Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

złe słowa
czasem zakwitają kłamstwem

zakorzenione w głowie
sięgają głeboko spijając perspektywy
haustami do dna
rozwidlone
dosięgają mackami najskrytszych
myśli

każda godzina
usycha podlana rozczarowaniem

życiodajne doświadczenia
straciły moc

nie wyplewię
wczorajszego dnia

Opublikowano

Prawda z najprawdziwszych,poruszył mnie i to bardzo!

"każda godzina
usycha podlana rozczarowaniem

życiodajne doświadczenia
straciły moc

nie wyplewię
wczorajszego dnia"

Super !Uściski!

Opublikowano

Beatko, przy pierwszym czytaniu nie podobały mi się te rozbuchane wersy w środku (te najdłuższe), ale w końcówce

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


nabierają znaczenia. Jednak wycięłabym "najskrytszych" i życiodajne" i może jeszcze coś przy :"każda godzina...)
Pozdrowienia ślę :)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Tak..

Tak bywa że w życiu nie zawsze
Deszcz spadnie tam gdzie byśmy chcieli
Płaszczem swym mokrym kłamstwo zakrywa
By w skryciu je karmić i dać mu rosnąć.

Pozdrawiam i czekam na kolejny wiersz.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Arsis    piękno, smutek, symbol,   forma graficzna - która mi się podoba    i tak zwane lśnienie (promyk - idąc za L.M.Montgomery)  
    • @Gra-Budzi-ka Oj,

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      jakie fajne! 
    • @Poezja to życie   oby perfekcyjnie zabijał ! I bezboleśnie

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      pozdrawiam !
    • Przechodzą cicho, mając przeszklone spojrzenia. W przedpokoju. W pokoju. W noc ciemną i tkliwą. W noc majową. W pełną szumiących liści, pełną drzew, gałęzi, podziemnych korzeni.   I w tę noc podążają moje złudy, widma… Te moje odwieczne i wciąż milczące od lat pięćdziesięciu chore iluminacje.   Przepoczwarzają się. To znów nieruchomieją. Ale są. I płyną naprzeciw obłokom bez-szepnie. Albo szepczą jak wiatr na przekór milczenia. Albo stwarzają się od początku. I znowu. I wiecznie…   Dręczy mnie ta struna. Zaciska się coraz ciaśniej.   W bolesnym skowycie powolnego rozpadu.   W progu uchylonych drzwi leży zakurzone truchło jakiegoś ptaka. Szkielet obsypany piórami. I ten szkielet podobny raczej do szkieletu człowieka, lecz z białą podłużną czaszką i z otwartym w jakimś zastygłym grymasie dziobem.   I z czarnymi oczodołami niewidzącej śmierci. Tej samej, która naznaczyła spojrzenia mojej matki i ojca, kiedy ich oczy wyrastały z czarnej, błotnistej, mokrej od deszczu ziemi. Wyrastały jak kiełkujące pąki jakiejś melancholii spomiędzy kwiatów białych chryzantem.   A więc rozbił się przed wiekami ten ptak, nie-ptak.   Roztrzaskał w koszącym locie. W gazetach pisano wtedy: to było samobójstwo.   (Włodzimierz Zastawniak, 2026-05-05)      
    • @.KOBIETA.     dziękuję wszystkim

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      tak …spokój wewnętrzny bez czynników zewnętrznych ! Buziaczki
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...