Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 21.10.2022 uwzględniając wszystkie działy
-
Tak mi szkoda tak mi żal tamtych dni Gdy niebo było tylko nasze nasze były mgły A świerszcz nocą tylko dla nas cudnie grał Tak mi szkoda tak mi żal minionych chwil Gdy byliśmy tak blisko siebie czując że to nie grzech Dziś gdy to widzę w oku rodzi się łza a uśmiech śpi6 punktów
-
Gdybym tylko mógł zmieniłbym tak wiele Tyle ran stworzonych na umyśle i ciele To życie nie jest niczym więcej aniżeli pyłem Gdy na nie z boku patrzyłem nie raz się skrzywiłem Nie z bólu fizycznego A raczej psychicznego Idzie za mną, krok w krok Z ust wychodzi słów potok I nie zatrzymuje się, o nie Tylko ono jest pewnikiem, cierpienie Do nikogo się nie przywiązuj Ludzie przychodzą i odchodzą, wyluzuj Wszyscy czynimy różnie, wyznajemy różne wartości A na końcu po każdym z nas nie ostaną się nawet kości5 punktów
-
Wszędzie tam dokąd podąża gonią ją i c h płytkie myśli Postrzegają jednostronnie pycha kwitnie głęboko zakorzeniona Poza n i m i uwalnia myśli ponad to jak dwie strony medalu5 punktów
-
Niekiedy wydaje się, że To tak niewiele Że w sumie To tyle, co nic - Splecione ludzkie dłonie Dwie – nie więcej Ściszony do maksimum szept Dwa cudowne słowa… Niedobrze jest, kiedy Te dwa proste słowa Stają się zabawką w rękach Nieodpowiedzialnych osób Nie igra się z miłością Zbyt potężna jest Ale obecnie Ludzie nie mają żadnych zahamowań. Warszawa, 21 października 20225 punktów
-
A Tuwim z góry rzucił okiem kto miejsce zajął na ławeczce zakompleksiały poecina dowartościować trzeba jeszcze prostując członki Tuwim powstał w dupę go kopnął wrzeszcząc gromko Ty piszesz dobrze nie kokietuj zbierz swoje dzieła wydaj książkę niewiasty zaraz legną sznurem i wzdychać będą jak do nieba uważaj tylko na ogórek aby przypadkiem nie zaśpiewał :)))5 punktów
-
Rzecz o ginących miastach <fade in> Są miasta które umierają z hukiem są miasta które giną ze skomleniem i tylko wiatr świszcze później w oczodołach ich okien powiewając strzępami firanek jak zwichniętą rzęsą, miasta które szczerzą połamane, sczerniałe zęby budowli miasta skopane, wdeptane w ziemię umierają żeby kiedy zgasną ognie pożarów kiedy wiatr rozwieje dymy i opadnie pył powstać z martwych, żeby się ponownie narodzić. <fade out> Są miasta które umierają powoli dzień po dniu rzedną światła ich oczu słabną glosy ich głosu, jak gdyby jedna za drugą wyciszały się ścieżki na mikserze ulic, jakby spośród grających chaotyczną symfonię instrumentów jeden po drugim, jeden po drugim wyłączały się basy silników pojazdów snery sapnięć autobusów, dzwonki tramwai gwarny śpiew przechodniów, tak jakby z pozornej kakofonii dźwięków odpadały, odpryskiwały kolejne słowa, skrecze śmiechów, dzwonki smatfonówi i rówerów, żyje! żyje! syren hi-haty kółek walizek na kostce chodników bociani klekot przejścia dla pieszych aż zostaną jedynie zawieszone w ciszy pojedynczy wyraz, reverb czyichś kroków oddalone szczekanie psa, warkot samochodu szelest przemiatanych wiatrem śmieci to miasta które odwiedziłaś, to miasta z których wyjechałaś, by nigdy nie wrócić to osierocone miasta które za życia obracają się w duchy przeszłości.4 punkty
-
To był ostatni ciepły dzień Na drugi czekać nie ma sensu Bo też i czasu jakby mniej Gdy się ogląda od ćwierćwieku To samo miasto Puste uliczki, gdzie ten tłum (Od jutra ostro zakrapiany) Aż przykro patrzeć, ten sam brud Się o te same otrze ściany Przy wtórze wrzasku Ranek obnaży ślady burd (Kto miejscowemu nie wybaczy?) Trzeba wyjechać, wzbiera żółć Dobytek skrzętnie spakowany Ale nie warto4 punkty
-
mieszkam w szczycie to dziwne miejsce pod ziemią choć bardzo wysoko mam swój kącik i nikłą przestrzeń na świat jednak brak okna by coś zobaczyć muszę wejść na szpic - po komfort w ziemię się zapaść może gdzie indziej jest lepiej niż tu lecz nie znam poziomych światów3 punkty
-
ludki z karmelu rzeźbię wam wioskę zielony lukier niech będzie trawką wafel niebieski nad wami kończę przykleję słonko bo przecież warto czekoladową piosnkę skowronka z waty cukrowej baranki białe domki z pierników ozdobię w kątach wesoło mieszam zaczynam szaleć boga dam z ciasta by się nie troskać a nie mówiłam cudny zakalec3 punkty
-
Przychodzisz za dnia by popatrzeć, jak radzę sobie bez Ciebie. W nocy czasem też zajrzysz przytulić, gdy jestem w potrzebie. Bądź wciąż obecny... Nawet, gdy jesteś daleko. Mój Nieobecny ... - łzy płyną rwącą rzeką. Chodzisz tymi samymi co ja, krętymi, bocznymi, ścieżkami. Wspominasz pewnie nieraz jak dobrze było między nami. Bądź wciąż obecny... Nawet, gdy jesteś daleko. Mój Nieobecny ... - łzy płyną rwącą rzeką. Szepczesz ciągle do ucha, że dam sobie już teraz radę. Chciałabym wierzyć w to lecz nie mogę, bez Ciebie nigdzie nie jadę. Bądź wciąż obecny... Nawet, gdy jesteś daleko. Mój Nieobecny ... - łzy płyną rwącą rzeką.3 punkty
-
w szaleństwie jesieni na jerozolimskich marzną kolory wszyscy uśmiechamy się do telefonów a ty malujesz miasto na nowo potem zbierasz pogubione liście kosztorys kolejnego dnia napiszemy w metrze owinięci w sentymentalne billboardy i późny listopad3 punkty
-
Płynę tak jak życie Strumieniem przejrzystym A twoja miłość jest dla mnie Czymś oczywistym Bo zagłębiam się W to wszystko chwilami Jest jakaś słodka tajemnica Między nami Która każe nam trwać W ciszy i skupieniu A każdy umiera sam W rozpaczliwym milczeniu3 punkty
-
Królowa zakochała się w królu przeciwnika. Gotowa jest zginąć w jego imieniu. Król bawi się – każe kochance tańczyć wokół niego. Zaprosili do zabawy dwa konie. ( Z kraju królowej.) Monarcha zaczyna balować beztrosko. Wkrótce przebija sztyletem królową. Dwa konie porywają go. ( Niosą go na przemian.) Król pod groźbą wrogiego pionka abdykuje i oddaje swe królestwo.3 punkty
-
O nic nie pytam, sama powiesz. Co Ci się stało, z kim rozmawiałaś we śnie. Co w duszy siedzi, sama tego nie wiesz. Dręczące koszmary, życie bywa ciężkie. Partner rękę podnosi, jego pijany umysł inaczej nie umie. Być silną, skąd wziąć siły. Żeby koszmar minął, a partner wreszcie poległ. Dobrze nie będzie gdy masz pecha. Trudnych decyzji nie podejmuj, wstecznego nie włączysz.3 punkty
-
3 punkty
-
Chodź, Chodź, Na przód, do mnie Powolutku Ja Cię złapię Zostaw strach I idź Raz i dwa Głęboki wdech Bicie serca I raz i dwa I wydech To nie są drzwi Za którymi nic już nie ma Chodź, chodź Na przód, do mnie Powolutku Tuż za progiem Ja cię złapię Dobra, to nawet nie jest wiersz tylko jakaś autoterapia, będę bardziej przemyślane rzeczy wrzucać3 punkty
-
3 punkty
-
Szanuję Twoje widzenie, Waldemarze. Dziekuje, że zajrzałeś i podzieliłeś się wrażeniem :) Dodam tylko, że "odchodzi" użyłam w wierszu jako synonim "umierania" . A umieranie przez rozpłynięcie sie w miłości odczuwam jako piękne. Pozdrawiam! Tak, zauważam, że kazdy z nas ma do czynienia z miłością - choćby tylko po kostki lub pod stopami... Bez miłości nie byłoby chyba istnienia. A śmierć jako całkowite ropuszczenie sie w miłości to moja nadzieja :) Dziekuję Ci za zainteresowanie! Pisząc też miałam to skojarzenie i zastanawiałam się, czy otworzyć ta możliwość usuwając z tekstu "w miłosci", ale miłośc zwyciężyła :) Dziękuję Ci za podzielenie się skojarzeniem i pozdrawiam! Bardzo ciekawe rozważania! Cieszą mnie :) Dziękuję Ci serdecznie za nie i pozdrawiam! @Dragaz Mio mi :) Pozdrawiam!3 punkty
-
SMUTASY W KOLEJCE smutek za smutkiem stoi w kolejce -nie pchaj się pan i popuść te lejce stoją w kolejce po krztynę nie smutku -coś ta kolejka drepcze pomalutku smutas smutasowi smutne szykuje szpony -rusz się pan, na obiad biją już dzwony aż nagle w kolejce zjawiła się radość -a widzisz pan tak działa zadość poprzeplatały się radości ze smutkami - zgoda więc panie niech będzie między nami wszystkie dni tygodnia zakrzyknęły chórem -za takim rozwiązaniem my stoimy murem *******2 punkty
-
Drobną pralinkę obracam w palcach z każdej strony, po otwarciu wącham i zamykam oczy. Biorę mały kęs i rozpuszczam na języku. Zdarza się, że zawijam z powrotem. Nie lubię jednorazowych rzeczy. Poznawanie siebie jest przywilejem i koniecznością. Bezczelna para. Życie ulotne jak slajd, często braknie czasu by pojąć jak daremne są poszukiwania w świecie zewnętrznym - nie tam jest sedno. Za oceanem szaleje huragan nienawiści. Zresztą, zawsze za jakimś oceanem szaleje jakiś huragan. Bomba rozerwała potomstwo i matki nie umieją poskładać ciał. Ludzie pomogą złożyć dzieci do trumien w jedność, a matki już na zawsze w ułamku.2 punkty
-
- Ale, jak widzę, chcesz wiedzieć, jak toczą się losy marynarzy i oficerów z zatopionego przy pomocy krakena okrętu. Podobnie zresztą jak Soa, która trafem pomyślała o tym w tej samej chwili - Jezus przerwał jej zamyślone wpatrywanie się w ocean, wysyłając myślowe wezwanie. - Cóż, stworzyliście między sobą więź. Pytanie brzmi, jak silną i na jak długo. - Posłuchajcie więc - gdy Soa podeszła, Jezus zaczął opowieść. - Oficerowie w większości plywają na statkach handlowych, wykorzystując doświadczenie z czasów służby na pancerniku, który wszyscy razem mieliśmy okazję pożegnać. Ten najmniej pozytywny nie posłuchał lekcji i traktuje podwładnych tylko trochę lepiej, niż poprzednio. Za tę małą poprawę czeka go szybka śmierć od ciosu szpady w bitwie morskiej, zamiast linczu ze strony zbuntowanych marynarzy. Kapitan odszedł ze służby i osiadł w Indiach, sprzedawszy majątek pod Londynem. Tak, Soa - tu Jezus uśmiechnął się, na co ona szybko spuściła oczy. - Pamiętam o bosmanie. Wydał ci taki męski, prawda? Dlatego mi o nim przypominasz. Ale nie chciałabyś z nim żyć. A przynajmniej do chwili, kiedy zacznie traktować kobiety inaczej. Jako równe sobie, a nie jako niższe istoty, które można krzywdzić. - Uspokoję cię jednak, już zaczął - ciągnął Jezus udając, że nie widzi zmieszania na jej twarzy. - Ustatkował się i zamieszkał na wsi na wschód od Londynu. Ożenił się i gospodaruje na małej farmie, hodując owce, krowy, kilka koni i dbając o sad. - Dziękuję, Mistrzu - Soa dygnęła wdzięcznie. - Za odpowiedź na pytanie i... - Z tym "i" będzie kłopot, jak wspomniałem - Jezus pogroził jej palcem, udawanie robiąc gniewną minę. - Tego "i", o którym marzysz, nie będzie. Bez ślubu ani rusz, nie licz na sama wiesz co - Jezus powtórzył palcogest. - Ale, Mistrzu - Soa nie chciała zrezygnować, a przynajmniej jeszcze nie - przecież znasz mnie dobrze, nawet bardzo dobrze. W końcu sam mnie stworzyłeś i doprowadziłeś do sytuacji, że jestem twoją padawanką. Więc... - Więc lepiej skoncentruj się na medytacji, by uspokoić i wyciszyć seksualne marzenia - Jezus spokojnie wszedł w jej tok wypowiedzi. - Bo zanim popłyniemy z kapitałem Nemo, jego załogą i naszymi przyjaciółmi w dalszą drogę, tu, na Wyspie Wielkanocnej, przyjdzie tobie i Milowi spełnić jeszcze jedno marzenie. Właściwie bardziej jemu niż tobie, chociaż na skutek waszej emocjonalno-duchowej więzi przejęłaś częściowo jego marzenie. - Ach, to? - rozradowal się Mil, od razu skojarzywszy, o jakim dokładnie marzeniu mówi Mistrz. - Mm, wspaniale! - uśmiechnął się szeroko. - Tak - Jezus oduśmiechnął się do swego padawana. - Wspaniale. Cdn. Voorhout, 21.10.20222 punkty
-
2 punkty
-
po kostki kolana szyję w miłości brodzi płynie - tak żyje aż kiedyś się zagłębi cały rozpłynie tak odchodzi2 punkty
-
taka jesteś zabiegana i na nóżkach już od rana w ruchu, biegu przez dzień cały by wieczorem nosem zaryć w puch poduszki co ratunkiem dla padniętej mojej duszki2 punkty
-
Sytuacja zamroziła nas w dwa sople lodu a spotkanie rozwlekło się w długie godziny wzajemne lodowate niespodobanie zaplątało nogi, ręce, języki i dusze my nie potrafiliśmy przed tym uciec a może chodziło tylko o brak uśmiechu a może przyszłe czasy i okoliczności wydały się głęboko za trudnymi żadne z nas nie wyplątało się tym samym z pajęczych niewdzięcznych sieci popadając w zaróżowioną zależność Znów trzeba było coś ktoś tego tamtego często na uczęszczanym portalu randkowym gdzie właściwie jest naprawdę najtrudniej zrozumieć jakiekolwiek kanony!! Warszawa – Stegny, 20.10.2022r.2 punkty
-
Ciemnia Czeluści rozjaśnia czerwona żarówka, ujawnia że czuwasz. Wywołać cię z czerni, snuć wstęgi po szpulkach - analogii to sztuka. Wśród ciemni wewnętrznej sznur kliszy dopieszcza odcieni smug szarfa, światłoczułej powierzchni przenikanie doszczętne negatyw utrwala. W albumie na karcie niedosytu kontrastem wspomnienia dostarczasz, cierpliwość statywem, lecz sprawczym przebłyskiem ból - samowyzwalacz.2 punkty
-
Biel zębów zanurza się w miąższu brzoskwini, po brodzie spływają perliście kropelki. Wśród skórki zagłębień promieni blask ginie, wilgotnym opuszkiem gładź meszek jej miękki. Jak owoc dojrzały jest twoja jedyna, a wonna jej skóra ma odcień soczysty. Gdy powiew rozchyli jej sukni satynę, odciśnij swe usta na tafli złocistej.2 punkty
-
Piszący kurczowo pochwyci Ogólnik by nadać mu kształtu Uładzi, zaprzeda się chwili Przekłamie - w najgorszym wypadku Fotograf podkrada momenty Ziewnięcia, igiełki obcasów Sylwetki rozmyte jak szepty Nadmierność pod szatą lub nagość Tam refleks, igranie skojarzeń Dym z fajki układa się w halo Pstrykają ziarniste pejzaże Wstrzymuje nas w biegu nim zwiędną Rośliny i ciała, płat ziemski Próbując przedłużyć doczesność W najlepszym wypadku uwieczni2 punkty
-
na własne życzenie zza ściany dobiega melodia głośna i nieharmonijna nie do końca w jej guście nazbyt agresywna wstaje by zakończyć ten hałas lecz serce chce tańczyć danse macabre zdjęcie: pixabay2 punkty
-
nie wiem czy to celowo, czy nie, ale na tle pozostałych wersów, które kończą się dokładnymi rymami, moim zdaniem to się niezbyt rymuje, poszukałabym słowa o większej ilości odpowiadających sobie brzmieniowo głosek, ale to tylko moja sugestia, pozdrawiam2 punkty
-
Ona: Czy ja dobrze widzę? Czyżby wzrok mnie nie mylił? Zamiatasz? Ty? On: Tak, postanowiłem posprzątać. Trwam wytrwale w swoim postanowieniu. Działam jak się patrzy. Ona: Poważnie? A co takiego zamiatasz? Możesz mnie mój miły oświecić? Wczoraj przecież tutaj odkurzałam. On: A wiesz, kanony zamiatam. Ona: Kanony? I co wyrzucasz je potem do kosza? Czy tak? On: Nie, nie, zamiatam je pod dywan. Ona: A dlaczego ich, znaczy tych zbędnych kanonów nie wyrzucisz na śmietnik? Już wiem, pewnie ci się nie chce, ja już ciebie trochę znam i wiem, że jesteś leniwy. Zawsze taki byłeś i obawiam się, że będziesz takim coraz bardziej. Ten proces się pogłębia. On: Nie, to nie to. Wcale nie jestem taki głupi i po prostu wiem, że kanony - nawet te zdeaktualizowane - mogą się nam jeszcze przydać. Ona: Wow!!! Warszawa – Stegny, 21.10.2022r.2 punkty
-
Podróżnik Zabieram cię ze sobą, jeszcze dziś ruszamy; Masz mapę, więc pomożesz poznać mi jej sekret. Mówiłaś, że znalazłaś urokliwe miejsce, Nie patrząc, lecz jedynie wodząc opuszkami. Niezwykła okolica, przestrzeń jak aksamit; Wyczujesz drobne fałdki, nadwrażliwe, miękkie, Więc jeśli delikatny i troskliwy będziesz, Zabarwią się radością, drżeniem i ciarkami. Ach, jakże to uwielbiam; Wargi znów przygryzasz, Uwodzisz, kokietujesz, chcesz być tylko dla mnie. Zaborczo wokół dłoni wijesz się i wzdychasz, Jak gdyby twym natchnieniem były moje palce. Pozwalasz… Nie, ty żądasz, każesz się dotykać; Uważaj, bo rozkazy lubię coraz bardziej. ---2 punkty
-
@WiechuJK Skoro smutni, to pewno kolejka po szczepienia na covida i do tego szczepienia na przymus, wbrew własnej woli... A może to kolejka poborowych w armii ruskiej? Bo niby dlaczego tacy smutni? Szkoda, że wiersz tego nie wyjaśnia. Wraz ze zbliżaniem się do celu = końca kolejki - powinni być coraz szczęśliwsi...2 punkty
-
2 punkty
-
2 punkty
-
@Krzysica-czarno na białym No co jak co ale moim zdaniem Twoje akurat wiersze nie są nawet w małym stopniu grafomańskie:) No ale możliwe, że się nie znam :)2 punkty
-
Przedzieramy się przez łąkę w chmurze wirujących pyłków. Pod nieboskłonem rozsłonecznionego lata. W którymś upalnym dniu lipca. Na stepie. W opuszczonym raju nuklearnego piekła. Gdzieś tutaj opuszczone miejsca, przedmioty… Palą i kłują rozpędzone atomy archaicznej radiacji. Przedzieramy się przez spróchniałe deski, skorodowane blachy, pręty… Chrzęści pod stopami spieczony szklisty popiół osuwający się na zboczu. Wspinamy się… Słońce oślepia i rani. Przesłaniamy oczy. Zaciskamy mocno powieki. Pod powiekami pulsuje boleśnie powidok pamięci. Przestrzeń załamuje się. Tętni od natłoku gorącego powietrza. Chmury płyną donikąd, wodząc po ziemi cieniste plamy nieokreślonych bytów. Dynamika obrazu. Lotność powietrza… Uwidocznione jaskrawo przemiany mieszają się z metafizyką istnienia. Kształty. Formy. Wizje bezgranicznej pustki… (Włodzimierz Zastawniak, 2022-10-20)2 punkty
-
@Arsis Zawsze w pierwszej kolejności zwracam uwagę na dobór słownictwa, dla mnie to główny walor tego tekstu, to i plastyczne opisy, szanuje2 punkty
-
@Franek K Kawalerowi z odzysku w Zambrowie przygód wciąż nowych szukanie nie w głowie. Seks uprawia pono tylko z byłą żoną zgodnie z maksymą, że seks z ex to zdrowie.2 punkty
-
kiedyś lubiłam listy pisać zatem napiszę dzisiaj do ciebie słowa w nim padną tradycyjne opowiesz mi jak jest w niebie drogi Jasiu synku kochany biegałbyś teraz roześmiany przyjaciół wielu byś miał jednak los inaczej chciał chociaż się nigdy nie urodziłeś w sercu wielką zasiałeś nadzieję w moim życiu dzień zajaśnieje i tym co mam się z tobą podzielę realnie wtedy myślałam o tobie szykując świat do twoich narodzin dziecięcą wyprawkę szykowałam w twoim pokoju do dzisiaj stoi życie ci jednak szansy nie dało nigdy się z tobą nie przywitałam nie wezmę nigdy cię w ramiona nie spojrzę w oczy ukochane nie ma cię teraz obok mnie jednak w duszy obecność czuję biegasz po łące kolorowej w krainie szczęścia podobnym tobie2 punkty
-
Tym razem miejsce nie zaznaczyło się wyraźnie. To były raczej mętne skrawki pomieszczenia, coś jak klatka schodowa albo część korytarza z boku którego umieszczono drzwi. Panował półmrok pomimo, że nie było żadnych żarówek ani okien. Może to był wieczór, a może poranek. Zaś ona? Ona w głowie ciągle jeszcze miała ciszę, przerywaną co prawda raz po raz myślą o tym, że w miejscu w którym jest, nie mogłaby poczuć intymności, bo coś majaczy po kątach przeszkadzając samą swoją obecnością. Nie o takim miejscu marzyła. Ani grama tu otwartej przestrzeni, ani jednego kłosa, ani kwiatów, ani chmur, ani... Żadnej ze swoich pięknych twarzy matka natura nie odważyła się tu pokazać. A ona tak bardzo chciała pól rozległych, rozciągających się od horyzontu po horyzont, wyzłoconych zbożem, tak wysokich, żeby można było się w nich schować na tę chwilę. Schować przed ludźmi i ich wynalazkami, ludźmi będącymi klonami swojej człowieczości, powielanymi i ustawianymi w tych powieleniach czasami bez żadnego sensu. Uciec nawet od samej siebie, od swojej potrzeby nazywania wszystkiego, dodawania wszystkiemu tła i cech charakteru, a sobie w związku z tym emocji, przez które ciągle i ciągle trzeba się nad czymś zastanawiać... Tymczasem zastała pomieszczenie, które nawet nie wiadomo jaką funkcję mogłoby pełnić. Nijakie, zbyt nijakie, przez to zbyt chłodne na gorące uczucia. Ale to tylko pozory, bo pomimo tak niesprzyjających warunków, one pokazały się także i tutaj, swoją siłą przysłaniając całą w mozole tkaną scenerię wraz z elementami za i przeciw i już wyłaniającymi się interpretacjami. Dokładnie wiedziała, że w takich sytuacjach, zanim na powrót zmieni się w narratora, będzie musiała przez chwilę mierzyć się z główną rolą. Nie, to nie zapach ani wygląd ją podszedł, to nie tak jak w reklamach i filmach, gdzie ludzie opierają się na efektach starań dołożonych do fryzury i makijażu, nienagannej dykcji, jednorazowych butach albo dobrych samochodach... to nie była żadna z tych barw, jakie mają romantyczne thrillery wyświetlane na różnej wielkości szklanych ekranach. To cień człowieka zaczepił ją swoją energią, energią na którą nawet nie próbowała się przygotować. Zna ją bowiem i wie, że jest to mało stateczna energia, mocny i nagły wybuch, który narobi jej w głowie dużo szumu, a potem umknie. Ta energia jest jak piorun wiosenny, któremu trzeba zrobić zdjęcie, żeby go potem w nieskończoność i z każdej strony oglądać nie mogąc się napatrzeć. I ta energia kładzie ją na podłogę i tak bezpardonowo sięga jej do ust, pod język chce zaglądać swoim językiem, i szukać tego wszystkiego, co jest objęte rezerwacją do czasu znalezienia odpowiedniej przestrzeni... tylko... tylko... czy taka przestrzeń istnieje? Teraz jednak nie mogła się nad tym zastanawiać, tym bardziej, że zwyczajowo nie-usatysfakcjonowana i zwyczajowo nie wykazująca zdziwienia swoim brakiem satysfakcji z wciąż istniejącego dystansu postać energii uleciała na rynek główny, gdzie akurat rozgrywały się dantejskie sceny. A ona nie mogła nawet w samotności oddać się poszukiwaniu garderoby do swojej standardowej roli narratora, bo ktoś akurat zapukał do drzwi.1 punkt
-
Poszukiwania Jesienią, w dni pochmurne, gdy ostatnie liście Pożółkną i opadną, któż ich nie podepcze? Gdy wyschną, niezmiecione dalej będą trzeszczeć, Szeleścić i zawadzać. Zostań proszę, zbliż się. Bo oto piękne kwiaty co nie przekwitają, Zdobione kolorami niezbadanych światów; Nie zrywaj. Rozbudź zmysły gamą barw, zapachów, A będzie ci dziękować przemęczone ciało. Więc może są jak kwiaty? Powiedz mi, czy one, Przy dźwiękach nokturnowych, płatki podwinąwszy, Od razu zasypiają? Widzę ogród śniący, I skrytą pod warkoczem tajemnicę komet; Znów cisza… W jej bezkresach otulone góry; Tam echo recytuje swe improwizacje, A jeśli szybko znikać śród pagórków zacznie, Niech szczyty jego głosem wybrzmią po raz wtóry. Więc może są jak echo? Znasz je, gdyż wielokroć Słyszałeś, co przed chwilą mogło przestać istnieć. Czy może wciąż wybrzmiewać co nierzeczywiste, Jeżeli, gdy istniało, piękniej brzmieć nie mogło? Poezje - dziś jesteście echem nad górami, By jutro pięknym kwiatem stać się pośród liści. Odkrywam w podprzestrzeni latające wyspy, Lecz gubię się i ślepnę między kometami. ---1 punkt
-
KARZEŁ. Wolność, równość, sprawiedliwość, demokracja, łatwo idealistów na te słówka nabrać, lecz jeśli nie jest to fałszywa narracja, to spróbuj Obywatelu za nie umierać! Czyż mogłyby rządzić sobą ciemne masy, chociażby przez tak zwanych reprezentantów, bez wodza, ideologii, nacisków i kasy? Intelektualny bełkot dyletantów! Najbardziej ekscytująca bywa władza, zwłaszcza absolutna co dzieli i osadza! Tak właśnie Karzeł śmieje się nam w nos, do szpiku kości mrozi Karła głos, zwłaszcza że w jego rękach dziś nasz los! Wszak zawsze byli ci słabsi i silniejsi, co za kark brali i którzy go zginali; od zawsze też byli równi i równiejsi, ci co łajali i którzy się kajali. Bo wodzowie, wykonawcy, ich ofiary, wrogowie, oponenci i zdradziecka klika, naszego świata odwieczne to filary, których żąda Bóg, natura i praktyka. Nie łudźmy się że zmienią filozofów sny, to co pisane mamy głęboko we krwi! Tak właśnie Karzeł śmieje się nam w nos, do szpiku kości mrozi Karła głos, zwłaszcza że w jego rękach dziś nasz los! I czymże jest naród jeśli nie tworzywem, w dłoniach wszechwładnego demiurga historii; czyż ma on najmniejszą szansę być szczęśliwym, pozbawiony idei, dumy oraz glorii? Czy ludzie pozostawieni sami sobie, mrówki bez mrowiska i pszczoły bez roju, wskrzeszą hart ducha i geniusz w swojej głowie, bez męża opaczności wielkiego pokroju? Bo ileż może nędzny ich żywot być wart, gdy nikt go nie dopisze do historii kart?! Tak właśnie Karzeł śmieje się nam w nos, do szpiku kości mrozi Karła głos, zwłaszcza że w jego rękach dziś nasz los! A społeczeństwo!? Jak nie mieć go w pogardzie? Czyż ma ono twórczą moc i zdolność myślenia, równą sile, intrygom i propagandzie? Wreszcie człowiek - marność wyzbyta znaczenia: samce opętane cielesnymi żądzami; te panie którym śliniąc rączki całuję, jak wyzwolone mogą stać się matkami? Zbiór hien i szakali co ład boski psuje! A wam pięknoduchom niech myśl ta oto świeci - doniosłe dzieła to podłych czasów dzieci! Tak właśnie Karzeł śmieje się nam w nos, do szpiku kości mrozi Karła głos, zwłaszcza że w jego rękach dziś nasz los!1 punkt
-
liż mnie gryź mnie lecz nie mlaskaj owoc miękki pieść i głaskaj zlizuj wilgoć tam gzie trzeba i nie pomyl z piekłem nieba :)1 punkt
-
W głowę zachodzę jak stało się, że wcześniej nie wpadłem na Twoje pisanie. Musiałaś bywać kiedy mnie nie było. Sprawne rymy, niebanalne uchwycenie tematu, liryzm i mądrość biją z każdego wersu. Cieszę się, że mogłem czytać i na myśl, że może (jeśli będziesz tutaj publikować) będę więcej.1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
w tym domu w którym zamieszkamy będą budziki równiuteńko stały nikt ich nakręcać nie będzie-bo po co czas nam odmierzać będzie miłość nocą ja będę czytał(a) wiersze ci przed snem ty będziesz ziewał(a)-bo wiersze cię nudzą i przytuliwszy do mnie się jak pies warkniesz do ucha-obudź mnie przed burzą burza jest wtedy gdy nie mam już sił kiedy poezja kością w gardle staje sięgam po prozę-a ty jakbyś wył(a) po chwili grzecznie-wychodzisz? zostajesz? jasne jak słońce przecież że zostaję w tym domu w którym zamieszkamy książek na półkach będzie co niemiara najwięcej tych nieprzeczytanych znana fabuła jest mało ciekawa roślin tam będzie jak w jakimś ogrodzie a ty kwiatami raczej się nie frapuj ja je podlewać będę i dbał(a) o nie ty wkręcaj i wykręcaj nakrętki w garażu1 punkt
-
@snežinka Oddalić się od... by trafić do domu własnego serca. Rzadko wystarcza jedna zima, częściej potrzeba ich wiele, a typowo nie trafia się nigdy... zabrakło czasu.1 punkt
-
Bezczelny. :D Ech... brakuje mi tutaj rymowanych wierszy. Zauważyłem, że ludzie jakoś bardziej wolą nie rymować słów. Bardzo fajny utwór, fajnie rymowany z wtrąceniami, których się nie spodziewałem, czytając. Takie zabiegi bardzo mi się podobają.1 punkt
Ten Ranking jest ustawiony na Warszawa/GMT+01:00
-
Ostatnio dodane
-
Wiersze znanych
-
Najpopularniejsze utwory
-
Najpopularniejsze zbiory
-
Inne