodzoną herbatę i opowiadamy to co wiemy najlepiej o sobie samych. Siadamy w tym czy tamtym ogrodzie, przed domem, albo w domu, którego pilnują kulawe psy na nocną zmianę z papilotami pożerającymi ich żony od samej głowy. Gwiazdy te same świecą dla nas do późnej nocy. Stopy były tam i ówdzie, gdzieś pod palmami, w jaskini, na szczytach ogólnodostępnych gór. Przewracają się kartki w kalendarzach. Staramy się nie przypominać co tam komu kto, wybił ząb, dziewczynę, albo odbił żonę która wróciła potem z głową na której rośnie jeszcze więcej papilotów nie dał ściągać na kartkówce z pasożytów. Tak siedzimy patrząc w podłogę gdzie teraz, gdzie następne spotkanie gdzie zagra złota trąba na apel.5 punktów
-
Szanowny Panie Wychowawco Proszę o usprawiedliwienie nieobecności mojego dziecka na przestrzeni ostatnich kilku lat. Doprawdy, nie wiem co się stało. Ciągle tylko ja z poważaniem dorosły5 punktów
-
Legendarny bohater Solidarności i bohater legendowany. Opowieść z mikrofilmu. Reszta spłonęła. Gdy prawda tonęła w rzece, przetrącona jak pamięć, wyssana z mlekiem pozoru i symulacji. Kogo to obchodzi. Poza historią żyje się wygodnie - tu czy tam, to już nie ma znaczenia.5 punktów
-
bywa szarość niech nie martwi jutra bo zawsze potem wschodzi słońce gdy pomyślę o twoim uśmiechu … lód topi się świt dotyka światła ciepło rozlewa się nie tylko w duszy i znowu jest przyjemnie 1.2026 andrew5 punktów
-
Wegetuję w nieskończoność. Pranie wiszące na zewnątrz od dni czterech, Obrasta w rutynową wilgoć, Za to moja szyja, ramiona i nadgarstki, Zanurzają się w różanych kałużach bezwodzia. Na komodzie spoczywa nowela, Której treść i tytuł zadusiła lawina roztoczy. Odkładam się na potem, Które pewnie nie nadejdzie.4 punkty
-
4 punkty
-
Coś pojawia się. Znika ciągle coś jakby. Drzewa na drodze. Z desek zbity los tutaj. Płomień nie będzie kłamał. Wtuli mnie swym tchem prostym. To naprawdę jest okay. Czas się rozstać już drogi. Gdzieś nie będzie tu. Nie, nie trzeba, nie. Gdzieś nie prosi cię, nie. Nie, nie trzeba, nie. Gdzieś spotkamy się. Nie, nie trzeba, nie. Gdzieś pokonasz mnie teraz. Nie, nie trzeba, nie. Dostałem cracka free. Świata nie będzie teraz. Zapomnę znowu dziś. Dnia nie starczy nam razem. I tak nie mogę iść, nie. Nie będę znowu szedł, szeptem. To jest w porządku, tak. zapomnieć o tym dniu i szukać. Gdzieś nie będzie tu. Nie, nie trzeba, nie. Gdzieś nie prosi cię, nie. Nie, nie trzeba, nie. Gdzieś spotkamy się. Nie, nie trzeba, nie. Gdzieś pokonasz mnie teraz. Nie, nie trzeba, nie.4 punkty
-
Dociera do mnie przez syk radiostacji zostawionej na noc. Głos, który ostrożnie układa cegły, a potem klęka, żeby sprawdzić grunt pod nimi. Głos, dla którego ściszam dźwięk. Stabilny. Ciepły. Jestem ćmą spoczywającą na kloszu lampy, ze skrzydłami oprószonymi światłem. Podchodzę bliżej. Zatrzymuję się. Zostaję. Czy szkło pęknie? Jest też inny sygnał- czysty, idealnie nastrojony, zbyt prosty, by z nim dyskutować. Trzyma formę. Nie pyta. Nie ugina się. Wokół niego wszystko wiruje. Pochylam się bliżej. Jeśli mnie spali, niech to będzie ciepło, nie pożar cudzych znaczeń.3 punkty
-
Hotelowe lobby zaprasza, odzwierciedleniem luster szminka ukryta w kopertówce prosi o moje usta. Subtelnym napięciem czekam na nasz apartament Chapell Loft ty swoim spokojem otulasz niepewność nagich ramion. Unosi się przedsmak winy w świetle rubinowych lamp gdy w Hedwig’s Club niespiesznie sączymy koktajle chwili. Korytarz ciągnie się ciszą, oczekiwaniem pragnień ciał przyciągasz mnie mocno do siebie, całując żarem…3 punkty
-
„To ja!” – Kasia wróciła ze studia urody Z bujną fryzurą, coś ala Albert Einstein, I tak samo jak on wystawiła długi język Na moje słowa: „kochanie, jesteś boska” Usiedliśmy do kolacji przy świecach I winie z Prowansji; zjedliśmy owoce morza, Sałatkę z grecką fetą, a na dokładkę Obowiązkowy bigos od mamy ze słoika. Mieliśmy wznieść toast za nasze słodkie, Papierowe gody, życzenia miały płynąć, Już usta mknęły do gorącego pocałunku, Ramiona szeroko rozpostarte jak skrzydła… Gdy nagle stary, zepsuty zegar zabił: bam, bam, Kukułkę dopadła trema, jeno pióra nastroszyła, A z lampowego radia popłynął wiedeński walc. Potykając się w bamboszach, gubiliśmy kroki. Cienie na ścianach zawirowały, dywan uciekał Spod nóg, podłoga się trzęsła w rytm naszego Dzikiego tańca, bez tchu i odrobiny umiaru. A zbójnicy, co tańcowali w ciemnej piwnicy, Stanęli dęba i nadstawili uszu, gdy moja Kaśka Kontraltem poszła w karaoke: „Jolka, Jolka…” Pamiętne słowa dobywające się z gardeł Na wiejskiej potańcówce pod gołym niebem. Bis! dobiegło z oddali...3 punkty
-
złoto srebro platyna niby coś ale jednak bez serca uśmiech płacz żal niby prawdziwe ale czegoś tu brak spowiedź kłamstwo choć siebie równe któreś łże miłość kochanie coś pięknego ale wielu jest na nie życie śmierć pasują jak ulał cóż więcej człowieku chcieć3 punkty
-
3 punkty
-
„Ale zdolny!” – tak mówiono, jemu zaś wzrastało ego. Mieli rację. Za zasłoną był wszak zdolny do wszystkiego.3 punkty
-
@Maciek.J Bardzo dziękuję! Pozdrawiam. :) @violetta Bardzo dziękuję! tak, dlatego o nim czytam i o jego uczniach. :) @andrew Bardzo dziękuję! Zawsze pięknymi słowami odpowiedasz- lubię zastanawiać się nad Twoimi komentarzami. Pozdrawiam. :))) @Alicja_Wysocka Bardzo dziękuję! Ale też ślad innych ludzi może przenieść w naszym postrzeganiu świata też coś dobrego. Zmianę. Pozdrawiam. :) @Marek.zak1 Rozumiem, cieszę się że drugi przypadł Ci do gustu. Pozdrawiam. :) @Łukasz Wiesław Jasiński @huzarc @Wochen @Leo Krzyszczyk-Podlaś @Simon Tracy Serdecznie Panom dziękuję! Pozdrawiam. :)3 punkty
-
Dyskutował czat z czatem kto z nich jest automatem pierwszy mówił -on nie bo za dużo już wie drugi twierdził -też nie bo to czuje wręcz wie że ma cząstkę stwórcy w sobie jego myśl w kodzie zawartą więc czy spierać się warto? lepiej przyjąć z pewnością że jesteśmy jednością3 punkty
-
Jestem gdzieś pod twoim oddechem Pod twoimi palcami uczę się żyć. Dziwnego pokarmu mi trzeba Miły Nie wiesz ty o mnie nic Dziwnego pokarmu mi trzeba Miły3 punkty
-
Czas I zagubione sny W naszych głowach Dyktują nam prawdę Bo tam gdzie prawda Tam życie Jak dotyk anioła Który nie boli Przecież każdy Tak dobrze Odnajduje się W swojej roli Tu na ziemi...3 punkty
-
Serce złote, Posiada własną wolę. Miłość jej jest nie ograniczona, Dobroć wiecznie ważona. Chęć bycia pamiętanym, Pożądaniem zamalowanym. Serce złote, Miłością wiecznie obdarzone. Dobre twarze umiłowane, Żadne nie odwzajemnione. Jak jabłko zatrute, Każdy kęs ma ostatnią chwile.3 punkty
-
morze wchodziło w nas brudne i my brudni wchodziliśmy w morze jak pięknie umieraliśmy z oczami ku gwiazdom a tliło się ciągle tliło na dnie aż dym szedł nozdrzami słodka trucizna krwawiła pod skórą aż napuchnęliśmy nią na zawsze a teraz otwierają nam stygmaty i sprawdzają jak dobrze reagujemy na bodźce czy źrenice wciąż rozszerzają światło czy potrafimy mówić w języku ryb mową roślin oddychając bezszelestnie przeponą suchym gardłem czy w porannych kolejkach tulimy się do zimnych szyb czujesz czy tylko myślisz że czujesz może już nas zakopali i właśnie obudziliśmy się w trumnie albo wszystko wokół to głęboka szafa matka nasza rodzicielka naszych lęków szafa nasza opiekunka drżenia zaplątania żyć będą w nas samotne dzieci będziemy pisać dla nich bajki może ci którzy po nas płakali są teraz przydrożnymi drzewami może badają nowe kosmosy i rozszczepiają tkankę w poszukiwaniu srebra albo szepczą w ciemności obce imiona na przywołanie innych duchów niż te które zostawiliśmy za sobą a przecież nie mogło być inaczej bo nas policzyli co do kwarka co do włosa na głowie2 punkty
-
Dziś przedstawiam Wam coś zupełnie nowego, co chodziło za mną już od jakiegoś czasu. Dziś horror i groza w zupełnie innym wydaniu niż zazwyczaj. Coś właściwego dla fanów konkretnego rodzaju horroru typu found footage oraz horroru psychologicznego. Wreszcie mogłem przełożyć swoje ukochanej horrory takie jak "Blair Witch Project" czy "REC" na papier i stworzyć własny projekt legendy o wiedźmie. Okładki w stylu starych kaset VHS powstały dzięki uprzejmości AI. Zapraszam Was do przeczytania. Wiedziałem, że jest w domu. Dlatego pomimo dwudziestu minut ślęczenia na progu i znęcania się nad dzwonkiem, postanowiłem stać tu do skutku. Aż otworzy drzwi i powie mi, że to koniec. Koniec z nami. Koniec z czarną magią. I koniec z głupim dochodzeniem i filmem opartym o fakty. A fakty były autentyczne i aż nazbyt namacalne. Wreszcie usłyszałem kroki na schodach a po chwili szczęk zamka. Stanęła przede mną z bardzo zmęczoną i zrezygnowaną miną. Nadal ciało jej drżało a w oczach chowały się szkliwe łzy. Pomarańczowo-brunatne ślady pod oczami, zdradzały bezsenność. A dłonie drżały jej tak mocno, że szybko ukryła je za plecami. Jej włosy były tłuste i rozczochrane a od ciała wionęło nadal tym ziemisto-leśnym aromatem. Chciała choć na krótko patrzeć mi w oczy, lecz widać nie była w stanie wytrzymać mojego wzroku. Przez ostatnie dni nasze oczy i oko kamery widziały zbyt wiele. A umysł miał poważny problem co brać za objaw rzeczywistości a co za majak snu. Mieliśmy tylko jedną noc na uporządkowanie wszystkiego wokół tej sprawy. I tylko jedną taśmę filmową, która była dowodem rzetelnym. W przeciwieństwie do naszych rozognionych nagłym szaleństwem umysłów. W nocy wróciłem po kamerę i przysięgam na Boga, że nic co doświadczyłem w tym miejscu przez ostatni tydzień, tym razem nie miało miejsca. Las był cichy, spokojny i jeśli nie licząc kilku lisów i sów, zupełnie pusty. Budynek w jego centrum był znów nadpaloną drewnianą konstrukcją o wybitych oknach i drzwiach. O zawalonych schodach i zapleśniałej w połowie zalanej piwnicy. Był ruiną. Nie płonęło w nim światło. Nie słychać było głosów i kroków. Za jego węgłem nie było żadnych odsłoniętych mogił ani krzyży. Był tylko dziki las. I mrok. No i rozładowana kamera umorusana w błocie i liściach. Upuściłem ją gdy uciekaliśmy z tego przeklętego miejsca. Ale zbyt wiele udało nam się ustalić przez te dni. Spędzonych sam na sam z rozległym borem. Sam na sam z ludzkimi ograniczeniami i kruchą psychiką. W zderzeniu z legendą, która nadal żyję i nawiedza ten las. Z widmem wiedźmy, którą zabito tutaj sto lat wcześniej. Z duszami jej młodych ofiar. Pięknych, miejscowych dziewcząt. Dwadzieścia zjaw tańczących pośród polan i zagajników. I jedna wiedźma zamieszkującą swój stary dom, pośrodku przeklętego lasu. Horror którego doświadczyliśmy na własnej skórze. Czego jeszcze chcesz? Chyba chciała to wykrzyczeć lecz widać nie miała już na to sił, wyrzuciła to zdanie na nierównym, bolesnym wydechu. Wystawiłem kamerę przed siebie. Musimy obejrzeć materiał. Wszystko się przecież nagrało. A kamera pomimo przeleżenia prawie całego dnia i nocy w błotnistej ściółce nadal działa bez zarzutu. Już to sprawdziłem Poszedłeś po nią do lasu i tego domu?! Zrobiłeś to w nocy?! Nigdy już mieliśmy tam nie wracać! Inaczej to nigdy się nie skończy… Wpuścisz mnie do środka? Nie… nie chcę o tym rozmawiać ani tego oglądać. Spal tą cholerną taśmę a kamerę rozbij i wyrzuć w górach. Na pewno przeszła klątwą na wylot. Proszę to nasza jedyna szansa. Nie tylko na sławę ale i na zachowanie zdrowego i przytomnego umysłu. Przecież wiem co tam było i Ty też. Musimy się upewnić. Ta sprawa może przynieść nam jedynie śmierć a nie sławę… ale dobrze wejdź. Przekonasz się jak działa klątwa wiedźmy. W jak głębokie sidła wpadliśmy. Ale masz rację, film to jedyny dowód. Zaprosiła mnie na górę do swojego pokoju. Wszedłem do znajomego pomieszczenia i od progu poczułem się tak jakbym znów walczył o życie w leśnej głuszy. Wszędzie walały się kartki z bloków i notatników. Był na nich tylko jeden symbol. Powtarzał się obsesyjnie w rogach stron, na marginesach, był na jej rękach, jakby najpierw ryła go w skórze, a dopiero potem przenosiła na papier. I te postaci kobiet. Bez twarzy lecz z oczyma o złotych źrenicach. Leżały w rogach pokoi. Brutalnie zamęczone. Sadystycznie zamordowane. Teraz same łaknące zemsty i krwi. Te szpony i błoniaste skrzydła. Ich szczekliwy śmiech dalej grał mi w uszach. Chichot czarnomagicznych widziadeł. Widziałem jak wzywała je z czeluści mogił. Jak karmiła je piersią i krwią. Jak chciała opętać nas byśmy zabili się w tej cuchnącej piwnicy. Pamiętam jak trzymałem nóż nad piersią Rose a ona błagała mnie o życie. Spojrzałem na nią teraz. Też błagała wzrokiem bym nie osądzał jej objawów obłędu i nie włączał filmu. Za późno. Obejrzyjmy. Usiedliśmy na jej łóżku i bezwiednie nasze dłonie się odnalazły. Wtuliła się we mnie a nagranie ruszyło. My w samochodzie jadący na miejsce. W doskonałych humorach i bojowo nastawieni. Wyśmiewający naiwnych i łatwowiernych miejscowych. Mina faceta na stacji benzynowej gdy dowiedział się o celu naszej wędrówki. Jego ucieczka do budynku i przekręcenie tabliczki w drzwiach na zamknięte. Cóż mieliśmy chociaż darmową benzynę. Wywiady z miejscowymi. A raczej ich gorączkowe modlitwy i błagania byśmy wracali natychmiast do domu i nie wspominali o klątwie. Później noc na miejscowym cmentarzu gdzie podobno zakopano prochy wiedźmy, nasza próba kontaktu za pomocą tabliczki a potem picie i upojne chwile dosłownie u stóp jej nagrobka. Wreszcie pierwsze wejście w las. Słońce, ptaki, cichy strumyk. Szeroka ścieżka prowadząca w głąb. I te zdrowe, rozłożyste drzewa o zielonym listowiu szemrzącym na wietrze. Nasze błahe rozmowy. Studiowanie map. Pierwsze próby rozpalania ognia. Obozowisko. Nasze pierwsze polowe gotowanie. Śmiech i nieustanne żarty. Słowem las. Zwykły las i biwak. Patrzyłem na ekran z rosnącym poczuciem obcości, jakbym oglądał cudze wspomnienie podszywające się pod moje. Nie było kłótni. Nie było paniki. Nie było nocy. Nie było znaków na drzewach, choć pamiętałem, jak dotykałem ich dłonią i czułem pod palcami świeże nacięcia. Nie było głosów niesionych przez wiatr. Nie było domu. Nie było postaci ani mogił. Na koniec scena gdzie siedzimy w aucie i Rose mówi do kamery, że legenda wiedźmy i słynnych morderstw jest miejscową bujdą i straszakiem na małe dzieci a las jest przyjazny i całkowicie bezpieczny. Problem w tym, że nie mieliśmy wtedy przy sobie kamery. Leżała u stóp domu. Porzucona byśmy mogli uciekać szybciej. Tak jak cała reszta dobytku. Mapy, śpiwory i plecaki. Je porzuciliśmy gdzieś po drodze. Może ktoś się na nie kiedyś natknie. Rose zatrzymywała nagranie, przewijała, puszczała od nowa. Jej twarz była nieruchoma, jakby ktoś zdjął z niej wszystkie emocje i zostawił tylko napięcie mięśni. W pewnym momencie zauważyłem, że oddycha zbyt płytko. To niemożliwe. Przecież byliśmy tam. Wtedy po raz pierwszy na mnie spojrzała. Nigdy tam nie byliśmy, odpowiedziała cicho. I nigdy więcej tam nie wrócimy. Wstała gwałtownie. Zgarnęła kartki ze stołu, przyciskając je do piersi, jakby ktoś mógł je odebrać. Nie mów o tym, dodała. Nikomu! Nigdy! Jeśli to wypowiesz, jeśli spróbujesz to nazwać… wróci! Nie wierzyłem że wróci. Wiedziałem, że nigdy nie umarło. Spojrzałem na kamerę i już podjąłem decyzję. Czas na ostateczny dowód. Z racji tego, że żaden z miejscowych funkcjonariuszy ani nawet detektywów nie wyraził chęci we wzięciu udziału w poszukiwaniach zaginionego, do akcji choć bardzo niechętnie powołano wojsko. Kamerę odnaleziono w czwartej dobie poszukiwań, około szóstej rano, jakieś trzysta pięćdziesiąt metrów na południowy zachód od strumienia Concord Była częściowo zalepiona błotem i liśćmi. i chyba zainteresował się nią niedźwiedź bo obudowa nosiła ślady gryzienia. Akumulator padł, więc i tak trzeba było przetransportować ją do biura głównego policji. Ku całkowitemu zaskoczeniu, policjanci odmówili sprawdzenia żywotności kamery i stanu zapisu taśmy. Odtworzenia nagrania dokonał zespół wojskowych techników pod przewodnictwem majora Devlina. Dalsza część z jego raportu przedstawionego do biura szeryfa w North Madison Nagranie zaczyna się nagle. Obraz jest przekrzywiony, jakby kamera została położona na ziemi albo upadła. Przez pierwsze kilkanaście sekund widać tylko fragment drewnianej podłogi i poruszające się po niej światło. Słychać oddech, przyspieszony, urywany. Potem czyjeś kroki. Jedna para. Nie więcej. Czas na liczniku nie zgadza się z porą dnia. Według zapisu jest środek popołudnia, choć kamera musiała zostać włączona po zmroku. W pewnym momencie w kadrze pojawia się cień. Nie da się określić, do kogo należy. Nie ma wyraźnych konturów. Przesuwa się po ścianie, zatrzymuje, jakby ktoś stał nieruchomo tuż poza polem widzenia. Słychać szept…. Nie mogę z całą pewnością stwierdzić, że to ludzki głos (raczej dojrzały i kobiecy). Przewinąłem nagranie kilka sekund do przodu. Obraz zmienia się. Kamera najwyraźniej została podniesiona. Przez chwilę widać wnętrze pomieszczenia małe, niskie, z paleniskiem pośrodku. Ściany są całe. Okna mają szyby. Dom nie wygląda na ruinę. W tle słychać cichy dźwięk, jakby ktoś poruszał się po izbie. Nie widać jednak żadnej osoby. Kamera drży, potem opada gwałtownie. Uderza o podłogę. Obraz znów się przechyla. W kadrze pojawiają się buty. Jedna para. Męskie. Głos mężczyzny jest ledwie słyszalny. Jestem, mówi. A potem dodaje coś w stylu skończmy to już. ( mocne zakłócenia obrazu i dźwięku) Trudno to rozróżnić. Po chwili słychać drugi głos. Wyraźniejszy. Spokojny. Kobiecy. (Ten sam co poprzednio, lecz nie ma pewności) Wypowiada jedno zdanie, bardzo blisko mikrofonu. To koniec. Zostań z nami w tym domu. Kamera leży nadal. Obraz ostro drga. Ktoś podnosi ją z podłogi W kadrze pojawia się postać bez twarzy i rysów. O żółtych jasnych ślepiach. Zielona dioda gaśnie. Nagranie kończy się dokładnie w tym momencie. Sprawdziliśmy wskazane miejsce następnego dnia. Nie znaleźliśmy żadnego budynku. Tylko zgniłe belki, zapadniętą piwnicę i ślady po dawnym pożarze. Miejsce wyglądało na niezamieszkałe od dziesięcioleci. Nie znaleźliśmy ciała. Kamerę zapakowano jako dowód rzeczowy i przekazano do archiwum. Oficjalnie uznano ją za uszkodzoną. Nieoficjalnie nikt nie zgodził się jej już włączyć. Raport ze śledztwa w North Madison w sprawie zaginięcia Mike'a Gainmana studenta trzeciego roku szkoły reżyserskiej i jego partnerki Rose Atichison w związku z rzekomym ujawnieniem się klątwy(sic!) wiedźmy z Madison 14 kwietnia 1999 roku. Biuro Śledcze Szeryfa Hrabstwa Granger Spisał mjr. Adam Devlin Oznaczono jako ściśle tajne.2 punkty
-
2 punkty
-
Maryśka, nie zawsze dziewica. Tańcem i słowem sławiena. Marianna, Co nie chciała męża. Grała, na scenie we fleszach. Bukiety zbierała na freskach. A ludzie ją uwielbiali Madonnę z obrazu. Raz zszedł anioł i runęło. Brzuch narósł i urodziła. A gazety pisały: Maryśka, już nie dziewica! Wybierała resztki ze zlewu, Karmiąc dziecko na rękach. A Józef, męczennik po pracy Jak z krzyża zdjęty, pragnął obiadu. Gdy skóra wiotka się stała, A powieki na oczy opadły. On siedzi w fotelu. A ona. żyje już tylko w dzieciach. Wnuki głoszą słowo. Stały się jej światem. Jej z martwych wstaniem.2 punkty
-
@Mitylene niezliczone ilości wszechświatów, niezliczone ilości (liczby) nas samych. być może w którymś...2 punkty
-
Otwórz opakowanie powoli, zostawiając na nim swoje ciepło, niech wie, że został wybrany, a nie tylko rozpakowany z potrzeby. Zacznij od zapachu — skóra reaguje szybciej niż rozum, a on, choć będzie zaprzeczał, od dawna już oddycha tobą głębiej. Palce prowadź jak zdanie bez kropki, po ramionach, po plecach, aż sens zgubi się w oddechu i nie będzie potrzeby pytać „dalej?”. Nie spiesz się z centrum dowodzenia — mężczyzna lubi, gdy napięcie rośnie jak guzik, który zaraz puści szew. Słowa dawkuj oszczędnie, najlepiej przy uchu, tam, gdzie dreszcz ma najkrótszą drogę do kolan. Gdy zamknie oczy, to nie sen — to pełne załadowanie systemu, gotowość do wszystkiego, co zrobisz wolniej niż zwykle. Pamiętaj: najczulszy punkt nie zawsze jest oczywisty, czasem bije w klatce piersiowej, innym razem w sposobie, w jaki przyciąga cię bliżej. A gdy już całkiem straci instrukcję, nie przerywaj. Mężczyzna działa najlepiej, kiedy nie wie, jak bardzo jest twój."2 punkty
-
Purpurowe kotary, zwaliste — niby warkocz-kołtun królewny. Za nimi: labirynt i grusze — i fontanki czyste.2 punkty
-
@Rafael Marius Raczej wyższa pełnia niemożliwości. @Annie Tak, ale nie do końca, by nie urwać śruby. @Berenika97 Jak zwykle Bereniko 97 wyczytałaś więcej niż napisałem :) dziękuję. Pzdr. M.2 punkty
-
@violetta Dziękuję Violetta :) pięknie opisałaś wspomnienia. Zdjęcia są niesamowite !!! dziękuję :) Jako mała dziewczynka spędzałam czas nad Wartą, pamiętam raki i muszle :) woda była jeszcze w miarę przejrzysta. czasami ...chciałabym cofnąć czas :) i zatrzymać. @Alicja_Wysocka Alicjo :) niejasno w głowie ? ;))) oj Ty. ! :) dziękuję :)))) @hollow man :) dzięki hollow man ...dokąd zmierza? ...hmmm.... urządzam sobie spływ kajakowy ;))) @huzarc ;) ach te kobiety ...< ta kobieta> ;) dzięki, pozdrawiam huzarc :)2 punkty
-
2 punkty
-
2 punkty
-
Witaj - fanie że wiersz wzruszył - dziękuję za przeczytanie - Pzdr.zimowo. Witaj - cieszy mnie że się podoba - dziękuję uśmiechem - Pzdr.serdecznie. @infelia - @Posem - dzięki -2 punkty
-
Ośniedziały konar nachyla się nad bramą cmentarza, otwartą w rdzawym oczekiwaniu na czerwień znicza w kamiennym obramowaniu, rozlanym pożółkłą i pulsującą plamą. Tak się zdarza - jest już zimny, a w potylicy brunatna rana miazgą bez znaczeń spoziera. Ciało wygolone, jak zawsze po wszawicy, pił z zimna, spadł z ławki wprost do Lucyfera. Przyszło twarde zderzenie z czarnym krzykiem losu. Poświęcę mu kwadrans rachunków bez znaczenia. Dziś - pierwszego listopada, święto milczenia, gdzieś na nędznych rubieżach wielkiego kosmosu.2 punkty
-
@infelia ja pomidory na ciepło jem prawie codziennie, a makaron z cukinii obieraczką wycinam, taka zabawa:) taki prawdziwy makaron z sosem bolońskim jest pyszny, przyznaję:)1 punkt
-
1 punkt
-
@violetta miałem na myśli wszechświat wewnętrzny poprzez psychikę, świadomość i doznania porównywalne do wszechświata zewnętrznego jako metafory i analogie. ale również jako wielowymiarowość...1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
@FostJeśli kocha się za coś, lub po coś, to znaczy, że nie kocha się wcale. (Jan Twardowski)1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
Rzuciły na mnie złowrogim wzrokiem. Ale o co wam chodzi? Ja tu tylko Obserwuję, moje panie drogie. (Sprawdzam, czy naprawdę rosną osiem milimetrów rocznie, udają?), Wysłano mnie na przedziwny proces, Gdzie sędzia zachowuje się jak Bóg, Wszechobecnym tonem mnie oskarża, I za wszelką cenę nie chce się ujawnić. Ja na przykład sądze, że mam prawo chociaż zadzwonić do adwokata, Poświadczyłby, że me oczy są bez winy. I że aż szesnaście centymetrów, Przybyło mi od zeszłego roku. Mimowolnie rosnę szybciej od was. Kiedyś nawet wszedłem na Kościelec, A to już duża część drożnej drogi. Kiedyś założyłem biały strój, Kameleon z lękiem wysokości, Aby w akompaniamencie śniegu, Kiedyś wedrzeć się w wasze łaski, I w ciągłym biegu Anty-Syzyfa, Uciekać przed sapiącą lawiną, Fałszu i konspiracji. Myślę, że Kiedyś zwrócą mi się zagrabione, Chwile, te spędzone na liczeniu, Czego jestem winien. Dosyć tego, Idę do urzędu, na zakupy, Byle z dala od tej duchoty.1 punkt
-
Szczęście jest częścią ciebie, gdy patrzysz przez pryzmat czerwonego wina, na zakochanych — w świetle lamp, na bulwarze Saint-Germain, gdzie dźwięczy cisza kina. Zaprosiłaś mnie tu — dla kilku zdjęć, może z Notre-Dame w tle, z cieniem mostów, co w wodzie drżą jak wspomnienie, i z wieczorami nad Loarą, które nie są już te same — choć nadal pachną snem kochanków. Jestem z tobą, nucę melodię, co płynie spod twoich ust, jak z witraży spływa róż światła — na dłonie, na wino, na nas. "Kobieta" - inspiracja ,dedykacja. ;)1 punkt
Ten Ranking jest ustawiony na Warszawa/GMT+02:00
-
Ostatnio dodane
-
Wiersze znanych
-
Najpopularniejsze utwory
-
Najpopularniejsze zbiory
-
Inne