Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Ranking

Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 19.11.2025 uwzględniając wszystkie działy

  1. Pomyślałem sobie że pewnego razu że ze mnie to nawet jest poeta wyklęty... (ucieszyła mnie ta myśl) No a potem przyszła do mnie refleksja że jestem tylko człowiekiem tylko pokrzyżowanym... I również dzisiaj powyższą okoliczność będzie mi bardzo ciężko i trudno wytrzymać... (ale znów to będę musiał uczynić) Warszawa – Stegny, 19.11.2025r.
    9 punktów
  2. stroiła strofka miny i fochy kiedyś przed marnym poetą za to że brzegi ma częstochowskie no i przesłanie nie to nie marudź tyle bo rozmontuję a wtedy ci będzie gorzej nie znajdziesz rymu ani średniówki rozłożę ciebie na prozę
    8 punktów
  3. Tej nocy sen opadł na mnie niczym całun z wilgotnej skały. Zbyt ciężki, by unieść powieki, zbyt gęsty, by znaleźć oddech. Rzeczywistość była tylko pęknięciem w murze, przez które sączył się mrok. Przeszył mnie głos, jak wiatr hulający w ruinach opactwa. Szeptał w nawie mojej czaszki imię tej, której proch dawno już ostygł. I wtedy stanęłaś w drzwiach wykutych z zastygłego cienia, blada, jakbyś piła tylko światło martwego księżyca. Mówiłaś językiem dzwonu bez serca, Rano, gdy pisałam, litery same układały się w modlitwę, której nikt nie wysłucha. Czułam, że każde słowo jest jak cierń wyrwany z relikwiarza bólu - święty i raniący. A każde wspomnienie — to bluszcz, co wrasta w szczeliny grobowca rozsadzając go powoli od środka. To cierpienie nie było ogniem, lecz chłodną architekturą pustki. I zapytałam w ciszy tej nawiedzonej krypty - ile we mnie Hioba, a ile mnie w jego popiołach? Czy Bóg jeszcze patrzy przez zakurzone witraże, czy już tylko słucha, jak kruszą się filary świata, jak spadają imiona , które nigdy nie przestaną się śnić?
    8 punktów
  4. przypole przedświt ostrza kreatorzy nie biorą odpowiedzialności wszystko zaciskało usta wszystko krzyczało przez zamieć wszystko jest na swoim miejscu i śni się wciąż nieswoje okna przez które wzrok skakał przestrzenie za które wybiegał grudki ziemi na naszych dłoniach
    6 punktów
  5. Idziemy. Las jeszcze śpi, ale już czuje nasz oddech - gałązki pochylają się nad nami jak anioły, które chciałyby dotknąć tego ciepła między naszymi dłońmi. Mech pod stopami jest miękki jak skóra snu, jak cienka warstwa marzenia, która ugina się pod nami, zapamiętując każdy krok, każde drżenie, każde zbliżenie ramion. Trzymam Twoją dłoń - delikatną, drżącą, pełną ukrytych iskier - i czuję, jak pulsuje w niej światło, jakby Twój puls chciał wejść w równy rytm z moim. Opowiadam Ci bajki : o drzewie, co marzyło o gwiazdach, o rzece, która nosi na plecach całe niebo, o wilkach uczących noc oddychać śpiewem. A Ty śmiejesz się - tym swoim dziewczęcym śmiechem, co rozświetla ciemność, dotyka mojej szyi jak ciepły powiew - i wtedy wiem, że każda opowieść jest o nas, choć ani jedno słowo nie wypowiada naszych imion. I nagle wiem - wystarczy jeden Twój dotyk, ten najcichszy, by we mnie rozświetlić całe niebo - takie, które drży w rytmie Twojego oddechu. A potem - pojawia się siódme niebo. Nie nad nami, lecz tu, w przestrzeni pomiędzy, gdzie Twoje palce wtapiają się w moje, gdzie nasze oddechy stają się jednym cichym płomieniem, którego nie gasi nawet chłód lasu. Idziemy dalej, po mchu, co pamięta nas lepiej niż czas; po świetle, które łapie się Twoich włosów jak rozgrzane złote nici; po ciszy, która owija nas jak miękka chusta, nie pytając, dokąd zmierzamy. A las, ten stary, wierny las, szepcze za nami: - wróćcie. Bo jeszcze nie wszystkie drżenia przemówiły między waszymi dłońmi.
    6 punktów
  6. Kiedy zginę ostatnim rozbłyskiem pewności, w spirali echa dudniącego cieniem dźwięku, ziemia kresu wzejdzie, płaska i policzalna , rozmyta otchłanią — jak wielka tajemnica. Ambiwalencja: gdy postrzeganie staje się wolą stworzenia — kwant z kwantu, dla kwantu, w fazie wzmożenia — któremu tylko myśl potrafi nadać szlif kształtu, ciężar słowa i liczbę istnienia. Nie dookreślony przez spięte wymiary liczb, mam tylko iskrę zwątpienia na końcu palca, uniesionego w dal bezkresu — tak bliskiego, jak widok śmierci w każdym poruszeniu życia.
    6 punktów
  7. trochę tu ekskluzywnie mówi patrząc na kryształowe żyrandole w kolorowym szkiełku dostrzega kosmos droga mlekiem i miodem płynąca z ust do ust fuksjowa szminka odbita na łyżeczce gdyby tak zerwać gwiazdę i possać czy wybuchnie jak supernowa czy brokat z jego języka zalśni na kulistym kształcie globu jedno jest pewne rozgwieździ się spojrzenie ciało przestanie być niebieskie i zagubione dłonie znajdą ukojenie pełne jak nigdy wcześniej
    5 punktów
  8. Ten dziwny, obcy świat podkradnie się Do ciebie nie wiadomo kiedy. Obudzisz się już w pieluchach I z krzykiem zaprotestujesz, Wymachując rękami, nogami, A krzyk ten z czasem przekształci się Mimowolnie w słowo „mama”. Twoim najlepszym przyjacielem Będzie butla z mlekiem i kołyska rozbujana. Jeśli coś cię połaskocze w policzek, Nie, to nie wilk, to rodzeństwo Pochyli się nad tobą, berbeciem, Kruszynką: „tyrli, tyrli, buju, buju” Następnym słowem, które poznasz, będzie „tata” To ten, co będzie robił głupie miny I gimnastykował cię hopsasa na kolanie. To na jego plecach będziesz cwałować Wkoło stołu, a siwy pan i siwa pani Będą bić brawo – twoi dumni dziadkowie. Pojawi się też w twoim świecie Puszek, którego z chęcią przytulisz, A on w odwzajemnieniu obliże ci nos. Przyjdzie czas, że pierwszy ząbek Da o sobie znaki, a wtedy nastanie syreni śpiew. Nauka chodzenia będzie bolesna – ojoj, A odebranie smoczka na długo zapamiętasz, Knując zemstę na rozbójnikach. Przed tobą jeszcze tylko rajtuzy Do podziurawienia, kilka zabawek, Co proszą o modernizację niezbędną, Tort urodzinowy, a na nim świeczka dziwna, Która na złość nie zechce zgasnąć…
    4 punkty
  9. zanim zatańczy świat barwami morza złocistej jesieni pejzażem wyzłacane kwieciste Tulipany i róże wschodzące obudzą się w morzu mgły nad ranem nim październik do snu ułoży swe dłonie chmurami zasłoni jedyne słoneczko na niebie przefrunę niczym ptak po złocistej zorzy z bukietem cudów i marzeń dla ciebie w przepięknej jesieni zanim zima przybędzie i śnieg zasypie dookoła nas przyjmij ten wianuszek ode mnie w miłości w podzięce zaczaruj go nim przybędzie na dłuższy czas niech zajaśnieją serca ozdobione płatkami co sypię ci w nadmiarze róż bo gdy znów przyjdą zimowe głody wszędzie zakwitną kwiaty czułości w innym wymiarze już
    4 punkty
  10. Człowiek gaśnie. W jednej sekundzie ciało traci prawo do własnej historii i staje się przedmiotem, który nie odpowiada już na dotyk świata. Ostatni wdech jest ciężki, mętny, brudny, jakby zaciągał się powietrzem z piwnicy, w której kurz i milczenie żyją dłużej niż ludzie. Płuca zapadają się powoli, jakby chciały schować w sobie ostatni strzęp ciepła przed zimnem pewnym swojej wygranej. Serce nadal próbuje - uderza krócej, słabiej, jak pięść waląca w pustą ścianę, która już nie oddaje echa. I nastaje jedno nic - nic, które kończy wszystko. Krew staje. Skóra traci połysk i zwraca się ku ziemi. Człowiek w tej chwili jest już tylko ciężarem, który gleba przyjmie bez pytań. I właśnie wtedy to się rozrywa. Niewidzialna klamra, trzymająca go w środku istnienia, puszcza nagle, jak pękająca sprężyna. Śmierć zabiera wszystko : imię, gest, oddech, cień pod powieką, ostatnie słowo, którego nie zdążył nadać światu. Zostawia tylko to, czego nie potrafi wziąć. To, co jest istotą. Duszę. Tyle co sól po wyschniętej łzie. Ciężar tak lekki, że mógłby ulecieć z pierwszym ruchem kurzu, a jednak jedyny, który pozostaje człowiekiem do końca. Wypływa z ciała wolno, jak światło uciekające z przepalonej żarówki w środku nocy - ostatni błysk czegoś, co nie było ani corpus humanum, ani pamięcią, a jednak było sensem istnienia. Nie wzbija się. Nie opada. Przechodzi. Prosto w ciemność, która niczego nie oddaje i która - cicha, bezimienna - jest Bogiem.
    3 punkty
  11. samotność z czasem wciąga w związek
    3 punkty
  12. bliżej Ciebie jesteśmy lepsi albo udajemy obecność jak to dobrze że Jesteś nieoczywisty i większy od naszych małych słów
    3 punkty
  13. Cień się przykleił do drogi, Czernią dając znak że nie wstał. Przeciągał się choć względnie późno, Fizycznie bez względu na miejsca. Wtem zaczął maleć mi w oczach, Choć ledwie minęła dwunasta. Za krótki był widocznie w piętach, Kurcząc się od zgiełku miasta. Co wzrastał to spadał w ciemności, Dławiąc się jej oczu odmętem. Zwiał zagubiony w uczuciach, Od Białej Damy gry wstępnej. Bez szans na chwile w zenicie, Brązem chcąc wszystkich omamić, Liście aż spadły z wrażenia, Horyzont przewracał oczami.
    3 punkty
  14. Wszystko płynie i się rusza a ja stoję i się wzruszam na myśl o tym co było nostalgicznie wspomninam minone chwilę i zamiast biec ze światem siedzie i myślę może to mi się wszystko śni a jednak tu jestem i to jest dziwne i piękne
    3 punkty
  15. @Sylvia @Berenika97 @wierszyki @Rafael Marius @Leszczym @huzarc dziękuje :)))
    3 punkty
  16. przemijanie to poezja umiejąca łzy obudzić i uśmiech to piękno w którym ukryto cierpienie oraz ulgę przemijanie to cud ozdobiony tym co już było to nie tylko próżnia w niej tli się iskierka przemijanie to sens był obecny i będzie to kraina drzwi których już nie otworzymy
    2 punkty
  17. wyłoniły się z posypanych śniegiem gór same wierzchołki
    2 punkty
  18. Nie polubisz mnie. Bo ja lubię myśleć i rozwiązywać. Planować i dociekać. Od bezsensownej piłki, wolę mecz curlingu czy snookera. Partię zaciętego tenisa. Nie polubisz mnie. Bo ja lubię, skąpany w świeżej ciszy dzień. Samotny spacer, wśród nagich, wichrowych szczytów. Odseparowanie od poznania ludzkiego myśli. Odpoczynek na leśnym zboczu z widokiem na stada rozciągnięte, wśród pastwisk. Dorodne konie, jaki i kozy. Nie patrz. Nie dotykaj. Nie krzywdź. Ja się cofam i kurczę przed ludzkim dotykiem, jak listki bezbronnej mimozy. Nie polubisz mnie. Bo ja obcuję ze starymi bóstwami i demonami Chodzę ścieżkami umarłych poza ziemskimi eonami. Dzięki składam Matce Mokoszy a krew z mych ran spływa do ust, śpiącego pod ziemią Welesa. Ty potrzebujesz oparcia w męskiej skale, której wichry i tajfuny losu nie straszne. Na cóż Ci oblicze marsowe i milczenie złote, ociosanego surowo czasem okrutnym, porośniętego mchem i bluszczem dzikim, posągu o kamiennym spojrzeniu i sercu. Porzuconego na pastwę wściekłych biesów. Zimnego i na żale i na płacze dźwiękochłonnego. Dorosłem, by osiąść w swej oddalonej od blasków dusz samotni. Przeczekam miłość i śmierć, jak wiekuiste, wieczne dęby. Nie ma na mój żywot kosy, dość sprawnej i ostrej. Czemu tak patrzysz na mnie góro śnieżna i samotna? Nie widziałaś nigdy duszy utraconej? Ześlij lawinę. Któż będzie szukał posągu w przepaść strąconego.
    2 punkty
  19. Idziesz gdzieś i wcale nie najdalej i łapie cię sążnisty deszcz, więc masz taką małą ochotę, żeby ten deszcz był czymś milowym, przesądzającym i determinującym, że oto odtąd los potoczy się naprawdę odmiennie, znaczy się dużo lepiej. A po tym deszczu w wielkim na ogół, pod którym nieprzyjemnie przemokłeś i tak kołaczą i kotłują się stare historie i przewlekłe sprawy. Warszawa – Stegny, 22.10.2025r.
    2 punkty
  20. łzy nie potrafią się uśmiechać smutek nie umie na harfie grać tęsknota tkliwie patrzy w dal wspomnienie ma w sobie to coś wesele nauczyło się pić i tańczyć pogrzeb zawsze budzi minione tak to wszystko działa nie zmieni tego żaden ból ani żal
    2 punkty
  21. nieobecny popatrzałem w dal budził się świt zatrzymałem myśli na wczoraj czas przestał płynąć niedopowiedzenia zniknęły chociaż ... zapanował spokój jak na Kolobrzeskiej plaży w zimny poranek słońce korzysta z przerwy zastanawia się czy warto wstawać jest okazja dłużej pospać w innej rzeczywistości patrzę za horyzont nie jest obojętnie co się dzieje w chwilach nieobecnych ma to swój urok można się bawić czasem tasować jak talię kart by potem wyciągnąć atu i tak zacząć ranek 11.2025 andrew
    2 punkty
  22. Kropka, kreska i ogonek pokryły cztery strony trzeciej planety i miesiąc piąty Bezrun Słowo w rozsypce pogłoski same łoskot i logowanie Virtute Virtuali i mózg się pali
    2 punkty
  23. @MigrenaKwiaty nie są dla facetów, no chyba, że bardzo chorych, ale do szpitali od dawna nie można przynosić, bo kto ma tym kwiatkom zmieniać wodę, a później wyrzucać. A może być kogucik? Ma ładne kolorowe piórka - no chyba, że Ci się nie podoba, to poszukam czegoś innego.
    2 punkty
  24. @violetta kwiatem wiśni - sakura. 桜の花 made in Japan.
    2 punkty
  25. @violettaViolka, zawsze pisałam rymem, to teraz mi się czasem odwidzi i mocuję się z piórem - z różnym skutkiem, pozdrawiam :)
    2 punkty
  26. @Laura Alszer u mnie kryształy w rozpaczy domu:) @Migrena agent jesteś:)
    2 punkty
  27. Twoja krew Morze wspomnień Twoje ciało Zaproszenie do tańca Twój ból Tak szybko świta Twój krzyk Ulice nocą nigdy nie są puste Bez ciebie...
    2 punkty
  28. delikatny chrobotaniec za ścianą zaśnięcia pazury wydziergane z nieznanej przyczyny lęku ranią podświadomość zrywają ostatnią nitkę łączącą z zewnętrzem pod sklepieniem umysłu gniją kolorowe gwiazdki spadają strzępki zwęglonego lśnienia inny dźwięk stukających trupiocegieł ze spleśniałym nalotem nieuniknionych zdarzeń tworzy ciemną jamę z rozkładem cieni nie możesz uciekać strach wycisnął całą tubkę na katafalk z twardych grudek popiołu leżysz rozkrzyżowany przyklejony dodatkowo przebity szpilką jak martwy motyl z urwanym szybowaniem przeszła miękko przez calutki wczorajszy obiad *** to wychodzi z otworu szelest i darcie materiału szmaciana lalka trzyma igłę z nawleczonym oślizgłym jelitem bardzo cienkim różowawym jak krem ciastka tortowego pocerowany uśmiech ze skrzepłej krwi ukazuje resztki dziąseł czujesz nurkujące ostrze w galaretce źrenicy jakby chciało zaszyć widzenie wspomagane chichotem ciemnej plamki gałkę wyjmuje łyżeczką wydzierganą z włóczki utwardzonej krochmalem ze sproszkowanych zadów starych ropuch ściekają z niej warkoczyki spazmów bólu po dyndającym nerwie wzrokowym kolejny uśmiech skrzypi trelem białych i czerwonych krwinek z nutką ob uplecioną z wianuszka wiolinowych żył słyszysz ciche bulgoczące melodie kiszki grają żałobnego marsza w karawanie brzucha a serce pulsuje hymnem ostatniej chwili to szmacianek koordynator wymierza karę za niewłaściwą ścieżkę snu owszem podążasz ale nie tak i nie teraz barwne gałganki są nagle sztywne stężeniem pośmiertnym skalpela słyszysz trzaski usztywniania w pustej cuchnącej jamie wyrastają ostre zęby zaostrzone ideą drapieżnika czujesz słodki odór stęchłych zbutwiałych szmat rozwierają twoją szczękę wpełzają pod kopułę podniebienia dławią oddech przygniatają ciężarem klaustrofobii i duszności większość szmaciozwłoka wygryza lepki czerwony tunel znika w czeluściach torsu mlaskając rytmicznie krwawe kawałki we wilgotnych flakach rozedrganych wnętrzności wywraca żołądek na lewą stronę nabija sobie guza o żebrowany sufit dureń chciał rozprostować gałganki stając nieroztropnie słupka dodatkowo charczy wierszem niech to szlag durny świat gdyż niewielka kostka z treści utkwiła mu w przełyku ostatkiem sił grzebie w szmacianym gardle jednocześnie rozszarpując nikłą szansę przebudzenia
    2 punkty
  29. pochmurny ranek słońce coś kombinuje mgła nie pomaga
    2 punkty
  30. Umieram na czas na pewność grawitacji na oko wiary na słowo prószy kurz na szkielet kalendarza niewłaściwe przywiązanie czekać
    2 punkty
  31. Słyszę tę pieśń, co płynie przez ulice, jak rzeka bez nazwy. Mówią nam, że granice to tylko kreski na nietrwałym papierze, atrament, co dawno wyblakł. A jednak wciąż kreślimy je na nowo. Palcem na mapie, czołgiem, słowem, ogniem. I giną miliony, gdy człowiek poprawia świat po swojemu. A mapy kłamią. Kolory bledną, stolice wędrują. Narody znikają jak ślady na mokrym piasku. I tylko On, zepchnięty na margines każdej mapy, Człowiek, którego nikt nie słucha. Z przebitymi dłońmi, z krwią, co wsiąkła w kamień, wiedział, że świat to nie flagi i nie doktryny, nie hymny śpiewane na rozkaz. Lecz to, co trwa, gdy milkną słowa: skała, woda, horyzont. Obojętne, odwieczne, a jednak to w nich jest światło, które wraca w ciszy trzeciego dnia.
    1 punkt
  32. pomiędzy nami spina się czasem lodowaty wiatr z delikatnym szronem na młodych liściach wtedy szukamy okrężnej drogi którą można wrócić do siebie rozniecać nowe ogniska zapalne
    1 punkt
  33. Wśród bruzd historii, gdzie świt się przeciera, rosły ich głosy jak drzewa nadziei — ktoś z piórem jak skrzydłem przekraczał nieszczęścia, ktoś w ciszy dopalał ostatnie marzenia. Kochanowski pierwszy rozświetlał mrok, gdy ból ojcostwa stawał się modlitwą ziemi; Mickiewicz unosił naród jak wiatr sztandary, prowadząc dusze tam, gdzie wolność nie zasypia. Słowacki niósł ogień, co palił wątpliwości, a Norwid uczył, że piękno kosztuje samotność. Miłosz szukał prawdy na mapach sumienia, Szymborska składała wszechświat z jednego pyłu słowa "być" Tuwin — w śmiechu i zadumie — kręcił światem jak karuzelą zdziwienia, zwykłą codzienność zamieniając w cud, który trwa do ostatniej kropki. Ich strofy — żywe, wiecznotrwałe — przepisały los narodu na ton serca. Niosły Polskę w dłoniach jak płomień, co nie gaśnie, dopóki ktoś czuwa. Dziś pochylamy czoła nad każdym wersem, który ocalił choć jedną chwilę człowieczeństwa. Bo poeta nie znika, gdy gasną jego oddechy — poeta trwa, dopóki drży w nas choć jedna nuta jego słów. A my — spadkobiercy ich świateł — idziemy dalej, ścieżką między dźwiękiem a milczeniem, niosąc w sobie tę starą prawdę: że słowo może unieść świat, jeśli wypowie je serce.
    1 punkt
  34. @violetta 3iatlas jest nadal ciekawa, jeszcze nie odleciała teraz jest akurat najbliżej ziemi, mimo że to "najbliżej" wynosi około 3 au czyli trzy razy dalej niż odległość ziemia-słońce, czyli 150 mln kilometrów razy trzy to ile? diabli wiedzą co to za obiekt, choć omuamua była ponoć bardziej tajemniczym obiektem
    1 punkt
  35. @Marek.zak1 Haha, no bardzo mi miło panów misiów poznać :)). Mój synek ma podobny jak ten po lewej, ale chyba mniejszy :), pozdrawiam @tie-break Bardzo dziękuję, pozdrawiam :)
    1 punkt
  36. @Migrena Urokliwa, ciepła aura wiersza, opowieść prawie bajkowa, sielanka - można się długo zachwycać. Las Cię oczarował a Ty czarujesz wierszem. * Pod wierszem też tropikalny klimat, tak trzymać 🙂
    1 punkt
  37. @Migrena oj starzejesz się:)
    1 punkt
  38. @Alicja_Wysocka Bardzo fajny wiersz! Pozdrawiam 🙂
    1 punkt
  39. @Migrena Bardzo mi miło, że Ci się podoba. Dzięki @violetta ale dlaczego w rozpaczy? Moje żyrandole wesoło połyskują :)
    1 punkt
  40. @Alicja_Wysocka humorystyczny dialog między poetą a jego własną strofą fantastycznie napisany wiersz !!!!!!! a czy ja też mógłbym być jakimś kwiatuszkiem ?
    1 punkt
  41. @Alicja_Wysocka a wcale, że przeszłaś:) i na rysowanki:)
    1 punkt
  42. @Leszczym Ukłon za wiersz od poety wyklętego
    1 punkt
  43. @Somalija Czy coś się wydarzyło? @Somalija Rozumiem, też tak czasem mam. Ładnie Panu we włosach 🙂
    1 punkt
  44. @Konrad Koper Pewnie lepiej nawet, o ile można porównywać :))
    1 punkt
  45. Och, tak:) Dziękuję, miłego dnia 🌼
    1 punkt
  46. @Łukasz Wiesław Jasiński Nie potrafię zdjąć tej klątwy...
    1 punkt
  47. @jan_komułzykant 👍 @wierszyki :) dokładnie! Również pozdrawiam 🌼
    1 punkt
  48. @Starzec jak się nadajesz:)
    1 punkt
  49. @Berenika97 Cudownie napisane! Ten wiersz jest tak samo artystyczny jak obraz tego malarza. Pozdrawiam 🙂
    1 punkt
Ten Ranking jest ustawiony na Warszawa/GMT+02:00


×
×
  • Dodaj nową pozycję...