Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Na topie teraz to jest dyskryminowanie "pedałów" i każdej innej inności.
Chyba przestałam Cię lubić. Ale oczywiście nie przejmuj się taką baranicą, co kupi każdego złotego cielca.
I życzę sukcesów w pisaniu wierszyków o tym, iż należy dbać o części swoich rowerków. Masz tu aż jednego zwolennika i entuzjastę. Na faszyzujących forach zrobisz pewnikiem karierę, a jest ich obecnie niemało.
  • Odpowiedzi 56
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Dzień dobry :)

Zdanie jest czytelne; masz "jak" i w nawiasie wyliczankę, przyporządkowaną do grupy dewiacji, a następnie skonfrontowany rodzaj skazy na płciowości mózgu, którą nazywa się homoseksualizmem. I dlatego, w efekcie zarzucam Ci mylenie pojęć - zatem spoko - nie przekręcisz sensu.
Mętne są, ale Twoje argumenty - bardzo Cię proszę, Almare - raz jeszcze przeczytaj moje posty, dobrze?

Piszesz:
"Kobieta cywilizuje mężczyznę i tam gdzie ma prawa i możliwość ich realizacji świat jest lepszy."
No, więc ja właśnie mam swoje prawa i próbuję tą dyskusją Cię ucywilizować, żeby świat był lepszy - pięknie to ująłeś – dziękuję, że to powiedziałeś :))
A, że z Tobą nie śpię, to mnie możesz nie wysłuchać - cała nadzieja w Twojej lepszej połowie ;)
– a między homo i innymi problemami społecznymi stawiam znak równości – tyle.
I na koniec w kwestii formalnej - mówisz "dwóch mężczyzn", homoseksualizm to też dwie kobiety, Almare.

Pozdrawiam :)
kasia.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Tak, tak, oczywiście, wierszyk Jacka jest tylko o rowerkach, on nie zauważył, że to tak seksualnie wyszło, jest jeszcze dzidziusiem i nie odpowiada za to.

Kasiu, zgadzam się niemal ze wszystkim, co piszesz - oczywiście jakiekolwiek dyskryminowanie homoseksualistów jest bezprawne, zacofane i okrutne, a przede wszystkim jest pozbawionym podstaw lękiem, czyli fobią.
Różnimy się poglądami tylko w kilku punkcikach:

1. Uważam, że każdy człowiek powinien mieć prawo do adoptowania i wychowywania dzieci, bez względu na jakąkolwiek inność: seksualną, wyznaniową, rasową, narodowościową czy inną.
2. Moim zdaniem homoseksualizm nie jest ani trochę wadą mózgu czy pomyłką biologiczną; istnieje od zarania ludzkości, a także pojawia się wśród zwierząt naczelnych - jest więc nam przypisany genetycznie od wielu setek tysięcy lat. Od tylu samo lat, co heteroseksualizm. I chyba nie dotyczy mniejszości ludzi nawet - podobno znakomita większość rzekomych "heteroseksualistów" wierzy, że można przerzucić się na homoseksualizm - a więc jest do tego zdolna, czyli naprawdę są to biseksualiści. Tylko że nie chcą sobie tego uświadomić.
Seks istnieje nie tylko po to, żeby się rozmnażać. Od starożytności ludzie wiedzą, że pieszczota (zwłaszcza erotyczna) ma uzdrawiające działanie, szczególnie, kiedy jest połączona z miłością i wszelkimi innymi dobrymi uczuciami. Seks uprawiają także ludzie bezpłodni - ta dolegliwość nie powoduje wygaśnięcia potrzeby erotyzmu. Nie należy więc sądzić, że natura "wymyśliła" seks w celu prokreacji. To tylko jeden z celów, nie dla każdego najważniejszy.
3. Nie zależy mi na tym, żeby broń Boże nie wzięto mnie za homoseksualistkę. Mogę być także Murzynką cz Żydówką, Indianką albo Cyganką, mogę być prawosławna, anglikańska, ewangelicka, a nawet mogę sobie być hermafrodytą, jeżeli komuś to w czymś ulży. :-)

Poza tym - jak napisałam - zgadzam się z Tobą we wszystkim. Znam wielu homoseksualistów obydwu płci i wiem, że znakomita ich większość jest szalenie sympatyczna, a nade wszystko zdolna artystycznie; są też bardzo dobrymi wychowawcami małych dzieci (ze względu na swą dużą wrażliwość i delikatność). Nie wszyscy, rzecz jasna, ale większość.
To tyle moich refleksji w dyskusji pod wierszem Jacusia o niewinnym rowerku. :-)

Pozdrawiam wszystkich Dyskutantów serdecznie.

PS. Acha, Almare: dogadzanie wyłącznie większościom społecznym - kosztem gorszych praw mniejszości - nie jest wcale demokratyczne.

Witaj, Joasiu :)

Dziękuję Ci za ten wpis. Mniej mi... łyso, natomiast różnice, to rzecz naturalna, a nawet porządana - chińskie mundurki są bardzo nietwarzowe ;))
Ad.1.
W kwestii adopcji jestem sceptyczna. O ile w teorii brzmi modelowo, to obecny stan świadomości społecznej skazuje, niemal obligatoryjnie takie dzieci na odrzucenie. Ja zaś uważam, że mają prowo do wyboru i samodecydowania, przy równym starcie, bez po_rodzicowych obciążeń. Poza tym, rozważam to wg. prostego modelu. Skoro jest to jednak inność – masz inwalidę bez nogi, dajemy mu protezę (akceptacja społeczna, regulacje prawne dot. sfery ekonomicznej itp.) ale nie oszukujmy go, że wygra maraton w biegu, nie twórzmy silikonowych paraolimpiad. Ubolewam nad skazą, ale nie skazujmy dzieci na obciążenia genetyczne ich rodziców, nie zakłamujmy, że inność może stać się nagle normą. Bo dzieci te zaczną przyjmować takie właśnie wzorce, podprogowo uciekając od normalności, pomnażając problem. Kaleki bez nogi też powinien zrozumieć (dla dobra ogółu) że noga nie odrośnie – no, niestety.

Ad.2
Naukowcy też do końca nie rozstrzygnęli tej kwestii. Moim zdaniem to jednak wada genetyczna, wzajemne znoszenie się/dysonans świadomości, względem ciała. Pomyłka w płciowości mózgu.
A to, że zjawisko stare, znane w świecie zwierząt, nie wyklucza, a nawet potwierdza, że takie anomalia się zdarzają.
Biseksualność, to raczej dodatkowa preferencja, oparta nie na konieczności, ale na wyrafinowanym wyborze i tu bym była ostrożna, bo zjawisko zahacza o perwersję, a nie preferencje przyrodzone.

Co do natury seksu - z założenia – mam odmienne zdanie – jednak najpierw była prokreacja, główny cel i sens przedłużania życia, utrzymania populacji, a że w swojej naturze Bóg dorzucił extra coś jeszcze.. ech! – chwała Mu za to! ;)
Jako istoty myślące, bardzo szybko przewartościowaliśmy sobie seksualność na przede wszystkim doznawanie przyjemności, ale i budowania bliskości, uszczęśliwiania się i dobrze. Regulujmy urodzenia i przede wszystkim kochajmy/pieśćmy się dla samego kochania i tak powinno być – to nadaje życiu sens i jest zgodne z instynktem – a więc zupełnie naturalne.

Ad.3
A mnie przeszkadza, jeśli ktoś chce mi coś odebrać – mam tak od piaskownicy ;)
O ile podział na babki i faceci staram się sprowadzać ( z róznym skutkiem ;)) do jednego mianownika – ludzie, a o kolor skóry nie dbam, nie dostrzegam go - o tyle zdaję sobie sprawę z bonusa, jaki daje mi moja płeć i samoświadomość, będąca integralną częścią, a nawet dominującą cechą kształtowania się mojej osobowości – i dobrze mi z tym, po prostu :)

pozdrówki :)
kasia.
Opublikowano
Mętne są, ale Twoje argumenty - bardzo Cię proszę, Almare - raz jeszcze przeczytaj moje posty, dobrze?

Dobrze, przeczytam. :)))

A wiesz dlaczego? Wierzę, że nie jesteś stracona i przemyślisz swoje racje, i kiedyś, kiedyś ( to proces, trwa jakiś czas, musi trwać, wiem ) spojrzysz na problem z innej perspektywy.
Czy zmienisz zdanie, czy nie to już inna sprawa, ale spojrzysz i zawahasz się, jestem o tym głęboko przekonany.


I na koniec w kwestii formalnej - mówisz "dwóch mężczyzn", homoseksualizm to też dwie kobiety, Almare.

Tak, oczywiście, ale nasze seksualności są zupełnie inne, absolutnie odmienne, nieporównywalne! Uwierz!
Pisząc o męskiej seksualności nie myślę tylko o składzie rowerowym, ale o wielkiej sile, która nieokiełznana nie utrzymywana w ryzach przez kobiety, jest nienormalna. Żeby przybliżyć, przypomnę o zachowaniach żołnierzy sowieckich w zdobywanych niemieckich miastach. Niemki w pamiętnikach piszą krótko: bestie!( oczywiście nie wszyscy się tak zachowywali )
A byli to heteroseksualni mężczyźni wychowywani przez kobiety; wystarczyło powiedzieć w rozkazie: po zdobyciu miasta jest ono wasze, przez 48 godzin.
Co zrobią z kobietami mężczyźni wychowywani przez mężczyzn? Zobaczymy, nie przesądzam, ale mam złe przeczucie.

1. Uważam, że każdy człowiek powinien mieć prawo do adoptowania i wychowywania dzieci, bez względu na jakąkolwiek inność: seksualną, wyznaniową, rasową, narodowościową czy inną.

Oxyvia, zaszalała. Właściwie to nie wiem, co napisać, zatkało mnie. Przyjmuje, że się rozegzaltowała, bo nie wierzę, że tak uważa.

Gdyby jednak tak było - przypominam wyboldowane słowo: KAŻDY - oznaczałoby to niezbicie, że J. Friztl nie robił nic złego: wychowywał w dzieci; para pedofilów również, mogłaby jakieś rodzeństwo( w zależności od upodobań), a także sadyści mogliby wychowywać dzieci, co jakiś czas po zużyciu tychże, mieliby prawo adoptować nowe. Gratuluję!
Otóż droga Oksyvio, nie KAŻDY na szczęście. Mam nadzieję, że dostatecznie umotywowałem moje stanowisko.

Jestem człowiekiem, bo coś mnie ogranicza, prawo, tabu, zdrowy rozsądek, stanowisko innych. Czerwone buraki ( red buraks ) rosnące na polu nie są ograniczone żadnym tabu, nie ogranicza je nic, są wyzwolone absolutnie - są burakami ledwie .


Pozdrawiam. :)))
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Oczywiście. Gdybyśmy tu wszyscy zgadzali się we wszystkim i pisali o wszystkim identycznie, to by mnie tu nie było. :-)

Zgadzam się co do tego, że stan świadomości społecznej rzeczywiście jest groźny i adoptowanie dzieci przez homoseksualistów mogłoby się źle skończyć dla całych takich rodzin. Masz rację. Nie mniej już teraz opowiadam się za. Bo i tak nadanie równych praw mniejszościom nie nastąpi z dnia na dzień - najpierw musi stopniowo zmienić się świadomość społeczna w Polsce, a to jeszcze dłuuugo potrwa.
Natomiast nie zgadzam się co do przejmowania wzorców homoseksualności przez dzieci. Homoseksualizm - jak sama piszesz - jest cechą wrodzoną, genetyczną i nie podlega wyborowi. Nie można przejąć takich wzorców.
Jest natomiast normą, czy się to komu podoba, czy nie. Homoseksualizm jest mniejszościową normą, podobnie jak inne wyznanie, rasa, narodowość czy wreszcie odmienna płeć. Nawet, jeśli przyjąć, że to "skaza" - OK, można tak myśleć. Inwalidzi też mają prawo być rodzicami i mieć pełne rodziny o równych prawach jak ludzie zdrowi. Nie jesteśmy cholernymi Spartanami.

Biseksualizm zapewne jest dodatkową preferencją i zapewne uprawianie seksu z osobnikami obydwu płci jest wyborem, a nie koniecznością. Być może, choć nie wiem, bo nie mam takich preferencji. Ale nie upatruję w tym nic złego - [u]pod warunkiem, że nikt nikogo nie krzywdzi[/u]. Jestem naprawdę tolerancyjna, jeżeli chodzi o upodobania seksualne.
Chciałam tylko powiedzieć, że heteroseksualizm chyba nie jest zjawiskiem większościowym, jak twierdzi Almare i wielu innych ludzi. Chyba najwięcej jest wśród nas genetycznych biseksualistów (którzy nie zawsze się ujawniają - wiadomo, dlaczego).

I właśnie o to "coś extra" mi chodzi! Po co ten dodatek? Przecież nie dla prokreacji. Rośliny go nie znają, a też się rozmnażają. Zaś ludzie i zwierzęta uprawiają seks dla tego "czegoś ekstra". Rzadziej dla prokreacji.

Ano właśnie. Zupełnie tak samo czują również homoseksualiści. Nie inaczej. :-)
Pomijam już, że Bóg również ich stworzył, a także ich seksualność wraz z tym "czymś ekstra", a nawet - wyłącznie jako "coś ekstra". :-)

O, ja też! :-)

Oczywiście. Masz silną osobowość i wybujałe ego, a więc rozwiniętą samoświadomość - zupełnie jak ja! Tylko że homoseksualizm nie ma tu nic do rzeczy. Gdybym była lesbijką, byłabym wszakże tą samą kobietą. A tylko zakochiwałabym się w innych ludziach. Tylko tyle.
Jeśli ktoś sądzi, że tak jest, nie przeszkadza mi to. Podobnie jak nie jest mi przykro, kiedy ktoś weźmie mnie za mężczyznę albo za osobę innego wyznania niż jestem, czy innej narodowości. No to co? Ale niech spróbuje mnie za to atakować! :-/\/\/

Najserdeczniejsze. :-)
Asia.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Andrzeju. Dziecko drogie: [u]każdy[/u] - oprócz przestępców, którzy mają bardzo ograniczone prawa z oczywistych powodów w każdej kulturze. Myślałam, że takiej oczywistości nie trzeba tu pisać, bo rozmawiamy o seksie, a nie o przestępczości. W każdym społecznym temacie przestępcy mają niższy status i bardziej ograniczone prawa niż pozostałe grupy społeczne. To jasne.
Tylko czerwone buraki (red buraks) nie rozumieją żadnych oczywistości, czepiają się słówek z braku lepszych argumentów, błaznują, pajacują, wypisują wierutne bzdury typu: "Cyganie pożerają psy, a Żydzi porywają niemowlęta i przerabiają na macę, zaś homoseksualiści wywołali II wojnę światową swoim odszczepieństwem seksualnym, bo tak jest napisane w pamiętnikach pana X". W gadaniu nonsensów buraki są całkowicie wyzwolone, nic ich nie ogranicza.
Są ledwie burakami, na szczęście.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Teraz, to już mnie przeraziłeś, Almare i to nie na żarty.
Czy my mieszkamy na tej samej planecie?
A może los jest dla mnie łaskawszy, bo nie wiedziałam, że ta nasza seksualność aż tak się różni.
Piszesz o facetach, jak o potworach w ludzkiej skórze, jak o podgatunku zdominowanym chucią, którą trzeba trzymać na smyczy, a mnie się nawet ratlerki nie słuchają. Nie mam takich doświadczeń, ale wiem, że psychole i zboczeńcy seksualni istnieją, nie mniej to margines, a po Twojej wypowiedzi chyba powinnam uznawać, że to norma i tylko od stałej czujności kobiety zależy czy potwór nie rzuci się na nią w jej własnej sypialni. Czy to Ty się tu za bardzo nie egzaltujesz? Ogarnij się.

Sowieci… znamy lepiej/gorzej historię tego narodu. To specyficzna nacja – czasy carskie, rewolucje, stalinizm, komunizm i żelazna kurtyna do dziś – ciągły ucisk, ludobójstwa, głód, kanibalizm, zesłania, pacyfikacja umysłowa, duchowa, fizyczna. Naród, który sukcesywnie i skutecznie wytępił własną inteligencję, który wyjałowił najwartościowsze dziedzictwo intelektualne i zaczął budować na gliniance i bruku.
Czy z takich gniazd, nawet hetero – niedożywionych, analfabetycznych dzieci – zahukanych matek, spolegliwych wobec zapijaczonych ojców - miały wyrosnąć orły humanitaryzmu?
Ich zezwierzęcenie jest znane na całym świecie. Więc…tak, upraszczam i ujednolicam bardzo, ale nie zaprzeczysz, że na takim fundamencie ten gliniany kolos kroczył i nadal kroczy.

Poza tym; co Ty mi tu z tym wychowywaniu dzieci przez mężczyzn? Jestem przeciwniczką adopcji przez pary homo – to raz. Dwa – agresja i aspołeczne i psychopatyczne zachowania są domeną ludzi – ludzi, Almarie – a nie facetów,- bo dziewczyny też potrafią… i teraz Ty mi uwierz.

Trzymaj się ;)
Pozdrawiam
kasia
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Uwielbiam dyskusje i lubię ludzi, którzy myślą inaczej niż ja, ale pod jednym warunkiem: że nikogo nie krzywdzą. Nie cierpię agresji, przemocy słownej czy fizycznej, pomawiania, szkalowania, szykanowania, poniżania, dyskryminowania itd. Takie zachowania wzbudzają we mnie obrzydzenie, odruchy wymiotne, dosłownie.
Ja przesadzam?! A nie Ty, popierając podłe błazeństwa Almara?

Dzięki za historyczne wyjaśnienia ja bym je jeszcze uzupełnił o parę szczegółów ale sąd w Szczecinie kilka dni temu skazał na karę 15000 zł kobietę, która nazwała swojego sąsiada pedałem. Nawiasem mówiąc był on homosiem.
Dla nie wtajemniczonych wyjaśnię homoś polska nazwa gey-a propagowana przez J. Korwina Mikke - uważam, że bardzo trafna delikatna, subtelna, a nawet pieszczotliwa.
Powyższa dyskusja nie zmienia faktu, że wiersz jest o częściach rowerowych

To się nazywa u Ciebie: "wsadzić kij w mrowisko"? Cóż za niewinna nazwa! A gdyby tak ktoś to wszystko napisał o Twoich córkach? O matce i żonie? I gdyby nazwał je "cipami"? Albo choćby pieszczotliwie i delikatnie: "cipeńkami"? Też byś tak nazwał tę zabawę?
W dodatku dobrze wiesz, że takie gadanie jest karalne i może się źle skończyć w sądzie. (Nie, ja Cię nie straszę, po prostu przypominam to, o czym sam napisałeś, mając świadomość, że nie jest to zwykła zabawa w wywoływanie dyskusji).
Przestań wreszcie odwracać kota ogonem i miej odwagę się przyznać, że się zagalopowałeś - zarówno w tym wierszyku, jak i w dyskusji, a nawet szczególnie w niej!
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Oczywiście. Gdybyśmy tu wszyscy zgadzali się we wszystkim i pisali o wszystkim identycznie, to by mnie tu nie było. :-)

Zgadzam się co do tego, że stan świadomości społecznej rzeczywiście jest groźny i adoptowanie dzieci przez homoseksualistów mogłoby się źle skończyć dla całych takich rodzin. Masz rację. Nie mniej już teraz opowiadam się za. Bo i tak nadanie równych praw mniejszościom nie nastąpi z dnia na dzień - najpierw musi stopniowo zmienić się świadomość społeczna w Polsce, a to jeszcze dłuuugo potrwa.
Natomiast nie zgadzam się co do przejmowania wzorców homoseksualności przez dzieci. Homoseksualizm - jak sama piszesz - jest cechą wrodzoną, genetyczną i nie podlega wyborowi. Nie można przejąć takich wzorców.
Jest natomiast normą, czy się to komu podoba, czy nie. Homoseksualizm jest mniejszościową normą, podobnie jak inne wyznanie, rasa, narodowość czy wreszcie odmienna płeć. Nawet, jeśli przyjąć, że to "skaza" - OK, można tak myśleć. Inwalidzi też mają prawo być rodzicami i mieć pełne rodziny o równych prawach jak ludzie zdrowi. Nie jesteśmy cholernymi Spartanami.

Biseksualizm zapewne jest dodatkową preferencją i zapewne uprawianie seksu z osobnikami obydwu płci jest wyborem, a nie koniecznością. Być może, choć nie wiem, bo nie mam takich preferencji. Ale nie upatruję w tym nic złego - [u]pod warunkiem, że nikt nikogo nie krzywdzi[/u]. Jestem naprawdę tolerancyjna, jeżeli chodzi o upodobania seksualne.
Chciałam tylko powiedzieć, że heteroseksualizm chyba nie jest zjawiskiem większościowym, jak twierdzi Almare i wielu innych ludzi. Chyba najwięcej jest wśród nas genetycznych biseksualistów (którzy nie zawsze się ujawniają - wiadomo, dlaczego).

I właśnie o to "coś extra" mi chodzi! Po co ten dodatek? Przecież nie dla prokreacji. Rośliny go nie znają, a też się rozmnażają. Zaś ludzie i zwierzęta uprawiają seks dla tego "czegoś ekstra". Rzadziej dla prokreacji.

Ano właśnie. Zupełnie tak samo czują również homoseksualiści. Nie inaczej. :-)
Pomijam już, że Bóg również ich stworzył, a także ich seksualność wraz z tym "czymś ekstra", a nawet - wyłącznie jako "coś ekstra". :-)

O, ja też! :-)

Oczywiście. Masz silną osobowość i wybujałe ego, a więc rozwiniętą samoświadomość - zupełnie jak ja! Tylko że homoseksualizm nie ma tu nic do rzeczy. Gdybym była lesbijką, byłabym wszakże tą samą kobietą. A tylko zakochiwałabym się w innych ludziach. Tylko tyle.
Jeśli ktoś sądzi, że tak jest, nie przeszkadza mi to. Podobnie jak nie jest mi przykro, kiedy ktoś weźmie mnie za mężczyznę albo za osobę innego wyznania niż jestem, czy innej narodowości. No to co? Ale niech spróbuje mnie za to atakować! :-/\/\/

Najserdeczniejsze. :-)
Asia.


Asiu ; tak krótko, bo jednak wolę poezję od politykowania.

- zostańmy zatem przy swoich różnicach, zbieżności cieszą, a dyskusja była bardzo... pouczająca.
- nie wiem nic o moim wybujałym ego - powaga :)

Pozdrawiam równie serdecznie.
kasia :-)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Uwielbiam dyskusje i lubię ludzi, którzy myślą inaczej niż ja, ale pod jednym warunkiem: że nikogo nie krzywdzą. Nie cierpię agresji, przemocy słownej czy fizycznej, pomawiania, szkalowania, szykanowania, poniżania, dyskryminowania itd. Takie zachowania wzbudzają we mnie obrzydzenie, odruchy wymiotne, dosłownie.
Ja przesadzam?! A nie Ty, popierając podłe błazeństwa Almara?

Dzięki za historyczne wyjaśnienia ja bym je jeszcze uzupełnił o parę szczegółów ale sąd w Szczecinie kilka dni temu skazał na karę 15000 zł kobietę, która nazwała swojego sąsiada pedałem. Nawiasem mówiąc był on homosiem.
Dla nie wtajemniczonych wyjaśnię homoś polska nazwa gey-a propagowana przez J. Korwina Mikke - uważam, że bardzo trafna delikatna, subtelna, a nawet pieszczotliwa.
Powyższa dyskusja nie zmienia faktu, że wiersz jest o częściach rowerowych

To się nazywa u Ciebie: "wsadzić kij w mrowisko"? Cóż za niewinna nazwa! A gdyby tak ktoś to wszystko napisał o Twoich córkach? O matce i żonie? I gdyby nazwał je "cipami"? Albo choćby pieszczotliwie i delikatnie: "cipeńkami"? Też byś tak nazwał tę zabawę?
W dodatku dobrze wiesz, że takie gadanie jest karalne i może się źle skończyć w sądzie. (Nie, ja Cię nie straszę, po prostu przypominam to, o czym sam napisałeś, mając świadomość, że nie jest to zwykła zabawa w wywoływanie dyskusji).
Przestań wreszcie odwracać kota ogonem i miej odwagę się przyznać, że się zagalopowałeś - zarówno w tym wierszyku, jak i w dyskusji, a nawet szczególnie w niej!
Wiersz jest napisany o częściach rowerowych - natomiast twoje argumenty są poniżej krytyki. Ja tu nikogo dosłownie nie obrażam a ty to zrobiłaś - proszę administratora o reakcję
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Uwielbiam dyskusje i lubię ludzi, którzy myślą inaczej niż ja, ale pod jednym warunkiem: że nikogo nie krzywdzą. Nie cierpię agresji, przemocy słownej czy fizycznej, pomawiania, szkalowania, szykanowania, poniżania, dyskryminowania itd. Takie zachowania wzbudzają we mnie obrzydzenie, odruchy wymiotne, dosłownie.
Ja przesadzam?! A nie Ty, popierając podłe błazeństwa Almara?

To się nazywa u Ciebie: "wsadzić kij w mrowisko"? Cóż za niewinna nazwa! A gdyby tak ktoś to wszystko napisał o Twoich córkach? O matce i żonie? I gdyby nazwał je "cipami"? Albo choćby pieszczotliwie i delikatnie: "cipeńkami"? Też byś tak nazwał tę zabawę?
W dodatku dobrze wiesz, że takie gadanie jest karalne i może się źle skończyć w sądzie. (Nie, ja Cię nie straszę, po prostu przypominam to, o czym sam napisałeś, mając świadomość, że nie jest to zwykła zabawa w wywoływanie dyskusji).
Przestań wreszcie odwracać kota ogonem i miej odwagę się przyznać, że się zagalopowałeś - zarówno w tym wierszyku, jak i w dyskusji, a nawet szczególnie w niej!
Wiersz jest napisany o częściach rowerowych - natomiast twoje argumenty są poniżej krytyki. Ja tu nikogo dosłownie nie obrażam a ty to zrobiłaś - proszę administratora o reakcję

Przestańcie!
Ludzie, to tylko dyskusja na forum i to pod wierszem - dogadajcie się jakoś na pv, czy jak, a nie zaraz do Admina - no, co tu się dzieje???
Opublikowano

Obserwuję sobie to forum i czułam, że wiersz wywoła dyskusję raczej nie na temat wiersza tylko na temat tematu, czym Jacek może się troszeczkę czuć rozczarowany. Nie trzeba się przecież od razu straszyć adminami, wymieniliście się poglądami, Kaśka połajała, Oxyvia połajała, Almare swoje wtrącił i już-wystarczy, na Bogów Eternii!!!!!!!
Peace, ludzie!
Pozdrawiam,
----Jola alias adwokat diabła;)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Obrażam? A czymże? Eee, przesadzasz... ;-DDD

Jeszcze tylko chciałam dodać, że owi "homosie", jak ich pieszczotliwie nazywasz i o których tak chętnie byś wtrącił "parę szczegółów", podobnych do szkalowań autorstwa Almara, gdyby nie to, że prawo tego zabrania - że oni także są czyimiś dziećmi, to także są czyjeś córki i czyiś synowie. To także ludzie - tacy jak Ty, tacy, jak Twoje córki, jak Twoja matka, jak Twoja żona.
Tylko tyle chciałam Ci uświadomić, bo zdaje się, że zapominasz o tym.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Miła Jolu jeśli z kimkolwiek dyskutujesz wykazujesz się pewnym poziomem kultury a tu przeszło w normalne chamstwo Jeśli brak argumentów to wymyśla się kretyństwa i czepia się rodziny.
A teraz zastanów się nad taką dość dziwną sytuacją:
Jeśli Ci powiem, że jesteś heteroseksualistka albo ja podobnie usłyszę o sobie to się nie obrażamy uważając to za normalność natomiast jeśli homosiowi powiesz, że jest homoseksualista co jest faktem to ponoć go dyskryminujesz. Ten istniejący fakt to bzdura. Słowo homoś skrótowe od homoseksualisty nikogo nie powinno obrażać (nazwa polska w mowie potoczne już się przyjęła "Polacy nie gęsi i swój język mają") a wręcz przeciwnie klasyfikuje ludzi bez ich obrażania
Odnośnie tego co napisał Almare przeczytaj chociaż to ://www.wp39.pl/index2.php?option=com_content&do_pdf=1&id=623 lub wiele innych stron opisujących dzieje trzeciej rzeszy. Odsyłam także do pisarzy niemieckich z tamtego okresu np Erich Maria Remarque
Jest faktem historycznym, że pierwsi faszyści byli homoseksualistami i tego żaden wrzask nie zmieni. Zachęcam do samodzielnej lektury na temat faszyzmu ale do książek powstałych przed 1980 rokiem gdyż później jakoś dziwnie pewne fakty umykają.

Pamiętaj najważniejsze dbać o rowerek a właściwie o części rowerowe

Pozdrawiam Jacek
Opublikowano

Jacek, skoczyłam pod link, który przesyłasz Joli, żeby zobaczyć, jaki dowód przytaczasz na to, że homoseksualiści wywołali II wojnę światową i byli przez 50 lat stalinistami. I oto, jaki "dowód" zobaczyłam:


Hypertext Transfer Protocol

Z Wikipedii
Skocz do: nawigacji, szukaj
Ten artykuł jest częścią serii
World Wide Web

Struktura stron WWW

(X)HTML, XML, XSL

Architektura informacji, Użyteczność (web-usability), Dostępność (WWW)

HTTP (ang. Hypertext Transfer Protocol – protokół przesyłania dokumentów hipertekstowych) to protokół sieci WWW (ang. World Wide Web). Obecną definicję HTTP stanowi RFC 2616. Za pomocą protokołu HTTP przesyła się żądania udostępnienia dokumentów WWW i informacje o kliknięciu odnośnika oraz informacje z formularzy. Zadaniem stron WWW jest publikowanie informacji – natomiast protokół HTTP właśnie to umożliwia.

Protokół HTTP jest tak użyteczny, ponieważ udostępnia znormalizowany sposób komunikowania się komputerów ze sobą. Określa on formę żądań klienta dotyczących danych oraz formę odpowiedzi serwera na te żądania. Jest zaliczany do protokołów bezstanowych (ang. stateless) z racji tego, że nie zachowuje żadnych informacji o poprzednich transakcjach z klientem (po zakończeniu transakcji wszystko "przepada"). Pozwala to znacznie zmniejszyć obciążenie serwera, jednak jest kłopotliwe w sytuacji, gdy np. trzeba zapamiętać konkretny stan dla użytkownika, który wcześniej łączył się już z serwerem. Najczęstszym rozwiązaniem tego problemu jest wprowadzenie mechanizmu ciasteczek. Inne podejścia to m.in. sesje po stronie serwera, ukryte parametry (gdy aktualna strona zawiera formularz) oraz parametry umieszczone w URL-u (jak np. /index.php?userid=3).

HTTP standardowo korzysta z portu nr 80 (TCP)



Słuchaj, czy Ty nie działasz chwilami pod wpływem czegoś niezdrowego? Np. mocnej herbaty czy kawy? Zadbaj o siebie wreszcie!

Acha, a kto obraża Twoją rodzinę? Bo nikogo takiego nie zauważyłam w dyskusji pod Twoim wierszykiem.
Natomiast to, że Ty obrażasz dużą grupę całej ludzkości - to tak, to widzę - i nie tylko ja. (Pewna osoba zrezygnowała z wieczorku autorskiego z Tobą właśnie ze względu na ten wierszyk - możesz ją zapytać; nie chciałam Ci tego pisać od razu, żeby nie powodować jakiegoś fermentu, ale teraz - po Twoim poparciu dla pajacowania Almara - już mi na tym nie zależy).
PS. Oczywiście ja nie o wierszyk tak się rozgoryczyłam. Wierszyk jak wierszyk - jak kabaret dla pospólstwa - nie należy do wysublimowanej sztuki, raczej reprezentuje humor koszarowy; ale to jeszcze nic takiego. Ostatecznie podobne "dowcipy" "chodzą" na temat heteroseksualnych.
Ja wściekłam się o to, co napisałeś potem, pod wierszykiem - o to, że popierasz Almara w jego księżycowych bzdurach! Nie mogę przyjąć spokojnie pomówień, poniżeń, dyskryminowania jakiejkolwiek grupy społecznej czy jakiegokolwiek człowieka. Podstaw sobie pod to w3szystko, co wypisuje Almare - swoją rodzinę. Podstaw sobie siebie i swoich bliskich. Co czujesz? Wiem, bo okazałeś to w poście do mnie. Ja bym czuła to samo.
Ale to nie ja obrażam Twoją rodzinę - spróbuj to zrozumieć nareszcie! Dla mnie każdy, kto tylko napada ludzi odmiennych (inwalidów, osoby o innych poglądach politycznych, psychicznie chorych, innych wyznań, innych narodowości, orientacji seksualnych, płci, statusu społecznego itd.) - każdy, kto poniża jakąkolwiek z odmiennych grup społecznych (poza przestępczą) - w moim odczuciu poniża również mnie i siebie samego. Bo ja też jestem człowiekiem - takim samym, jak ci wszyscy ludzie. Takim samym! Jak Twoja rodzina! Jak rodziny homoseksualistów i jak oni sami. Rozumiesz? Godzisz bezpośrednio we mnie, w każdego człowieka! W siebie samego też! Postaraj się to zrozumieć. Postaraj się, proszę. Spróbuj.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



rozumiem,że link Ci nie zadziałał
spróbuj tak:
www.wp39.pl/index2.php?option=com_content&do_pdf=1&id=623
ale nie wiem czy warto, jeśli znasz historię bojówek hitlerowskich, bo jest to zwykła, skrótowa biografia Rohma(otwiera się w PDF). A o tym, że naziści "praktykowali" homoseksualizm wiedzą wszyscy, co nie znaczy, że w każdym geju czai się ludobójca. Ta dyskusja, moi drodzy, naprawdę powinna się już zakończyć......
pzdr
Opublikowano

Dzięki, Jolu. No tak, oczywiście wiem, że w bojówkach hitlerowskich także byli homoseksualiści. I oczywiście to nie świadczy dokładnie o niczym. Byli tam też heteroseksualiści i biseksualiści. I to także nie świadczy o tym, że każdy hetero czy bi jest urodzonym zabójcą. Hitleryzm nawet nie świadczy o tym, że każdy Niemiec jest urodzonym zbrodniarzem. Dla myślących ludzi to jasne.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Lubić łaskotki ego Swoje i cudze Gdy nie chce przyłożę Kompres miłości aż Poszanuje inność I siebie samego Nie chce niczego Co złu hołubi Dziękuje że jest I będzie Nie dba o wygląd Żartuje w słowie W myśli coś knuje by wyrazić to w mowie Szczera ta spowiedź E lektryzuje G oi i O dnajduje Na ślubnym kobiercu Na Ciebie tam niedaleko Już oczekuje Oprócz akronimu wykorzystano wierszyk; Kocha, lubi, szanuje, nie chce, nie dba, żartuje, w myśli, mowie, sercu, na ślubnym kobiercu!  
    • jak różne kraje i obyczaje odmienne jak brak porównania istnieją zamki, istnieją grody i nikt nie chce całej Ziemii ... Ziemia jest wielką jabłonią wystarczy owocu wystarczy cienia
    • @andrew   To "w codzienności ciebie nie ma" - bo właśnie ta nieobecność obok obecności jest najtrudniejsza do opisania i najtrudniejsza do zniesienia. Wiersz bardzo prawdziwy.
    • Utwór inspirowany "Modelem Pickmana" H.P.Lovecrafta, "Portretem Owalnym" E.A.Poe oraz prozą poetycką w duchu gotyckiego romantyzmu i dekadencji. Po ostatnich moich naprawdę słabych tekstach, staram się nim powrócić do równowagi i poziomu artystycznego do jakiego siebie i Was przyzwyczaiłem. Najdłuższy mój tekst od bardzo dawna. Od razu przed tym przestrzegam.   "Portret Owalny" cz.1   Kariera miejskiego urzędnika  nie pociągała mnie ani trochę, więc szybko z niej zrezygnowałem, uwalniając się tym samym  od dyktatorskiej postawy i protekcji  mojego kochanego ojca  w którego wydziale miejskim  miałem okazję zdobywać doświadczenie, lecz częściej stawałem się  niesłusznie obarczaną winą  za wszelkie niepowodzenia marionetką  niż pełnoprawnym rajcą. Zrezygnowałem w grudniu, pobierając jeszcze ostatnią należną pensję i przeznaczając ją na bilet kolejowy  do pobliskiego miasteczka i pierwszy czynsz na nowym dość dobrze usytuowanym i wyposażonym mieszkaniu. Nie chciałem spędzać świąt  w rodzinnym domu. Zresztą i ojciec  nie dał poznać po sobie  by miał jeszcze ochotę  mnie kiedykolwiek oglądać. Nie zapytał o nic. Z czego będę żył? Gdzie będę mieszkał? Z kim będę spędzał czas? Szczerze to sam nie znałem odpowiedzi. Utrzymanie mieszkania kosztowało sporo. Nie miałem w miasteczku  innych krewnych ani znajomych. Nie miałem żadnego  przydatnego fachu w ręku. Zresztą osobista duma  nie pozwoliłaby mi zniżyć się do poziomu  brudnego robotnika czy górnika. Pech a może jednak szczęśliwy traf chciał, że trafiłem pod dach,  który krył ludzi  w większości mojego pokroju i pochodzenia jak również opierających  swoje przemijające rwąco życie  na przyjemnościach związanych  z zasobnością rodzinnych kont. Kamienicę naszą nazywano dżunglą. Pełna była kolorowych ptaków  tutejszego życia elit kulturalnych. Byli i odszczepieni siłą  od konserwatywnego salonu  banici poetyccy. Byli malarze tak genialnie operujący okiem wyobraźni i przestrzeni, że ich płótna zdawały się żywymi oknami, portalami pokazującymi świat  nie dostatni i widzialny dla większości, lecz ten mroczny i splugawiony wyziewami trujących plag nocnego życia. Prostytucją, porachunkami gangów, pijaństwem, opiumową gorączką, studenckim, hedonistycznym rozpasaniem, oraz eskalacją i gloryfikacją  przemocy i zepsucia. Byli też sensualni  do granic sennych marzeń rzeźbiarze. Zakochujący się romantycznie  w ideale wykutych mięśni i talii. Kamiennych lecz spragnionych czułości ust, jak i mlecznych, pełnych piersi, błagających o zbliżenie mokrego  od rozkosznej tęsknoty języka swych twórców. Wszyscy żyliśmy tam nie tu. Trwaliśmy w narkotycznej mgle umysłu. Pijackim śnie o pochwale sztuki. Jawa była koszmarem z którego budził nas dźwięk delikatnych dzwoneczków weny. Muzy pieściły nas tak długo, aż zatapialiśmy się  na długie godziny lub całe dni, w szorstkiej fakturze papieru lub nieskazitelnie dziewiczej bieli płótna. Lecz trwało to tylko chwilę. Zbyt krótko byśmy mogli zapomnieć  o zgrzytach struktury codzienności. O nauce, pracy czy rachunkach, tych uregulowanych bądź nie. Stos tych drugich  z czasem zaczął piętrzyć się  na sekretarzyku w moim gabinecie. Widmo nędzy,  stanęło przed oczyma  trzymając w kościstych dłoniach  weksle i wezwania do zapłaty. Dług gonił dług a pożyczka poganiała kolejną, Mówią, że tonący w bezdni morskiego wiru nawet brzytwy podanej się schwyci. I podał mi takową przypadek zupełny. Ogłoszenie w dzienniku porannym o treści jakże dla mnie ciekawej. Pewien malarz o jak stało w ogłoszeniu, nienagannej kulturze i ugruntowanej pozycji, szukał modeli do swoich prac a w szczególności portretów. Wypłaty gwarantował  po każdej ukończonej sesji   a ich wysokość przedstawił jako  wysoce satysfakcjonującą. Zaznaczył przeto  że nie interesuje go płeć piękna  a młodzi mężczyźni w sile witalnej, najlepiej studenci lub uczniowie liceów. Podane były dane do kontaktu listowego. Mile połechtany w czarnej godzinie próby, postanowiłem napisać do niego, składając swe gorące zainteresowanie ofertą jak i możliwością pracy z prawdziwym artystą. Pokrótce opisałem siebie  i swój wygląd zewnętrzny. Na końcu łącząc wyrazy szacunku i uznania  z prośbą o jak najrychlejszą odpowiedź. I ta przyszła już tydzień później  o dziwo dostarczona przez  chłopca na posyłki  w samym środku nocy. W krótkim liściku  zapisanym pięknym, równym pismem, malarz zapraszał mnie  wieczorem dnia najbliższego  na spotkanie i zarazem pierwszą sesję, na pobliski cmentarz  u zbiegu ulic Traverse i Elm. Miejsce wydało mi się nie tyle podejrzane  co bezmiar dziwne i abstrakcyjne, lecz proszono mnie w liściku o natychmiastowe potwierdzenie przybycia. Napisałem więc kilka słów zapewnienia  o moim pojawieniu się  o godzinie ósmej wieczorem  pod bramą nekropolii. Włożyłem liścik wraz z pięciopensówką  na powrót w dłoń chłopca  a ten pobiegł jak wicher  w opustoszałe i ciche ulice miasteczka. Przez cały dzień padał rzęsisty deszcz, który po zachodzie słońca przemienił się  w duże i mokre płatki, lepkiego śniegu. Leżał wszędzie. Na parkowych alejach,  wybrukowanych ulicach, w nieczynnej, miejskiej fontannie  u stóp ratusza a także pokrył zimnym płaszczem  grobowce nekropolii. Zjawiłem się punktualnie  jak na dżentelmena przystało. Na spotkanie pierwej nie wychynął mi nikt. Brama cmentarna była zamknięta  na dwie solidne, mosiężne kłódki. Ciężko byłoby ją ruszyć z miejsca  a przeskok przez nią  powodował ryzyko upadku  z dość wysoka lub nabicie członków ciała na ostre okucia, sterczące jak kły z paszczy bramy. Postanowiłem spokojnie zaczekać. Mrok rozjaśniony poświatą świeżego śniegu, nie zasłaniał w pełni  elementów miejscowego krajobrazu. Przede mną rozciągał się piękny  acz zapomniany lekko cmentarz. Aleje nie były brukowane. Krzywe i wyboiste  prowadziły do wiecznych domów zmarłych. Większość nagrobków opierało się jeszcze potędze bezdusznego czasu. Wyglądały spod ziemi ciekawie, niczym główki ghouli. Od większych grobowców, wionęło dojmującą ciszą, pustką  i tym specyficznym, namacalnym odruchem grozy, lepkim i zimnym przepływem  nieprzyjemnego prądu po grzbiecie. Broniły one skutecznie  spokoju swych mieszkańców. Żałobne anioły z marmuru  marzły na swych pokaźnych cokołach. Ślepym wzrokiem wiodły smutno  po zapuszczonym terenie. Czasami zaskrzypiał stary, dębowy krzyż. To znów wyczulony przez ciszę,  głuchej przestrzeni wokół słuch, wyłapał gdzieś w głębi cmentarza, krótki jęk, stęknięcie czy wycie i skomlenie. To wiatr płacze w koronach wiązów. A może bezdomni pijacy  dogorywają gdzieś w upodlonym upojeniu, wpadając nieuważnie  do otwartych powtórnie starych mogił. Obejmują ich ciała, kości i resztki zbutwiałych trumien. Zasypuje ich rozkopana wcześniej ziemia, odmawiając im rozgrzeszenia win  lecz zapewniając wieczny odpoczynek. Wzdrygnąłem się ze strachu. Z zamyślenia wyrwało mnie nagłe połaskotanie z okolicach łydek. To tylko rudo-biały kot trzymający zamęczonego szczura w pyszczku, chciał najpewniej  pochwalić się swą zdobyczą. Serce waliło mi jak oszalałe a kot niezrażony swym zachowaniem, skoczył gdzieś  do podpiwniczenia wieży ciśnień,  która jak góra wyrastała za moimi plecami. Ledwie ochłonąłem  a posłyszałem szybkie kroki, tym razem z pewnością ludzkie. Gdzieś ze środka cmentarnego muru  nagle wychynęła ludzka, dziecięca postać. Był to chłopiec  który przyniósł mi wiadomość od malarza. Był lekko zdyszany, czerwony na buzi ale szczęśliwy  widząc mnie w umówionym miejscu. Zdjął kaszkiet, ukłonił się  i skruszonym głosem powiedział. Przepraszam pana  z całego serca za spóźnienie  to wszystko przez tą pogodę. Cmentarz jest wyjątkowo  niebezpiecznym miejscem  przy takim śnieżnym maskowaniu. Jeden nieuważny krok i można złamać nogę lub skręcić kark wpadając komuś do grobu  z zupełnie niezapowiedzianą wizytą. Ale my na szczęście się umawialiśmy. Musi pan wybaczyć również panu Wildowi. Nie pokazuje się osobiście. Nie opuszcza już cmentarza i swej pracowni. Poważnie zachorował kilka lat temu. Choroba wykluczyła go zupełnie  ze współżycia społecznego… no może jednak nie zupełnie. Sprzedaje przecież obrazy do galerii sztuki, kontaktuje się listownie z innymi wielkimi malarzami i artystami. Poszukuję też coraz to nowych modeli  do swych dzieł i dlatego pan tutaj przybył. Zapraszam za mną. Pan Wild oczekuję w centrum nekropolii. Mur jest dziurawy w tym miejscu. Wystarczy że delikatnie się pan pochyli  i przejdzie bez problemu. Znam tutaj każdą szczelinę, dziurę i ścieżkę. Będę omijał najgorsze z nich. A gdy to nie wystarczy. Będę ostrzegał zawczasu.   Cóż innego przyszło mi czynić. Pochyliłem się przy rzeczonej dziurzę  i wszedłem za chłopcem na teren cmentarza. Od razu poczułem, jakbym cofnął się w czasie o cały wiek lub nawet dwa. Wszędzie panowała dostojna cisza. Wiatr ucichł w konarach  a wszelkie chrobotania, szelesty i pomruki, zamarły zgaszone tchnieniem  nocnego mrozu. Kobierzec dawno nie podcinanych traw, przybitych teraz ciężarem śniegu do podłoża był śliski i zdradliwy. Nocne harce pobudzonej wyobraźni, nadawały pomnikom czy ławkom, kształty i przeznaczenia  zbyt fantazyjne z oddali, by nie być zdziwionym  ich codziennej, powszedniej roli, będąc bezpośrednio w ich zasięgu. Chłopiec nie prowadził mnie  utartym szlakiem alejek. Kluczył pobocznymi sektorami, najwcześniej pochowanych  tu nieszczęśników. Widziałem spękane i starte płyty nagrobne, ozłocone, zaśniedziałymi literami. Zapadłe pomniki. Stare o wyblakłych, przytępionych rysach  i anonimowych twarzach. Opierające się grawitacji. Skrzywione i zgarbione  od skruszałych dawno elementów i rogów. Były i mogiły zdać by się mogło bezdenne. O barwie niebytu. W kolorze śmierci. O odcieniu wiecznej żałoby. Wyobraźnia plotła mi figle, bo wydawało mi się nieraz, że z takowych mogił wychynęły, pokryte liszajem i zgnilizną palce dłoni. To znów błysnęło lękliwie rubinową barwą, oko lub dwoje oczu. Ledwie kilka metrów od nas, przewrócił się mosiężny krzyż. Wpadł w szczelinę pomiędzy dwa zapomniane od lat groby. Dam głowę, że zaraz potem usłyszałem  w tym miejscu krótki, szczekliwy śmiech  a po nim odgłos ciągnięcia czegoś ciężkiego w głąb mroku nekropolii. Przechodziliśmy obok  dawnej cmentarnej kaplicy. Była kamienno, ceglaną wydmuszką. Spłonęła w czasach  gdy byłem malutkim dzieckiem. Próbowano ją odbudować  i gdy pracę miały się już ku końcowi, piekielny los zesłał burzę, której piorun dopełnił dzieła zniszczenia. Teraz mówi się, że jedynie diabły mieszkają na jej spalonych węgłach. Za kaplicą, osaczony przez  grożące zawaleniem grobowce, stał malutki domek  a raczej dawna szopa mieszkalna  tutejszego grabarza. Absolutnym absurdem i wstrząsem było to, że dawniej w czasach użyteczności budynku, miał on swój osobisty ogródek  i maleńki zalążek sadu. Dziś plonem ziemi cmentarnej  były jedynie wysuszone chaszcze, wyrośnięte gęsto chwasty i mlecze oraz trujące więzy bluszczu. Budynek miał jedno niewielkie okienko. Porysowane i zaklejone brudem. Lecz to w nim dostrzec można było wreszcie, jedyny niezaprzeczalny ślad życia. Ogień lampy lub świecy, tańczący wesoło w głębi pomieszczenia. Chłopiec podprowadził mnie bliżej budynku. Musi pan wiedzieć jeszcze o jednej rzeczy. Pan Wild nie mówi. Choroba zabrała mu nawet tą cząstkę  niezaprzeczalnego człowieczeństwa. Ale zapewniam, że z jego umysłem jest wszystko w jak najlepszym porządku. Komunikuję się prostymi gestami lub listami  takimi jaki otrzymał pan poprzedniej nocy. Pan Wild oczekuję. Proszę wejść bez strachu. Ja muszę się niestety pożegnać. Do widzenia panu. Zgiął narożnik kaszkietu w pożegnaniu  i odszedł szybko tą samą drogą, którą mnie prowadził.     Zostałem sam na sam z nieznanym. Pośrodku zapuszczonego cmentarza. W centrum jego trupio-gnilnej estetyki. Miałem spotkać wielkiego acz schorowanego a kto wie, może i obłąkanego artystę. Jego dom, jeśli można by podnieść  do takiej infrastrukturalnej formy  ten rozpadający się na oczach przybytek. Przerażał i nęcił jednako. Przypominał mi trochę dziecięce wizualizację, baśniowych opowieści o domach wiedźm, którymi mama straszyła mnie przed snem. A może po prostu nie ma się czego bać. Pora jest nieodpowiednia. Miejsce ekscentryczne  i introwertyczne do głębi. Ale przecież za drzwiami, może kryć się  najnormalniejszy dom artysty. Pracownia, pełna sztalug, rolek płótna, zapachu farby i naturalnych barwników. Pełna gotowych prac, wiszących na ścianach  i odstawionych na trójnogach. Gotowych do wyjścia w świat. Do prywatnych kolekcji i galerii. Przyjaciół artysty i krytyków sztuki. Wild jest portrecistą. Maluję najpewniej tylko na zamówienie. Portret jest odbiciem modelu. Nie ma tu miejsca na własny sznyt i fantazję, trzeba oddać jedynie jak najgłębszy realizm. Każdy szczegół, zmarszczkę, bliznę. Skupiony w jednym punkcie wzrok. Powagę biologicznej doskonałości  istoty ludzkiej. Nie wolno bawić się formą, barwą, stylem  czy nadinterpretacją. Dodawać od siebie i ujmować. Nie ma miejsca na lekki nawet uśmiech, ale i na sadystyczny tragizm czy makabrę. Stukając do drzwi miałem nadzieję i miałem nadzieję, że nie zostanie mi ona brutalnie odebrana. Nie spodziewając się odpowiedzi gospodarza po tym czego się dowiedziałem, wszedłem pewnie do środka.     Pierwsze co poczułem  to uderzające i dziwnie otulające  kojącym całunem ciepło. W izbie brakowało tlenu. Panował parny zaduch  o woni silnie słodkiej i mdlącej. Podświadomie wciągnąłem przez usta  haust powietrza i dłuższą chwilę  nie miałem ochoty  wypuszczać go ze swego wnętrza. W powietrzu unosił się również zapach starego, wilgotnego drewna i lakieru. Drobinki kurzu, wzbite nagłym ruchem drzwi, osiadały teraz na powrót na znajome elementy pomieszczenia. Szopa miała oczywiście  tylko jedną niewielką izbę. Świece ustawione niedaleko okna  dawały jednak wystarczającą ilość światła by nie mówić o mrocznej atmosferze domu. W centrum izby stał długi heblowany stół z dwoma zydlami u krótszych boków. Ściany były krzywe i odarte. Na nich jak się wcześniej domyślałem, wisiały prace Wilda. Te portrety były nie tyle  przerażające i wstrząsające  co idealnie zlewały się z otoczeniem  nie domu jednak a samej nekropolii. Wild portretował nie tylko żywych  ale i umarłych. I trzeba mu to przyznać na jego płótnach  wracali do sił i życia. Byli tam trędowaci i Ci co zmarli  na szkarlatynę lub ospę. Były ofiary wypadków, pożarów i utonięć. Byli wisielcy i Ci którzy postanowili  zrobić sobie w głowie otwór  od kuli rewolweru. Ofiary pobić i porachunków. Tylko mężczyźni w sile wieku. Wszyscy martwo wpatrzeni w przestrzeń. W Wilda, który dał im drugie życie. Pomyślałem, że nie jest to galeria śmierci  a bluźnierczego odrodzenia. A potem uderzyło mnie jeszcze coś. Skąd Wild brał te  trupie rekwizyty do swoich prac? Czy przypadkiem tak duża liczba pustych mogił nie jest udziałem jego fascynacji? Czy cmentarz nie zapewniał mu, nieograniczonego wręcz przypływu weny? Wykopywał ciała  i wskrzeszał je dzięki obrazom. Chciałbym nazwać go szaleńcem, lecz pewnie wolałby  żeby określać go geniuszem, którym mimo wszystko był.     Wild stał obok stołu,  zwrócony do mnie prawym profilem. Nie odwrócił się ku mnie zupełnie, nawet na myśl o tym, że mógłbym teraz ujrzeć jego twarz  przeszedł mnie dreszcz. Był delikatnie niższy ode mnie, szczupły i ograniczony ruchowo, zapewne przez postępującą chorobę. Jedynie tyle byłem w stanie stwierdzić ponieważ Wild przywdział  jakiś dziwny fason  jednoczęściowego płaszcza,  który przypominał z początku zakonny habit. Czarny kaptur zarzucony był głęboko. Na tyle by zupełnie ukryć twarz  a spotęgować uczucie panicznego lęku. Nie byłem w stanie przywitać się z nim  w sposób zupełnie naturalny. Po prostu zamarłem na linii progu. Pomyślałem, że chyba każdy kto tutaj wchodzi staje się niemy. Wild poruszył prawą ręką i wskazał palcem na pozostawioną na stole kartkę. Zrozumiałem. Sięgnąłem po nią  i przeczytałem krótką notatkę.   Cieszę się, że możemy się  spotkać Panie Scholl  i mam nadzieję że dotarł Pan do mnie  bez żadnych niepotrzebnych opóźnień  ani problemów. Ma Pan z pewnością całą masę pytań, lecz jeśli zgodzi się Pan, chciałbym jak najszybciej skorzystać  z naszej umowy i rozpocząć pracę. Najlepiej maluję mi się nocą  i nie chcę marnować nawet sekundy  z i Pana cennej doby. Jeśli się Pan zgadza,  proszę przejść na przygotowane  dla Pana krzesło  naprzeciw gotowego płótna  a ja pokieruję gestami, jak powinien się Pan ustawić i pozować. Oczywiście moja gościnność  i zasobność domu  jest do pańskiej wyłącznej dyspozycji. Jeśli tylko poczuję Pan znużenie sesją, proszę mówić a zrobimy przerwę. Mam nadzieję, że mimo pory  i dość obskurnego otoczenia  będzie się Pan czuł swobodnie.. aha tak zapomniałbym…  sesja jest płatna z góry. Pieniądze przygotowałem obok tej notatki. Jeśli ta kwota nie wystarczy, proszę powiedzieć a ureguluję  brakującą część po sesji nad ranem. Jeszcze raz serdecznie Pana witam. Oddany  Victor Wild.     I faktycznie obok notatki  spoczywała biała, zalakowana koperta. Otworzyłem ją na oczach Wilda  i zerknąłem do wewnątrz. Spoczywała tam mała fortuna. Przynajmniej jak na moje potrzeby  i spłatę wszystkich zobowiązań. Nie zastanawiając się już dłużej, przeszedłem w głąb izby  i usiadłem na trochę zbyt sztywnym krześle. Podświadomie wyczułem uśmiech Wilda  pod osłoną kaptura. Za takie pieniądze jednak, mógłbym spędzić tu z nim resztę swego życia.  
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...