Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Ranking

Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 03.01.2021 uwzględniając wszystkie działy

  1. Nie dam rady już kochać Cię dłużej, sił brakuje, by wierzyć w iluzję. Idź mój miły swą ścieżką ku górze, dołem pójdę, gdzie prowadzi ślad. Dziś oddzielne nas wiążą zasady, kraty, ramy, rachunki, rabaty i problemów oddzielne dwa światy, no a głowie coś szepcze, że pat. Może jeszcze się kiedyś spotkamy, było dobrze, nic tego nie zmieni, pobiegniemy za ręce po grani, popatrzymy z dystansu na świat. To teoria co spada ze szczytu. Łamigłówka, co nie chce dopytać, gdy tęsknota, jak wilk, gardło chwyta; gdy zadzwonisz - rozkwitam jak kwiat...
    9 punktów
  2. kwiaty przekwitają miłość przemija noc dniu ustępuje śmierć jej nie dziwi tylko ten człowiek dziwoląg ciągle ten sam tak samo wczoraj i dziś widzi szuka dziury w całym raz płacze raz się uśmiecha a potem mówi to nie ja świat spieprzyłem to wina gwiazd których na niebie zbyt wiele
    7 punktów
  3. Ona szła W ramie okna z widokiem na łąkę wpisanego w większą ramę bloku wniebowzięta głowa, której pachnący mgłą sen rośnie w oczach. Mokre słońce trzęsie się w przymrozkiem brokacących, posiwiałych trawach. Świt falującym kokonem obmywa Jej płynące stopy. Sunie na obłoku jak Gwiazda zaranna, z okna wchodzą w nią czułki głodu, spogląda ............... odgarnia włosy.
    6 punktów
  4. Jeśli nie oprzesz jednej nogi poza Ziemią nie utrzymasz się na niej. Odyseas Elitis nie przyjdziesz. wiem, czasy są inne; oderwane od rzeczywistego strachu przesiąkają innym. to co brałam za jasną stronę — pociemniało. trzeba odtłuścić światło, zmyć niepotrzebny nalot; spójrz, noc ma podkrążone oczy, nie spała czekając naszych snów, uwięzionej w próżni historii kochanków. pamiętasz księżycowy kamień? był namiastką bliskości, przeglądałam się w błękitnej poświacie, by choć przez chwilę ujrzeć Lunę wtuloną w półnagie ciało. przyjdź, mój dom sięga dalej niż droga mleczna, im głębiej, tym wyższe zagęszczenie. świat ma więcej niż jedną krawędź. wisimy na włoskach, otwieramy się pod wiatr; słoneczny strąca z pękniętego nieba wszystkie obumarłe szczątki. jesteśmy tak szczęśliwi w swoich nieszczęściach, że przepływamy obok, od nowiu począwszy.
    5 punktów
  5. powoli gasną latarnie cichną szepty liści wolnymi krokami nadchodzi poranek czekam na ciebie z kawą siedząc bez ruchu na drewnianej ławce Mamo ile to już czasu kawa dawno zimna a ja bez swetra czekam aż dorośniesz
    5 punktów
  6. Budziki ranią sen śmiertelnie nabijają noc na wskazówki potem ty atomizujesz mój poranek Gruchot porcelany o posadzkę puszczają fugi drżenie kafli i niepewny grunt u progu stepują obowiązki Wybieganie na czas z zapaleniem nerwów chodniki puchną od arytmii obcasów w gorączce kroków Trzaśnięcia drzwiami sproszkowane szyby krwiaki framug krzyki, krzyki i wiecznie niedoleczone uszy
    5 punktów
  7. Uśmiech był zanim się pojawił łzy kapały zanim spłynęły po twarzy radość zagościła przed zabawnym zdarzeniem miłość tliła się zanim Ją tutaj spotkał złość szarpała potem gniewne wydarzenie małość doskwierała kiedy nie było egzaminu duma rozpierała już w chwili narodzenia troska pytała nim nastał nam niepokój Uczucia są pierwsze najpierwsze zawsze. Taka oczywistość mnie naszła w Nowym Roku:))
    5 punktów
  8. kiedy wezwiesz na zawilce stanę boso zwrócona do ciebie płatkiem zamkniemy się w biały koralik
    5 punktów
  9. Znajdź w sobie gołąb skrzydła złożył kiedy ulewny deszcz spadał który przeczekał po czym odleciał przeczekaj zawiesiny nad tobą są chwilowe to minie jak każdy dzień więc znajdź w sobie słońce ja nie poszukam za ciebie ponieważ nie znam twoich myśli twojego ciała nie czuję chociaż jestem przyjacielem
    5 punktów
  10. słońce wytrącone ze snu wraca z tamtego świata kalecząc blaskiem dziergasz ból z powietrza a ja chciałabym ukołysać cię jak fale zmieniając szorstkość w miękką bezbrzeż
    5 punktów
  11. gdy wyspowiada się każda łza wzruszeniem ramion strząsnę smutek w lustrze dogonię własne spojrzenie zanim wyblaknie
    5 punktów
  12. musi być otwarty jak wiatr bo ona wszystko wywnętrzy otoczy słowami wplecie w pióra i polecą... wierszem byle gdzie w cały świat
    4 punkty
  13. - Jak to jest być poetą? - Spytał szlachcic młody. - Świetnie, jak masz majątek i z niego dochody. - A z samego pisania można się utrzymać? - Na ścisłym poście długo waćpan nie wytrzymasz.
    4 punkty
  14. Perłami błyszczą sierpy jej rzęs, ponad wieńcem Źrenic, złowionych w dżdżysty deszcz szarą tuniką Kropel, blado zwieszonych mokrą mozaiką U zalotnych ust, krwistych namiętnym rumieńcem. Jej twarz brodzi we mgle i uwodzi czerwieńcem Warg, płocho zawstydzonych, lecz już żywioł dziką Nawałnicą oblał je pokusy mimiką, Gdy stałem się jej pieszczot wiernym ulubieńcem. Maska z ołowiu ciężko spadła na wspomnienia Woda wytarła ślady i umyła duszę Z nadmiaru rozterek, a ślepy czas z cierpienia. Popiół został w dłoni, gdy ogień przyniósł suszę Wraz z cichymi skargami mrocznego sumienia, Klejąc łzy rdzą, którą już się dzisiaj nie wzruszę.
    4 punkty
  15. Wisielcze szczęście żyć na tej planecie Gdy nie ma żadnych innych do wyboru. Fart ślepy, pieniądz, poczucie humoru- Starczy mieć jedno a świat cię nie zgniecie. Dzisiaj maluje się szaro-ponuro, To moda z wczoraj, z jego brudną sepią. A nim jutrzejsze dymy wzrok zaślepią Smog się zaszyje każdemu pod skórą. Historia lepiej pamięta zbrodniarza Niż budowniczych nieprzebrane tłumy Od lat spokoju epidemię dżumy Ciągle się kręci, zatacza, powtarza. Złamać to koło i złożyć od nowa, Zerwać z systemem dążącym do krachu, Zerkać do gazet bez żadnego strachu- O tym co wieczór marzy ścięta głowa. Mówią, że zacząć od siebie należy Choć mają rację to mało kto słucha. Nadziei laska jest zanadto krucha By w sprawczość trudów tłum tłumów uwierzył. Bój beznadziejny jest nam przeznaczony Gdzie wodzem będzie słuszność poświęcenia, Boleć wszak będzie, że trud nic nie zmienia I nikt nie sięga laurowej korony. Czeka nas jednak nagroda niemała I to tu, teraz, gdzie zepsucie kroczy. Będziemy mogli spojrzeć w lustrze w oczy Na przekór wichrom i słabościom ciała.
    4 punkty
  16. Źródło: https://www.greeka.com/ … jakbym odchodził w dzieciństwo świata… ― … i dalej…― poza granicę ― heliocentrycznego uniesienia… … W odbiciach alabastrowych ciosów ― zaistniało coś jeszcze ― obrysem szarżującego byka… Nie… … to ziemia ― pędzi ― jak wiatr... Czy może ― ja sam ― stałem się wiatrem? … … zamykam oczy ― i widzę ― bardziej… Otwieram… ― … ślepnę od nadmiaru kształtów… … Przede mną ― freski 2… ― Kamienny tron Minosa 3… ― Gryf leżący w liliach 4… … … lecz ― o dziwo ― nie czuję ― przyciągania kosmosu… Czuję za to ― zapach łąk… … szumiące gaje… ― … Ptaki śpiewają ― pomiędzy ― pomarańczami… … … kolumny… Schody… … podwórka … … Tracę oddech… ― … w mroku korytarzy i kurzu… … Tezeuszu 5… Bohaterze ― labiryntu … … pogromco Minotaura 6… … … słyszę ― tak jakby ― daleki szept… (Włodzimierz Zastawniak, 2013-05-21) ... * Chodzi o Pałac w Knossos (Pałac Minosa), znajdujący się niedaleko miasta Heraklion, na wyspie Kreta. Jeden z najsłynniejszych starogreckich zabytków architektonicznych, pochodzący z okresu kultury minojskiej (2000 – 1400 p.n.e.) Związana jest z nim legenda o Tezeuszu i Minotaurze. 2 Fresk – Rodzaj malowidła ściennego, wykonywanego na świeżym, mokrym tynku. Najczęściej o tematyce religijnej, roślinnej czy zwierzęcej. 3 Minos – W mitologii greckiej – król Krety, heros. Syn boga Zeusa i bogini Europy. 4 Gryf – Mityczne zwierzę. Przedstawiane najczęściej jako hybryda lwa i orła. W minojskiej Krecie gryfy były strażnikami sal tronowych. 5 Tezeusz – W mitologii greckiej – heros. Syn boga Posejdona i bogini Ajtry. Pogromca Minotaura, w zaprojektowanym przez Dedala (mitycznego architekta i wynalazcy) Labiryncie, pod Pałacem w Knossos. W zgładzeniu potwora pomogła Tezeuszowi – Ariadna – córka króla Krety Minosa i królowej Pazyfae. 6 Minotaur – W mitologii greckiej – potwór, przedstawiany jako hybryda człowieka i byka. Strażnik Labiryntu pod Pałacem w Knossos. Zrodzony ze związku królowej Krety – Pazyfae, żony Minosa, i byka – zesłanego przez boga Posejdona.
    3 punkty
  17. Czasami czuję jak ciśnienie drąży korytarze w mojej głowie, a chłód spokoju w koniuszki palców pełznie z życiem po podłodze. W duszy czuję jak wraca z każdym płytszym oddechem, do domu, jak ziewający kot przed wyjściem przeciąga się w stronę księżyca. Uderza mnie jak we wnętrze bije dawne serce, co zasłania twarz, a cień w ciszy snuje się na wietrze którego imię już znasz... Bo jest nieskończoność powodów żeby czuć jak wszystko istnieje a każdy woli siedzieć w spokoju i patrzeć... jak toną kamienie.
    3 punkty
  18. Kiedyśmy niepiękni No to niepiękni I nie pomoże tu żadna poza Kiedyśmy biedni No to biedni Nie wybierzemy się za morza A kiedyśmy głupi No to głupi I żadna księga mądrości nie doda I tylko dobrze żeśmy nie wieczni Bo wtedy życia nam tak nie szkoda Kiedyśmy piękni No to piękni I każde lustro nam to powie Gdyśmy bogaci No to bogaci Drzwi nam otworzą wszyscy bogowie Kiedyśmy mądrzy No to mądrzy Nie damy sobie zabić ćwieka I tylko szkoda wielka szkoda Że czas ku śmierci nam ucieka
    3 punkty
  19. bo gdy płyniesz, rysujesz świat a moja twarz odbija go jak lustro a serce rośnie i rośnie
    3 punkty
  20. tak boli tak spycha w czarny ciasny kąt (robisz to?)
    3 punkty
  21. Miłością jego późną płótna i ziemistych barw paleta. Wieśniacy i garść kartofli to obraz życia... Natura żywa jak i martwa, dachy i rynsztoki olejowane. Wreszcie przemiana dostojna impresjonistyczna. Twory z innego świata w morskich barwach widziane. Niedoceniony za życia. Jednego obrazu sprzedawca. Cierpienia zaznał smak gorzki. Myślami błądził do gwiazd, do gwiazd! Pełnym sercem nie na pół gwizdka, Nie spacerem lecz sprintem.
    3 punkty
  22. Znalazłem Znalazłem krainę dziwną Gdzie cisza szepce krzykiem Wiatr gra melodię tu piękną Słonecznych promieni smykiem Znalazłem dziwną krainę Za oknami kocich oczu Której piekno nie minie Pełną świetlistego mroku Znalazłem krainę dziwną Za czystym lustra srebrem W której słowa me płyną Niesione syrenim śpiewem Znalazłem dziwną krainę Ukrytą w dźwiękach muzyki W której marzenia nie giną A cisza szepce krzykiem Znalazłem krainę dziwną Pomiędzy kartami książek W papierze szorstkim ukrytą Gdzie słowa szlakiem podążę Znalazłem dziwną krainę W ukochanej uśmiechu Miłości piękną dolinę Pełną słodkiego grzechu D.G.
    3 punkty
  23. graphics CC0 Sirkka Turkka obłędnie kocha zwierzęta psy i konie bezwzględnie ma w opiece suche papierowe powietrze otula tu księżyc w jej wiosce… odciętej od świata w huraganowe miesiące teflonowe rękawiczki używa linomagu maści z witaminą A. wiedzie swe pustelnicze życie na południu Suomi. gdzie cieplej w uszy. bo dalej od bieguna w zimowe dni gdy światła mniej Sirkka pisze cudne wiersze. smolaki co rusz trzaskają w kominku. w obejściu łyska rozświetlony namiot lavu wiersze podkradają się po cichutku do wiktu ogniska. oswajają jak dzikie wadery błyszczą im ślepia. klinicznie krystalizując ożywają w metaforach. z uczuć i uduchowienia z braku lub nadmiaru miłości ludzie mogą cię zranić twierdzi Sirkka. dlatego pokochała swoje pegazy i cerbery stroniąc świadomie od ludzkiej arogancji psy stroją swoje pęknięte skrzypce. chmura jak chudy chłopak który chce się żenić. gwiazda osiada w Sirkka. unosi przestrzeń w świt Fennoskandii. lotnia mistycznej eremitki
    2 punkty
  24. Los Babcie co dzień szeptały pacierze, babcie miały ukryte szkaplerze, ręce mocne, dni pracowite, mało jadły, wstawały świtem. Odchodziły z życia kiedy trzeba, aby nie jeść darmo w domu chleba.
    2 punkty
  25. chciałbym by ten wiersz został ze mną na dłużej mistrz ceremonii jest tylko jeden słucha patrzy karmi zmysły a tak naprawdę nie słyszy nie widzi nic nie smakuje ogień pali się wielki zgromadził pięćdziesięciu jeden gdyby nie ten jeden i tych pięćdziesięciu by nie zgromadził stoi proklamuje mówi jakby znał i supeł i sznurek jakby wiedział jak smakuje chleb z pieca każdego oni w pięćdziesięciu milczą trzymają lustra jedni mają zawieszone na przydługich nosach jeszcze inni na sterczących uszach są i tacy których oczy wielkie są lustrami a w każdej jednej bajce ujrzałem siebie nie przestanie dopóki nie połknie ich wszystkich… dokąd pełzniesz gąsieniczko zielona wszak robisz to niestrudzenie będziesz i motylem będziesz ulotnym i pięknym teraz pożerasz to co i tak uschnie później nektar bogów zaszumi ci w głowie czyż kluczem nie jest zagadka twoja czyż kluczem nie jest jak cudnie pełzniesz
    2 punkty
  26. @duszka @opal @Karina Westfall @Waldemar_Talar_Talar Prawdę mówiąc najbliżej mi do stwierdzenia, że najpierw jest słowo. Ale to tylko wiersz, zresztą technicznie i jakościowo kompletnie nienajlepszy. Wydaje mi się, a prosiłbym niczego tutaj specjalnie się nie doszukiwać, że w pierwszej kolejności mamy do czynienia z emocją, a później z wyrazem tej emocji. To są tylko rozważania, za które Wam dziękuję:))
    2 punkty
  27. Ani śladu stał dąb żywioły nie pokonały zrobił to człowiek więcej miał niż sto piła wyparła siekierę aż soki poszły pocięty porąbany deski opał albo papier książka lub zeszyt zapisany wyrzucany a pień zgnił
    2 punkty
  28. Zmiana Odechciało mi się błąkać po łące. Weszłam w krzaki, które jak robaki kąsają, uderzają, razem się trzymają, nawet gadają. Są potęgą, nijak się ma przy nich łąka, ze swymi kwitnącymi kwiatami. Nagle! Stanęło mi coś w gardle, Umieram. Szykują dla mnie ziemię, na której są i łąki, i krzaczki, ale co z tego? Nie żyję. J.A.
    2 punkty
  29. Ciekawy, dramatyczny, wzmocniony wyrazistymi metaforami przekaz... Zrobił na mnie takie wrażenie, że aż życzyłabym sobie na końcu jakiegoś ujścia (ucieczki) w "ratującą" puentę, chociaż i te "wiecznie niedoleczone uszy" też dały mi do myślenia i zatrzymały na jakiś czas uświadamiając szkodliwość takiego stanu i ostrzegając przed nim. Pozdrawiam :)
    2 punkty
  30. Talent jest ważny, i przyznam, jest warunkiem koniecznym, ale tylko jednym z warunków, niczego nie gwarantującym. Tak samo ważnymi są pracowitość, wytrwałość, talent do podejmowania dobrych decyzji w ważnych sprawach, inteligencja, w tym emocjonalna, umiejętność zjednywania sobie ludzi, wiedza, przez niektórych zwana mądrością i tak dalej. Poza tym posiadany majątek pomaga, bo można pisać bez presji i nie na zlecenie, termin, ilość, co wielu twórców zniszczyło. Dzięki za koment i pozdrawiam.
    2 punkty
  31. Biała Dama cz. I Chcę przytoczyć stare dzieje dawnych czasów wskrzesić czar to w Świerklańcu rzecz się dzieje gdzie posiadłość Henckel miał W starym zamku mieszkał hrabia pan majętny tutaj żył z Donnersmarcków się wywodził szlachetnego rodu był Ten potentat przemysłowy za małżonkę Biankę wziął pracowity honorowy całe życie kochał ją Bianka syna mu nie dała tak go pragnął z całych sił lecz majątek pomnażała mąż jej wdzięczny za to był Mały Wersal wybudował to dla Bianki dla niej żył pan budowy dozorował by fundament trwałym był I na bagnach zbudowany dziwny urok w sobie krył i drzewami okalany Mały Wersal piękny był Styl francuski dominował piękny pałac złotem lśnił w cichym parku tu królował i niejeden o nim śnił Stare dęby tu szumiały srebrnej tafli widniał brzeg kwiaty trawy pokrywały zimą w słońcu skrzył się śnieg Drzewa pięknie oszronione ten bajkowy mały świat te zaprzęgi i te konie to był obraz z tamtych lat I mijały dni miesiące pięknej Bianki urok zgasł i nie cieszył park ją słońce już dobiegał życia czas I w siarczysty mróz styczniowy koń na grzbiecie Biankę niósł park był piękny wyjątkowy uspakajał niczym stróż Nagle ciszę coś przerwało anioł śmierci zjawił się i na drzewie się to stało Bianka udusiła się Włosy ciało pokrywały hrabia wylał morze łez czarne oczy skamieniały pięknej Bianki nadszedł kres Drzewo katem jej się stało kwiaty okrywały pień lecz uczucie nie skonało tu pozostał Bianki cień Jak legenda stara niesie duch pojawiał Bianki się Biała Pani ze Świerklańca tu zjawiała w nocy się Biała Dama cz. II Potem przyszedł na świat Udo pierworodny Guida syn w groźnych górach zginął młodo przypłacając za swój czyn Życie dalej się toczyło duch markizy wszędzie był a hrabiemu ciężko było zmarłej żony portret żył Czarne oczy spoglądały pięknej Wenus włosy blond z hrabią rozstać się nie chciały Bianką tchnął tu każdy kąt Księżna Katia druga żona to w Wisbaden brała ślub przysięgała tutaj miłość całe życie aż po grób Biały welon i sukienka starej pieśni piękny ton uroczysta słów przysięga i kościelny głośny dzwon W świerklanieckim pięknym zamku niezbyt dobrze czuła się bo myślała bez ustanku jakby pozbyć Bianki się Oczy szczęściem zajaśniały kiedy na świat przyszedł syn i Guidotto chociaż mały już w Strzeleckim Bractwie był I kościółek piękny stanął w cichym parku pośród drzew Juliusz Raschdorff nim się zajął Fremiet zaś ozdobił dach I tu nieraz księżna Katia bladym świtem ścieżką szła gdy samotność doskwierała w oku się kręciła łza Wtedy myślą powracała do rodzinnych swoich stron tam Ojczyzna pozostała lat młodości drogi dom Biała Dama cz. III Hrabia ciągle coś budował wielki kunszt i dobry smak styl francuski dominował gotyk go cechował wszak Sarkofagi w mauzoleum anioł śmierci przeczuć znak ta budowa jedna z wielu to ostatniej drogi trakt Także Pałac Kawalera Cesarz Wilhelm gościł tu dziś podwoje swe otwiera tak zostało od lat stu Wielki magnat przemysłowy tytuł już książęcy miał gdy wiek zaczął się znów nowy on w hierarchii mocno stał Dwóch mu synów księżna dała Guidotto młodszy Kraft lecz spokoju nie zaznała już do końca swoich lat Bogobojna księżna Katia nie umiała Bianki znieść i w Kozłowej posiadłości ciche życie chciała wieść Chętnie wszystkim pomagała dobre serce miała wszak ludziom odzież rozdawała gdy jej komuś było brak Nowożeńców zaś wspierała gdy potrzebny był im sprzęt cała służba podziwiała długie włosy sukni tren Księżna wnuków doczekała książę zaś szczęśliwy był bo rodzina się zwiększała czego pragnął z całych sił Kiedy odszedł wielki hrabia schedę po nim przejął syn legendarna Biała Dama wciąż spędzała z oczu sen Księżna Katia pozostała w sercach ludzi z tamtych lat ta Ojczyzna ją żegnała tu spędziła życia szmat Cóż nam dzisiaj pozostało gdzie pałace z tamtych lat co się później z nimi stało przecież je podziwiał świat Ręka ludzka je zniszczyła wielkie dzieła z tamtych lat pamięć o nich nie wróciła już nie zwróci nam ich świat A szukając dziś wytchnienia w cichym parku pośród drzew gdzie tak często mgła się zbiera słychać ptaków piękny śpiew Stare dęby posiwiały i kościelny słychać dzwon i w historię się wpisały inny jej nadając ton
    2 punkty
  32. Świetlisty mieszka w modrym akwarium wieczności, jest głębią ekranu i konturem ciemności, gdzie oscylują luźne piksele istnienia jak lampiony na moście losu bez imienia. Świeci, choć nic nie mówi – promień ciszą gaśnie, nawleczony na głuchy bezgłos złotej liry, wyszarpując z trzewi jej strun naiwne baśnie gwiazdom lapisowanym przez święte szafiry. Lecz nie dosięgnie go mój palec światłoczuły. On ukryje mnie w łodzi ze szklanej wikliny, nauczy gładzić blask wędrownej kapsuły i patrzeć w pulsujące kształtami szczeliny. Przez nie – i w nich – znajduję, potem gubię chwile, cedzone sitem myśli jak ryby ogłuszone dudnieniem twórczej pustki w błękitnej mogile wód u dna duszy – widzę tam jak zawieszone. Wrzeciona deszczu szumem wrastają w łodygi, szarości spływając po okiennych szelestach, lepikimi plastrami jak lustrzana twarz strzygi siadając u drzwi myśli, na zimnych podestach. Skrzydła paproci w krwawy bryzg czerni upięte skowyczą co noc cienką linią przemijania i tłuką o szyb dzwony, jak anioły zdjęte z futryny nieba, gromem nagłego skonania. Dokąd znikasz, odchodząc chwil cieniem daremnym, odrąbany od mlecznej piersi pszenicznego smaku – kiedy nic już nie jest sensem przyziemnym, ale kończy się echem słowa ostatniego? Nikt nie słucha – piszczałki i cymbały tłumią pomruki deszczu, a on skrobie szronem uszy. Nikt nie czyta – czcionki fraz milcząco nam szumią jak barwne paciorki kłamstw w supłach duszy. Czerep widnokręgu domyka się kirem burz. To koniec: światło schnie, a mrok znika w próżni. Nikomu niepotrzebne są widoki wzgórz, gdy małość od wielkości niczym się nie różni.
    2 punkty
  33. Jesteś wierszem o mnie od kilku najgorszych chwil zostałaś historią w sekundę od ciebie liczę me dni i kiedy patrzę na niebo w ponury grzmot przed burzą nie wiem co będzie później gdy stoję przed moją różą. W domu jest upiornie cicho gdy wychodzę jest ciszej mówią może już za późno gdy widzę jak płynie tusz po palcach policzkach po pustych ulicach donikąd.
    2 punkty
  34. Deszcz Znów deszcz za oknami ale ja zamierzam wspaniale się ze sobą samą bawić czytać książki bardzo lubię tak porządnie zanurzyć się w lekturze ciepłą smaczną kawkę z rana wypić i pogadać z przyjaciółmi teraz wiem kto jest przy mnie kto olał naprawdę bardzo lubię kwiaty szczególnie na urodziny dostawać od taty dzień kobiet również wchodzi w rachubę czternasty luty już niedługo ciekawe cy ten dzień będzie dniem pełen wrażeń czas pokaże może jakiś książę na białym koniu przyjedzie i uratuje z tej udręki tego dnia spędzać sama nie lubię właśnie kończę pić przepyszną kawę a co dalej czas pokaże co nie którzy milczeniem mnie wkurzają a najpierw pięknie zemną pogrywają lecz jestem za stara by się przejmować lecz nie zamierzam się pod koc chować Jednego jestem pewna chcę żyć tak by kolejnego roku nie żałować Iwa www.blogzyczen.wordpress.com BLOGZYCZEN.WORDPRESS.COM www.blogzyczen.wordpress.com
    1 punkt
  35. @Leszczym Bo wiersze to dla mnie właśnie są rozważania otwarte na dalsze rozważania. Pozdrawiam Cię serdecznie :)
    1 punkt
  36. Przy moim nadpobudliwym zmyśle przemijania dałaś mi otuchę :)
    1 punkt
  37. To nie ja, to on sam zwrócił na siebie moją uwagę, już chociażby samymi "budzikami raniącymi sen" ;) Bardzo mi się spodobał:)
    1 punkt
  38. @Wątpiciel W tym pośpiechu, chyba nawet nie zauważmy, że jest taki głośny... A tu... proszę, jak słychać!;)
    1 punkt
  39. @duszka super afirmacja i wiersz, choć czasem i tak trudno się z nią pogodzić. Ja mam różnie. kiedyś mi się udało podobnie ujarzmić żal myślą 'to nie czas mija, to budują mnie chwile'. Czasem muszę sobie to przypominać;) pozdrowienia ślę!
    1 punkt
  40. Dziękuję za czytanie i kilka słów komentarza. Pozdrawiam
    1 punkt
  41. @JAPA dość sporo błędów i rymy częstochowskiej zwłaszcza z początku A poza tym piwonie są rzeczywiście piekne Kredens pozdrawia
    1 punkt
  42. w tłumie szukam Twojego szeptu mów do mnie jeszcze nawet jeśli dzisiejszy dzień jak wczorajszy śnieg zmęczony padaniem na twarz a zwierzęta i prezesi u żłoba zawodzą podobno ludzkim głosem /zapach siana taki nęcący/ przyjdź niech przytuli nas nadzieja przełamana opłatkiem
    1 punkt
  43. za siódmym śniegiem za siódmą zaspą gdzie sny zmarznięte nie mogły zasnąć gdzie sine mrozy siarczyście klęły na czym świat stoi a może i leży bo zły znalazłam spokój pachnący tobą alabastrową ciszę cisz błogą gdzie sny na jawie skrzą się i jasno od oczu naszych wpatrzonych z miłością przez łzy te pierwsze czyste niewinne przed laty w splecionych dłoniach wyrosłe kwiatem jak śnieg wczorajszy maleńkie lęki stopione śmiechem urwanym z choinki jak my
    1 punkt
  44. Zmysłowa miniaturka Valerio. Erotyk naturalistyczny zamnięty szczelnie w kilku słowach. Mały nakład słów moc treści. Tu wiedziesz --> prym.
    1 punkt
  45. delikatnie o sobie i delikatnie się trzeba zbliżyć, piękne.
    1 punkt
  46. @Dag Tak to była konieczność ze względu na ichniejszą sytuację, w jakiej żyli. Ludzkość by nie przetrwała, gdyby nie kreatywność i mądrość. Fakt teraz niszczymy naszą planetę, ale ona będzie walczyć o siebie. Zresztą, jak wiemy, równowaga popłaca. POZDRAWIAM
    1 punkt
  47. zdobyty wysokim c smagłych nóg miała czas podciągała naramienne i więcej hialuronowe usta stylizowane brwi byłam zajęta rodziłam wynosiłam śmieci nie potrafiłam
    1 punkt
  48. Pustynna metaforyka zawsze do mnie przemawia. A co do techniki, tak na marginesie samego wiersza, używanie archaicznego stylu może być przecież zabiegiem zamierzonym - parodią. Pozdrawiam
    1 punkt
  49. [Tekścidło konkursowe o tematyce: Drzewo, lub Drzwi; Nie miałam pomysłu, więc przerobiłam stare wierszydełko ;)] ___ W szczerym polu pod lasem rośnie wierzba płacząca. Listki ma zielone, gibkie i wiotkie pnącza. Chociaż sama tam stoi na czarnej, glinianej ziemi, to smutku nie czuje, gdy las barwą się mieni. Zasłuchała się wierzba przez czas długi, miniony, że las zmienia swą szatę, a drzewa korony. I tak stała i rosła i była szczęśliwa, bo świat, który znała ciągle ją zadziwiał. Przychodziły zwierzęta małe, trochę większe i snuły opowieści odważne i śmielsze. Mówiły o drzwiach w lesie prowadzących do domu, a w tym domku cuda… ciiii, nie mówcie nikomu. Ptaki wiły gniazda wśród wierzbowych liści i snuły wieści, że coś złego się ziści. Roztrzęsione drzewko słuchało i truchlało, a czasami sobie po cichu zapłakało. Mijały wiosny, lata, a także jesienie i zimy mijały i wierzby płaczenie. Choć listki zielone, choć pnącza wciąż gibkie, to czuła się wierzba jakby po bitwie. Bo biła się co dzień ze swemi myślami, co będzie teraz, co będzie z nami… Gdy się okazało, że zbrakło kilku drzew, zadumała się wierzba – wnet zabraknie mnie. Ciężko jej było słyszeć o metamorfozie wokół, więc skarżyła się cicho do mglistych obłoków. W końcu przyszedł dwunożny i wyrąbał drzewko, machał i ciachał bez namysłu, krewko. Zasmucił się las, ptaki i zwięrzęta, nie ma z nami wierzby, niech każdy pamięta! W szczerym polu pod lasem rosła wierzba płacząca, rosła w polu samotnie, ale była znacząca. Czy to koniec historii? Co się stało z wierzbą? Czy skończyła w ogniu, co z jej dalszą ścieżką? Jeśli chcesz wiedzieć, to już służę klechdą, może też inni posłuchać mnie zechcą? Pamiętacie domek, w którym cuda były, a które nikomu się nigdy nie śniły? Drzwi do tego domku dwunożny uszkodził i tak w jego głowie pomysł się narodził. Bowiem był to czarodziej, co o wszystkim wiedział i o wierzbie i o tym, co jej kto powiedział. Pomyślał, więc sobie, że dobrze mieć drzewko, które wie o wszystkim i myśli wciąż trzeźwo. I takim sposobem płacząca wierzba stała się pomocnicą, piękna była z niej rzeźba. I oko dostała, by bacznie spoglądać, co dzieje się wokół, by wnioski wyciągać. Czarodziej w tym czasie mógł podróżować, z innymi się spotykać, o świecie dyskutować. Wierzył, że jak wróci, to wszystko zastanie w idealnym porządku, w swoim domowym zakątku. Tak było. Niewiadomo, czy komuś to się przyśniło, ale wierzba już nie płakała, tylko nad wszystkim czuwała. Znowu zwierzęta przychodziły i o różnych cudach prawiły, a wierzba słuchała, oko przymykała i wzdychała...
    1 punkt
  50. Nie potrafię być, co jest, co bywa czuć i wiedzieć, jeśli ciągle wypada aż pióra młodości, jutro przeminą lub ewolucja barw na głowie sprawi, że zabraknie mi czasu dla nowych pokoleń. To nie tak, że nie umiem, jak dawniej zaszyć smutki w metaforze, dla świata i przed nim, stanąć w uśmiechu, a wiersz sprawić iluzją poczucia, aby nikt na zawsze nikt, nie zobaczył palcem nie dotykał, jak mapy miejsc po przecinku. Nie potrafię, bo upiornie się boję wszędzie jest pełno poetów kiedy ja bywam tam, gdzie oni i szaleńczo trwa ta mordercza cisza.
    1 punkt
Ten Ranking jest ustawiony na Warszawa/GMT+01:00


×
×
  • Dodaj nową pozycję...