Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano
ryby rekinom
kraby ośmiornicom
idą wiadomości pocztą pantofelkową


i co powiesz na morze bezkresne
być może to fale są przyczyną
a może zafalowania
gdy przypływ odebrał twoje wiadomości
w oczekiwaniu doładowania rozlały się brzegi
z braku łączności
utopią
w krainie dziwolągów poddających się falom
i w noc i w dzień
i tak bez końca cokolwiek chciałbyś
na wymiar
bezmiar strat na tymczasem
koniec rozmowy
rozlał się wyświetlacz

wymowny
nietakt

HAYQ

morze bezkresne żagla nie widać
utaplać się w utopiach
zbyt wcześnie do wody
wejść
a w usta nabrać
zbyt późno
rozlał się wyświetlacz


Jacek Suchowicz

poczta pantofelków działa błyskawicznie
falujące rzęski odebrały przekaz
wodniczki już tętnią fale płyną licznie
szlag trafił wyświetlacz cholera znów nietakt
Opublikowano

morze bezkresne żagla nie widać
utaplać się w utopiach
zbyt wcześnie do wody
wejść
a w usta nabrać
zbyt późno
rozlał się wyświetlacz

Ładny wiersz Stasiu, inspirujący. Jak zwykle, jest siła w Twoich wierszach.
Pozdrawiam serdecznie.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


dzięki HayQ, ładnie to ująłeś:)
kłaniam się:)
o jak miło, Stasiu... pnę się w górę?
Ściskam. :)
P.S.
I tak wiem, że to tylko pąkiel przy bursztynie ;))
Opublikowano

Fajnie było poczytać o zatopionej komórce. Mówiąc szczerze, to zanim zacząłem czytać, zastanawiałem się, czy to będzie o telefonie, czy o szopie. A w każdym razie, że wiersz pójdzie w tym kierunku :-). Ale jest dobrze. Te skojarzenia morza z technologią jak najbardziej pasują.

Pozdrawiam i do poczytania :-).

Opublikowano

iskrzy opuszkowy tupot rozmowy
gonią się jedna za drugą
migiem synapsy koralowe koloratury klawiaturowej
pantofelku spłyń, rozgilgocz papilarnie
wyświetlacz elitarnie słońcem jak nil wylał
- i po kawie ;)

ale to chyba o lap-stopie wyszło :))

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...