Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



-piszesz o ideologii - łamiemy wszystkie tabu! i rzeczywiście, pole buraków nie ma żadnego tabu ale jakie szerokie horyzonty.

-"wybór należy do Ciebie" :), ale czy mamy wybór, jeszcze?

-celem jest władza, władza absolutna, nad polem buraków - do zrealizowania w krystalicznie czystej formie - sztuka doskonała :))

- sztuka, szeroko rozumiana, służy i dziś celom ideologicznym - taki socrealizm w nowym wydaniu, estetycznie okropne, ideologicznie - cacy! gadanie, że jest to poszukiwanie nowych form artystycznej ekspresji zostawiam bez komentarza, zbędny. przeciwko takie sztuce protestuję! akceptuję komercję, nawet przegięcia w postaci np. "konia w formalinie" do kupienia za koszmarne pieniądze - jeżeli znajdują nabywców, dlaczego nie!
  • Odpowiedzi 55
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

Opublikowano

Chyba trudniej było by nam się zgadzać na wszelką możliwą sztukę, gdyby dotyczyła naszych uczuć, lub bliskich nam osób bardziej bezpośrednio. Nikt chyba nie chciałby kupić w słoiku z formaliną swojej mamy, taty, czy ukochanego psa?

prowokuję, wiem

Marek

Opublikowano

Wszystko zależy od indywidualnego podejścia odbiory; jego wrażliwości, poczucia estetyki, zapotrzebowania na bodźce stymulujące wewnetrzny rozwój intelektualny i ubogacania sfery uczuciowej, której zaczyna brakować nowych, ciekawszych, orginalniejszych doznań - jak chleb dla ciała, tak sztuka dla ducha.

W dobie tv, internetu i lotów w kosmos nasza wszestronna aktywność i kombatybilność zostają wystawiona na próbę. To oczywiste, że już nie wystarcza jaskinia, zwierze do odłowu i ogień.
Kontakty międzyludzkie odbywają się teraz na bardziej wyrafinowanym poziomie.
Ciągłe poszukiwania oryginalności sprawiają, że nie istnieje"nietykalne"
Wiara katolicka jest wyjatkowo cierpliwą materią - tym łatwiej bazować i pasożytować na uczuciach Chrześcijan, których główną doktryną jest miłość i przebaczenie.
Nie sposób nie zauważyć rakowych komórek na żywym organiźmie - rydzykowych nośników ciemnogrodu i pacyfikacji intelektualnej jednostek najmniej odpornych, niewykształconych, chorych i starych, które w kilka lat, przezt ascezę dogmatyczną próbują odkupić całe życie.
Na szczęście Bóg nie jest tak małostkowy, jak niektórzy jego wyznawcy.
To fajny Ojciec, z poczuciem humoru i niewyczerpalnymi pokładami tolerancji i cierpliwości.
Obdarowano nas rozumem i samoświadomością. Jesteśmy twórczy i kreatywni, dlatego uważam, że każda forma poszukiwania sztuki w sztuce jest na miejscu.

Poszukiwania, ale nie wszystko powinno się akceptować i gloryfikować kanonem.
Sumienie - to chyba najlepszy wyznacznik wartości i granic.
Jeżeli wystawa ludzki zwłok budzi we mnie odrazę i wątpliwości natury etycznej - nie jest dla mnie sztuką, a prowokacją i chęcią skupienia uwagi przez autora na autorze - szybką karierą za jeszcze szybsze pieniądze, a wszystko bazuje na zwykłej, kuriozalnej CIEKAWOŚCI.
Wierzący przez szacunek dla doczesnej światyni Ducha Świętego odrzucą taki eksperyment. Esteta nie pogodzi się z faktem obnażania i profanacji. Agnostyk, a nawet ateista też mają bliskich - i tu wystarczy zadać sobie proste pytanie: "Czy pomnożyłabym wystawę o eksponaty ciał mioich bliskich?" Odpowiedź negatywna jest jednoznacznym odrzuceniem takiej "sztuki".

Podobnie rzecz się ma z krzyżowaniem penisa i domajstrowywaniem do tego jakiejść feministycznej ideologii - nonsens!
Czy ktoś wystawiłby członka ojca, brata, męża?
Reakcja powinna być podobna do odruchów zoofilii, nekrofilii i kazirodztwa.
O ile seksualność jest wspaniałym źródłem do czerpania myśli twórczych i krzewienia sztuki, wszelkie zwyrodnienia powinny być napiętnowywane, nawet jesli ich wyrazem jest tylko kontrowersyjna grafika, czy akwarela - napietnowywane nie sądami, a zwykłym ignorowaniem i niegodzeniem się na dalszy rozwój takiego nurtu.
I to nie ma nic wspólnego z tłumaczeniem; oni tylko nakreślaja problem/sygnalizują tabu - takie dzialania pobudzają tylko niezdrową wyobraźnię i nie mają nic wspólnego ze sztuką.

Reasumując; próbować można, ale jako istoty myślące i uduchowione nie powinniśmy ulegać w imię nowatorstwa instynktom, które są obce nawet zwierzętom.
Normy, wiara i dekalogi trzymają w ryzach tę ludzką bestię, jaka zamieszkuje w każdym człowieku - i od poziomu samoświadomości, oraz wartości intelektualnych następuje nasze samookreślenie - jestem człowiekiem - czynię po ludzku - mam granice - panuję nad swoimi zapędami - wyważam i selekcjonuję - wartościuję - oooo! Takie życie to prawdziwa sztuka!

kasia

Opublikowano

Pięknie to przedstawiłaś Kasiu i bardzo Ci dziękuje za ten głos, który mi samemu pozwolił odetchąć z ulga, gdyż obawiałem się, że nasza wrażliwość na symbol, słowo, czy gest, została zgwałcona przez właściwą naszym czasom - bylejakości i absurdu - cechę nie uznawania żadnego kanonu i nie liczenia się z żadną wartością estetyczną, czy duchową.
W Twojej wypowiedzi padły rzeczowe argumenty, które do mnie trafiają.
Poruszyłaś kwestię sumienia a także uczuć wobec tego, co każdy z nas uważa za święte dla siebie samego. Tak jest, kiedy pomyślimy o naszych bliskich.

Sztuka ma swoje cele i misję. Powinna pomagać człowiekowi poznawać siebie samego, kształtować i wzrastać w duchu wartości estetycznych i duchowych.
Czyli nie jest tak, że sztuka to wynik czystej konwencji. Określają ją pewne wartości istniejące od zawsze, odkrywane za pomocą naszego sumienia, które podpowiada nam czym jest dobro a czym zło. Które pozwala także rozpoznać te wartości i określić je jako najlepsze i najbardziej właściwe samemu człowiekowi.


Marek

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Tak. Wszystko rozbija się pomiędzy kasę ,normę, emocje, moralność ,estetykę i uczucia wyższe. W którą stronę skierować twórcze myślenie i co sztuka ma przekazać to sprawa Artysty przez duże A. Ocena należy do nas - ona wyznacza normę.
Opublikowano

Czyli sztuka zależy od tego, jaka będzie recepcja dzieła? Wystarczy się umówić, że coś jest sztuką, ponieważ robi na mnie wrażenie. I to wystarczy, by powiedziec co sztuką jest a co nie? Dobrze, jeśli dane dzieło wzbudzi nas pozytywne emocje, ale jeśli będzie budziło negatywne, co wtedy?
Przecież wspomniane wyżej "trupy" Hagensa mają swoich zwolenników, ludzi, którzy twierdzą, że to poruszające i odbierają go pozytywnie.

Marek

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Jedno pytanie:
Kto chciałby oglądać swojego ojca, brata, czy matkę powieszonych na krzyżu?
Nie uprawiajmy tutaj hipokryzji. Proszę.


Tak; postawmy sprawę jasno - czyli jakby powisiał kolega_z gitarą, mąż koleżanki, szesnastoletnia córka sąsiada albo Banderas, to i owszem?
Niech cieszy oczy moje - wszak to nie moje, więc niech wisi?
O to chodzi?

No, proszę ...
Opublikowano

Czy sztuka musi w ogóle szokować? Wyprzedzać chwilami swoje czasy? Jasne, że musi. Wystarczy poczytać historię sztuki, jak ktoś nie wierzy. Tak było i tak będzie. Krytyka w tym względzie to jawne pasożytnictwo. Cenzura również. Już to w Polsce przerabialiśmy.

Ogólnie trzeba mieć dystans do wszystkiego, szczególnie to sztuki, artysty. Zostawić swobodę w projekcji i pomysłach. Suma summarum przetrwa i tak to, co dotarło do większości odbiorców. Niezależnie czy się to komuś podoba czy nie. Sztuka to bardzo ogólne pojęcie. Nasze czasy to również sztuka marketingu, sprejowanie ścian, realizm fantastyczny oraz Gunter von Hagens...

p.s A czym jest tania prowokacja? Dla mnie na przykład tanią prowokacją jest świat pełen ubogich stereotypów:)

Opublikowano

Doszliśmy w naszej dyskusji do sytuacji, w której dotykamy innego problemu. Problem ten dotyczy wartości uniwersalnych, "ukrytych" w naturze człowieka, które człowiek odkrywa przy pomocy swojego sumienia. Mowa tu o prawie naturalnym, które partycypuje w prawie wiecznym - Prawie Bożym.
Nie wszyscy jednak uznają istnienie prawa naturalnego. Dla wielu istnieje jedynie konwencja. Co do tego czym jest sztuka i czym nie jest także możemy się umówić.
Musimy brać pod uwage także i taką opcję.

Marek

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




Zgadzam się w całej rozciągłości - przejawy cenzury i wszelkich form kurateli, a tym bardziej w sferze sztuki są niewłaściwe/zubażające/irytujące/szkodliwe - należy poszukiwać - więcej - powinno dzielić się efektami odkryć - rzecz w tym, żeby po "prezentacji" mieć odwagę przyznać, że nie każdy kanień, jaki odkopałam to ... diament.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Jedno pytanie:
Kto chciałby oglądać swojego ojca, brata, czy matkę powieszonych na krzyżu?
Nie uprawiajmy tutaj hipokryzji. Proszę.


Tak; postawmy sprawę jasno - czyli jakby powisiał kolega_z gitarą, mąż koleżanki, szesnastoletnia córka sąsiada albo Banderas, to i owszem?
Niech cieszy oczy moje - wszak to nie moje, więc niech wisi?
O to chodzi?

No, proszę ...
Głupoty opowiadasz. Naprawdę nie rozumiesz, że chodzi mi o postać Jezusa wiszącego na krzyżu i oglądamy ten obrazek kilka razy w tygodniu? Widok ten tak spowszedniał, że nie zwracamy na niego uwagi, a jest tak samo kontrowersyjny jak wystawa, gdzie eksponatami są trupy.
Nikt nie zauważył, że wszelkie "tabu" stworzyliśmy całkiem niedawno. Kiedyś życie ludzkie nie miało takiej wartości (zwłoki też). Czy ktoś czytał dokładnie Biblię, czy tak tylko "po łebkach"? Wszystko już było. Jeżeli nie w obrazach lub rzeźbach, to wyrażone słowem pisanym.
Do Marka Stasiuka:
Prawo naturalne? O czym pan mówi? Prawo tak zwane "naturalne" zmienia się, więc naturalnym nie jest. Kiedyś prawem naturalnym było prawo do zabicia niewiernej żony, parobka, który czymś zawinił, posiadanie niewolników, podbijanie miast i wycinanie ich mieszkańców w pień (łącznie z dziećmi), a nawet aborcja:
"(...) na II soborze nicejskim, który potwierdził, że u mężczyzny dusza wnika do ciała w 40 dniu, a u kobiety w 80 dniu po zapłodnieniu. Analogiczne poglądy głosił święty Tomasz z Akwinu - twórca katolickiej teologii w jej dzisiejszej postaci. Akwinata był zdania, aborcja nie jest grzechem, dopóki płód nie zostanie obdarzony duszą."
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




Tak; postawmy sprawę jasno - czyli jakby powisiał kolega_z gitarą, mąż koleżanki, szesnastoletnia córka sąsiada albo Banderas, to i owszem?
Niech cieszy oczy moje - wszak to nie moje, więc niech wisi?
O to chodzi?

No, proszę ...
Głupoty opowiadasz. Naprawdę nie rozumiesz, że chodzi mi o postać Jezusa wiszącego na krzyżu i oglądamy ten obrazek kilka razy w tygodniu? Widok ten tak spowszedniał, że nie zwracamy na niego uwagi, a jest tak samo kontrowersyjny jak wystawa, gdzie eksponatami są trupy.
Nikt nie zauważył, że wszelkie "tabu" stworzyliśmy całkiem niedawno. Kiedyś życie ludzkie nie miało takiej wartości (zwłoki też). Czy ktoś czytał dokładnie Biblię, czy tak tylko "po łebkach"? Wszystko już było. Jeżeli nie w obrazach lub rzeźbach, to wyrażone słowem pisanym.
Do Marka Stasiuka:
Prawo naturalne? O czym pan mówi? Prawo tak zwane "naturalne" zmienia się, więc naturalnym nie jest. Kiedyś prawem naturalnym było prawo do zabicia niewiernej żony, parobka, który czymś zawinił, posiadanie niewolników, podbijanie miast i wycinanie ich mieszkańców w pień (łącznie z dziećmi), a nawet aborcja:
"(...) na II soborze nicejskim, który potwierdził, że u mężczyzny dusza wnika do ciała w 40 dniu, a u kobiety w 80 dniu po zapłodnieniu. Analogiczne poglądy głosił święty Tomasz z Akwinu - twórca katolickiej teologii w jej dzisiejszej postaci. Akwinata był zdania, aborcja nie jest grzechem, dopóki płód nie zostanie obdarzony duszą."

Czy aby nie myli Pan pojęć? To chyba prawo pozytywne się zmienia.
Prawo naturalne jest stałe i niezależne od władzy. Wynika ono z natury człowieka, a więc pośrednio z natury świata lub pochodzi od Boga.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Czyli prawem naturalnym są tylko i wyłącznie prawa fizyczne i chemiczne. Reszta to kwestia umowy. A z natury człowieka pod prawa naturalne od biedy można podciągnąć instynkty. Reszta jest wytworem intelektu i samoograniczenia.
Czyli się nie mylę, ponieważ prawo do zabicia niewiernej żony pochodzi od Boga (patrz Biblia), prawo do ukarania pracującego w szabat pochodzi od Boga (patrz Bibila) i tak dalej. Bierzmy się więc za wypełnianie słowa bożego.
Kolejny kwiatek:
"Jeszcze w XVIII wieku we Francji Kościół walczył ze szczepieniami przeciwko ospie, które miały być "zbrodnią przeciw prawu boskiemu".", czyli jakby nie spojrzeć, przeciw prawu naturalnemu.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




Tak; postawmy sprawę jasno - czyli jakby powisiał kolega_z gitarą, mąż koleżanki, szesnastoletnia córka sąsiada albo Banderas, to i owszem?
Niech cieszy oczy moje - wszak to nie moje, więc niech wisi?
O to chodzi?

No, proszę ...
Głupoty opowiadasz. Naprawdę nie rozumiesz, że chodzi mi o postać Jezusa wiszącego na krzyżu i oglądamy ten obrazek kilka razy w tygodniu? Widok ten tak spowszedniał, że nie zwracamy na niego uwagi, a jest tak samo kontrowersyjny jak wystawa, gdzie eksponatami są trupy.
Nikt nie zauważył, że wszelkie "tabu" stworzyliśmy całkiem niedawno. Kiedyś życie ludzkie nie miało takiej wartości (zwłoki też). Czy ktoś czytał dokładnie Biblię, czy tak tylko "po łebkach"? Wszystko już było. Jeżeli nie w obrazach lub rzeźbach, to wyrażone słowem pisanym.
Do Marka Stasiuka:
Prawo naturalne? O czym pan mówi? Prawo tak zwane "naturalne" zmienia się, więc naturalnym nie jest. Kiedyś prawem naturalnym było prawo do zabicia niewiernej żony, parobka, który czymś zawinił, posiadanie niewolników, podbijanie miast i wycinanie ich mieszkańców w pień (łącznie z dziećmi), a nawet aborcja:
"(...) na II soborze nicejskim, który potwierdził, że u mężczyzny dusza wnika do ciała w 40 dniu, a u kobiety w 80 dniu po zapłodnieniu. Analogiczne poglądy głosił święty Tomasz z Akwinu - twórca katolickiej teologii w jej dzisiejszej postaci. Akwinata był zdania, aborcja nie jest grzechem, dopóki płód nie zostanie obdarzony duszą."


Chciałem zwrócić uwagę, że ja nie stwierdzam arbitralnie, ale staram się wyciągać wnioski z prowadzonej dyskusji.
Co do prawa naturalnego, to mylimy jego pojęcie ze świadomością samego prawa naturalnego, która zmieniała się na przestrzeni wieków. Nie oznacza to, że prawo naturalne, które uczestniczy w prawie wieczny - Bożym (niezmiennym), kształtuje się i zmienia tracąc wartości. Wartości te umysł ludzki, wsparty sumieniem, odkrył jako prawdziwe, dobre i piękne. Ich zadaniem jest kształtować człowieka w kierunku rozwoju jego człowieczeństwa. Do tego człowiek musiał dorastać.
Jeśli dziecko weźmie nóż i powie, że jest to lizak, bo tak mu się wydaje, to nie zmienia to faktu, że trzyma w ręku nóż. Kiedy używa go w sposób niewłaściwy i sobie niebezpieczny, nie będziemy mu przytakiwać, ale postaramy się zapobiec tragedii, ponieważ nóż to jednak nóż, służy do czegoś dobrego (można nim ukroić chleb), ale źle wykorzystany postrafi skaleczyć.
Dziecko na pewnym etapie swego rozwoju tego nie rozumie.

Chcę przez to powiedzieć, że żyjąc współcześnie jesteśmy jakby bardziej dorośli w odbiorze prawa naturalnego i Objawienia. Prawda jest niezmienna, ale nasze pojęcie o prawdzie zmienia się i stajemy się jej bardziej świadomi.

Co do znaku ukrzyżowanego Jezusa Chrystusa zgadzam się, że to obraz mocno kontrowersyjny. Jednak kontekst jego powstania był diametralnie różny od tego z jakim mamy do czynienia w przypadku szokującej "sztuki". To nawet trudno zestawić ze soba a co dopiero próbować wyjaśniać.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Reszta jest wytworem intelektu i samoograniczenia.

Ja raczej stwierdziłbym, że jest to efekt logicznego myślenia i ludzkiej świadomości tego co jest dobre a co złe. Wynik wiary w absolutyzm a nie relatywizm moralny.
Myślę, że z samoograniczenia społeczeństw wynika raczej brak akceptacji dla prawa naturalnego.

Religie raczej nie wiele mają wspólnego z prawem naturalnym, ponieważ zmieniają się w czasie i są wytworem ludzkiej cywilizacji.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Zamknąłem oczy na chwilę i chyba przysnąłem. Obudził mnie dźwięk tłuczonego szkła więc zerwałem się z fotela w którym uciąłem drzemkę by sprawdzić przyczynę hałasu ale tak szybko jak wstałem pojąłem co się stało. Że to był sen w którym zbiłem lustro, pięścią z całej siły, i byłem kobietą w tym śnie to dziwne i był ten obleśny nieznany mi mężczyzna po którego wyjściu za drzwi uwolniłem swoje emocję rozbijając lustro. A więc moja wyobraźnia zbiła lustro? Zażartowałbym pytaniem czy to się wlicza do lat nieszczęścia ale bardzo ciężkie negatywne emocje które towarzyszyły sennym wizjom, które przeżyłem w śnie jakoś nie opuściły mnie wraz z otwarciem oczu. Czuję się fatalnie, jak czarna nicość, jak coś najgorszego i to z powodu kilku krótkich scen we śnie. Dzwoni telefon który wyciszam bez sprawdzania kto to, nie mam ochoty na ludzi, gaszę światło, zasuwam firany. Siedzę tak w ciszy i ciemności a wgłowie krzyczy mi płacze żali się wypomina. Nie zaznam spokoju wiele godzin aż wstanie dzień i pójdę sobie zrobić kawę. Dziś nie jem śniadania żołądek mam ściśnięty tym zdarzeniem ze snu jakby wydarzyło się naprawdę, nie mam apetytu i choć nieraz zmuszam się zdroworozsądkowo do odżywiania wiedząc że to dobre dla mojego organizmu tym razem dusza wygrywa nad ciałem i tylko wypalam dwa papierosy do mojej kawy. Pójdę do pracy i mi przejdzie- myślę bo wiem że tam myśli zajmą się czymś innym a jednak wbrew sobie poddaje się chyba swojej podświadomości i wybieram numer do firmy informując przez sekretariat że dziś mnie nie będzie. Zasłaniam szczelnie okna stawiam popielniczkę możliwie blisko wyciszam się w ciemnościach. Medytacja nie przynosi skutku. Niepokoi mnie ta wizja ze snu. Nie tylko zbite lustro ale cały klimat tej sceny. NIe umiem nazwać ani emocji, ani uczuć jednak wiem że są złe, niedobre. To bardzo ciężkie i przytłaczające myśli choć niesformułowane niepokoją mnie jak krajobraz oceanu nocą. Szybko kończą mi się papierosy, musiałem wypalać jednego po drugim niezuważenie gdzieś goniąc myślami po zakamarkach tego czego doświadczam by to poznać. Nie poznałem i nie mam papierosów. Kim jestem bez tych szlugów? Chyba sam siebie bym nie rozpoznał mijając się na ulicy gdybym nie trzymał papierosa między palcami w ustach. Jakby tego było mało że w moim wieku nie wiem kim jestem to jedyna moja tożsamość jakiej jestem pewien w tej chwili niknie. Albo będę kłębkiem nerwów tu zamknięty w ciemnym pokoju mojego mieszkania i z każdą chwilą będę obserwował rosnące objawy napięcia i głodu nikotynowego jak drżące ręce i nerwowe oddechy albo będę kłębkiem nerwów w drodze do sklepu, po ulicy, do ludzi i w śród ludzi. Już dawno zrozumiałem że nie nikotyna mnie uzależniła a poczucie zasłony jaką tworzę tym papierosem, dymu którym odgradzam się od innych, skupienia na sobie które zapewnia mi palenie. Nawet nie musiałbym wciągać tego dymu wystarczy sama świadomość że ćmi mi się w dłoniach ten mój przyjaciel jak maska, jak dystans od świata. Minie czas i pójdę jak na skazanie po kolejną paczkę tymczasem uciekam się do wszystkiego by odwlec tą chwilę do jak najdalej od teraz. Do wszystkiego w moim stanie oznacza rozpadnięcie się w fotelu i wbicie wzroku w sufit i coraz wolniejszym miarowym zamykaniem powiek. Medytacja? Nie sądze medytacja oczyszcza myśli i rozjaśnia moje stają się coraz bardziej brudne i zabarwione na czarno, czuję coraz większy niepokój, mam wrażenie że słyszę szum krwi w sercu. Toksycznej nieczystej krwi, zamkniętę oczy podsuwają mi widok jak na tym samym fotelu ktoś taki jak ja siedzi patrząc w sufit a z otworów ciała oczu uszu nosa sączy się krew i kapie po dłoniach, palcach na podłogę w coraz większą kałużę. Przeciągam palcami po spodzie dłoni które są mokre przerażony otwieram oczy i patrzę na uniesione na wysokość twarzy swoje ręce. Są tylko spocone, albo aż spocone bo nigdy nie pociły mi się ręce. Muszę iść po papierosy myślę i wstaję by ruszyć do drzwi w korytarzu mijam lustro iprzyspieszam wiedziony jakimś dziwnym przeczuciem nie chce widzieć ani swojego w nim odbicia ani lustra jako przedmiotu. To nie jest rzecz z dobrą karmą podpowiadają mi myśli jest w nim wiele zła uwięzione. Chciałbym tego nie wiedzieć i nie rozumiem skąd w mojej głowie takie myśli, wyrażane z taką pewnością jak oczywistość. Nie dyskutuje wtedy tylko słucham i mam wrażenie że ktoś kto je tam wkłada czerpie satsfakcję im bardziej przerażony żyję tą wiedzą. Przed drzwiami domu uderza mnie słoneczne światło upał ptaki liście na drzewach chcę się wycofać ale zdołałem już zamknąć drzwi na klucz zresztą potrzeba ucieczki w papierosa jest już nie do zniesienia więc zaciągam kaptur grubej bluzy jak najniżej na oczy a wzrok wbijam w chodnik. Kolejne kroki, byleby nikogo nie minąć byle nie zagadał byle nie spojrzeć w oczy byle uniknąć kontaktu choćby o kilkadziesiąt centymetrów. Sklep jest udręką. Niesamoobsługowy duży obiekt i jedna niskoopłacana kasjerka która z wyraźną niechęcią spełnia kolejne prośby z listy zakupu klienta który mówi by mu podać to i to ona idzie, wlecze się stękając i wzdychając bierze towar z półki przynosi na ladę nabija na kasę a klient że jeszcze to i to. Kolejka na kilka osób za długa dla mnie o wszystkie z kilku osób ale nie mam wyboru czekam i pocę się coraz bardziej płynę przerażony ogromem ludzi i ich bliskością. Niech nikt mnie tu nie zauważa proszę to w co wierzę w swoich myślach niech jestem niewidzialny, niech się nie oprze, nie przesunie obok niech nie trafi torbą z zakupami. Sekundy jak z gumy rozciągają się lepiąc każdy brud tego miejsca do mojego ciała. Zwymiotuje smrodem który nie jest zapachem a odorem myśli i sumień tych ludzi obok. Umiem oddychać ich moralnością. Zazwyczaj to okropny odór nie do wytrzymania smród z brudnych myśli, owrzodzonych czynów. Kto jest bez winy ten pewnie pachnie jak wata cukrowa, albo jak polna łąka. Nigdy mi się nie zdarzyło spotkać osoby przy której poczułem się dobrze i czysto. Zbiera mi się na wymioty ale nauczyłem się nad tym panować. Początek kolejki jest coraz bliżej, spokojnie znoszę niechęć sprzzedawczyni zza lady i nawet trochę jestem jej wdzięczny za tą szczerość z jaką traktuje klientów. Bo nie o to chodzi byśmy kogoś udawali albo coś przed kimś choć ktoś powie że lepiej być fałszywie miło potraktowanym mi jednak taka swoboda na jaką pozwala sobie ekspedientka pozwala na swobodniejsze oddechy, atmosfera choć ciężka i brudna jest jakby bardziej przejrzysta. Biorę kilka paczek i butelek wina i whiskey. Po tym doświadczeniu wiem że nie zbiorę się przez kilka dobrych dni do opuszczenia mieszkania, więcej nie odsłonie zasłon by przypadkiem nie dostrzec jakichś ludzi spacerujących po ulicach. Wracam do domu jak tylko szybko można chodzić z wzrokiem wbitym w chodnik. Kilkadziesiąt kroków i w prawo i już moją ulicą kolejnych kilkadziesiąt kroków, bramka podwórko zakręt kilka schodków nerwowo szarpie się z kluczem w zamku naciskam klamkę w pośpiechu od progu odkladam siatki z zakupami i rygluje czym prędziej drzwi. Odłączam dzwonek. Nie ma mnie dla nikogo. Niestety sam dla siebie tu będę choć wolałbym nie. Dla siebie i dla tego absolutu który pcha mnie przez tą wiedzę o nieczystościach, o brudzie, który wpycha mi w głowe te myśli śmierdzące rozkładającymi się trupami. To umiera ludzkość, gnije od wewnątrz już a zacznie gnić skóra niebawem jak mówi kolejne przeczucie. Uciec? Nie da się uciec wiem to. Mógłbyś powiedzieć że śmierć jest ucieczką jednak ja wiem że nie jest a potem jest jeszcze gorzej bo wrzucą cię w kolejne od nowa życie. Kurwa czemu ja tak sobie wierzę, czemu jestem pewien moich myśli, czemu one pojawiają się jako zdania twierdzące czemu nie jako przypuszczenia czy hipotezy tylko od razu z nastawieniem że tak jest właśnie. Czemu to moja wina a wiem że to moja wina. Myślę o pomocy jaką mógłbym otrzymać i wzdrygam się na samą myśl że obcej osobie miałbym przedstawić moje lęki, obawy, że miałbym jej opowiedzieć to wszystko o sobie. I co ktoś taki zrobiłby z taką wiedza? Napewno nie uwierzył. Akurat nie potrzebuje kolejnego nie dowiarka. Leki z apteki terapie może oddział zamknięty w związku z tym pewnie by zaordynował dla mnie. Więc nie pójdę i się nie przyznam bo i po co bo i tak ktoś uzna to za łgarstwo i zmyślone historię bo uwierzy sobie i wierzy w leczenie. To nie jest uleczalne to też wiem. Siadam w fotelu kieliszek wina dym z papierosa ciemność kilka chwil później usypiam.
    • @_M_arianna_W... Dzięki

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

       
    • @_M_arianna_W... Super

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @Grahamoza dzięki

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...