Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Były premier umieścił na swoim blogassq "wiersze" swojej kochanicy.

www.kmarcinkiewicz.blog.onet.pl/2,ID365933315,index.html

www.kmarcinkiewicz.blog.onet.pl/2,ID366227710,index.html

A tu można znaleźć recenzje owej poezyji:

www.niedoczytania.pl/?p=2685

Może i nie umieszczałbym tego na forum, gdyby nie fakt, że ta pianina przypomina mi pewnego orgowego trolla :)




Peace.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Pokazała światu,a ten jaki jest, każdy widzi. Jedni są na tak, inni na nie, pozostałych to nie obchodzi. Przepraszam, może źle pojmuję, ale większości osób będących na nie, chodzi zapewne o to, że kochanka może kochać i wyrażać to w swojej poezji. Każdy może pisać?Szalom Asz w jednym ze swoich opowiadań pisał : wielu nazistów w dzień mordowało ludzi, w tym dzieci,a wieczorem pisało wiersze. Tu nie chodzi o Panią Isabel tylko o sytuację, rozbicie małżeństwa, zabranie dzieciom ojca i takie tam. Mnie to osobiście ani ziębi ani grzeje. "Ludzie z branży poetyckiej " moim zdaniem mają pełne prawo mówić, co myślą, atakować, bronić autora.
Przecież poeci są tylko ludźmi, na tym skończę. Nie chcę nikogo obrażać, bawcie się dalej.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Nie jestem poetą, krytykiem też nie, lubię czytać. W tym przypadku, powtarzam jest mi wszystko jedno. Nie rozumiem skąd tyle emocji? To normalne, większość chce zaistnieć, jest okazja więc wysławiają własne nazwiska. Tomik będzie, bez dwóch zdań, kto chce się założyć?
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Z premetydacją napisałam z małej litery... ;)


Za taką 'premedytację' mój pradziadek ogoliłby Ci żarówy na głowie.
A w czasach zaborów wbrew takim 'premedytacjom' przelewano krew - póżniej tylko 'kruki i wrony' albo bose tostery w portkach - takie hieny na derki i pas...
- żenada

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...