Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Ranking

Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 27.08.2025 uwzględniając wszystkie działy

  1. szukasz? nie nie szukam masz w moich oczach niedomknięte sny i rozmyte światło dnia a w dłoniach kruchość szkła i siłę, która góry porusza, to, czego nazwać nie umiem masz w spojrzeniu wszystko czego nie uniosę sama na brzegi pamięci wśród miękkich piasków dawnych rozmów i pytasz czy śnię? a ja wiem, że sny mnie już opuściły i czekasz jakby milczenie znało odpowiedź a ja rzucam się w przestrzeń która nie ma końca w fale bez morza w deszcz, co nie dotyka ziemi idę przez drogi których nikt nie narysował idę przez ciebie przez twoje źrenice które stały się krajobrazem kocham cię tak jak kocha się echo - za to, że wraca chociaż nigdy nie było głosu kocham cię tak jak kocha się cień - za to, że trwa, chociaż nie istnieje światło i wiem, że nie trzeba już pytać nie trzeba nawet czekać bo jesteś jak oddech.
    14 punktów
  2. Gdy leżę pod tobą to nie doceniam, lecz punkt siedzenia tak wiele zmienia. Noc długa przede mną i pracowita, wtedy cię szukam, a ty mi znikasz. Błądzę myślami jak razem nam dobrze, bo o czym tu myśleć jak nie o kołdrze. Tulisz mnie do snu jak niegdyś mama, okryj mnie znowu moja kochana. Nie każ mi czekać do siódmej rano. Chcę tu i teraz być już wyspaną! Miękka bawełno w ważki i kwiaty, sprawiasz, że czuję się tak bogato!
    10 punktów
  3. Leśne dylematy Zmysły czynom niejednakie, wyobraźnia pląsa, nozdrza węszą, oko łase, gdzie by tu podążyć. Dziewczę wabi i w tej chwili stoi na obrzeżach, kusi nogą, kiecką macha - zerkam i nie wierzę. Skręcę jednak w środek lasu, za tym, za czym krążę, tuż przy bagnach młode sarny - but już pije wodę. Dźwigam statyw, obiektywy, znów myśli rozklejam, gdyby nagle lat ubyło, pohasałby teraz. A tu sierpień woła wrzesień, przypomnieć się trzeba, fotki wyślę znów na konkurs, album do kompletu. I doprawdy sam już nie wiem - iść - lecz w którą stronę, spojrzeń sieci się krzyżują... wyliczankę zrobię. sierpień, 2025
    10 punktów
  4. Tam mijasz słońca, puste dziś korytarze, Sen tu na zawsze już jest oksymoronem, one wciąż miłości twoim bastionem. Tuszu znów pełne zostały kałamarze. Kwiaty - zardzewiałe egzemplarze bezczynnym , niemalże Hyperionem, nuty zastygły pięknym Orionem. Wieczne dziś, osobne gdzieś apanaże Hallelujah pięć lat w rozpaczy pisałeś Zyski i straty, one rosą na trawie. Zwycięstwo tańczy, tak przecież chciałeś. I wiatrów brzemiennych sny na jawie Jestem gotów, szeptałeś jeszcze na koniec. nuże wiesz co jest po drugiej stronie.
    7 punktów
  5. są blisko a więc niewidzialne choć bez nich może runąć niebo w kokonie roli nie widzą świata poza lecz czasem zazdroszczą motylom
    7 punktów
  6. Chciał naiwnie, choć namiętnie szybko wyszło szybko szybko głodnie i źle i szybko niewygodnie za nieosiągalną przebiciom szybką (grubą, wręcz grubaśną). Warszawa – Stegny, 26.08.2025r. * Tekst powstał w 2 minuty.
    6 punktów
  7. Dokoła Słońca wraz z Ziemią, wokół jej osi chcąc nie chcąc, sam, jak każdy, też się kręcisz nawet, jeśli nie masz chęci. Dlatego nie dziw się sobie, że ci się kręci w głowie.
    6 punktów
  8. ujrzeć z bliska śmiałe myśli nie w lustrze ale dziennym świetle wypowiedzieć ponownie zakwitną jaśminy maki na łące będą się uśmiechać a my ... my odnajdziemy sen na dzikej plaży 8.2025 andrew
    6 punktów
  9. zmęczony mocno człowiek na przydrożnym kamieniu usiadł - w pobliżu nikogo prócz ciszy nie było więc jej zaczął się żalić że choć życie miał do dupy bo go nie rozpieszczało jego droga była kręta dokuczliwie mieszała nie zawsze była miła jednak mimo to nie chcę z niej zejść - zakończyć bo przecież tajemnicą co jeszcze pokaże może krzywe wyprostuje może uśmiechem uraczy przytuli - spowoduje że dni będą piękniejsze że ciemne rozjaśni udowodni że warto żyć zmęczony człowiek na przydrożnym kamieniu usiadł i na drogowskaz ze znakiem zapytania smutno patrzy
    5 punktów
  10. I. WEJŚCIE Najpierw pachnie smarem. To jest zapach chrztu, w którym topisz ręce, zanim jeszcze poznasz imię nowego Boga. Drzwi zamykają się jak powieki, świat zostaje na zewnątrz - przepalony neonem, niepotrzebny jak jezyk w ustach automatu. Patrzysz na linię - jest prosta, bez końca, jak zdanie, którego nigdy nie dokonczysz. Za chwilę sama nauczy cię alfabetu: klak-klak-klak - to „A”, klik-klik - to „B”. Po roku będziesz znał tylko te dwie litery: AB - jak ABRAKADABRA, zaklęcie, które zamienia ludzi w śruby. Kiedyś miałeś w sobie światło, teraz trzymasz w dłoniach cień, wypolerowany tak długo, że odbija tylko profil brygadzisty. II. TRANS Słyszysz muzykę maszyn, jej refren to ból w nadgarstkach, jej zwrotki - szum wentylatorów, które kręcą się szybciej niż twoje serce. Wchodzisz w rytm jak w narkotyk, a on rośnie w tobie jak nowy organ. Taśma to żyła, a ty - strzykawka. Pompujesz w system to, co zostało z człowieka. Myśli zaczynają migotać jak świetlówki, jedna gaśnie, druga się tli. W pewnym momencie zapominasz swojego imienia, bo nie jest w normie ISO, nie ma go w tabeli, więc nie istnieje. Nad tobą, zamiast nieba - sufit, pełen oczu kamer. Mrugają czerwienią, jakby chciały powiedzieć: „Twoje marzenia zostały nagrane. Zostaną zutylizowane.” Śmiejesz się bezgłośnie. Nawet twoje usta działają na prąd stały. III. ROZPAD Po latach nie odróżniasz snu od zmiany. Noc to dzień, dzień to noc, a w środku - czarna dziura halogenów, która wysysa z ciebie resztki kolorów. W głowie rosną cięte w kawałki godziny. Słyszysz je w uszach: klik, klik, klik. To nie jest dźwięk maszyn. To twoj mózg się zwija w spirale, jak wąż, który gryzie własny ogon. Taśma wślizguje się w twoje żyły. Czujesz, jak przesuwa się w krwiobiegu, delikatna, jak stalowy wąż, który liże twoje serce. Teraz ono bije w rytmie normy. Teraz jesteś idealny. Na końcu snu stoisz przed lustrem. Patrzysz - nie ma twarzy. Tylko gładka powierzchnia, doskonała jak produkt po kontroli jakości. A ktoś z głośnika powtarza: „Dziękujemy za współpracę. Twój czas został w pełni wykorzystany.” Potem cisza. I to jest najgłośniejszy dzwięk, jaki kiedykolwiek usłyszysz.
    5 punktów
  11. wznieście mi pomnik posąg bohatera co z grzesznej mamony wam nadmiar zabierał chwała ci za to chwała zbudujmy zaraz tam i tu słusznie prawicie zacznijcie od stóp by czcić mnie słowem oraz bez słów a później z miłością i pięknie co was tuliły wiemy jedynie słuszne ręce no i tułów tudzież głowę myślała za ciebie byś wiedział co powiesz jeszcze ze spiżu ma być koszula którą do ciała tak często przytulał skoro wam teraz chwalebnie stanął wielbijcie mnie pieśnią wdzięcznie śpiewaną * o cholera inaczej gruchają białe gołębie obsrały mnie wszędzie
    4 punkty
  12. ludzie nie widzą życia ze strachu ludzie nie słyszą życia ze strachu ludzie nie dotykają życia ze strachu ludzie nie wąchają życia ze strachu ludzie nie smakują życia bo zostają zjedzeni
    3 punkty
  13. Głowę zadzieram – co za kolos! Aż chmury po piętach drapie. Czy da się tu zamieszkać? Winda płatna, na żetony, cyrk na linie. Oto klucze do bram raju, Deweloper okiem mruga podejrzanie. To tutaj – dziupla jak dla krasnali, Kuchnia ślepa, głucha i bez zęba. W stołowym miejsce tylko na taboret. Prysznic? instrukcja do rynny kieruje. Parapetów nie ma – kumple będą kręcić nosem. Co tam – widok z okna pełen wrażeń: Z dziesiątego piętra spadł fortepian; Telewizor i lodówka za nim. Na parterze Władek po robocie Miechem w grilla dmucha ostro. Z dwunastego wędka zarzucona, Haczyk opór stawia – jest i branie. Taaaka ryba – rower od sąsiada w górę! Kołowrotek skrzypi, żyłka jak na suma. Pod trzynastką lokal pusty, Ale tylko tak na niby – nawiedzony. Za ścianą łańcuchem: dzyń, dzyń, Klang, klang – na trwogę zbiera. Uwaga! z setnego piętra, gdzie melina, Tapczan rozpoczął szybowanie. Na poziomie minus dziesięć pot się ze mnie leje: „Porzuć wszelką nadzieję” – napis wita. Smoła w kotle pyrka, siarką trąci. Dziwne typki z ogonami węgle podkładają. Lucyfer w kopycie dłubie scyzorykiem: „Gościu niespodziany, witaj w piekle…”
    3 punkty
  14. nie bój się kochać nie bój się śmiać nie bój się użyć słów kurwa mać nie bój się siebie przecież się znasz nie bój się innym spoglądać w w twarz nie bój się z życiem w otwarte grać ono tak wiele może ci dać zrozum człowieku nie wolno ciągle czegoś się bać
    3 punkty
  15. jesień, jak samobójstwo lata, lasy wrześniowe majaczą na skutek samozapłonu, jak kolce jeża, na grzbiecie horyzontu sterczą martwe drzewa czas się topi w ogniskach palonych liści, a zaschnięty ogrodnik pędzlem dymu sączy zmierzch, i sączy się smak z wypalonych foremek plastikowych zniczy knot jest szyldem życia, które Bóg liczy, w przebieralni świec topi się czas
    3 punkty
  16. Na ogrodowym, sosnowym stole przysiadł mały żuczek. Pocieszny był. W normalnych okolicznościach zostałby strącony, a to dlatego, że nie przepadam za owadami. Szczególnie tymi, które zbyt nachalnie próbują wtargnąć w moją strefę osobistą. Ten jednak był inny. Malutki, niepozorny, z szybko poruszającymi się długimi czułkami, które szukały właściwej drogi. - Masz oczy? - spytałam żuczka, jednocześnie śmiejąc się sama do siebie. - Zapewne, skąd wogóle ta wątpliwość. Czułki są tylko dodatkiem. Robaczek zaczął coraz szybciej biegać wzdłuż szczeliny między jedną deską, a drugą. Obserwowałam go przez dobrą chwilę. - Biedaku, chcesz przejść, a nie wiesz jak? Taka przepaść przed tobą. Bez większego zastanowienia postanowiłam mu pomóc. Zerwałam jedno źdźbło trawy i delikatnie położyłam wzdłuż "przepaści". Żuczek obmacał czułkami moją pomoc i najzwyczajniej w świecie przeszedł przez nią, ale w poprzek. Przestawiłam więc mostek kawałek dalej. Sytuacja się powtórzyła. Później jeszcze raz i jeszcze raz, jednak uparty owad ani myślał skorzystać z mojej pomocy. Koniec końców dałam sobie spokój myśląc, że widocznie już na zawsze pozostanie po tej stronie stołu. W tym momencie żuczek rozłożył swoje małe skrzydełka i poszybował nad " przepaścią". - Jednak nie ma co pomagać komuś na siłę. - pomyślałam.
    2 punkty
  17. Rocznica ślubu. Dla jednych - kolejna kartka w kalendarzu. Dla Tomka - dzień, który trzeba było zapamiętać. Miał ułańską fantazję i serce większe niż rozsądek. Kiedy kochał - to po całości, z gestem, z uśmiechem, z planem, który pachniał szaleństwem. Tego roku wymyślił coś specjalnego. Najdłuższe róże, jakie tylko się dało znaleźć - zamówione z wyprzedzeniem. Kurier - ustawiony na punkt siódma rano. Miał tylko jedno zadanie: dostarczyć bukiet i nic nie mówić. Miał się zgadzać adres, imię - i tajemnica. I tak właśnie było. O świcie dzwonek do drzwi. Asia zaspana, w szlafroku, niezadowolona, przecież kto o tej porze ludzi budzi?! Tomek, z rozkosznym lenistwem, zakrył głowę poduszką i wymamrotał: - Idź, zobacz kto to... ja wróciłem późno z pracy... Zła, zmęczona, zeszła na dół. A tam - mężczyzna z bukietem. - Dla pani – powiedział. - Od wielbiciela. Asia spojrzała, jakby ktoś jej świat wywrócił. - Jakiego wielbiciela? Co to ma znaczyć? Ja mam męża! Ale kurier tylko skinął głową, położył róże na podłodze i wyszedł, rzucając przez ramię: - Zgadza się adres, imię... ja tylko doręczam. Została z kwiatami, niepewnością i sercem bijącym jak dzwon. A wtedy... Tomek zszedł na dół. Z udawanym smutkiem, z miną godną tragikomedii, spojrzał na żonę i rzucił teatralnie: - Asiu... kto to jest? Co to za facet, o którym nie wiem? Jak możesz? W dniu naszej rocznicy? Jestem załamany... Ona - zapłakana, zaskoczona, z rozdartą duszą - zaczęła tłumaczyć, że to nieporozumienie, że nic nie wie, że to chyba pomyłka... że przecież go kocha. I wtedy on wybuchł śmiechem. - Ty, ty wariacie - tylko tyle zdołała powiedzieć przez łzy i śmiech. A Tomek miał uciechę po pachy. Tak właśnie kochał. Z pomysłem, z dowcipem, z zaskoczeniem, które zostaje w człowieku na całe życie. Nawet jeśli ten człowiek już tylko żyje we wspomnieniach - one nie gasną.
    2 punkty
  18. schylone wierzby spłukują lato z włosów pieni się burza *** wicher przegina bzy kursywą pisane zbyt giętkie kości
    2 punkty
  19. Ech, lawendowe łąki, obsypcie mnie swoim kwiatem, ubierzcie w fioletowe sukienki, niech będę piękna latem. Ech, lawendowe łąki, sprawcie mi piękny wianek, we włosy go wplotę pachnąco, by w zachwyt wpadł kochanek. Ech, lawendowe łąki, dajcie kwiatów naręcza, by móc je do piersi przytulić i do czyjegoś serca.
    2 punkty
  20. I. kukły za szybą stragan skulony obok wiersz za złotówkę kolekcja wiosna-lato i pierwsze płatki śniegu II. mijam znów stragan zakładka z chusteczki w tomie haiku kolekcja jesień-zima topnieją brudne zaspy
    2 punkty
  21. @Alicja_WysockaBardzo dziękuję! Dziękuję za tak piękne odczytanie. To, co napisałaś o miłości do echa i cienia, trafia w samo serce tego wiersza. Cieszę się, że poczułeś tę metafizykę. 💚 @Nata_KrukBardzo dziękuję! Bardzo doceniam Twoją opinię. 💙 @Jacek_SuchowiczBardzo dziękuję za czytanie. Tak, rzeczywiście mogą dotyczyć miłości Największej. Jeszcze raz dziękuję. 💚 @[email protected]@infelia@JWF@Leszczym Bardzo dziękuję! 💛
    2 punkty
  22. Pewna panna A, poliamoryczna z natury, a monogamiczna z przekonań zapoznała pewnego kawalera B, bezamorycznego z natury, a poliamorycznego z przekonań i wyszedł im całkiem spory AB galimatias. Nie wdając się zbytnio w szczegóły ich związku, oraz idąc na prozatorskie skróty, albowiem prosili mnie o zachowanie prywatności, zresztą nawet oboje, w ich burzliwie nieburzliwym związku bywało różnie, oj, bardzo różnie. Ich razem działało na wyobraźnię oraz stanowiło jeden wielki agresywno – defensywny kompromis bezkompromisowości. Warszawa – Stegny, 26.08.2025r. Inspiracja - Poeta Rafael Marius (poezja.org).
    2 punkty
  23. fajnie się czyta 14, 4/4/6 młode sarny hoże dziewczę kusi trudny wybór za sarnami wnet podrepcę zrobić zdjęcia miło ciąży statyw obiektywy zapał odjął latek nowy konkurs nie na niby chcę być laureatem a że sierpień ciągnie wrzesień aby przyszedł w końcu lecz wrześniowi się nie spieszy znów upał i słonce stoi z boku i się cieszy bo plażują ludzie wygrzewają swoje kości nim wychłodzi grudzień :)))
    2 punkty
  24. @Berenika97 To jest ocean - pełen tęsknoty i przejrzystości. Najbardziej porusza mnie ten obraz miłości do echa i cienia - „za to, że wraca, chociaż nigdy nie było głosu” i „za to, że trwa, chociaż nie istnieje światło”. To jest czysta metafizyka - kochanie czegoś, co istnieje w braku, w szczelinie, w niedopowiedzeniu. I wtedy oddech na końcu zwyczajny, a najpełniejszy.
    2 punkty
  25. @Berenika97 Tekst to medytacja o miłości jako nieobecnej obecności. Spojrzenie lecz nie dotyk. Pragnienie, które karmi się cieniem i echem, a jednak staje się pełnią. Bereniko. Piękną poezję tworzysz !!! Smakowitą !!!
    2 punkty
  26. @Berenika97 zacytuję kawałek piosenki Pawła Domagały- on też tak kocha. Weź nie pytaj, weź się przytul Weź tu ze mną, weź tu bądź Weź nie młodniej Weź się starzej Razem ze mną idź krok w krok. i tu jest miłość proszę Państwa. Prawdziwa i piękna
    2 punkty
  27. Opisujesz jakąś niezwykłą bliskość, nienazwaną a jednocześnie niezbędną:):) serdecznosci:)
    2 punkty
  28. W komentarzu do wiersza o korporacjach napisałeś, że ludzie na taśmach maja znacznie gorzej i to jest rozwinięcie tej myśli, z którą zresztą sią zgadzam. Przed wejściem do świata korpo (o którym napisałem zresztą książkę "Korpomisie") pracowałem w fabryce w produkcji w systemie czterobrygadowym, więc mogę porównać. Taśma jest gorsza, a dziewczyny, schodzące z nocnej zmiany wyglądały jak własne matki. Pozdrawiam
    2 punkty
  29. Poznali się przypadkiem - jak to bywa w miejscach, gdzie ludzie zostawiają swoje samotności w kącie monitora, licząc na czyjś cień. On - Michał. Czekał na wezwanie do wojska, z tym trochę dziecięcym lękiem w oczach, jeszcze schowanym za humorem. Ona - zbyt czujna, by się całkiem zauroczyć, ale dość wrażliwa, by poczuć ten znajomy trzepot duszy, gdy ktoś mówi "też tak mam." Zaczęli pisać prywatnie. Najpierw krótkie zdania. Potem już całe kawałki siebie. Aż pewnego wieczoru… - Co jesz? -zapytał. - Mandarynkę. - Ja też. Zatrzymali się oboje. Jakby czas przez ekran się zgiął w pół. Ona poczuła, że nie jest już sama w pokoju. Słodki, lekko cierpki zapach mandarynek wypełnił nie tylko powietrze, ale i ciszę między nimi. - Obierasz paznokciem czy nożem? - Paznokciem. Nie lubię noża do owoców. - Ja też. I tak siedzieli, każde po swojej stronie miasta, po swojej stronie ciszy. Łzy przyszły bez zaproszenia. Nie wiadomo dlaczego. Może przez samotność, która nagle przestała być prywatna. Może przez czułość, która nie zdążyła się przerazić formy. Michał napisał tylko: - Płaczę. - Ja też. Byli w tym razem. Jakby jedli mandarynkę z jednego talerza. Jakby ekran był tylko przezroczystym szkłem, za którym szept staje się dotykiem. Potem długo już nic. Michał dostał wezwanie. Nie było pożegnania. Ani umowy. Została chwila, taka, która już nie potrzebuje ciągu dalszego, bo się domyka w pamięci. Ale w niej - w niej coś zakwitło. Nie w głowie. W ciele. Od tej pory każda cząstka mandarynki przypominała jej dotyk ust, których nigdy nie dotknęła, a czuła je do dziś - jak smak, który zostaje pod językiem długo po ostatnim kęsie. Z tej jednej chwili powstał wiersz. A z wiersza – tytuł jej pierwszego tomiku. „Mandarynki.” Bo nie wszystko, co ważne, musi być realne. Wystarczy, że było prawdziwe.
    1 punkt
  30. @wierszyki Ładnie oddałaś ptasią różnorodność - od egzotycznej pychy arasari po skromność naszych rodzimych gatunków. Szczególnie podoba mi się kontrast między "władczym jazgotem" srok a "zwiewnym peniuarem" kopciuszka. Podoba mi się Twój wiersz.
    1 punkt
  31. @Berenika97 Ogólnie uważam, że arcydzieło postmodernizmu, czy ekspresjonizmu, czy jakieś wielce wyszukanej awangardy mam dopiero przed sobą :) Choć znając siebie postaram się je sprawnie i szybko napisać :)
    1 punkt
  32. Bardzo mi się podoba, zwłaszcza pierwsze. Drugie bardzo metaforyczne, trudniejsze w interpretacji, trochę mnie wybiło to zestawienie bzów i giętkich kości, trochę jakbym nagle dostał rentgenem w twarz :)
    1 punkt
  33. @LeszczymEch, no dla mnie ważniejszy od samego tekstu jest rytm powtórzeń, ta gonitwa, co w końcu zostaje sama ze sobą i się wykoleja. W sam raz dla tych, którzy nie mają czasu na pisanie i czytanie :)
    1 punkt
  34. spotykamy się na granicy światła i półcienia ty milczysz - ale ja słyszę dawne rymy jak szelest skrzydeł, które ktoś złożył na dnie szuflady gramy w zielone, a liście już dawno opadły goniąc króliczka odkrywam, że to nie on biegnie ale czas, który nas sprawdza a jednak - w każdym zdjęciu, które przysyłasz, czuję echo dawnych sonetów, ukrytych w cieniu Twojej dłoni więc jeśli jesteś maską - to wiem, że pod nią wciąż oddycha ten sam człowiek który kiedyś przynosił mi wiersze jak gołąbeczek na parapet
    1 punkt
  35. @Annna2 Aniu. Cohen to arcyciekawa postać. Niezwykła. Wielki miłośnik kobiet. Był natchnieniem dla Dylana. Arcyciekawy wiersz.
    1 punkt
  36. @Annna2 Pozdrawiam drugiej stronie jest to co mijaliśmy bez wiary w siebie. Czy zobaczymy zależy jakie drzwi się przed nami otworzą... Pozdrawiam serdecznie Miłego dnia
    1 punkt
  37. @Marek.zak1Bardzo zabawna fraszka! Gdy Ziemia w tańcu nie ustaje, to i nam czasem w głowie hula. Więc zamiast szukać winy w czubie, zrzucajmy to zawsze na kosmos i cuda!
    1 punkt
  38. @andrew Trafiony - niezatopiony ! Zgrabny- mądry- ładny...
    1 punkt
  39. @wierszyki Rozumiem Ciebie, bo jak to, najpierw musi być strach i stres - a potem dopiero radość? Ale Tomek taki był. Kiedyś, jak było oberwanie chmury, rozebrał się do bokserek, oblał szamponem do włosów i wyleciał na taki deszcz, bo mu się uwidziało wykąpać w deszczowej wodzie. Ażeby było śmieszniej - było to prawie w centrum miasta. Widziałam to, a zemną inni. Innym razem kupił żonie bransoletkę z platyny i powiedział, że to srebro, żeby się nie wkurzała, że wydał za dużo kasy. A pracownicom - bo był moim szefem, płacił za wymalowane paznokcie - bo mu się tak podobało. Tomka już nie ma, ale jego szalone pomysły - zostały we wspomnieniach.
    1 punkt
  40. Ładnie napisane. Mi osobiście ten pomysł (by wytrzymać ja w niepewności) wcale się nie spodobał. Z rzędu takich, aby wszystkim było do opowiadania. Ale czy na pewno było to miłe dla żony. A one czasem żyją sobie w cieniu takich gwiazd czy nawet manipulatorów. A może jednak ma kogoś? (Wieczny cień zazdrości). Łzy z rana w taki dzień? I jeszcze - ty wstań i otwórz - a dla niej to tak naturalne. (Oczywiście jedna scena to tylko jakiś wycinek i interpretacja nie musi być trafiona). Pzdr 🌼
    1 punkt
  41. @Migrena Ciarki mnie przeszły. Wiersz tak idealnie odzwierciedla to co widzę w tym momencie. Przed chwilą będąc na nocnej zmianie napisałam wiersz. Trochę bardziej delikatny... I nagle znajduję Twój wiersz. Jest bardzo mocny i tak bardzo prawdziwy. Pozdrawiam serdecznie!
    1 punkt
  42. A Ty, jak jak przystoi na pana C - amorfię wysmażyłeś.
    1 punkt
  43. @Migrena Stworzyłeś tekst bardzo mocny, zimny, bezlitosny i mechaniczny, tak jak świat, który opisuje. Już na początku jest ogromna siła rażenia (połączenie sacrum, techniki i cielesności), odczłowieczający system. Wiersz "uderza" , nie daje przejść obojętnie
    1 punkt
  44. @Migrena , ważny temat. Tyle na razie napiszę, żeby mieć potem łatwiejszy dostęp do tego wiersza.
    1 punkt
  45. @Annna2 Piękna poezja.
    1 punkt
  46. „Gdybym nie miał nadziei, nie osiągnąłbym tego, co wydaje się nieosiągalne”. Dziękuję bardzo za wszystkie ślady zainteresowania, pozdrawiam.
    1 punkt
  47. lubię mówić i nie cierpię własnego głosu kocham pisać i nie cierpię własnego pióra kocham mówić tak: "Kocham", skrzydła albatrosa podcinam jak straszna cenzura do "głosu" chcieć rymu szukać bez patosu do wersów akordy bez septym i kwint pisać wiersze białe jak nieobrobiony marmur nie sztubacko złote jak klimt sprzedaję błahe namiętności, słodycze zerwanych owoców intymności, furda! krajam się i sprzedaję na części jak najpospolitsza [...] dojść prostoty słowa takiego jak "rozkosz" nie rzucać się tylko w jego cierpkim miąższu od imponderabilii, epitetów, od rozmów zachęcam was wszystkich do postu
    1 punkt
  48. niepewny sześcian naszych dni, nagłym wrzaskiem mózg przykłuty do drogowskazu, nie wiadomo, w którą stronę iść uciekaj na skroś lat podeptanych, w cięciwę czasu się zapnij i uciekaj, bo grać będą drzewa żałobne i kikuty spalonej jesieni a potem klęczą fugi smętnych ciał, wciąż wczorajszą bitwą żyją, a ostatnia orkiestra martwego walca gra sennie
    1 punkt
  49. @Leszczym To świetna, autoironiczna i bardzo trafna opowieść o tworzeniu, ambicji i, co najważniejsze, o poszukiwaniu odbiorcy. Podoba mi się, że "dałeś po nosie" snobom ze świata krytyki. Natomiast szczery odbiorca sztuki - Twój sąsiad jest genialny. Pozdrowienia dla niego! :)) Lubię Twój styl - taki gawędziarski, ironiczny. Zakończenie - smakowite. :) Twój "kołowrotek" niech się dalej kręci. Pozdrawiam
    1 punkt
Ten Ranking jest ustawiony na Warszawa/GMT+02:00


×
×
  • Dodaj nową pozycję...