Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 07.12.2021 uwzględniając wszystkie działy
-
Klasycznie Posiądę teraźniejszość jeszcze dziś na własność; Tę chwilę, co nie umie swej przyszłości dotrwać. Gdy chwyci mnie za rękę nigdy jej nie oddam, By wewnątrz jednej dłoni druga mogła zasnąć. Przystroję twe pragnienia swoją wyobraźnią I zmienię nagie płótno w ukwiecony obraz Byś pełnią świadomości snów dotykać mogła; Jak kwiatów, których płatki nigdy nie wyblakną. Znajdziemy małą wyspę na krawędzi czasu, Szczęśliwi rozbitkowie, zmysłów cichy szelest; Spotkają się spojrzenia obu naszych światów By kwitnąć nieskończenie już na jednym ciele. A teraz zamknij oczy, nie mów nic od razu, Lecz zanim je otworzysz, pozwól mieć nadzieję. ---5 punktów
-
Wszystko to, co piękne mam poniżej pasa zacznę, więc od dołu, czyli od obcasa. Nad obcasem stopa, chociaż w bucie skryta lecz pielęgnowana i codziennie myta. O kostkach dwa słowa równo ułożone a nad nimi łydki z lekka owłosione. Zgrabne dwa kolana umięśnione uda nad udami pępek a pod pępkiem nuda. Nic się tam nie dzieje a więc szkoda słowa tym bardziej, że postać to filigranowa. Dajmy, więc mu spokój niechaj dynda sobie na lewo i prawo, czyli w strony obie.3 punkty
-
W Nałęczowie L e c ą resztki starej farby… — gasną z ł o t e kandelabry… Tu, w pałacu, mieszka zjawa. — nie każdemu się o b j a w i a… Czasem… zza przymkniętych powiek widzi zjawę — p i ę k n y człowiek… ................................................... On — uchwyci ruch zewnętrza drgnięcie czasu, ruch powietrza… W nozdrzach j a k b y… ozon? róża? — tylko tchnienie — Tak — to Ona — w obchód rusza… Widzi Jego — On Ją widzi... On się lęka — Ona — wstydzi… Piękno c i a ł a przeminęło… Duch przepiękny — B o s k i e dzieło — Ona nie wie… On to widzi? On się lęka — Ona — wstydzi… ................................................... L e c ą resztki starej farby… — gasną z ł o t e kandelabry… Po pałacu, p ł y n i e zjawa — nie każdemu się objawia… Czasem… zza przymkniętych powiek widzi zjawę — p i ę k n y człowiek…3 punkty
-
Miłość na stojąco w wodzie się zaleca, kiedy skąpy kostium pożądanie wznieca. On wtedy podpływa, niby ją ratuje, i wtedy jej ciało ze swoim splątuje. Woda tajemnice obojga ukrywa i nikt wtedy nie wie, jak to się odbywa.2 punkty
-
łapie fruwające po duszy słowa układa w wersy coraz piękniejsze rytm lekko zgrzyta pulsuje głowa delete – od nowa w końcu jest lepiej tańczą litery koniec imprezy oczy zamglone autor wstawiony już nic zmienia – stan upojenia pisanie wierszy jak wódki picie tylko że kaca nie ma o świcie2 punkty
-
Przyszłam odcisnąć ślad w którym mogłoby się przejrzeć niebo Dziwiłam się niewyraźnym nocom i wyraźnym dniom Przyszłam kiedy ląd jak stary żółw wynurzył się ze słonej wody i odżył Przyszłam po trawie i mchu depcząc drobnymi stopami nasiona drzew i gwiazdy zatopione w kałamarzu nieba I zobaczyłam rybę wyrzuconą na niewinny piach a nad nią mewę z cieniem jak brzytwa Zobaczyłam stado baranków i owiec a nad nimi pasterza gotowego na wszystko co się wydarzyło w miejscu w którym się zatrzymałam ułożył się początek wzoru2 punkty
-
(Z cyklu: Określenia) *** Z każdym moim krokiem ― rzecz się nowa odsłania… ― ostre kontury przedmiotów… Jeszcze przed chwilą ― kryły się w półmroku paprocie, wystające z ziemi korzenie… Roznosi się zapach żywicy i owoców, mających w sobie ― słodycz miazgi, bądź cierpką kwasotę… … … migot słońca zapala się ― w liściach… … dotyka leśnego runa… Wszystko paruje po niedawnym deszczu ― od gorących ― oddechów lata… Spróchniały konar rozpada się w rowie, leżąc tak od dziesięcioleci. … trzmiel pobrzmiewa basem w drobnej samosiejce wyrosłej obok… W głębokim niebie ptaki ― ćwiczą swoje gardła, nie żałując treli i gwizdów… Coś szeleści, terkocze i stuka… … szepczą do moich uszu owady… (Włodzimierz Zastawniak, 2016-02-24) *** Komorebi (jap.) – promienie słoneczne przedzierające się przez liście drzew2 punkty
-
dziś byliśmy tu pierwszy raz pierwszy raz spadł śnieg zapachniało zimą lubię kolorowe rękawiczki zapach drzew i ten magiczny las czasem sarny ranią błogą ciszę po drugiej stronie wiatru kołysze się nagie miasto pusty pociąg kończy bieg w tłumie morsów samotność rozdaje karty dama pik puszcza oczko za oknem worek zamrożonych snów i sople niespełnionych marzeń2 punkty
-
zostało po tobie kilka suchych kropel sumienia kilka zatrzaśniętych na wieki powiek zostało po tobie pół twarzy której nie uzupełni żadne światło żadna predestynacja co połknęła haczyk zostało po tobie paręnaście niedokończonych kroków na poboczu serc dwanaście gwałtownych wdechów aby ukoić milczenie proszę zanim cię dogonię zgaś czarną świecę u wezgłowia mojego łóżka a zapal cień by drażnił twój czas czas jest zbyt dumny aby usiłować dogonić wieczność pozostało mi po tobie parę smutnych skarpetek jak zwykle nie do pary kilka zbyt prędko spisanych wierszy kilka łez sięgających nieba2 punkty
-
jego drogą życia są myśli one otwierają okna i drzwi pokazują gdzie śpi grzech a gdzie sens dnia i nocy jego drogą życia są myśli nie wstydzi się ich są jego codziennością która wie czego chce jego drogą życia są myśli to one uczą kochać a nie opluwać śmierci i cieni zmęczonych drzew2 punkty
-
Dziwny ten świat, Gdzie bliźni, bliźniemu bluźni. Gdzie miłość i wartości giną, W zaściankach ciemności. Gdzie, gdy wychodzi słońce, Brak uśmiechu nam gości. Oj dziwne, dziwne te dni… Dziwne te twarze, ta prawda, te kłamstwa… Dziwni Ci goście, o ile ktoś gości. Dziwne to słowo, które przeciw słowu Ginie i wpada w nieznane nam drzwi. Oj dziwnie, dziwnie mi….2 punkty
-
Wysoko w górze w granicach raju prawdopodobnie było to w maju siedziałem sobie w jabłoń wpatrzony samotnie, bowiem nie miałem żony. W pewnym momencie zjawił się Adam więc pomyślałem, że go zagadam jak mam postąpić, tak krok po kroku gdy wokół Ewy pełne uroku. W tym czasie innych imion nie znano więc wszystkie Ewy numerowano mi wpadła w oko Ewa trzynasta lecz ta mnie zbyła jak to niewiasta. Co było dalej przemilczeć wolę aż z jedną Ewą przy jednym stole siadłem po sjeście i obcesowo zadałem jedno jedyne słowo. Dziś nie pamiętam, lecz po tym słowie wkrótce zjawili się aniołowie i odtrąbiono wnet zaręczyny siódemki odtąd mojej dziewczyny. Ja miałem numer tuż po Adamie z ręką na sercu, prawda nie kłamie więc byłem drugi a może trzeci z siódemką miałem siedmioro dzieci. lecz protoplastą się nie zostanę milczą kroniki, bo niespisane pytasz, dlaczego nikt nie notował? Analfabetyzm wtedy panował. W chwili obecnej nagle podstępnie grypa dopadła mnie a następnie temperatura mi podskoczyła * lecz mnie nie zmogła, we mnie tkwi siła czego dowodem owe wierszydło leżenie w betach już mi obrzydło a że nie lubię siać żadnych plotek więc napisałem tych kilka zwrotek. * - 38,5 stopnia oczywiście w skali Celcjusza2 punkty
-
On dzierży kilka tajemnic jak pewien pan i władca na terytoriach. Jest prawdziwy. Poeta dochowujący tajemnic najlepszym mężczyzną. Można dyskutować. To jest takie nie moje. Wybaczcie!!! Inspiracja: Mróz + 2 perełki export + 12 ruskich papierosów + Rispolept 4 mg.1 punkt
-
NA PUSTYNII LOON OP ZAND - CZĘŚĆ DWUDZIESTA PIĄTA Nie tylko: patriotyzm! Niech zagnieżdża w nasze serca by pamięć nie zaginęła - tylko przyświecała nadzieją, że na obczyźnie nie zapomnimy, z czyjej krwi co reprezentujemy i wywodzimy! Moi drodzy! Klucze na niebie obrazy zmieniły transformując chmury po obiedzie A w nocy? niebieskość przeglądajcie ; zobacz etap wejścia w głębiny. A tam! Niezżerane trawy przez krowy Zieleń kolacją z talerza świateł - nieboskłonem raz w lewo, i prawo zapalają kierunkowskazy drogowym autostradom bez busoli, a wskazówki? czasem wydłużają całopalenie całej historii Jakbyśmy szukali złota wykrywaczami metali przez swoją wartość! Przebierzesz się w ciuchy? Będąc rybakiem złowisz wędkami gwiazdy; nie spełnią życzeń, bo to nie rybki - wypalają umysł pomału. Gdy dotykasz swoimi palcami... ciało trzepocze poprzez wibracje. Kolejny skok dowody! Że jesteś tak piękna jak tytuł wyśniony Dotykam i wącham ciebie! Sierść człowieczeństwa jeży się jak życie na spin - wyjmy! W nowiu, bądźmy szlachetnymi wilkami w górach mgła zadowoli cię Czystym powietrzem przeobraża mętność wód gdzie żyję - i oddycham tobą! Lustrami przezroczystości Nietykalny jak telegazeta porzuciłem swój pilot Pier......ny systemie! Nie ma przycisków, tylko szum namacalny prawdziwą kablówką pozbawiony absurdu azartem naturę nadaję! Wiarą za darmo wciąż żyję wierzę.... ona pisze ja notuję... Kontaktem bez dziur i? zburzone ściany murują gniazda... na powrót kolejny do rzeczywistości, by podłączyć się ponownie w "podkable!" Twojej telewizji...Satelity wyniszczają anteny Nasze czasy...Zapisuję wersami - tak czuję! Że, /CDN/1 punkt
-
stworzona na potrzeby wyższych intencji wszystkich zrówna z ziemią lub podzieli ostatecznie na tych nad i pod ludzi rękoma toczone koło historii zatacza raz po raz węższe kręgi pędząc stado do coraz ciaśniejszej pułapki mieląc to co było w to co będzie z tego cyrku nie ma ucieczki jedynie zamknięcie oczu lub bicie pięściami na oślep stwarza złudne pozory wolności od samego początku wkalkulowane w przemyślany plan wielkiego iluzjonisty1 punkt
-
1 punkt
-
sztuczny uśmiech płacz bez łez taką twarz ma życia kres twarz za którą światło widać szczere łzy i uśmiech słychać1 punkt
-
CZĘŚĆ V Był piąty dzień, gdy Delta zdał Svenowi sprawozdanie: "Wysoka Rada dzisiaj ma zwołać swe posiedzenia dwa - zezwól na rozeznanie." "Idź, lecz niech nie wykryją cię; bo mimo szczerych chęci postrzegam wszystko jak przez mgłę: nie mogę dociec, jaką grę prowadzą - co się święci." * Locke zaś do Fenna udał się, by zadać mu pytania, które wracały doń co dzień na myślach cieniem kładąc się od czasu lądowania. "Odkąd opuściliśmy wrak każdy z nas zauważył w układzie tym zupełny brak - przyznasz, że to niezwykły znak - żołnierzy, broni, straży. Wszystko wskazuje, że od lat cieszycie się pokojem; jakiż na wroga macie bat, lub jak zwycięsko i bez strat wyjść potraficie z wojen?" Fenn brew swą zmarszczył: "Wybacz, lecz twych pojęć nie rozumiem; chociaż daleko sięgam wstecz myślą i znam tu każdą rzecz, wyjaśnić ich nie umiem. Są u nas Mędrcy; radzę byś jednego z nich odwiedził. Jeżeli chcesz, możemy iść z nim się rozmówić jeszcze dziś: tam znajdziesz odpowiedzi." * Mędrzec Savaren odrzekł mu z miejsca na powitanie: "Wiem, z czym przychodzisz - chciałbyś tu usłyszeć, jaki odpór złu dają Altarvenianie. Wiedz, że nikomu tutaj nikt własności nie odbiera; każdy ma swoją, własny wikt; a żądza władzy żadnych klik zwaśnionych nie pożera. Nie znamy tutaj, co to lęk wolni od walk szaleństwa; gdy nie zagraża broni szczęk każdy, miast ofiar słyszeć jęk, zażywa bezpieczeństwa." Rzekł Locke: "A jeśli podbić was zewnętrzna chce potęga?" "Od kiedy bieg rozpoczął czas niczyja moc z niczyich baz obszarów tych nie sięga." "Sądzicie więc, że żaden wróg was nigdy nie pokona?" "Gdy nie ma zła oddanych sług nie trzeba dąć na trwogę w róg i zbędna jest obrona." Gdy Locke opuścił mędrca, czuł, że jest jak odurzony; plan się w umyśle jego snuł - karty wyłożyć czas na stół; a wzrok miał rozpalony. * Tymczasem Delta wrócił już ze zwiadu wprost do Svena; Ten spytał szybko: "No i cóż? Jaka jest - raport szybko złóż - wolności naszej cena?" "Nie wątpię, że chciał będziesz znać Wysokiej Rady wnioski; spokój w twe serce pragnę wlać: n a p r a w d ę chcą nam statek dać z rzetelnej o nas troski." Rozjaśnił zaraz Svena twarz z uśmiechów ten najszczerszy; wtem nadszedł Locke; "Też raport zdasz? "Mów zatem prędko: co dziś masz nowego dla nas, Pierwszy?" "Pytasz, więc ci odpowiedź dam: z o s t a j ę, kapitanie; i część załogi, którą sam pod swą komendą teraz mam też ze mną tu zostanie." "Nonsens! Na rozpad żadnej z flot nigdy nie narazimy: choć trudny był wydarzeń splot, razem rozpoczęliśmy lot i razem też wrócimy." Locke rzekł porywczo: "Serce mi pierwszy raz tu zabiło, więc gdzie poczwórne słońce lśni, chcę przeżyć resztę moich dni: znalazłem sens i miłość." Lecz w oczach Svena błysnął gniew: „Dość tego, komandorze! Posłuch winieneś wobec mnie; a w domu żona czeka cię, i twe małżeńskie łoże.” Rzekł Locke szyderczo: „Cenisz więc bezwolność i inercję?” Sven zawrzał: „Milcz - bo każę cię zanim odlotu przyjdzie dzień osądzić za dezercję.” Zawzięcie usta zaciął Locke, zimno zasalutował ze Svenem swój krzyżując wzrok i choć to był zuchwały krok - opuścił ich bez słowa. Rzekł Sven do siebie: "On mi wszczął bunt jawny na pokładzie; jeśli w to dalej będzie brnął, trzeba go zmusić, by kark zgiął, nim sprawę odda Radzie." Delta zaś niewzruszony stał: "Niech cię ta rzecz nie smuci; nagły go impuls teraz pchał, choć twierdzi, że by zostać chciał, on wkrótce do nas wróci."1 punkt
-
CZĘŚĆ III Załoga Svena gwiezdnych dróg poznała w życiu wiele; gdy przekraczali obcy próg niejeden raz tam czekał wróg, a rzadziej – przyjaciele. Lecz gdy dotknęli Irion Tal na samym skraju nocy, zahartowani niby stal czuli, jak każdy ciała cal przenika dreszcz jej mocy. Spowijał ją roślinny gąszcz po krańce widnokręgu; a zstępujące światło słońc perliło szklistą jezior toń jak iskier rój w zaprzęgu. Ogród się za ogrodem słał zraszany przeobficie; spiętrzonych kaskad strumień grzmiał na ścianach górujących skał i wprost kipiało życie. Chłonął przez długą chwilę Sven widoku czar z rozkoszą, wtem, otrzeźwiony nagle rzekł: "Niezwykłe... ale powiedz, gdzie domy się wasze wznoszą?" Rzekł Fenn: "Nie przesłaniamy nic naszą cywilizacją; nie dojrzysz siedzib naszych lic; zwiemy nasz napowietrzny szkic hiper-lokalizacją." Nim Sven mógł pojąć słów tych sens, siłą teleportacji wznieśli się szybciej niż ruch rzęs tam, gdzie kształt znikąd nagle zgęstł na ósmej kondygnacji. Choć byli wewnątrz, sala ta nie miała ścian – lub raczej miała powierzchnie jak ze szkła, przez które się przeniknąć da: "Tu mieszka się inaczej;" - powiedział Fenn – "zapełnić ją możecie wedle woli: materią wasze myśli są - niech rzeźbią przestrzeń tak, jak chcą, jak umysł im pozwoli. Chociaż nieziemsko wprost to brzmi, Ziemianie się stropili: "Człowiek tu jak w gablocie tkwi, miejsca nie strzegą żadne drzwi - wejść można w każdej chwili." Fenn ze zdziwieniem uniósł brwi: "Któż miałby przyjść tu nocą, kiedy znużone ciało śpi po trudzie tylu długich dni: kto miałby przyjść – i po co?" Po czym uznając, że się już obejdą bez pomocy, kiedy spoczynku czas był tuż, altarveniański wyszedł stróż życząc im dobrej nocy. Locke ze zmarszczonym czołem stał: "Ten "dom" nas nie ochroni; lecz skoro Fenn instrukcje dał, przyznaję szczerze, że bym chciał "wymyślić" trochę broni." Jednak na marne poszedł trud: choć każdy z nich próbował snuć militarnych myśli w bród, żaden się ich umysłów płód nie zmaterializował. Sven dał więc rozkaz: "Trzeba trwać do rana nam na straży; kolejno wciąż na warcie stać - i niech mi tylko żaden spać wartownik się nie waży." Tak też zrobili; kiedy świat we śnie był pogrążony, nie brakło ni przez chwilę czat: czuwali, by nie ponieść strat - z nie wiedzieć czyjej strony. Tymczasem nic przejrzystych ścian nie tknęło; tylko z dworu dobiegał szept, jak gdyby łan zbóż gęstych szedł wokoło w tan: łagodna pieśń wieczoru.1 punkt
-
CZĘŚĆ II Gdy Sven otworzył oczy znów, krew w żyłach mu krążyła; zerwał się, krzepki, rad i zdrów; czy katastrofa z jego snów nigdy się nie zdarzyła? Wszak serce bije mu jak dzwon, otacza go załoga, okrzyków brzmi radosny ton, jak przy toaście z winnych gron - i wszyscy są na nogach. „Ach, kapitanie,” - mówią mu - „szczęściem, w ostatniej chwili statek z obsadą obcych stu znalazł nas – i umieścił tu: oni nas ocalili!” A wtedy Sven (wiadoma rzecz) gestem wprawnego gracza, którego dłoń zna świetlny miecz szybko do biodra sięgnął, lecz nie znalazł tam miotacza. Znacząco spojrzał nań w mig Locke z głębi swych czarnych źrenic: „Nie przeczę – dla mnie to był szok, ale z ich strony sprytny krok: jesteśmy rozbrojeni.” Na to android Delta wstał: „Kimkolwiek są ci „oni”, czujnik mi właśnie pewność dał, że choć mężczyźni to na schwał, nie noszą znanej broni.” Nagle subtelny światła blask roztopił jakby ściany i wnet ujawnił istot kształt w postaciach męskich, rosłych ciał zmaterializowany. Śmiało wystąpił naprzód ten, co statkiem ich dowodził; włosy miał jasne, niby len i rzekł: „Witajcie! Jestem Fenn, przewodnik gwiezdnej łodzi.” Choć był wyniosły jego wzrost - twarz pełna łagodności; dwa światy obce złączył most, kiedy powiedział do nich wprost: „Niech prawo gościnności odwiecznej służy teraz wam, których to na granicy zabrałem z wraku tu ja sam, by wskazać szlak do naszych bram, wy, cudzogalaktycy. Dlatego też poddano was promieniom Seiq i Qeni, byście przez wyznaczony czas mogli rozumieć dobrze nas i w naszej żyć przestrzeni." Skłaniając głowę na znak czci rzekł Sven: "Nie zmieszczą słowa wdzięczności za wasz dzielny czyn; chcę za wrócone życie mi też czynem podziękować." Rzekł Fenn: "Wystarczy szczerość słów za szczery dar pomocy; zakończliśmy gwiezdny łów, do domu więc dotrzemy znów przed zapadnięciem nocy. A teraz chodźcie stąd na dziób i rozweselcie twarze, bo po upływie wielu dób i szlaku waszych licznych prób nasz cel się wam ukaże." Locke chciał natychmiast ruszyć z nim; Sven chwycił go za przegub: „Nie ufam gładkim słowom tym, nie idź za nimi tak jak w dym, czujności nigdy nie gub.” Lecz sam podejrzeń zgubił trop, po wejściu do kokpitu: gdy zgasł jasnego światła snop wydali okrzyk aż po strop, a był to głos zachwytu. Ujrzeli w blasku czterech słońc dwadzieścia siedem planet widocznych jak na dłoni stąd, świetlistych, jak klejnotów rząd - a wszystkie zamieszkane. "Oto Altarven, 'Jedność Gwiazd', nasz układ macierzysty; jedno z cywilizacji gniazd, świadek wszechświata wszystkich faz, kosmosu klejnot czysty. Dwunasta z planet, Irion Tal, przystanią wam się stanie; ukoi serca puls jej fal nim przyjdzie znów wam ruszyć w dal - za chwilę lądowanie." *1 punkt
-
1 punkt
-
Opętałeś mnie, opętałeś, obecna wszędzie jestem tylko ciałem; a myśli ślę za tobą stada białe, opętałeś, oczarowałeś! Omamiłeś mnie, omamiłeś, straciłam rozum, zmysły, wolę, siłę, chcę wszędzie być, gdzie jesteś, będziesz, byłeś - omamiłeś mnie, odurzyłeś! Urzeczona, zachwycona biegłabym, by w twoje wpaść ramiona; usidlona, upojona, uwiedziona, oszołomiona – jak szalona! Odjechałeś – odjechałeś, a ja wciąż z tym samym szukam cię zapałem. Tęsknić znów za tobą będę wieki całe, chociaż wiem, że ty zapomniałeś... Odjechałeś...!1 punkt
-
Jest to jakaś całkiem spójna wizja tego przemyślanego planu, który ma jakiś cel. Jako, ze mój umysł tego nie ogarnia, oszczędzam jego moce na inne cele, na przykład, jak przyjemnie spędzić dzień:). Pozdrawiam1 punkt
-
1 punkt
-
kubek biały, nijaki w swej bladości z czasem odróżnią go szczerby i rysy i taki zwyczajny z imieniem na przykład albo zwierzakiem jakimś: psem, kotem, sową, no i pamiątkowy ze zdarzenia ważnego, czy też pasującą do wszystkiego sentencją, wreszcie ten kolorowy, osobliwy od razu z tańczącymi, pastelowymi światło-barwami jak w Degasa Krajobrazach, lub z minimalistycznymi formami, rysunkami i absurdo-grotesko-zniekształtami różne są stany i barwy miłości i zapachy jak co dzień rano brązowo-czarne gorąco kawy zalewa kubki smakowe pobudza aromat uczucia pachnącego wyłącznie dla nas, każdy łyk ożywia Ciebie i mnie kawa przywraca światu po parnej nocy dozujemy ją w kubkach kolory i kształty nie mają znaczenia ważna jest moc miłości, którą też trzeba miareczkować dokładnie, tak jak i nie- tak i jej dostatki palpitują, paraliżują duszę i serce być może dlatego kursy baristy uczuć cieszą się dużym powodzeniem jestem na liście rezerwowej, czekam spokojnie, bo dzięki Tobie, migoce promyk nadziei, że w końcu nauczę się właściwych proporcji, potrzebuję tylko kubek, mój ulubiony jest potłuczony, pożyczysz mi swój na chwilę?1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
@BPW ja z tych co w przeważającej części przypadków całkowicie zgadzam się z myślą przewodnią tego wiersza. Niektóre wydrapywanie jakichś niby prawd przed którymi zmarli nie mogą się obronić mierzi mnie doszczętnie. I tylko czasem zadaję sobie w duchu pytanie - co tu się porobiło?1 punkt
-
Co dzień zaczynam od nowa Bym mogła w życiu jeszcze czegoś spróbować By posmakować nowych rzeczy Sprawdzić czy jeszcze coś mnie ucieszy Czasem upadam w tej mojej wędrówce Jednak podnoszę się by iść dalej Nie można poddać się tak po prostu Bo w życiu nie zawsze się pięknie układa I gdy już wygram tę walkę z niemocą To znowu będę cieszyć się Że nowe chwile w życiu przychodzą I mogę innym pokazać się I poprzez to pisanie Zostawiam moje przesłanie Że ważny jest każdy dzień Więc cieszcie z niego się1 punkt
-
(Z cyklu: Albumy muzyczne) *** Teksty z cyklu „Albumy muzyczne”, nie są przekładami. Są one jedynie luźno związane z oryginalnymi tekstami utworów, zawartymi na prezentowanych przeze mnie albumach muzycznych. Zarówno sama muzyka jak i treść utworów śpiewanych są dla mnie niejako pretekstem i inspiracją do przedstawienia swoistego konceptu fantastycznego. *** Wirują planety… ― ciągną za sobą rozpłomienione strugi… … pędzą ― wprost ― na mnie… Błękitny Saturn ― przecina pierścieniami obłoki… Tnie je szybko, jakby mechaniczną piłą… … spada ― z bardzo ― wysoka… Na jego lśniącym pancerzu widzę ― wykrzywioną przerażeniem ― olbrzymią twarz… Owiewa mnie wiatr, który przybywa z otchłani… … z głębin, z nocy… Przechodzę jakiś nieznany proces… Jakąś ― próbę… … Coś nieustannie mlaszcze, połyka kęsy… … pręży muskuły… Chodzi w górę i w dół ― ostra jak nóż ― grdyka… Uciekam, biegnę, co sił… Zostaję ― jednak ― dopadnięty… … stalowe imadło ― miażdży ― moją krtań… Walczę! Zrzucam to z siebie ― z najwyższym trudem… Pociągnięty w bezdenną czeluść ― chwytam się rozpaczliwie krawędzi Wszechświata… … stacza się ― razem ― ze mną… … z wielkim łoskotem ― nieskończoności… * Cofające się fale zostawiają białe języki piany o zapachu soli… Nacierają z hukiem… … wychodzisz z oceanu, niczym ― Afrodyta… Nasycam się widokiem długich, ociekających wodą włosów… … jaskrawego słońca ― na twojej skórze… (Włodzimierz Zastawniak, 2018-09-05) *** Ennea – jest to drugi album muzyczny (studyjny) amerykańskiej jazz-rockowej grupy Chase, wydany w 1972 roku.***1 punkt
-
1 punkt
-
A wąs każdy gęsty i gruby niczym dorodny pszenicy kłos Niech się więc dzieje! Woła ów autor i czeka na wątku budujący los1 punkt
-
Arktyczna nie odpuszcza. Pozdrawiam PS. Kolejny atypowy wiersz, który czyta się z przyjemnością1 punkt
-
Niegdysiejsze złe rzeczy - dziś zaliczam na plus i zgadzam się z przysłowiem: nie ma tego złego coby na dobre nie wyszło. Zdarzenia są doświadczaniem i to jest najważniejsze. I to też wybrzmiewa w Twoim tekście. Mamy podobnie ;).1 punkt
-
1 punkt
-
na rozwidleniu myśli niepewność mąci wybór drogi przez ogrom możliwości chociaż wiem że tylko ta jedna nie prowadzi donikąd1 punkt
-
Wyobrażam sobie że oto koniec świata jak kot przeciąga się ta ostatnia chwila jutro jeszcze możliwe ale niedokładnie akcja ratunkowa na Morzu Śródziemnym zbyt odległa na teraz nie mieszczą się w rozmiarze teraźniejszych potrzeb ubrania na przyszły sezon tracą głos eksperci znani z niewidzenia waha się giełda w oddali gasną mikroskopy na wszystkich kontynentach oprócz domu a tu bez trudu podskakuje żółty balon w rękach siedmiolatka rozciąga się uśmiech dyrygują paluszki u rąk i nóg i już panoszy się głód więc śniadanie koniecznie ulubiony kubek może być kakao byle niegorące i ach plama na obrusie toczy się w międzyczasie karciana wojna po kuchennym stole ślepy los jest życzliwy chwała zwyciężonym jeszcze przytul mnie pada rozkaz wykonany natychmiast tymczasem trwa sobie koniec świata jak gdyby nigdy nic1 punkt
-
1 punkt
-
listopadowe nastroje grudniowe pomroczki razem przekute w świetliste porządki mógłbym tak frywolnie bez końca mowy nie ma bo pies będzie trącał grzane wino koniecznie z rumem wtedy wręcz pali napędza animuszem choć i ani musem pachnie goździkowo cynamonem chata pomarańcze susz i nas dwoje - ananasy jemioła pocałunek całuj miodem daruj iskrzy fluorescencyjnie elektroda usta do ust tchnień życia nie szkoda niech jemieli nam jemioła jemieliście energia po największym impasie a przyjdzie zapragniemy na przekór przekorom stawić czoła wszystkim odmom śnieg bieli energią za dnia nocą rozprasza mrok dając upust oczom1 punkt
-
Anioł Stojąc na szczycie najwyższej z gór otulasz drobne dusze swoimi sztywnymi skrzydłami Moje wciąż złamane próbują przetrwać by któregoś dnia móc otulić Ciebie Unosisz wzrok próbując spojrzeć dalej widoczne jest tylko zachodzące słońce Nie dostrzegasz mnie Jeszcze -icyartside1 punkt
-
wchodzę do księgarni po ilustrowaną książkę jak dziecko którą swobodnie czytam tak brakuje kawy albo herbaty uwielbiam rysunki kształtu owoców gruszki przekrojonej truskawki z listkami bez zastanowienia przeglądam rano smakujesz najlepiej piękny prezent z nieba proszę o przysłanie więcej śniegu tej zimy wieczorem zasypiam kolędą tobą1 punkt
-
Przełom roku.-Co to znaczy? Kiedy ciągle jestem w pracy. Praca nudna, monotonna, Więc zajoba dostać można. Marzeń mnóstwo mam, bez liku- Rzucić pracę i po krzyku. Gdzieś wyjechać-na Bermudy, Z kimś, kto nie jest nigdy nudny. Wręcz przeciwnie-zajmujący, Z pasją jakąś, życia głodny. Kto pokaże mi że można, Przeżyć życie, cudnie, do dna. Mógłbym zostać ogrodnikiem I zachwycać się goździkiem. Wiersz napisać o motylku, Z przyjaciółmi pójść do cyrku. Cyrk to nie jest głupia sprawa, Tam zazwyczaj trwa zabawa. Lub zakochać się na stałe, Nie na chwilę, lecz na amen. Coś zbudować, co nie runie, Stoi przecież na kolumnie. Tą kolumną będzie drzewo, Z konarami prosto w niebo. Myśli takie na przełomie Krążą czasem mi po głowie. Im ich więcej, tym zabawniej, Monotonia pryska, gaśnie. Ginie gdzieś w oparach nocy, Gdy strzelają race z procy. Gdy alkohol w żyłach krąży, Jestem z wiekiem coraz młodszy.1 punkt
-
(Z cyklu: Określenia) *** Jest tak spokojnie, tylko liście szeleszczą nad nami, niczym spienione fale… Chwieją się od wiatru gałęzie kasztanów. … kwiaty w słońcu, zapach lata, barwne korale ― w przestrzeni łąk… Zsuwa się obłok na skraju nieba… … dotyka ziemi… Słuchamy ― ptasiej ― melodii… Kładziesz głowę na moim torsie, przymykając oczy. … prześlizguje się po trawie jaskrawy prześwit… … migocze. Pomiędzy ― moimi palcami, twoje długie włosy… … twoje wilgotne usta ― przywierają do moich… (Włodzimierz Zastawniak, 2016-03-31) *** Cafuné (por.) – czułe przeczesywanie palcami włosów przez drugą osobę1 punkt
-
ogrod zaprojektuję bez wielkich metafafor taki modernistyczny utylitarny jak ludzie którzy mi za to zapłacą bardziej jak krawiec niż bóg trawnik koszony robotem automatycznie podlewany i kontrolowany za pomocą aplikacji godnie będzie służył pod ich stopą krzewy formowane w klatce gabionowej zapewnią wytworne poczucie intymności nie urosną większe niż drzewko o doskonale symetrycznej koronie nie dla gniazd ptasich stworzone a do dialogu form materii nieożywionej ptaki podjazdu nie ubrudza swoją drogą takie drzewko też nie brudzi i nie gubi liści na zimę jak york czy shih tzu innowacją będzie jak zje własne gówno to już wkrótce przyroda pod żadnym pozorem nie może tu nikogo przytłaczać w estetycznych oprawkach ramach okien z salonu widzimy kontinuum prostych jakże prostych kształtów z zajmującego wnętrza klientów wysublimowana prostota dystyngowany minimalizm bezpieczna strefa komfortu dla pana i pani wersal na miarę ich i moich skromnych możliwości przestając kochać dizajn zaprojektuję grzech czy znajdą w sobie odwagę by odkryć i skorzystać zeń1 punkt
-
NA PUSTYNII LOON OP ZAND - CZĘŚĆ DWUDZIESTA PIERWSZA Podłoga trzęsła się jak wzmagane fale morza, dziecko kołysały w wózku; raz w lewo, raz w przód - by owo do syren nie zakrzyczało Nigdy w modne ciuszki nie ubierałem swoich oczu...1 punkt
-
lekcja anatomii najpierw widać oczy w końcu wrota do duszy ale nietrwałe nie pamiętają miłości dlaczego i po co trwać palce u rąk nieznane mi są wibracje bardziej spięcia i dreszcze czasami rozlany wina kieliszek przenieść się na usta nie współpracując z gardłem widać otwór głosu brak przesuszone wargi brak czułości nieznane im miłości uszy bierne i nieufne brak wiadomych w nich informacji wyłapują nonsens nieznana im prawda byle by przetrwać byle by dotrwać nos nieskory do współpracy kwiaty czy gnój świeżo upieczony chleb niedawno ścięta trawa jedno to samo na to skóra obojczyków odpowiada przenikliwie krzyczy o atencję białe perły i ciężkie korale następnie moja twarz i skóra się marszczy ale intencji w tym brak zamknięty głos zaklejone uszy obojczyków kość oczu ślepy wzrok nosa niepewny swąd nie chce już nic dać moja zamęczona w lustrze twarz1 punkt
-
pokażę ci stację kolejową którą pilnują świerszcze wszystkie głuche jak pień nie boją się hałasu pociągów stań na drugiej szynie i podaj rękę nie przewrócimy się możemy tak stać jak dwa tory które na co dzień pytają o dylemat przecięcia prostych równoległych świerszcze jednak coś wiedzą na ten temat dostosowują natężenie cykania do ruchu podróżnych tu semafora na boczny tor nikt nie pilnuje niektórzy nie boją się zostawić bagażu na podkładach i przymarznięcia szyi do mroźnej stali zimą ani oparzeń w gorące lato wtedy cykanie świerszczy zamiera na parę chwil przybite echem stalowych kół czekają na końcowe światło znikające czerwonym punktem w rozgrzanym powietrzu1 punkt
-
z zeszytu wyrywam białą kartkę historii zgniatam rzucam w dal myślę jak ominąć zakręt głowę chłodzi purpurowy deszcz jak rozwinąć skrzydła kiedy wiatru brak jak ze sobą w zgodzie żyć za horyzontem dostrzec cel w głowie jeden takt purpurowy deszcz nie odchodź wiem za dużo było akordów złych zamykam je za sobą klucz wyrzucam niech zabierze go purpurowy deszcz ślady na piasku pozostawione rozmyją się szybciej niż myślisz truskawkowe pola zrosi purpurowy deszcz wszyscy jesteśmy światem jesteśmy dziećmi zwycięzcami a przedstawienie musi trwać nadal1 punkt
-
STAN WYBIÓRCZY W mnogości wszelakiej informacji trudno jest nie przyznać temu racji, bez żenady i konsternacji, że wzrost umysłowej elewacji, może być przyczyną cielesnej degradacji. Gdy umysł wznosi się na szczyty poznania, pozostawia coraz mniej czasu na cielesne zmagania. Następuje tak zwany stan wybiórczy, umysł się rozrasta, a ciało się kurczy. Powyższe słowa zostały napisane na przysłowiowym kolanie, a więc rymowanego czytania życzę wam drodzy panowie i miłe panie.1 punkt
-
Ciekawą pozycję, trudną do oceny, TW, Bej wymyślił we Francji miłośnik higieny. Było to gdy Luwrze nie było łazienek*, lecz odkrył, jak zadbać o czystość panienek, one zaś, w rewanżu, też o niego dbały, cnoty nie traciły, a przyjemność miały. *System kanalizacyjny został w Luwrze zbudowany po powrocie Henryka Walezego z Polski, gdzie spotkał się z takim na Wawelu.1 punkt
Ten Ranking jest ustawiony na Warszawa/GMT+01:00
-
Ostatnio dodane
-
Wiersze znanych
-
Najpopularniejsze utwory
-
Najpopularniejsze zbiory
-
Inne