Chcecie bajki? Oto bajka:
Była sobie Pchła Szachrajka.
Niesłychana rzecz po prostu,
By ktoś tak marnego wzrostu
I nędznego pchlego rodu
Mógł wyczyniać bez powodu
Takie psoty i gałgaństwa,
Jak pchła owa, proszę państwa.
Miała domek na przedmieściu
Po ojczymie czy po teściu,
Dom złożony z trzech pięterek
I pokojów cały szereg.
Więc salonik i sypialnię,
I jadalnię, naturalnie,
Gabinecik i korytarz,
O cokolwiek się zapytasz,
Wszystko miała, aż jej gości
Zalewała żółć z zazdrości.
Miała bryczkę, dwa kucyki,
Dojną krowę z Ameryki,
Psa kudłacza, owcę, kurę
Oraz koty szarobure,
Dwa uczone karaluchy
W kuchni pasły sobie brzuchy,
Konik polny Pchle Szachrajce
Co dzień grał na bałałajce,
Jednym słowem miała życie
Ułożone znakomicie.
II
Dnia pewnego Pchła od rana
Była bardzo niewyspana,
Więc wezwała pełna skruchy
Dwa uczone karaluchy:
"Jestem chora. To się zdarza.
Zaraz jadę do lekarza.
Każcie zaprząc moje kuce,
Po południu pewno wrócę."
Jedzie sobie Pchła Szachrajka
Kolorowa jak mozaika,
Jedzie pełna animuszu
W żakieciku z lila pluszu,
Z żółtym piórkiem w kapeluszu,
W modrych butach atłasowych,
W rękawiczkach purpurowych.
Przyjechała do doktora,
Mówi z płaczem: "Jestem chora,
Ostre bóle mam w żołądku,
Płuca trochę nie w porządku,
Opuchniętą mam śledzionę
I migdały powiększone."
Doktor badał ją dokładnie:
"O, niedobrze! O, nieładnie!"
Opukiwał ją z godzinę,
Kazał łykać aspirynę,
Coś pod nosem mruczał szeptem
I wypisał jej receptę
Bardzo długą, metr bez mała,
Że aż z bryczki wystawała.
Koła toczą się z turkotem,
Jedzie nasza Pchła z powrotem,
Jedzie wolno, bez pośpiechu,
I zanosi się od śmiechu:
"Ależ wzięłam go na kawał,
Badał, lekarstw ponadawał,
A ja inną mam chorobę:
Jestem chora na wątrobę,
Reszta zaś - to zwykła bajka,
Taka ze mnie Pchła Szachrajka!"
III
Pchła Szachrajka po obiedzie
Do cukierni bryczką jedzie,
Już z daleka widać z bryczki
Purpurowe rękawiczki.
Pchły ciastkami zwykle gardzą,
Nasza zaś lubiła bardzo
Tartoletki, papatacze,
Ptysie, bezy i sękacze,
Rurki z kremem, tort z wiśniami
I babeczki z malinami.
Wchodzi śmiało do cukierni,
W pas kłaniają się odźwierni,
Już kelnerzy przyskakują,
Grzecznie w rączkę ją całują.
X
Długi czas się udawało
Pchle z jej psot wychodzić cało,
Aż tu przyszła klapa wreszcie:
Przyłapano Pchłę na mieście
I zamknięto ją w areszcie.
Popłynęły do więzienia
Doniesienia, zażalenia,
Pozwy, skargi, dokumenty.
Sędzia bardzo był przejęty,
Wkrótce jednak stracił zapał
I za głowę aż się złapał:
"Samych pozwów tutaj mamy
Trzy lub cztery kilogramy,
Ładną wziąłem sobie pracę,
Na niej całe zdrowie stracę,
Osiwieję, wyłysieję,
Niech się lepiej, co chce, dzieje!"
Poszedł sędzia do aresztu
I dozorcy pyta: "Gdzież tu
Pchła Szachrajka?" "Otóż ona."
Pchła wychodzi wystraszona
I uśmiecha się nieśmiało,
I wyciąga rączkę małą.
Sędzia chrząknął i powiada:
"Żal mi pani... Trudna rada...
Jeśli pani da mi słowo,
Że uczciwie i wzorowo
Odtąd żyć jest pani zdolna,
Wtenczas będzie pani wolna."
Pchła odrzekła zawstydzona:
"0, pan sędzia się przekona!
Poprzysięgłam właśnie sobie,
Że nic złego już nie zrobię
I że odtąd pędzić życie
Będę bardzo przyzwoicie."
Sędzia wzruszył się serdecznie,
Pchłę pod ramię ujął grzecznie
I wypuścił ją z więzienia
Bez dalszego tłumaczenia.
Pchła do domu poszła pieszo,
Wszyscy bardzo z nią się cieszą,
Kura, owca i kucyki,
Dojna krowa z Ameryki,
Wszystkie koty-lekkoduchy
I uczone karaluchy.
Wypełniając przyrzeczenie
Pchła zmieniła się szalenie.
Była odtąd tak uczciwa,
Jak to tylko w bajkach bywa,
Aż ją każdy chwalił wszędzie:
"Z takiej Pchły pociecha będzie!"
Ślub jej odbył się w adwencie
I zapewnić mogę święcie,
Że na jej weselu byłem
I szklankami wino piłem.
Miała dzieci pięć tysięcy
Albo może jeszcze więcej.
Mało jest dziś takich domków,
Gdzie nie byłoby potomków
Owej słynnej Pchły Szachrajki,
Ale to już koniec bajki.