Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Witam serdecznie

Czy ktokolwiek prócz mnie również sądzi iż musi występować jakaś slina korelacja pomiędzy pisaniem poezji a depresją?
Być może jestem po prostu głupi i za mało lat przeżyłem, lecz ja naprawde wierzę iż większość poezji jest pisana przez ludzi nieszczęśliwych. Może dlatego są tak wrażliwi?

Co o tym sądzicie?

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



To prawda tragicznie oczywista. Naprawdę dobry pisarz aby miał o czym pisać najpierw musi przeżyć wstrząc, pobłądzić, doświadczyć bólu i w ostateczności ustosunkować się do tego.

A pan Krzywak stara się być bardzo śmieszny.

" Naprawdę dobrego " pisarza przed użyciem trzeba wstrząsnąć, pisarz dobry na niby, szuka mieszkania w rejonach tektonicznie zagrożonych i czeka...Jak mu się nie chce czekać, to idzie doświadczyć bólu do dentysty, najlepiej nie znając jego adresu ( premia za błądzenie )... ; )
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



" Naprawdę dobrego " pisarza przed użyciem trzeba wstrząsnąć, pisarz dobry na niby, szuka mieszkania w rejonach tektonicznie zagrożonych i czeka...Jak mu się nie chce czekać, to idzie doświadczyć bólu do dentysty, najlepiej nie znając jego adresu ( premia za błądzenie )... ; )

Hohoho, no genialnie śmieszna rzecz ten pański wpis panie Lecter ;)) Majstersztyk dowcipkowania

Ja czekam za to na kolejne ważne - poważne tematy :
- korelacja między pisaniem poezji a chlaniem wódy
- korelacja między pisaniem poezji a seksem pozamałżeńskim
- korelacja między pisaniem poezji a rozmiarem buta

Rada dla anonimowego, młodego poety - czytanie jest przereklamowane, cierpieć trza, cierpieć misiu... ; )
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Istnieje medyczne powiązanie depresji ze sztuką. Historia sztuki dowodzi, że najlepiej sprzedające się dzieła powstawały w różnych okolicznościach.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Hohoho, no genialnie śmieszna rzecz ten pański wpis panie Lecter ;)) Majstersztyk dowcipkowania

Ja czekam za to na kolejne ważne - poważne tematy :
- korelacja między pisaniem poezji a chlaniem wódy
- korelacja między pisaniem poezji a seksem pozamałżeńskim
- korelacja między pisaniem poezji a rozmiarem buta

Rada dla anonimowego, młodego poety - czytanie jest przereklamowane, cierpieć trza, cierpieć misiu... ; )


...do tego kilka wizyt na oddziale zamkniętym i misiaczki piszą świetne wierszyki (?)

Ps : czyżby kolejny dowód na "teorię nadskurwysyństwa" (dotyczy postu pod wierszem "etap nadskurwysyństwa") - tylko gdzie tan koment się schował...
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Ja czekam za to na kolejne ważne - poważne tematy :
- korelacja między pisaniem poezji a chlaniem wódy
- korelacja między pisaniem poezji a seksem pozamałżeńskim
- korelacja między pisaniem poezji a rozmiarem buta

Rada dla anonimowego, młodego poety - czytanie jest przereklamowane, cierpieć trza, cierpieć misiu... ; )

no dobra panie Lecter, bo widzę, że pan wie najlepiej po swojemu o co właściwie chodzi; niech tam pan sobie wszystko postrzega przez takie płaskie klisze, proszę bardzo panie Lecter

miałem wrażenie, że kolega pyta o literatów, a proszę panie Lecter wymienić z trzech takich, którzy są dla pana pisarskimi mistrzami, to zaraz się przekonamy, o jakiej literaturze pan mówi a i może dojdziemy do tego, gdzie zasadza się owa jakość i z czego wynika; bo ja nie mówię, że ona wynika z alkoholizmu i że alkoholizm o czymś świadczy - kolega pyta o chorobę proszę pana, a pan widzi w pytaniu kolegi to, o co nawet on sam nie zahacza

a pańskie rady obfitują w mentalne niedołęstwo i zawężony pryzmat refleksyjny; za czym idzie marne pismakowanie, czyli takie, jakie pan uskutecznia panie Lecter

" naprawde wierzę iż większość poezji jest pisana przez ludzi nieszczęśliwych. Może dlatego są tak wrażliwi? "

Zgodnie z tą logiką, istnieje jeszcze mniejszość poezji pisana przez ludzi szczęśliwych, pozbawionych wrażliwości... ; )
Depresja ( chociaż myślę, że autor wątku ma na myśli jej obiegowe, spłycone, nie chorobowe znaczenie ) nie jest artystycznym stygmatem lecz chorobą w pełni " demokratyczną ". Jeżeli zachoruje na nią stolarz czy bankowiec - to jego prywatna sprawa. Kiedy choroba dotknie (nie częściej niż stolarza, co sugerujesz) twórcę, można o tym nakręcić film, napisać książkę, stworzyć legendę, pieprzyć w kolorowych pismach, wyprodukować kliszę twórcy przeklętego, dzialającą na wyobrażnię młodych wrażliwych, czekających na " znak " własnej przynależności...
Nie, cierpienie nie jest treścią literatury, jest jej bardzo " fotogenicznym " składnikiem.
Opublikowano

Nieszczęście a depresja, to dwie różne rzeczy. Depresja to choroba - charakteryzuje się min. brakiem motywacji do jakiegokolwiek działania (w tym również na pewno pisania). Człowiek w depresji najchętniej nie wychodzi z łóżka.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



To prawda tragicznie oczywista. Naprawdę dobry pisarz aby miał o czym pisać najpierw musi przeżyć wstrząc, pobłądzić, doświadczyć bólu i w ostateczności ustosunkować się do tego.

A pan Krzywak stara się być bardzo śmieszny.

Taaaa...
Warto wpisać to sobie w sztambuch.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Taaaa...
Warto wpisać to sobie w sztambuch.

pan tym swoim mało rozgarniętym zdaniem zdążył spłycić cały problem, więc nie wiem czego przejawem ta płycizna miała być

Spłycam spłyconą odpowiedź na płytki w swej wymowie wątek, który sprowadza każde napisane zdanie do choroby psychicznej (depresji), co nijak nie ma potwierdzenia - oprócz pewnych epokowych sezonowych mód i eksperymentów, a także szczególnych odpowiedzi, które wyraźnie zawierają w sobie pierwiastki obłędu.
Opublikowano

"Pisanie jest najszybszą i najskuteczniejsza formą niszczenia samego siebie" - cytat niedokładny i zapewne pomylony, bo z pamięci. Taki tekst popełnił kiedyś Jakub Winiarski.

Powrócę do poprzedników - depresja a nieszczęście, to dwie różne rzeczy. Ale wiemy, że autorowi wątku chodziło raczej o to drugie, tylko źle sprecyzował swoje myśli. Okej, pomyłka. No to lecimy dalej. Co czyni pisarza/poetę? Nieszczęście? Tak, wiele twórców było nieszczęśliwych. Ale ja bym poszła dalej. Według mnie chodzi tu nie tyle o nieszczęście, co o jakiś bagaż doświadczeń. Miłość, szczęśliwa, nieszczęśliwa, zaufanie, zdrada, rezygnacja, zmęczenie, zniechęcenie, strach, odwaga - o tym wszystkim można pisać. Ale żeby pisać prawdziwie, trzeba wiedzieć, czym tak na prawdę jest temat. W tym doświadczenie życiowe pomaga.

Czy każdy wielki twórcza sporo przeżył? Raczej tak. Ale czy każdy był nieszczęśliwy? Myślę, że odpowiedzi nie można wymagać nawet od nich samych.


Ps. Temat jest zdublowany.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Spłycam spłyconą odpowiedź na płytki w swej wymowie wątek, który sprowadza każde napisane zdanie do choroby psychicznej (depresji), co nijak nie ma potwierdzenia - oprócz pewnych epokowych sezonowych mód i eksperymentów, a także szczególnych odpowiedzi, które wyraźnie zawierają w sobie pierwiastki obłędu.

Byłbym jednak potraktował ten temat bardziej poważnie, bo może i on nie jest oryginalny ani zgoła nie opowiada o nowościach, których człowiek nie wie a chciałby się dowiedzieć, ale porusza problem, który istnieje w literaturze; w biografiach literatów. Można tego nie dostrzegać, można to omijać, można to trywializować tak jak pan to robi, ale fakt jest właśnie taki, że problemy psychiczne towarzyszyły największym literatom tego globu i może pan sobie zaprzczać, ale nic z tego nie wyjdzie.

Problemy psychiczne nękają wszystkich, jednak to nie jest wyróżnik literatury. Problemy psychiczne mają i dewianci seksualni, i mordercy, i matki, i żony, i ojcowie, a także ich dzieci (szczególnie, że jest to poważna choroba). I nie rozumiem, dlaczego zamiast dzielić się swoimi spostrzeżeniami, neguje pan moje spostrzeżenie, co jest nudne. Ale może pociągnę szanownego interlokutora za język - którzy to wybitni artyści-literaci cierpieli na depresje? a może zapytam inaczej - czy przejawem depresji jest pisanie wierszy? Czy zakochana nastolatka pisząca z miłości wiersz jest w stanie depresji?
Proszę więc zakasać rękawy i ładnie odpowiedzieć na wątek, zamiast się najnormalniej w świecie czepiać.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Problemy psychiczne nękają wszystkich, jednak to nie jest wyróżnik literatury. Problemy psychiczne mają i dewianci seksualni, i mordercy, i matki, i żony, i ojcowie, a także ich dzieci (szczególnie, że jest to poważna choroba). I nie rozumiem, dlaczego zamiast dzielić się swoimi spostrzeżeniami, neguje pan moje spostrzeżenie, co jest nudne. Ale może pociągnę szanownego interlokutora za język - którzy to wybitni artyści-literaci cierpieli na depresje? a może zapytam inaczej - czy przejawem depresji jest pisanie wierszy? Czy zakochana nastolatka pisząca z miłości wiersz jest w stanie depresji?
Proszę więc zakasać rękawy i ładnie odpowiedzieć na wątek, zamiast się najnormalniej w świecie czepiać.

Owszem, to, że ktoś ma problemy osobowościowe nie robi z niego literata proszę pana, i chyba mówienie o tym jest w ogóle zbyteczne, ale nie da się zaprzeczyć faktom, które są jednoznaczne; mówię przecież o literatach z tak zwanego kanonu literackiego, czyli ludziach, którzy swoją twórczością wywarli duży wpływ na epokę, w której żyli; i ciężko, naprawdę bardzo ciężko powiedzieć, że byli to ludzie zrównoważeni emocjonalnie. Mówi pan o depresji, a tymczasem wachlarz chorób psychicznych jest znacznie rozleglejszy i różne przypadłości nękały różnych pisarzy - jedno jest jednak pewne: wszystkie te choroby razem wzięte, mają swoją przyczynę w problemach emocjonalnych, problemach tak dużych, że aż chorobowych. Właściwie to ja mówię o takich nazwyskach jak Dostojewski, Tołstoj, Musset, Hrabal, proszę pana Bukowski, Nabokov, Vonnegut, E.A. Poe, który, nota bene, był nekrofilem... Nie wiem właściwie jaki jest pański cel w negowaniu tych, jakby nie patrzeć, nierzadko występujących przypadłości u ludzi pióra, którzy potrafili swoją oryginalnością zakasować resztę bezbarwnej miernoty. Na depresję cierpiał każdy z nich; a przejawem depresji nie jest pisanie wierszy, bo pisanie wierszy jest przejawem wrażliwości, zmysłu obserwatorskiego i dużej wyobraźni, a nie wiem czy pan wie proszę pana, ale kiedy człowiek ma źle ukierunkowaną, sporą wyobraźnie, to depresja czuję się w jego głowie jak ryba w wodzie; a kiedy ktoś jest przewrażliwiony w nieuwrażliwionym świecie, to proszę pana popada w skrajności i w odosobnieniu podświadomie wszystko to przeżywa, nabywa odrębnego stylu, kształtuję swojego ducha, zaczyna wnioskować, tak, żeby miał o czym pisać proszę pana. A pisząc, już się nie zgrywa, bo po wcześniejszych cierpieniach w swoich neurotycznych zawiłościach, on jedynie pragnie spokoju, rozwagi, cierpliwości i wie, że o tym należy nauczać; tematyka jego dzieł dotyka istoty bytu i jego sensu, złożoności natury i człowieczeństwa; taki pisarz, z problemami, zachodząc przez lata w głowie: dlaczego ludzie myślą o nim w sposób negatywny – jeden z objawów – to on proszę pana staję się psychologicznym wizjonerem.

Pan nie czytał Dostojewskiego.

A czy pan wie, o czym pan pisze? Najpierw warto sprawdzić, co to jest "depresja" i odnieść ją do tematu wątku. Potem jeszcze raz przeczytać wątek, odnieść "depresje" do "nieszczęścia" i zapytać się - o co w tym wątku chodzi? Pan nie zaczyna od podstaw, a leje wodę, bo to, ze kalejdoskop literatury jest bardzo szeroki, nie musi mi pan pisać (od dewiacji, narkotyków, chorób psychicznych itp... Zapewne pan wie, że np. Słowacki był pod wpływem narkotyków - bo na tym bazowały 18-wieczne lekarstwa). Dlatego demonizowanie (tak modne w Młodej Polsce) jest stałym już elementem, a nawet wzorcem zarówno nurtów, jak i gatunków, a także zachowań ( takie rekwizyty jak romantyczny płaszcz, satanizm, egzotyka, i inne takie), jednak to nie jest odpowiedzią na ten wątek, który głosi wprost - "Wy (czyli my) jesteście po prostu nienormalni". A pan nie czytał ani Dostojewskiego, ani Tołstoja, tylko "Brawo" i "Popcorn Girl"...
Opublikowano

ledwo głupi - ja obrażam? To jest odwracanie kota ogonem, a że mam argumenty, to najlepiej strzelić focha, zamiast porządnie odpowiedzieć.

Ma pan tutaj na wieczór cytat z Balzaca:
"Urzekła cię, moje dziecko, poezja nieszczęścia. Tak, nędza ma często swoja poezję, gdyż dla mnie poezja to pewien nadmiar uczucia, a ból jest uczuciem. Kto boleje, mnóstwo przeżywa..."

Opublikowano

Jednym słowem ta rozmowa poszła w las …

a wydaje mi się, że Autor postu nieświadomie nadużył pojęcia ścisłego ( depresja), lub nie umiał inaczej określić tego stanu, a Państwo to pojęcie rozumieją w sposób klasyczny. Szydzenie z tematu nie zmieni faktu, że dobra sztuka, często wychodzi z rąk „nieźle mających pod sufitem”.

Depresja to nie tylko stan ogólnego zniechęcenia i braku motywacji. Nawet Freud nie zgłębił tego pojęcia do końca, a Państwo spłycili temat w jednym wątku.

Wracając jednak do samej dyskusji, oczywiste jest, że nie każdy artysta depresyjny czy narcystyczny jest dobrym artystą i odwrotnie i nie jest to stan tożsamy z samym tworzeniem, ale fakt jest taki, że zjawisko jest bardzo częste.

Artyści depresyjni, często wyładowują agresję na swoim dziele, szydzą z niego, niszczą, zadając sobie tym sobie ból niefizyczny oraz kierują naszą uwagę na żywiołowość swojej twórczości. Ta żywiołowość wyrosła z trudnych emocji, zapisuje się w naszej pamięci. Ba, często pamięci całych pokoleń. Może to być oczywiście objaw świadomej autoreklamy a nie wewnętrznych rozterek, ale tego nie można do końca udowodnić.

Pytanie brzmiało – czy istnieje slina korelacja pomiędzy pisaniem poezji a depresją?
Odpowiadam, że nie istnieje silna korelacja, ale samo zjawisko istnieje. Jeżeli pisanie wynika z wewnętrznej wrażliwości, a wynika, to silne emocje towarzyszące depresji lub/i silne stany emocjonalne, mogą mieć wpływ na jakość treści i formy słowa pisanego.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Za moimi plecami pojawił się enkawudzista. Był w doskonałym humorze. I nie wiedziałem tylko czy to z powodu tego, że wiedział o tym, że Żerebcow wywołuje  tak wielkie uczucie strachu, czy może z powodu  rozkazów jakie mu przekazano.   Wychodź Żerebcow. Koniec wycieczki. Kota zostaw nie będzie Ci potrzebny,  mały, czarny pluszak. Teraz będziesz co najwyżej tulił się z zimna do ciał kolegów w baraku.   Żerebcow już miał zamiar prostować kolana, gdy enkawudzista poklepał mnie  zuchwale po ramieniu.   Rozkazy się zmieniły lejtnancie. Góra nie chcę już więcej o nim słyszeć  ani przerzucać go z miejsca w miejsce. Dość już jego wątpliwej legendy. Podobno nie można go zabić. Podobno odradza się zawsze po egzekucji. Drugi pieprzony Rasputin. Ale nie ma takiego Diabła,  którego nie potrafiłby zgładzić  ludowy komisariat obrony. Prawdziwy człowiek radziecki  i piekło może zamrozić jeśli tylko chcę. Plan jest taki. Wy lejtnancie jedziecie z nim do lasu. Kierowca zna miejsce. Moi ludzie już wszystko tam przygotowali. Wysiadacie wieczorem. On klęka, wy strzelacie.  Moi dobijają bagnetami. Nawet go nie grzebcie. Wilki i niedźwiedzie  posilą się krwawą padliną. Wracacie w nocy. Spisujemy raport. Wychylamy kilka szklanek  za dobrze wykonaną robotę. W tajemnicy Wam powiem lejtnancie, że za zabicie tego wrzoda  na radzieckim organizmie, dostaniecie order czerwonego sztandaru, sam towarzysz Beria za tym optował. A nie powiecie mi chyba, że nie chcielibyście dostać  przepustki do stolicy. Tu tylko jaja można sobie odmrozić. A tam będziecie towarzysz i gieroj. Bohater naszych czasów. Ta akcja nie może czekać. Jeździe już teraz. Dopilnuję obozu przez te kilka godzin.   Uścisnął mi rękę i prawie siłą  wepchnął na pakę ciężarówki. Chciałem więcej wyjaśnień, omówić plan działania. Zamierzałem się sprzeciwić. Ale co mógł prosty czerwonoarmista  wobec potęgi komisariatu obrony. Wobec całej potężnej maszyny śmierci.    Kierowca rzucił okiem za siebie  i zauważył że usadowiłem się niemrawo prawie dokładnie naprzeciw literata.   Jeśli coś będzie nie tak lejtnancie, krzyczcie a najlepiej  bijcie dłonią w ścianę szoferki. Ja mam tu pistolet. Spojrzałem z niedowierzaniem  na enkawudzistę    Jak mam eskortować więźnia bez broni? Chcę wrócić po pistolet i proszę o eskortę w postaci dwóch dodatkowych ludzi. Moich zaufanych ludzi.   Enkawudzista machnął tylko ręką.   Eskorta do Żerebcowa?! On nigdzie nie ucieknie. Zresztą dokąd? Do najbliższej większej osady przeszło osiemdziesiąt kilometrów. Do miasta trzysta. A na termometrze dziś  prawie minus trzydzieści pięć stopni. Zresztą on nawet nie jest związany. Nie musi. Nie wie na jakim świecie jest. Nie odzywa się słowem od tygodni. Zresztą zobaczcie sami.   I faktycznie Żerebcow stwarzał pozór osoby obłąkanej i zupełnie nieobecnej w rzeczywistości. Nie wiem czy rozumiał o czym rozmawialiśmy. Czy wiedział o tym, że za kilka godzin zginie? Czy rozumiał cokolwiek  z tego co się wokół działo. Siedział i z błogim uśmiechem małego chłopca,  głaskał kota,  który zdążył zasnąć na jego kolanach. Widać literat i kot  byli razem w siódmym niebie. Ciężko było dyskutować o tym  co powinno się zrobić  i jak powinno się teraz postąpić. To był rozkaz,  którego nie mogłem zlekceważyć.   Jechaliśmy już przeszło godzinę. Kilka minut temu, rozpadał się ostry, wirujący dziko na wietrze śnieg. Przesiąkłem odorem paki. Wszystko wokół cuchnęło. Na dodatek opary paliwa  łatwo przechodziły na tył pojazdu i powodowały astmatyczne napady  duszności i kaszlu. Żerebcow nie reagował. Miał zamknięte oczy  i odchyloną delikatnie głowę. Ale nie spał. Wydawało się jakby słuchał tej ciszy. Jak gdyby delektował się podróżą  w swoich własnych myślach. Może pisał w nich kolejny wiersz. List pożegnalny. A może jednak był pewny ocalenia. Kolejnej cudownej ucieczki  i oszukania systemu. Tutaj jednak mógł usłyszeć go jedynie  Bóg i Diabeł. No i ja, gdyby tylko  chciał wreszcie cokolwiek powiedzieć.   Kierowca jechał bardzo ostrożnie  a mimo to ciągle łamaliśmy pod kołami, powalone pnie, korzenie i zbitą zmarzlinę, która była tutaj po prostu drogą do nikąd. Byłem bardzo zdenerwowany a nie miałem przy sobie  nawet grama tytoniu i bibuły. Wódki też nie. A zająłbym chociaż czymkolwiek, ciągle drżące z przejęcia dłonie. Nagle, zupełnie bez zapowiedzi, z rogu paki wypłynęło źródło głosu. Były to słowa wypowiadane  starannie, powoli wręcz sennie. Był to głos cichy lecz mocny. Wychodzący jednak jakby spod ziemi.     Lejtnancie… zaczął cicho Paweł Fiodorowicz, nie odrywając wzroku  od narzuconego brezentu  Mówi Wam coś nazwisko Levenstern?  Był Waszą ostatnią ofiarą, prawda?   Drgnąłem, gdzieś wewnątrz. Serce zakuło mnie w piersi  a w krtani narosła twarda kula. Nie winy. Nie wstydu. A paraliżującego strachu. Jak to możliwe?! To nazwisko powinno leżeć w ciszy tajgi. Nikt o tym nie mógł wiedzieć. Nikt!   Skąd o nim wiecie, Żerebcow?  Wychrypiałem nie patrząc na pasażera. Co wam do niego?   Był szpiegiem niemieckim w czasie wojny...  a raczej tak właśnie sfabrykowano dowody.   Kontynuował literat  z tym samym niepokojącym spokojem,  jakby czytał nekrolog w porannej gazecie.   Zastrzeliliście go dokładnie tam,  dokąd mnie teraz zabieracie.  Widzę go, Lejtnancie.  Stoi tam i czeka na towarzystwo.     Poczułem, jak pot spływa mi po karku,  mimo dojmującego mrozu.  Kim on jest? Świętym? Przeklętym? Carskim upiorem dawnej epoki? A może sumieniem kata? Bo nie literatem. Był mistrzem z piekła rodem.   Nawet jeśli, Żerebcow...  to już niedługo Wy zajmiecie jego miejsce ostatniego w wyliczance.   Uciąłem brutalnie,  odzyskując na moment pewność siebie.    Kierowca o mało co nie wywrócił nas do rowu, którego nie zauważył przed nosem pojazdu. Zawieszenie jęknęło, koła po lewej stronie oderwały się od podłoża i bardzo opornie wracały na swoje pierwotne miejsce. Dopiero teraz Żerebcow  jakby ocknął się z maligny. Wyjrzał do szoferki i radośnie oświadczył w przestrzeń lub do rozmówcy w swoim umyśle.   Był ostatni.  Szepnął radośnie.  Gładząc się po skołtunionych włosach.   Będzie ostatni.  Odpowiedział trzeci głos.   Zamarłem jak panujący wokół mrok i mróz To nie był głos Żerebcowa,  ani tym bardziej, przerażonego kierowcy.  To był dźwięk niski, chropowaty,  wibrujący jak pomruk nienasyconego pieca.  To było absolutne szaleństwo ale zwróciłem powoli wzrok na ostatniego pasażera.   Kocur zdawał się spać,  pogrążony w błogim spokoju,  ale gdy mój wzrok spoczął na jego futrze, zwierzę powoli otworzyło prawe oko.  Było złote, głębokie  i pełne nieludzkiej wiedzy.  Kot nagle puścił do mnie oczko  a na jego pyszczku wykwitł  ten sam podle ludzki uśmiech,  który zwiastował koniec pewnego świata.    Przecież... to tylko kot. Wybełkotał kierowca,  ale jego głos utonął w wyciu silnika,  który nagle wszedł  na nienaturalnie wysokie obroty,  jakby chciał uciec  z tego przeklętego Studebakera. Żerebcow cicho przytaknął a kocur znów zamknął oko,  mrucząc rytmicznie Ostatni... ostatni…   Znów każdy pogrążył się w swoich myślach. Jego milczenie denerwowało mnie. Doskonale już teraz wiedziałem, że on wie dosłownie o wszystkim. Zna moje ofiary, moje troski i problemy, czuje mój strach, widzi całe moje życie. Dlatego jego milczenia nie odbierałem w kategorii spokoju i harmonii  a drwiny z mojej osoby. Żerebcow znów oparł wysoko głowę  i wbił wzrok w sufit paki. Chciałem zasypać go pytaniami. O twórczość, której szczerze nie znałem. O to czy ma jakąś rodzinę albo dzieci. O jego liczne ucieczki i cudowne ocalenia. Przecież mówi się,  że to piekło we wszystkim mu pomaga. I przynajmniej kot,  jest jakąś częścią tego diabelskiego planu. Ale Żerebcow? Tak nie wygląda Diabeł. Nie wiem jak mógłby wyglądać,  lecz z pewnością nie tak. Nie jak człowiek. Znudzony, zmęczony, dziwnie spokojny zupełnie zwyczajny  a zarazem głęboko niezwykły.   Wreszcie ciężarówka wykonała  ostatnie półkole wokół,  wyrwanej z trudem tajdze polany. Silnik zachłysnął się ostatni raz i zgasł. Naprzeciw naszego pojazdu, zaparkowany był Zis z oddziałem żołnierzy. Nasz kierowca wysiadł do nich pierwszy  i z wyraźną ulgą po opuszczeniu szoferki, ściskał im kolejno dłonie. Byli w szampańskim humorze. Srogo pochlali. Krzyczeli, śmiali się, podskakiwali  i oklepywali ciała,  zamaszystymi ruchami ramion, próbując się ogrzać.   Nie musiałem nic robić z więźniem. Żerebcow zrozumiał, że to finalny postój i wygramolił się niezdarnie na zewnątrz. Kot czmychnął jego śladami. Gdy ja wreszcie uwolniłem się  z tej brezentowej klatki. Stanąłem twarzą w twarz z Żerebcowem. Ten w ogóle nie przejmował się  zadymką śnieżną i stał dumnie wyprostowany i zupełnie nieczuły na wszystko. Oczy literata były jednak inne. Wreszcie pytały i one.   To moja mogiła lejtnancie?  Doskonała. Chłopcy spisali się na medal albo nawet order i wakacje w Odessie.   Zadziwił wszystkich gdy zbliżył się do rowu, wykopanego nierównomiernie i na tempo. Padł przy nim na kolana,  nachylił się i zawołał do ciemni.   Levenstern przyjacielu,  za chwilę będziesz miał towarzystwo.   Chciał jeszcze wstać, lecz dwóch strażników doskoczyło do niego  i brutalnie popchnęli go  nad samą krawędź,  skutej lodem czerni grobu. Nie bronił się, nie wołał Boga ani łaski. Poprawił tylko kołnierz palta. Wywinął go z taką formą etykiety, jak gdyby wchodził na przedstawienie leningradzkiego baletu czy teatru. Przygładził jeszcze włosy, dłuższe kosmyki powędrowały za uszy. Odetchnął jedynie głęboko. Nie z ulgą a ze zniecierpliwienia. Widać skoro mu było w objęcia śmierci, lub do jakiś kolejnych magicznych sztuczek. Jeden ze strażników wręczył mi pistolet.   Wasza kolej towarzyszu lejtnancie. Koniec jego ziemskiej wycieczki. Tym razem Diabeł się nie wywinie. Jeden strzał w głowę  a my dokończymy jeśli będzie trzeba.  Spojrzałem jeszcze za siebie na kierowcę. Gdyby mógł to krzyczałby. Ruchy, ruchy lejtnancie. Moskwa czeka. Gdzieś na granicy polany  zaświeciło się coś złotego. Owalne jak moneta lecz bezsprzecznie żywe. Oko czarnego kocura. Patrzył cały czas. Trzeba będzie też go zastrzelić  razem z jego panem. Tak by mieć spokojne sumienie.   Wyciągnąłem pistolet.  Moja dłoń, dotąd tak karna  i posłuszna systemowi,  drżała w sposób haniebny.  Nie z powodu mrozu.  Czułem, jakby tysiące niewidzialnych mrówek chrzęściło pod moją skórą,  paraliżując każdy nerw.  Spojrzałem na Żerebcowa.  Zgarbiony, spokojny,  z tym samym  błogim uśmiechem małego chłopca,  czekał na uderzenie ołowiu.   Podniosłem broń.  Wycelowałem w potylicę studenta.  Świat wokół zamarł.  Czas przestał biec do przodu,  a pętla fatum zacisnęła się na mojej krtani. Pociągnąłem za spust. Huk rozdarł ciszę tajgi,  a ciało poety runęło bezwładnie  w przygotowany rów. Strażnicy rzucili się do mogiły  jak wściekłe psy. Kuli ciało raz za razem, aż do momentu omdlenia ramion.   A potem nastał poranek. Mgła przedświtu,  gęsta i szara jak dym z podłych papierosów, osiadła nisko nad polaną. Nad polaną na której  nie pozostawiono tylko ciała literata  w płytkim grobie. Śnieg wokół był pełny  czarnego brudu lub sadzy. Drzewa miały okopcone pnie. Wszędzie wokół unosił się także,  drażniący smród siarki. Studebaker i Zis nadal stały frontem do siebie. Nie było wokół nikogo. Ani na polanie ani w lesie, ani na pakach czy w szoferkach. Lejtnant i strażnicy  nie wrócili z akcji do obozu. Oficer czekał na ludzi i raport. Nie było gratulacji, obietnicy awansu. Nie było niczego. Poza ciszą.  Martwą i złowrogą. Wysłano więc kolejny oddział na miejsce. W końcu robota  mogła być wykonana wzorowo. Żerebcow nie żył  a oni w drodze powrotnej, mieli wypadek albo zgubili drogę  w śnieżnej zamieci. Drugi oddział strażników  przybył na miejsce egzekucji z opóźnieniem, klucząc Studebakerem  pośród zwalonych pni.  Gdy żołnierze wysiedli z wozu,  nienaturalna cisza lasu  sparaliżowała ich kroki.     Nad otwartą, czarną mogiłą  stały dwie postaci. Paweł Fiodorowicz Żerebcow,  nienagannie młody,  z czujnym i bystrym wzrokiem petersburskiego filozofa,  trzymał na rękach wielkiego, czarnego kocura. Na jego brudnym palcie  nie było śladu krwi,  a czas wydawał się omijać jego oblicze szerokim, lękliwym łukiem. Obaj z kotem trwali w milczącej zadumie, spoglądając w dół,  do wnętrza ziemnego grobu. Tam, na dnie lodowatego rowu,  pośród grud zmarzliny,  spoczywało ciało lejtnanta.  Jego oczy były szeroko otwarte,  wybałuszone w ostatecznym,  pośmiertnym zdziwieniu,  a na ustach zastygał krwawy spazm paranoi. Martwy kat leżał dokładnie tam,  gdzie kilka godzin wcześniej  miał spocząć poeta.   Żołnierze zamarli na linii drzew,  niezdolni do oddania choćby  jednego strzału z pepesz.  Wtedy, pośród arktycznego milczenia Syberii, czarny kocur uniósł poszarpane lewe ucho, spojrzał na Żerebcowa  i przemówił ludzkim, chropowatym głosem, który wibrował jak  pomruk nienasyconego pieca.   Fatalnie… fatalnie tak mój drogi przyjacielu, stracić zupełnie głowę  dla godnej pożałowania sprawy.   A Żerebcow tylko cicho mu przytaknął,  po czym obaj odwrócili się plecami  do armii straceńców  i odeszli wolnym, dystyngowanym krokiem  w gęstniejącą mgłę tajgi.   Nikt za nimi nie pobiegł ani nie strzelał. Zjawa była wolna. I było tylko kwestią czasu, gdy znów ją schwytają  gdzieś w ciemni rozpadającej się komunałki. Z maszynopisem w jednej dłoni A z kartą wiersza w drugiej.      
    • wiosną koniku wio sną niech wstają ptaszki chcą paszki a może jest morze i rosa i maj i rosną watry wiwaty i wiatry i mają się dobrze kwiaty i krople dżdżu wyłażą dżdżownice i rośnie radośnie tak ona i on jak ja i ty w deszczową toń „Jeśli deszcze w maju, wszystko rośnie jak w gaju” 
    • @Stukacz, @Berenika97, @viola arvensis, @violetta, @Poet Ka  dziękuję bardzo
    • @viola arvensis dziękuję
    • @viola arvensis dziękuję
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...