Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Ranking

Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 30.12.2025 w Odpowiedzi

  1. To był rok dla mnie dobry, pełen darów i wzruszeń. I chwil odkrywania: co ja chcę, a co muszę. To rok dziękczynienia, czynienia dla siebie. I podróży po globie, i mazania po niebie. To był rok, kiedy życie powciągało w swe nurty i płynęłam w nim żwawo, uważając na burty. Jakby - ciężko - już było, jakby nauk niemało w praktyce sprawdzonych - w końcu zadziałało! Jakby życie, co z puzzli rozrzuconych na deski cały obraz stworzyło. I się pytam: co jeszcze? Dzisiaj lepiej rozumiem sztukę, filmy, historię, wiem, co z czego wynika, co się nie da zapomnieć. Błędy swoje postrzegam i na każdym kroku. W tym nowym co idzie - 2026 - takich olśnień Wam życzę. I do siego roku!
    13 punktów
  2. Zapomnieliście zabijać, więc zabiją was nocą na śniegu. Psy znaczą dla was więcej niż dzieci, więc wilki prowadzić was będą na smyczy i w obroży. Gardzicie pracą kapiącą znojem, więc zostaniecie niewolnikami bez korzeni kwitnących w dłoni. Brzydzicie się mięsem, więc zostaniecie tylko bezglutenowym nawozem. Chcecie różnorodności kanonicznie poprawnej, lecz kończy się ona dogmatem jednorodności w umysłowej próżni. Wierzycie w naukę, ale zamykacie szkoły, gdzie jeszcze uczono wątpić i pisać wiersze. Podróżujecie bez geografii, pamiętacie bez historii, mówicie bez składni, liczycie bez liczb. ostatnie pokolenie.
    12 punktów
  3. Powietrze gęstnieje zwierzęcym aromatem piżma. Dostrzegam aksamitne roztocza w mlecznym szkle lustra wypełniając kontur ust odcieniem Viva Magenta. Kreślisz znak zapytania, napiętą linią kręgosłupa zapachem drzewa sandałowego i Old - Fashioned. Z czułością poprawiając zagubiony kosmyk włosów. Pocałunkami chłonę pierwotny smak ciebie w kropelkach śliny smakujesz lukrem i roztartą skórką pomarańczy. Gorący język w moich zimnych ustach.
    9 punktów
  4. Powoli w rozumie na skraju łoża siadam na ziemi stawiam nóżkę jej korpus w rękach drży miękką białą chustkę na czterech strunach składam wznoszący się do góry w pionowy wcieram gryf. Dźwięki gorejące spod włosia wydobywam mój smyczek mocno ciśnie rezonans w głębi gra ostro przeskakuje pomiędzy snem a jawą w utworze patetycznym ukrywam schyłek dnia. Zagłębiam się w muzyce bukiety tonów niosą sunę demonicznie opuszki palców płoną w rozkwicie pełnym żaru znika cień ze ściany przedwieczną ścigam żądzą szatański palę zwid. Cisnę wiolin kształty niech głos chóralny niesie rozchyla swoje efy i słyszę głośny syk chłonie moją furię instrument swój naprężam podniebną czując rozkosz fallicznych myśli wstyd. Nieznana to materia głos anielski niesie smyczek mocno natarł aż korpus z żądzy płonie w szale się naprężył i skurczył w końcu frazy tępy ruch rozluźnił i przeciął strumień zdarzeń. Rozkosz popłynęła otwarły się niebiosa ciepło ocuciło po dłoniach płynie rosa garniesz się do dźwięków przesłodka każda chwila Kurtyna otuliła - gala wyciszyła.
    9 punktów
  5. jestem łasa na prawdę wypatruję jej na obrzeżach słów tropiąc przebiegłe półprawdy które uciekają przed moim wzrokiem jakby się dało oszukać duszę
    9 punktów
  6. pomyliłeś się to inny adres chyba że to ja coś zgubiłam a jednak w połowie drogi zebraliśmy chmury do czysta rozpogodziło się wszak o dziwo pyłki uleciały myśli ciemne bure ty w słońcu się przekomarzasz ja mu promienie dorysowuje sękatym drzewem podparta jakiś inny świat oglądam może film a może obraz dzieło sztuki portret stworzenia czy to początek czy kontynuacja wieki całe się przewijają zawieszone przerwane być może nigdy wcześniej nie zapisane cztery lata siedem miesięcy rogalik cytryna zielona kredka nie ustalamy już niczego dzieje się myśl samoistnie dokąd zmierza nie wiadomo obserwujemy jak chudnie i tyje jak w kolory wystrojona raz jest kogoś raz niczyja widoczna skromna ulotna czerwień murów na szczycie wśród lasów skały niełatwe niebieska szeroka wstęga co wdziera się w obraz słowami nie chcę słów nie teraz zabierz mnie tam gdzie cisza potrafi stwarzać kwiaty które potem zakwitają życiem
    8 punktów
  7. Śniłem cię — jak śni się zapach nieznanej jeszcze skóry, nim dotknie go wieczór w niepojętym geście światła. Twoje imię nie padło ani razu — a jednak w każdym drgnieniu powieki odnajdywałem jego cień. Byłaś tylko spojrzeniem, które zatrzymałem zbyt długo — i właśnie to „zbyt” zaczęło we mnie pulsować. Nie wiem, czy to grzech — czy tylko światło odbite w źrenicach, które wiedzą więcej niż chciałyby przyznać. Czasem myśl o tobie jest jak tkanina — przeźroczysta, chłodna, lecz przyciąga ciepło dłoni, której nigdy nie miałem odwagi położyć. Między nami jest przestrzeń wypełniona nieobecnością — tak gęsta, że mogłaby być dotykiem. Kocham cię z daleka — nie przez brak bliskości, ale przez bliskość, której nie wolno było spełnić. A jednak czasem, gdy noc oddechem rusza firankę, mam wrażenie, że byłaś tuż obok — i tylko niedomknięty wers nas dzieli.
    8 punktów
  8. rozliczyłem się z czasem zbiegł i nie wydał reszty
    7 punktów
  9. tłumaczymy się z niczego przypadkowe słowa gryzą za język a to rozprasza naszą nicość coraz częściej szukamy zdań które patrzą nam w oczy ulica ujada ludzkim i nieludzkim głosem wkrótce wszystkie latarnie spalą się ze wstydu
    7 punktów
  10. do ust przymarzły utracone nadzieje i na wpół pożarty przez obce myśli i wycieńczony polodowcowym głodem ssę korę drzewa można powiedzieć taka tradycja tam gdzie biel kłuje w oczy aż dzień powściągliwy żegna złotem i purpurą chęć życia wtapiam się w horyzont aby po zmierzchu wykrzyczeć wszystkie przekleństwa jakie znam i usprawiedliwić swoją nieobecność o brzasku z panem bogiem przytulam rzeczne kamienie pogrążone w głębokim śnie
    7 punktów
  11. Tu obok Jest druga ścieżka Nikt nie trąca spojrzeniem Zapach świeżych kwiatów Przypomina Ciepły dotyk słońca Na tej ścieżce Kamienie wydają się Być ciężkie Trudniej nimi rzucić W drugiego człowieka Tu obok jest druga ścieżka Zdeptane ślady Tkwią jak głaz Nie mogą oderwać się Od ogółu Na tej ścieżce Cień chowa się w sobie Wtedy jest Niewidzialny Idzie przed siebie lekki Tuż obok mnie
    7 punktów
  12. Ta noc od wszystkich inna nasza pod drżącym spektrum gwiazd otula spiesznie słowa ulatujące w dal rzeźbionych wiatrem gestów Ta noc niezwykła i mistyczna zakwitła muzyką szeptów i polnych maków barwą dotknęła mnie bez reszty Ta noc i ten jej srebrny księżyc powiernik mych tajemnic... Zanurzam dłonie w mroku co tańczą rytmem zmierzchu Ta noc... Autor fotografii: M.Lewandowska
    7 punktów
  13. Biegnie — ta ścieżyna — w każdą stronę i na wskroś — i tam — siostrzyczka? Braciszek mętnie skroń ściska; jego szept niknie w pyle. Co było dalej? Sam nie wiem. Siostrzyczka, braciszek… i tyle?
    7 punktów
  14. w żółtym hiacyncie mam upodobanie czerwienię się w gorącym pocałunku trochę z rozchylonych ust i lśnienia wystawiam ciało na słońce puchem
    6 punktów
  15. Nie chciał się mnożyć. Nie chciał się dzielić - więc postawiła na nim kreskę.
    6 punktów
  16. na tym zagonie gdzie jeszcze niedawno księże jałowiaki pasano stanął krzyż proporc na dwa metry wystrugał zwinny Jaś dopieszczając jezusową koronę tak aby kolce nie chropowaciały głowy Najwyższego wciąż nie ma kaplicy w której schronienie znalazłyby płaczki i inne czarnogłowe lamentnice które nad dusz ludzkich poniewierką odmawiają pacierze tak że nawet listopadowa zawiejka niestraszna przywlókł się dziad na groby co by pojeść kapkę i wypić okowity z durszlaka toć to tryzny o ubłaganie za dusze czyśćcowe baby poczyniły Anno nie podnoś tego co spadło niechaj zabiedzona istota zza świata weźnie se skibeczkę choćby i tego chleba co się pod kredens stoczył a i kapusty nie trza deptać bo jeszcze ki licho na zgubę domostwa przybierzy ojciec już dwa lata jak leży a jeszcze ni razu ognie nie zapłonęły na grobie dziadyga łez żesności na pohybel złego uronić nie zdołał idźże za wieś na górkę idźże za wieś po zmroku
    6 punktów
  17. 13. Początek pieśni (narrator: Agrianin) 1. Twoje ostrzeżenia trącą rdzą. Ja idę ku słońcu. 2. Nie straszą mnie blizny. One są tatuażem bogów na ciele. 3. Nie znam jeszcze mórz, ale już czuję ich sól na własnych ustach. 4. Każda daleka droga pachnie jeszcze nieznanym winem. 5. Na wschodzie czekają oczy ciemniejsze niż nasze góry. 6. Kiedy wrócę, będą śpiewać pieśni o mojej włóczni. 7. Twoje wojny minęły. Moje dopiero piszą swój początek. 8. Dziękuję ci, dziadku. Ale bogowie chcą mnie, nie twoich wspomnień. cdn.
    5 punktów
  18. miłość kwiaty drzewa niebo pełne gwiazd w kieszeni szczęście uśmiechnięta twarz zimny porywisty wiatr rzęsisty deszcz pogrzebowy marsz łzami okupiony dwie różne sceny na których główną role nauczył się człowiek grać
    5 punktów
  19. Wsłuchaj się w szept mój Szukaj zawodzenia wśród sosen Może będzie cenne jak pożółkły zwój lub wyrzeźbi w Tobie twardy ból Wsłuchaj się w krzyk mój Nasączony szeptem cienia Kim ja jestem raz kochany, raz nienawidzony
    5 punktów
  20. "Nie odchodź" - prosi wiatr błądząc w sitowiu, gubiąc horyzont w kołysaniu trzcin. Też tak proszę, gdy twój dotyk płynie po mojej skórze. "Zostań" - szepczą wodorosty oplatając kostkę wędrowca, nie wiedząc, czy ratują, czy topią. Jeśli uchylisz drzwi do swojego spojrzenia - utonę w nim cała. "Nie gaśnij" - krzyczy noc, liżąc brzegi ostatniej krwawiącej gwiazdy. A ja chcę tak krzyczeć, gdy czuję, jak w twoich oczach eksploduje blask. "Zwolnij" - błaga chwila, nie chcąc tak szybko stać się przeszłością. I ja błagam próbując odcisnąć w pamięci fakturę twoich ust "Wypełnij mnie" - woła ziemia przyjmując deszcz , by nie utracić tego, co dotknęło jej wnętrza. Chcę tego samego. Gdy twoje imię rozpada się na języku, i stajesz się częścią mnie. inspiracja: Wiersz Anny Ciarkowskiej
    4 punkty
  21. Są takie dzieła, które przez swoją inność, kontrowersyjny język czy wulgarność i seksualizację treści, nigdy nie opuszczą podziemi, by móc objawić się w pełni swego anty człowieczego i bezbożnego mroku, oczom ludzi. Ogółowi społeczeństwa, które karmione jest kłamstwem, wyzyskiem i pustą idyllą uczuć. Władza, która rozsiadła się wygodnie w fotelach waszego umysłu. Rozkazuje Wam kochać, marzyć, śnić, żyć kolejnym dniem lub teraźniejszym tak mocno jak gdyby jutra miało nie być. Musicie pokładać nadzieję w pracy, zysku, dostatku. Kłaść podwaliny z własnych ciał. Jak cegły pod budowę świetlanej gospodarki. Kochacie kicz i tęczowość sztuki upadku. Czegoś na wzór muzyki, poezji i kina. Śmietniska, odrzutu przemielonego z farsą. Czegoś co wywołuję u mnie nawet nie obrzydzenie. A strach przed zidioceniem. Nie ma miejsca dla człowieka. Dla idei. Wszystkich mesjaszy ukrzyżowano. A człowiek współczesny, spalił i obrócił w pył swą cywilizację. Cóż Ty sztuko uczyniła młodym, że płonie na stertach papier zapisany przez wieszczy? Pękają, łamane pod butem i na kolanie płótna smutnych, sensualnych pejzaży, naturalna nagość i intymność aktów, sceny batalii i potyczek. Pędu końskiego i huku samopałów. W domowych świątyniach, rozwidlonych zza okiennych rolet, nikłym światłem ledowych lampek. Na podręcznych, kilkudziesięciocalowych ekranach, przebiega życie przez palce, zajęte baraszkowaniem w słonych przekąskach. Podzielone jest na odcinki, sezony i sagi. Saga o ludziach, którzy ludźmi już zwać się się mogą. Nastał dzień gniewu znany z księgi. Nie Bóg jest winowajcą. Nie Szatan nawet. A człowiek, innowacja i postęp. Lecz po katastroficznym pożarze i trzęsieniu ziemi. Zaszło jak zawsze słońce za krwią nabiegły, zachodni horyzont. Władztwo objęła noc. Zimna, lodowata, mgielna. Z tej mgły gęstej, wychynęły postaci. Byli podobni do ludzi. Dzikich, pierwotnych, pierwszych. Lecz mimo wrzasków i krzyków niepodobnych do żadnego języka, mimo pijaństwa, palenia opium i wolnej syfilisowej miłości. Byli elitą i dziećmi upadku, który zrodził największy triumf. Dla nich nic znaczy wszystko. Koniec jest początkiem. A forma i styl są nienaganne. Żyją poza światem widzialnym. Świat kiedyś ich szukał. Pytał do czego są mu potrzebni. Odpowiadali. Do niczego. Nie Tobie. Nie innym. Kochamy tylko siebie i sztukę. Niech żyję sztuka! Pełna brutalnego naturalizmu. Pełna zgnilizny, śmierci i zgorszenia. Pełna pytań bez odpowiedzi, egzystencjalnego bólu istnienia. Pełna szoku, oporu i odrzucenia. Indywidualności ducha. Pogrzebu za życia. I trucizny współżycia społecznego. Dekadencki bal owładnął ulice, pełne tych postaci i tańczyli oni tak w narkotycznym upojeniu aż do brzasku. Zbudziłem się dość nagle i niespodzianie. Ranek musiał być w pełni bo słońce stało już dość wysoko. Rozejrzałem się wokół i szybko zorientowałem się gdzie byłem. Spędziłem noc tym razem nie w piwnicznych odmętach kamienic rynku, nie w pustostanie na granicy lasu a w samym centrum parku miejskiego, naprzeciw już nieczynnej z racji pory roku fontanny. Biała, zgrabna, jesionowa ławeczka służyła mi za łóżko a brudny tobołek z garstką moich rzeczy urósł w potrzebie do rangi poduszki bezdomnego. Usiadłem z trudem, kaszląc przy tym. Otarłem zaróżowioną twarz obrośniętą siwą, skołtunioną brodą. Blade, ledwie błękitne oczy trwały jeszcze w odmętach pijackiego snu. Zatarłem je brudnym rękawem. Od razu poczułem się lepiej. Bardziej trzeźwo. Pomiędzy dziurawymi butami, walały się zeschłe liście i gałązki, strącane przez ostatnie dni silnym wschodnim wiatrem. Było jednak przyjemnie ciepło jak na początek października. Właśnie październik. Początek roku akademickiego. A park był usytuowany zaraz naprzeciw akademickiego miasteczka. Ludzi była wokół masa. Większość stanowili uczniowie i studenci, śpieszący na zajęcia i lekcję. Wielu z nich przycupło na ławkach wokół mnie i czytało notatki lub zlecone przez profesorów książki. Inni jedli spóźnione śniadanie a część po prostu odpoczywała, obojętna na wszystko, z dymiącymi papierosami w dłoniach. Wsłuchani w rytm obudzonego miasta z którym wetknięta w jego centrum przyroda nie mogła konkurować. Już miałem wstać i ruszyć przed siebie tak daleko jak nogi poniosą, lecz ujrzałem dosłownie naprzeciw siebie postać młodej kobiety zaczytanej w książce której okładka i tytuł, wywołały u mnie gęsią skórkę i odruch wręcz wymiotny. Dziewczyna mogła mieć co najwyżej osiemnaście lat co klasyfikowało ją szybciej na uczennicę liceum niż studentkę. Była istotnie urocza i urodziwa. Długie blond włosy opadały jej wręcz na kolana gdy była pochylona nad lekturą. Zielone, duże oczy. Skakały ze słowa na słowo, widać urzeczone i pochłonięte przez wyimaginowany świat w nich zawarty. Rzęsy miała pięknie wydłużone makijażem a brwi nakreślone idealnie wąska linią podkreślały jej wspaniałe rysy i nieskalaną młodość cery. Czy może mi panienka powiedzieć, czy nadal w szkole uczą, że on wieszczem i wielkim poetą był? Pierwej nie oderwała nawet oczu od lektury, ale wreszcie odpowiedziała, choć tak chłodno i obcesowo, że aż pożałowałem pytania. Uczą tego nadal drogi Panie. Uczyli zapewne i w Pana czasach, uczą teraz i za dwieście lat nadal będą. Wielkim poetą był. I basta. Aż nie mogłem powstrzymać się od śmiechu. Panienka wybaczy ale wierutne to brednie. Ballady, romanse, epopeje… brednie, brednie, po stokroć brednie, w które wierzyć może jedynie ciało i serce młode. Naiwne i nie znające życia. Uczucia, miłości, rzędy dusz, małe i wielkie improwizacje. A małe i wielkie są tylko kłamstwa tej całej romantycznej hucpy. Ale ma panienka jeszcze czas się przekonać na własnej skórze, choć nie życzę tego z całego serca. Dziewczyna aż poczerwieniała ze złości. Pan widać kloszardowy krytyk i literat pierwszej wody, skoro kultura klasyczna Panu tak nazbyt uwiera i wadzi. Cóż zatem powinnam czytać wedle pana mniemania, co mi nie zniszczy serca i duszy nie wyda na pułapkę kłamstwa. Co Pan niegdyś czytał i skończył w rynsztoku? Panienka jest już duża i powinna czytać prawdziwą literaturę. Modernizm jest jedyną ścieżką i lekarstwem. Baudelaire, Verlain, Poe, Przybyszewski, Grabiński… Pan każe czytać mi szaleńców! Wariatów i ludzi obłąkanych. Czytać ich tylko po to by samemu zjechać po równi pochyłej ku szaleństwu. Widać Panu z nimi po drodzę i pod rękę. Wygląda Pan jak oni i ich bohaterowie. Ja jestem ich epoką Droga Pani. A czy zna Pani poetę z naszego miasta. Miał na nazwisko Tracy. Zaginął lata temu. Niektórzy twierdzą, że umarł. Tracy… ten świr udający w swych utworach, że żył przeszło sto lat temu, zresztą podobno jego mieszkanie wyglądało tak jakby mieszkał tam Dostojewski a nie on. Czytałam kiedyś kilka jego wierszy. Przerażająca lektura. Depresja, lęk i upadek człowieka. Ponoć chodził codziennie na cmentarz by szukać samotności i weny. Czasami spał między nagrobkami Wyruszał samotnie w nieznanych kierunkach tylko po to by gdzieś pośrodku lasu, mieszkać w szałasie tygodniami Tylko po to by pisać. Podobno zastrzelił się pewnej zimowej nocy na cmentarzu. Pochowano go jako nn bo tak sobie życzył. Ale grobu nikt nigdy nie widział. Przeraża mnie Pan i pańskie autorytety. A więc nie będę już przeszkadzał w lekturze. Wstał piękny dzień więc i mi wypada wstać i iść, szukać swego grobu. Za dnia szukam śmierci a nocą tonę w objęciach balu nihilistycznych figur. Nigdy nie wiem czy na cmentarzu, wreszcie wychynę z bezimiennego grobu, czy w trumnie z kochanką o twarzy zabranej przez rozkład będę łaknął i pragnął jej krągłości rozkładu, którymi karmię swą wenę zbrukanego, przeklętego poety. Wtedy widać mnie poznała i zemdlała. A ja podszedłem do niej, wyciągnąłem z jej zimnych lekko wilgotnych dłoni książkę wieszcza i wyrzuciłem ją do kosza obok ławki. Uchyliłem jej ronda na pożegnanie i ruszyłem na cmentarz do swego bezimiennego grobu.
    4 punkty
  22. wypełniasz mnie całą co dzień staję do odwrotu by przed zmierzchem przekładając w palcach obrotowy kamień księżyca szeptać o dotyk zwilżenie ust sutków zatęskniam się po samo ludzkie pustkowie ogrzana wspomnieniem lśnienia skóry twoich przedramion żywa tylko wspólnotą czerwieni wargowej bioder nic nie zostaje
    4 punkty
  23. Moja A, nie bierz mnie tylko zbyt na poważnie, raczej czerp przeważnie zwyczajnie niepoważnie, albowiem wiodę w tu i teraz poetycki żywot. Oznacza to, że często i gęsto jestem w tych realiach tylko mniej lub bardziej przekonująco wmawiany. Innymi słowy miewam i ja poważne kłopoty z odwzorowaniem, a tacy bardzo rzadko bywają tutaj wzorami do naśladowania. Warszawa – Stegny, 29.12.2025r.
    4 punkty
  24. boli to co się dzieje co sieje zło i łzy boli to bardzo kaleczy sny a to tylko dlatego że znalazł się ktoś kogo wstydzi się dziś świat boli to owe bolenie otwiera smutkowi drzwi a on cóż może zrobić obudzić krzyk krzyk który przegoni owe cholerne zło zwróci uśmiech kolejnym dniom
    4 punkty
  25. Gdy już wkradnie się znudzenie, dobry sen najbardziej w cenie, małżonkowie niby blisko, a co wspólne, to nazwisko.
    4 punkty
  26. Pogranicze Pustka na ekranie telewizora, biały szum przenika przez głowę — może zobaczysz w nim swoje odbicie. Niesamowite, jak dobrze przysłania zaschnięte jezioro, w rozlanych oczach. Łza szczęścia spływa po policzku — świąteczny sztorm nareszcie odszedł. Tlen trafił do moich płuc. Dość rozgrzeszania samotności, wysokoprocentowym śniegiem, gdyż ktoś zostawił litry mojej krwi w cudzym aneksie kuchennym. Powietrze elektryzuje się przyszłym tajfunem noworocznym. Napięcie skacze między krzesłami. Wspierasz niezmiennie, posuwając się bliżej pogranicza zapleśniałego łzami dywanu. Zanim cokolwiek zrobisz, ja już wiem: zrzucisz na mnie całe piekło, jakie świat ci wyrządził.
    4 punkty
  27. Piękno tego świata składa się z szelestu krokusów, zapachu liści, mgły przed wiosennym ciepłem, gdzie ptaki śpiewają o miłości. Z wysuszonych łodyg, polowania kotów, pełnego tlenu wiatru. Wszystko jest w nim idealne, tylko smród człowieka zaburza ten Raj, gdyż, modląc się do Stwórcy, wykonujemy diabelską robotę, zapominając, że w pełni najedzeni będziemy poprzez czyny, a nie zaklęcia, ale chyba niestety lubimy przebywać w Piekle. Pianie koguta, promienie, odbijające się od folii na pomidory, ogrzewają moje zamknięte z wolności oczy. Nigdy nie podobały mi się wiersze o naturze Teraz znajduję w nich i w niej jedyny oddech i tarczę na ogień języków niby mi bliskich. Ucieczka w kajdankach nie jest możliwa, a świat każdego z nas musi być zgodny ze światem oficjalnym, bo zwariujemy. W butach mam więc tłumik, nie chcę, by ktokolwiek mnie widział i podzielił się ze mną modlitwą pełną rycyny. Wystarczy uśmiechnięte „dzień dobry” od kobiety, która straciła dwójkę dzieci, czy bezinteresowny podarunek od niegdysiejszego wroga. Już dawno przestałem wierzyć w człowieka, wolę cieszyć się, gdy mnie zaskakuje. Rosa wciska się w każdy milimetr życia. Pomarańcz, który zmienia barwę na różową, wita króla poetów – księżyc. Zmoczone ciepłym deszczem drzewo czeka na promienie. W zakątku dzików, jagód i paproci nieboskłon jest przeogromny, a w miejscu, gdzie mieszkają smutni ludzie, niebo zajmuje znacznie mniejszy obszar, jest siwe i często płacze. Natomiast w idealnym świecie każda kropla jest użyteczna i nie wymaga od drugiej sztucznej pracy na rzecz bydlaków, która nie kończy się wraz z wylewem Nilu. Ich wymyślone godziny, kalendarze, budziki powodują nieustanne wymioty, wlewające się mimo tam, do naszego Ogrodu. A przecież pstryknięciem palców mogliby zwrócić nam Eden na całej powierzchni. Wiatr okrąża moją niemoc. Za horyzontem i ciepłymi obłokami skrywa się tajemnica. Mówią, że droga jest nieskończona, a wrogiem mi jest niecierpliwość. Czasami boję się, że wrócą dreszcze strachu i wstydu, które blokują nam poznanie. prawdziwej odpowiedzi na sens naszej miłości i przemocy. Właśnie dlatego wolałbym być w całości tam, gdzie nie leci krew, a serce bije szczęśliwie. Jak już znajdziesz nasz Las, zapomnisz o nowych ubraniach, perfumach, serialach. Dla niektórych takie życie jest niemożliwe, gdyż żyją na kuli prochu w swoich głowach. Poruszają się w Ciemnościach, gdzie jedyną rozkosz daje gwałt i morderstwo. Ale gdy Tu trafisz świadomie, zrozumiesz, że nigdy nie błądziłeś, tylko wybrałeś objazd, aby już nigdy nie spojrzeć w lusterko wsteczne. Trawa wydaje się rosnąć. Daleko słychać pracujący traktor. Huśtawka lekko drży. Huśta się na niej duch człowieka, który z drugiej strony obserwuje to nasze ludzkie Piekło w cudownym Edenie, a ja, w magii natury, tęsknię za ludzkim Pięknem.
    4 punkty
  28. tęsknię za NAMI nierealnie jesteś ty jestem ja jak inni sen zniknął system się zawiesił gdyby tak być... może reset by... my jesteśmy ale NAS nie ma tęsknię za NAMI nierealnie smak bryzy morskiej powiew wiatru zapach plaży jest jak dawnej nieobecność nie smakuje jak lody bakaliowe 12.2025 andrew
    4 punkty
  29. Kwitnie na polanie zapomniany kwiat. Nie pamięta o nim juz cały świat. Bo cóż pamiętać? - gdy młody był głupi! Myślę czasem, że może to lubi. Starym liściom słońce blask nadało. Nikt dotąd nie wie jak to się stało. Niespodzianka - te proste słowo się rzekło. i bez tego nawet zdrowe serce by pękło. Wody już nie trzeba. To cudem zwany kwiat. Bo zawirował na nowo przy nim świat. On zwiędnie i zgaśnie - ulotność ma w sobie. Chyba tylko na chwilę postawił się chorobie. Kto widział ten wie, kto nie wie - nie widział. Czy tak jak nas, kat będzie go ścinał? Natura matką mych dziwacznych losów. Nożem nie pogardzi wyznaczenia paru ciosów.
    4 punkty
  30. Na sylwestrową imprezę, w strażackiej remizie, Nie zajechała żadna amerykańska limuzyna, Lecz FSO Warszawa, co strzelała raz po raz Z gaźnika, pisku hamulców nikt nie słyszał. Klakson nawet nie jęknął, a skrzypiące Drzwi od pasażera otwarto po minucie. Goście wtaczali się na salę długimi krokami. Szatniarzowi zamiast futer i kożuchów Zostawiali tylko sińce pod okiem. Muzyka zabrzmiała, aż dachówki spadały Z łomotem, wodzirej zaprosił do tańca, Kręcili się i wirowali, obcasami tłukli, A panie od różańca, w rytm kankana, zadzierały Spódnice, aż dzieciom zasłaniano oczy. Gdy orkiestra umilkła na tak zwane strojenie, Pan wójt podniósł się z noworoczną mową, Lecz zanim zaczął się jąkać, spadł z krzesła I zachrapał pod stołem, niczym niedźwiedź. Choć miały to być tańce dla wytrwałych abstynentów Ze znanego klubu, przy oranżadzie i bez mordobicia, Ot, zwykłe tany, tany i ludowe przyśpiewki, Sarmacka krew wzięła górę, podwinięto rękawy, Krawaty poszły precz, ktoś z tłumu krzyknął: „Ring wolny!” – pani Jola uniosła tabliczkę „1. runda” Gong huknął, ruszyli do boju, kurz wzbijając. Perkusista dostał w zęby od lokalnego wokalisty Za zgubiony rytm i przedziurawiony bęben. Futryny w lokalu wypadły, a za nimi część chojraków. O północy zabrakło życzeń i fajerwerków na niebie. Została krew na śniegu i połamane sztachety. Kto mógł, uciekał w podskokach przez miedze, A w oknach, jedno po drugim, gasły światła…
    3 punkty
  31. Łokcie bo są łokoło ciebie i łobie ręce i tak nazwa mówi sama za się dźwiękiem ona czynem obrazu zerkaj do głębi do sedna dosadnie mowa się sama zasiewa
    3 punkty
  32. -Mistrzu, ludzie ufają Bogu Najwyższemu. -Nie chcą stanąć naprzeciw śmierci samemu, wierzą, że jeśli będą z Bogiem po swej stronie, pośmiertna nicość ich na pewno nie pochłonie. tak więc zaufanie im się zwyczajnie opłaca, jak inwestycja, która po stokroć się zwraca.
    3 punkty
  33. niejeden raz z głowy do serca droga bywa daleka może szybciej tam dotrę jesli będę miał lżejszy plecak
    3 punkty
  34. @hollow man @KOBIETA Forma jest w porządku i uczciwa - to dobrze kontrolowany wiersz wolny, który czyta się płynnie, także dzięki pauzom i pracy oddechem. Tekst nie udaje czegoś, czym nie jest, i pod tym względem nie ma tu przypadkowości. Mam jednak wrażenie, że tytuł obiecuje więcej niż sam wiersz pokazuje. „La petite mort” niesie bardzo silne skojarzenia graniczne, tymczasem erotyka w tekście pozostaje raczej subtelna i zdyscyplinowana. Nie jest to wada sama w sobie, ale powoduje pewien niedosyt - napięcie nie zostaje doprowadzone do momentu przełomu. Pierwsze dwie strofy budują konkretny, czytelny obraz (motel, neon, anonimowość), jednak dla mnie jest to początek dość banalny - operujący znanymi kliszami erotyki, które nie zaskakują. Najlepsze momenty pojawiają się później, gdy obrazowanie staje się bardziej cielesne i wewnętrzne. Najsłabsze są dla mnie wersy 7 i 10. Siódmy - z metaforą kosmiczną - jest zbyt wzniosły i ogólny, przez co spłaszcza napięcie zamiast je pogłębiać. Puenta natomiast nie domyka tekstu znaczeniowo; jest raczej stwierdzeniem faktu niż momentem przesunięcia sensu czy ryzyka. Całość to solidny, estetyczny erotyk, ale bardzo ostrożny wobec własnego tytułu. Mam poczucie, że tekst zatrzymuje się pół kroku przed intensywnością, którą sam zapowiada - i właśnie tam kryje się jego niewykorzystany potencjał. Pozdrawiam serdecznie Was oboje.
    3 punkty
  35. Kocham cię powiedziałem Tego dnia pańskiego W minionym wieku Pod ta jarzębina Gdzie pies sąsiada robił kupę To było w tych czasach Że jeszcze nikt nie sprzątał tego Gówna I tam powiedziałem Że ja kocham Pod tą jarzębiną Tak - wtedy to powiedziałem Stając butami w gównie
    3 punkty
  36. @andrew Bardzo dziękuję! Dziękuję za te głębokie i mądre słowa. Rzeczywiście, ta cykliczność i wieczne odradzanie się to najpiękniejsza prawda o życiu. Pozdrawiam. :) @truesirex Bardzo dziękuję! Natura to najlepszy nauczyciel poezji - ona sama jest czystą emocją. :) Pozdrawiam. @Waldemar_Talar_Talar Bardzo dziękuję! Dziękuję za miłe i eleganckie słowa! Pozdrawiam. :) @piąteprzezdziesiąte Twój komentarz jest naprawdę piękny - szczery, konkretny i miły! Dziękuję, że doceniłaś inność i świeżość tego erotyka. To dla mnie ważne słowa. Bardzo dziękuję! Pozdrawiam ciepło! @Christine Bardzo dziękuję! Niebanalność to jeden z największych komplementów - cieszę się, że wiersz Ci się spodobał. Pozdrawiam! @Lenore Grey @FaLcorN @hollow man @MIROSŁAW C. @Rafael Marius @Wochen @Kamil Olszówka @beta_b @Robert Witold Gorzkowski Bardzo dziękuję i serdecznie pozdrawiam. :)
    3 punkty
  37. czaruj łąko czaruj swym złocistym łonem tam horyzont na nim słońce napalone tarcza już gorąca kłos stęskniony każdy wybuchy czułości ptaszek niewyraźny drzemał i miał pecha w tej miłości chwale został usmażony namiętności żarem jam ciebie słoneczko bliżej w życie ścielę tyś moja łąkusio innej nie rozgrzeję • aż razu pewnego obłok ta zaraza kulę złotą zakrył na pląsy nie zważał gdzie tyś moja miła a ty gdzie powabny nie mogę cię dojrzeć miłość poszła w diabły czortów kochaniutki nie przywołuj tutaj chmurka ta niewinna to przez tego fiuta • tak to z tej zgryzoty słońce już nie wzeszło siebie wnet wybuchło skończyło się wszystko
    3 punkty
  38. Nie ma żadnego wstępu, nic gry nie zapowiada. Gość, pod kwitnącą lipą, z wiatrem o życiu gada.
    2 punkty
  39. Mikołaj ma wąsy i brodę, I w worku prezentów bez liku. Każdemu dziś da niespodziankę, Odpocznie przy ciepłym kominku. Łagodnie przeoczy łzy, psotki, A chętniej posłucha wierszyków. Już czapkę nałożył i botki, Kominem się umie przesmyknąć(?) I śpieszy się, by na czas zdążyć.
    2 punkty
  40. Śnieg padał i padał od rana, na ławkę, podwórko, huśtawki. Choinka już jest śnieżnobiała, co będzie, gdy spadną z niej gwiazdki? Przyjemnie wyruszyć spacerem, gdy stopy mej but nie uwiera. A świat otulony jest śniegiem, co pięknie krajobraz wybiela. I pech dziś spłoszony umyka najdalej stąd, "gdzie pieprz rośnie," z ulicy, ze skwerku, z chodnika, zza szybki spogląda zazdrośnie. I nic się doprawdy nie stało: od tego kamery są w mieście. Ułudę... po drodze przewiało, a słońce błysnęło dziś wreszcie.
    2 punkty
  41. Wiersze nieczytane Wiersze nieczytane odchodzą zakładają szpilki albo gumowce kapelusz albo kaszkiet czasem melonik albo welon wychodzą bez słowa albo trzaskają drzwiami rozbijają lustra huśtają się na tęczy albo w kropli rosy załamują skrzydła ciszą oplątują drzewa siadają w pustych gniazdach i czekają na wiosnę albo na miłość krusząc kopie smutku w szklance mocnej kawy
    2 punkty
  42. @violetta Młodzi mężczyźni są głupi a starsi zakompleksieni...
    2 punkty
  43. Wiolonczelistką jestem ja:)
    2 punkty
  44. Słońce świeci jakoś słabiej, Coraz szybciej upływa mi dzień. Czuję, że chcę położyć się na kwiatach, Ale nie mam siły. Często chcę uciec, chcę Biegać po polach złotych, A nigdy tego nie robię Chcę rozdzielać wzrokiem chmury – Jednak nie mogę... W nocy wychodzę na spacer, Wpatrując się w innych szyb framugi, Gdy od nich odbija się światło, Którego obok mi brak "U nich wygląda lepiej..." Przy tym blasku świat wydaje się ciemniejszy, Jakby nie był jasny – Ale czy to prawda? Każde słońce ma swój blask, Każdy błysk będzie wpadał w oczy, Aż w końcu zgaśnie zmrokiem. Niekiedy ta kula wodoru jest zbyt ciepła, A czasem chłodniejsza niż plazma... Patrzę się na nie, Czy to jej odbicie – pytam się: "Co robię źle?" Nie odpowiada. Złorzeczy mi, Wiem o tym Widać to, Dlaczego jednak nie daje mi odpocząć? Widzę też jak zabija, Zabija każdą moją myśl – Monotonia... Przez nią. Kiedy domyślam się, Światło gaśnie Kiedy nic nie robię — robi się jasno
    2 punkty
  45. @KOBIETA dziękuję Migrenko :) tęsknię:) buziaczki 😘 @Berenika97 dziękuję:) pozdrawiam Ciebie Bereniko :)
    2 punkty
  46. @KOBIETA Ależ niezwykła gęstość obrazów zmysłowych - każdy wers to osobne doznanie. Szczególnie urzeka kontrast między detalami wizualnymi (aksamitne roztocza, Viva Magenta) a smakami i zapachami. Ostatni wers - jak uderzenie. Super!
    2 punkty
  47. Witaj - taki był zamysł skoro tak napisałem - a czy dobry to niech czytelnik oceni - miło że czytałeś - dziękuje - Pzdr. Witaj - ja też widzę dużo dobrego w tym naszym świecie choć wiadomo że czasem kuleje - Pzdr. Witaj - szanuje to co napisałeś w komentarzu - dzięki że byłeś - Pzdr. @Rafael Marius - @huzarc - @Berenika97 - dzięki -
    2 punkty
  48. Mężczyźni są tacy piękni... spokojniejsi od kobiet, zawsze im tego zazdościłam. Tej naturalności. Nawet jeśli nosisz w ciąży zarodek męski i zaczyna tworzyć testosteron, to czujesz się lepiej, silniej. Nasi pradziadowie wiedzieli, że córka zabiera urodę... Czteropiętrowy dopełniacz to mnie pobudziło, brzmi niemal poetycko 😊
    2 punkty
  49. Moze i to normalne Ze w kazdej przyjazni we 3 jedna jest ta odzucona co wszystko ma za karne Raz jedna raz druga raz trzecia Ta zasada istnieje od stulecia Jednego dnia czujesz sie okropnie Nikt cie nie slucha wielokrotnie Lecz nastepnego spotyka to twoja kolezanke Ktora potem robi sobie ranke Z tego ze nikt jej nie sluchal Kazdy ja ignorowal i smiechem na jej wypowiedzi wybuchal Moze wlasnie tak juz byc musi Ze w kazdej przyjazni jedna na bok inna zzuci
    2 punkty
  50. Złoto się sypie oknami do sieni, Dzień się zaczyna od wielkich olśnień! Patrz, jak się w słońcu świat cały mieni, Jakby ktoś pędzlem pomalował go głośniej! Wiatr w polu tańczy, gałęzie kołysze, Ptak wyśpiewuje błękitu potęgę, I taką jasną, świetlistą ciszę, Wpisuje niebo w swą wieczną księgę. Ciesz się tą kawą, co paruje w dłoniach, Ciesz się uśmiechem, co mija Cię w biegu. Życie nie pędzi tylko w pogoniach, Życie jest tutaj – w tym jasnym brzegu! Niech serce bije rytmem radosnym, Jak bęben lata, jak dzwonek wiosny, Bo każda chwila, co teraz trwa przecież, Jest najpiękniejszą chwilą na świecie! Otwórz ramiona! Chwyć słońce za końce! Rozpędź te chmury, co w głowie zostały. Dziś nawet kamień na polnej łące, Zdaje się wołać: „Świat jest wspaniały!”. Więc idź przed siebie, nie patrz już wstecz, Radość to prosta, zwycięska rzecz!
    2 punkty
Ten Ranking jest ustawiony na Warszawa/GMT+01:00


×
×
  • Dodaj nową pozycję...