Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Ranking

Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 03.12.2025 uwzględniając wszystkie działy

  1. spłachetki pastelowych dywanów w ciasnym szeregu pachną grudniową wilgocią krucze staccato szarość nieba dzieli na czworo i mrozi do szpiku kości w zaułkach miasta gdzie pies z kulawą nogą nie zagląda wiatr kołysze kartony święty ogień pośród gwiazd jak baśń pełna niczego nie daje nam spać w oparach miejskiego wermutu ława przysięgłych szczurów wydaje najwyższe wyroki
    9 punktów
  2. Przy Niej Dech Zapiera Piękno Iż Słów Brak Nie Wyrazi Pragnienia i Chęci Ona Przybywa Z Gwiazd W Jej Oczach Blask Bezkresne Przestrzenie I Głębia Ubrana W Kosmos
    8 punktów
  3. dla pani doktor D. chodzi normalnie o Dominikę. W poczekalni pachnie lękiem, kawą i lekko zwietrzałą rzeczywistością, którą ktoś chyba rozpuścił w kubku z melisą, żeby pacjenci łatwiej zapomnieli, kim są. Powietrze jest tak ciężkie, że gdybym wziął głębszy oddech, pewnie musiałbym prosić o pozwolenie budowlane. Ciężkie tak, że gdybym kichnął, pewnie dostałbym mandat za naruszenie konstrukcji nośnej rzeczywistości. Siadam na krześle, które skrzypi jak sumienie po długiej nocy. Nad głową plakat: “Twoje myśli – nasza pasja.” Brzmi jak motto piekarni, która wypieka sny na twardo. Wreszcie wchodzi ona, cała złożona z elegancji i chemii mózgowej, z taką kobiecą pewnością ruchu, jakby weszła tu tylko po to, żeby ustawić Wszechświat pod odpowiednim kątem światła. Szpilki w kolorze ust. Usta w kolorze milości. Miłość w kolorze błękitu. Psychiatra. Czarny pas z rozmów trudnych, pół-bogini neuronów, pół-urzędniczka emocji, człowiek, który nawet cień potrafi zdiagnozować. Patrzy na mnie tak uważnie, jakby próbowała wyłowić moje myśli siatką na motyle, ale taką do połowu gigantycznych, świecących mutantów. - Proszę usiąść, mówi łagodnie, tak łagodnie, że mam ochotę od razu powiedzieć wszystko, łącznie z tym, że w 2004 ukradłem bratu jogurt i do dziś mnie to męczy jak filozof po nieudanym haiku. I spogląda na mnie zmysłowymi oczami, jakby właśnie otwierała książkę, którą kiedyś napisałem w dzieciństwie, ale zapomniałem ją opublikować. - Co pana sprowadza? Ton jak u egzorcystki, który już wie, że w środku siedzi demon, pije kakao i udaje krzesło. Zaczynam mówić. Słowa wysypują się ze mnie jak klocki Lego, które mają osobny dział w piekle dla dorosłych. Psychiatra notuje. Notuje tak szybko, jakby rysowała mapę mojego kosmosu, ale coraz bardziej jej wychodzi plan ewakuacji. - Widzi pan, mówi po chwili, tu jest lęk uogólniony, tu poczucie winy, tu myśli natrętne, a to… - wskazuje na mój opis życia jak badacz na dziwne znalezisko w lesie - …to wygląda jak opuszczony plac zabaw. Nagle jej oczy błyszczą. Tak błyszczą, jak oczy dentysty, który właśnie znalazł kanał do UNESCO. - Proszę pana… to, co pan ma w tym swoim umyśle, to jest…fenomen! Nachyla się nade mną jak muzealniczka nad wypchanym mamutem. - Gdybyśmy żyli w średniowieczu, pana lęki byłyby świętymi relikwiami. To jest sztuka! Neuronalny barok! Gotyk rozpaczy! Polifonia paniki ! Ja czuję, że zaraz rozpłaczę się śmiechem albo śmiech rozleje się we mnie jak depresja na promocji. -Musimy zrobić porządek, mówi nagle. Ton jak chirurg, który zaraz wytnie z ciebie cały średniowieczny teatr moralitetów. Wyciąga receptę. Kartkę, która wygląda jak bilet wstępu do lepszego świata, ale bez miejsc siedzących. - Przepiszę panu coś, co przytuli pana od środka. Serotonina w tabletkach, takie czułe aniołki dla mózgu. Pisze, pisze, pisze, jakby przepowiadała mi los. Jakby wróżyła z farmakologicznej kuli. W końcu patrzy na mnie z uśmiechem, który mógłaby uleczyć pół miasta albo wywołać panikę w drugiej połowie. - Proszę przyjść za miesiąc. Zobaczymy, czy pańska dusza wróciła na swoje miejsce, czy nadal próbuje wynająć mieszkanie gdzieś indziej. Moje myśli... Myśli zaczęły mi się plątać tak dziko, jakby w mojej głowie odbywał się maraton chomików po energetykach, każdy z nich z dyplomem z filozofii i kryzysem egzystencjalnym w łapce. Wychodzę. Korytarz faluje jakby rzeczywistość była dmuchanym materacem nadmuchanym przez poetę z astmą. A ja kołyszę się lekko, jakby sam Wszechświat też brał udział w terapii i dopiero próbował zdecydować, kim chce zostać w przyszłym tygodniu. Zamykają się za mną drzwi gabinetu, a ona już wita następnego pacjenta - z tą samą uwagą i czułością, jak kolekcjoner motyli, który wie, że zaraz zobaczy kolejny piękny, drżący, trochę zniszczony, ale absolutnie niepowtarzalny egzemplarz. Idę dalej korytarzem i czuję, że coś we mnie ucichło - nie zniknęło, ale zmieniło kształt, jakby w środku zgasły ekrany zapowiadające mój prywatny Armagedon.
    8 punktów
  4. ma serce łatwopalne uważaj na słowa-iskry jej nie narażaj bo potem sama z ogniem zostaje odchodzisz ona nie wie co dalej i łzami gasi krwiste płomienie nie poznasz z jakim żyje cierpieniem nim wzniecisz pożar, który ją strawi zastanów się czy chcesz się tak bawić.
    8 punktów
  5. Zawisł jak prawda w pryzmacie niedoskonałego nieba. Był impuls dna butelki, odbity w soczewce duszy. I wrony przysiadły na parapecie — w pętli sznura zadzierzgniętego w otchłań ciała, gdy jękiem oddechu ostatni raz podrażnił puste struny już bezskrzydłej duszy i opar śmierci napręży je bezwładnością. Wykreślony z kartoteki żywych przez zgrzyt systemu, i martwy pocałunek na dobranoc lepkiej ziemi, słucha zaklęć w sosnowej arce płynącej donikąd. Z czasu rozdrobnionego na piasek zostało tyle, co niedopitej wódki w przejrzystej jak ciemność duszy.
    8 punktów
  6. na wiadukcie palił papierosa kółka z dymu się układały w ostentacyjne nie będę żył jak każdy powiedział żebyśmy zrobili coś głupiego wsunął ręce pod mój płaszcz i nazwał to poezją a pociąg rozciął noc jak zdanie bez podmiotu które zostaje w teorii nic nieznaczące potrzebowaliśmy krwi nie sensu bliskości nie zrozumienia oskarżenia i epitafium w jednym dotknął mojego policzka jakby sprawdzał czy jestem prawdziwa zaszczekał pies światło mrugnęło na peronie wszyscy wyglądali na spóźnionych
    7 punktów
  7. brakuje mi tak niewiele... z utkanej prozy wycinam sylwetki bogów, dłonią przemierzam lapidarne szczęście, w tysiące wielokropków biegnę, przez zaspy marzeń przedzieram się, wśród spęczniałych myśli z frywolnym chichotem bezpańskiego losu idę - ręka w rękę
    6 punktów
  8. Nową wyspę odkryto! Z odległych krain przypłynęli złotoręcy, złotoocy — co na tubylców zarzucając sieci, wołali — ze zgrozą w pierwotnej mocy — to analfabeci! Dziękuję za przeczytanie! Pytanie dodatkowe: czasem zdaje mi się, że każdy mój utwór jest zupełnie różny od poprzedniego — i następnego. Jak sądzicie: taka rozbieżność jest u artysty rzeczą dobrą — czy może wręcz przeciwnie?
    5 punktów
  9. Szeregowa Berenika97, do mnie! Na przepustkę się zapisaliście, A butów nie umiecie wypastować. Odmowa, w ramach wyróżnienia czeka Was mycie garów na stołówce. Szeregowy Migrena, apel poranny To nie dyskoteka, co wy mi tu podskakujecie? Marsz po miotłę, na rejonie zewnętrznym Zatańczycie sobie z gwiazdami. Kapral Violetta was dopilnuje. Huzarc, wystąp! opowiedz kolegom I koleżankom, jak to było na samowolce. No śmiało – plutonowa Nata_Kruk Odprowadzi was w kajdanach do aresztu. No proszę, jak zwykle nieogolony Waldemar_Talar_Talar, co wy mi tu Za zbójnika robicie? do umywalni galopem! Czas: dwie minuty, buźka jak dupa niemowlaka! Alicja_Wysocka! „jestem”, zgodnie z rozkazem Dowódcy, zostajecie wyznaczona Na starszą sali numer 219, ma być ład I porządek, zrozumiano? „tak jest!” Infelia, zakało pułkowa, list do was przyszedł. Co mi tu wyciągacie rękę... padnij! Dziesięć pompek, ćwicz! odliczamy. A teraz szef kompanii zapewni wam rozrywkę. Pluton, baczność! w prawo zwrot! do strugania Kartofli biegiem marsz! tup, tup, tup... @infelia Z przymrużeniem oka...
    4 punkty
  10. Już przy pierwszej literze tego tekstu, czyli już przy J, dostrzegam, że jestem już zmęczony. Pisanie, cóż, klasyka taka, zdaje się mnie zmogło i to na wylot i na przestrzał. Inna sprawa, że i tak nigdy nie trafiłem słowami i nie uczynię tego w przyszłości. O to akurat powinienem być najbardziej spokojny. To kolejny z paradoksów, ale chyba pisane słowa i tak nie nadają się na naboje, ani strzały, ani rzutki. Najważniejsza sentencja życiowa i tak umknęła przede mną i jutro też ucieknie. Chrzanię zatem podwójnie, bo po pierwsze ten tekst to bzdura, a po drugie właśnie niniejszym postanawiam go zupełnie nie dokończyć. Coraz lepiej dostrzegam, że największą życiową wartość niosą za sobą listy nigdy nie napisane. Warszawa – Stegny, 02.12.2025r.
    4 punkty
  11. ostatnio codziennie w telewizji oglądam śmierć widać wyraźnie jak w jednej chwili jest w wielu miejscach na raz śmierć w Ukrainie śmierć w Afryce śmierć w strefie Gazy można się przyjrzeć z bliska śmierć od kuli śmierć od bomby śmierć od zasad obojętnych na życie prędkość zasięg miejsce wszystko jest określone nie wiadomo jeszcze kto zmieni się w statystykę często wyłączam mówią telewizja kłamie chciałbym w to uwierzyć niestety śmierć nie jest kwestią wiary
    4 punkty
  12. znikasz w połowie myśli, twoje imię gaśnie powoli, jak iskra bez powietrza. wracasz echem, słowa dryfują między "kiedyś" a ciszą, próbuję zamknąć cię w wersie, złapać jak zgubiony rytm, lecz brzmienie przecieka mi przez palce. a ty - sylaba po sylabie- wycofujesz się w głąb siebie. otwieram dłoń - mieściła naszą pewność - został tylko popiół.
    3 punkty
  13. nie spotykają się łatwo umysł taki rozległy... co było a będzie co pamięć a wymysł zmysły jednoczą się w punkcie tylko teraz! w dodatku umysł błądzi a zmysły zawodzą nie pamiętam dokładnie pamiętam wybiórczo snuję zaś coś co niekoniecznie się wydarzy postrzegam i czuję tylko w pewnym zakresie bo pies z kotem już inaczej a też przecież mają prawo do tego świata więc cała ta niedokładność zamazanie i sprzeczność tkwi w tobie człowieku ty paradoksie
    3 punkty
  14. dzisiejsza noc była smutna bez gwiazd i księżyca drzewa nie szumiały milczał wilk i echo sny się wałęsały - mysz i szczur mocno rządziły ciemność im pomagała pijany kumpla szukał strach się czaił myśl bała się myśleć na cmentarzu umarli o coś się kłócili dzisiejsza noc była sobą nic a nic nie kłamała można nawet rzec że prawdziwa była
    3 punkty
  15. czy trzeba coś więcej jesteś chciałbym cię wiedzieć zawsze taką jak wtedy gdy twój dzień był moim dniem byłaś… jak sen użyźniający ziemię 12.2025 andrew
    3 punkty
  16. @KOBIETA niech Cię pani Doktor Dominiko szczęście nieziemskie na anielskich skrzydłach przez nasz zwariowany świat niesie:)))))) Dominiko. wzruszony - dziękuję:))))))) @Leszczym dziękuję Michał:))) powodzenia:) @violetta seria? no tak. z takiego na przykład Browninga M2 walono seriami w nacierających żołnierzy. zawsze na wysokości ich brzuchów. dzięki piękne:))) @Christine Christi. jeżeli kiedykolwiek będziesz "tam"szła, daj znać. pójdę z Tobą. na wypadek jakby z lekarzem trzeba było pogadać inaczej. pójdę jako Twój bodyguard. dziękuję że jesteś:)))) dziękuję za koment:)))) @huzarc z pola walki lekarza z pacjentem. to coś takiego jak nasi z krzyżakami pod Grunwaldem tylko na mniejszej przestrzeni!!! @Rafael Marius prosto z mojej mrocznej łepetyny:) dziękuję:)))
    3 punkty
  17. Od lat noszę w sobie ból. Nocą, czasami próbuję płakać, by rankiem znów być tym, kim mnie znają. Chcę płakać. I wiem, że potrafię, lecz płacz ten jest głęboko we mnie – zakurzony w warstwach dawnych spraw, w myślach, których nie chciałem poznać. Przez lata milczałem o nim przed światem, a najczęściej – przed samym sobą. Teraz tkwi pod skórą jak blizna, która nie boli, dopóki nie dotkniesz. Gdy łzy w końcu znajdą drogę, będą jak listy – nieczytelne, pełne śladów miłości, radości i bólu – gości nieproszonych. Spłyną ciężkie – jakby każda niosła w sobie cały bukiet: empatii, żalu i masochizmu, którymi uczyłem się kochać. A potem? Może przyjdzie spokój. Może nie. Ale płacz – jeśli wreszcie nadejdzie – nauczy mnie na nowo żyć.
    3 punkty
  18. Dopiero trzeciej nocy pozwolono nam odstąpić od dział. Przybyły nasze okręty i szczelnym półkolem otoczyły port. Jak urzeczony podziwiałem ich sylwetki. Ukryty w koronie drzewa, uczepiony chropowatego pnia. Szybko wypatrzyłem największy z nich. Trzymasztowy galeon ze strymowanymi na wiatr żaglami. Na topie grotmasztu miał wywieszoną flagę nasza i admiralską. Na nim przypłynął prawdziwy bohater. Pierwszy morski lord. Liczyłem rozbłyski prochu z armat jego. Kule tłukły w zacumowane brygi i fregaty. A ściany domostw nabrzeżnych, odbijały odgłos dudnienia Z haubic, hakownic, kartaun i muszkietów. Leje się tylko śmierć i pożoga. Bóg ani miłosierdzie w tych lufach nie mieszka. Fleuty okaleczone, toną przy nabrzeżu. Ich drzazgi z burt, rozrzucone po falach jak ludzkie trzewia. Giną pod wodą ładownie, pełne zamorskiego towaru. W porcie już pierwsze domy płoną. W tawerny oknach ciemności. Nikt dziś nie zagląda do kieliszka. Działa obrońców, dymią jeszcze w zgliszczach niedawnych stanowisk i redut. Martwi, nie będą już stawiać oporu. Tyś zapach prochu i smak rumu. Bardziej niż murwy i dziewki ukochał. Zielone fale i dębowy pokład, droższe Ci od stabilnej ziemi. Teraz już tylko mordy kaprawe a nie serca niewieście, będziesz rozbrajał. Zawsze w ogniu wojny. Gdzieś pomiędzy admiralskimi flagami a pirackimi banderami.
    3 punkty
  19. Za szklaną ścianą zimowa pogoda: ciemność, zamieć, a w niej latarnia betonowa, tak samo zimna w swym wyglądzie jak krajobraz dookoła. Jednak nie mrokiem, a światłem operuje, ciepłym niczym fale słońca o wschodzie. Jest punktem odniesienia, przecina mrok i rozjaśnia niedopowiedzenia. Nie szachuje umysłu, a rozwiewa wątpliwości. Ukazuje to, co wśród mroku może obrastać w skrajności. Jest czymś, czego trzeba każdemu po zmroku, czymś, co nie podsyca niepokoju, a pozwala zaznać spokoju jak wygodne łóżko po długiej podróży. Dzięki niej każdy ze spokojem oczy zmruży. Jednak jest w niej rzecz pewna, może i niepokojąca, bo pokazuje świat wybiórczo, w przeciwieństwie do słońca.
    3 punkty
  20. Wchodzę do Urzędu Skarbowego a powietrze stoi tu gęste, ciężkie, podsłuchujące, jak bigos po świętach, który ktoś próbował reanimować defibrylatorem - jak mgławica, która wciąga petentów niczym komety, mieli ich w czarnych księgach i wypluwa w postaci oświadczeń, jakby każda jego cząsteczka chciała mnie rozliczyć z własnego oddechu, wirując we własnej galaktyce czarnych dziur absurdów. Krzesła stoją rzędem, jak pluton meblościańskich egzekutorów, którym już na niczym nie zależy, nawet na własnym lakierze. Przy recepcji kobieta w okularach tak grubych, że NASA mogłaby przez nie badać słońce i jeszcze dostać premię za szczegółowość. Patrzy na mnie, jakby sprawdzała, czy jestem człowiekiem, czy tylko błędem w systemie. Patrzy tak przenikliwie, jakby miała w oczach rentgen, który potrafi rozpoznać grzechy podatkowe jeszcze z czasów, gdy byłem plemnikiem. - Numer, mówi głosem, który trzeszczy jak TERMINATOR 5000 przepychający historię podatkową narodu. Dostaję 666/B. numer jak sygnet diabła w księgach, który pieczętuje każdą myśl podatnika. „B” jak „Będzie bolać”. Siadam. Obok mnie mężczyzna w garniturze z PRL-u, tak sztywnym, że chyba jest zbudowany z rozporządzeń Jaruzela wprowadzonych w życie na zawsze. - Czekam trzeci rok, szepcze. - Okienka są czynne, mówię. - Są. Ale nieczyniące. Wyświetlacz miga jak alarm w elektrowni jądrowej, który wszyscy nauczyli się ignorować, taki alarm, przy którym nawet reaktor westchnąłby: dobra, jak nikt i tak nie przyjdzie Idę do okienka. Pięć kroków - a czuję się, jakbym szedł na pogrzeb własnego konta bankowego, w asyście komorniczej orkiestry dętej. Urzędnik siedzi jak kapłan, który połknął cały Dziennik Ustaw i teraz medytuje nad moim losem. Jego brwi mogłyby służyć bocianom za sezonowe gniazdo. - Dokumenty, komenderuje. Rozkłada je z precyzją chirurga operującego bez znieczulenia, bo znieczulenie nie jest kosztem uzyskania przychodu. Przegląda moje liczby jakby były księgą upadku cywilizacji. Nagle zamiera. Jakby w tych papierach zobaczył liczbę, której nawet kalkulator nie chce liczyć, tylko prosi o ostatnie namaszczenie. Jak człowiek, który wyczuł trzęsienie tych zimnych fal absurdów, co wyrywają dusze z orbit. - No… to mamy problem. Wstaje. Zdejmuje okulary. Urząd zamiera - Wygląda teraz jak arcykapłan biurokracji, który za chwilę otworzy kamienną tablicę z moim losem - tak ciężką, że nawet grawitacja zwalnia z szacunku. Drukarki wstrzymują wydruk, kserokopiarki zamykają paszcze. - Po analizie… - Z uwzględnieniem… - I po przeliczeniu współczynnika… Wręcza kartkę jak wyrok z zakurzonej wersji Hammurabiego. - Musi pan zapłacić, w ciągu czternastu dni… Pochyla się. Patrzy mi w oczy. Czuje oddech paragrafów. - trzydzieści siedem tysięcy… czterysta dziewięćdziesiąt trzy złote… i trzy grosze. Jakby moje życie zostało sprasowane w zakurzonej prasie prawa i wciśnięte w banknot, który nigdy nie dotrze do portfela, a tylko odbija się od ścian bezlitosnego świata. - Skąd taka kwota?! - Z pana życia... Z pana życia, proszę pana. Krzesło obok mdleje. Nie mam do niego żalu. W broszurze - zajęcie konta, - zajęcie mieszkania, - zajęcie marzeń. Punkt trzeci wytłuszczony. Wychodzę. Świat wydaje się lżejszy. Albo ja cięższy o trzydzieści siedem tysięcy i trzy grosze, które są jak śmiech losu odbijający się od szyby. Drzwi zamykają się za mną jak stalowe powieki olbrzyma, który śni o podatkach i połyka w snach tych, którzy próbują uciec. Jak paszcza rekina pożerającego ostatni kawałek wolności, mrucząc: „Do zobaczenia. Nawet jeśli tego nie chcesz.”
    2 punkty
  21. grudzień przybył z przesłaniem jak złej nowiny posłaniec kończy rok
    2 punkty
  22. Już nie płynę choć się boję teraz idę na spotkanie z lękiem sklejam strzępy odwagi mojej choć strach obcym mi jest boję się lecz nie siebie czy ciebie nawet tego co nieznane ale strachu co się stanie gdy bojąc się bać się przestanę każdy lęk rozwieję choć duszą rozumiem czego nie powinienem a wiem bojaznym sercem boję się czy kiedyś przestanę? Ty wiesz ja wiem oni wiedzą dlaczego nie błądzę? wszyscy się boją Więc i Ja boję się
    2 punkty
  23. trudno iść dalej gdy droga się kończy marzyć nie widząc uśmiechów trudno być sobą gdy cień kłamie - nie dumać widząc mogiły trudno jest żyć gdy za drzwiami niewiadoma nie ma sensu trudy są trudne ale to one uczą nas przyszłości mimo że bolą
    2 punkty
  24. Ojciec pyta, kiedy w końcu zostanie dziadkiem. Ja się pytam, czy zrobił coś w tym kierunku. Mówi, że tak, że zrobił, syna. Trochę mało - odpowiadam. Córce łatwiej by było rozkochać jakiegoś bogacza, a ten zapewniłby wnukowi przyszłość. Ja z trudem swoją próbuję zapewnić, a nie za wiele jej już zostało. Jury konkursu oświadczyło, że preferuje wiersze o miłości nad tymi o życiu. Potem przy sobocie płaczą nad winem, że rock umarł, a Narodowy wypełniają rymy i refreny pod nóżkę. Ja płaczę, że psychodeliczny Artur chałturzy z biesiadnym Dawidem, i za chwilę jego spuścizną będzie hit na wesela. A może zamiast moim, to trzeba było zostać ojcem jednego z nich, to wnuków by pewnie było więcej, niż aktualnych problemów. Ojciec staram się, ale na razie tylko śpię i pracuję. Na robienie wnuków sił i tygodnia mi już nie starcza. A w weekendy próbuje pisać wiersze o miłości dla szanownego Jury.
    2 punkty
  25. @Tectosmith bardzo dziękuję 😊 Ja to całe życie lewituję między różnymi światami. Pozdrawiam jak zawsze:) @violetta można tak powiedzieć:) Pozdrawiam jesiennie :) @Waldemar_Talar_Talar bardzo dziękuję 😊 Pozdrawiam także z uśmiechem i niezmienną sympatią:)
    2 punkty
  26. Dziękuję Ci za wersy, których inni nie słyszą, za chlust mrozu w policzki na plaży, kiedy wystukuję ścieżkę niewydeptaną ku czerwieni, którą podzieliłeś się ze mną i zmierzchem tuż za mymi plecami. Za ból, który przyniósł wytchnienie, za miłość do innych, która obróciła się w miłość do siebie, za koncert wrzasków zmieniający się w ambientową ciszę, w której uśmiechamy się wzajemnie, bez wykrzywiania ust, odrzucając wszystkie wesela i pogrzeby, nazwy i spotkania, o których myślisz, rozmawiasz i śnisz, a których trucizna Nas od siebie oddala Dziękuję za to, że najważniejsi jesteśmy My, Nie ona lub one, lecz ja i Ty
    2 punkty
  27. że dziś albo jutro zresztą nie ważne aby lepiej było by chciał wiatr wiać który ciepłem częstuję żeby drzewo szumiało a nocą świerszcz upiększał sny by miłość nie kłamała by była szczera jak echo a prawda zawsze była prawdą by nie płakała by życie cieszyło nie było cieniem trudnych chwil może dziś albo jutro zresztą nie ważne ważne by być widzieć zachody czuć zapach ziemi umieć kolorowo śnić
    2 punkty
  28. @Rafael Marius byłam na jarmarku, sami Ukraińcy na kiełbaskach. Wypiłam barszczyki z dwóch miejsc, ale najlepszy jest swój, także sobie zrobiłam na dwa, trzy dni. Jutro będzie lepszy, bo się przegryzie. Wyszedł znakomity, postny, bez żadnego tłuszczu, ja daję też jabłuszko do niego.
    2 punkty
  29. @Marek.zak1 W czasach Nelsona nie używano już fluit i geleonów. Zastąpiły je brygantyny i okręty liniowe. W wierszu moglibyśmy przyjąć połowę XVII wieku bo w treści pojawiają się fregaty które zaczęto wprowadzać wtedy do służby. @Berenika97 Całkowicie zapomniałem że w ogóle napisałem ten wiersz. Musiałem go odkopać z niebytu. @Christine Dlatego wielu określa mnie jako ostatni głos dawnego świata. I w zasadzie chyba nikt kogo znam nie byłby tak mocno zespolony z przeszłością jak ja. Bardzo utrudnia to życie w dzisiejszych czasach.
    2 punkty
  30. @Christine Napiszę o tym tekst stoi pan frustro i zerka w lustro, a tam za plecami już całe mnóstwo :)) @Omagamoga @Christine A ja z kolei nie rozumiem :)
    2 punkty
  31. @A.BetweenTak, bardzo smutny. Dziękuję! @truesirexBardzo dziękuję! Ale jest próba, może nieudana - czasami dużo może też zależeć od drugiej strony, by się powiodła. @Rafael MariusMoże masz rację, czasami rzeczywiście nie potrafią poradzić sobie z emocjami. :) @KwiatuszekBardzo dziękuję!
    2 punkty
  32. Witaj - dziękuje za to że ładnie napisane - Pzdr. Witaj - też się cieszę z każdego przychylnego nowego dnia - dzięki - Pzdr. @Rafael Marius - @huzarc - @Berenika97 - @Leszczym - dziękuje -
    2 punkty
  33. @Migrena zważywszy, że to kolejny wiersz pisany "na kolanie" (chyba powstanie cykl "na kolanie" 🙂), jest mi bardzo milo i bardzo dziekuję za przychylność i dobre słowa. Cenię sobie Twoje zdanie @Robert Witold Gorzkowski bardzo się cieszę i dziekuję za Twoją obecność. @W_ita_M. dziękuję uprzejmie. @Wiechu J. K. można, jak najbardziej. Ale każdy ma inną wrażliwość więc to co na jednym nie robi wrażenia, kogoś innego może " pozamiatać". Potrzeba uważności. Dzięki i pozdrawiam.
    2 punkty
  34. Nutka goryczy Zimowa herbata Początek zimy I koniec lata
    2 punkty
  35. Po Wyraz Ducha I PoNad Słowa Rzecze Spokojne Morze
    1 punkt
  36. tam, gdzie powietrze pamięta kroki, których już nikt nie stawia, świat rozsuwa się jak zasłona i wpuszcza odrobinę ciemności, żeby dzień nie zapomniał, jak smakuje głębia czas stoi tam na jednej nodze jak ptak w połowie myśli, a każda myśl jest powolnym, ciężkim skrzydłem unoszącym się nad milczeniem wśród gałęzi przechodzą przez siebie cienie, jakby szukały wspólnego kształtu dla dwóch niespójnych godzin i tylko serce zawieszone na cienkiej nici zdziwienia bije w rytmie, którego nie da się zapisać — bo każda nuta jest próbą zrozumienia czegoś większego niż światło
    1 punkt
  37. @Simon Tracy właśnie, to chciałam tutaj ująć🫶 Jak zwykle dziękuję za komentarz ❤️
    1 punkt
  38. @infelia daj spokój sierżancie, one beze mnie nigdzie nie pójdą! albo idziesz ze mną albo spadaj!!!!
    1 punkt
  39. @Migrena Szeregowy Migrena, balet to ja wam zrobię w krzakach pokrzywy, a koleżanki niech się do mnie zameldują!
    1 punkt
  40. @A.BetweenNa pewno będziesz wiedział, lepiej znasz siebie, niż ja Ciebie. Pozdrawiam.
    1 punkt
  41. Szedłem powoli a świat przygasał zmęczony dniem. Liście szeleściły pod nogami jak rozmowy, których kończyć nie trzeba. Myślałem wtedy, że miło by było w końcu odnaleźć się, Ale ta jesień już uciekła, zanikła za chmurami na końcu nieba. Może... zimą wrócę? Wtedy świat zamilknie spokojniej niż dźwięk. Wtedy właśnie rozbudzą się moje sny, wytłumaczą pragnienia, których już nie trzeba. I jeśli wrócę, niech nikt nie pyta mnie czy dzień jest dłuższy od krwistego nieba. . . .
    1 punkt
  42. @EwelinaTak właśnie jest — czasem wracam do takich chwil w pisaniu. Dziękuję Ci, Ewelino. Pozdrawiam wieczorowo 😊
    1 punkt
  43. @Tectosmith koniec jednej drogi jest początkiem innej drogi. Tak to zrozumiałam. Pięknie napisane. Pozdrawiam serdecznie 😊
    1 punkt
  44. @Amber Mnie tutaj o piosenkę bardziej chodziło prawdę mówiąc :)
    1 punkt
  45. @Leszczym Dzięki za odwiedziny.
    1 punkt
  46. @Berenika97 Droga Bereniko. już za późno;) napisałem. jutro wkleję:) i już się proszę nie denerwuj:)
    1 punkt
  47. @Ewelina Nie doceniasz siebie. Ja zawsze z przyjemnością wracam do Twoich wierszy. Możesz tak nie uważać, ale naprawdę są głębokie. Pozdrawiam raz jeszcze :-)
    1 punkt
  48. - Mistrzu, płatna miłość, co możesz nam rzec o niej? - Miłości nie kupisz, lecz spędzisz czas upojnie, po wszystkim oblej kuśkę gorzałką obficie, by wszelakie robactwo wygnać należycie. bo jeśli się zagnieździ, wtedy kuśka snadnie, ani chybi spleśnieje i wtedy odpadnie.
    1 punkt
  49. @Marek.zak1 myślę że i z tą upojnością to jak to mówią sprawa przereklamowana a choroba to na bank😀
    1 punkt
  50. @Ewelina Piękny, spokojny wiersz o zawieszeniu między nadzieją a pustką. Podoba mi się ten kosmiczny klimat próżni i wąskiej kreski między bytem a niebytem, a potem powrót do ziemskiego gestu – zamkniętych drzwi i podniesionych brwi. Bardzo subtelny, poruszający tekst. Pozdrawiam serdecznie.
    1 punkt
Ten Ranking jest ustawiony na Warszawa/GMT+02:00


×
×
  • Dodaj nową pozycję...