Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

i buty dziurawe
przeskoczy bo jestem
w tych trudnościach ludzkich
które kołaczą się w myślach
przytul głowę

cisza taka
że oderwała się strumieniami
i kołuje nad nami

prawie na koniec całuje
dłonie
(...)

*
ja mały śmieszny człowiek z bukietem
wierszołków


prawie bo nie opuszczę aż po
krucha życiowa wierzyć że zwycięża
tak dawno człowieka przeistoczył

ślepe gęste tory
(...)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


no wiem Kasiu od dawna, że nie podobają Ci się wierszołki;
dzięki za depnięcie, w warsztacie był, idealny być nie musi,
chociaż nie widzę aż takiej schizy(...)mmm;

wers ostatni dołożyłam z myślą że człowiek taki jest;J.
Opublikowano

a mnie się bardzo, Judytku, podoba...
a mały śmieszny człowiek z bukietem wierszołków jakiś taki bliski, czasem zupełnie tak właśnie się czuję:)
całość do zastanowienia, wierzę że warto się tu zagłębić; warsztatowo na me oko, tyż oki;)
szkoda że nie można plusa, wręcz poglądom niektórych zdecydowanie wolę plusować;)
pozdr ciepło:) aga

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



dzięki Aga za ślad pod(...), no..tak to jest,
właśnie tak, że nie każdy ślad można utrwalić
zapisując wszystko literą; serdecznie dziękuję
za zatrzymanie i przychylne słowo, to cieszy;J. to ja również;
a warsztat to pewnie zawsze powinien na siebie pracować i tyle
( a to chyba w niejakiej poezji współczesnej można plusować )
Opublikowano

a ja sam nie wiem. nie ogarniam całości, przyznaję bez bicia, ale też niekoniecznie mi to przeszkadza albowiem wiersz ma na tyle abstrakcyjną formułę, że mogę sobie ze spokojem zaaplikować niektóre fragmenty. Niektóre bardzo dobrze korespondują mi z tytułem, inne zupełnie mnie gubią :)

ślepe gęste tory - bardzo mnie to ujęło, podobnie jak człowieczek z bukietem (chociaż zwyczajnie nie lubię słowa wierszołki, wierchołki - nie wiem dlaczego, po prostu tak mam)
Na koniec nie wiem czy to jest dobry wiersz, ale też nie pozostawił mnie obojętnym, a to chyba dobrze. No i cały czas mówimy wyłącznie o moich gustach.

Pozdrawiam ciepło
Adam

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



hm Adamie.. na wstępie podziękuję za depnięcie pod wierszołkiem-dlatego tak,
bo nie uważam, że wiersz mój jest wierszem moim, tak po krótce wyjaśnienia,
a słowo jak słowo każde przeminie,ja też nie mogę ogarnąć w swoje ręce
mm..abstakcyjna formuła- to jestem zadziwiona, że tak, może momentem
faktycznie tak się jakoś porobiło;odtwórczo bardziej pisankowanie,
dziękuję serdecznie za gusta Twe jak najbardziej, zawsze to dobrze,
przeczytać cokolwiek,J. płoniaście
Opublikowano

A mnie wciągnęło - puenta troszeczkę obniża ten lot, sytuacja trochę staje się zagmatwana (ja rozumiem personifikacje, ale szkoda aż tak metaforyzować taką sytuację liryczną - przejrzystą, chociaż wkrada się kilka "wielkich' (a nawet za wielkich) słów dotyczących istoty zwanej "człowiek".
Na tak.

Pozdrawiam.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Michaś(...) dzięki za depnięcie i poświęconą chwilę- to urocze wciągnięcie- już na wstępie,
mm..za wielkich...może tak czasem ma być, żeby być za(...?) oraz za takowanie,
serdecznie Ci dziękuję b. zwłaszcza, że cienkopis się wypala już;J.
Opublikowano

Pamiętam ten wiersz. Trochę zmieniłaś, ale sens pozostał ten sam. Czytam zawsze Twoje wiersze i próbuję wnikać poza słowa (tam są często szerokie horyzonty), jednak warsztat masz nieco trudny, jakby urywane myśli, które czytelnik może sobie rozwinąć po swojemu albo pozostawić.

Wiesz, w tej chwili skojarzyłam sobie Twój sposób zapisywania z wypowiedziami człowieka będącego u kresu, któremu przesuwają się w pamięci obrazy z życia jak w kalejdoskopie, nie nadąża za nimi, więc urywa w pół zdanie i zaczyna następne...oddajesz to wspaniale w wierszach...podziwiam :)

Cieplutko pozdrowiam.

Opublikowano

Bardzo ładny wiersz, pamiętam, był w warsztacie,
też mi się podobał, uważam, że zmiany poszły w dobrym kierunku.
Całość poruszająca, nie dociera do mnie sens tych słów:

"prawie bo nie opuszczę aż po
krucha życiowa wierzyć że zwycięża
tak dawno człowieka przeistoczył


ja odczytują je, jak pisanie przez człowieka - peela, który traci
jasność patrzenia, a myśli, zapisuje tylko w urywanych fragmentach:
oby jeszcze zdążyć, ująć co najważniesze, zanim zdarzy się to "coś".
Serdecznie pozdrawiam
- baba

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Cześć Teres, dzięki za depnięcie i za wierne czytanie, wierność jest bardzo ważna,
mm...to zaszczytne dla wierszołka- czytanie..., no wiem że trudny, że trudno się
to odbiera, że nie dopowiadam, taka już jestem.

Nie ma czego podziwiać raczej, tak sobie myślę, no i obrazem właściwie pisankuje,
właściwie to też od tego się zaczęło, obraz- właśnie tak. A pamięć jak pamięć,
czasem lepiej, żeby była czysta, chociaż nie zawsze się da. Kres(...) zawsze blisko i daleko. Wzajemnie i dziękuję za b. miły wgląd Twój a szczególnie wnikliwość o którą nie chce się
w dzisiejszych czasach(...), k.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Mm...to może będę tak łaskawa, że trochę wytłumaczę(:
ten fragment rozumiem tak, że miłość ta najważniejsza
o którą chodzi w życiu przecie(...) nie jest tylko
' a nie opuszczę aż do śmierci' ale też i po(...)
i bywa krucha- łamiąca się w np. problemach, codzienności, umyka czasem(?)
ale wierzyć trzeba że zwycięża( w jasności, jaskrawości umysłu też),
bo Kto jak Kto ciągle przemienia to czego sam człowiek nie jest w stanie,
to tyle po krótce tak jakby, dziękuję serdecznie za depnięcie Izo, J.-k.
za herbatę wspólną tak jakby no i że czytasz te takie(....)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Mm...to może będę tak łaskawa, że trochę wytłumaczę(:
ten fragment rozumiem tak, że miłość ta najważniejsza
o którą chodzi w życiu przecie(...) nie jest tylko
' a nie opuszczę aż do śmierci' ale też i po(...)
i bywa krucha- łamiąca się w np. problemach, codzienności, umyka czasem(?)
ale wierzyć trzeba że zwycięża( w jasności, jaskrawości umysłu też),
bo Kto jak Kto ciągle przemienia to czego sam człowiek nie jest w stanie,
to tyle po krótce tak jakby, dziękuję serdecznie za depnięcie Izo, J.-k.
za herbatę wspólną tak jakby no i że czytasz te takie(....)
Dzięki, Judytko, teraz jak już wiem, to wydaje się oczywiste,
jednak trudno czasem u Ciebie dotrzeć do pestki (nasienia) wiersza.
Przyjmuję jednak z przyjemnością Twoją interpretację, bo lepiej mi się podoba,
niż to co sama zdołałam w pocie czoła wydumać.
Pewnie, że czytam - bo lubię!
Serdeczności ze słodkościami, przy gorzkiej kawie
- baba
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Fagocie- dziękuję bardzo za depnięcie,
no to wierszydło się ucieszyło aż pod chmurkę(:
baaarrdzo serdecznie dziękuję; J.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Mm...to może będę tak łaskawa, że trochę wytłumaczę(:
ten fragment rozumiem tak, że miłość ta najważniejsza
o którą chodzi w życiu przecie(...) nie jest tylko
' a nie opuszczę aż do śmierci' ale też i po(...)
i bywa krucha- łamiąca się w np. problemach, codzienności, umyka czasem(?)
ale wierzyć trzeba że zwycięża( w jasności, jaskrawości umysłu też),
bo Kto jak Kto ciągle przemienia to czego sam człowiek nie jest w stanie,
to tyle po krótce tak jakby, dziękuję serdecznie za depnięcie Izo, J.-k.
za herbatę wspólną tak jakby no i że czytasz te takie(....)
Dzięki, Judytko, teraz jak już wiem, to wydaje się oczywiste,
jednak trudno czasem u Ciebie dotrzeć do pestki (nasienia) wiersza.
Przyjmuję jednak z przyjemnością Twoją interpretację, bo lepiej mi się podoba,
niż to co sama zdołałam w pocie czoła wydumać.
Pewnie, że czytam - bo lubię!
Serdeczności ze słodkościami, przy gorzkiej kawie
- baba

Mm..mnie też trudno wydumać, ale jak coś pomogłam to fajnie,
a to nasienie- faktycznie, trzeba się namęczyć(: ale potem jak
miło, zwłaszcza, że Iza odwiedza i to w pocie czoła...jestem
pod wrażeniem wpisu i przybyłych(...), no i serdecznie dziękuję
za słodkości i kawę(równoważy),chociaż mamy post,
bo pierwsza Ty która tak częstujesz :)J.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • [] Postarzały mężczyzna zaczął opowiadać.  — Jeśli Państwo pozwolą, to chciałbym podzielić się historią pewnego człowieka, który trafił do Piekła. Rozejrzał się powoli. — Piekło może być podobne do miejsca, w którym właśnie się znajdujemy. Podobne — zaledwie. Tam, każda postać nosiła maskę. Zapadła cisza. [] Ciemność przylegała do skóry. Okowy były brudne i oślizgłe. Chłód stali palił boleśnie. Było gorąco, a potem zimno. Diabły siedziały dalej. Nie zwracały na niego uwagi. Grały w karty. [] — Zaczynam być ciekawa. — Oszukiwali? Śmiech przeciął ciszę. [] — Witamy, chłopczyku. — To i tak stosunkowo wysoki tytuł. Czyżby pojawiła się pokusa na mały zakład? Głos był wszędzie. — Twój widok. Mlasnął z niesmakiem. — Stawiam wszystko, że nie masz nam nic do zaoferowania. Ciało… daruj. Mamy wyższe ambicje. Ktoś splunął w jego kierunku, a ślina spłynęła mu po twarzy. — Cóż mógłby nam zaproponować? — Ja…  Wyszeptał z trudem. — Ty. Rzecz jasna, że ty, czyli niczyj. — Bezpański. — Bezpański… ładnie powiedziane. — Trafnie, przede wszystkim. Uderzył talią o stół. [] — Zaraz, zaraz. Skąd wiadomo, kto kim był? — Za chwi…  — Czego chciały Diabły? Barman przeciął odpowiedź. [] Ból stępiał. Kontury gęstniały. W ustach pojawił się niesmak.  — Mości Panowie, czas na pierwszą rundę. To będzie przyjemność. Diabeł ściągnął cylinder i ukłonił się. Pozostali gracze przesunęli żetony. Jego stos nie zmniejszył się. — Ryzykować czy nie ryzykować? — Ryzykować? — odezwał się środkowy. — Państwo gotowi? Poprosimy o karty. Krupier klasnął, a talia zaczęła tasować się sama. — Panowie. Bez tradycji? Odezwał się Elegancki. Lekko uniósł dłonie. Wstał spokojnie. Wskazał na bar. Zatoczył w powietrzu krąg. Pusta butelka rozbiła się mężczyźnie na głowie. Na chwilę poczuł ulgę.  — Tradycji stała się zadość. — Powiem. Wykrztusił mężczyzna. — Powiem. Ryknęli wszyscy. Elegancki zawył jak wilk. Środkowy tylko parsknął i splótł dłonie. Czekał. Zrobiło się goręcej, a potem zimniej. — Bardzo chętnie wysłuchamy tej historii…  — może… — …miłosnej? Elegancki zawył jeszcze głośniej. Krupier strącił cylindrem stos żetonów. Rozsypały się po stole. Powietrze reagowało na ich głos. — Bo ja… — Bo ty. — Cisza! Powietrze zatrzasnęło się. — Jestem tchórzem. [] — Nieźle. Ciekawe, że głos potrafi zrobić więcej niż słowa. Dziewczyna zmarszczyła brwi. — A dlaczego w Piekle miałoby zabraknąć barmana? Barman uśmiechnął się. Nie zauważył, że przestał wycierać szkło. — Nie musiało. [] Mężczyzna podniósł głowę. — Panowie pozwolą. Pierwsza z kart pojawiła się na stole. Diabły milczały w bezruchu. — Poznałem ją wtedy, gdy nie powinienem był się odwracać. Na początku tylko na siebie patrzyliśmy. Za długo. Zatrzymał się. W gardle zacisnął się żelazny uścisk. Wziął głęboki oddech. Środkowy głaskał maskę. — Widywaliśmy się częściej. Zbieraliśmy kwiaty. Elegancki z trudem powstrzymał chichot. — Spacery dłużyły się, rozmowy przeciągały. Dłonie znajdowały się same. Środkowy chrząknął. Gorycz zalała mężczyznę. Coś truło go od środka. Płakał, ale kontynuował. — Myślałem, że wszystko ułoży się samo. Szlochał dalej. Musiał to powiedzieć. — Miałem powiedzieć jej coś ważnego… Długo na mnie patrzyła. Na stole pojawiła się kolejna z kart. — Dosyć — uciął Środkowy. Głowa opadła w dół. Nie skończył. … [] Gdy mężczyzna skończył mówić, ktoś upuścił szklankę. — Cholera. Teraz? Barman porwał zmiotkę i szufelkę. Starszy siedział z zaciśniętymi ustami. Młodszy kręcił guzikiem koszuli. Dziewczyna oparła głowę na dłoniach. W barze zrobiło się cieplej. — Co było dalej? Młodszy podniósł gwałtownie głowę. — To nie koniec, prawda? — Nie… nie koniec. []   Gdy otworzył oczy, przy stole trwała zażarta dyskusja. — Panowie. No to jak będzie? Mam jasność. Zaśmiał się krótko. Przesunął na środek stołu kilka żetonów. Rozparł się wygodnie. — Twój ruch. Skinął na Krupiera. Ten wyciągnął kieszonkowy zegarek i zerknął. — Skąd ten pośpiech? Dojrzałe decyzje wymagają czasu. Kiwnął głową w stronę mężczyzny. Coś ścisnęło go. Lód stali wbijał się w skórę. — Przede wszystkim, skąd nagła skłonność do ryzyka? Środkowy spojrzał na Eleganckiego. Ten pochylił się delikatnie i poprawił mankiet. Nie odpowiedział. Krupier przeliczył żetony. Pstryknął palcami. Był przy mężczyźnie. — To ty za to zapłacisz. Tak czy inaczej. Serce uderzyło gwałtownie. Pstryk — znów siedział przy stole. — Sprawdzę. Wskazał na pulę. Żetony zawisły w powietrzu. Wyrównał stawkę. — Pas. Środkowy rzucił kartami. Splótł dłonie przed sobą. — Skoro pas, to pas. Cisza. — Jak pas to pas! — wrzasnął Elegancki. Wstał gwałtownie. W następnej chwili trzymał w dłoni pasek. Powietrze drgało z gorąca. Mężczyzna zdążył tylko zamknąć oczy. … Leżał na ziemi. Skulił się. — Nie powiedziałem jej. [] Siedział sam w długim tunelu. Migotało rubinowe światło. Zimno wchodziło pod skórę. Krople wody spadały głośno. Zbyt głośno.  [] Diabły rozkoszowały się oceną. Maski leżały na stole. — Panowie. Z pewnością tchórz, ale jest jeszcze jeden ważny element. Naiwność. Zadarł głowę Krupier i przymknął oczy. — Zakończy się fatalnie — to więcej niż oczywiste. Elegancki Diabeł ziewnął i zapalił cygaro. Rzucił nogi na stół. — Moje zwycięstwo w pierwszej rundzie było… nieuniknione.  — Sądzę, że wystarczy odrobina stosownej motywacji… i skromna łapówka. Krupier uśmiechnął się. — Nie za duża. Są też inni, a jak dobrze wiemy… trzeba się dzielić. Zatarł przed sobą dłonie. Śmiech był krótki. []  Z daleka usłyszał kroki. Powolne. Pewne. Przez chwilę pomyślał, że to… Cylinder nie pozostawiał wątpliwości.  Diabeł jednak ściągnął go i wziął pod ramię. Zrobiło się cieplej. Światło przestało migotać. — Nie cierpię tego prostaka. Klnę każdą chwilę w jego towarzystwie. Prychnął. Mężczyzna drżał. Diabeł kucnął. Zaczął przecierać jego dłonie. Pachniał wanilią. — Hierarchia jest wszędzie. Ja też jestem na dnie. Delikatność źle się tu kończy. Podciągnął rękaw. Na przedramieniu biegły cienkie, poprzeczne blizny. Jedna przy drugiej. Opuścił rękaw. — Wybacz… tę tkliwość. Nie po to tu jestem. Pozwolisz? Klęknął. Odłożył cylinder. Położył dłoń na łańcuchu — metal rozpłynął się bez dźwięku. Dotknął jego nadgarstków. Oddech mężczyzny wyrównał się. Ramiona opadły. … — Dlaczego? — Nawet my potrafimy mieć nadzieję. Jego oczy błysnęły. — Ty też? — Bystry i zawzięty. Wiedziałem, że to nie koniec. — To nie koniec. — Pomóżmy sobie. Odczuł ciepło słów na skórze. — Czego chcesz? Diabeł uniósł głowę. Patrzył długo. Nie odezwał się. [] Starszy wstał. Krzesło zgrzytnęło o podłogę. — Przepraszam. Potrzeba. Odszedł szybkim krokiem. Oblał twarz zimną wodą. Nie spojrzał w lustro. Wrócił. Barman wyraźnie się ożywił. Sięgnął pod ladę i wyciągnął butelkę. — Szkocka. Rocznik sześćdziesiąty siódmy. Rzadko się zdarza. Nalał wszystkim. Sobie również — lecz swoją szklankę wsunął pod ladę. — Za historię. [] Siedział przy barze. Bar zmienił się, lśnił.  Mężczyzna miał ochotę dotknąć blatu. Widział i słyszał wyraźnie. — Panowie, czas najwyższy. Stawki poproszę. Zaczynamy drugą rundę. Diabeł ukłonił się. Gracze dostali karty. — To obelga. Psy przy stole. Syknął elegancki. Pozostali zaśmiali się krótko. — Mam nadzieję, że będzie ostrzej. — Oby. Złożył dłonie środkowy. Spojrzał na Krupiera. Odetchnął wolno. Płomienie świec cofnęły się wraz z wydechem. — Czekamy… z niecierpliwością. Zimny głos przytłumił światło. Na stole pojawiła się karta. — Mam mówić dalej? Pstryk. Przed mężczyzną pojawiła się szklanka. Zapach dotarł natychmiast. Wanilia. [] Barman szybko chwycił szklankę i powąchał zawartość. Młodszy mężczyzna i dziewczyna spojrzeli na niego pytająco. Uśmiechnęli się pod nosem. — Nie… Rozejrzał się nerwowo. Zarumienił się. [] — Okłamywaliśmy się od początku. Pięknymi słowami przykrywaliśmy ból.  Ktoś pociągnął nosem. Zapach uderzył w nozdrza. —  Tylko dla siebie. Godziny. Dni. Bez początku i końca. — Czyli nie pożądanie… tylko konsumpcja. Wycedził elegancki Diabeł i wstał. Chwycił wieszak i przycisnął do siebie. Otwartą dłonią przeciągnął od pasa w górę. Wciągnął powietrze zbyt wolno, zbyt głęboko. Jego kształt falował. Czas zastygł. Środkowy obrócił wolno maskę. Elegancki wrócił na miejsce. — Muszę przyznać… — zebrał się w sobie mężczyzna. — …że to było miłe? — Tylko na chwilę. Na stole pojawiła się karta. Diabeł wskazał palcem w górę. Światło świec zgasło. Zrobiło się zimniej. Krótkie dmuchnięcie. Świece znów zapłonęły. Wszystkie żetony środkowego znalazły się na środku stołu. — Va banque.  Obrócił głowę na obie strony. Diabły powolnie odłożyły karty. — To nie koniec historii? Mężczyzna zadygotał na dźwięk zimnego głosu. W gardle pojawiła się suchość. Oddech urwał się w pół taktu. Zamarł. Miał wielką ochotę wypić zawartość szklanki…  Nie zrobił tego. — Nie uniosłem jej żaru — zrobili to za mnie. []  Starszy długo i ślepo patrzył w jeden punkt.  — Domyślam się, że nie chcielibyśmy wchodzić w szczegóły? Młodszy potarł brodę. — Lepiej nie. — Nie napił się ze szklanki? — On nie, ale ja chętnie to zrobię. Zrobiło się późno.  [] — Moja kolej. Oczy Diabła zapłonęły. Ledwie poruszył dłonią. Zanim zrozumiał, leżał na ziemi. Coś zacisnęło się na jego karku. Diabeł zapalił cygaro. Drugi koniec trzymał w ręku. — Chodź… przejdziemy się. Ruszył w ciemność, ciągnąc go za sobą. [] Do baru weszły dwie, roześmiane dziewczyny. — Zamknięte! Krzyk padł, zanim drzwi zdążyły się domknąć. — Ale przecież… Dziewczyny spojrzały po sobie. Żachnęły. Obróciły się na pięcie i wyszły. [] Znajdował się teraz na peronie. Związany i niemy.  Mógł jedynie obserwować. Ciężar osiadł w piersi. Diabeł siedział rozparty, z ręką na oparciu ławki. Oddzielały ich tory. — Od początku wiedziałem, że to obelga. Psy przy stole? Warknął, kręcąc przy tym głową. — Klasyka. Nieśmiertelna. Zawył głośno. Na peronie zaczęli pojawiać się ludzie. Zajęci zwykłymi sprawami. Dzieci biegały. Dorośli sprawdzali zegarki. Nagle z jednej strony peronu wyszła para. Mężczyzny nie rozpoznał. Ją — od razu. Szarpnął się, ale liny tylko zacisnęły się mocniej. Diabeł zaczął czytać gazetę.  Szli blisko, trzymając się za ręce. Szeptali sobie do ucha. W pewnym momencie wskazała w jego stronę — na zegar nad nim. Pożegnali się, gdy nadjechał pociąg. Ona wsiadła.  W tej samej chwili z drugich drzwi wysiadła inna.  Czekający na nią mężczyzna wyrzucił ręce w górę i podbiegł do niej. Uścisnęli się. Trzymali się teraz za dłonie, a on zabrał jej bagaż. Odeszli w drugą stronę. — Podziwiam, jak regularnie kursują tutaj pociągi. Odezwał się w końcu Diabeł. Kolejna para. Kolejny pociąg. [] — Panowie! Wielki finał! Czas na ostatnią rundę. Pytanie, które mam śmiałość postawić, jest proste… Czy psy zaczną w końcu szczekać? Mężczyzna nie zareagował. Był wyczerpany. W głowie wciąż słyszał dźwięk pociągu. Wciąż widział sylwetki kolejnych osób. Diabły przesunęły kilka żetonów na środek stołu. — Tradycyjnie poprosiłbym o stawkę na wejście i… — Pas. — Ja również. Kart nie rozdano. Siedział na krześle. Oddech przyspieszył. — Tym razem, łatwo nie będzie. Zimny głos uderzył go. Środkowy Diabeł machnął dłonią. Zostali sami. Ściągnął maskę i położył ją obok. Mężczyzna nie potrafił go ujrzeć. Brakowało mu tchu. Pstryk. Mężczyzna siedział teraz przed lustrem.  Było zakurzone. Milczało. []              
    • @AgnieszkaJakiel , ale dlaczego "Wojenka"?
    • @violetta   :)  fajnie, ja za bardzo nie jestem zmysłowa ;) ale nawet trochę podobna do Hilary :) chociaż bardziej do Scarlett Johansson :) a Ty do kogo? :)   
    • @KOBIETA jestem taką zmysłową kobietą nie chwaląc :)
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...