Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


nie uważam że śmieszny jeżeli o człowieku który poszukuje dobra, wiary w sobie w drugim człowieku czyli tego co teraz wciąż mniej
a druga sprawa że peel nigdy nie był dobrym człowiekiem i w dodatku niewierzącym więc chyba dobrze że szuka
szacuneczek
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


bieżni w zasadzie tu nie ma więc i wiersza Pan nie znajduje
rozbawił się pan szwedzkim stołem z podrobami ale to Pana wymysł dobrze jeśli ktoś potrafi śmiać się z własnych dowcipów
peel ołtarz kojarzy ze szwedzkim stołem bo jako niewierzący a szukający wiary niewiele jeszcze o niej wie
szacuneczek
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



:)))
Bea.2u jeśli zacytowałaś te wersy to postaram się rozjaśnić
peel nigdy nie składał rąk do modlitwy nigdy też nie klękał i chociaż ma mylne skojarzenia chce "nauczyć" się wiary obudzić w sobie dobro poprzez obserwację od podstaw jak dziecko które uczy się składać rączki do pacierza
szacuneczek
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



:)))
Bea.2u jeśli zacytowałaś te wersy to postaram się rozjaśnić
peel nigdy nie składał rąk do modlitwy nigdy też nie klękał i chociaż ma mylne skojarzenia chce "nauczyć" się wiary obudzić w sobie dobro poprzez obserwację od podstaw jak dziecko które uczy się składać rączki do pacierza
szacuneczek


Pablo,

1. Bea :) pliiizzz
2. nie o to chodzi, że nie rozumiem, bo bardzo dobrze wiem, co masz na myśli. chodzi o to, że brzmi jak brzmi.. jeśli chodzi o gesty, to zawsze zwracałam uwagę na ten teatr odstawiany podczas mszy, mimo, że jestem wierząca i nawet lubię pewną obrzędowość. przywołujesz takie skojarzenia, które odrywają czytelnika od myśli przewodniej i prowadzą w rejony odległe i groteskowe. szwedzki stół z podrobami Jacka Sojana ewidentnie tylko o tym świadczy. trzeba nauczyć się trzymać wiersz za wodze, bo może ponieść, jak widać.

te komentarze nie są przeciw Tobie, sam je wywołałeś :)
każdy posiada jakąś moc, słowa bywają wyjątkowo podstępne ;)

pozdrawiam
/bea

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...