Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Wczesną wiosną ogłoszono konkurs o zasięgu ogólnofajflandzkim. Konkurs wyrósł z naturalnych potrzeb duchowych i dążeń całego postępowego społeczeństwa Fajflandii. Miał na celu przeciwstawienie się skostniałym, ciasnym normom obyczajowym, zacofaniu i przestarzałym zakazom moralnym, tłumiącym indywidualność i rozwój jednostek.
Dyrektor Bożydar Pimpa postanowił wziąć udział w konkursie; ba! – postanowił go wygrać. Był perfekcjonistą z natury. Czuł, że jest tu najlepszy. Miał naprawdę ambicję wygrania w tej sferze życia. Zresztą na jego ambicję miała też niemały wpływ atrakcyjność nagrody głównej: półroczne samotne wakacje w luksusowym hotelu w ciepłych krajach, z dowolną ilością wstępów na basen, wynajęć ekskluzywnych samochodów oraz łodzi żaglowych i motorowych. To wszystko przecież stanowi marzenie lub treść życia wielu ludzi! A on nie musiałby się z nikim dzielić – byłby w tym niebie zupełnie sam! I nie musiałby nic a nic robić – we wszystkim by mu usługiwano! I jakże wzrósłby jego prestiż!
Dyrektor Pimpa wziął się za realizację wymogów konkursowych natychmiast po otrzymaniu regulaminu drogą elektroniczną. Zgłosił swój akces, uzyskał mejlową akceptację i poszedł do pokoju żony. Akurat kończyła czynić gruby, solidny makijaż, który służył jej głównie do ukrywania niepotrzebnych uczuć i zmarszczek.
- Kochanie, wiesz, tak sobie myślę, że nadeszła chyba najwyższa pora, żeby się rozwieść – zaczął dyplomatycznie.
Popatrzyła na niego badawczo:
- Tak sądzisz? Dlaczego akurat teraz?
- Mamy za sobą już siedem lat pożycia. To bardzo dużo, biorąc pod uwagę statystyczny czas trwania małżeństw fajflandzkich. Czytałem naukową rozprawę o tym, że normalne uczucie międzyludzkie powinno się zakończyć po czterech latach. Ktoś może nas podejrzewać o jakieś zacofanie, zastój emocjonalny, może nawet o wstecznictwo obyczajowe!
Zamyśliła się przez chwilę. Spojrzała na swoją twarz w lustrze.
- Może masz rację – powiedziała – odfajkowaliśmy już najcięższy obowiązek wobec ojczyzny: wychowaliśmy dziecko, doprowadziliśmy je do obowiązku szkolnego, a teraz to już szkoła jest od dalszego wychowywania Gabrielcia. My jesteśmy mu potrzebni już tylko jako sponsorzy, a w tym celu nie musimy być dalej małżeństwem. Po co się męczyć takim uzależnieniem, liczeniem się z tobą, kompromisami, tolerowaniem tych twoich wad i zagrań, po co. Jestem jeszcze młoda, niebrzydka, jeszcze mogłabym sobie pożyć, poszaleć, pobawić się. A w małżeństwie można się tylko zestarzeć.
- Ja także jestem szczęśliwy, że mogę mieć to już za sobą i wreszcie się od ciebie uwolnić. – odetchnął z ulgą - Mamy prawo być niezależni, niczym nieograniczeni, mamy prawo nie dzielić z nikim swojej własności.
- Masz rację, kochanie. Ty zawsze masz rację – uśmiechnęła się do niego zalotnie.
„Ona rzeczywiście jest jeszcze zupełnie niezła – pomyślał – co prawda znudziła mi się i coraz bardziej denerwuje mnie tymi swoimi dziwactwami, mam już tego dosyć. Ale kiedy od niej odpocznę, to za jakiś czas możemy sobie jeszcze nieźle poszaleć...” Uśmiechnął się do swoich myśli i puścił oczko do żony.
Potem wyszedł do pracy na resztę dnia, jak zawsze.
Za jakiś czas - szybko i bez kłopotów – otrzymali rozwód, a niedługo potem wyrok dotyczący alimentów oraz podziału majątku. Oboje zostali pokrzywdzeni, oszukani i wykorzystani, sąd okazał się niesprawiedliwy dla każdego z nich, no, ale trzeba było realizować jego postanowienia, bo cóż innego pozostało? Najważniejsze jednak, że stali się znów wolnymi, nieograniczonymi przez rodzinę ludźmi.
- Wiesz – zamyśliła się nieco Angelika, wychodząc z sądu – małżeństwo to jest w ogóle przeżytek. Być może to był nasz największy błąd życiowy. Być może zmarnowaliśmy swoje najlepsze lata.
- A wiesz – przejął od niej refleksyjny ton – ja też coraz częściej tak myślę. Zresztą nie jest to żaden nowy pogląd. Słyszę co rusz takie opinie o małżeństwie od różnych ludzi, także od tych najbardziej inteligentnych i wykształconych.
- No tak... Pobraliśmy się, żeby spłodzić i wychować dziecko, bo tak nakazywał dobry ton. Boże, cóż za przestarzałe, drobnomieszczańskie obyczaje! Przecież syna mogłaby wychowywać jakaś niania z dzikiego Wschodu. My bylibyśmy wolni, a dziewczyna miałaby pracę w godnym, cywilizowanym kraju.
- Miejmy nadzieję, że nasz syn nie popełni tego samego błędu.
- O, na pewno nie. On jest bardzo inteligentny. I bardzo zbuntowany przeciwko tym purytańskim ograniczeniom osobowości.
Po tygodniu Angelika zadzwoniła z następującą rewelacją:
- Bożydarze, słuchaj, ogłoszono konkurs ze świetnymi nagrodami! Jesteśmy wolni i możemy wziąć w nim udział.
- Jaki konkurs? – zapytał niby obojętnie.
- Na najbardziej seksownego, aktywnego i przedsiębiorczego kochanka/kochankę Fajflandii. Chodzi o to, żeby się wykazać dużym powodzeniem u płci przeciwnej i szerokim uznaniem wśród jej przedstawicieli. Należy nakłonić do radosnego, nieskrępowanego seksu jak najwięcej osób, a potem każdą z nich poprosić o wysłanie pisemnej opinii o jej przeżyciach do organizatorów konkursu. Im większą wykażesz popularność, im więcej dostaniesz pochwał za (cytuję): „łatwość nawiązywania kontaktów, komunikatywność, bezpośredniość, otwartość, przedsiębiorczość, szybkość działania, umiejętność dokonywania zmian, dobrych wyborów i odnajdywania się w nowych sytuacjach, atrakcyjność dla osób przeciwnej płci, kulturę seksu i wyrobienie artystyczne w tej dziedzinie”... Można zdobywać punkty za wiele cech i dokonań.
- Wiem. Ja też dostałem tego mejla – przyznał się wreszcie.
- Tak? A dlaczego nie powiedziałeś? Bożydar, a może ty po to właśnie rozwiodłeś się ze mną? Żeby zgarnąć nagrodę, a nie dla postępu?
- Nie powiedziałem, bo wiedziałem, że tak pomyślisz.
- I pomyślałam.
- I słusznie.
Trzeba tu zauważyć, że Pimpowie byli na ogół zgodnym małżeństwem. Bodaj nigdy się nie pokłócili. Nigdy nie poczuli takiej potrzeby. Byli sobie doskonale obojętni.
Teraz także zgodnie ustalili, że po koleżeńsku każde z nich wyśle świetną opinię o drugim do organizatorów konkursu. I dotrzymali słowa.
Od dnia wniesienia sprawy rozwodowej do sądu Bożydar szalał. Kupował wciąż nowe ubrania w ekskluzywnych galeriach mody, bywał w studiu urody i młodości, zapisał się do Szkoły Szarmancji i Konwersacji Towarzyskiej. Rzucał uwodzicielskie spojrzenia kobietom w sklepie, na poczcie, w kościele, na ulicy. Przynajmniej raz w tygodniu umawiał się z którąś z nich na randkę. Na ogół nie napotykał oporu w sferze seksu, a to głównie z tej przyczyny, że panie też w większości były uczestniczkami konkursu . Poza tym był naprawdę coraz bardziej atrakcyjny i na topie.
Tylko w pracy dyrektor Pimpa był nieprzystępny i kamiennie poważny, mimo że młodziutka sekretarka od dawna bardzo mu się podobała. No, ale rzucając uwodzicielskie spojrzenia kobietom w pracy, mógłby się narazić na oskarżenie o molestowanie seksualne.
Nie przeszkadzało mu to w zdobywaniu coraz większej ilości punktów za wszelkie cenione w konkursie cechy i sprawności. Z satysfakcją codziennie przeglądał w Internecie tabelę konkursową, w której plasował się coraz wyżej. Po kilku miesiącach był już w pierwszej dziesiątce. To mu zresztą dodawało popularności wśród kobiet, działało na zasadzie samonapędzającej się machiny. Interesowały się nim coraz bardziej atrakcyjne przedstawicielki płci pięknej, takie, za których przychylne opinie otrzymywało się najwięcej punktów: dziewczyny znacznie od niego młodsze, damy z wyższych sfer, szczęśliwe mężatki, najbogatsze kobiety Fajflandii, laureatki rozlicznych konkursów piękności, modelki, aktorki, sekretarki – sam kwiat kobiecej atrakcyjności, seksapilu i piękna.
Bożydar bawił się doskonale i był bardzo szczęśliwy, mimo że nigdy dotąd nie prowadził tak aktywnego i wyczerpującego życia. Rankami w godzinach lanczu wpadał do fryzjera lub do kosmetyczki, albo do krawca. Po obiedzie biegł w podskokach do Szkoły Szarmancji i Konwersacji. Wieczorami po pracy Fajflandia tętniła życiem, radością i pięknem. Odnowieni, zadbani, super modni ludzie po operacjach plastycznych i liftingach, eleganccy, szarmanccy i wspaniale odziani, wypełniali kawiarnie, restauracje, kina, teatry, sale koncertowe i cyrki. Nigdy społeczeństwo tego kraju nie było tak odmłodzone, seksowne, aktywne, rozradowane i przedsiębiorcze.
Konkurs trwał zgodnie z regulaminem przez całą wiosnę i lato. Zakończył się wraz z nadejściem października. Wyniki ogłoszono w Internecie i wielu innych mediach na początku smutnego już, deszczowego listopada; związana z tym uroczystość na chwilę ożywiła jesień i przywróciła pamięć tego wspaniałego, niezapomnianego lata.
Wyłonienie laureatów obu płci nie było trudne, gdyż punkty liczono na bieżąco przez cały czas trwania konkursu. Oczywiście wygrał dyrektor Bożydar Pimpa. Jakże mogłoby być inaczej! Wygrywał zawsze i we wszystkim, wygrywanie i zagarnianie całej puli dla siebie było zawsze najważniejszym celem jego życia.
Angelika Pimpa – również bardzo nowoczesna, postępowa i atrakcyjna kobieta – dostała trzecią nagrodę, czyli dwumiesięczne wakacje w pięciogwiazdkowym hotelu na Lazurowym Wybrzeżu. To i tak nieźle, biorąc pod uwagę, że był to ogólnofajflandzki konkurs i prawie całe społeczeństwo brało w nim udział. Pierwsze miejsce w kategorii kobiet otrzymała sekretarka dyrektora Pimpy, a drugie – znana w stolicy wróżka, obsługująca całą elitę naukową i artystyczną, a zdaje się także i polityczną.
Wręczenie kart pobytu w nagrodowych hotelach odbyło się w stolicy w ogromnym splendorze, z występami artystów, wśród wiwatów, gratulacji od wysoko postawionych gości, z przemówieniami organizatorów i fundatorów (byli to dyrektorzy fabryk luksusowych kosmetyków, odzieży i obuwia, projektanci mody, właściciele klinik odnowy biologicznej i liftingu, znani chirurdzy plastyczni, posiadacze restauracji, kawiarni, placówek kulturalnych i rozrywkowych, słynni przedstawiciele szołbiznesu). Uroczystość pokazywały i opisywały wszystkie media. Prezydent kraju obiecał, że jeśli zostanie wybrany na następną kadencję, to postara się, aby taki konkurs przeprowadzano odtąd corocznie.
Bożydar wrócił do domu upojony szczęściem, dumą i najdroższym szampanem francuskim. Rozmyślał o tym, jak głupi i zakuci są ludzie, którzy uparcie, wręcz maniakalnie trzymają się instytucji małżeństwa, którzy całe życie spędzają u boku jednego partnera czy partnerki. Nie mógł się nadziwić, jak można być tak mało przedsiębiorczym, tak leniwym, prowadzić tak monotonne życie, popaść w taki marazm. Pomyślał, że to nie tylko zacofanie, nie tylko zabobonna wiara w „miłość”, ale że to pewnie nawet rodzaj jakiejś ociężałości umysłowej, kompletny brak woli, niezdolność do jakichkolwiek innowacji i korzystnych zmian w życiu.
Na szczęście takich nieudaczników jest już w Fajflandii zdecydowana mniejszość.
Tylko pojawiły się pewne kłopoty, bo nie wiadomo, dlaczego wraz z tą radosną kulturą konkurencji, posiadania, konsumpcji i kultu zewnętrznego piękna, zaczęła gwałtownie narastać przestępczość, frustracja, znudzenie, poczucie bezsensowności, depresje, samobójstwa, morderstwa… Ale w końcu od tego są psychiatrzy i policja – im też trzeba dać możliwość zarobienia.

Opublikowano

Jeeej.
Podoba mi się, dlaczego to tylko opowiadanie! Jak dla mnie to i książke mozna napisać.
Ale jakbyś napisala jakąś i wydaliby ją, to koniecznie daj mi znac, tak? Kupię ją, przeczytam i ustawie na mojej półce z książkami (;

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Marta, dziękuję serdecznie i uniżenie! Ojeeej, naprawdę nie spodziewałam się aż takiej pochwały!
Jeśli kiedyś wydam książkę, to nie zapomnę o Tobie na pewno! Dzięki dzięki dzięki!
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Wando, ja nie wymagam ani nie oczekuję, że wszystko, co napiszę, będzie się podobać każdemu. Nie musisz chwalić. No, ale "ple ple ple" oraz "płaski jak papier" to jest Twój niegrzeczny komentarz, który nie daje mi nic, bo niczego nie doradza, nie pokazuje, nie proponuje ani nie uzasadnia. Nie jest konstruktywny. Po co go napisałaś?
Opublikowano

Kiedyś napisałem na podobny temat taki wiersz:


nowość

odkąd na rynku
w różowo lśniącej błonie
pokazały się kurwy dziewice
- ożyły nadzieje ocalenia świata

co noc mężczyzna we własnym domu
miał pierwszy kobietę
a ta nie musiała beznadziejnie kłamać

wszyscy szybko się uzależnili

potem
ostatnie zdrady objęto ochroną i o! o! o!
pokazywano w zachwycie palcami


Jak widać przewiduje Fajflandię i aspekty ogłoszonego w niej konkursu ;)
"Mającego na celu przeciwstawienie się skostniałym, ciasnym normom obyczajowym,
zacofaniu i przestarzałym zakazom moralnym, tłumiącym indywidualność i rozwój jednostek"

Pozdrawiam.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


No Ty jesteś niemożliwy! ;-DDD
Tyle, że w naszym realnym świecie dziewice już się znudziły, zarówno z żeńskiej, jak i z męskiej strony. Ale ciekawsze i coraz to młodsze nowości ciągle uzależniają. :-)
Zupełnie jakbyś czytał pewną drakę, którą raczyłam rozpętać tym razem na JL-u; czyżbyś tam był? Jeśli nie, to lepiej nie czytaj. :-/
Dziękuję za wiersz - świetna kwintesencja tego, co w moim opowiadanku.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Wiersz ma już z 10 lat. Jeden z moich pierwszych, więc czytając Twoje opowiadanie
mogę powiedzieć, że wyprzedziłem myśl twórczą ;) A to inny z tamtego niezrozumiałego
wówczas dla innych cyklu, w którym jak widać przewidziałem charakterystyczne
dla naszych czasów konflikty na tle religijnym:


XXI wiek

wczoraj późnym wieczorem
wykryto kolejnego wirusa betlejemskiego

jezus
atakuje strony XXX
umieszczając własne hasła
poparte serią cudownych efektów
nieznanej natury

PAMIĘTAJ!

stosuj tylko nasz
najnowszy program antywirusowy
Judasz Scanner
ze strony
h ttp://www.król.Herod
- od dziś
za jedyne 30 srebrników!

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Wiem, rozumiem. (Co prawda mówiłeś, że piszesz od ośmiu lat, ale ja nigdy za bardzo w to nie wierzyłam - za świetnie Ci to idzie! :-))) Nie sugerowałam, że napisałeś wiersz pod wpływem mojego opowiadania, tylko chodziło mi o to, że króciuteńko wyrażasz podobne zjawisko, jakbyś je podsumowywał.
Ten drugi jest też kapitalny! ;-DDD O rany, ale się uśmiałam!
Ciekawe, kiedy nas zbanują na amen za teksty obrazoburcze i antyreligijne? Jak myślisz? :-)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Wiem, rozumiem. (Co prawda mówiłeś, że piszesz od ośmiu lat, ale ja nigdy za bardzo w to nie wierzyłam - za świetnie Ci to idzie! :-)))

Owszem, ale zauważ, mówiłem to już ze 2 lata temu. A może będąc jeszcze Sokratesem? Ech,
jak ten czas nam leci... epokami :) Czy nie masz podobnego wrażenia, że to co najmniej dziwne?
Więc dziś, jako że cały dzień byłem pod wrażeniem rubajatów, coś z tej innej beczki
(choć to już nie Sokrates a raczej Diogenes z Org... znaczy się z Synopy) dla Ciebie:


1412

Brak Twoich darów wolę niż dary od innych,
Rany od Ciebie wolę niż balsam od innych.
Lepsza rozłąka z Tobą niż innych obecność,
Twe gniewne słowa wolę niż pochlebstwa innych.

Maulana Rumi

www.youtube.com/watch?v=Iy0wSGUa3RY

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Waldemar_Talar_Talar Dziękuję za szczery komentarz, bo to wszystko prawda. Cóź mogę powiedzieć.. Trzeba nieustannie dbać o to, żeby w merytoryczny i przystępny sposób przekazywać wiedzę kolejnym pokoleniom, żeby wiedziały więcej.. żeby np. rozumiały PRAKTYCZNĄ część zastosowania "nudnej" historii, a mianowicie, iż historia to dziennik zdarzeń, który wykorzystany w odpowiedni sposób pozwoli oszacować przyszłość. Najciekawsze w tym jest to, że pisze to człowiek, który raczej ukochał przedmioty ścisłe: matematykę, fizykę, chemię, biologię, etc. ;) Pozdrawiam serdecznie! J. J. Zieleziński   @Poet Ka Jest mi bardzo miło, że mój skromny wierszyk się Tobie spodobał Poet Ko :) Pozdrawiam serdecznie! J. J. Zieleziński   @Berenika97 Mam dokładnie to samo zdanie. Uważam, że jako Polacy posiadamy na tyle intelektu i sprytu, że powinniśmy to wykorzystać. Nie na darmo słowo wywiad i kontrwywiad po angielsku to odpowiednio: inteligence i counterinteligence. ;) Dziekuję za przepiękny, rymowany komentarz, który mógłby być doskonałym uzupełnieniem tegoż wiersza. Bardzo to doceniam Bereniko. Pozdrawiam serdecznie! J. J. Zieleziński      
    • porwane w ry- trzepot lekkich skrzydeł w wietrze nawzajem przycią- wpadają w quasi-śnieżny puch w impecie zaginają sobie skrzydła skra, rzucona w ogień zapalniczka słońce najcieplejszego dnia w tym roku smugi jak opatrzność bo- stęk połyka jej sapiący oddech pot to rosa miłości skraplana z trudnej do wdechu, ach, pa- pary, pary.. w powietrzu... smuga jego cienia ledwo widoczna z zniknęła jacy oni muszą być czer- jej skrzydło muska jego skrzydło tracą na chwilkę swe impety on ucieka, od tego, że goni ona goni, za tym by uciekać gorący wiatr po- porywa ziarnka piasku na rzęskach osiada więcej puchu za słabe skrzydła by je złamać trzeba by je zmiąć, czy podrzeć wir..zakręcił        ...nie nie widzę nie widzę cię a wiszę, wiszę kiedy ćmy wskakują w ognie wskaż mi dro- gi, drogę, drogi, drogi zderzenie samymi paliczkami odrywa z obu część energii aż padną oboje na ziemię   ============ dla najlepszego efektu sugeruje się, aby osoba recytująca wykonywała w międzyczasie deskę.
    • Zamknięty na pustej łące. Uwierzył. Ma przy sobie śniadanie, lecz usłyszał, że odczuwa głód. Uwierzył i opada z sił. Cisną go buty, chociaż idzie na bosaka. Też uwierzył. Pada deszcz, lecz nie może zwilżyć ust. Kolejny raz uwierzył. Ma dziesięć centymetrów wysoka, a trawa cholernie wysoka. Tak rzekł Głos.   –– A on uwierzył? –– Skąd wiedziałeś? Prorokiem jesteś? –– Jestem mówiącą małpą. Wierzysz? –– Wierzę. –– Akurat… zwierciadłem. Wierzysz? –– Wierzę. –– Cholera jasna. Czy jest coś, w co nie wierzysz? –– Tak. –– Co? –– Nie wierzę, że mógłbym w coś nie uwierzyć. –– To jest sprzeczność. –– Wierzę, że nie jest. –– Hmm… a zatem nic dziwnego, że jesteś... kim jestem.   ***   –– A kim jesteś? –– Tym, w co wierzysz. –– A w co wierzę? –– Skąd mi wiedzieć, konkretnie w co? Jestem wszystkim. –– Jak to wszystkim? –– Skoro wierzysz we wszystko, a ja jestem tym w co wierzysz, to jestem wszystkim.   –– Nie chce wierzysz we wszystko. Chce mieć wybór. –– Trudna sprawa. Szczególnie dla ciebie. Kolejna sprzeczność. –– A wiesz, że zawsze kłamię? –– Skoro powiedziałeś prawdę, że zawsze kłamiesz, to nie zawsze, bo przed chwilą nie skłamałeś. A jeżeli skłamałeś, że zawsze kłamiesz, to też nie zawsze kłamiesz. –– Ale wierzę, że kłamię. –– Czyli nie we wszystko wierzysz, bo w niektórych kwestiach mogłeś mnie okłamać? To ja już nie wiem, kim jestem. –– Wierzę, ale to nie zmienia faktu, że przez to zmienię realny świat. Pozostanie takim jakim jest faktycznie. Moje wierzenie lub nie, tego nie zmieni. –– Zatem dla każdego innym, w zależności od kontekstu, związanego z jego pojmowaniem świata. Czyli każdy ma swoje małe światki, z którymi się boryka w jednym dużym, takim samym dla wszystkich, w sensie niezmiennych zasad. –– Niezmiennych? Czy aby na pewno? Wierzę, że nie.   –– Skoro wierzysz, że potrafisz kłamać, to nie wiem, czy mogę ci zaufać? –– Nie możesz. A wiesz dlaczego? –– Wiem. Bo ty sam sobie nie ufasz? –– A ty? –– Nie można do końca ufać teatrowi, w którym gra się główną rolę. Kurtyna może być podniesiona za wcześnie. –– Lub za późno zasłonić nasze przedstawienie, przed publicznością. –– Chyba, że jej nie będzie. –– Ważne, by mieć dystans do samego siebie i wciąż ten dystans pokonywać, czasami na bieżni autoironii, co daje zupełnie inna perspektywę, spojrzenia na bliźniego swego i świat wokół. –– Jest jeszcze sufler. –– A co ma sufler do tego? Wierzysz, że jest i zawsze słusznie podpowie? –– Wierzę, że trzeba nam skończyć przynudzać, bo żaden rozumny tego nie przeczyta, ze zrozumieniem.   –– Rozumny w jakim zrozumieniu? W porównaniu, do jakich umysłów? Racjonalnych, zwariowanych, roztropnych, praktycznych, szalonych, abstrakcyjnych, stąpających twardo po ziemi lub kompilacji tego wszystkiego, co wymieniłem i nieskończonej reszty możliwości –– Wierzę, że umysł nie może stąpać twardo po ziemi. –– Ale jego transporter szarych fałd, już tak. –– Chyba, że się poślizgnę na własnej pewności, bo za gładko. –– Pewności czego? –– Wszystkiego w co wierzę, że uznaję za pewne. –– Na przykład życia po tym, jak zwalisz… –– Kupę? –– Nie. Kopnę nogą w kalendarz, a kołek w ścianie, za bardzo przerdzewiały? –– To akurat nie jest pewne, to całe: po tym, aczkolwiek możliwe. Na to nie mamy żadnego wpływu. Pozostaje jedynie cierpliwie czekać i tu akurat jest pewność, że każdy doczeka swój rozkład jazdy. –– Dokąd?   –– A skąd mam to wiedzieć? Nie byłem, nie wróciłem, a jak będę, to nie wrócę. Można jedynie domniemać, że jeżeli nic tam nie ma i znikniemy zupełnie absolutnie, razem z tym wszystkim, cośmy dokonali jako rasa ludzka, to można takie założenie, bardzo skrótowo przyrównać do sytuacji, kiedy człowiek przeżywa wiele wspaniałych przygód i nagle doznaje totalnej amnezji i nic nie pamięta, z tego co przeżył. To równie dobrze, mógłby tego wszystkiego nie zaznać i wyszło by na to samo. Szczęście nie pamiętane w nas umiera. Przestaje być szczęściem. –– Zło nie pamiętane, też przestaje nas męczyć jak diabli. Bo ta cała rasa, taka święta nie jest. I my razem z nią. Tfu! –– Ale jest czasami potrzebne w sensie porównawczym, by wiedzieć, co nas dobrego spotkało i co nam się udało uniknąć, gdyż czasami o tym zapominamy. Niezapominajki mają lepiej. Rosną i wszystko pamiętają. –– Nie wiem czy lepiej, skoro tak. No dobra. Kończmy, bo zgłodniałem. –– Chcesz mnie zjeść? A może wszystkie rozumy? –– Zgadnij w jakim zrozumieniu, jestem rozumny? –– Tak głupkowato skończymy naszą wspaniałą, jakże nowotarską dysputę? Jak tak można? Czterema razami o rozumach?   –– No przecież jesteśmy aż i tylko ludźmi. Potrafimy równie mocno miłować lub przeciwnie. Taki kogel mogel, cały czas przez los, lub nas samych mieszany. Mamy rozum, ale nie całą wiedzę, by pojąć chociażby własny umysł i nie podcinać gałęzi, na której siedzimy, od strony pnia. Już nie wspomnę o tym, co poza naszym pojmowaniem.   –– A o czym nie wspomnisz? –– Co? Długo tak będziemy siedzieć i wspólnie milczeć. Nawiążmy wreszcie jakąś sensowną rozmowę. –– A o czym nie wspomnisz? –– Co? Długo tak będziemy siedzieć i wspólnie milczeć. Nawiążmy wreszcie jakąś sensowną rozmowę. –– A o czym nie wspomnisz?...        
    • @Na liniach czasu   lato z miodem   niebo z konstelacjami gwiazd   łąka złocista od kwiatów    lgną i tak przenikają się   jak miód na tej kromce chleba     dając smak ciepłych miesięcy   i kwiatów w słońcu stopionych
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...