Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

zmartwychwstanie roślin witam
głębokim wdechem
na wydechu kończąc
przełomowe artykulacje

zamrażarki odsłaniają domy
tych którym nie udało się
wstać i złapać równowagi
tak jak robi to matryca praw

moje więzienie jest jak twoje
znośnie miękkie i ciepłe na tyle
że puszczają kryształy
jezior i jaskiń

umiemy płakać i mówić
a potem łamać języki
by milczeć

gonię cię więc od początku
i nie widzę końca bielszego
niż noc

Opublikowano

zmartwychwstanie roślin
głębokim wdechem
na wydechu
przełomowe artykulacje

zamrażarki odsłaniają domy
tych którym nie udało się
wstać i złapać równowagi
tak jak robi to matryca praw

moje więzienie jest jak twoje
znośnie miękkie i ciepłe na tyle
że puszczają kryształy
jezior i jaskiń

umiemy płakać i mówić
a potem łamać języki
by milczeć

gonię cię więc od początku
i nie widzę końca bielszego
niż noc


Wprowadziłam drobną zmianę w pierwszej zwrotce tak dla swojego widzimisie ;) Wiersz zatrzymał mnie dłużej :)
Pozdrawiam.

Opublikowano

Witam, chciałabym sie z tobą podzielic swoimi refleksjami, jezeli chodzi o poezję wspołczesną.Co to jest?Jestem przerazona,po wielu latach zaczęłam powoli wchodzic we wspołczesny swiat tworczy, poetow, czy moze ludzi ktorzy się za takich uwazają,i jakby ktos nagle zmienił swiat, swiat poezji, cudownych melodii ktore dają cos więcej jak tylko łamanie sobie głowy , i przemysliwan jak podły jest ten swiat i jak okrutny a moze nawet bezwartosciowy.Oczywiscie mozna tez tu znalezc utwory mniej więcej trochę przypominające , czym powinna byc poezja.
Melodią, językiem ktory mozna zrozumiec,ktory MOWI, a nie bełkocze.
Czy naprawde swiat się tak zmienił?
Moze nie mam racji, nie chcę nikogo obrazac,ale wiem jedno, ze poezja to mowa wnętrza, mowa piękna, a nie mowa przypodobania się innym.
Niestety w wielu utworach widzę tylko jedno:im bardziej skomplikowany czy „odwazny“ wiersz tym „lepszy“.Hej ludzie, co jest z romantyzmem, z miłoscią i pięknem swiata?Nie swiat się zmienia ale ludzie, ktorzy coraz bardziej sie komercjalizują?
Proszę o odpowiedzi, chcę uwierzyc ze się mylę, ze piękno umarło…

Przepraszam za pisownię, jestem za granicą i nie mam polskich znakow.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Ja nie twierdzę, że to co piszę jest poezją. Wydaje mi się, że to nie należy do mnie, a do czytelników. Jeżeli komuś się podoba - ok, jeżeli nie - trudno. Jak widać do niektórych nawet takie przekombinowane 'twory' jak ten trafiają, i to wcale bez łamania głowy. I bynajmniej nie chodzi tu o zrozumienie, bo tak sobie myślę że czasami lepiej po prostu coś poczuć.
Zgadzam się z tym, że poezja powinna być ładna, piękna etc. Może ja nie piszę poezji, ale akurat to nie bardzo mnie obchodzi.
A świat mimo, że brutalny ma w sobie pierwiastek piękna i tak zostanie na zawsze. Niech się Pani nie martwi: postmodernizm nigdy nie pokona romantyzmu :) Głowa do góry.

Pozdrawiam
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Ja nie twierdzę, że to co piszę jest poezją. Wydaje mi się, że to nie należy do mnie, a do czytelników. Jeżeli komuś się podoba - ok, jeżeli nie - trudno. Jak widać do niektórych nawet takie przekombinowane 'twory' jak ten trafiają, i to wcale bez łamania głowy. I bynajmniej nie chodzi tu o zrozumienie, bo tak sobie myślę że czasami lepiej po prostu coś poczuć.
Zgadzam się z tym, że poezja powinna być ładna, piękna etc. Może ja nie piszę poezji, ale akurat to nie bardzo mnie obchodzi.
A świat mimo, że brutalny ma w sobie pierwiastek piękna i tak zostanie na zawsze. Niech się Pani nie martwi: postmodernizm nigdy nie pokona romantyzmu :) Głowa do góry.

Pozdrawiam

Dziękuje za słowa otuchy,romantyzm był piękną epoką,dzisiejsza poezja jest trochę uboga, dla mnie nie zawsze zrozumiała.Czasami tez za skomplikowana , zeby cos poczuc.Chociaz nie zawsze.Mam nadzieje ze swiat nadal będzie piękny dla niektorych.
Pozdrawiam serdecznie

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Krótki, ostrzegawczy szmer poprzedził huk, który rozszedł się w ciemności podziemia, głośny do tego stopnia, że z nadmiarem wypełnił pustą do tej pory przestrzeń zmysłów. Ryk żołądka fabryki jeszcze chwilę kaskadował, a Karol zdał sobie sprawę z tego co właśnie usłyszał - jedna z wielkich gór węgla musiała runąć na ziemię.

      Odurzony dziecięcą fascynacją, chłopiec z powrotem włączył latarkę, otrzepał spodnie, i ruszył w drogę powrotną. Wszystkie pomieszczenia zdawały się jałowe, ich osnowa tajemniczości leżała poszarpana w strzępach tłustych pajęczyn, lecz kiedy wreszcie Karol skierował wzrok latarki na drzwi pierwszego pokoju, ciemność nie ustąpiła ani kroku. Pierwszy raz dzisiaj jedenastolatka ogarnął prawdziwy strach, nie ten napędzający wolę walki, czy wzniecający pożądanie zakazanego, ale najprostszy, dziecięcy strach, ten sam, który każe chłopcowi bać się wilkołaków lub kosmitów. Przez chwilę, Karol stał wpatrując się w ścianę czerni, nie wiedząc nawet co ze sobą zrobić, aż instynktownie rzucił się ku zaspie wyrzucając z niej pojedynczo kolejne grudki węgla. Każdy wyrzucany kamyczek zdawał się być od razu zastępowany następnym i następnym, a niektóre zwalały do środka jeszcze więcej gruzu, aż rozsypywał się on pod butami chłopca. W panice Karol odrzucił latarkę, nadal żarzącą się w rogu pokoju, aby obiema rękoma wyryć sobie drogę przez zaspę. Kolejnymi, długimi zamachami wyrzucał sprzed siebie garści kamienia, jakby płynął w ciemności, jak niedoświadczony pływak - nieważne ile energii nie wkładający w swe ruchy, zastygły w miejscu. Chłopiec poczuł na sobie ciepły dotyk, a kiedy spojrzał w dół, zobaczył, że wokół jego paznokci zbiera się krew. Karol cierpiał na tę przypadłość, przez którą mdlał na widok własnej krwi. Jej mezalians z węglowym pyłem odbierał mu powoli wzrok. Musiał zrobić sobie przerwę, lecz praktycznie całą posadzkę pokoju pokrywały rozrzucone grudki węgla, przeszedł więc on do następnego pokoju, gdzie padł dopiero na ziemię, wychładzając się z pierwszego przypływu adrenaliny. Próbując racjonalnie myśleć, zdjął z siebie zimową kurtkę, pod którą zdążył się już porządnie spocić, wytarł w jej futro brudne dłonie i ustabilizował oddech. Przez jego gardło przeszedł najbardziej donośny krzyk na który mógł się zdobyć. Wzywał pomocy w regularnych odstępach, a jego ślina gęstniała z każdym kolejnym przełknięciem.

      Rozpłakał się. Spływające, gorące i ciężkie łzy, wytyczyły ślady w czarnym pyle pokrywającym jego policzki. Nie miał czasu się wstydzić, szlochał prawdziwie rozdzierająco, to znów przechodził w przerywany oddech, mamrotał pod nosem, lub trwał w całkowitej ciszy, gdzie tylko lekkie spazmy oznaczały rozpacz. Rozbolała go głowa, a ciemność przed nim zaczęły wypełniać finezyjne kształty i kolory, przypominające wygaszacz ekranu z domowego komputera - fioletowe i niebieskie wstążki zwijały się wokół Karola, kurczyły i pulsowały, uciekały na chwilę, i wracały z drugiego krańca wizji. Rozłożył się na posadzce, i mógłby przysiąc, że gdzieś w tle rozlega się kolejny szkolny dzwonek. Zatkał uszy palcami, a hałas trwał w najlepsze. Jak alarm przeciwpożarowy, nieprzerwany brzęk wdrążał się w jego mózg, tupot uczniowskich kroków na schodach wybijał marszowny, wojskowy krok, jakiegoś pośpiesznego i niecierpliwego wojska, głodnego krwi i śmierci. Tupot. Tupot. Trupot. Nieprzerwane bębny kołatającego serca. Karol zerwał się na równe nogi, a jego głowa pozostała na ziemi. Formy przed oczami przypominały lany w andrzejki wosk. Świetliste kontury składały się w rude gwiazdozbiory. Rude. Nitki rudych włosów trzepotały na wietrze ciała szklistego. Karol nachylił się, żeby je pocałować, a one odfrunęły pod sam sufit, nęcąc go po kolei swoją bliskością, tylko po to, aby uciec w ostatnim momencie. Zlizana z warg sól zdawała się teraz smakować owocową pomadką do ust. Truskawki. Kiedy jego mama usługiwała sąsiadom, aby zarobić na związanie początku miesiąca z końcem, zabierała go ze sobą do ogródka, on plewił chwasty, a ona zbierała z krzewów owoce - dojrzałe i ponętnie czerwone w skwarnym, letnim słońcu. Jego dłonie w roboczych rękawiczkach nie mogły się równać jej, czerwonym i gładkim, jak wyrobiony w korycie rzeki kamień.

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...