Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano
Kawałek nieba jest w każdym uśmiechu, w każdym życzliwym słowie ,
przyjaznym geście i w pomocnym czynie.



Autobus planowo zajechał na dworzec w Bydgoszczy.
- Pół godziny przerwy- zakomunikowała zmiennik kierowcy, kobieta, hmm niczego sobie.
- Od kiedy?- pisnęła starsza pani.
- Od zaraz , proszę odliczać czas- zaśmiała się pani ‘kierowczyni’ i wyszła na papierosa.
- Czy musi palić, żeby dorównać mężczyznom?- pomyślałam – ciekawe czy też klnie.
Przez kilka minut siedziałam patrząc bezmyślnie w okno. Po drugiej stronie w zajezdni stały autobusy w równym rzędzie, jak do odprawy.
- Chyba odpoczywają- pomyślałam z głupia frant.
Parking ogrodzony siatką bronił dostępu niepowołanym.Za siatką była jakś rzeka. - Chyba Brda - powiedziała allena. - Albo kanał doprowadzający do niej. Do przystani dobijała barka.I dziwne, nawet nie byłam ciekawa jej przeznaczenia. Ogarnął mnie jakiś marazm. I nie wiem dlaczego przypomniały mi się słowa Kamila Baczyńskiego: „ prześpię czas wielkiej rzeźby z głową ciężką na karabinie”. Ni w pięć ni w dziewięć . Czas wielkiej rzeźby kształtuje się codziennie. Ja jestem tylko trzonkiem w rękach budowniczych, ‘ciosaczy,’ nic nie znaczę…Ale spać mogę z czystym sumieniem. Eeee tam, co mi się plącze po głowie. Przemogłam niechęć i wyszłam z autobusu. Szybkim krokiem na sztywnych nogach przeszłam na drugą stronę jezdni, oczywiście przy czerwonym świetle. Pędziłam jakbym uciec chciała przed własnymi myślami. Przystanęłam przy jakiejś chińskiej restauracji. Zapach podrażnił nozdrza i żołądek. Teraz dopiero poczułam, że jestem głodna. Koń z kopytami to mało! Zrozumiałam dlaczego czułam takie rozleniwienie. Brak insuliny. Śpiączka cukrzycowa. A przecież mam cukier w normie. Zresztą kto wie? Zawróciłam. - Zjem loda- pomyślałam. Wstąpiłam do sklepiku. Łakomym okiem spojrzałam… na błyskotki … I kupiłam …naszyjnik. – A co tam, będę miała pamiątkę z Bydgoszczy.
Siadłam na ławeczce i oglądam szkiełka łączone z metalem. Założyłam na szyję – Ładnie się prezentował na czarnej bluzce. Bogato.

- Bardzo panią przepraszam-
usłyszałam za plecami miły głos
- Czy mogę zadać pani jedno pytanie?
Skotłowały się myśli i nie powiem wam o czym myślałam.
- Ma pani coś do zjedzenia?
Odwróciłam głowę. Przy ławce stał mężczyzna w nieokreślonym wieku, w białej nawet czystej koszuli, takiego samego koloru włosy i zarost świadczyły, że przekroczył sześćdziesiątkę. W ręku trzymał torbę podróżną wypchaną papierzyskami.
Jakiś żebrak, menel - pomyślałam z niechecią.
Powtórzył pytanie.
- Czy ma pani coś do jedzenia?
- Nie mam – odpowiedziałam szorstko.
- Bardzo panią przepraszam- Oddalił się taki biały, mały i przygarbiony. - Jakby dźwigał krzyż - przemknęło mi.
- Kurna, taki uprzejmy i nie wyglądał na menela. Może rzeczywiście był głodny?

piesdomni
pokaż mi takie miejsce, gdzie sen nie jest snem,
a życie jest jak sen

w małych miasteczkach nie ma mostów
odpowiednich dla psa z kulawą nogą
z wyboru lub pierwszego kontaktu
do ostatniego balastu

z prawdą której nigdy nie stać
na słowa mówione w oczy prosto z mostu
tutaj nigdy nie było

w małych miasteczkach nie ma mostów
które dzielą żałosnych
i łączą półżywych w supermarketach
kupiono- sprzedano do ostatniego wina
zawsze leży po stronie
najmniej sobie winnych
pod mostem
tylko szkło nie ulega rozkładowi



Nie zaprzątałam sobie więcej głowy, wyjęłam szminkę i pomalowałam usta.Co chciałm osiągnąć? Zmusić je do milczenia? Czy oszukać głód?
Popatrzyłam na rzekę, na barkę cumującą, na baby żywo dyskutujące o niczym i weszłam do autobusu. Kanapka, którą ugryzłam, ugrzęzła mi jak jabłko Królewny Śnieżki .”Kubuś” smakował jak wiadro piołunu. Ogarnął mnie palący wstyd. Rozlewał się od żołądka po czubek głowy, kropelki potu wystąpiły na czoło, poczułam je pod nosem. Wybiegłam z autobusu. Mężczyzna stał przy kiosku z żywnością. Sięgał do kieszeni. Zajrzałam mu przez ramię, w garści trzymał kilka żółciaków, rysy twarzy zaostrzyły się, usta wygięły w podkówkę. Dorzuciłam kilka monet.Zaskoczony złapał mnie za rękę chcąc pocałować. Wyrwałam się i uciekłam, słowa podziękowania i moje wyrzuty, biegły za mną aż do autobusu. Trzymały się myśli nawet wtedy, gdy minęliśmy Toruń. Czułam się parszywie. Zasnęłam. Śniłam o Cyganach, jakbym to ja była winna, tylko czemu? Biedzie? Chęci żebrania? Braku perspektyw? Słowo żebrak nie przeszło mi przez usta.

SÓJKA

Stał wróblami podszyty, cały w bieli
w nieśmiałym przygarbieniu nie liczył
ani lat, ani plam na twarzy .
Szary, jak kolor ulicy prawie
przyklejony do przystanku ,
który nie mógł być jego
gruntem pod nogami.

Nie zauważali jedni, inni
wciskali w uszy własną tolerancję
niedoczytanych sumień.

Pewnego dnia ktoś podarował mu torbę podróżną.

W powrocie zobaczyłam cień
wciśnięty w ławkę bez widoku
na jutro.

On nie opuści swojego miejsca.
Braku perpektyw.



Warszawa przywitała mnie pogodnym niebem. Nareszcie przestało padać. Czekając na autobus prostowałam nogi po dziewięciogodzinnej podróży. Nadjechał mój docelowy 127. Było już ciemno, gdy dotarłam na miejsce. Marysia wyszła naprzeciw.
Stół zastawiony, a ja nie czułam głodu.


Kawałek raju jest w każdym sercu, które stanowi zbawienny port
dla nieszczęśliwego, w każdym domu z chlebem, winem i serdecznym ciepłem.
Bóg włożył swoją miłość w nasze ręce
jak klucz do raju.
- Helena Kulczycka
Opublikowano

Ładne opowiadanie. Skromne. Bez pretensji na moralizowanie. Kilka propozycji technicznych:
"nawet nie byłam zainteresowana jej przeznaczenia." - chyba "ciekawa" brzmiałoby lepiej
"Siadłam na ławeczce i oglądam szkiełka łączone z metalem. – Ładny." - napisałabym "i zaczęłam oglądać"
"- Ma pani coś do zjedzenia?- kontynuował głos. " - zostawiłabym samo pytanie
"- Bardzo panią przepraszam- wycofywał się." - chyba lepiej "wycofał się"
"kropelki potu wystąpiły na czole i pod nosem." - napisałabym "na czole i pod nosem poczułam kropelki potu"
"Zajrzałam przez ramię, w garści trzymał kilka żółciaków, rysy twarzy zaostrzyły mu się, usta wygięły w podkówkę. Wrzuciłam mu w garść kilka monet." - może jedną "garść" zastąpić "dłonią"?
Ponadto całość przepuściłabym przez Worda - łatwiej wyłapać drobne usterki interpunkcyjne.
Pozdrawiam - Ania

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


oooo dzięki alleno, ale gafa i sie ciesze że mię tu znalazłaś :)))))
Pani Stanisławo, bardzo mi się podoba proza w Pani wykonaniu.Z przyjemnością czytam, bo mimo wszystko odnajduję tu tzw. "pazur".W Pani prozie jest coś, co przyciąga, a braki interpunkcyjne są do nadrobienia:) a.
Opublikowano

kochani, zmieniłam trochę, dodałam conieco, żeby nie mięszać jak w wierszach, wklejam osobno:)

z cyklu- prawdziwe opowieści

Historia na dworcu

Kawałek nieba jest w każdym uśmiechu, w każdym życzliwym słowie i przyjaznym geście,
w każdym pomocnym czynie.



Autobus planowo zajechał na dworzec w Bydgoszczy.
- Pół godziny przerwy- zakomunikowała zmiennik kierowcy, kobieta, hmm niczego sobie.
- Od kiedy?- pisnęła starsza pani.
- Od zaraz , proszę odliczać czas- zaśmiała się pani ‘kierowczyni’ i wyszła na papierosa.
- Czy musi palić, żeby dorównać mężczyznom?- pomyślałam – ciekawe czy też klnie.
Przez kilka minut siedziałam patrząc bezmyślnie w okno. Po drugiej stronie w zajezdni stały autobusy w równym rzędzie, jak do odprawy.
- Chyba odpoczywają- pomyślałam z głupia frant.
Parking ogrodzony siatką bronił dostępu niepowołanym.Za siatką była jakaśtam rzeka.
- To Brda - powiedziała allena.
- Albo kanał doprowadzający do niej - rzekłam byle co, aby coś na przekór tej pewniaczce. Do przystani dobijała barka. I dziwne, nawet nie byłam ciekawa jej przeznaczenia. A wszystko przez tę 'kierowiec' Przygniatało mózg pytanie: - Dlaczego chce dorównać mężczyznom, kobieta powinna zostać kobieca. A ona taka babochłop. Ogarnął mnie jakiś marazm. I nie wiem dlaczego przypomniały mi się słowa Kamila Baczyńskiego: „ prześpię czas wielkiej rzeźby z głową ciężką na karabinie”. Ni w pięć ni w dziewięć. Czas wielkiej rzeźby kształtuje się codziennie. tworzymy historię.Ja jestem tylko trzonkiem w rękach budowniczych, (jak pomyślę o tych tam szlag mnie trafia)


w głowie gromadzą się jakieś fanaberie
kosztem zdrowego odżywiania
i nie ma z kim o tym pogadać

i wtedy kiedy tak patrzę przez okno na rzekę,
na kłótliwe wróble, które na przemian z gołębiami
wydzierają sobie kawałek chleba
a łabędzie coraz bardziej napuszone
wypływają na głębię

coś we mnie pęka
coś iskrzy
i coś sieję pod wiatr


Dla nich nic nie znaczę. Podatki moje się liczą. Ale spać mogę z czystym sumieniem. Eeee tam, co mi się plącze po głowie. Przemogłam niechęć i wyszłam z autobusu. Szybkim krokiem na sztywnych nogach przeszłam na drugą stronę jezdni, oczywiście przy czerwonym świetle. Pędziłam jakbym uciec chciała przed własnymi myślami.

gdy słowo nas mija w przeciągu
minuty. zatrzymać należy pociąg
do złudzeń

ostatnio jakoś się czuję dziwnie
dni rosną świercznie i mylnie
interpretuję nos na szybie
zaparowane szerokie pole
do Popisu wronom

drzwi na oścież
i wszystko jak dawniej
ugory uprawione unijnym łajnem
wydadzą plon potężny

ponadto jeszcze osy
obsiadły drobne grona
im też coś się należy

jak nam żądło


Przystanęłam przy jakiejś chińskiej restauracji. Zapach podrażnił nozdrza i żołądek. Teraz dopiero poczułam jaka jestem głodna. Koń z kopytami to mało! Zrozumiałam dlaczego czułam rozleniwienie. Brak insuliny. Śpiączka cukrzycowa. A przecież mam cukier w normie. Zresztą kto wie? Zawróciłam. - Zjem loda- pomyślałam. Żarełko w barach niezdrowe...dla kieszeni. Wstąpiłam do sklepiku. Łakomym okiem spojrzałam… na błyskotki … I kupiłam …naszyjnik. – A co tam, będę miała pamiątkę z Bydgoszczy. Usprawiedliwiałam niepotrzebny wydatek.
Siadłam na ławeczce i oglądam szkiełka łączone z metalem. Założyłam na szyję – Ładnie się prezentował na czarnej bluzce. Bogato. ykhmmm. W pojęciu emeryta nie wolno myśleć tak samo a nawet podobnie –
zabronione noszenie identycznych
kłopotów
wciąż przybywa

szkiełek kamieni coraz więcej
na plaży w gąskach
uzurpatorów piachu i nagości
gdy słońce pęka w szwach
stara szafa nie ma czym się okryć

nawet dziury na lekarstwo
nie stać emerytów też
widuję nagich do korzeni

potykamy się o pokręcone
poglądy wszyscy mają jakieś tam
niektórzy inny rozmiar
- zależnie od stopy życiowej

moja mała na płaskim obcasie
a uwiera 'małpa 'jak drzwi do lasu
wyważyłam kamuflażem
nieistotnych dywagacji

to jeszcze nie najgorsze
a wszystko przede mną
nie ma tego co wyścielone
i wyszło szydłem dobrych intencji

zapiekło


I znowu te pokręcone, głupie myśli :- Może coś się zmieni na lepsze, może dadzą godnie pożyć. Eeee nie. Oni tam na górze mają nas w głębokim poważaniu…- sama sobie zaprzeczałam. A feniks i tak nie powstanie z popiołów - zapachniałao pesymizmem. Dziwicie się? Tyle godzin w podróży? Do Londynu szybciej bym doleciała.

Wierzby potrafią szybko odrastać. Siedmiogłowe.
Pożerają wschody. Rodzą koty. Teraz.
Podnoszą ciśnienie wczorajszej krwi.

Zamknęłam parę słów nic nie znaczących
na dobranoc Koziołek- Matołek i sen jawą.

Zmieniam zegary szukając wskazówek na dobry czas
wlecze się za mną. Przede mną rozgałęzienia sękate
Średniowiecze pokoleń trwa.

Powiedz że jest inaczej.


- Bardzo panią przepraszam- usłyszałam za plecami miły głos - Czy mogę zadać pani jedno pytanie?
Skotłowały się myśli i nie powiem wam o czym myślałam.
- Ma pani coś do zjedzenia?
Odwróciłam głowę. Przy ławce stał mężczyzna w nieokreślonym wieku, w białej nawet czystej koszuli, siwe włosy i zarost świadczyły, że przekroczył sześćdziesiątkę. W ręku trzymał torbę podróżną wypchaną papierzyskami.
Jakiś żebrak, menel - spojrzałam z niechęcią. I aż mnie ścisnęło ze złości, mnoży się toto jak żaby po deszczu, nie przejdziesz ulicą, żeby jakiś nie zaczepił i nic tylko: - paniii daj dwa złote, daj na bułkę, a mnie kto da? Tyle lat pracy, studia, kursy dokształcające i co, bieda z nędzą. ( Jeść nie dadzą a srać pędzą- dodałaby moja mama) Zrównano mnie do poziomu. Nawet wyszumieć się nie mogę.
Powtórzył : - Czy ma pani coś do jedzenia?
- Nie mam – odpowiedziałam szorstko, wręcz niegrzecznie.
- Bardzo, naprawdę bardzo panią przepraszam-
Oddalił się taki biały, mały i przygarbiony.
- Jakby dźwigał krzyż - przemknęło mi.

Kurna, taki uprzejmy i nie wyglądał na menela. Może rzeczywiście był głodny?

pokaż mi takie miejsce, gdzie sen nie jest snem,
a życie jest jak sen

w małych miasteczkach nie ma mostów
odpowiednich dla psa z kulawą nogą
z wyboru czy z pierwszego kontaktu
do ostatniego balastu

z prawdą której nigdy nie stać
na słowa mówione prosto z mostu
tutaj nigdy nie było

w małych miasteczkach nie ma mostów
które nie dzielą żałosnych
i łączą półżywych w supermarketach
kupiono- sprzedano do ostatniego wina
zawsze leży po stronie
najmniej sobie winnych

pod mostem
tylko szkło nie ulega rozkładowi


Nie zaprzątałam sobie więcej głowy, wyjęłam szminkę super błysk i pomalowałam usta. Co chciałam uzyskać? Zmusić je do milczenia? Czy oszukać głód?
Popatrzyłam na rzekę, na barkę cumującą, na baby żywo rozprawiające o niczym i weszłam do autobusu. Kanapka, którą ugryzłam, ugrzęzła mi jak jabłko Królewny Śnieżki .”Kubuś” smakował jak wiadro piołunu. Poczułam palący wstyd. Rozlewał się od żołądka po czubek głowy, kropelki potu wystąpiły na czoło nawet pod nosem zrobiło się jakoś mokro. Wybiegłam. Mężczyzna stał przy kiosku z żywnością. Sięgał do kieszeni. Zajrzałam mu przez ramię, w garści trzymał kilka żółciaków, rysy twarzy zaostrzyły się, usta wygięły w podkówkę. Dorzuciłam kilka monet. Zaskoczony złapał mnie za rękę chcąc pocałować. Wyrwałam się i uciekłam, słowa podziękowania i moje wyrzuty, biegły za mną aż do autobusu. Trzymały się durnej głowy nawet wtedy, gdy minęliśmy Toruń. Czułam się parszywie. Zlizałam błyszczyk. Zasnęłam. Śniłam o Cyganach. ( z głodu) Niby dlaczego czułam się odpowiedzialna za tegotam - białego- słowo żebrak nie przeszło...

Stał wróblami podszyty, cały w bieli
w nieśmiałym przygarbieniu nie liczył
ani lat, ani plam na twarzy .
Szary, jak kolor ulicy prawie
przyklejony do przystanku ,
który nie mógł być jego
gruntem pod nogami.

Nie zauważali jedni, inni
wciskali w uszy własną tolerancję
niedoczytanych sumień.

Pewnego dnia ktoś podarował
mu torbę podróżną.

W powrocie zobaczyłam cień
wciśnięty w ławkę bez widoku
na jutro.
On, nigdy nie opuści swojego miejsca


Warszawa przywitała mnie pogodnym niebem. Nareszcie przestało padać. Czekając na autobus prostowałam nogi po dziewięciogodzinnej podróży. Nadjechał mój docelowy 127. Było już ciemno, gdy dotarłam na miejsce . Pachniały lipy zupełnie jak na wsi. Marysia wyszła naprzeciw.I o mało nie zginęła w moim uścisku.
Stół zastawiony jadłem rozmaitym, a ja nie czułam głodu.

*
Kawałek raju jest w każdym sercu, które stanowi zbawienny port dla nieszczęśliwego, w każdym domu z chlebem, winem i serdecznym ciepłem.
Bóg włożył swoją miłość w nasze ręce
jak klucz do raju.- powiedziała Helenka Kulczycka.
- Od nas tylko zależy, co z tym kluczem zrobimy.

Najchętniej wyrzuciłabym do morza jak i to gryzące sumienie.

Opublikowano

Stasiu, gdzie Ty się podziewasz i dlaczego mnie unikasz?
Poruszyłaś ważny problem, chociaż pozornie bagatelizowany. Wszyscy chcieliby, żeby świat coś dla nich zrobił a co oni zrobili dla świata?

Pierogarnia na Starówce
---------------------------
W pierogarni na Starówce
patrzą oczy w usta tłuste
szare twarze w krzywych ramkach
syte brzuchy - serca puste

i spod powiek puste oczy
rybim błyskiem podkrążone
krążą szałem niepewności
samotnością wypasione

a za rogiem głodny skrzypek
rzewne nuty pieści okiem
z pierogarni walą tłumy
ślepną przyspieszając krokiem.

Wars wita was!
I ja, tradycyjnym cmokaskiem cieszę się Twej szminki blaskiem.
Pazdrawlaju Tiebia tawariszczko Stasju...

Opublikowano

Piszesz jeszcze piękniej ode mnie :). Okazuje się, że poeci też potrafią pisać prozę....i to jak. Ta dusza poety, ślicznie przebija się, przez wstrętną prozę życia....i bardzo dobrze. Pozdrawiam. p.s. co to się stało, że wzięłaś się za prozę i to tak udanie ?

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Johnie Obojga Imion :0
znudziły mnie wiersze, dziwię się, że i tak długo wytrzymałam, malowanie znudziło mnie po 3 latch, wiersze nieco dłużej, proza... no cóż zobaczymy, teraz nie mam czasu na nic, sezon ogórkowy, goście, wakacje, uspokoi się trochę i powrócę... i nie wiem może do miszmasz:P to mi najlepiej pasuje:)
buziaki pa miłego dnia
:))))))
  • 2 tygodnie później...
Opublikowano

Witaj, Stasiu!
Bardzo fajne opowiadanie. Ciekawie napisane. Ale... mam uwagi, oczywiście, jak to ja. :-)
Chodzi o ten fragment:

- Bardzo panią przepraszam- usłyszałam za plecami miły głos - Czy mogę zadać pani jedno pytanie? Skotłowały się myśli i nie powiem wam o czym myślałam.
- Ma pani coś do zjedzenia?
Odwróciłam głowę. Przy ławce stał mężczyzna w nieokreślonym wieku, w białej nawet czystej koszuli, białe włosy i biały zarost świadczyły, że przekroczył sześćdziesiątkę. W ręku trzymał torbę podróżną wypchaną papierzyskami.
- Jakiś żebrak, menel - spojrzałam z niechecią.


1. W pierwszym akapicie tekst narratora zlewa się ze słowami bohatera, bo nie ma akapitu oddzielającego narratora, który "mówi" w tej samej linijce co bohater; powinno być tak:
"- Czy mogę zadać pani jedno pytanie?
Skotłowały się myśli i nie powiem wam o czym myślałam."
2. Powtórzenia: "mężczyzna w nieokreślonym wieku, w białej nawet czystej koszuli, białe włosy i biały zarost"
3. Ostatni wers wygląda, jakbyś mówiła wyzwiska na głos, bo jest to zapisane między myślnikami, jak w dialogu; powinno być bez pierwszego myślnika:
"Jakiś żebrak, menel - spojrzałam z niechecią."
Chyba, że faktycznie tak mówisz w opowiadaniu do faceta, ale to niepodobne do Ciebie. :-)

Wszystko inne mi sie podoba, poza interpunkcją. :-)

Buziaki serdeczne.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Waldemar_Talar_Talar Dziękuję za szczery komentarz, bo to wszystko prawda. Cóź mogę powiedzieć.. Trzeba nieustannie dbać o to, żeby w merytoryczny i przystępny sposób przekazywać wiedzę kolejnym pokoleniom, żeby wiedziały więcej.. żeby np. rozumiały PRAKTYCZNĄ część zastosowania "nudnej" historii, a mianowicie, iż historia to dziennik zdarzeń, który wykorzystany w odpowiedni sposób pozwoli oszacować przyszłość. Najciekawsze w tym jest to, że pisze to człowiek, który raczej ukochał przedmioty ścisłe: matematykę, fizykę, chemię, biologię, etc. ;) Pozdrawiam serdecznie! J. J. Zieleziński   @Poet Ka Jest mi bardzo miło, że mój skromny wierszyk się Tobie spodobał Poet Ko :) Pozdrawiam serdecznie! J. J. Zieleziński   @Berenika97 Mam dokładnie to samo zdanie. Uważam, że jako Polacy posiadamy na tyle intelektu i sprytu, że powinniśmy to wykorzystać. Nie na darmo słowo wywiad i kontrwywiad po angielsku to odpowiednio: inteligence i counterinteligence. ;) Dziekuję za przepiękny, rymowany komentarz, który mógłby być doskonałym uzupełnieniem tegoż wiersza. Bardzo to doceniam Bereniko. Pozdrawiam serdecznie! J. J. Zieleziński      
    • porwane w ry- trzepot lekkich skrzydeł w wietrze nawzajem przycią- wpadają w quasi-śnieżny puch w impecie zaginają sobie skrzydła skra, rzucona w ogień zapalniczka słońce najcieplejszego dnia w tym roku smugi jak opatrzność bo- stęk połyka jej sapiący oddech pot to rosa miłości skraplana z trudnej do wdechu, ach, pa- pary, pary.. w powietrzu... smuga jego cienia ledwo widoczna z zniknęła jacy oni muszą być czer- jej skrzydło muska jego skrzydło tracą na chwilkę swe impety on ucieka, od tego, że goni ona goni, za tym by uciekać gorący wiatr po- porywa ziarnka piasku na rzęskach osiada więcej puchu za słabe skrzydła by je złamać trzeba by je zmiąć, czy podrzeć wir..zakręcił        ...nie nie widzę nie widzę cię a wiszę, wiszę kiedy ćmy wskakują w ognie wskaż mi dro- gi, drogę, drogi, drogi zderzenie samymi paliczkami odrywa z obu część energii aż padną oboje na ziemię   ============ dla najlepszego efektu sugeruje się, aby osoba recytująca wykonywała w międzyczasie deskę.
    • Zamknięty na pustej łące. Uwierzył. Ma przy sobie śniadanie, lecz usłyszał, że odczuwa głód. Uwierzył i opada z sił. Cisną go buty, chociaż idzie na bosaka. Też uwierzył. Pada deszcz, lecz nie może zwilżyć ust. Kolejny raz uwierzył. Ma dziesięć centymetrów wysoka, a trawa cholernie wysoka. Tak rzekł Głos.   –– A on uwierzył? –– Skąd wiedziałeś? Prorokiem jesteś? –– Jestem mówiącą małpą. Wierzysz? –– Wierzę. –– Akurat… zwierciadłem. Wierzysz? –– Wierzę. –– Cholera jasna. Czy jest coś, w co nie wierzysz? –– Tak. –– Co? –– Nie wierzę, że mógłbym w coś nie uwierzyć. –– To jest sprzeczność. –– Wierzę, że nie jest. –– Hmm… a zatem nic dziwnego, że jesteś... kim jestem.   ***   –– A kim jesteś? –– Tym, w co wierzysz. –– A w co wierzę? –– Skąd mi wiedzieć, konkretnie w co? Jestem wszystkim. –– Jak to wszystkim? –– Skoro wierzysz we wszystko, a ja jestem tym w co wierzysz, to jestem wszystkim.   –– Nie chce wierzysz we wszystko. Chce mieć wybór. –– Trudna sprawa. Szczególnie dla ciebie. Kolejna sprzeczność. –– A wiesz, że zawsze kłamię? –– Skoro powiedziałeś prawdę, że zawsze kłamiesz, to nie zawsze, bo przed chwilą nie skłamałeś. A jeżeli skłamałeś, że zawsze kłamiesz, to też nie zawsze kłamiesz. –– Ale wierzę, że kłamię. –– Czyli nie we wszystko wierzysz, bo w niektórych kwestiach mogłeś mnie okłamać? To ja już nie wiem, kim jestem. –– Wierzę, ale to nie zmienia faktu, że przez to zmienię realny świat. Pozostanie takim jakim jest faktycznie. Moje wierzenie lub nie, tego nie zmieni. –– Zatem dla każdego innym, w zależności od kontekstu, związanego z jego pojmowaniem świata. Czyli każdy ma swoje małe światki, z którymi się boryka w jednym dużym, takim samym dla wszystkich, w sensie niezmiennych zasad. –– Niezmiennych? Czy aby na pewno? Wierzę, że nie.   –– Skoro wierzysz, że potrafisz kłamać, to nie wiem, czy mogę ci zaufać? –– Nie możesz. A wiesz dlaczego? –– Wiem. Bo ty sam sobie nie ufasz? –– A ty? –– Nie można do końca ufać teatrowi, w którym gra się główną rolę. Kurtyna może być podniesiona za wcześnie. –– Lub za późno zasłonić nasze przedstawienie, przed publicznością. –– Chyba, że jej nie będzie. –– Ważne, by mieć dystans do samego siebie i wciąż ten dystans pokonywać, czasami na bieżni autoironii, co daje zupełnie inna perspektywę, spojrzenia na bliźniego swego i świat wokół. –– Jest jeszcze sufler. –– A co ma sufler do tego? Wierzysz, że jest i zawsze słusznie podpowie? –– Wierzę, że trzeba nam skończyć przynudzać, bo żaden rozumny tego nie przeczyta, ze zrozumieniem.   –– Rozumny w jakim zrozumieniu? W porównaniu, do jakich umysłów? Racjonalnych, zwariowanych, roztropnych, praktycznych, szalonych, abstrakcyjnych, stąpających twardo po ziemi lub kompilacji tego wszystkiego, co wymieniłem i nieskończonej reszty możliwości –– Wierzę, że umysł nie może stąpać twardo po ziemi. –– Ale jego transporter szarych fałd, już tak. –– Chyba, że się poślizgnę na własnej pewności, bo za gładko. –– Pewności czego? –– Wszystkiego w co wierzę, że uznaję za pewne. –– Na przykład życia po tym, jak zwalisz… –– Kupę? –– Nie. Kopnę nogą w kalendarz, a kołek w ścianie, za bardzo przerdzewiały? –– To akurat nie jest pewne, to całe: po tym, aczkolwiek możliwe. Na to nie mamy żadnego wpływu. Pozostaje jedynie cierpliwie czekać i tu akurat jest pewność, że każdy doczeka swój rozkład jazdy. –– Dokąd?   –– A skąd mam to wiedzieć? Nie byłem, nie wróciłem, a jak będę, to nie wrócę. Można jedynie domniemać, że jeżeli nic tam nie ma i znikniemy zupełnie absolutnie, razem z tym wszystkim, cośmy dokonali jako rasa ludzka, to można takie założenie, bardzo skrótowo przyrównać do sytuacji, kiedy człowiek przeżywa wiele wspaniałych przygód i nagle doznaje totalnej amnezji i nic nie pamięta, z tego co przeżył. To równie dobrze, mógłby tego wszystkiego nie zaznać i wyszło by na to samo. Szczęście nie pamiętane w nas umiera. Przestaje być szczęściem. –– Zło nie pamiętane, też przestaje nas męczyć jak diabli. Bo ta cała rasa, taka święta nie jest. I my razem z nią. Tfu! –– Ale jest czasami potrzebne w sensie porównawczym, by wiedzieć, co nas dobrego spotkało i co nam się udało uniknąć, gdyż czasami o tym zapominamy. Niezapominajki mają lepiej. Rosną i wszystko pamiętają. –– Nie wiem czy lepiej, skoro tak. No dobra. Kończmy, bo zgłodniałem. –– Chcesz mnie zjeść? A może wszystkie rozumy? –– Zgadnij w jakim zrozumieniu, jestem rozumny? –– Tak głupkowato skończymy naszą wspaniałą, jakże nowotarską dysputę? Jak tak można? Czterema razami o rozumach?   –– No przecież jesteśmy aż i tylko ludźmi. Potrafimy równie mocno miłować lub przeciwnie. Taki kogel mogel, cały czas przez los, lub nas samych mieszany. Mamy rozum, ale nie całą wiedzę, by pojąć chociażby własny umysł i nie podcinać gałęzi, na której siedzimy, od strony pnia. Już nie wspomnę o tym, co poza naszym pojmowaniem.   –– A o czym nie wspomnisz? –– Co? Długo tak będziemy siedzieć i wspólnie milczeć. Nawiążmy wreszcie jakąś sensowną rozmowę. –– A o czym nie wspomnisz? –– Co? Długo tak będziemy siedzieć i wspólnie milczeć. Nawiążmy wreszcie jakąś sensowną rozmowę. –– A o czym nie wspomnisz?...        
    • @Na liniach czasu   lato z miodem   niebo z konstelacjami gwiazd   łąka złocista od kwiatów    lgną i tak przenikają się   jak miód na tej kromce chleba     dając smak ciepłych miesięcy   i kwiatów w słońcu stopionych
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...