Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Ranking

Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 27.01.2023 uwzględniając wszystkie działy

  1. Jesteśmy jak te dwa drzewa posadzone nieopodal. Rosną razem, każdym wschodem, zaćmieniem. Tylko wiatr z łaski Bożej popchnie korony ku sobie. I na ten ułamek sekund, bezkarnie możemy dotknąć ostatnich liści.
    5 punktów
  2. Jakaż w tych dwojgu nadzieja drzemie, Że kurz dźwigają w imieniu naszym, Bez skargi żadnej gotowi zaszyć W drewnianych kościach zniecierpliwienie. W kącie czekają, dotyku głodne, Aż się przesycą ciszą wieczory. Wtedy dla ciebie zagram kolory, Ty namalujesz dla mnie melodię.
    5 punktów
  3. Jestem małym marzycielem, w głowie mam pomysłów wiele. W snach odwiedzam miejsca różne, co bajkowe są i cudne. W mej krainie snów i czarów jest slodkości bez umiaru, świat jest pełen barw i wzorów, taniec smaków i kolorów! Tutaj rzeczka jest różowa, w smaku pyszna, truskawkowa. Tęcza zaś czekoladowa, a na brzegach – orzechowa. Są wafelki zamiast płotków, wypełnione miodem w środku, Taki płotek żeby przejść , trzeba go kawalek zjeść. Krówki wcale nie są w łatki, ale w fioletowe paski. I, przypadek całkiem rzadki, zamiast deszczu, lecą kwiatki! Liście drzew niebiesko-żółte,mają kształt maleńkich nutek. Gdy jesienią opadają, to muzykę śliczną grają! Tu motylki kolorowe, żółte i pomarańczowe, Gdy na buźce mej siadają, skrzydełkami łaskotają. Drzewa ręce wyciagają i przechodniów utulają. A że są okryte puszkiem, więc w dotyku sa miluśkie. W tej krainie mej wyśnionej, ptaszki jasno są zielone. Wokół główki mej latają i do uszka mi ćwierkają. Wkoło pyszny świat sie snuje, aź serduszko się raduje. Pięknie jest w tej mojej baśni, malowanej w wyobraźni.
    5 punktów
  4. Pod starym dębem na dróg rozstaju, usiadły myśli i tak czekają. Cichutko siedzą, jak mysz pod miotłą. Zachłannie pragną poetę spotkać. Bywał tu czasem popołudniami. Teraz zostały zupełnie same. Zamieszkać chciały na białej kartce. Być kimś, niż nikim. Już nic nie warte. Zadumę myśli wiatr rozwiał letni. Zjawił się w końcu poeta chętny. Na dróg rozstaju pozbierał myśli. Do domu zabrał, wiersz mu się przyśnił.
    5 punktów
  5. czekoladowo-kruchym ciastkiem pocieszę cię bo potrzebujesz mojej woni szafirków bez nich nie będzie wiosny wiec podejdź jeśli uwielbiasz fioletowe kwiatki
    4 punkty
  6. Z kwiatka na kwiatek latała pszczoła. Spijała nektar, bzycząc wesoło. Raz od nadmiaru różnorodności, dostała mocnych, owadzich mdłości. Więcej po kwiatkach już nie fruwała. Tylko z jednego nektar spijała.
    4 punkty
  7. jestem z tobą jestem świt się tli zamykasz okno otwierasz drzwi mówisz jutro też jest dzień dwa, trzy lata już za nami w progu żegnasz spojrzeniami głodna świata głód ma smaki dwa ty i ja
    3 punkty
  8. buty, złote zęby pierścionki, okulary bez numerów* __ 27 stycznia obchodzimy Międzynarodowy Dzień Pamięci o Ofiarach Holokaustu _ * Tylko więźniowie wybierani do pracy mieli przydzielane numery. Ci trafiający natychmiast po deportacji do komór gazowych nie byli rejestrowani ani nie mieli tatuowanych numerów. __ (To nie haiku, bo nie ma nic o naturze, ale ten dział jest najbardziej wyciszony, więc uznałam, że to odpowiednie miejsce.)
    3 punkty
  9. O czym szumią drzewa Pod twoimi oknami? Wiesz? Może szumią Płaczem z domu Co echem się niesie I przeciska przez liście Nasilając twój odwieczny lęk...? Przed życiem... Wiesz kto u ciebie tak lamentuje? A może to ty...? Z oddali słychać szloch... Nie...? Zaprzeczasz gwałtownie - "To odgłos rozkrzyczanych mew..." O czym szumi wiatr Otulając dom? Znudzony twoim zmęczeniem Gdy ciągle idziesz wbrew... Wiesz o czym szumi wiatr Gdy nie robi sobie nic Z murowanych granic W domu W którym mieszkasz ty...? O czym myślisz Układając znużone ciało do snu? O tym co minęło Z ptasim śpiewem Szumem wiatru... O tym co za tobą już...?
    3 punkty
  10. Nauczyili się klikać serduszka Tak miło jest czasem Nauczyli się akceptować - Za pomocą kciuka Bach Bach Zaskoczenie marne W oczekiwaniu zamilkłam Czas na kolejne rozdanie Nauczyli się klikać serduszka Tych ze słabymi postami albo i bez Dawno rozgnietli na miazgę Nauczyli się klikać serduszka w miejscach które uznali za ważne Klik Klik Klikają serduszka - Upiorne znaczki ...Znaczki ...aczki Strzelają słowami Przychylność? - Nie, dziękuję To zanadto Nauczyli się klikać serduszka W pogoni za uwagą W podróż najdalszą Poddani ruszą Kto pierwszy odpadnie? Ja leżę Ale twardo Bach Bach
    2 punkty
  11. Przypłynąwszy Wołgą w okolice miasta, które Małgorzata chciała odwiedzić Jezus przetranslokował* "Nautilusa" na powierzchnię rzeki Moskwy, zapewniając przez to swoim żonom i pozostałym współpodróżnikom niezapomniane wrażenia. Wyobraź sobie bowiem, drogi Czytelniku, statek podwodny płynący swobodnie w powietrzu! Ta część rejsu - chociaż formalnie był to lot - trwała na tyle długo, by doznania były naprawdę wyjątkowe. Zarówno wskutek płynności lotu, jak i widoków. Obejmujących także przelatujące w pobliżu ptaki. Krótko przed tym, nim wpłynęli do Moskwy - która w późniejszych wiekach miała w tak znacznym stopniu wpłynąć na losy świata - Jezus zebrał na pokładzie wszystkich towarzyszy podróży: swoje żony, profesora Aronnaxa, Conseila i Neda oraz legionistów. - Nasze wejście do miasta zostanie natychmiast zauważone - rozpoczął. - A doskonale wiecie - tu spojrzał znacząco najpierw na harpunnika, a w chwilę później na żołnierzy - jak podchodzi się i traktuje coś, co dziwi. Co odstaje od uznanego za normalne. W tym ludzi. Dlatego wejdziemy doń niewidzialni dla mieszkańców, pozostając wszak widocznymi dla siebie. I oczywiście mogąc widzieć wszystko dookoła nas. Pamiętajcie, że mamy teraz rok tysiąc sto czterdziesty siódmy. Bądźcie więc gotowi, by zobaczyć ludzi żyjących w całkiem innej rzeczywistości niż ta, do której przywykliście. I którą w swoich czasach obserwowaliście wokół siebie. Chociaż jest prawdą - w perspektywie ciągu wcieleń to, iż żyjąc wiecznie, każdy czas możecie nazywać swoim. Nie tylko ten, w którym przeżywaliście tę lub tamtą inkarnację. - Pamiętajcie też - zakończył WszystkoWiedzący - że nawet niewidzialni dla mieszkańców, zostaniecie zauważeni przez osoby wyższej świadomości. Kilka z nich nie tylko poczuje waszą energię, ale i będzie w stanie was zobaczyć. Ponieważ jednak zobaczą również mnie... - Skojarzą nas tecum, z tobą? - najbardziej ciekawy wrażeń spośród legionistów odważył się zapytać. - Sic, tak. Dokładnie - odparł mu Jezus. - Odnośnie zaś do pozostałych - ciągnął - aby ustrzec się przed zobaczeniem i usłyszeniem, użyjemy pola ochronnego. Manewru - bądź sposobu, jak wolicie - który nasi towarzysze ze starożytnego Rzymu z pewnością skojarzą. Z odwiedzinami na statku kosmicznym naszych Starszych Sióstr i Braci - dodał wyjaśniająco, widząc pytającą minę Neda. - Statku kosmicznym? - spytał harpunnik z niedowierzaniem. - Czyli co, latającym... tam? - uczynił gest w stronę nieba. - W istnienie "Nautilusa" też początkowo nie wierzyłeś - upomniał go Conseil. - Tak, to prawda - odpowiedział Ned - ale "Nautilus" to jednak co innego. Jest... był niewiarygodny. Ale zbudowanie statku poruszającego się w przestrzeni... międzyplanetarnej... - słowa przychodziły mu z trudem. - Tu ne credis, nie wierzysz - odezwał się dziesiętnik. - Ego ne dubio, nie wątpię. Ale to prawda. Byłem i widziałem, moi towarzysze też. Zresztą czy Jemu - wskazał Jezusa - można nie wierzyć? - A nawet jeśli można - uśmiechnął się Właśnie Wskazany - fakty cię przekonają. I to wkrótce. - Skoro tak... - Ned wykonał przepraszający ruch, robiąc zarazem pełną powątpiewania minę. X X X Po wejściu do dwunastowiecznej Moskwy, Ruś zaczęła podobać się Małgorzacie jakby mniej. Błotniste uliczki, ciągnące się między w większości drewnianymi domami. Ludzie nie sprawiający bynajmniej wrażenia szczęśliwych i zadowolonych z życia. Wreszcie strażnicy, dający się widzieć zbyt często, a kojarzący się jej nieodparcie z milicjantami Moskwy dwudziestowiecznej. Nie zauważyła nawet, kiedy zapragnęła opuścić miasto, o którego zobaczeniu wcześniej tak bardzo marzyła. - Mężu, moy dorogoy - zwróciła się do Jezusa - chciałabym opuścić to miasto, a właściwie jego zalążek - porównała w myślach obraz znanej jej Moskwy z tym, co właśnie oglądała. - Znacznie bardziej podobały mi się zieleń i spokój otaczających ją terenów... - wsparła uśmiechem żoniną prośbę. - Wiedziałem, że tak będzie - mąż Małgorzaty uśmiechnął się również - ale wytrzymaj, proszę. Zanim ją spełnię, mam propozycję, abyśmy spotkali się tutaj z ludźmi wyższej świadomości. W tym z księciem Jurijem Dołgorukim**. - Dobrze, moy muzh, mój mężu - zgodziła się Małgorzata. Trochę zrezygnowana, a z drugiej strony ciesząc się na myśl o poznaniu kolejnej pozytywnej osoby. A powiedz mi: czy oprócz księcia będzie wiele tych osób? - Jeszcze dwie - odparł Mąż Wszechczasów. - Przełożony miejscowego monasteru i mieszkająca na uboczu miasta jedna z miejscowych akuszerek, a jednocześnie zielarka i szamanka. - Zielarka? Szamanka? - zainteresowała się Soa, uprzedzając reakcję Małgorzaty. - To moja niespodzianka dla Ciebie - Jezus uśmiechnął się tajemniczo do żony. Po czym, zobaczywszy myśli swojej padawanki, dodał zwracając się do niej: - Czy sądzisz, że w ciągu swoich wcieleń tylko ty jedna parałaś się zielarstwem? Cdn. * Polskiej tak zwanej kalki łacińskiego czasownika "translokować" ("transloco - ~locare - ~locavi - ~locatum"), oznaczającego przeniesienie w przestrzeni (dosłownie przemieszczenie) użył Andrzej Sapkowski w swojej trylogii o Reynevanie. Jako pasjonat języka łacińskiego i fan Mistrza Andrzeja pozwoliłem sobie na zapożyczenie. ** Bycie księciem i wojownikiem w jednej osobie wydaje mi się absolutnie do pogodzenia z byciem osobą wyższej świadomości. Jednak jeśli ktoś ma inną w tej kwestii opinię, chętnie podyskutuję. Fotografia poniżej przedstawia, rzecz jasna, pomnik wspomnianego księcia: przy ulicy Twerskiej w Moskwie. Fez - Marrakesz, 24 - 27.01.2023.
    2 punkty
  12. Pewnego dnia ona uroczo, w urodzie i z gracją weszła na mój teren, chcąc założyć dom i całą ogrzać się od rozpalonego ogniska domowego, a ja tylko chciałem ugościć ją na kilka ładnych wieczorów. Przez chwilę było nam dobrze i zgodnie, ale z czasem rozczochrał nas poranny konflikt interesów. Warszawa – Stegny, 27.01.2023r.
    2 punkty
  13. zobacz, noc już odchodzi zostawiając usta spękane i krwią nabiegłe oczy powiedz, który to już raz w tej samej walczysz historii która co noc sny spokojne porywa spójrz, już świta puść zatem w niepamięć te nocne mary wstań i napij się czarnej jak noc kawy
    2 punkty
  14. do rzeczy daleka droga
    2 punkty
  15. Kiedy chcę to znikam Zmęczona Onlajnem... To takie proste Nic nie muszę Nie muszę ciągle klikać Kciukiem... Jestem cudownie animowana Szyfruję siebie W wyszukanych słowach A czasem mięsem rzucam Albo ciskam wykrzyknikami na oślep Jak burza gradowa A kiedy chcę to znikam Bez wylewnych słów pożegnania Znikam bez słowa Bo przecież niczego nie muszę Jestem jak Gal Anonim naszych czasów Beztrosko anonimowa Rzucam słowami w sieci A później oddalam się I tak na okrągło Każdego dnia od nowa Jestem anonimowa?
    2 punkty
  16. No i stało się; Oto niespodzianka. Nie Iga, tylko Poznanianka. Fachowców w zdumienie wprawiła. Bukmacherom notowania wypaczyła. I nie myśląc o nagrodach, Świetna była w Antypodach. Teraz przytuli niezłą kasę, Pochwał, memow całą masę. *Magda Linette doszła do półfinału w Australia Open.
    2 punkty
  17. @Rafael Marius Cieszę się, że z kimś rezonują czasem moje wiersze;-) Dziękuję! @Waldemar_Talar_Talar Bardzo dziękuję! Pozdrawiam! @Kwiatuszek @Tectosmith Dziękuję Ci bardzo;-)
    2 punkty
  18. hej orły hej sokoły omijajcie góry lasy doły dzwoń dzwoń dzwoń dzwoneczku mój stepowy skowroneczku Mars. Jowisz. Saturn. czy trójząb Neptuna wyznaczy trasę do mgławicy Andromedy? czy dwa serduszka spotkają się na słodkiej randce w wiosenny wieczór? bzy pachną jak zorza na marsjańskiej pustyni lucyferaza lśni na zielono w liściach tytoniu Logarytmy Kwadryki. Całki. na śniadanie mam kawkę i dwie słodkie chałki!
    2 punkty
  19. Nigdy mnie nie odgadniesz I ja ciebie nie... Ukrywamy się W swoich światach Zamykamy na klucz Życie nasze Co jak wieczny blef W myślach I przestrzeniach W prywatnych pustelniach W podróżach nocnych Nawet w chwilach radości Ukrywamy się ... Wiemy jedno - jak na imię nam I po twarzach się poznamy Taki jest nasz plan Gdy spojrzymy sobie w oczy Może błysk w nich wywołamy Jednak nigdy nie zdradzimy... Nic... Łzy nam płyną tylko kiedy nikt nie patrzy
    2 punkty
  20. Dajesz nam Panie ,, sprzedajesz nam Boże wszystkie dobra za cenę trudu,, Leonardo da Vinci cały wszechświat nie tylko ziemia zostały nam podarowane słońce spacerujące po niebie obiecuje piękny dzień księżyc zaglądający do okien układa do snu rzeki wiodą w nieznane a niebo przenosi w najdalsze zakątki świata takie dary otrzymaliśmy czyńmy je poddanymi mimo trudu bierzmy jak najwięcej nie raniąc ziemi bliźnich i siebie dawajmy siebie potrzebującym a świat pokocha nas także dziękuję Jezu Jezu ufam Tobie 1.2023 andrew Piątek, dzień wspomnienia śmierci i męki Jezusa
    2 punkty
  21. 26.12.2082. Jechaliśmy prawie pustą drogą na wschód od Warszawy. Siedziałem z przodu, obok Rodzica nr 2, który prowadził. Auto sunęło bezgłośnie po równiutkim asfalcie, lekko poprószonym zmarzniętym śniegiem, niczym cukrem pudrem. Wysokie drzewa na poboczach, tworzyły taki tunel, przez który mknęlismy w milczeniu, zachwyceni niecodzienną chwilą. Minęliśmy już posterunki na rogatkach, farmy wiatrowe i fotowoltaiczne, krajobraz był nie zakłócony, prawie żadną cywilizacją w tamtym momencie. Wjechaliśmy do lasu. Igły sosen, pierwotnie obsypane mokrym śniegiem, zamarzły. I teraz gałęzie, przypominały grube białe ramiona. Ale od początku. Nasz wyjazd odbył się pierwszego dnia Przerwy w Pracy. Poszliśmy z samego rana do Centrum Samochodowego. Pięknie tam. Prawdziwy salon. Najpierw poczęstowali nas kawą i herbatą. Zamówiłem cafee macchiato i pijąc ją, miałem wrażenie, że nie jest syntetyczna. Coś wspaniałego. Ale trudno się dziwić. Bywa tu tylko elita. Dyrektorzy różnych Korpo, rzadziej ludzie szczebla kierowniczego, rządowcy i funkcjonariusze służb. Odkąd ogłoszono program "fit for ninety fifth", na jazdę samochodami stać tylko takie osoby. I słusznie. Robią tyle dobrego dla Matki Ziemi, że mogą tworzyć, ten minimalny ślad węglowy. Jako świadome społeczeństwo, jesteśmy na to przygotowani. Rodzic nr 2, odebrał swoją Teslę, dzięki karnetowi ode mnie, mieliśmy ją na cały dzień. Rodzic miał plan. Wyguglał pewną restaurację niedaleko Kampinosu. Nazywała się "Zapomniana Ostoja". I tak, przybyliśmy na odśnieżony równy parking. Wysiedliśmy i tu trzeba było pomóc Zydze, bo podczas ostatniego sqosza, zwichnął sobie nogę. Serena bardzo się nim opiekowała i współczuła. Miło było potrzeć na ich miłość. Naprawdę Rodzic nr 2, miał szczęście, że trafił na ten poliamoryczny kolektyw. "Zapomniana Ostoja", była drewnianą karczmą z bali ze spadzistym gontowym dachem. Wiem, że używam zapomnianych słów. Kto chce, może sobie sprawdzić w sieci. Nad wejściem siedział lalkowy "Dziadek Mróz" a z głośników dobywała się muzyka. Właśnie, cały czas w karczmie towarzyszyła nam ta muzyka. Właściwie były to piosenki, bardzo przyjemne dla ucha, nigdy ich nie słyszałem. Sprawdziłem później, nazywały się kolędy. Są to piosenki, opowiadające o narodzeniu niejakiego Pana Jezusa, później zwanego Chrystusem. I tu połączyłem, tą sektę, którą niedawno odwiedziłem z owymi piosenkami. Okazało się, że ci tzw. chrześcijanie, pozostawiają po sobie ślady, nawet w popkulturze. Wnętrze "Zapomnianej Ostoi", było bardzo przytulne. Drewniane ściany pokrywały jakieś dywany, futra (chyba prawdziwe) i dekoracje ze starej broni, szabel i pistoletów. W kominku na środku izby, wesoło harcował i trzaskał ogień. Blisko komina znajdowała się obszerna ława, na której rozgościliśmy się. I tu spotkało nas coś najbardziej niesamowitego, czyli obsługa. Kelnerka była prawdziwą kobietą, mało tego, ubraną w strój, podkreślający jej kobiecość. Miała dekolt, spódnice wpół łydki, podkreślająca krągłość bioder i pośladków. Za barem, nagle pojawił się prawdziwy mężczyzna w białej koszuli, czarnych spodniach i kamizelce. Na głowie miał jarmułkę a owal twarzy zdobiła wspaniała ruda broda. Rodzic nr 2, uprzedzał nas, że restaurację prowadzi samodzielnie żydowska rodzina. Ponoć ileś set lat temu tak było zawsze. Ok, rozumiem ale taka rodzina? To było najbardziej niecodzienne, co mnie ostatnio spotkało. Ale postanowiłem się dobrze bawić. Na początek zamówiliśmy antydepresanty. Dostaliśmy do nich mały bochenek chleba i taki dzbanek wypełniony tłuszczem i skwarkami, zwany smalcem. Wyszedłem do toalety i tam to usłyszałem. Jako jedyny z naszej rodziny nie wyłączyłem chipa. Tak więc w kiblu, dopadł mnie najważniejszy news ostatnich czasów. Ale to opiszę już następnym razem. Za dużo wrażeń miałem ostatnio.
    1 punkt
  22. Szli w półśnie w gęstej mgle, światła nikt z nich nie pamiętał. W szary dzień, w burą noc mrok ich kroki pętał. A gdy już brakło tchu, legli nad przepaści skrajem. a jej dno śmiercią tchło, co się końcem staje. Wnet w pół śnie, w jawie pół, pierwszy wpadł wprost do otchłani. Reszta zaś w czeluść zła podążyła za nim. Lekki wiatr rozwiał mgłę, światła nikt z nich nie dostrzegał. Żywi wpół, martwi wpół, a na oczach bielma.
    1 punkt
  23. Nic nie mówisz… Masz rację, nie mów. Wybrzuszają się i zapadają wilgotne, zimne ściany. Poszerzają się i kurczą siatki pęknięć… Pajęczyny. Pył… Jakieś pejzaże w zakurzonych drewnianych ramach. Nadmorskie impresje zapomnianych malarzy. Zapominanie, nic nieznaczące utrwalone momenty na plaży. Rybackie kutry. Mewy. Białe języki piany oblizują odciśnięte w piasku ślady stóp. Samotny rybak nad górskim potokiem w słońcu, w rozłożystym cieniu drzewa. Martwa natura. Kontrast światłocieni (Chiaroscuro) W wiklinowym koszu, na stole, kiście zielonych winogron. Rozrzucone, pojedyncze na nim sztuki. Rozsypane zdjęcia u mych stóp… Znajome… Nieznajome twarze. Uśmiechnięte. Rozbawione. Smutne… Wszystko tonie w oddechu nicości i opuszczenia, za otuliną przeszłości w wyblakłych już kolorach, bądź w kolorze sepii. W tym nadmiarze powietrza plątanina żeliwnych rur. Spójrz! Księżyc zawadza wolno, niemiłosiernie wolno o półzamknięte powieki nadciągającego snu. Spopiela się w postępującym bezkresie. W ogromnym milczeniu zagląda przez okna. Obserwuje i patrzy w swojej monotonni bytu. W swoim własnym unicestwieniu. Nie ucieknę przed nim. Nie schowam się za kotarę, regał, mur, ponieważ przenika niemalże każdą strukturę, jak wszystkowidzące oko promieniowania gamma. Wodzi za mną tym swoim spojrzeniem pełnym nostalgii. Odchodzę – idzie za mną. Chowam się w głębi pokoju – zawisa tuż obok, tak że mogę go niemalże dotknąć. Pogładzić dłonią po lodowatych morzach melancholijnych oczu i ust. Tajemnica światła. Tajemnica czasu zatrzymana w księżycowej smudze na ścianie sprzed 50 z górą laty. Albo słonecznej, w pełni gorącego lata. * Jakież to dziwne i zagmatwane. Deszczowy dzień, gdzieś w nerwowym centrum zatłoczonego miasta. Czekając w zgiełku na przystanku, obserwuję jak nie dojeżdżają do mnie, lecz skręcają znienacka albo jadą wyłącznie w przeciwnym kierunku autobusy, tramwaje.. Jakby to były jakieś kpiące ze mnie obce, prehistoryczne gady… Awaria sygnalizacji świetlnej? Chaos w organizacji ruchu? Nie. To moje życie, w którym rozmijam się ze wszystkim, nie dopuszczając do siebie. Gromada małych dzieci w słońcu. Ja, w księżycu. W deszczu. I w wietrze, który rozwiewa włosy. Łopocze na piersi koszulą. Szarpie za rękawy. Jakbym był negatywem, subatomową antycząstką o odmiennym znaku ładunku elektrycznego. Może i dobrze. Albowiem kontakt doprowadziłby niechybnie do emisji kwantów. Do anihilacji w potoku światła jaśniejszym niż eksplodująca gwiazda. Jakiś młody człowiek siedzi obok mnie na ławce w parku i rozmawia przez smartfon z kobietą. Musi być mądry i elokwentny, dlatego go słucha. Używa eleganckich, niestandardowych słów. Zresztą lubię słuchać ładnej, gładkiej mowy. Wyławiam wtedy nowe określenia i frazy, i staram się je wplatać w swoje teksty. Podobnie czynił Gustaw Mahler, tylko że on wplatał do swoich symfonii fragmenty popularnych ulicznych melodii, za co go nieszczególnie cenili współcześni mu krytycy. Lecz dopiero po jego śmierci… W moim przypadku to taka swoista, zasłyszana mowa ulicy, szeptana, wykrzykiwana... Ale również gra światłocieni. Uwielbiam obserwować rozmaite kontrasty na murach, ścianach, placach… I zapach. Jakiś nieokreślony bliżej zapach roślin? Życia? Perfum? Czuję to i widzę, kiedy tylko mogę się uwolnić spod ciężaru nocnego grobowca. Kiedy leżę na wznak… W każdym razie młody człowiek ocenia swoje życiowe sytuacje, sukcesy. Najprawdopodobniej muzyk, bądź muzykolog, gdyż odnosi się z empatią i uznaniem, do uczestników którejś tam edycji Konkursu Chopinowskiego. Jego narzeczona czy kochanka musi być w nim szaleńczo zakochana ze względu na ten jego niesamowity, wręcz barytonowy tembr głosu. Jest piękny tą pięknością nowego gatunku człowieka. To już nie homo sapiens sapiens, lecz homo pulchraensis digitalis. * Wracam do siebie. Do czego? Do niczego. Obserwuję plątaninę rur w kącie pokoju. Te odgałęzienia niczym u drzewa. Żeliwny krwiobieg martwego domu. Wspina się z bulgotem do sufitu. Zadzieram z podziwem głowę… A przecież nade mną nie ma już nic. Było, ale umarło. A teraz tkwi rozpięte na krzyżu. Z ramionami szeroko rozwartymi jak grób. Nade mną nic. Nic… Choć przechadza się jeszcze czasami w tę i z powrotem, jakimś takim powolnym krokiem umarłego. Patrzę na sufit. Na wybrzuszenia tynku. Brunatne zacieki. To coś tam żyje, wieczne. Niewyobrażalne i tajemnicze. I pogardza sobą. Żyje, będąc jednocześnie martwym. Jest niejako w zawieszeniu. Gdzieś, pomiędzy warstwami czasu. Pomiędzy czymś, a czymś. Jakaś forma udręki przecząca wszystkiemu. I nie mająca fizycznego sensu jak w obrazach Beksińskiego. Za oknami wiatr dmie w tył i do przodu. Chwieje strzelistymi topolami, które kołyszą się z trzeszczeniem kory zasklepionej zastygłą, martwą żywicą Czyjeś spóźnione kroki na ulicy. Kto ma przyjść? Nie przyjdzie nikt. Jedynie szmer przejeżdżającego po mokrym asfalcie samochodu. Noc księżycowa. Bezksiężycowa. Noc, w której wszystko zamienia się z powrotem w nic. (Włodzimierz Zastawniak, 2023-01-27)
    1 punkt
  24. popatrz bałwan topnieje i wciąż się śmieje! :) bądź jak ten bałwan radośnie spływaj
    1 punkt
  25. co zniszczenie to tęsknota za tym co tworzy i kocha
    1 punkt
  26. gdy szukałam cieni które w kątach mi gmerają zobaczyłam pajęczynę w której nić snuł pająk zapytałam czemu właśnie dla mnie wchodzi w drogę uciekając wzrokiem wymamrotał jak ja mogę zostawiłam go tam z muchą miał z tego sto uciech aż do czasu gdy przemyślał z własnej woli uciekł
    1 punkt
  27. @Leszczym trafione przysłowie i takie wspaniale proste. Pozdrawiam serdecznie :)
    1 punkt
  28. @Rafael Marius czyli nigdy nie będzie wiadomo... Co to za odgłosy... Wszystko będzie można zgrabnie wyjaśnić tak czy inaczej, skoro mewy się śmieją ...
    1 punkt
  29. @Rafael Marius jak najbardziej. Bywam spontaniczna a jestem szczera. Połączenie spontaniczności i szczerości to jest dopiero bombowe połączenie :)
    1 punkt
  30. Taka to już cena za spontaniczność. Nie ma róży bez kolców.
    1 punkt
  31. Niektórzy podchodzą do mnie, żeby się wygadać na różne swoje trudne życiowe tematy, bo jest szansa, że ich wysłucham w przeciwieństwie do tych gdzieś wiecznie pędzących. Inni z kolei mają potrzebę zaopiekowania się kimś i oferują swoją pomoc w różnych sprawach.
    1 punkt
  32. Od lutego zaczynam czytać prozę, bo strasznie, ale to strasznie zaniedbałam ten zakątek. Zatem wrócę!
    1 punkt
  33. Panie Jezu naucz mnie cierpliwości która jest znakiem Twojej Wielkości - Miłości
    1 punkt
  34. @Ewelina Poruszasz bardzo istotne tematy w swoich utworach. Po wierszami - "burza mózgów" :) Podobnie jak @andrew uważam, że samotności nie oferuje los. To wybór - różnie uwarunkowany. @andrew - to prawda. Ludzie, którzy angażują się w sprawy innych (ludzi, zwierząt lub dla przysłowiowej "własnej idei" ) - nie mają czasu na samotność. Pozdrawiam!
    1 punkt
  35. @Rafael Marius Grono Twoich znajomych nawet jeśli mowa o znajomościach powierzchownych robi wrażenie. A jeszcze do tego ich międzynarodowy charakter. Sama mam znajomości zdecydowanie mniej i tych powierzchownych i pewnie tych mniej powierzchownych. Jak się tak zastanawiam nad tym, w zasadzie z mojego wyboru, taki stan rzeczy. Co prawda jestem towarzyska z natury, lubię kontakt z ludźmi - jednak potrzebuję też czasu na regenerację i tak zwany święty spokój jest mi niezbędny do normalnego funkcjonowania. Cieszą mnie chwile ciszy, pewnie dlatego, że aż tak dużo ich nie mam, póki co. W każdym razie grono moich znajomych nie jest tak duże i nie zabiegam o większe. Co do niepełnosprawności - być może faktycznie ona sprawia, że ludzie bardziej się otwierają a może też jest więcej okazji do tak zwanego zagajenia i łatwiej o nawiązanie kontaktu. W tym zakresie nie mam szans, bo w sensie fizycznym mam wszystko i póki co sprawne jeszcze i jakoś działa. Może dlatego nikt mnie nie zaczepia 😅 w każdym razie bardzo rzadko się z zaczepkami spotykam. Czasem ktoś mnie spyta, która godzina albo jak dojść do jakiegoś miejsca. W windzie to tylko "Dzień dobry" lub ewentualnie jeszcze coś o pogodzie. My Polacy tak uwielbiamy narzekać na aurę, a to nam za zimno, a to za gorąco - czysta poezja te nasze pogodowe wywody :) Miłego dnia!
    1 punkt
  36. W moim bloku mieszka około tysiąca osób na stałe plus Ci co przychodzą w gości, pracownicy, robotnicy to już sporo. Wiele mieszkań jest w wynajmie tymczasowym, zatem jest ciągła rotacja. Niektórzy świadczą różnego rodzaju usługi np lekarze w prywatnych gabinetach. Jest też jeden psychoterapeuta, zresztą mój znajomy. Dużo ludzi się ciągle kręci i to z całego świata. Obecnie oczywiście w przewadze Ukrainki. Ale sporo też jest Azjatów. Teraz mam w mieszkaniu naprzeciwko Japończyków. Znam też kilku Filipińczyków, Amerykanina i kilka Ukrainek, małżeństwo z Włoch i można by tak długo. Ale to są wszystko bardzo płytkie znajomości. Takie gadanie o niczym. Ludzie boją się bliższych kontaktów. Drugie miejsce kontaktów to jest park koło mojego bloku. Także mój kolega, który jest muzykiem ulicznym. Tam podchodzą ludzie i sami się zapoznają z nami, ale tutaj to już od kilkunastu do kilkudziesięciu dziennie. Też międzynarodowe towarzystwo. A jak poznaje to zależy od okoliczności nawet nie umiem powiedzieć jak. Jak się coś robi od zawsze, to się robi odruchowo i się o tym nie myśli. A ja taki byłem od przedszkola, że wszystkich zaczepiłem. Jak się zastanawiam teraz nad tym to wychodzi mi z analizy moich zachowań, że najczęściej zwracam uwagę ludzi na jakiś szczegół z otoczenia i coś wokół tego gadka idzie. Ale to różnie bywa. Mnie też często zaczepiają. Jak się jest niepełnosprawnym na wózku to o powierzchowne kontakty nie jest trudno. Ci na dwóch nogach mają znacznie trudniej. Ze zdziwieniem to nie, ale z nieufnością jak najbardziej. Według moich obserwacji to pogarsza się systematycznie począwszy od 1989 roku.
    1 punkt
  37. @Leszczym Jak się nie ma patentu na miłość to pozostaje bycie petentem. Może natrętność zostanie uwzględniona.
    1 punkt
  38. Apokalipsa nieobecności, kość została rzucona, na pożarcie, a może przed wieprze, kwiczące z lubością, coś na kształt: Jestem, którego nie ma, ale mam narzędzie zagłady, ostatecznej. Tu wystąpił przymus postawienia kropki, pauza jest niezbędna, szczególnie gdy zaschło, dajmy na to w gardle, przepłukanie niezbędne, absyntem, winem z Falerno, innym płynem niosącym światło, a także zaćmienie, umysłu nazbyt chłonnego, przynajmniej na początku, był chaos, ewentualnie słowo, jedno i drugie ulotne, jak czas kończyć. Się rzekło.
    1 punkt
  39. Jakby się tego nie nazwało, fajnie jak się śni słodkie ciało:).
    1 punkt
  40. @Cor-et-anima od czegoś trzeba zacząć 😅 Miłego również :)
    1 punkt
  41. wschód słońca TY cała w promieniach piękna z TOBĄ cała ziemia jesteś taka… pusty byłby świat bez CIEBIE nie byłby on już mój 1.2023 andrew
    1 punkt
  42. Czasem chce się płakać Wyć do księżyca I włosy z głowy rwać To wszystko tobie się chce Jak wiele innych rzeczy Ostatecznie nie robisz nic
    1 punkt
  43. " Lew salonowy" Pewien pan, najprzystojniejszy w mieście na parkietach szalał w garniturze. Porywał w tańcu serca niewieście, a potem porzucał w swej brawurze. Imiona ich targał , gdzie popadnie nie patrząc na uczucia niewinne. Bałamucił i kochał nieskładnie. Serce gniótł, w każdy wieczór to inne. Oszałamiał spojrzeniem i grzywą ten bezduszny salonowy lew. Wabił i zostawiał ledwie żywą, by innej kusząco do głowy wejść. I tak mijały szalone lata na zdobywaniu serc niewieścich, że nim się spostrzegł amant szarlatan już nie był najprzystojniejszy w mieście. Wciśnięty w garnitur zakurzony dawno zagubił porywczy swój zew. I choć namiętnie wraca na salony nikt go nie kocha, samotny jest lew.
    1 punkt
  44. @Corleone 11 Nie śpię, bo tak mam, że budzę się w nocy około 3 lub 4 i mogę wtedy spokojnie pomyśleć, ułożyć sobie plan dnia do pracy... gdy mam wszystko poplanowane, to przynajmniej połowa rzeczy pójdzie bardzo szybko...
    1 punkt
  45. @Arsis napisz na priv, bo wiesz kto czyta...
    1 punkt
  46. @staszeko Ej, zjemy na pół, wpadadnij na kawę...
    1 punkt
  47. @Arsis o awatarze piszesz?
    1 punkt
  48. @Wędrowiec.1984 Teraz też dużo rozmyślasz o kobietach.... tylko więcej w tym rozgrywania niż tęsknoty?
    1 punkt
  49. @Wędrowiec.1984 A jednak miłość 😅😅😅 Postawiłam na tęsknotę, bo zwykle trwa dłużej...
    1 punkt
  50. @Liero kiedy każda kropla jest wspomnieniem, to można pragnąc burzy cały czas?
    1 punkt
Ten Ranking jest ustawiony na Warszawa/GMT+01:00


×
×
  • Dodaj nową pozycję...