Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 13.02.2022 uwzględniając wszystkie działy
-
7 punktów
-
Cały dzień Dbam o Słońce Wkładam promienie do słoików I zalewam Słodkim marzeniem o lecie Szczyptą dziegciu Jak wspomnieniem O tym, że nie ma Ciebie już Pośród Natury ożywionej Powtarzałeś Nie śpiewaj nigdy dla mnie Więc nie śpiewam Tylko Całe dnie Wekuję Źdźbła trawy i wiatr który pognał ciebie w nieznane trochę mi na tym zejdzie5 punktów
-
zanim odkryłam piąty wymiar czas wydrapał ze mnie ostatni księżyc bezgłośne obietnice dryfowały w pustej przestrzeni — bez mocy i wszystko było czarną kropką mój duch zestarzał się o całe wieki przywiązany do twojego jest jak dwuwymiarowy cień pozbawiony kształtu stłumiony głos przenoszony z jednej ciszy w drugą nie zamilknie w próżni jestem fotonem biegnę przez pola i choć dzielą nas lata świetlne nie tracę gwiazd pod stopami otwarty wszechświat nawołuje4 punkty
-
widzę cię na odległość moich dolegliwości jest więcej niżeli twoich gestykulacji taniec boli jeśli pierwszy krok wykonamy bezmyślnie dalej krzyk ciągnie się jak modny szyk nic nie słychać twoja szyja pulsuje tunel graniczny między zrozumieniem a współczuciem jest wybuch i wszystkie kłótnie pożera czarna dziura później tunel poddaje się renowacji żyły przestają się tłoczyć rzadko coś się zdarza coś się wydarzyło wydarzyła się ona miłość na gapę to brak zrozumienia z poprzednim kierowcą żyło się wyraźniej4 punkty
-
czasem przechodzisz przed moim oknem taka szczęśliwa z tamtym mężczyzną a ja za ścianą z tęsknoty moknę choć się do tego nigdy nie przyznam macie mieszkanie i wspólne sprawy gdy wraca z pracy drzwi mu otwierasz z daleka widzę że się spełniły jemu najskrytsze moje marzenia czas czasem boli lecz leczy rany nawet najbardziej czasem ukryte niepasujący nigdzie element w tej układance nazwanej życiem3 punkty
-
na szukaniu dziury w całym czarnej dziury gdzie znikną wszechświaty wszyscy źli na końcu dobrzy i ty chcesz tego? a może lepiej zacząć posługiwać się igłą i nitką?3 punkty
-
kieszeń pełna marzeń w plecaku nadzieja obok wierny cień cóż więcej potrzeba by udać się w nieznane gdzie wolność i mgła gdzie przygoda czeka a na poboczu drogi drzemie głaz to on nam opowie o tym czego dziś jest wart ten świat a my mu uwierzymy uśmiechem czują we włosach wiatr3 punkty
-
Nie odkrywam Ameryki choć to z tego kontynentu przyszła do nas owa moda pełna wdzięku i zamętu. Na początku jak to zwykle bywa u nas z nowomodą, że to przecież zgniły Zachód wchodzi do nas z nową szkodą. Młodzież jednak polubiła bo to ona adresatem była głównie tego święta, które zawładnęło światem. Starsi trochę na uboczu z niekłamaną ciekawością wspominali przeszłe lata, które tkały nić miłosną. Wspominali, wspominali potem wspólnie oświadczyli "Walentynki" naszym świętem myśmy także młodzi byli. Tak, więc oba pokolenia Walentynki dziś obchodzą i partnerce, partnerowi jak najmilej ten dzień słodzą. Są tysiące innych wierszy napisanych w tej intencji ja posłużę się tym moim dorzucając garść sentencji. "Miłość daje radość wielką" "Miłość miewa złe okresy" "Miłość jest podstawą życia" "Miłość to jest lek na stresy"3 punkty
-
Gdzieś z dala słychać strzały, tutaj głucha cisza, grota, jakich jest wiele, On tu kiedyś leżał. Niejeden się nawrócił, lecz inni nie wierzą, bo nie ma tu niczego, prosta, gruba płyta. Na zewnątrz w uniformach pilnują dziewczyny, celują do przybyszów, na wszystko gotowe. Każdy może być wrogiem, stąd ruchy nerwowe, gdy teraz na mnie patrzą, bo jestem jedyny, który idzie przez miasto i wprost ku nim zmierza. Pilnują grobu tego, co dla nas nadzieją, tego komu sam Ojciec nasz zły świat powierzył, a jego przyjścia ludzie pojąć nie umieją. Jestem tu sam, przy grobie, on dla nas umierał, a ja pewny nie jestem, czy ze mną jest teraz. Refleksje osobiste z odwiedzenia grobu Chrystusa.3 punkty
-
Siedzisz W mojej głowie Klonując się w snach Czasem jak anioł Na ramieniu Towarzyszysz mi Gdy nie ma na nim Mojej duszy Kochasz ogień Dlatego Zwiesz mnie słońcem Bo na nim Najwięcej ognia Tak samo Jak w naszej miłości Płomienie trzymałeś W uchylonych dłoniach Uśmiechając się do mnie A ja leżałam Na puchowym dywanie Z rozwianymi włosami Podziwiając Twoje Transcendentalne oblicze Które nie uniesie Żadna łódka Wystrugana z kory Bo tylko w sercu jest tyle miejsca Ile potrzeba miłości Nadziei I życiu Klaudia Gasztold3 punkty
-
Na spacerze z psem pompon na czapce nudził się wyraźnie Postanowił zbiec Potoczył się prędziutko i przycupnął gdzieś Czapka przemilczała tą gwałtowną stratę Przyznała się w domu Co robić bez pompona zanadto mnie widać spod bezwstydnej czapki Trzeba wrócić natychmiast i odnaleźć sprawcę a potem uwięzić w miejscu przeznaczenia Ale chodnik przy domu uporczywie milczy na temat pompona Skurczone kałuże bezczynnie patrzą w niebo Bezruch trwa obojętnie wobec takiej traumy Nagle patrzę jest Pięćdziesiąt metrów dalej na samym środku leży i wygląda jak jeż Przyspieszyłam kroku a z boku pies malutki obcy W tym samym pędzimy kierunku ja do pompona on do jeża ja na dwóch nogach on na czterech ja kroki sadzę długie on króciutkie lecz szybkie Już jest przy jeżu już go wącha już różowy język wyciąga po niego kiedy krzyczę na całe miasto pomopo nie A jeż jak to jeż oddalił się drobnym kroczkiem na puszystych łapkach3 punkty
-
Przez miliardy lat przed stworzeniem świata Bóg strasznie się nudził kiedy onanizm spowszedniał mu do bólu zaczął dłubać w nosie to się musiało skończyć Wielkim Kichnięciem3 punkty
-
Z przeciwnikiem stawać w szranki miałem od świtania hardo ale stało się inaczej bo osrałem się musztardą. Na przyjęciu turniejowym podawano kiełbas pęta a kiełbasa bez musztardy to jak wywietrzała mięta. Przeto brałem ją garściami i maczałem w niej kiełbasy wtem kniaź, który stał tuż obok rzekł przy wszystkich - brak mu klasy. Rozeźliłem się tym bardziej opróżniłem wszystkie słoje i poczułem się nieswojo więc wyszedłem przez podwoje. Nie widziałem nigdzie strzałek w tym kierunku toaleta nie widziałem też symboli tu mężczyzna, tu kobieta. Pech, że byłem cały w zbroi giermek leżał gdzieś zalany nie zdążyłem ściągnąć dołu teraz stoję tu osrany. Choć historia wymyślona morał w sobie jednak skrywa są momenty, kiedy właśnie wspomóc może lewatywa. Można też tu dopowiedzieć że niebyło by tej sprawy gdyby umiar i rozsądek wskazał ile brać przyprawy.3 punkty
-
Ten maj był, niestety, nad wyraz paskudny, Niebo łkało nieprzerwanie zimnym deszczem, Wydawało się, iż nasza stara ziemia się udusi, Na chodnikach tworzyły się mini-oceany kałuż. Spoglądając w górę, wprost na szare chmury, Staram się nadaremnie dostrzec przez nie złote słońce, Gdzieś jest, wiem to, ponad wełnistą pierzyną, Nadejdzie dzień, gdy wezwie mnie do siebie.3 punkty
-
* Do sali tronowej wbiegł przestraszony Hardva, jego wtargnięcie wprawiło w rozbawienie i jednocześnie zdziwiło, władcę Czarnoziemców, który w napięciu wyczekiwał przybycia swoich Wodzów, Służnych oraz całej reszty wyższych żołdaków na nocną naradę. - Panie! - krzyknął już od drzwi i wykonując serię dziwnych ruchów, jakby chciał przywołać go do siebie. Władca nie zwracając uwagi na pijackie ruchy swego, najwyższego z Jasnowidzących przywitał go z kpiną w głosie. - Doprawdy? Hardva? Zadziwia mnie twoje przybycie przed czasem. Mam nadzieję, że spoglądając w swoje wszechwidzące lustra zorientujesz się w szeregach faktów i wskażesz mi szpiegujących oraz zdrajców na dzisiejszą egzekucję. Sam, w podzięce za służbę, też do nich dołączysz, już od dawna mam dla ciebie zaproszenie. Twój czas minął, bierz się do roboty a oszczędzę Ci cierpienia i nie wrzucę w podziemne żarna, będzie mógł się kiedyś znów odrodzić. - Panie... - szepnął Hardva niespodziewanie przybliżył się do władcy. - Dawaj mi nazwiska zdrajców, a skrócę to twoje pijackie delirium - powiedział władca. - Panie...- i już Hardva nic nie powiedział, tylko wyciągnął spod kurty miedzianą wypolerowaną blachę. Władca zaskoczony skierował mimowolnie twarz w jej stronę. Hardva wymownie patrzył na władcę i wskazał blachę, na której przemknął jakiś cień, być może młodego mężczyzny. Patrząc z ogromnym natężeniem na władcę przelał mu w umysł myśl ,,Panie, tu nie jesteś bezpieczny. Spotkamy się na Ostrej Skale". W tej chwili niespodzianie wypuścił z rąk rozgrzane do czerwoności miedziane zwierciadło, które nie zdążyło upaść na posadzkę. Zaczęło wrzeć w powietrzu, wyparowało, mgła która w ten sposób powstała uniosła się w górę i spadła metalicznym deszczem na władcę, plamiąc jego ubranie, tron i posadzkę. Hardva z natężeniem jeszcze raz spojrzał na władcę, ruchem ręki wskazał Ostrą Skałę, po czym rozpłynął się w powietrzu, zanim władca zdążył mu przeszkodzić. - Tępy, bezużyteczny kuglarz! - wykrzyczał za nim władca. - Jeszcze dziś posłużysz za smar do podziemnych żaren... - dodał i skinął na zamkowych Służnych, aby rozpoczęli pościg. W sali tronowej zbierali się już przybyli na naradę Czarnoziemcy. Gwar podnosił się minuty na minutę, co raz wybuchały salwy śmiechu i okrzyki powitalne. - Głupcy, banda skołtuniałych żłobów - powiedział sam do siebie władca i przebierał właśnie płaszcz, gdy wszedł do niego były uczeń Hardva z bardzo przejętym wyrazem twarzy. - Bolą cię zęby czy za dużo przebywasz z babami?- zagadnął władca - tylko nie mów że żałujesz Hardva, ścierwo... - Nic z tych, Panie - przerwał mu młody Jasnowidzący. - Nie udaje się rzucić zaklęcia wyciszenia, ktoś nas śledzi i przejmuje nasze moce, nie możemy tu zostać i to, co teraz mówimy, też jest już przechwycone... - Niech siedzą i radzą, chyba nie będziemy im przerywać - powiedział władca. - Ty, pójdziesz ze mną.2 punkty
-
Radość wielką i ulgę czuję w sercu moim. Bo wypchnąłem zło całe, stanąłem na swoim. Wczoraj szarość widziałem, wszędzie wokół siebie, Dziś mi słońce świeci, jest tęcza na niebie. Zło zbliżając się do mnie, słodziło, mamiło, Miodem się przykryło, by mi było miło. A ja głupi będąc, nie widząc niczego, Wpuściłem je do siebie, wciąż nie wiem dlaczego. Przyjaciele mówili, co ty bracie robisz, W bagnie będziesz pływać, źle tylko se zrobisz. Ja się nie słuchałem mych przyjaciół drogich, Brnąc dalej w tym bagnie, gubiąc swoje drogi. W końcu belfer najlepszy, życiem nazywany, Dał mi kopa w zadek, pokazał mi rany. Otworzył mi oczy, dał plaster na serce, Powiedział co trzeba, utulił w rozterce. Ustami mych przyjaciół wyprostował drogi, Bym nie brnął w tym dalej, osuszył swe nogi. I wyschło to błoto, odpadło płatami, By słońce w moim sercu świeciło latami. Posłuchałem belfra i przyjaciół moich, Dla dobra mam miejsce tylko w życiu swoim. Ono to mnie prowadzi, rozświetla me życie, Zła już nie wpuszczę, niech leży w niebycie. Przyjaciele moi wiedzą o czym piszę, Za daną mi mądrość, za duszy mej ciszę. Za te słowo mówione, które serce koi, Z serca Wam dziękuję, Przyjaciele moi. I Ty mój Kochany, drogi Czytelniku, Uważaj na zasadzki, których jest bez liku. Zło czai się wszędzie, krąży wokół Ciebie, Zawsze zrobi wszystko, byś nie był jak w niebie. . Andrzej Pawłowski, Olsztyn 14.03.20212 punkty
-
Kochani czyż nie jesteśmy wszyscy Orłami ??? !!! Złość orła tu widzę i tego się nie wstydzę, że taka sama ma dusza, która z zimną krwią się porusza, tu na naszej ojczystej ziemi, alem oddalona zwątpieniami... Orzeł fruwa nad gniazdem I krzyczy: To nie jest nic nie warte!!! Fruwajmy nad naszymi gniazdami !!! Czyż nie jesteśmy wszyscy Orłami ???!!! Krzyczmy dookoła: Czyż ta ziemia nie jest moja???!!! Czyż nie jesteśmy braćmi Orłami???!!! Czyż nie jesteśmy tacy sami???!!! Czyż nie mamy takiego samego gniazda??? Chyba, że Ty jesteś potwór morski Lewiatan??? Pożerasz nasze domy !!! Czy teraz moje Orły... wiedzą z kim mają do czynienia??? Czy boimy się jego imienia???!!! Lewiatan to gad zatruty, co nas pożera!!! Ale my fruwamy, a on w morzach zadziera... z tymi co pływają... ale nie z nami, którzy latają...!!! Nauczmy się latać na swoich skrzydłach Orlich Bądźmy tylko bardzo rozsądni !!! Bo i nas Lewiatan może schwytać !!! Bo on to naprawdę jest bandyta !!! Fruwajmy... i naprawdę się nie dajmy !!! Orlica Tarantulla Ewa Lipka (Krasuska)2 punkty
-
2 punkty
-
Jedyna na osiedlu ma towarowy chodzik na skrzypiących kółkach wozi swoje skarby , tajemnice i prywatny kosmos w wymiętych zdjęciach zapisany może i nawet świętego Graala (tak twierdzi Franz kiedy ma humor ale to może być plotka) Nie widziałem Jej w TV a codziennie z mozołem zdobywa Everesty krawężników2 punkty
-
sycona do późna noc senną myślą wypełnia dzień umyka dostępności umysłu ten stan tak odrębny pod zwykłą gwiazdą na sinym nadkonarowym niebie pojawia się doznanie ciała samorodnie formując halucynacyjną scenerię po tobie zawsze nieobecne odczucie bólu i wyhamowana rzeczywistość unosi z dziwnego teraz dusze żarem zbliżone ciała roszą1 punkt
-
Pan Eustachy wieś Porąbka nasiąknięty był jak gąbka. Alkohol przeważał bo Eustachy wdrażał picie trąbiąc niczym trąbka.1 punkt
-
Żyli długo i szczęśliwie - taki jest początek baśni - za górami, za lasami, lub też obok ciebie właśnie. Postarzali, posiwiali, pomarszczyły im się twarze, ale często w głos się śmiali, bo im było dobrze razem. Zakochani, zadurzeni, starający się o siebie niczym młodzi narzeczeni - dobrze było im jak w niebie. Tak mijały lata kłusem, dziesiątkami, wartkim marszem, aż oświadczył się staruszek swej dziewczynie - pani starszej. Bo w szpitalach odwiedziny, bo wspólnota i podatki, bo dla dzieci, dla rodziny, bo majątek, akta, spadki... Podpisali akt własności - ona jego, a on jej; zapomnieli o miłości, niepotrzebna stała się. Nie prosili na wesele tej ulotnej, cichej wróżki. Odfrunęła już w niedzielę, w poprawiny. (Czy w Zaduszki?...) Lecz ja na weselu byłam, miód i wino duszkiem piłam, a to wszystko, co widziałam, wiernie wam opowiedziałam. A co było po weselu? Co się stało z nim i z nią? Ślub na zawsze ich rozdzielił. Resztę pozostawmy łzom. **************************************************************************************** Witam serdecznie wszystkich, którzy nas znają i pamiętają, a także wszystkich, którzy chcieliby nas poznać - i zapraszam na nasz ślub, tzn. mój i @kot szarobury (z nadzieją, że powyższy wierszyk nie okaże się złą wróżbą ;)1 punkt
-
odkąd pamiętam nie przepraszasz wracasz i klęcząc składasz w całość pogruchotane ciszą serce w przypływie uczuć mówisz mała ty jesteś moje dopełnienie atramentowa noc za oknem wietrznym podszeptem przypomina zdradliwy płomień skrzydła w popiół zmieni sto razy zanim miłość urodzi wyczekany spokój dla blasku topazowych spojrzeń jak nocny motyl mogę ginąć z brzaskiem ożywać w chłodnych dłoniach gdy wszystko mi wyznajesz milcząc1 punkt
-
życie to nie błąd to poezja fajnych chwil życie to nie robak nie można go ot tak zgnieść życie to prawda to tęcza i mgły oraz grzech życie to godność warto w niej być nie bać się1 punkt
-
Ja świat ten kontempluję, a ty go pożerasz; mozaikę komponując z chwil, wieków minionych sięgam w przyszłość spojrzeniem niepewnym, stęsknionym, a dla ciebie istnieje tylko wieczne teraz. Zanurzam się w istnienie, głębię bytu mierzę, przeniknąć chcę sekundy każdej tajemnice; ty, namacalnej wierny do końca logice, w jednej tylko - swej własnej - obracasz się sferze. A przecież, choć tak różni - to jednak bliźniaczy: nienasyceniem równi, z pragnienia bezsenni, złaknieni życia, chociaż w dążeniach odmienni; na jednej szachownicy - dwoje czujnych graczy.1 punkt
-
każdego dnia jestem bliżej wypełniona cząsteczkami gamma ćwiczę czujność przenikanie toruje drogę do twoich tkanek wyciągam ręce drętwieją jaki rodzaj miłości jest nam pisany trudna przenikliwa wieczna na zaczernionej kliszy ślad przerzedzona biel kości nie wyróżnia nas z tłumu żyjemy jakby nigdy nic w kawałkach (prze)znaczeń podświetlonych tunelach głęboko w jakiejś komórce wciąż aktywne jądro1 punkt
-
Znowu znakomity wiersz z rysem historycznym i skomplikowanym wkomponowaniem się nowego, ważnego święta w naszą kulturę i zakończony błyskotliwa puentą z próbą zdefiniowania miłości. Bardzo na czasie. Pozdrawiam1 punkt
-
popatrz co jest daleko a co blisko zamknij oczy i poczuj co jest daleko a co blisko? a co jest najbliżej? wiem, tego nie da się powiedzieć (najbliskość)1 punkt
-
to co nazywamy ma korzenie w Poznaniu geograficznie gdzieś między oczodołami to czego szukamy nie jest bardziej istotne od kromki chleba istotą jest poczuć spokój i czuć to co czuje z pozdrowieniami do następnego przesilenia zabiłem się kilka razy bez skutku bez odwagi samobój ojciec smutku tuli mnie jak może nie lubi mnie syna swego zerojedynkowego który zstąpił na mnie i na ciebie już nie możemy rozmawiać nie znam słów zagubiony mózg nie ma poznania nie ma miast jest nic nic nie ma do powiedzenia1 punkt
-
A bo jeżeli umrzemy i wszyscy którzy nas pamiętają umrą, to po co robimy wszystko aby nas pamiętano? Po co boimy się ocen? Po co teraz cierpimy i umieramy niezadowoleni? Po co się martwimy tym co było? (własne)1 punkt
-
1 punkt
-
@Annuszka Ooo?, nawet nie wiesz jak jestem Ci wdzięczna za pochylenie się nad moim pisaniem??. Zaraz się biorę za Twoją łapankę ?. Dziękuję ???...1 punkt
-
-Mistrzu, co o przysiędze w urzędzie nam powiesz? -Oświadczasz, że uczynisz wszystko, lecz w tym słowie wiele jest dla jednego, mniej dla drugiej strony, więc nic ono nie znaczy, zwrot nieokreślony, bo kto o wszystkim mówi, nie mówi wszystkiego, zatem brać nie należy poważnie takiego.1 punkt
-
Rembrandt lecz nie Rembrantowa swe obrazy pod piec chowa. Piec kaflowy grzeje a obraz niszczeje. Czy to sztuka użytkowa?1 punkt
-
1 punkt
-
(ten wiersz to jest dramacik) Pensjonariusze siedzą przed ceglanym budynkiem i dyskutują o tym jak powstrzymać nadchodzącą wojnę. Są w jasnych strojach, mają troche zadługie rekawy. Mareczek (czytając komunikat z wezwaniem do opuszczenia terenu zagrożonego konfliktem): a gdybyśmy wszyscy tam pojechali mówię wszyscy bierzemy nasz dobytek i jedziemy a może chociaż plecak jak turyści tam na granicy i w Donbasie w Kijowie, nie tylko Lwowie Zuzia: nie pozwolimy patroszyć ojczyzny naszych braci na oczach Europy Heniek (ten ze smartfonem): wysyłamy na Ukrainę pełne autokary instagramerow youtuberow niech narzekają ze wiatr ze zimno ale i tak selfie w nowej czapce i live'y niech tam nam się rozejdą i na żywo porównują Majdan z Zakopanem, Donbas z Ustką Kliczkę w Gołotą Paranormal: ale trzeba szybko ich tam przenieść by całej operacji nie przejęli podstawieni agenci ktorych tak dużo w Polsce jak nigdy Chór: nie licz na świat bo każdy jego ruch już ustalony to szalona wojna przez szaleńca prowadzona Zuzia: zły szaleniec to taki który w słoneczny dzień w całej Europie strąci samoloty ludzi świat wyrazi oburzenie świat przemyśli sankcje Chór: myśl racjonalna jest że tylko szaleńcy mogą go powstrzymać Mareczek (czyta w the economist, że młodzi wyjeżdżają na zachód): liczę na was pustaki i wy tłuszczo przebrzydła… (dalsza część zawiera wyzwiska)1 punkt
-
Kilka błędów stylistycznych i za dokładne rymy, ale ogólnie nawet nieźle się czyta, nawet pomimo nierównej długości wersów. Przede wszystkim jednak, coś ważnego chcesz powiedzieć - to najbardziej na plus. Pozdrawiam1 punkt
-
Dziękuję wszystkim za polubienia. @Gosława @Annuszka @Klip @Franek K @Marek.zak1 @zyzy521 punkt
-
@Marek.zak1 Napisałem, że jadłem kiełbasę, lecz nie ona była przyczyną zaistniałej sytuacji a nadmiar zjedzonej musztardy. Przynajmniej to miało tak wybrzmieć. To chciałem przekazać w tym wierszu.. Umiar oraz takt na raucie nie pozwala żreć zażarcie. Można wszystko konsumować i ze smakiem delektować. W sumie wyjdzie na to samo ilość jadła się nie zmniejszy Za to osąd oraz ogląd o nas stanie się jaśniejszy. Pozdrawiam ;)))1 punkt
-
Zachowania ludzkie mają bardzo skomplikowaną genezę. Nie rozkładaj tego na czynniki pierwsze, jeśli chcesz żyć wśród a nie obok. (własne)1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
To wszystko było Pewnym rodzajem wyobraźni. I ta rakieta przy końcu. I że wszyscy dotarli na Ziemię. ... To nic, to tylko rodzaj Wyobraźni. Radość, miłość, cierpienie. I kot po bożemu na smyczy. I że mieliśmy gołębia na dachu... To wszystko... - pewien rodzaj Wyobraźni, Ten mój, z odrobiną goryczy. https://rafalpigonstronaautorska.blogspot.com/?m=11 punkt
-
Lejce lutego; licz, Laurencjo. Liczykrupa lamentuje; liczy, lecz liczydeł luka! Luminescencja lawiruje. Lodowate lecą lawiny, limba leśna lipnie legła. Lizus lisek luzem leci, lawinowe logo leasing. Lata Lukrecja likier lubi. Lube, lubczyku, lada lico? Luksusowe latte, lub lizak... Listek lebiody - lichym ci, co? Lnianowłosa Laura lustruje leksykonu legendy laur. Latawiec lata, lecz ląduje. Lepi Laurencja lutego lazur.1 punkt
-
1 punkt
-
Jesteś ani blisko, ani daleko... Gdzie się znajduje granica zdrowego zmysłu? Nietykalna przestrzeń wewnątrz czaszki - Nie do ogarnięcia... Pełnia kryzysu fantazji a realności w labiryntach neuronów... Miliony terabajtów informacji w malutkich szufladkach z tłuszczu i wody. Marzenia, miłość, pragnienie Tak samo, jak współczucie, albo wyrzuty sumienia - Skomplikowane dla zwykłego obywatela reakcje chemiczne... Ale czy to akurat robi życie czymś tak trudnym? Raczej tylko wyjaśnia go układ... Za dużo domyślamy, Za często przegrywamy partie pokerowe z własnym strachem... Niepotrzebnie czasami wracamy, Zamiast dać sobie prawo na szczęście. Jestem ani blisko, ani daleko - odległość między nami dorównuje milczeniu... Chociaż, może to tylko fantazje wewnątrz mej czaszki... Lepiej, pewno, pójdę odczuwać i utopię się w aromacie porannej mokrej trawy, czerwonego słońca nad żółtymi kwitnącymi polami, dzięków rzeki, rozgrzanego o południu końskiego potu... Samego życia! Bo, do prawdy, tylko to kosztuje odpuszczonego nam czasu...1 punkt
-
W przestrzeni I czasoprzestrzeni Mijamy się Dotykając czasami Opuszkami palców Skrawkiem źrenicy Pasmem włosów Oko w oko Ale mur w mur Bez dawania nie ma brania.1 punkt
-
Ciemny krajobraz się wyłania, tysiące poległych w imię Boga na polu leży. Święta wojna dogasa którzy to słudzy Boga a którzy wrogowie? Bóg swoich nie rozpoznał. Dostojnicy ludowi propagandę fundują, o królestwie opowiadają. Szaty religijne i togi prawnicze psychopaci ubierają, którzy tylko szacunek dla mamony mają. Pieśń pochwalna mamonie śpiewają i wierność przysięgają.1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
Ten Ranking jest ustawiony na Warszawa/GMT+01:00
-
Ostatnio dodane
-
Wiersze znanych
-
Najpopularniejsze utwory
-
Najpopularniejsze zbiory
-
Inne