Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano




Czaszka, obojczyk, mostek, żebra, kość ramienna,
dwie kości piszczelowe, rzepki, kości stopy,
pełna piachu miednica... Więc - to jest kobieta?
Ta czaszka - taka mała, jak... puzdro głupoty.

Kręgosłup... też skrzywiony - ileż musiał razy
zniżyć się do poziomu męskiego penisa?
A kości policzkowe... jak wyrwane z twarzy -
na pewno nie zrobiła tego żadna łyżka!

Kobieta rozebrana. Do końca! Do kości!
- już nawet się nie wstydzi braku nagich piersi,
nie odwraca przede mną odkryta miednica

skąd wyjrzał właśnie skorpion. Ciii... moja piękności,
już idę sobie.... Skoro i w tym stanie pieści
cię coś tak bezdusznego jak byłaś za życia?


  • Odpowiedzi 47
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

Opublikowano

Przed chwilą skrytykowałem tendencyjny, moim zdaniem, wiersz o mężczyźnie, więc i tu należało by zrobić to samo, ale napisze tylko, że temat nie nowy, ujęcie też nie (chociażby mnóstwo utworów z okresu baroku), a momenty mi się szczerze nie podobają. I to wystarczy.
Pozdrawiam.

Opublikowano

Hehe, jak Pan Sylwester pierwiej oceniłem wiersz skierowany do męskiego adresata, a teraz tutaj... Przez moment aż zdziwiła mnie zbieżność tematyczny i podobieństwo formy... ale tylko na pierwszy rzut oka.

Denerwują mnie przede wszystkiem przerzutnie w drugiej części...

A co do przekazu... Do diabła, no proszę wybaczyć - ale za "równouprawnieniem" nie jestem i nie byłem nigdy - podczas gdy męskość można łajać do granic dobrego smaku, to jednak niewyparzona gęba skierowana w stronę kurew najgorszej Sodomy czy Gomory podnosi ciśnienie mojej krwi.

Wstrentnyś Pan, Panie Wstrentny, tyle rzeczem.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


a jakieś konkretne przykłady "kobiety rozebranej do końca" gdzie na dodatek Ktoś mówi
do niej - w takim stanie: "moja piękności? ;)
naprawdę chętnie poczytam.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


no tak, jak wszystko odbiera się w kategorii dupy to tak to wygląda :)
kobieta "rozebrana do kości" - bezduszna jak za życia bo nie do niej i wtedy i teraz należała dusza (czy nie mówi się, że "kobieta jest narzędziem szatana")
ale wtedy i ona sama (kobieta) i za życia i po śmierci... nie należałaby do nikogo.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


a jakieś konkretne przykłady "kobiety rozebranej do końca" gdzie na dodatek Ktoś mówi
do niej - w takim stanie: "moja piękności? ;)
naprawdę chętnie poczytam.

w wierze Baha znalazłem dość podobne spostrzeżenie:

„Rozwój duchowy może nastąpić tylko przez tchnienie Ducha Świętego. Nieważne, jakie świat materialny robi postępy, nieważne, jak się upiększa; nigdy nie będzie niczym innym jak martwym ciałem, jeśli nie będzie miał duszy, bo tylko dusza ożywia ciało; ciało bez duszy nie ma żadnego znaczenia. Materialne ciało pozbawione tchnienia Ducha Świętego, pozostanie bez życia.”

z tym, że poszedłem trochę dalej: czym będzie po śmierci cośco nie miało duszy, było tylko formą?
czy raczej: do kogo (do czyjej strony) będzie należeć?
Opublikowano

No ja przepraszam, ale jeżeli strofę drugą można odebrać inaczej, niż w kategorii przedstawienia służki męskim kaprysom erotycznym (czy jak Pan to trafnie ujął "dupy") to ja już nie wiem...

No i "mała czaszka - puzdro głupoty" nie trąci dupą, a jakoś tak westchnienie wywołoła (takie eksklamacyjne "ech!").

Ale cóż - no to jest, jak się odbiera wszystko w kategoriach dupska. Zgadzam się z Panem najmocniej, widocznie jeszcze czasy gimnazjalne z głowy mi nie wypłowiały (i te gwałcenie dziewczyn przed kamerkami z komórek... ach, piękne, liryczne chwile!)

Co do uwagi Pana Sebastiana jednak wtrzymałbym się - nawet nie jeśli chodzi o jej bezzasadność, ale... nosz proszę Pana, czy coś jeszcze nie zostało kiedyś napisane? Toć po tylu wiekach istnienia języków ludzkich wszelka rzecz została powiedziana, a my jedynie możemy powtarzać, nawet nieświadomie...

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


tak, ale taka zepsuta i bezwstydna kobieta - czyli "brana w kategoriach dupska" jak Pan sugeruje jest zaprzeczeniem tych strof:

- już nawet się nie wstydzi braku nagich piersi,
nie odwraca przede mną odkryta miednica

powiedzmy, że była to konstrukcja która pozostała "nieożywiona" duszą.
podobno ludzie którzy widzą aure innych twierdzą, że czasem trafiają się ludzie co
nie mają żadnej. jakby ich nie było, lub raczej jakby byli martwi, nie należeli do świata żywych.
a więc kiedyś także - umarłych.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


tak, ale taka zepsuta i bezwstydna kobieta - czyli "brana w kategoriach dupska" jak Pan sugeruje jest zaprzeczeniem tych strof:

- już nawet się nie wstydzi braku nagich piersi,
nie odwraca przede mną odkryta miednica

powiedzmy, że była to konstrukcja która pozostała "nieożywiona" duszą.
podobno ludzie którzy widzą aure innych twierdzą, że czasem trafiają się ludzie co
nie mają żadnej. jakby ich nie było, lub raczej jakby byli martwi, nie należeli do świata żywych.
a więc kiedyś także - umarłych.

może podam to samo z innej strony i tym razem jako mężczyzny
o czym świadczy użyty rodzaj męski:


Dusza

Bez duszy, na sam z ciałem, czymże byłbym Panie?
Dzień po dniu umierałbym jedynie dla siebie,
a na grzechy wszelakie, czy dobre staranie
nie czekałby ni Anioł, ni Szatan przy Drzewie.

Czy grzeszyłbym w ogóle, bez grzechu oceny?
Lub piękny był i dobry w oczach swych, stronniczych?
To dusza jest treserem ciała, w trzewiach sceny
klaszcząc mu albo gwiżdżąc, kiedy role ćwiczy!

Dusza jeszcze zostaje chociaż zgasną światła -
ciało grając od wieków wyuczoną rolę:
żarło, rosło, kochało, jak zwierz w oczach Gapia

a dusza zbiera po nim Karę lub Nagrodę.
Bez duszy, na sam z ciałem, czymże byłbym Panie?
Zwierzęciem, co choć wolne - nikt nie spojrzy na nie.
Opublikowano

U poetów barokowych dominuje obraz kobietyw bezdusznej i pustej. A u bliższego nam w czasie Leśmiana można znaleźć sporo opisów rozkładu ludzkiego ciała, chociaż wykorzystywanych w innym celu. Jeśli dobrze pamiętam, to w Nieboskiej komedii pojawiała się postać pięknej dziewczyny, która po bliższym poznaniu okazywała się truchłem, ale była ona... poezją :-).
Wcale nie uważam, że nie należy wracać do znanych tematów. Wprost przeciwnie, uważam, że są rzeczy, o których trzeba ciągłe mówić, ale cel, który najwyraźniej stawia sobie wiersz, czyli ośmieszenie w niewybredny sposób ponad połowy człowieczej populacji, po prostu do mnie nie przemawia.
Pozdrawiam

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


ale takie spojrzenie jest właśnie płaskie i sprowadza się tylko do płci a przecież istnieje coś poza nią (czy też nad nią, w każdym razie coś więcej niż ona-on)
rozumiem, że sam stawiasz się w roli Peela jako mężczyzna - zakładając, że jest on... człowiekiem.
w takim razie spróbujmy wyobrazić sobie ten obrazek: Ty - współczesny człowiek
napotykasz się, przypuśćmy podczas wiosennego kopania ogródka, na ludzki szkielet.
oglądasz go równie bezdusznie jak on sam i drobiazgowo (stąd te wyliczanki z czego się składa) i stwierdzasz, że należał zapewne do kobiety. wtem z miednicy wybiega szczur,
na co powiadasz: "no to pa moja piękna, muszę już iść" a potem jakby nic kopiesz dalej obok.

jeśli mowa o niewybrednym potraktowaniu tematu, to sam właśnie dałeś tego przykład :)
przynajmniej mogłeś jako cywilizowany człowiek zgłosić na policję
celem dokładniejszego ustalenia czy rzeczywiście była to kobieta i kim była,
dlaczego pochowana została w takim miejscu (u mnie: na pustyni).
zdaje się, że to nawet karalne takie zatajenie sprawy z sobie tylko znanych
własnych (męskich?) pobudek :)
pozdrawiam
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


tak było znacznie wczesniej i (bywa też i teraz!) nie tylko w naszej religii.
nie chodzi też o poetów barokowych, tylko o pewien nurt w religii* który zakładał,
że kobieta nie ma duszy. poeci tylko kontynuowali ciekawy temat niekoniecznie zgadzając się
z tym poglądem osobiście. po prostu wałkowali go tak jak w czasie wojny pisze się o wojnie,
a w porze miłości erotyki.



* "Grzegorz z Tours w swoim dziele Historia Franconum (rozdz. 91) pisze, że na synodzie w Macon w 486 roku - w którym oczywiście nie brał udziału - jeden z prałatów zauważył, iż „nie należy zaliczać kobiet do ludzi’, nadając słowu homo sens ograniczający się do łacińskiego vir."


w świetle dzisiejszej nauki nad różnicami pomiędzy mózgiem kobiety i mężczyzny -
kobieta jest jakby oddzielnym gatunkiem. różnice w budowie mózgu i jego działaniu
są o wiele wieksze niż sądzono do tej pory, zupełnie jakbyśmy mieli do czynienia
z dwoma odrębnymi gatunkami (coś jak: "mężczyźni są z Marsa a kobiety z Wenus")
wobec tego pojmowanie kobiety przez mężczyznę "po swojemu" to zacofanie
równe stwierdzeniu prałata na synodzie w 486 roku :)
wolę już swojego Peela, który może w sposób niesympatyczny i wstrentny
ale - wyraźnie - dystansuje się od takiego spłycania tematu.
Opublikowano

Zetknąłem się oczywiście z takimi poglądami. Osobiście jednak uważam, że dopiero kobieta i mężczyzna razem "stanowią człowieka''. W tym człowieczeństwie mieszczą się wszystkie podobieństwa, różnice i wynikające z nich nieporozumienia, spory, konflikty, których okiełznanie graniczy niekiedy, wydawać by się mogło z niemożliwością.
Stwierdzenie, że "kobieta i mężczyzna to dwa gatunki" usłyszałem po raz pierwszy od prostego chłopa ponad 30 lat temu, a ponieważ podejrzewam, że sam tego nie wymyślił, więc możliwe, że takie ujęcie sięga prehistorii :-). Odnośnie badań, to ciekawe, ci tzw uczeni sprawdzili różnice pomiędzy płciami w budowie mózgów innych gatunków? Ale tu odmienność znów widać gołym okiem. Czy nie? Jak więc, mamy gatunki, w których występują różnice między płciami, czy tworzymy nową teorię o podwójnej ilości gatunków?
Moim zdaniem to tylko podsycanie seksizmu, który niczemu dobremu nie służy. I co ciekawe, argument ten równie skutecznie może być używany przez obie strony.
Na koniec chciałbym podkreślić, że nie jestem zwolennikiem feminizmu, bo uważam, że ideologia tego ruchu przede wszystkim szkodzi... kobietom.
Dużo piszesz o religii. Ta, w której zostałem wychowany wpoiła mi, że jedynym skutecznym lekarstwem na ten cały bałagan jest... Miłość :-).
Pozdrawiam

Opublikowano

A pozatym jako gatunek też nie mamy najgorzej. A czasami da się nawet wytrzymać, czasami jest nawet zabawnie. Dużo gorzej mają owady: tarantule, modliszki, pszczoły... Dobrze, że Bóg nie obdarzył ich intelektem jak nas, bo pewnie już dawno by wyginęły ;-).

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


toteż sporo piszę o miłości, ale ta niejedno ma imię. czego przykładem choćby
i takie spojrzenie na nią jak powyżej. być może ten wiersz jest zbyt wyrwany z kontekstu
innych i dlatego za bardzo ściąga uwagę w jedną, mniej pozytywną stronę miłości? pozdrawiam.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


zaiste, prawdę powiedziałaś. nawet po śmierci istnieją rzeczy, które też nie będą należały do nas

to nie ja powiedziałam, dlatego napisałam kursywą.
szukałam w wierszu czegoś, co pozwoli spojrzeć na niego trochę inaczej niż na jakieś wytrząsanie się nad kobietą, liczyłam, że płońta to zrobi, zaprzeczy pewnej 'jednostronności' spojrzenia wierszowego, ale albo to konstrukcja płońty się wygięła, albo nie widzę, bo nie znalazłam. a to niedobrze :|
powiem dlaczego na przykładzie:
jesteś w sklepie. na półkach leżą najnowsze karty graficzne, płyty główne,
kości pamięci, procesory, dyski twarde i zasilacze ale... to nie jest nawet jeden komputer
a Ty szukasz właśnie: komputera.
pozdrawiam :)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


toteż sporo piszę o miłości, ale ta niejedno ma imię. czego przykładem choćby
i takie spojrzenie na nią jak powyżej. być może ten wiersz jest zbyt wyrwany z kontekstu
innych i dlatego za bardzo ściąga uwagę w jedną, mniej pozytywną stronę miłości? pozdrawiam.

tak, możliwe, że on by musiał być w zestawie 'różnych spojrzeń', żeby zagrał, bo sam to eeee :|
nee
jednak wywołuje pewne reakcje, zmusza do weryfikowania własnych poglądów.
aż ciekawe, jak ekstremalni talibowie by go odczytali? :)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


nie chodzi o to. nie trzeba zaraz przedstwawiać obrazu tak jak coś wygląda w naturze 1:1
żeby wywołać zamierzony efekt. żeby wizualnie wyjasnić o co mi chodzi
posłużę się linkiem który podsunął mi niedawno Almare:

h ttp://images.google.pl/images?hl=pl&lr=lang_pl&client=opera&rls=pl&um=1&newwindow=1&ei=wjkQSv_pOISO8wS98skw&sa=X&oi=spell&resnum=0&ct=result&cd=1&q=Giuseppe+Arcimboldo&spell=1

czy tak wyglądają prawdziwi ludzie? nie. twarze zostały karykaturalnie zniekształcone
a wyrażane uczucia wyolbrzymione ponad zdrowy rozsądek.
podobnie można malować słowami cokolwiek w wierszach. czy nadmierny patos,
liryczne uniesienie i nadmiar pięknych skojarzeń nie występujący przecież na co dzień
a zwłaszcza w takim stężeniu w naturze nie jest podobnym zabiegiem, tyle że odwrotnym
do zastosowanego przeze mnie?
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


powiem dlaczego na przykładzie:
jesteś w sklepie. na półkach leżą najnowsze karty graficzne, płyty główne,
kości pamięci, procesory, dyski twarde i zasilacze ale... to nie jest nawet jeden komputer
a Ty szukasz właśnie: komputera.
pozdrawiam :)

czyli jednak. w takim razie zdecydowana już jestem, że nie podoba mi się :))
nie musi, nawet nie powinno :) kobieta rozebrana do kości to... nie kobieta.
jakby jej nie poskładać, nie będzie już nigdy kobietą choć każdy element z osobna
świadczy o tym, że była.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Migrena

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @andrew   jest poetycko zmysłowo   pachnie poezją:)   to bardzo miły zapach:)    
    • Listy.       25-letni hydraulik, Roman C., ma żonę. I w tym fakcie nie ma nic nadzwyczajnego, bo przecież wielu mężczyzn w tym wieku posiada żonę lub męża, ale sytuacja Romana C. jest o tyle nietypowa, że posiada on żonę tylko w stosownych dokumentach, bo w rzeczywistości ta uciekła do 50-letniego architekta, Vincenta Z., a konkretnie odjechała jego Mercedesem klasy S. Było tak późnym wieczorem, kiedy zwykli ludzie chodzący rano do pracy już dawno śpią. Vincent Z. jechał samochodem głównymi ulicami stolicy. Wracał do domu z małego przyjęcia po wernisażu malarskim swojego przyjaciela, kiedy nagle w świetle ulicznych lamp zobaczył smukłą dziewczynę ubraną jedynie w majtki. Jedną ręką zasłaniała sobie piersi, a dłoń drugiej trzymała na łonie, chociaż miała przecież już ochronę w postaci majtek. Takie podwójne zabezpieczenie wrażliwych miejsc może świadczyć o szczególnej cnocie kobiety, ale kiedy będący po dwóch kieliszkach szampana i w doskonałym humorze architekt zatrzymał wóz i wysiadł, pytając cnotliwą dziewczynę, czy może jej jakoś pomóc, ta bez chwili zwłoki wskoczyła na przednie siedzenie jego samochodu. Noc była dla lekko starzejącego się Vincenta Z. jak bajkowy sen, ale były też następne noce i dni. Z okazji otrzymanego od losu takiego szczęścia architekt wziął sobie urlop w swojej własnej pracowni. Wiedział już, że jego nowa miłość ma na imię Ania i że kiedy była na basenie, jakiś bezwzględny złodziej ukradł jej wszystko, łącznie z ubraniem. Po zamknięciu basenu przesiedziała godzinę w krzakach i kiedy architekt ją zobaczył, przemykała ulicami do domu. Powiedziała też swojemu wybawcy, że ma męża. On spytał, kim jest. Odpowiedziała, że hydraulikiem pracującym w wodociągach miejskich. „Ach tak” – powiedział architekt, a w duchu pomyślał, że oto trafiła mu się świetna dziewczyna, której mąż jest jakimś tam zwykłym hydraulikiem. „Cóż za przeciwnik może być dla mnie, hydraulik? Zjadłem takich frajerów na śniadanie”. Ale to był błąd. Nie minęły nawet dwa tygodnie, a już w odwiedziny do Vincenta Z. przyszedł hydraulik, który nieznanymi sposobami, jako szarpany zazdrością mąż, zdobył adres domowy architekta. Bez zapowiedzi więc nie został wpuszczony, tym bardziej że nikogo nie było w domu, bo zakochani jedli akurat kolację w luksusowym lokalu. Ale hydraulicy mają złe nawyki, szczególnie gdy są po pracy, i nie odchodzą od drzwi, kiedy zadzwonią i nikt im nie otworzy. Ten akurat monter instalacji wodno-kanalizacyjnej był po robocie i nie dał się łatwo spławić banalną nieobecnością gospodarza. Zakochani wrócili wczesną nocą. Hydraulik nie został jednak wpuszczony pod okna, pod którymi mógłby wykrzykiwać swoje lamenty, stał bowiem przy furtce, a uruchamiana pilotem brama była kilkadziesiąt metrów dalej, bo przecież posiadłość była nadzwyczaj okazała. Gdy dobiegł, brama była już zamknięta. Przez płot bał się wejść, bo gospodarz wypuścił z kojca dwa wielkie psy. Tak więc tego wieczoru nie spojrzał nawet w oczy swojej niewiernej żonie, na co, jak się wydaje, miał wielką ochotę. Stojąc przy ogrodzeniu, ale na ulicy, miotał wyzwiskami pod adresem nie tylko architekta, lecz również własnej żony. Był bardzo głośny i jego lamenty najwyraźniej przeszkadzały wysublimowanym lokatorom stojących wokół willi, bo ktoś wezwał straż miejską, a ta zabrała rozhisteryzowanego Romana C. Następnego dnia, zaraz po pracy, przybiegł pod dom złodzieja swojej własnej żony, racząc się wcześniej alkoholem pitym wprost z butelki, widocznie dla podniesienia sobie otuchy. Ale architekt ze swoją kochanką, a żoną hydraulika, pływał cały dzień żaglówką. Wrócili późnym wieczorem i już Vincent Z. miał naciskać pilota uruchamiającego bramę, kiedy pod jedną z choinek zobaczył zaczajonego pod nią mężczyznę. Z samochodu zadzwonił po policję i już po niedługim czasie napompowany alkoholem hydraulik pojechał do izby wytrzeźwień, a zakochani do rana baraszkowali na puszystym dywanie. 50-letni Vincent, architekt, nie był przecież już młodzieniaszkiem i pewnie seksowna kobieta chcąca akurat przewietrzyć pościel, a niemająca pod ręką trzepaka, nie miałaby z niego pociechy przy wieszaniu prześcieradła czy innej kołdry, na przykład. Ale Ani C. architekt imponował spokojem cechującym ludzi zamożnych, bukietami kwiatów, podarunkami, miłymi słówkami, urokiem życia i stylem bycia, bardzo różnym od nudnego i nerwowego, bo konwulsyjnie poskręcanego zazdrością życia z własnym mężem. Praca hydraulika nie wymaga intelektualnej wprawy i nie jest twórcza, żeby taki intelekt pobudzać. A więc drogi myślowe montera instalacji wodno-kanalizacyjnych nie dają się łatwo ogarnąć normalnym ludziom. Roman C. doszedł do wniosku, że musi zaalarmować cały świat, aby tylko ta skończona łachudra, jego żona, wróciła do domu. Sięgnął więc po pióro i zaczął pisać listy do Sejmu i Senatu, policji, związku architektów, różnych rzeczników, gazet i tygodników, tych kolorowych również. Prosił w nich o pomoc, bo ten Vincent Z., zamieszkały tu i tu, ukradł mu żonę, którą niewoli, i czy złodziej żon może w ogóle być architektem – dopytywał adresatów retorycznie. Napisał list do prezydenta Stanów Zjednoczonych. Pisał do różnych agentów Unii Europejskiej. W liście do królowej brytyjskiej Elżbiety II żalił się, że nikt nie chce mu pomóc, a przecież ten łobuz, który uwiódł mu żonę, jest pedofilem, bo uwięziona ma dopiero 23 lata. Biuro prasowe królowej przysłało na papierze Pałacu Królewskiego słowa pociechy. Ponadto królowa kazała mu być dobrej myśli. List był po angielsku, więc go nie przeczytał, bo akurat tak się przypadkiem zdarzyło, że w tym języku nie był biegły. Nie chciało się jednak odpisać cierpiącemu hydraulikowi ani papieżowi, ani prezydentom kilku państw z różnych kontynentów, ani nawet pani Merkel, która przecież jest tak egzotycznie i nienaturalnie wyczulona na losy polskich obywateli. Jeden list zrobił jednak na kimś wrażenie, i to na kimś w siedzibie Narodów Zjednoczonych. Trafił do Nowego Jorku do tłumaczki. Zanim to się jednak stało, bardzo zniesmaczony dotychczasowymi rezultatami swoich działań hydraulik napisał kolejny list do ministra spraw wewnętrznych. Pisał w nim, że widział, jak ktoś zakopuje w lesie niedaleko drogi tej a tej, przy dużym ciemnym kamieniu, zwłoki zamordowanej kobiety. Do listu dołączył szkic sytuacyjny. Listu tego nie podpisał, wszystko natomiast starannie wytarł, łącznie z kopertą. Na taką informację policja zareagowała natychmiast. Miejsce było tak dokładnie opisane, że grupa dochodzeniowa dotarła tam bez zwłoki. Na miejscu, w płytkim grobie, niezbyt starannie zamaskowanym, leżały zwłoki kobiety z ranami po nożu w okolicach serca. Niemłoda już kobieta ubrana była wyjątkowo odświętnie, jakby wprost odeszła od świątecznego obiadu. Zwłoki przewieziono natychmiast do zakładu medycyny sądowej zajmującego się szukaniem przyczyn śmierci, rozbierając badane osoby niemal na czynniki pierwsze. W kieszeniach garsonki znaleziono dwa listy. Jeden ze stacji serwisowej Mercedesa, w którym serwisant udzielał rabatu na swoje usługi panu Vincentowi Z., zamieszkałemu tu i tu. Drugi zaś był rachunkiem za usługi telekomunikacyjne na kwotę 376 zł i 35 gr i był wystawiony na pracownię architektoniczną z siedzibą w centrum miasta, a przesłany na domowy adres Vincenta Z. właśnie. Porywacz żony hydraulika został zatrzymany i po przeprowadzonej w willi rewizji przewieziony do aresztu. Podczas przeszukania willi do domu weszła elegancka i pachnąca kobieta. Policjantom przedstawiła się jako Teresa Z., żona właściciela pracowni architektonicznej o uwodzicielskiej i zwodniczej nazwie „PHANTOM”. Vincent Z. został tymczasowo aresztowany. Nie można było ustalić, kim jest odkopana w lesie kobieta. Na przesłuchaniach Vincent Z. kierował uwagę policjantów w stronę męża swojej kochanki, bo przecież jaki mógłby mieć cel architekt jego klasy, aby mordować starsze niewiasty? Policjanci podążyli tropem wskazanym przez siedzącego w więzieniu architekta. Podczas wielogodzinnego przesłuchania hydraulik zeznał, że sam zbrodnię zaplanował, kierując poszlaki na architekta, aby tylko wyrwać ukochaną i niewinną żonę z rąk tego starego zboczeńca. Poszedł mianowicie na cmentarz, znalazł świeży grób, wykopał ciało i zawiózł je swoim Fiatem 126p do lasu i wrzucił je we wcześniej wykopany dół. Zanim to zrobił, kilkakrotnie dźgnął kobietę w okolice serca nożem monterskim, jaki w jego przedsiębiorstwie pracodawca rozdaje hydraulikom. W kieszeń garsonki wsadził ukradzione ze skrzynki pocztowej architekta listy. Vincenta Z. natychmiast zwolniono z aresztu, a hydraulika oskarżono o zbezczeszczenie zwłok, wprowadzenie policji w błąd, kradzież korespondencji i z kilku jeszcze artykułów kodeksu karnego. W konsekwencji tej sprawy niewierna żona wróciła do hydraulika wykonującego instalacje wodno-kanalizacyjne, a on sam został skazany na więzienie w zawieszeniu i grzywnę, bo sąd pod wpływem biegłego psychologa dopatrzył się okoliczności łagodzących wynikających z jego głębokiej desperacji. Niestety, ten brak altruistycznych pobudek w dzieleniu się żoną z innymi mężczyznami sprawi mu, biorąc pod uwagę temperament, jeszcze kłopot, ale to jest jego własna melodia przyszłości. Najgorzej na używaniu cudzej żony wyszedł architekt Vincent Z. Jego własna żona bez zbędnych ceregieli wywaliła go z domu, który stanowił jej własność i tak było zapisane w przedmałżeńskiej intercyzie. Odjechał więc swoim wyładowanym rzeczami osobistymi Mercedesem klasy S, bogatszy o wrażenia, które przecież dla każdego człowieka są najbardziej wartościową kolekcją życia.      
    • @karenka @Grahamoza @Leszek Piotr Laskowski dzięki Wam serdeczne

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @Berenika97 Powoli zaczęli się poznawać. Pierwsze chwile najbardziej tkwią w pamięci. 
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...