Cała aktywność
Kanał aktualizowany automatycznie
- Z ostatniej godziny
-
Cierpienie aktywnego poety
Charismafilos odpowiedział(a) na Leszczym utwór w Fraszki i miniatury poetyckie
@Leszczym a tam brzoskwinie, bułeczki, sikorki ;) -
Cierpienie aktywnego poety
Leszczym odpowiedział(a) na Leszczym utwór w Fraszki i miniatury poetyckie
@Charismafilos Twój ruch akurat przewidziałem, rozporki lecą na norki :) -
Cierpienie aktywnego poety
Charismafilos odpowiedział(a) na Leszczym utwór w Fraszki i miniatury poetyckie
@Leszczym otwierają się serca i czasem rozporki ;) -
Cierpienie aktywnego poety
Leszczym odpowiedział(a) na Leszczym utwór w Fraszki i miniatury poetyckie
@Charismafilos impreza gdzie lecą toporki :) -
SECOND HAND / Z cyklu "Był Raz Poeta"
Leszczym odpowiedział(a) na LessLove utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@LessLove @Charismafilos ;)) -
Mówią, że trafiłam na Marsa. Czy naprawdę jestem inna? Dlaczego właśnie tutaj wylądowałam, skoro nigdy nie prosiłam o tę podróż przez kosmos? Jej drobne dłonie, delikatne jak skrzydła motyla, obejmowały moją szyję z całą siłą, jakby bały się mnie utracić. Od tamtej chwili żaden dotyk nie był już tak ciepły. Przybyłam kiedyś do zakazanego miasta. Już po pierwszym spojrzeniu usłyszałam: „Idzie mały stworek. Czego ona tutaj szuka?” Wypędził mnie sprzedawca lodów, bo byłam brudna, miałam podarte ubranie, rozczochrane włosy i rzekomo odstraszałam klientów. Porzuciłam rezydencję z basenem, życie pełne wygód, stoły uginające się od jedzenia i srebrnego Jaguara. Uklękłam przed małym człowiekiem, bo właśnie tam odnalazłam wartość, której nie można kupić. Autor wiersza Damian Moszek.
-
1
-
Cierpienie aktywnego poety
Charismafilos odpowiedział(a) na Leszczym utwór w Fraszki i miniatury poetyckie
@Leszczym i impreza leci od środy aż do wtorku ;) -
Cierpienie aktywnego poety
Leszczym odpowiedział(a) na Leszczym utwór w Fraszki i miniatury poetyckie
@Charismafilos Ba, cały worek humorku :) -
@Charismafilos Kurde, komenty komentami, rozmowa rozmową, a ja w końcu za czytanie muszę się wziąć, bo już nieustannie niemalże w tym się okropnie opuszczam ://
-
Cierpienie aktywnego poety
Charismafilos odpowiedział(a) na Leszczym utwór w Fraszki i miniatury poetyckie
@Leszczym bum! Szampan i jest humorek ;) -
Cierpienie aktywnego poety
Leszczym odpowiedział(a) na Leszczym utwór w Fraszki i miniatury poetyckie
@Charismafilos wieczorek korek :) -
@Leszczym Z jednym urywkiem z powyższego dzieła skojarzył mi się stary suchar, pozwolę sobie go przytoczyć, wraz ze zmanipulowanym Twoim tekstem ;) - czym zajmuje się archeolog? - ??? - szuka Pozdrawiam
-
Ile z ara pak, i kapara z Eli?
-
SECOND HAND / Z cyklu "Był Raz Poeta"
Marek.zak1 odpowiedział(a) na LessLove utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
Niedawno widziałem, monodram "Sprzedawca życzeń" w wykonaniu Adama Ferencego. Bardzo dobry i w klimacie Twojego wiersza. . -
I poza: ma w OSRAM marsowa, ma Zopi.
-
@Migrena dziękuję za odzew :)
-
@wiedźma Pod wodą niewątpliwie nie ma szumu, fal i nie tylko, nie trzeba zmagać się z wiatrem, falami i można ze sobą po prostu być. Osobiście lubię pływać przy wysokich falach, bo jak się dobrze skoordynuje wyskok, to można parę metrów w powietrzu polecieć, a można też zanurkować i wtedy wiatr nie przeszkadza. Wiersz życiowy, raz fale, przeciwny wiatr, i jest chęć, pokusa refleksyjnego poleżenia na dnie. Pozdrawiam M
-
Firmowa, filmowa, afirmacja. Fifi. Ujęcie numeru tysiąc któreś, stop klatka, szafa fafarafa, więc dużo się mieści. A zatem, co w tym dziwnego, o właśnie, dziwnego? Produkt jak każdy inny produkt, taśma produkcyjna jak każda inna taśma. A czas? Czas poszedł w słowa, zwroty i wyrażenia, a nie w gwizdek i tylko tyle. A sens? Sens bywa, bywa że go nie ma, raz przyleciał, innym razem odleciał i dalej jest tylko sensem i dalej jest w gruncie rzeczy mocno nieuchwytny. Warszawa – Stegny, 02.08.2026r.
-
I kosimy, wysoki: i kosy wy mi soki.
-
W królestwie Kazimierza, tam gdzie Jakub z Józefem podają sobie ręce, w narożnej wnęce z wejściem od strony jakubowej - jest Izba. Od progu witają gości, sadzają do stołu, muzyka kołysze, wnętrze zachęca, wytchnienie od zgiełku i samotności I tak jak zwykle po jakubowemu herbata z podwójną ilością cukru, do tego sernik, przekąska albo jakaś sałata. Zblanszuj końcówki dzikich szparagów. * wiersz zawiera tajemniczą kryptoreklamę ;)
-
Oddaliłem się do mroczniejszego zaułka swej księgarnii. Klient, młodzieniec o rysach zdradzających od razu jego wyspiarskie, irlandzkie korzenie, poprosił mnie o przyniesienie tomiku wierszy autora, wręcz współczesnego bożyszcza dla młodych serc. Nie zasnutych mgłą wątpliwości, nie zapracowanych i zaklętych we wskazówkach wiecznie spóźnionych zegarów. Wreszcie nie zatrutych jeszcze do końca, trucizną prawdy o egzystencji. O tym, że to nie wybór pomiędzy dobrem a złem a przymus jednego i tego samego schematu. Bytu przykutego do skały codzienności. Przystawiłem lekką, jesionową drabinę do osnutego zatęchłym kurzem regału. Sprawdziłem jej stabilność lekkim wstrząśnięciem. Była jak skała. Była jedynym pewnym punktem podparcia w całej okolicy. Okolicy mającej zmienne humory i klimat. Czasem słońce a czasem deszcz. Lub tajfun nie pozostawiający na swej drodze żadnej świętości. Zrobiłem dwa kroki i stanąłem na pierwszym lekko poluzowanym szczeblu. Wtedy to nad moją głową rozpętał się żywy huragan furii. Były to odgłosy z mieszkania zlokalizowanego piętro nad moją księgarnią. Zaczęło się od krótkiego krzyku a zaraz za nim nadeszło prawdziwe piekło. Brzmiało to jak stada słoni, bizonów i niedźwiedzi, przemierzających w dudniącej w uszach migracji podłogę salonu. Od ściany do progu. Od szafy do okna. Harmider rósł i pęczniał w bębenkach uszu. W mieszkaniu wybuchła bitwa. Męża i żony. Dźwięk jej głosu zdawało się, że ma moc przesuwania mebli, otwierania okien czy niszczenia pomniejszych elementów wnętrza i bibelotów. Ich podłoga a mój sufit drżał jak w febrze. Wibracje o mało co nie poluzowały zaczepu drabiny. Zszedłem z niej z uczuciem ulgi ale i wściekłości. Obrzuciłem sufit nieprzychylnie wrogim spojrzeniem tak jak gdyby on wywołał tą hekatombę i w ogóle powinien się wstydzić. Ale przecież on nie był w gorącej wodzie kąpany. Był Bogu ducha winien. Próbował tłumić emocje sąsiadów. Niestety był skazany na pożarcie. Młodzieniec zawołał za mną. Stał tam gdzie wcześniej, przy ladzie. To zerkał w mrok zaplecza, szukając zarysu mojej osoby to znów wbijał lekko przerażony wzrok w sufit. Zawołał mnie po nazwisku. Rad nie rad ruszyłem z powrotem ku światłu głównego pomieszczenia. Irlandczyk wszedł za biurko i ponaglał moje ruchy skinieniem dłoni. Na górze najwidoczniej poszły w ruch puste butelki. Coś ciężkiego upadło to znów tłukło w ściany niczym rozsierdzony egzorcyzmem demon. Słyszałem nie tylko każde słowo pary. Wyłapywałem każde szarpnięcie, otarcie czy zmęczone furią westchnienie. Objąłem młodzieńca ramieniem ze słowami. Pan wybaczy. Duchy nędzników życiowych gardzą widać poezją i nie dadzą mi podjąć jej wydania z regału. To straszne a zarazem komiczne ale tu oznacza to po prostu normalność. Pan zjawi się u mnie za godzinkę jeśli łaska. Powinno do tej pory przycichnąć. A duchy nędzników? Rzucił próbując przekrzyczeć głosy na górze. Już ja się z nimi rozmówię, proszę się nie obawiać. Za godzinkę. Wyprosiłem go za próg grzecznie acz stanowczo. Szkło pękło. Lustro, okno czy może wazon. Roztrzaskało się o podłogę. Wtedy też wyjrzałem przez witrynę na bruk ulicy. Zamiast normalnego o tej porze roku śniegu, na kocich łbach lądowały oprawione w skóry książki. Jedne szczelnie zamknięte inne otwarte z pogiętymi lub wyrwanymi stronami. Spadały jak okaleczone anioły. I konały u stóp mego azylu. Za nimi podążyły koszule, spodnie, marynarki, buty i bielizna. Jakieś dokumenty i przybory toaletowe. Nie ukrywam, że gotów byłem ku temu by ujrzeć lecącego w przestrzeni człowieka. Lecz widać było jeszcze za wcześnie. Uchyliłem delikatnie drzwi i wyszedłem przed księgarnie. Okna nad nią były otwarte na oścież. Siarczysty mróz wchodził do mieszkania ochoczo. Nie studził jednak zapału małżonków. Pijaństwo, zdrada, przegrana w karty. Jaki był dziś powód? A może już wystarczy obecność. Bezczynność. Zbyt długie spojrzenie. Zbyt krótki sen. Niepotrzebne słowo lub dotyk. Wystarczy codzienność. Stanąłem obok ławeczki kloszardów i wiernych kompanów maltretowanego męża. Zbita ich grupka miała oczy wlepione w okno salonu. Postaci migały w jego konturze, raz dłużej raz jedynie w mgnieniu. Kloszardzi odstawili swoje piwa i głośno wyrażali wsparcie i litość dla swego herszta. Wreszcie postaci stanęły w oknie. Kobieta trzymała zaciśnięte ramię na szyi obezwładnionego pijaka. Był pobity. Miał rozciętą wargę, spuchnięte oko i rozdartą koszulę. Próbował wierzgać i bełkotał coś nie zdając sobie sprawy ze swego fatalnego położenia. Kobieta obrzuciła jego kompanów pogardliwie zabójczym wzrokiem. Co mam z nim zrobić!? Ryknęła aż przechodzący po drugiej stronie ulicy policjant, przestał iść w naszym kierunku i udając że oślepł nagle, ruszył z powrotem ginąc po chwili za zakrętem skrzyżowania. Kompani pijaka wybuchli ognistym entuzjazmem. Wypuść go! Wypuść! Uwolnij wiedźmo Barabasza! Okaż ten raz jeszcze łaskę. Kobieta stała się żywą furią. A idźcie wszyscy do diabła i zabierzcie też jego. Po czym wypchnęła ciało męża z okna wprost w brudne, śmierdzące acz kojące i kochające ramiona kompanów. Podrzucali go radośnie, wreszcie postawili na nogi i wręczyli butelkę z trunkiem. Wzniósł dłoń zaciśniętą w pięść w symbol glorii i pociągnął ożywczy łyk. Następnego ranka otwierałem właśnie księgarnię gdy z zza pleców dobiegło mnie przywitanie i życzenie miłego dnia. To byli moi sąsiedzi z góry. On nienagannie ubrany w szarą marynarkę, tożsame spodnie i jasnobrązowe derby. Jego twarz nosiła ślady wczorajszej walki i późniejszej libacji. Ona w sukience o barwie seledynowej, kapeluszu z woalem i czarnych trzewikach. Trzymali się za ręce jak nowo zakochani. Zauroczeni sobą jedynie nie światem. Bo on minął z pogardą niedostrzeżenia swych kompanów przy ławce. I zapatrzony w jej cudną twarz, złożył na jej ustach gorący pocałunek. Kloszard przy ławce odstawił od ust butelkę. Czknął solidnie i pijanym szeptem przemówił ni to do siebie ni do mnie. Widzi Pan największe burze nie rozdzielają zakochanych. Pokazują jedynie, jak mocno trzymają się za ręce. A przecież to nonsens i granda zwykła. Jutro będzie czołgał się pijany jak wąż pod naszymi nogami. Będzie błagał zmiłowania. I ratunku z naszych rąk. Pan jest tu krótko. Pan jest ślepy bo zaczytany w poezję czyli dziecinne brednie. A nad sobą ma Pan codzienność zwykłych nędznych ludzi.
-
- codzienność
- realizm
- (i 6 więcej)
-
@Migrena u ciebie wszystko żyje:)
-
SECOND HAND / Z cyklu "Był Raz Poeta"
LessLove odpowiedział(a) na LessLove utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Charismafilos Chętnie przyjmuję komplementy od kolegów w słowie, w każdej ilości... i o każdej porze☺️ Nie wiem dlaczego obudził się we mnie liryk, wiedziałem, ze będę pisał, ale obstawiałem scenariusze filmowe. Dwie kobiety poruszyły moje serce na tym portalu a zaciekawiło kilka więcej osób płci obojga budząc respekt dla klasy poetyckiej, której nie sięgnę, chyba że przypadkiem. Jedna wkurzyła, druga obudziła ducha badacza obcych planet, odkryłem Ją dla Niej. Przewoźnikiem dusz się bywa, także świadkiem odchodzenia. Nie chciałbym już nikomu zamykać oczu... Serdecznie pozdrawiam i dziękuję za czytanie, a nawet krzepiące słowa. - Dzisiaj
-
przepełniona słodką miękkością złotego odcienia pola jęczmiennego spragniona deszczu i chłodnego ciebie na twarzy jesieni łagodnym wieczorem herbaty smak – róża
-
1
-
SECOND HAND / Z cyklu "Był Raz Poeta"
Charismafilos odpowiedział(a) na LessLove utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@LessLove kolega się widzę wprawia w swoje niszy znalezione, pięknie! Trzecia strofa zdecydowanie najlepsza. Sprzedawca skądinąd znany... przedsiębiorca, przewoźnik dusz... na drugą stronę.
-
Tematy
-
Wiersze znanych
-
Najpopularniejsze utwory
-
Najpopularniejsze zbiory
-
Inne