Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 12.02.2022 uwzględniając wszystkie działy
-
czasem przechodzisz przed moim oknem taka szczęśliwa z tamtym mężczyzną a ja za ścianą z tęsknoty moknę choć się do tego nigdy nie przyznam macie mieszkanie i wspólne sprawy gdy wraca z pracy drzwi mu otwierasz z daleka widzę że się spełniły jemu najskrytsze moje marzenia czas czasem boli lecz leczy rany nawet najbardziej czasem ukryte niepasujący nigdzie element w tej układance nazwanej życiem13 punktów
-
życie to nie błąd to poezja fajnych chwil życie to nie robak nie można go ot tak zgnieść życie to prawda to tęcza i mgły oraz grzech życie to godność warto w niej być nie bać się7 punktów
-
wydawać by się mogło że nie wiem najgorzej całkiem niemało rozumiem w wielu sprawach jak prymus mógłym prymem nadąć się a tymczasem zupełnie tak nie jest wiem i najmniej dziwiąc się w nieskonczoność kocha nie kocha będę a może pobędę miła czy niemiła wierszę podwierszem w niedosłowie* następnym wersie moc zaproszeń ja skończony w - poznajmy się bliżej *niedosłowo - choroba wie co to może znaczyć ?5 punktów
-
Pani Eliza z Lasku Wolskiego Pana Sułka pragnęła onego Lecz jemu ciągle brakło woli Kłamał że głowa strasznie boli To wzięła Maruchę gajowego4 punkty
-
Gdyby żył Leonard napisalibyśmy razem on muzykę ja słowa układałabym do życia niewiecznego Wyśpiewałby potem miłość światu tuliłby niechciane matki do snów szczęśliwych opowiadałby dzieciom dobre dni dziadkom czas spokojny i długi Lasom deszcze rzekom troskliwe drzewa pochylone nad żurawiom rozlewiska nieba pisklętom skrzydlate obłoki Trwałaby pieśń niewieczna dość długo żeby się nią cieszyć gdyby żył a tak słowa po cichu opadają w ziemię po cichu kiełkują po cichu wyrastają i kwitną po cichu potem opadają miękko wokół Leonarda a on podnosi je z wiatrem wtedy opadają znowu a za oknem pada ciepły śnieg4 punkty
-
Spotkałem kilku ludzi Na pewnym portalu. Najpierw wirtualnie, A później w realu. Gdy się z nimi spotkasz, Czas tam szybko płynie. Bo jak do nich trafisz, Jesteś jak w rodzinie. Potrafią rozśmieszyć, zszokować, zaskoczyć, W niektórych się możesz nawet zauroczyć. Na temat tej grupy powiem Wam niewiele: To są świetni kumple, więcej: PRZYJACIELE. Na przykład taki Mirek, Serce całej grupy, Ugości Cię ciastkiem, naleje Ci zupy. Ula, to dopiero gospodyni wielka, Użyczy Ci domu, gdy Ci serce pęka. Tomek Ciebie zszokuje, zaskoczy, rozśmieszy, Lecz gdy trzeba wesprze słowem, a nawet pocieszy. Emilka jak może to ugości w progach swoich skromnych, U Niej też zostawisz rzeczy dla bezdomnych. Nie opiszę wszystkich, drogi czytelniku, Bo ludzi na grupie naprawdę jest bez liku. Więc kiedy masz problem lub chandra Cię orze, Większość na tej grupie, tak jak może, pomoże. Andrzej Pawłowski, Warszawa 21.12.20203 punkty
-
by był znakomity na wskroś twórczy wyjątkowy by bawił wzruszał niósł piękno i był prawdziwy a zarazem fantazyjny magiczny tajemniczy wizjonerski i głęboki po prostu cudowny... a on taka drobina szary wróbelek skulony zziębnięty w rzęsistym deszczu czarną nocą na drucie wysokiego napięcia drży ma jednak marzenie że kiedy odmieni się aura odleci w niebo przepięknym łabędziem lub majestatycznym orłem2 punkty
-
Zimą w piątek w Wadowicach do firmy Scan Dach ulica Wenecja dojadę dużym autem na wszelki wypadek pokazuję palcem na mapie pytam się siedzącego na ławce przed Bakosem ubranego w dżinsy zieloną kurtkę z wyglądu nieco ode mnie młodszego mężczyzny ja, właśnie do Wadowic podrzucisz mnie to po drodze wszystko wytłumaczę, a ty ulicę dalej ale masz tutaj ciepło, wygodnie mówi mężczyzna w zielonej kurtce, dżinsach i rozgląda się po wnętrzu kabiny długo tak jeździsz wiesz ja, od 23 lat robię przy kostce brukowej już nie daję rady kłopoty ze zdrowiem wysiadają kolana plecy ciągle wieje po odsłoniętym krzyżu to wszystko przez cały boży dzień na wierzchu tutaj, zatrzymaj się ja wysiądę, ty dalej prosto na pierwszym skrzyżowaniu w prawo tam będzie Wenecja zatrzymuję się w zatoczce dla autobusów mężczyzna w zielonej kurtce otwiera drzwi zgina się w pół tyłem wysiada z wysokiej ciężarówki przez chwilę widzę wychodzącą z dżinsów przykrótką koszulę cały goły krzyż na wierzchu. Wadowice, 11. 02. 2022.2 punkty
-
Kierowca Zdzisław, gdzieś w mieście Będzin, wciąż podejrzanie zbyt szybko pędził. Gdy go pytano: -Zdzichu, gdzie ty pędzisz? -Na strychu. Tam księżycówkę pędzę z żołędzi.2 punkty
-
Przytulam się do oddychających powoli zimnych ścian pustego domu… Wybrzuszające się popękane płaszczyzny, pokryte brunatnymi smugami wilgoci… … ktoś tu jest, za mną, przy mnie, obok… Kto tu jest? Czy jest tu kto? Słyszę dobiegający zza ściany szept ― zalecającej się do mnie śmierci… Kochasz mnie głębio mroku, prawda? Wiesz, sponiewierał mnie dzisiaj zimny deszcz. Woda wlewała mi się do butów, kiedy szedłem pustą, cmentarną aleją… Muzyka w głowie, piskliwy szum… Weź mnie za rękę… … czuję lodowaty chłód… Jak ci na imię, powiedz… … teraz już wiem… … Przytłacza mnie ciszą rozświetlona obskurną żarówką noc… Spoglądają na mnie obojętnie ― pokryte kurzem portrety umarłych… Pożółkłe zdjęcia, fotosy, filmowe plakaty… … uśmiechnięte twarze przeszłości… Wychodzą zewsząd napromieniowane maszkary… Przechodzą przeze mnie, znikają w pomroce dziejów, przechodzą przeze mnie w poszarpanych łopoczących szatach od wiecznego wiatru… Podążająca donikąd zakapturzona procesja, podzwaniająca cicho dzwonkami w kościstych dłoniach… … Granatowa noc rozpala się miliardami iskier, eksploduje pustką… Z przytkniętą twarzą do okiennej szyby wchłaniam martwotę blasku… … sunące obłoki, milknące kroki jakiegoś spóźnionego przechodnia… Niczyje szepty, zbłąkane usta… (Włodzimierz Zastawniak, 2022-02-11)2 punkty
-
-Wyznam mistrzu, samotność bardzo mi doskwiera. -Miłość pokarmem duszy i bez niej umiera. .2 punkty
-
Jedyna na osiedlu ma towarowy chodzik na skrzypiących kółkach wozi swoje skarby , tajemnice i prywatny kosmos w wymiętych zdjęciach zapisany może i nawet świętego Graala (tak twierdzi Franz kiedy ma humor ale to może być plotka) Nie widziałem Jej w TV a codziennie z mozołem zdobywa Everesty krawężników2 punkty
-
@Marek.zak1 "Gdybym mówił językami ludzi i aniołów, a miłości bym nie miał,stałbym się jak miedź brzęczącaalbo cymbał brzmiący." (1 Kor. 13-1)2 punkty
-
Nikły zdrój chwil zapisać kilku ukryte w sercu z łezką w oku W milczeniu cisza to nie cisza Pomiędzy nami mieszkał spokój ?️2 punkty
-
czerwone cegły rozbite między obłokami tworzą mur za zielonym światłem wieczność stary cmentarz jeszcze oddycha nie święci garnki lepią a stary Gawrycki za oknem czasem palą się znicze mrugnie okiem anioł każde słowo brzmi jak testament dziś niebo ma smak ostatniej wieczerzy2 punkty
-
sycona do późna noc senną myślą wypełnia dzień umyka dostępności umysłu ten stan tak odrębny pod zwykłą gwiazdą na sinym nadkonarowym niebie pojawia się doznanie ciała samorodnie formując halucynacyjną scenerię po tobie zawsze nieobecne odczucie bólu i wyhamowana rzeczywistość unosi z dziwnego teraz dusze żarem zbliżone ciała roszą1 punkt
-
Wiatr rozrzuca naokoło zeschnięte liście w trupio-bladej poświacie księżycowej lampy. Stawiam wysoko kołnierz dziurawego płaszcza… Chrzęszczą mi między zębami ziarenka piasku… Stoję przed ogromnymi, drewnianymi drzwiami, jakby stworzonymi dla mitycznych olbrzymów… Muskam palcami zatarte przez czas wyrzeźbione litery… Czytane od góry do dołu ― tworzą słowo: B A E L* Poniżej, na wysokości oczu, jest sporych rozmiarów uchwyt, bądź kołatka. Wystaje z rozwartej i pełnej ostrych zębów paszczy jakiegoś drapieżnego zwierzęcia: lwa, tygrysa, pantery? Pociągam silnie zardzewiałe żelastwo… Trzeszczą przeraźliwie zawiasy rozwieranych ciężko podwoi… Falują od nagłego podmuchu zakurzone płótna pajęczyn… Uderza piwniczny chłód… Chłód ziemny, jesienny i zgniły… Spowity półmrokiem długi korytarz, rozświetlony jest tylko płomieniami pojedynczych pochodni… Zdejmuję drżącą ręką jedną z nich, omiatając rozkołysanym, żółtawym blaskiem rozwarte szeroko ramiona potwornego strachu… Łomot serca… Szum wzburzonej krwi… Idę pomiędzy kamiennymi maszkarami o wytrzeszczonych oczach i wyszczerzonych zębach… Wyobrażam sobie, że wyciągają swoje szpony, zaciskając je lodowatą, stalową obręczą wokół mojej szyi… Piskliwy szum rozsadza moją czaszkę... Dobiegają z oddali niewyraźne pogłosy, niby mniszej, szeptanej modlitwy ― zakłócane chrapliwymi, drwiącymi, szyderczymi śmiechami… Przepełnione gruźliczym oddechem basy i falsety… Kaszlące, obrzydliwe beknięcia wymiotujących… Jęki spółkujących dziwek i stękających buhajów… Ryki i warkoty drapieżników… Chropowate szumy, sprzężenia i modulowane piski, jakby stroił ktoś nieustannie radio… Słabnę. Coś wysysa ze mnie życiodajne soki i wypluwa, drwiąc przy tym i kpiąc. Przechodzi mi po całym ciele dreszcz jak u człowieka, którego toczy śmiertelna gorączka. Wydaje się, że wytrzeszczone oczy maszkar chcą mnie pożreć tym swoim przerażającym spojrzeniem… Rozsadza moje skronie pulsujący ból… Wszystkie te bezeceństwa przytłaczają mnie do ziemi… Upadam, rozbijając sobie nos i wybijając przednie zęby… Latają mi przed oczami eksplodujące gwiazdy... Gubię pochodnię… Podnoszę ją… Cieknie mi po brodzie struga krwawej, spienionej śliny… Charczę, rzężę… Słychać zewsząd coraz głośniejszy żabi rechot… Jakbym przechodził przez maszynkę do mielenia mięsa… Pełznę, całkowicie zmaltretowany, zbezczeszczony i zhańbiony! Coś przejmuję nade mną władzę… Mości się wewnątrz mojego mózgu obrzydliwy robak! Nie, nie, nieeee!... Ktoś, kto nie doznał patroszenia, nie wie, co to znaczy! Nie wie! JAM JEST KRÓLESTWO! Tak, JAM JEST… Oślizłe, pełzające glizdy, których jedynym celem jest przeżuwanie gówna albo swoich własnych, cuchnących resztek! Nawet nie wiecie, że żrecie siebie nawzajem! Jesteście niczym, niczym… niczyyymmm! Opluwam was cuchnącym szlamem! Spójrzcie! ― Potrafię kręcić głową dokoła szyi, i co? I nic! Jesteście bulgoczącą gnojówką! Ściągajcie portki! Jedynie seks i pieprzenie! Orgia na ołtarzu! Basowe dudnienie… Stukot diablich kopyt… Latam, latam… Laaataaammm bez skrzydeł! Hahahahaha! JAM JEST… Taak, o, taaaak… Rozwieram szeroko swoją paszczę, ukazując kły obwieszone przegniłymi fragmentami lśniących, ludzkich jelit, i których odór jest nie do wytrzymania! JAM JEST… Pieprze te wszystkie wasze wojny, zbrodnie, kłamstwa i cynizm, te wasze artystyczne dzieła… Hahahaha, bowiem to jest nie do pojęcia, kiedy żre gnijące ciało wszelkie robactwo! To jest nie do pojęcia! Alleluja, hosanna, hahahaha! Nie widać mnie w lustrze, nie widać! Hahahaha! Aaa, pissssk, przeraźliwy piiiisk, zgrzyyyyt!!! Przeciągam szponem po szkle, niczym diamentowym ostrzem! Czy potraficie wywrócić na drugą stronę swoje nędzne ciała, wywalając z obrzydliwym mlaśnięciem wszystkie wnętrzności? Kręcę głową dokoła szyi… Aaa, chrzanie was!!! Mogę latać, pełzać, wykręcać tym przejętym ciałem, aż do trzeszczenia rozciąganych ścięgien… O, taaaak, taaaaaaaak!!! Spójrzcie! JAM JEST KROLESTWO!!! Miotam się! Trzymają mnie straszliwe szpony! Tną ze świstem powietrze! Przecinają skórę… Wytryskuje krew… Wypływają wnętrzności! Rozszarpują moje sterroryzowane ciało ostre, ociekające jadem kły! Nieee! Wkładam palce do ust i wymiotuję… Bueeeee, bueeeeeueeeeuee! Wypełzający wąż wysuwa z sykiem rozwidlony język, szukając zapachowych cząstek… Węszy, węszy… Wciąż węszy… Wypada ze mnie do końca, rozchlapując po podłodze żołądkowe soki i roznosząc dławiący nozdrza odór żółci, ta lśniąca poczwara, ten maszkaron o pozlepianych włosach, ten zmieniający kształty pająkowaty stwór… Obejmuje mnie wieloma odnóżami i próbuje ukąsić, lecz ulega natychmiastowej metamorfozie, chcąc uchwycić szczypcami i ukłuć straszliwym jadowym kolcem… Walczę… Słychać kłapnięcia olbrzymich, podwójnych szczęk o ostrych jak u rekina haczykowatych siekaczach… Jakimś cudem odrzucam to coś od siebie… Pełznę, co sił, pełznę, ciągnąc za sobą wilgotną smugę… Nareszcie drzwi! Lecz klamka jest zbyt wysoko. Nie dostaję do niej! Nie dostaję! Stękam i jęczę. Błagam o litość. Słyszę, że to coś znowu nabiera rozpędu, unurzane w mieszaninie krwi, wymiocin i rzadkiego kału, jak ta drgająca spazmatycznie kupa gnijącego ścierwa… Nadludzkim wysiłkiem woli chwytam za klamkę, otwieram drzwi i wpadam do środka… Zatrzaskuję je za sobą… Słyszę jak to coś uderza od drugiej strony, wstrząsając nimi raz, drugi… trzeci… Odzyskuję powoli przytomność. Nie pamiętam za wiele. Co to za miejsce? Gdzie ja jestem, gdzie? Powoli wraca czucie rąk i nóg. Wraca ból złamanego nosa i wybitych zębów… Bolesne pulsowanie potylicy i skroni… ŁUP, ŁUP, ŁUP… ŁUP… Jakby ktoś uderzał mnie wielkim młotem… Siedzę na betonowej podłodze. Widzę ją wyraźnie w drgającym ogniu leżącej opodal pochodni. Widzę te pęknięcia i nierówności… Wstaję powoli, nasłuchując uważnie, lecz nie słyszę niczego innego, poza swoim przyśpieszonym, chrapliwym oddechem… Nawała dźwięku została za drzwiami… Tutaj ― króluje cisza… Przejmująca, grobowa cisza… Idę niepewnie, oszołomiony… Słyszę każdy swój wielokrotnie spotęgowany krok … W powietrzu czuć nikły zapach chemicznych, szpitalnych odczynników. Widzę przed sobą obskurny korytarz z odpadającą farbą czy tapetą, korytarz bez okien i drzwi… Po jego bokach zieją ciemnymi prostokątami jakieś opuszczone, otwarte pomieszczenia. Kiedy przechodzę obok nich, ogień pochodni oświetla przez chwilę porzucone tam sprzęty. Rozbłyskają ich metalowe lub szklane płaszczyzny, aby zgasnąć i znowu okryć się poza mną nieprzeniknionym mrokiem, jakby w milczących zaświatach. Mijam zdewastowaną salę operacyjną ze stojącym po środku zabiegowym stołem i wiszącą nad nim okrągłą, wielooką lampą. Chrzęści mi pod stopami rozbite szkło. Zawadzam, co chwila o jakieś poplątane kable… ― Wszędzie tylko gruz i biały pył… Wszystko pokryte pyłem… Na ścianach ― coś jak ślady ― rozmazanej krwi… Mijam kolejną salę… Odpadająca farba zwisa całymi płatami… Ciemnieją brunatne plamy zacieków… Łóżka na kółkach, nieużywane chyba od dziesięcioleci, pokrywają drobne kawałki tynku… Migają mi w drżącym płomieniu ich skorodowane sprężyny i obdrapane ramy. Na jednym z nich, po przeciwległej stronie, leży jakiś ciemny, podłużny kształt… Nie mogę stwierdzić czy to coś żyje, czy jest martwe od dawna. A może to jest… ― Nie, nie wiem, co, ale mam wrażenie, że jest nieruchome i zimne jak głaz… Czymkolwiek jest… Gdzieś w głębi mrocznego korytarza, trzaskają nagle drzwi, jakby od wielkiego przeciągu. I spada coś z żelaznym łoskotem i pogłosem echa… Spoglądam za siebie, ale nie dostrzegam niczego, poza rozedrganymi cieniami od poruszanego przeze mnie płomienia. A dalej? ― Nic... ― Naraz ― chwyta mnie coś za kark… ― Lodowaty dreszcz przechodzi przez moje ciało, niby prąd… Narasta tsunami obrzydliwych, mlaskających odgłosów, ochrypłych, pełnych szyderstwa i drwin śmiechów… Jest mi słabo… Podłoga ucieka mi spod nóg… Lecę przed siebie, uderzając głową o ścianę… Jęcząc, przywieram do niej, zdzierając palcami, rozbitym nosem i czołem odłażącą farbę… Wdycham jej zatęchły kurz i pył… ― I ten odór gnijącego ciała… ― Mojego? ― Nie-mojego? ― Dłużej tego nie wytrzymam. Chyba wkrótce umrę… Stąpam na czworakach przy ścianie jak jakiś bezpański pies, czując w podbrzuszu silne kopnięcia… ― Chyba wkrótce umrę… * Nieprzenikniona ciemność… Jest gdzieś tutaj, tak, gdzieś tutaj… Macam dłonią po omacku… Pochodnia wypaliła się już do cna. Kto tu jest? Czy ktoś tu jest? Wypełza skądś coś zimnego, ogromnego i wrogiego… W tej całkowitej czerni jestem zdany jedynie na słuch. Więc wytężam go, ile mogę… Łomocze mi serce… Chrapliwy oddech rozrywa płuca… Wiem, że jest już blisko… Słyszę, jak węszy… *** * Bael (bądź: Baal) – w okultyzmie: demon, król piekła. Może się ukazywać pod różnymi postaciami. Jego znakiem rozpoznawczym jest chrapliwy głos. (Włodzimierz Zastawniak, październik 2018)1 punkt
-
do zapachu kobiety czy róży bliżej mężczyźnie miłość czy kochanie bardziej go podnieca drzwi do wierności czy do zdrady robią większe na nim wrażenie a może to i to bliska kobieta czy ta druga bardziej smakuje w łóżku zostawia większy ślad w jego pamięci a może to wszystko nie ma znaczenia bo świat męski zawsze będzie inny niż kobiecy nigdy nie będzie podobne nawet jak tak samo się ubierze i uśmiechnie zawsze mocno inne1 punkt
-
Żyli długo i szczęśliwie - taki jest początek baśni - za górami, za lasami, lub też obok ciebie właśnie. Postarzali, posiwiali, pomarszczyły im się twarze, ale często w głos się śmiali, bo im było dobrze razem. Zakochani, zadurzeni, starający się o siebie niczym młodzi narzeczeni - dobrze było im jak w niebie. Tak mijały lata kłusem, dziesiątkami, wartkim marszem, aż oświadczył się staruszek swej dziewczynie - pani starszej. Bo w szpitalach odwiedziny, bo wspólnota i podatki, bo dla dzieci, dla rodziny, bo majątek, akta, spadki... Podpisali akt własności - ona jego, a on jej; zapomnieli o miłości, niepotrzebna stała się. Nie prosili na wesele tej ulotnej, cichej wróżki. Odfrunęła już w niedzielę, w poprawiny. (Czy w Zaduszki?...) Lecz ja na weselu byłam, miód i wino duszkiem piłam, a to wszystko, co widziałam, wiernie wam opowiedziałam. A co było po weselu? Co się stało z nim i z nią? Ślub na zawsze ich rozdzielił. Resztę pozostawmy łzom. **************************************************************************************** Witam serdecznie wszystkich, którzy nas znają i pamiętają, a także wszystkich, którzy chcieliby nas poznać - i zapraszam na nasz ślub, tzn. mój i @kot szarobury (z nadzieją, że powyższy wierszyk nie okaże się złą wróżbą ;)1 punkt
-
* Umysł Jaruy wzruszony doznaniem nagiego, ozdobionego jedynie sutkami, ciała ukochanej cofnął się gwałtownie w niebyt, gdy zamiast Ragny, złotego wspomnienia, odebrał twarzy Gudrun. Przyczynę zrywania sojuszy, przeciągania wojen, co rusz zmieniającego się układu sił na mapie światów i rozlicznego, zwłaszcza ludzkiego cierpienia. Jedna z najsilniejszych Przeznaczonych, niezdolna zupełnie do wielkich czynów, nigdy nie stanęła do walki o wspólne dobro. Zawsze wybierała drogę, w najlepszym razie ucieczki, dbając o własne interesy i pomnażanie bogactwa, przejmowała moce, wykradała talizmany, nie wspominając o zdradach, których się dopuściła przez cztery epoki swego istnienia. Otoczona ślepowronami i gwardią nietoperzyc, skrajnie zachłanna, wnikliwym intelektem potrafiła ubiec wielu władców. Rozpalała namiętności, nawet u tych, co nie mieli ich w naturze, jak u tych, którzy zajęci prawemi i innymi naukami, uważali kobiety za niepotrzebne splątanie myśli i stratę czasu. Zdołała posiąść takie wpływy, że znane światy nie wspominały o niej inaczej, niż o Wielkiej Pani Gudrun. W sidła jej bioder i umysłu wpadali władcy, królowie lub ci, którzy w danym monencie mieli coś, co pragnęła: zdobyć, nauczyć się lub zwyczajnie ukraść. Posyłała krzywdę za krzywdą, najczęściej ludziom, istotom najbardziej bezbronnym o poddatnej na urazy skórze, zgarbionych plecach i umysłach zupełnie niepotrafiących rzucać zaklęć, granicznie odpornych na naukę magii. Kiedyś ukradła ludziom kopalnię krzemienia, w drugiej epoce zamykała igły, kościane i te mozolnie odlane z wydartego ziemi metalu. Znikały wydrążone lub uformowane otwory i ludzie nie mogli łączyć skór zwierzęcych, co znacznie zahamowało i obniżyło ich kulturę. Największym jej osiągnięciem było wyczarowanie magicznej wężowej skóry, w której miała przejść przemianę i zaczekać na czasy, w których Jarua będzie zmuszony do powrotu. Dzisiejszego wieczoru, szara przez ostatnie setki lat skóra, z lekka zaczęła zmieniać się w odcienie zieleni i pojawiły się złote błyski. Gudrun znów była blisko.1 punkt
-
odkąd pamiętam nie przepraszasz wracasz i klęcząc składasz w całość pogruchotane ciszą serce w przypływie uczuć mówisz mała ty jesteś moje dopełnienie atramentowa noc za oknem wietrznym podszeptem przypomina zdradliwy płomień skrzydła w popiół zmieni sto razy zanim miłość urodzi wyczekany spokój dla blasku topazowych spojrzeń jak nocny motyl mogę ginąć z brzaskiem ożywać w chłodnych dłoniach gdy wszystko mi wyznajesz milcząc1 punkt
-
1 punkt
-
dom nad jeziorem gdzieś tam pod słonecznym niebem leże pojawia się chmura jest ciekawa granaty i szarości z różem leże obserwuje ją bo nie mam w zasadzie nic co byłoby do zrobienia jest mi dobrze wygodnie i w ogóle nie chce mi się nic oprócz patrzenia w chmurę wiatr ją kształtuje rozwiewa jest większa - albo bliżej jest nie wiem to dziwne patrzeć na ten kształt który zmienia się z karpia w jelenia drzewo czasami człowieka lub niknie wszystko ciągnie się i zaczyna być coraz większa nie wiem co jest z nią nie tak ale oprócz kształtu zaczynam słyszeć chmura mówi mi że za chwile będzie padać że jak lubię deszcz to żebym przynajmniej schował koc bo zmoknie i jak już wolałaby bym był nagi bo dawno nie słyszała jak pada na człowieka to ciekawie brzmi jak pada się na gołe ciała przypomina małe rytmiczne klapsy chmury to uwielbiają ona ma wyczucie rytmu i potrafi kapać nieprzypadkowo nie ruszam się a ona zaczyna grać na mnie na kocu na pustym kieliszku trawie pomoście na wszystkim szumi mi w uszach wypijam ten rytm rozbieram i wchodzę do wody zostaję chmurą zaczyna mi kapać z oczu1 punkt
-
pokręcony los jak lody z automatu zapraszasz do siebie unikam pośpiechu przezornie zawczasu wstrzymuję nadzieję żeby się nie wkręcić w lody z automatu bo taki już jestem i tego nie zmienię może po kryjomu obarczasz mnie winą a ja tego nie wiem1 punkt
-
@Henryk_Jakowiec Bez urazy , przepraszam czytałem Twoje teksty i wiem że potrafisz lepiej1 punkt
-
1 punkt
-
pewien górnik z Dolnej Górki po swej pracy chciał powtórki drążył skałę z bólem ale kopał w górę i dokopał się Barbórki1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
W M4 pod Kętrzynem gościł Dominik dominę. Trochę pokrzyczał, kiedy zaliczał ekstazy bitą godzinę.1 punkt
-
@Anastazja Sokołowska skojarzyło mi się z jednym fragmentem książki, którą obecnie pochłaniam. Ale to nie najlepiej jak myśli uciekają, znikają. Wiersz krótki w treści ciekawy, pozdrawiam.1 punkt
-
1 punkt
-
Pomyłka, z tymi przeżyciami., to takich nie było, ale ja się wcześnie ożeniłem (wg dzisiejszych standardów), a gentelmani o takich sprawach nie mówią:).1 punkt
-
Tak to bywa, a dzisiaj wrzuciłem "Śmierć duszy" w temacie. Super to opisałeś - prosto od serca do serca:). Pozdrowienia.1 punkt
-
@Sylwester_Lasota Świetny. Widać, że sercem i doświadczeniem życiowym pisany. Chyba każdy z nas przeżył taką miłość... Pozdrawiam1 punkt
-
1 punkt
-
I dziwi się Idzi z Działdowa,jakiż to z niego konował,że wszystkie Lidzieleczone na dzidziejeszcze w zdrowiu uchował.1 punkt
-
1 punkt
-
Twoje łzy Już nie wzruszą mnie Gdy odejdę W siną dal I już nie będzie Złamanego serca żal Bo życie to Niekończący się bal A podmuch wiatru Uderza w zimną stal Twoje łzy Już nie obchodzą mnie Gdy odejdę W siną dal To naszej miłości Już nie będzie mi żal Bo życie to Niekończący się bal A w sercu była pustka Był żal Teraz nie ma już nic1 punkt
-
Nie odsunę jej od siebie mierząc tą odległość w krokach bo mam na to lepsze wyjście mogę zrobić to w odskokach i odskoczę w kilku susach zamaszystych, więc daleko gdzie na ławce czeka kumpel i będziemy pili mleko. Kiedy zoczy nas pan władza to się zjawi i pokaże nam stosowne dokumenty potem powie pan okaże dowód albo coś w tym stylu muszę dbać o ład moralny a my jemu panie władzo spójrz pan mleko absurdalny byłby mandat lub kolegium bo tuż obok też na ławce siedzi mama ze swym synkiem mleko cieknie po brodawce. Zaczerwienił się pan władza, że go zbito z pantałyku zaś ja z kumplem na popitkę mamy wódkę więc po łyku.1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
W tym znakomitym, bardzo obrazowym, pogodnym wierszu znajduję obraz dobrego życia w harmonii z naturą... To wielka sztuka tak żyć i tak to opisać. Pozdrawiam :)1 punkt
-
1 punkt
-
czas nie służy nikomu on rządzi i dzieli tu dorzuci tam skubnie ale mieli sprawiedliwy dla wszystkich on panem i władcą oczko puści lub zamknie nie jest kłamcą trzyma wodze w galopie nie uciekniesz nie zostaniesz w tyle gdy opuści już się tobą znudził ale byłeś1 punkt
-
1 punkt
-
Tak było w pamiętnej w Seksmisji. Nie wiem, jak maja kobiety, w tym pszczoły, więc nie wypowiem się. Tak czy inaczej wiersz jest zatrzymujący.1 punkt
-
Syn zapytał ojca, stolarza z Chęcin, dookoła czego wszystko się kręci, -To nie jest jasne do końca, chyba dookoła Słońca, albo seksu, bo on najbardziej kręci.1 punkt
-
Osobliwość Czy kiedyś Cię odwiedzę w mej przyszłości dalszej By móc podziwiać piękno i potęgę Twoją, Co czasu i przestrzeni są zakryte zbroją, I nie ma we wszechświecie zagadki wspanialszej? Nie umknie nawet światło spod Twego władania, Bo Słońc martwe oblicza w horyzoncie zdarzeń Zostają już na wieki pozbawione marzeń I mrok odtąd świadectwem śmierci panowania. Gdy długo tak rozmyślam nad gwiazdą upadłą, I wiem, że żywot iskrą, podpalonym lontem, Co prędko się wypala gonitwą zajadłą, To wiem, że me pragnienie wielkim jest afrontem. Lecz wzniosę w chwili śmierci kurtynę opadłą, I ujrzę świat przykryty zdarzeń horyzontem. ---1 punkt
Ten Ranking jest ustawiony na Warszawa/GMT+02:00
-
Ostatnio dodane
-
Wiersze znanych
-
Najpopularniejsze utwory
-
Najpopularniejsze zbiory
-
Inne