Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano




Czaszka, obojczyk, mostek, żebra, kość ramienna,
dwie kości piszczelowe, rzepki, kości stopy,
pełna piachu miednica... Więc - to jest kobieta?
Ta czaszka - taka mała, jak... puzdro głupoty.

Kręgosłup... też skrzywiony - ileż musiał razy
zniżyć się do poziomu męskiego penisa?
A kości policzkowe... jak wyrwane z twarzy -
na pewno nie zrobiła tego żadna łyżka!

Kobieta rozebrana. Do końca! Do kości!
- już nawet się nie wstydzi braku nagich piersi,
nie odwraca przede mną odkryta miednica

skąd wyjrzał właśnie skorpion. Ciii... moja piękności,
już idę sobie.... Skoro i w tym stanie pieści
cię coś tak bezdusznego jak byłaś za życia?


  • Odpowiedzi 47
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

Opublikowano

Przed chwilą skrytykowałem tendencyjny, moim zdaniem, wiersz o mężczyźnie, więc i tu należało by zrobić to samo, ale napisze tylko, że temat nie nowy, ujęcie też nie (chociażby mnóstwo utworów z okresu baroku), a momenty mi się szczerze nie podobają. I to wystarczy.
Pozdrawiam.

Opublikowano

Hehe, jak Pan Sylwester pierwiej oceniłem wiersz skierowany do męskiego adresata, a teraz tutaj... Przez moment aż zdziwiła mnie zbieżność tematyczny i podobieństwo formy... ale tylko na pierwszy rzut oka.

Denerwują mnie przede wszystkiem przerzutnie w drugiej części...

A co do przekazu... Do diabła, no proszę wybaczyć - ale za "równouprawnieniem" nie jestem i nie byłem nigdy - podczas gdy męskość można łajać do granic dobrego smaku, to jednak niewyparzona gęba skierowana w stronę kurew najgorszej Sodomy czy Gomory podnosi ciśnienie mojej krwi.

Wstrentnyś Pan, Panie Wstrentny, tyle rzeczem.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


a jakieś konkretne przykłady "kobiety rozebranej do końca" gdzie na dodatek Ktoś mówi
do niej - w takim stanie: "moja piękności? ;)
naprawdę chętnie poczytam.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


no tak, jak wszystko odbiera się w kategorii dupy to tak to wygląda :)
kobieta "rozebrana do kości" - bezduszna jak za życia bo nie do niej i wtedy i teraz należała dusza (czy nie mówi się, że "kobieta jest narzędziem szatana")
ale wtedy i ona sama (kobieta) i za życia i po śmierci... nie należałaby do nikogo.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


a jakieś konkretne przykłady "kobiety rozebranej do końca" gdzie na dodatek Ktoś mówi
do niej - w takim stanie: "moja piękności? ;)
naprawdę chętnie poczytam.

w wierze Baha znalazłem dość podobne spostrzeżenie:

„Rozwój duchowy może nastąpić tylko przez tchnienie Ducha Świętego. Nieważne, jakie świat materialny robi postępy, nieważne, jak się upiększa; nigdy nie będzie niczym innym jak martwym ciałem, jeśli nie będzie miał duszy, bo tylko dusza ożywia ciało; ciało bez duszy nie ma żadnego znaczenia. Materialne ciało pozbawione tchnienia Ducha Świętego, pozostanie bez życia.”

z tym, że poszedłem trochę dalej: czym będzie po śmierci cośco nie miało duszy, było tylko formą?
czy raczej: do kogo (do czyjej strony) będzie należeć?
Opublikowano

No ja przepraszam, ale jeżeli strofę drugą można odebrać inaczej, niż w kategorii przedstawienia służki męskim kaprysom erotycznym (czy jak Pan to trafnie ujął "dupy") to ja już nie wiem...

No i "mała czaszka - puzdro głupoty" nie trąci dupą, a jakoś tak westchnienie wywołoła (takie eksklamacyjne "ech!").

Ale cóż - no to jest, jak się odbiera wszystko w kategoriach dupska. Zgadzam się z Panem najmocniej, widocznie jeszcze czasy gimnazjalne z głowy mi nie wypłowiały (i te gwałcenie dziewczyn przed kamerkami z komórek... ach, piękne, liryczne chwile!)

Co do uwagi Pana Sebastiana jednak wtrzymałbym się - nawet nie jeśli chodzi o jej bezzasadność, ale... nosz proszę Pana, czy coś jeszcze nie zostało kiedyś napisane? Toć po tylu wiekach istnienia języków ludzkich wszelka rzecz została powiedziana, a my jedynie możemy powtarzać, nawet nieświadomie...

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


tak, ale taka zepsuta i bezwstydna kobieta - czyli "brana w kategoriach dupska" jak Pan sugeruje jest zaprzeczeniem tych strof:

- już nawet się nie wstydzi braku nagich piersi,
nie odwraca przede mną odkryta miednica

powiedzmy, że była to konstrukcja która pozostała "nieożywiona" duszą.
podobno ludzie którzy widzą aure innych twierdzą, że czasem trafiają się ludzie co
nie mają żadnej. jakby ich nie było, lub raczej jakby byli martwi, nie należeli do świata żywych.
a więc kiedyś także - umarłych.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


tak, ale taka zepsuta i bezwstydna kobieta - czyli "brana w kategoriach dupska" jak Pan sugeruje jest zaprzeczeniem tych strof:

- już nawet się nie wstydzi braku nagich piersi,
nie odwraca przede mną odkryta miednica

powiedzmy, że była to konstrukcja która pozostała "nieożywiona" duszą.
podobno ludzie którzy widzą aure innych twierdzą, że czasem trafiają się ludzie co
nie mają żadnej. jakby ich nie było, lub raczej jakby byli martwi, nie należeli do świata żywych.
a więc kiedyś także - umarłych.

może podam to samo z innej strony i tym razem jako mężczyzny
o czym świadczy użyty rodzaj męski:


Dusza

Bez duszy, na sam z ciałem, czymże byłbym Panie?
Dzień po dniu umierałbym jedynie dla siebie,
a na grzechy wszelakie, czy dobre staranie
nie czekałby ni Anioł, ni Szatan przy Drzewie.

Czy grzeszyłbym w ogóle, bez grzechu oceny?
Lub piękny był i dobry w oczach swych, stronniczych?
To dusza jest treserem ciała, w trzewiach sceny
klaszcząc mu albo gwiżdżąc, kiedy role ćwiczy!

Dusza jeszcze zostaje chociaż zgasną światła -
ciało grając od wieków wyuczoną rolę:
żarło, rosło, kochało, jak zwierz w oczach Gapia

a dusza zbiera po nim Karę lub Nagrodę.
Bez duszy, na sam z ciałem, czymże byłbym Panie?
Zwierzęciem, co choć wolne - nikt nie spojrzy na nie.
Opublikowano

U poetów barokowych dominuje obraz kobietyw bezdusznej i pustej. A u bliższego nam w czasie Leśmiana można znaleźć sporo opisów rozkładu ludzkiego ciała, chociaż wykorzystywanych w innym celu. Jeśli dobrze pamiętam, to w Nieboskiej komedii pojawiała się postać pięknej dziewczyny, która po bliższym poznaniu okazywała się truchłem, ale była ona... poezją :-).
Wcale nie uważam, że nie należy wracać do znanych tematów. Wprost przeciwnie, uważam, że są rzeczy, o których trzeba ciągłe mówić, ale cel, który najwyraźniej stawia sobie wiersz, czyli ośmieszenie w niewybredny sposób ponad połowy człowieczej populacji, po prostu do mnie nie przemawia.
Pozdrawiam

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


ale takie spojrzenie jest właśnie płaskie i sprowadza się tylko do płci a przecież istnieje coś poza nią (czy też nad nią, w każdym razie coś więcej niż ona-on)
rozumiem, że sam stawiasz się w roli Peela jako mężczyzna - zakładając, że jest on... człowiekiem.
w takim razie spróbujmy wyobrazić sobie ten obrazek: Ty - współczesny człowiek
napotykasz się, przypuśćmy podczas wiosennego kopania ogródka, na ludzki szkielet.
oglądasz go równie bezdusznie jak on sam i drobiazgowo (stąd te wyliczanki z czego się składa) i stwierdzasz, że należał zapewne do kobiety. wtem z miednicy wybiega szczur,
na co powiadasz: "no to pa moja piękna, muszę już iść" a potem jakby nic kopiesz dalej obok.

jeśli mowa o niewybrednym potraktowaniu tematu, to sam właśnie dałeś tego przykład :)
przynajmniej mogłeś jako cywilizowany człowiek zgłosić na policję
celem dokładniejszego ustalenia czy rzeczywiście była to kobieta i kim była,
dlaczego pochowana została w takim miejscu (u mnie: na pustyni).
zdaje się, że to nawet karalne takie zatajenie sprawy z sobie tylko znanych
własnych (męskich?) pobudek :)
pozdrawiam
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


tak było znacznie wczesniej i (bywa też i teraz!) nie tylko w naszej religii.
nie chodzi też o poetów barokowych, tylko o pewien nurt w religii* który zakładał,
że kobieta nie ma duszy. poeci tylko kontynuowali ciekawy temat niekoniecznie zgadzając się
z tym poglądem osobiście. po prostu wałkowali go tak jak w czasie wojny pisze się o wojnie,
a w porze miłości erotyki.



* "Grzegorz z Tours w swoim dziele Historia Franconum (rozdz. 91) pisze, że na synodzie w Macon w 486 roku - w którym oczywiście nie brał udziału - jeden z prałatów zauważył, iż „nie należy zaliczać kobiet do ludzi’, nadając słowu homo sens ograniczający się do łacińskiego vir."


w świetle dzisiejszej nauki nad różnicami pomiędzy mózgiem kobiety i mężczyzny -
kobieta jest jakby oddzielnym gatunkiem. różnice w budowie mózgu i jego działaniu
są o wiele wieksze niż sądzono do tej pory, zupełnie jakbyśmy mieli do czynienia
z dwoma odrębnymi gatunkami (coś jak: "mężczyźni są z Marsa a kobiety z Wenus")
wobec tego pojmowanie kobiety przez mężczyznę "po swojemu" to zacofanie
równe stwierdzeniu prałata na synodzie w 486 roku :)
wolę już swojego Peela, który może w sposób niesympatyczny i wstrentny
ale - wyraźnie - dystansuje się od takiego spłycania tematu.
Opublikowano

Zetknąłem się oczywiście z takimi poglądami. Osobiście jednak uważam, że dopiero kobieta i mężczyzna razem "stanowią człowieka''. W tym człowieczeństwie mieszczą się wszystkie podobieństwa, różnice i wynikające z nich nieporozumienia, spory, konflikty, których okiełznanie graniczy niekiedy, wydawać by się mogło z niemożliwością.
Stwierdzenie, że "kobieta i mężczyzna to dwa gatunki" usłyszałem po raz pierwszy od prostego chłopa ponad 30 lat temu, a ponieważ podejrzewam, że sam tego nie wymyślił, więc możliwe, że takie ujęcie sięga prehistorii :-). Odnośnie badań, to ciekawe, ci tzw uczeni sprawdzili różnice pomiędzy płciami w budowie mózgów innych gatunków? Ale tu odmienność znów widać gołym okiem. Czy nie? Jak więc, mamy gatunki, w których występują różnice między płciami, czy tworzymy nową teorię o podwójnej ilości gatunków?
Moim zdaniem to tylko podsycanie seksizmu, który niczemu dobremu nie służy. I co ciekawe, argument ten równie skutecznie może być używany przez obie strony.
Na koniec chciałbym podkreślić, że nie jestem zwolennikiem feminizmu, bo uważam, że ideologia tego ruchu przede wszystkim szkodzi... kobietom.
Dużo piszesz o religii. Ta, w której zostałem wychowany wpoiła mi, że jedynym skutecznym lekarstwem na ten cały bałagan jest... Miłość :-).
Pozdrawiam

Opublikowano

A pozatym jako gatunek też nie mamy najgorzej. A czasami da się nawet wytrzymać, czasami jest nawet zabawnie. Dużo gorzej mają owady: tarantule, modliszki, pszczoły... Dobrze, że Bóg nie obdarzył ich intelektem jak nas, bo pewnie już dawno by wyginęły ;-).

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


toteż sporo piszę o miłości, ale ta niejedno ma imię. czego przykładem choćby
i takie spojrzenie na nią jak powyżej. być może ten wiersz jest zbyt wyrwany z kontekstu
innych i dlatego za bardzo ściąga uwagę w jedną, mniej pozytywną stronę miłości? pozdrawiam.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


zaiste, prawdę powiedziałaś. nawet po śmierci istnieją rzeczy, które też nie będą należały do nas

to nie ja powiedziałam, dlatego napisałam kursywą.
szukałam w wierszu czegoś, co pozwoli spojrzeć na niego trochę inaczej niż na jakieś wytrząsanie się nad kobietą, liczyłam, że płońta to zrobi, zaprzeczy pewnej 'jednostronności' spojrzenia wierszowego, ale albo to konstrukcja płońty się wygięła, albo nie widzę, bo nie znalazłam. a to niedobrze :|
powiem dlaczego na przykładzie:
jesteś w sklepie. na półkach leżą najnowsze karty graficzne, płyty główne,
kości pamięci, procesory, dyski twarde i zasilacze ale... to nie jest nawet jeden komputer
a Ty szukasz właśnie: komputera.
pozdrawiam :)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


toteż sporo piszę o miłości, ale ta niejedno ma imię. czego przykładem choćby
i takie spojrzenie na nią jak powyżej. być może ten wiersz jest zbyt wyrwany z kontekstu
innych i dlatego za bardzo ściąga uwagę w jedną, mniej pozytywną stronę miłości? pozdrawiam.

tak, możliwe, że on by musiał być w zestawie 'różnych spojrzeń', żeby zagrał, bo sam to eeee :|
nee
jednak wywołuje pewne reakcje, zmusza do weryfikowania własnych poglądów.
aż ciekawe, jak ekstremalni talibowie by go odczytali? :)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


nie chodzi o to. nie trzeba zaraz przedstwawiać obrazu tak jak coś wygląda w naturze 1:1
żeby wywołać zamierzony efekt. żeby wizualnie wyjasnić o co mi chodzi
posłużę się linkiem który podsunął mi niedawno Almare:

h ttp://images.google.pl/images?hl=pl&lr=lang_pl&client=opera&rls=pl&um=1&newwindow=1&ei=wjkQSv_pOISO8wS98skw&sa=X&oi=spell&resnum=0&ct=result&cd=1&q=Giuseppe+Arcimboldo&spell=1

czy tak wyglądają prawdziwi ludzie? nie. twarze zostały karykaturalnie zniekształcone
a wyrażane uczucia wyolbrzymione ponad zdrowy rozsądek.
podobnie można malować słowami cokolwiek w wierszach. czy nadmierny patos,
liryczne uniesienie i nadmiar pięknych skojarzeń nie występujący przecież na co dzień
a zwłaszcza w takim stężeniu w naturze nie jest podobnym zabiegiem, tyle że odwrotnym
do zastosowanego przeze mnie?
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


powiem dlaczego na przykładzie:
jesteś w sklepie. na półkach leżą najnowsze karty graficzne, płyty główne,
kości pamięci, procesory, dyski twarde i zasilacze ale... to nie jest nawet jeden komputer
a Ty szukasz właśnie: komputera.
pozdrawiam :)

czyli jednak. w takim razie zdecydowana już jestem, że nie podoba mi się :))
nie musi, nawet nie powinno :) kobieta rozebrana do kości to... nie kobieta.
jakby jej nie poskładać, nie będzie już nigdy kobietą choć każdy element z osobna
świadczy o tym, że była.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Krótki, ostrzegawczy szmer poprzedził huk, który rozszedł się w ciemności podziemia, głośny do tego stopnia, że z nadmiarem wypełnił pustą do tej pory przestrzeń zmysłów. Ryk żołądka fabryki jeszcze chwilę kaskadował, a Karol zdał sobie sprawę z tego co właśnie usłyszał - jedna z wielkich gór węgla musiała runąć na ziemię.

      Odurzony dziecięcą fascynacją, chłopiec z powrotem włączył latarkę, otrzepał spodnie, i ruszył w drogę powrotną. Wszystkie pomieszczenia zdawały się jałowe, ich osnowa tajemniczości leżała poszarpana w strzępach tłustych pajęczyn, lecz kiedy wreszcie Karol skierował wzrok latarki na drzwi pierwszego pokoju, ciemność nie ustąpiła ani kroku. Pierwszy raz dzisiaj jedenastolatka ogarnął prawdziwy strach, nie ten napędzający wolę walki, czy wzniecający pożądanie zakazanego, ale najprostszy, dziecięcy strach, ten sam, który każe chłopcowi bać się wilkołaków lub kosmitów. Przez chwilę, Karol stał wpatrując się w ścianę czerni, nie wiedząc nawet co ze sobą zrobić, aż instynktownie rzucił się ku zaspie wyrzucając z niej pojedynczo kolejne grudki węgla. Każdy wyrzucany kamyczek zdawał się być od razu zastępowany następnym i następnym, a niektóre zwalały do środka jeszcze więcej gruzu, aż rozsypywał się on pod butami chłopca. W panice Karol odrzucił latarkę, nadal żarzącą się w rogu pokoju, aby obiema rękoma wyryć sobie drogę przez zaspę. Kolejnymi, długimi zamachami wyrzucał sprzed siebie garści kamienia, jakby płynął w ciemności, jak niedoświadczony pływak - nieważne ile energii nie wkładający w swe ruchy, zastygły w miejscu. Chłopiec poczuł na sobie ciepły dotyk, a kiedy spojrzał w dół, zobaczył, że wokół jego paznokci zbiera się krew. Karol cierpiał na tę przypadłość, przez którą mdlał na widok własnej krwi. Jej mezalians z węglowym pyłem odbierał mu powoli wzrok. Musiał zrobić sobie przerwę, lecz praktycznie całą posadzkę pokoju pokrywały rozrzucone grudki węgla, przeszedł więc on do następnego pokoju, gdzie padł dopiero na ziemię, wychładzając się z pierwszego przypływu adrenaliny. Próbując racjonalnie myśleć, zdjął z siebie zimową kurtkę, pod którą zdążył się już porządnie spocić, wytarł w jej futro brudne dłonie i ustabilizował oddech. Przez jego gardło przeszedł najbardziej donośny krzyk na który mógł się zdobyć. Wzywał pomocy w regularnych odstępach, a jego ślina gęstniała z każdym kolejnym przełknięciem.

      Rozpłakał się. Spływające, gorące i ciężkie łzy, wytyczyły ślady w czarnym pyle pokrywającym jego policzki. Nie miał czasu się wstydzić, szlochał prawdziwie rozdzierająco, to znów przechodził w przerywany oddech, mamrotał pod nosem, lub trwał w całkowitej ciszy, gdzie tylko lekkie spazmy oznaczały rozpacz. Rozbolała go głowa, a ciemność przed nim zaczęły wypełniać finezyjne kształty i kolory, przypominające wygaszacz ekranu z domowego komputera - fioletowe i niebieskie wstążki zwijały się wokół Karola, kurczyły i pulsowały, uciekały na chwilę, i wracały z drugiego krańca wizji. Rozłożył się na posadzce, i mógłby przysiąc, że gdzieś w tle rozlega się kolejny szkolny dzwonek. Zatkał uszy palcami, a hałas trwał w najlepsze. Jak alarm przeciwpożarowy, nieprzerwany brzęk wdrążał się w jego mózg, tupot uczniowskich kroków na schodach wybijał marszowny, wojskowy krok, jakiegoś pośpiesznego i niecierpliwego wojska, głodnego krwi i śmierci. Tupot. Tupot. Trupot. Nieprzerwane bębny kołatającego serca. Karol zerwał się na równe nogi, a jego głowa pozostała na ziemi. Formy przed oczami przypominały lany w andrzejki wosk. Świetliste kontury składały się w rude gwiazdozbiory. Rude. Nitki rudych włosów trzepotały na wietrze ciała szklistego. Karol nachylił się, żeby je pocałować, a one odfrunęły pod sam sufit, nęcąc go po kolei swoją bliskością, tylko po to, aby uciec w ostatnim momencie. Zlizana z warg sól zdawała się teraz smakować owocową pomadką do ust. Truskawki. Kiedy jego mama usługiwała sąsiadom, aby zarobić na związanie początku miesiąca z końcem, zabierała go ze sobą do ogródka, on plewił chwasty, a ona zbierała z krzewów owoce - dojrzałe i ponętnie czerwone w skwarnym, letnim słońcu. Jego dłonie w roboczych rękawiczkach nie mogły się równać jej, czerwonym i gładkim, jak wyrobiony w korycie rzeki kamień.

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach




  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Wiechu J. K. taka na odległość rzęs

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @Wiechu J. K. Każdy z nas ma jakieś "gdzieś gdzie jeszcze nie był a bardzo chce" Pozdrawiam serdecznie 
    • @Wiechu J. K. zielsko anielsko

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @aff dziękuję Agatko  Twoje słowa są niezwykle budujące

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • Krótki, ostrzegawczy szmer poprzedził huk, który rozszedł się w ciemności podziemia, głośny do tego stopnia, że z nadmiarem wypełnił pustą do tej pory przestrzeń zmysłów. Ryk żołądka fabryki jeszcze chwilę kaskadował, a Karol zdał sobie sprawę z tego co właśnie usłyszał - jedna z wielkich gór węgla musiała runąć na ziemię. Odurzony dziecięcą fascynacją, chłopiec z powrotem włączył latarkę, otrzepał spodnie, i ruszył w drogę powrotną. Wszystkie pomieszczenia zdawały się jałowe, ich osnowa tajemniczości leżała poszarpana w strzępach tłustych pajęczyn, lecz kiedy wreszcie Karol skierował wzrok latarki na drzwi pierwszego pokoju, ciemność nie ustąpiła ani kroku. Pierwszy raz dzisiaj jedenastolatka ogarnął prawdziwy strach, nie ten napędzający wolę walki, czy wzniecający pożądanie zakazanego, ale najprostszy, dziecięcy strach, ten sam, który każe chłopcowi bać się wilkołaków lub kosmitów. Przez chwilę, Karol stał wpatrując się w ścianę czerni, nie wiedząc nawet co ze sobą zrobić, aż instynktownie rzucił się ku zaspie wyrzucając z niej pojedynczo kolejne grudki węgla. Każdy wyrzucany kamyczek zdawał się być od razu zastępowany następnym i następnym, a niektóre zwalały do środka jeszcze więcej gruzu, aż rozsypywał się on pod butami chłopca. W panice Karol odrzucił latarkę, nadal żarzącą się w rogu pokoju, aby obiema rękoma wyryć sobie drogę przez zaspę. Kolejnymi, długimi zamachami wyrzucał sprzed siebie garści kamienia, jakby płynął w ciemności, jak niedoświadczony pływak - nieważne ile energii nie wkładający w swe ruchy, zastygły w miejscu. Chłopiec poczuł na sobie ciepły dotyk, a kiedy spojrzał w dół, zobaczył, że wokół jego paznokci zbiera się krew. Karol cierpiał na tę przypadłość, przez którą mdlał na widok własnej krwi. Jej mezalians z węglowym pyłem odbierał mu powoli wzrok. Musiał zrobić sobie przerwę, lecz praktycznie całą posadzkę pokoju pokrywały rozrzucone grudki węgla, przeszedł więc on do następnego pokoju, gdzie padł dopiero na ziemię, wychładzając się z pierwszego przypływu adrenaliny. Próbując racjonalnie myśleć, zdjął z siebie zimową kurtkę, pod którą zdążył się już porządnie spocić, wytarł w jej futro brudne dłonie i ustabilizował oddech. Przez jego gardło przeszedł najbardziej donośny krzyk na który mógł się zdobyć. Wzywał pomocy w regularnych odstępach, a jego ślina gęstniała z każdym kolejnym przełknięciem. Rozpłakał się. Spływające, gorące i ciężkie łzy, wytyczyły ślady w czarnym pyle pokrywającym jego policzki. Nie miał czasu się wstydzić, szlochał prawdziwie rozdzierająco, to znów przechodził w przerywany oddech, mamrotał pod nosem, lub trwał w całkowitej ciszy, gdzie tylko lekkie spazmy oznaczały rozpacz. Rozbolała go głowa, a ciemność przed nim zaczęły wypełniać finezyjne kształty i kolory, przypominające wygaszacz ekranu z domowego komputera - fioletowe i niebieskie wstążki zwijały się wokół Karola, kurczyły i pulsowały, uciekały na chwilę, i wracały z drugiego krańca wizji. Rozłożył się na posadzce, i mógłby przysiąc, że gdzieś w tle rozlega się kolejny szkolny dzwonek. Zatkał uszy palcami, a hałas trwał w najlepsze. Jak alarm przeciwpożarowy, nieprzerwany brzęk wdrążał się w jego mózg, tupot uczniowskich kroków na schodach wybijał marszowny, wojskowy krok, jakiegoś pośpiesznego i niecierpliwego wojska, głodnego krwi i śmierci. Tupot. Tupot. Trupot. Nieprzerwane bębny kołatającego serca. Karol zerwał się na równe nogi, a jego głowa pozostała na ziemi. Formy przed oczami przypominały lany w andrzejki wosk. Świetliste kontury składały się w rude gwiazdozbiory. Rude. Nitki rudych włosów trzepotały na wietrze ciała szklistego. Karol nachylił się, żeby je pocałować, a one odfrunęły pod sam sufit, nęcąc go po kolei swoją bliskością, tylko po to, aby uciec w ostatnim momencie. Zlizana z warg sól zdawała się teraz smakować owocową pomadką do ust. Truskawki. Kiedy jego mama usługiwała sąsiadom, aby zarobić na związanie początku miesiąca z końcem, zabierała go ze sobą do ogródka, on plewił chwasty, a ona zbierała z krzewów owoce - dojrzałe i ponętnie czerwone w skwarnym, letnim słońcu. Jego dłonie w roboczych rękawiczkach nie mogły się równać jej, czerwonym i gładkim, jak wyrobiony w korycie rzeki kamień.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...