Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

miasto przybierało kształt muszli. idealny rynek
do samego małża, w domach dwa kwadraty
na cześć i na ścianie.

a kiedy już formę rozcieńczono, muszlę wyciągnięto
na prawy brzeg morza, obejmowało ją wciąż
głębiej i dalej. a ona paliła się jeszcze mocniej.

zbieraliśmy dym idąc wydmami. z dymu
wypływały małże kierujące się w stronę morza.
mówiły, że rynek jest jeszcze bardziej idealny.

muszla przybrała wtedy formę muszli.

Opublikowano

no po pierwszym przeczytaniu zrobiło się ciekawie, wrócę, by napisać jakieś uwagi
ale póżniej, teraz tylko tyle, że po jednej lekturze podoba się mocno, choć w pewnym momencie się potknęłam.

wrócę ;-)


pozdrawiam ciepło
Marta

Opublikowano

kiedy formę rozcieńczono, muszlę wyciągnięto
na prawy brzeg, obejmowało ją wciąż
głębiej i dalej. a ona paliła się jeszcze mocniej.

zbieraliśmy więc dym idąc wydmami. z dymu
wypływały małże kierujące się w stronę morza.
mówiły, że rynek jest jeszcze bardziej idealny.

muszla przybrała wtedy formę muszli.

może coś takiego? niby małe zmiany, ale wydaje mi się, że lepiej, hmm
drażnią mnie cholernie te kropki na końcu wersów, hehe, wolę, jak kropka jak juz jest, to w środku wiersza :)
obrazek namalowałam, rozśmieszyły mnie trochę małże wypływające z dymu...tak myślę sobie, że z morza mogą wypływać, ale z dymu? mogą się np. wydostawać :D

coś możnaby jeszcze pomyśleć nad tekstem :)

pozdrawiam cieplutko
Marta

Opublikowano

miasto przybierało kształt muszli. idealny rynek
do samego małża, w domach dwa kwadraty
na cześć i na ścianie

a kiedy już formę rozcieńczono, muszlę wyciągnięto
na prawy brzeg morza, obejmowało ją wciąż
głębiej i dalej. a ona paliła się jeszcze mocniej

zbieraliśmy dym idąc wydmami. z dymu
wypływały małże kierujące się w stronę morza.
mówiły, że rynek jest jeszcze bardziej idealny

muszla przybrała wtedy formę muszli

__________________________________________________________________________

nie chciałbym usuwać nic, ale jeszcze to przemyślę. to jest wersja, która usuwa te "cholernie drażniące kropki" ( w większości). dziękuję za odwiedziny,

Opublikowano

muszla jest atrybutem bóstw morskich ale też symbolizuje grób (w chrześcijaństwie);
jest także symbolem czasu minionego, ale także podstawą, na której rodzi się nowa wartość;
w odniesieniu do Troi - to taki materialny symbol zarówno przemijania i żywotności mitu, równie płodnego jak morze;
interesujący artystycznie tekst;
J.S

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Przekombinowany. Przypomina mi przepowiednie wyroczni delfickiej - jedna wielka, nonsensowna zagadka bez rozwiązania, która zjada swój własny ogon, nie wiadomo o co chodzi, zaplątana treść ubrana w ładną warsztatowo formę. Można to podciągnąć pod wszystko i pod nic. Rzeczywiście - Jacek miał rację, że ładnie wykorzystana symbolika muszli, jednak w tym tekście - nadużyta. Do tego niezręczności typu "rynek jest jeszcze bardziej idealny" - ideału się nie stopniuje, bo jest z założenia stopniem najwyższym. Asonanse dym-wydmy-dymu - drażnią. Kto się palił w drugiej strofie: forma? muszla? No i kwintesencja w ostatnim wersie - miało być chyba dramatycznie i tajemniczo - wyszło bez sensu.
Nie lubię takich tekstów - udają, że coś w nich jest, a tak naprawdę są puste jak wydmuszka. Czuję się oszukana - jak ktoś, kto znalazł muszlę perłopława, tylko bez perły w środku (kontynuując małżową metaforykę wiersza). Pewnie zostanę zakrzyczana, ale jestem na nie. Chyba, że ktoś mi wyłoży jak chłopu w sądzie na czym polega wielkość tego tekstu, bo może po prostu jestem za głupia, by zrozumieć. Bardzo chętnie zwrócę wtedu honor Autorowi i przyznam się do błędu.
Pzdr., j.
Opublikowano

Pani J.,

szanuję i rozumiem to, że Pani się nie podoba. niemniej biegnę z wyjaśnieniami:

1) Pytie też swój urok miały

2) Ten wiersz odwołuje się do odkopania Troi. wypowiadają się w nim dwa podmioty: archeologiowie (przedostatnia zwrotka) i podmiot, któremu miasto z eposu Homera przypomina muszlę ("miasto przybierało kształt muszli"). zakładam przy tym, że miasta perskie miały ulice prostopadłe i kultywowano doskonałość i przejrzystość form (" w domach dwa kwadraty na cześć i na ścianie").

przez "rozcieńczenie" rozumiem tutaj pożar, formą jest ten układ miasta. (drugi podmiot rynek porównuje do małża) .

po pożarze z muszli/miasta wyciągnięto esencję (istotę) tego miasta (czego dokonano chociażby w Iliadzie homeryckiej), "na brzeg morza'' (Troja leżała nie tak daleko od m. egejskiego). "mówiły, że rynek jest jeszcze bardziej idealny." - w esencji rynek jest doskonałością, tak jak w platońskiej metaforze - nie cieniem, ale ową ideą, tym co JEST.

na koniec powracam do myśli przewodniej - ale już metafora staje się realną częścią świata przedstawionego, wszystko wraca do normalności.

3) jaki z tego wniosek - nie będę tłumaczył, ale zaznaczę , że wybitnie filozoficzny .być może jestem za skomplikowany, każdy sobie może to wyrażać jak chce, bo tekst jest bytem niezależnym od autora.


Dziękuję Pani J. serdecznie

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Wiem, gdzie jest Troja, co więcej - byłam i widziałam. Kiedyś leżała bliżej morza (a właściwie ujścia rzeki Skamander do morza), teraz delta rzeki "nadbudowała się" i brzeg jest dalej. Nigdy nie leżała nad samym brzegiem morza - nawet Homer pisał o pagórku, dzielącym wzgórze Hisarlik (na którym leży Troja) a brzegiem morza.Troja była twierdzą na wzgórzu, choć najnowsze wykopaliska wskazują, że być może otoczona była sporą osadą.
Problem polega na tym, że w tekście brak wskazówek. Łamanie sobie głowy nad tym, co poeta miał na myśli, jest OK, jeśli jest jakakolwiek szansa na to, by się tego domyślić. Tu nie ma, ponieważ jest możliwa dowolna ilość interpretacji, i przede wszystkim z powodu błędów, w tym logicznych.
Skoro muszla jest formą, to w takim razie dlaczego za chwilę mówi Pan, że muszla jest esencją? Czy w takim razie esencją miasta jest jego forma?
Rozumiem doskonałość rynku, nie rozumiem błędu, jakim jest stopniowanie doskonałości. Powołuje się Pan na Platona - nie sądzę, by uznał on za możliwe, by coś, co jest doskonałe, mogło być jeszcze bardziej doskonałe.
Poza tym - skąd się Panu nagle Persja wzięła??? Troja to było jedno z greckich państw-miast, leżała na terenie obecnej Turcji (dawnej Anatolii), jedna z późniejszych Troi była założona przez Rzymian, można uznać ją też za część Sparty, ale Persja?..
Z tą prostopadłością też tak do końca w Troi nie było - zresztą dość ciężko upchnąć prostopadłe ulice w mieście o kształcie muszli (zbudowanym na wzgórzu, o murach w kształcie owalnym). Rzeczywiście starano się, by ulice były prostopadłe tam, gdzie się da, ale Nowy Jork to to nie jest.
"Drugi podmiot porównuje rynek do małża" - a więc z tego wynika, że rynków było kilka i kierowały się w stronę morza?.. Hm..
A końcówka to już w ogóle mistrzostwo: muszla (czyli forma, będąca jednocześnie esencją) przybrała formę (sic!) muszli (czyli formy będącej jednocześnie esencją). Genialne!..
Powiem tak - cieszę się, że napisał Pan tekst z "wybitnie filozoficznym" wnioskiem - szkoda tylko, że nie dał Pan szansy, by do niego dotrzeć. Tekst jest po prostu nieudolnie napisany, niekonsekwentny, zaplątał się Pan we własnych pomysłach. Oczywiście moze Pan zwalić winę na czytelnika, który jest nie dość inteligentny, by zrozumieć przebłysk Pańskiego geniuszu, ale nie wiem, czy jest to dobry sposób, zwłaszcza, gdy dochodzi do dyskusji na argumenty, nie emocje.
Pzdr., j.
Opublikowano

Wiem, gdzie jest Troja, co więcej - byłam i widziałam. Kiedyś leżała bliżej morza (a właściwie ujścia rzeki Skamander do morza), teraz delta rzeki "nadbudowała się" i brzeg jest dalej. Nigdy nie leżała nad samym brzegiem morza - nawet Homer pisał o pagórku, dzielącym wzgórze Hisarlik (na którym leży Troja) a brzegiem morza.Troja była twierdzą na wzgórzu, choć najnowsze wykopaliska wskazują, że być morze otoczona była sporą osadą.

- gratuluje że Pani była i widziała. w ostatnim zdaniu "ż". tak naprawdę , gdyby tak nie było to mogłaby to być licencia poetica. poza tym proszę per Ty, ponieważ mając 14 lat czuję się nieswojo na forum, gdy ktoś mówi przez "pan".

Problem polega na tym, że w tekście brak wskazówek. Łamanie sobie głowy nad tym, co poeta miał na myśli, jest OK, jeśli jest jakakolwiek szansa na to, by się tego domyślić. Tu nie ma, ponieważ jest możliwa dowolna ilość interpretacji, i przede wszystkim z powodu błędów, w tym logicznych.

- gdzie te błędy logiczne? ilość interpretacji jest duża, ale nieograniczona. pewnie to dziwnie zabrzmi, ale do tego zmierzałem. starałem się, aby czytelnik nie musiał się wysilać nad tym co chciał autor przekazać, tylko jak on (dany czytelnik) "wyobraża sobie" ten wiersz.

Skoro muszla jest formą, to w takim razie dlaczego za chwilę mówi Pan, że muszla jest esencją? Czy w takim razie esencją miasta jest jego forma?

- zależy jak rozumieć pojęcie formy. ja używam go dość luźno, "esencję" potraktowałem jako
synonim (w niektórych wypadkach jedno z pojęć wydawało mi się trafniejsze od drugiego, w innych odwrotnie). mea culpa.

- Poza tym - skąd się Panu nagle Persja wzięła??? Troja to było jedno z greckich państw-miast, leżała na terenie obecnej Turcji (dawnej Anatolii), jedna z późniejszych Troi była założona przez Rzymian, można uznać ją też za część Sparty, ale Persja?..

- To moja wina.

Z tą prostopadłością też tak do końca w Troi nie było - zresztą dość ciężko upchnąć prostopadłe ulice w mieście o kształcie muszli (zbudowanym na wzgórzu, o murach w kształcie owalnym). Rzeczywiście starano się, by ulice były prostopadłe tam, gdzie się da, ale Nowy Jork to to nie jest.

- jak najbardziej przemawia to za moją wizją. choćby tak: kultywowano prostopadłość, ale nie można jej było wprowadzić.

A końcówka to już w ogóle mistrzostwo: muszla (czyli forma, będąca jednocześnie esencją) przybrała formę (sic!) muszli (czyli formy będącej jednocześnie esencją). Genialne!..

- 1) bez ironii, poproszę. 2) poza tym zagmatwała Pani. forma - tu: rozumiana potocznie. o esencji w wierszu nie wspominam chyba, nie? powtórzę więc: metafora staje się realną częścią świata przedstawionego, wszystko wraca do normalności.

Powiem tak - cieszę się, że napisał Pan tekst z "wybitnie filozoficznym" wnioskiem - szkoda tylko, że nie dał Pan szansy, by do niego dotrzeć. Tekst jest po prostu nieudolnie napisany, niekonsekwentny, zaplątał się Pan we własnych pomysłach.

- "wybitnie", niech Pani opatrzenie nie zrozumie, znaczyło - typowo. przepraszam jeśli to można było odczytać jako narcyzm. rzeczywiście w tłumaczeniu trochę poplątałem, ale wiersz nie pisze z jakąś myślą, tylko intuicyjnie - potem się zastanawiam (więc się nie mogłem zaplątać w coś czego jako tako nie miałem). moje tłumaczenie powinno być przejrzystszy. jeszcze raz podkreślam: rozumiem, że się Pani nie podoba.

- nie czuję się genialny, nie będę winy zwalał na czytelnika.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Pawle. Naprawdę masz 14 lat?.. No to czapki z głów. Znaczy to, że jesteś niezłym zadatkiem na poetę, choć jeszcze dużo pracy przed Tobą. Potraktuj to jako komplement - potraktowałam Cię jak dorosłego. A teraz do rzeczy:
Masz rację z "ż" oczywiście - kajam się, bo błędów zazwyczaj nie robię, natomiast ścigam je bezwzględnie. Pędzę poprawić. Za dużo morza było wcześniej i mi się widać z rozpędu powieliło ;)
Błędy logiczne - stopniowanie "ideału", zaplątanie (lub morze niezbyt umiejętne przekazanie myśli) pomiędzy muszlą jako formą i esencją, małże czyli rynki pełznące w kierunku morza... Pisałam o nich w poprzednim wpisie. Ilość interpretacji nie może być nieskończona, bo powstaje zlepek przypadkowych słów, nie wiersz. Wiersz jest jak dom - powinien być przestronny, mieć otwarte drzwi i okna, ale musi mieć ściany. Nieskończoną ilość interpretacji mają słowniki. Chyba, że chcesz, by czytelnik sam napisał Twój wiersz, ale wtedy po co w ogóle piszesz?..
Forma jako synonim esencji?... Tu się jakoś nie mogę zgodzić. Forma to coś zewnętrznego, szczerze mówiąc, powinna stanowić dopełnienie esencji, czyli tego, czym dana rzecz jest. Forma może (a nawet powinna) być przejawem esencji. Przy korzystaniu z pojęć o tak szerokim zakresie znaczeniowym trzeba być szczególnie ostrożnym, by nie doprowadzić do takiego zagmatwania, jak w tym wierszu. Proszę pamiętać, że czytelnik zawsze sięga po najbardziej potoczne rozumienie danego słowa, chyba, że zastosuje się odpowiednie wskazówki w tekście, nakierowujące go na inne, mniej oczywiste znaczenie.
O esencji wspominałeś w którymś komentarzu, ("po pożarze z muszli/miasta wyciągnięto esencję (istotę) tego miasta (czego dokonano chociażby w Iliadzie homeryckiej), "na brzeg morza'') w odniesieniu do wersu 4 ("muszlę wyciągnięto"). Stąd wzięła mi się w komentarzu.
Nie mów tu o winie - to bardzo złe słowo. Popełniłeś kilka błędów. Cieszę się, że nie zwalasz ich na czytelnika (i nie chodzi mi o mnie). Poezja nie musi trafiać do wszystkich, autor zazwyczaj pisze do jakiejś konkretnej grupy czytelników, o właściwych kompetencjach czytelniczych, podobnej wrażliwości czy zbliżonym zakresie doświadczeń, o jej jakości nie świadczy ilość "fanów", ani nawet czytelników. Musi jednak pamiętać, że żaden czytelnik nie jest nim samym - jesli komunikat, jakim jest wiersz, ma do czytelnika dotrzeć i zostać właściwie odebrany, autor powinien zapewnić mu klucz do szyfru, jakiego używa, jakiekolwiek wskazówki, lub napisać wiersz w taki sposób, by był dla danego odbiorcy zrozumiały.
Potrafisz patrzeć na rzeczy syntetycznie, myśleć inaczej niż wszyscy. To są zadatki na dobrego poetę. Warsztat zawsze można dopracować. Życzę powodzenia.
Pzdr., j.
PS. Przepraszam za ironię, sądziłam, że jesteś dużo starszy i zakładałam, że te rzeczy są (a raczej powinny być) oczywiste. I to nie jest kwestia podobania, tylko warsztatu, a to jest kryterium wbrew pozorom dość obiektywne. A w kwestii podróży - zawsze jest internet. Jeśli chodzi o Troję, polecam stronę: www.cerhas.uc.edu/troy/. Są fajne wycieczki wirtualne :)
Opublikowano

Pawle. Naprawdę masz 14 lat?.. No to czapki z głów. Znaczy to, że jesteś niezłym zadatkiem na poetę, choć jeszcze dużo pracy przed Tobą. Potraktuj to jako komplement - potraktowałam Cię jak dorosłego. A teraz do rzeczy:
Masz rację z "ż" oczywiście - kajam się, bo błędów zazwyczaj nie robię, natomiast ścigam je bezwzględnie. Pędzę poprawić. Za dużo morza było wcześniej i mi się widać z rozpędu powieliło ;)

Naprawdę. Myślę, że wierszy nie powinno się oceniać po wieku. Błąd się każdemu zdarza. :) nie chcę już polemizować. wszakże starałem się zbliżyć do wiersza otwartego.

Z poważaniem :)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Wierszy nie ocenia się po wieku, ale warsztat można. W końcu wszystko jest kwestią treningu i doświadczenia, o które Tobie trudniej.
Pzdr., j.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Moją równowagą jest smutek  Moją powagą jest smutek Moją prostotą jest smutek    Taki niski   Kiedyś w złych sytuacjach bardzo chciałem być radosny    Są antydepresanty  Ale nie ma tabletek na wywoływanie płaczu    Nie rozumiem tego a to dużo mówi    Ta złość która żyje we mnie musi odejść  Ta frustracja  Ta niezgoda    Ostatnio smutek nawiedził mnie w romantycznym okresie mojego życia młodości  Byłem outsiderem    Teraz smutek przychodzi do nienawiści, jakby przywołany przez nienawiść    Jest, mam wrażenie tyle nieodkrytych sfer w moim odczuwaniu    Po kolei, było tak: nienawiść potem bunt i złość, potem użalanie się nad sobą i bycie ofiarą   Potem destrukcja, potem znowu złość i cierpienie    Teraz poddanie się i smutek.   Najpiękniejszy, najdelikatniejszy on nie stwarza fałszu, on mi pokazuje prawdę taką jaką jest , wybacza zamiast karać.   A gdzie jest teraz sumienie i wewnętrzny krytyk?    Niewiem jak to osiągnąłem, pozwoliłem sobie na uczucie miłości i wdzięczności w relacji przyjacielskiej   Dla mnie smutek jest wolnością  Jest powrotem zakochanego    Teraz to widzę - upadek nastał kiedy niegdyś zacząłem szukać pocieszenia    Czy możliwe że..... skoro teraz mam wiek Chrystusowy to można to interpretować tak, że zaczyna się dobre życie a ten smutek jest związany z nadchodzącym opuszczeniem ukochanego Człowieka, Bliźniego?   I.... może momentem samowiedzy, iż śmierć nie jest dla mnie końcem, przejściem ani nowym początkiem    Jest opuszczeniem ukochanego Człowieka.              
    • z trudnością się wyrasta przy małej ilości światła każdy zakalec wie dokładnie jak bardzo trzeba się naszarpać o odrobinę miejsca   wzdłuż wszerz w górę   mechanizmy tego klimatu nie są zbyt skomplikowane chelicery hoduje się własne a posila się bardzo rzadko na wstręt już nie zauważając   ani na własną okrutność   bo w ciemnym świecie żyje zwykle ciemne pożywienie i niejasne są przypadłości jakimi kieruje się posiłek znajdujący się tuż obok   może szuka odskoczni   gdzie wino nabiera mocy a na półkach obok niego kurzą się graty pośrupane imadło lub emaliowany garnek które nie chcą urosnąć   i nigdy nie potrzebowały  
    • @Maciej Szwengielski - mało osób potrafi właściwie zinterpretować Kazanie na górze, a przecież są dylematy, które tylko serce rozwiązuje właściwie. Wiele u Jezusa opowieści zilustrowanych przykładami, w których zawarto stosowne wskazówki – to pewnik. Czasem ewidentnie widać, że w danej sprawie należy się pokierować sercem, bywa, że nie ma wątpliwości. Duchowni krytykują z ambony modernizm, twierdząc, że to odejście od prawdziwej wiary. Czasem jednak wydaje się, że i u konserwatywnych filozofów katolickich jest za dużo wniosków na wyrost, a u duchownych – za dużo formalności. Kto ma czas zatrzymać się każdego dnia i przeczytać fragmenty, chociażby o rozmowach Chrystusa z faryzeuszami? Przecież tam Nazarejczyk mówi do każdego z osobna, to nauki o sercu. Przez miłość do Boga i ludzi. Po co to komplikować? Nie ma sensu mnożyć bytów ponad miarę.
    • Dedykuję wszystkim Polskim Asom przestworzy, którzy walczyli o wolność i honor dla Polski – niech ich odwaga i poświęcenie nigdy nie znikną z pamięci współczesnych Polaków. Jan Jarosław Zieleziński -----------------------------------------------------------------------------------------   Historia ta o Sprawie i Ludziach Honoru, ze zdjęć starych, pożółkłych – prawie bez koloru, O polskich pilotach wojny strasznych dni, Wolnych i walecznych – tak jak fri-ou-fri*. To historia o Polsce i jej losach w przestworzach, O sile i braterstwie będzie tutaj mowa. Przypomniemy Polaków bohaterskie dni, Z polskiego dywizjonu – asów fri-ou-fri. A więc, żeby nie przedłużać i zacząć od razu, Zasiądźmy za sterami i dodajmy gazu! Wzbijmy się angielskim myśliwcem w przestworza, Cząstki cień historii usłyszeć zza morza... Witold Urbanowicz, będąc nazbyt szczery, na zawodach, z Niemcami miał niezłe afery, Lecz pomimo dąsów i szwargotu pytań, do poziomu sprowadził pana Messerschmidta*. Potem w Anglii, będąc jako wing commander, RAFu opieszałość poznał całą prawdę. Miast czym prędzej Niemcom przypiłować śrubę, Cierpliwości Polaków RAF testował próbę*. Kapitan Paszkiewicz przerwał passę marną. Skrzydłami zahuśtał, po czym krzyknął: „Za mną!” I tak oto RAF z końcem dni sierpniowych, dopuścił dywizjon do lotów bojowych*. Znowu nas wysłali nad londyńskie doki, Blenheimy beztrosko suną przez obłoki... Znowu pilot „Paszko” wszystko to ogarnął. Klucz poderwał słowami: „Do ataku! Za mną!” Jan Zumbach w manewrze samolot przechylił. Już ma Szwaba w muszce! Ale cóż to? Chybił? „Coż to się tu stało?! A niech to cholera! Blokady ze spustu żem nie zdjął gdym strzelał!”* Skręcając dość silnie, aby się nie zderzyć, Blackoutu* doświaczył, lecz zdołał to przeżyć. Lecz co się odwlecze – to już nie uciecze... Cyk-cyk-cyk! – do Heinkla*, dym za nim się wlecze. Kanadyjczyk John Kent nos często zadzierał, By o mały włos Niemiec go ostrzelał, Pan Henneberg Zdzisław na niego nurkuje, Browning Hurricane’a Szwabu nos „pudruje”. „Dzięki, Sir” – Kent mówi (już podczas powrotu), „Żeś mi Messerschmidta zmusił do odwrotu.” „Nie ma za co, lecz poprawkę proszę małą wnieść: Sześć było tych Niemców. Nie jeden, a sześć.”* Stanisława Skalskiego Cyrk był niezłą hecą, Messerschmidtów chmara – Szkopy dzielnie lecą. Garstka polskich asów z nieba na nich spada! Strach Niemców obleciał – biada Niemcom, biada. Innym razem Skalski po podniebnych szrankach: radiostacja milczy, skrzydło ma w kawałkach, Hurricane’em swoim, gdzie zbiornik przecieka, Dotarł do Leconfield – tam już spokój czeka. Mechaników zespół złapał się za głowę: (Samolotu z akcji zostało z połowę) „Dziękuj Bogu na mszy metrową gromnicą! Bo Twój Hurricane, kolego, dziurawy jak sito...”* Zdecydować się na manewr „martwego silnika”*, To doprawdy rozterka pełna wszelkich pytań. Zabronionym manewrem, odwagą się wsławić, By maszynę wierną od śmierci ocalić. Pan Mirosław Ferić zapisał się chwałą, stworzył rzecz tak prostą jak i niebywałą, Dziennik dywizjonu, co się rzucał w oczy, Jerzy Szósty – Król Anglii – też inkaustem zroszył*. Dywizjonu dziennik chłonął wpisów inkaust i zgłoskami złotymi historię zapisał. Zaiste, alianci mogli Polakom zazdrościć – Dywizjonu 303 zwanego „Kościuszkowskim”. Jan Zumbach fantazji ułańskiej dochował, Tuż przy śmigle Kaczora pięknie namalował. Luftwaffe spogląda na raport wieczorem: „Zestrzelił nas ten podły samolot z kaczorem.”* „Johnny” wrócił „zawiany” po balandze nocnej, Do raportu stanął, RAF wkurzał wciąż mocniej. Jego para rąk się jednak w walce nada, Poleciał na akcję i zestrzelił Szwaba.* Wtem RAF raport słyszy przesuwając plansze: „Spokojnie, koledzy, ja go ciut postraszę.”* I już Zumbach serią zaczyna swe szycie, Kolejny Messerschmidt pożegnał się z życiem. Pan Josef František, co odłączał z szyku, stał się w RAF-ie pierwszym z takich samotników. Nad kanałem na Niemców często on polował, i kulami śmierci gęsto ich częstował.* Hurricane, Spitfire i inne maszyny, Tak zabójczo piękne jak alianckie dziewczyny*, Siekające ogniem karabinów Browninga*, Dobrych niemal prawie jak system Gatlinga*. Historia ta ma jednak gorzkie zakończenie: W Jałcie sojuszników zdrada cicho drzemie. Przywódcy aliantów tamtych strasznych dni – Churchill, Roosevelt, Stalin – ci nas zdradzili*. Defilada zwycięstwa i wolności znaków, Wszystkie armie świata, ale... bez Polaków. Ach! Nie sposób zdołać zawiłości tłumaczeń, Na pytanie starszej Lady: „Dlaczego pan płacze?”* -------------------------------------------------- Wiersz napisany na podstawie książki Lynne Olson i Stanley Cloud pt. "Sprawa honoru".

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      -------------------------------------------------- Wyjaśnienia do wiersza: [fri-ou-fri* – jest to swoista gra słów – otóż: liczba 303 wymawiana po angielsku w slangu wojskowym fonetycznie dokładnie tak brzmi, czyli: „three ou three”, natomiast paradoksalnie można ją czytać również jako „free, O! free...”, co w wolnym tłumaczeniu można by przetłumaczyć jako: <Polscy Piloci> „niosący wolność, którą tak ukochali”.] [*"do poziomu sprowadził pana Messerschmidta" -> patrz: opis incydentu przyłapania niemieckiego konstruktora Willy'ego Messerschmidta podczas wkroczenia na polskie zawody lotnicze NIELEGALNĄ i NIEPRZEPISOWĄ drogą, za co Witold Urbanowicz "ukarał" go upokorzeniem w postaci położenia się na ziemi pod groźbą użycia broni przez strażnika lotniska, gdzie odbywały się owe zawody lotnicze -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 57–58 (rozdział: „Polska „będzie walczyć”)] [*"Cierpliwość Polaków RAF testował próbę" -> patrz: opis odwlekania przez dowództwo RAF-u włączenia Polskich Pilotów do lotów bojowych -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 120–127 (rozdział: „Bitwa w Northolt”)] [*"dopuścił dywizjon do lotów bojowych" -> patrz: moment, kiedy dowództwo RAF-u – w obliczu wysokich strat własnych pilotów angielskich i brawurowej i udanej akcji zestrzelenia Messerschmidta – w końcu sierpnia 1940 roku zdecydowało się dopuścić Dywizjon 303 do lotów bojowych -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 127–128 (rozdział: „Bitwa w Northolt”)] [*„Klucz poderwał słowami: „Do ataku! Za mną!”” -> patrz: opis rozpoczęcia ataku na niemieckie bombowce (Blenheimy) przez klucz „żółty” prowadzony przez Kpt. Ludwika Paszkiewicza -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 139–140 (rozdział: „Mój Boże, oni naprawdę ich koszą!”)] [*„Blackoutu” -> czytaj: „blekautu”. „Blackout” jest to chwilowa utrata przytomności spowodowana nagłym spadkiem dopływu krwi do mózgu, najczęściej w wyniku przeciążeń, gwałtownych manewrów lub skrajnego stresu. Objawia się ciemnym „zamgleniem” w polu widzenia i utratą świadomości, która zwykle trwa kilka sekund. [*„Blokady ze spustu żem nie zdjął gdym strzelał!” -> patrz: próba otwarcia ognia ze swoich karabinów Browninga przez Jana Zumbacha i jego reakcję -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 140–141 (rozdział: „Mój Boże, oni naprawdę ich koszą!”)] [*„Heinkla” -> czytaj: „Hajnkla”. Heinkel He 111 był niemieckim bombowcem średniego zasięgu używanym w II Wojnie Światowej we wczesnych latach 40-tych] [*„(...) Nie jeden, a sześć.” -> patrz: opis ocalenia życia kanadyjskiemu pilotowi i jednemu z dwóch dowódców-nadzorców RAF-u Dywizjonu 303 (John Kent) przez polskiego pilota Dywizjonu 303 pana Zdzisława Henneberga -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 146–147 (rozdział: „Mój Boże, oni naprawdę ich koszą!”)] [*„(...) Innym razem Skalski (...)” -> o bohaterskich wyczynach Stanisława Skalskiego i jego Polskim Zespole Bojowym (ang. PFT = Polish Fighting Team, znanym częściej jako „Cyrk Skalskiego”) możemy dowiedzieć się z wielu źródeł, m.in.: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 268–269 (rozdział: „Wojna toczy się w Polsce”), lub np. książka pt. „Cyrk Skalskiego”, autor: Bohdana Arct (również polski pilot RAF PFT)] [*„manewr „martwego silnika”” -> był to zabroniony przez dowództwo RAF manewr polegający na zrestartowaniu silnika przez jego wyłączenie (i czasem ponowne załączenie). Manewr ten był często praktykowany (mimo kategorycznego zakazu dowództwa RAF) przez doświadczonych, polskich pilotów, w dwóch przypadkach: 1. Ocalenia maszyny po ciężkiej walce, kiedy maszyna była tak poszatkowana kulami wroga, że silnik ledwo „dociągał” do lotniska i wówczas piloci wyłączali silnik, żeby w końcowych kilometrach wylądować niczym szybowiec, LUB 2. Manewr ten był wykonywany w celu zyskania przewagi nad przeciwnikiem atakującym z dużą prędkością z ogona, kiedy to, wyłączając silnik np. Spitfire’a, polski pilot wykonywał manewr niemalże natychmiastowego zatrzymania Spitfire’a w miejscu (opór powietrza na wyłączone śmigło był znaczny), kiedy to wrogi samolot, np. Messerschmidt, dosłownie w ciągu 3-4 sekund wyskakiwał do przodu, stając się bardzo łatwym celem. Wadami tego manewru była wysoka zawodność silników Rolls-Royce Merlin, które miały problem z ponownym uruchomieniem w powietrzu. Pamiętać też należy, że w przypadku awarii na zbyt małej wysokości pilot myśliwca ginął, ponieważ wówczas nie było jeszcze systemu katapultowania się na spadochronie, a pilot, który chciał się uratować, musiał to zrobić ręcznie: otworzyć kabinę, wyjść/wyskoczyć i... PRZEŻYĆ, bo dość często zdarzały się przypadki rozstrzeliwania praktycznie bezbronnych pilotów opadających na spadochronie -> patrz: str. 62, książka pt. „Sprawa honoru”, rozdział: „Polska „będzie walczyć””] [*„Jerzy Szósty – Król Anglii – też inkaustem zroszył” -> patrz: opis złożenia wpisu przez Króla Anglii Jerzego VI w Dzienniku Dywizjonu 303 -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, str. 152 (rozdział: „Jak wiele im zawdzięczamy”)] [*„Zestrzelił nas ten podły samolot z kaczorem” -> Jan Zumbach na drzwiach swojego Spitfire’a na dziobie (a więc nieopodal śmigła samolotu) namalował Kaczora Donalda, wówczas popularnej bajki Walt’a Disney’a puszczanej jako filmy rozrywkowe w kinoklubach/messie oficerskiej -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, zdjęcie na str. 117 (rozdział: „Bitwa w Northolt”)] ["Poleciał na akcję i zestrzelił Szwaba." -> patrz: Jan Zumbach, „Ostatnia walka”, wspomnienia pilota Dywizjonu 303 – opis zestrzelenia niemieckiego bombowca podczas Bitwy o Anglię.] ["Spokojnie, koledzy, ja go ciut postraszę." -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, str. 150 (rozdział: „Jak wiele im zawdzięczamy”)] [*„Pan Josef František” -> był to pilot RAF-u czeskiego pochodzenia, ale pragnący latać w Dywizjonie 303 razem z – tak jak i on, nieco krnąbrnymi w kontekście sztywnych procedur RAF-u – Polakami. Zasłynął z tego, że często odłączał się z szyku, żeby „polować” na niemieckie samoloty, które „na oparach” paliwa wracały/uciekały w stronę niemieckich lotnisk -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 119–120 (rozdział: „Bitwa w Northolt”), oraz strony: 154–157 (rozdział: „Jak wiele im zawdzięczamy”)] [*„alianckie dziewczyny” -> mowa o wszystkich kobietach sił Aliantów, które swoją bohaterską postawą dołożyły się do zwycięstwa Aliantów w II Wojnie Światowej (w tym Polkach z polskich formacji wojskowych w kraju, tj. AK, NSZ czy BCh)] [*„karabinów Browninga” -> mowa o karabinach maszynowych stosowanych na pokładach samolotów myśliwskich. Choć wymienione zostały tutaj karabiny Browninga (najczęściej kaliber .303/7,7 [mm]) jako przykład, warto wiedzieć, że myśliwce dysponowały większym asortymentem rodzajów broni, jak np. CKM = Ciężkie Karabiny Maszynowe kalibru .50 (12,7 [mm]), działka Hispano kalibru 20 [mm], a nawet rakiety i bomby] [*„system Gatlinga” -> mowa o nowoczesnym typie ciężkich karabinów maszynowych wykorzystujących tzw. system Gatlinga, gdzie system zamka, spustu i budowy lufy umożliwia strzelanie amunicją wysokokalibrową tak, jakby to był bardzo szybki karabin maszynowy. Najbardziej znane przykłady to M-134 Minigun, czy działko Vulcan montowane m.in. we współczesnych myśliwcach F-16 Fighting Falcon.] [*„(...) ci nas zdradzili” -> patrz: historia zdrady honorowych przyrzeczeń wojskowych opartych na faktach na przykładzie Teheranu -> patrz: np. książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 275–277 (rozdział: „Wojna toczy się w Polsce”) oraz strony: 289–299 (rozdział: „Sprawa honoru”)] [*„Na pytanie starszej Lady: „Dlaczego pan płacze?”” - (czyt. "na pytanie starszej Lejdi: „Dlaczego pan płacze?”" -> patrz: opis defilady tzw. „wojsk sprzymierzonych” w kontraście do przepełnionego smutkiem Asa Polskich Pilotów Myśliwskich – Witolda Urbanowicza jako symbolu „zwycięskiej” Armii Polskiej, która na skutek nacisków Stalina i cichego przyzwolenia Roosevelta i Churchilla nie mogła uczestniczyć w zwycięskiej paradzie, która odbyła się 8 czerwca 1946 w Londynie -> patrz: np. książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 15–18 (rozdział: „Prolog”)]    
    • śnię o umarłych nie widząc ich twarzy nigdy nie widziałem   cień pod ścianą stary przyjaciel którego porzuciłem   woła mnie matka ma otwarte ramiona za późno na miłość   jestem jak ona w krainie nieżywych tęsknię za życiem  
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...