Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



-piszesz o ideologii - łamiemy wszystkie tabu! i rzeczywiście, pole buraków nie ma żadnego tabu ale jakie szerokie horyzonty.

-"wybór należy do Ciebie" :), ale czy mamy wybór, jeszcze?

-celem jest władza, władza absolutna, nad polem buraków - do zrealizowania w krystalicznie czystej formie - sztuka doskonała :))

- sztuka, szeroko rozumiana, służy i dziś celom ideologicznym - taki socrealizm w nowym wydaniu, estetycznie okropne, ideologicznie - cacy! gadanie, że jest to poszukiwanie nowych form artystycznej ekspresji zostawiam bez komentarza, zbędny. przeciwko takie sztuce protestuję! akceptuję komercję, nawet przegięcia w postaci np. "konia w formalinie" do kupienia za koszmarne pieniądze - jeżeli znajdują nabywców, dlaczego nie!
  • Odpowiedzi 55
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

Opublikowano

Chyba trudniej było by nam się zgadzać na wszelką możliwą sztukę, gdyby dotyczyła naszych uczuć, lub bliskich nam osób bardziej bezpośrednio. Nikt chyba nie chciałby kupić w słoiku z formaliną swojej mamy, taty, czy ukochanego psa?

prowokuję, wiem

Marek

Opublikowano

Wszystko zależy od indywidualnego podejścia odbiory; jego wrażliwości, poczucia estetyki, zapotrzebowania na bodźce stymulujące wewnetrzny rozwój intelektualny i ubogacania sfery uczuciowej, której zaczyna brakować nowych, ciekawszych, orginalniejszych doznań - jak chleb dla ciała, tak sztuka dla ducha.

W dobie tv, internetu i lotów w kosmos nasza wszestronna aktywność i kombatybilność zostają wystawiona na próbę. To oczywiste, że już nie wystarcza jaskinia, zwierze do odłowu i ogień.
Kontakty międzyludzkie odbywają się teraz na bardziej wyrafinowanym poziomie.
Ciągłe poszukiwania oryginalności sprawiają, że nie istnieje"nietykalne"
Wiara katolicka jest wyjatkowo cierpliwą materią - tym łatwiej bazować i pasożytować na uczuciach Chrześcijan, których główną doktryną jest miłość i przebaczenie.
Nie sposób nie zauważyć rakowych komórek na żywym organiźmie - rydzykowych nośników ciemnogrodu i pacyfikacji intelektualnej jednostek najmniej odpornych, niewykształconych, chorych i starych, które w kilka lat, przezt ascezę dogmatyczną próbują odkupić całe życie.
Na szczęście Bóg nie jest tak małostkowy, jak niektórzy jego wyznawcy.
To fajny Ojciec, z poczuciem humoru i niewyczerpalnymi pokładami tolerancji i cierpliwości.
Obdarowano nas rozumem i samoświadomością. Jesteśmy twórczy i kreatywni, dlatego uważam, że każda forma poszukiwania sztuki w sztuce jest na miejscu.

Poszukiwania, ale nie wszystko powinno się akceptować i gloryfikować kanonem.
Sumienie - to chyba najlepszy wyznacznik wartości i granic.
Jeżeli wystawa ludzki zwłok budzi we mnie odrazę i wątpliwości natury etycznej - nie jest dla mnie sztuką, a prowokacją i chęcią skupienia uwagi przez autora na autorze - szybką karierą za jeszcze szybsze pieniądze, a wszystko bazuje na zwykłej, kuriozalnej CIEKAWOŚCI.
Wierzący przez szacunek dla doczesnej światyni Ducha Świętego odrzucą taki eksperyment. Esteta nie pogodzi się z faktem obnażania i profanacji. Agnostyk, a nawet ateista też mają bliskich - i tu wystarczy zadać sobie proste pytanie: "Czy pomnożyłabym wystawę o eksponaty ciał mioich bliskich?" Odpowiedź negatywna jest jednoznacznym odrzuceniem takiej "sztuki".

Podobnie rzecz się ma z krzyżowaniem penisa i domajstrowywaniem do tego jakiejść feministycznej ideologii - nonsens!
Czy ktoś wystawiłby członka ojca, brata, męża?
Reakcja powinna być podobna do odruchów zoofilii, nekrofilii i kazirodztwa.
O ile seksualność jest wspaniałym źródłem do czerpania myśli twórczych i krzewienia sztuki, wszelkie zwyrodnienia powinny być napiętnowywane, nawet jesli ich wyrazem jest tylko kontrowersyjna grafika, czy akwarela - napietnowywane nie sądami, a zwykłym ignorowaniem i niegodzeniem się na dalszy rozwój takiego nurtu.
I to nie ma nic wspólnego z tłumaczeniem; oni tylko nakreślaja problem/sygnalizują tabu - takie dzialania pobudzają tylko niezdrową wyobraźnię i nie mają nic wspólnego ze sztuką.

Reasumując; próbować można, ale jako istoty myślące i uduchowione nie powinniśmy ulegać w imię nowatorstwa instynktom, które są obce nawet zwierzętom.
Normy, wiara i dekalogi trzymają w ryzach tę ludzką bestię, jaka zamieszkuje w każdym człowieku - i od poziomu samoświadomości, oraz wartości intelektualnych następuje nasze samookreślenie - jestem człowiekiem - czynię po ludzku - mam granice - panuję nad swoimi zapędami - wyważam i selekcjonuję - wartościuję - oooo! Takie życie to prawdziwa sztuka!

kasia

Opublikowano

Pięknie to przedstawiłaś Kasiu i bardzo Ci dziękuje za ten głos, który mi samemu pozwolił odetchąć z ulga, gdyż obawiałem się, że nasza wrażliwość na symbol, słowo, czy gest, została zgwałcona przez właściwą naszym czasom - bylejakości i absurdu - cechę nie uznawania żadnego kanonu i nie liczenia się z żadną wartością estetyczną, czy duchową.
W Twojej wypowiedzi padły rzeczowe argumenty, które do mnie trafiają.
Poruszyłaś kwestię sumienia a także uczuć wobec tego, co każdy z nas uważa za święte dla siebie samego. Tak jest, kiedy pomyślimy o naszych bliskich.

Sztuka ma swoje cele i misję. Powinna pomagać człowiekowi poznawać siebie samego, kształtować i wzrastać w duchu wartości estetycznych i duchowych.
Czyli nie jest tak, że sztuka to wynik czystej konwencji. Określają ją pewne wartości istniejące od zawsze, odkrywane za pomocą naszego sumienia, które podpowiada nam czym jest dobro a czym zło. Które pozwala także rozpoznać te wartości i określić je jako najlepsze i najbardziej właściwe samemu człowiekowi.


Marek

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Tak. Wszystko rozbija się pomiędzy kasę ,normę, emocje, moralność ,estetykę i uczucia wyższe. W którą stronę skierować twórcze myślenie i co sztuka ma przekazać to sprawa Artysty przez duże A. Ocena należy do nas - ona wyznacza normę.
Opublikowano

Czyli sztuka zależy od tego, jaka będzie recepcja dzieła? Wystarczy się umówić, że coś jest sztuką, ponieważ robi na mnie wrażenie. I to wystarczy, by powiedziec co sztuką jest a co nie? Dobrze, jeśli dane dzieło wzbudzi nas pozytywne emocje, ale jeśli będzie budziło negatywne, co wtedy?
Przecież wspomniane wyżej "trupy" Hagensa mają swoich zwolenników, ludzi, którzy twierdzą, że to poruszające i odbierają go pozytywnie.

Marek

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Jedno pytanie:
Kto chciałby oglądać swojego ojca, brata, czy matkę powieszonych na krzyżu?
Nie uprawiajmy tutaj hipokryzji. Proszę.


Tak; postawmy sprawę jasno - czyli jakby powisiał kolega_z gitarą, mąż koleżanki, szesnastoletnia córka sąsiada albo Banderas, to i owszem?
Niech cieszy oczy moje - wszak to nie moje, więc niech wisi?
O to chodzi?

No, proszę ...
Opublikowano

Czy sztuka musi w ogóle szokować? Wyprzedzać chwilami swoje czasy? Jasne, że musi. Wystarczy poczytać historię sztuki, jak ktoś nie wierzy. Tak było i tak będzie. Krytyka w tym względzie to jawne pasożytnictwo. Cenzura również. Już to w Polsce przerabialiśmy.

Ogólnie trzeba mieć dystans do wszystkiego, szczególnie to sztuki, artysty. Zostawić swobodę w projekcji i pomysłach. Suma summarum przetrwa i tak to, co dotarło do większości odbiorców. Niezależnie czy się to komuś podoba czy nie. Sztuka to bardzo ogólne pojęcie. Nasze czasy to również sztuka marketingu, sprejowanie ścian, realizm fantastyczny oraz Gunter von Hagens...

p.s A czym jest tania prowokacja? Dla mnie na przykład tanią prowokacją jest świat pełen ubogich stereotypów:)

Opublikowano

Doszliśmy w naszej dyskusji do sytuacji, w której dotykamy innego problemu. Problem ten dotyczy wartości uniwersalnych, "ukrytych" w naturze człowieka, które człowiek odkrywa przy pomocy swojego sumienia. Mowa tu o prawie naturalnym, które partycypuje w prawie wiecznym - Prawie Bożym.
Nie wszyscy jednak uznają istnienie prawa naturalnego. Dla wielu istnieje jedynie konwencja. Co do tego czym jest sztuka i czym nie jest także możemy się umówić.
Musimy brać pod uwage także i taką opcję.

Marek

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




Zgadzam się w całej rozciągłości - przejawy cenzury i wszelkich form kurateli, a tym bardziej w sferze sztuki są niewłaściwe/zubażające/irytujące/szkodliwe - należy poszukiwać - więcej - powinno dzielić się efektami odkryć - rzecz w tym, żeby po "prezentacji" mieć odwagę przyznać, że nie każdy kanień, jaki odkopałam to ... diament.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Jedno pytanie:
Kto chciałby oglądać swojego ojca, brata, czy matkę powieszonych na krzyżu?
Nie uprawiajmy tutaj hipokryzji. Proszę.


Tak; postawmy sprawę jasno - czyli jakby powisiał kolega_z gitarą, mąż koleżanki, szesnastoletnia córka sąsiada albo Banderas, to i owszem?
Niech cieszy oczy moje - wszak to nie moje, więc niech wisi?
O to chodzi?

No, proszę ...
Głupoty opowiadasz. Naprawdę nie rozumiesz, że chodzi mi o postać Jezusa wiszącego na krzyżu i oglądamy ten obrazek kilka razy w tygodniu? Widok ten tak spowszedniał, że nie zwracamy na niego uwagi, a jest tak samo kontrowersyjny jak wystawa, gdzie eksponatami są trupy.
Nikt nie zauważył, że wszelkie "tabu" stworzyliśmy całkiem niedawno. Kiedyś życie ludzkie nie miało takiej wartości (zwłoki też). Czy ktoś czytał dokładnie Biblię, czy tak tylko "po łebkach"? Wszystko już było. Jeżeli nie w obrazach lub rzeźbach, to wyrażone słowem pisanym.
Do Marka Stasiuka:
Prawo naturalne? O czym pan mówi? Prawo tak zwane "naturalne" zmienia się, więc naturalnym nie jest. Kiedyś prawem naturalnym było prawo do zabicia niewiernej żony, parobka, który czymś zawinił, posiadanie niewolników, podbijanie miast i wycinanie ich mieszkańców w pień (łącznie z dziećmi), a nawet aborcja:
"(...) na II soborze nicejskim, który potwierdził, że u mężczyzny dusza wnika do ciała w 40 dniu, a u kobiety w 80 dniu po zapłodnieniu. Analogiczne poglądy głosił święty Tomasz z Akwinu - twórca katolickiej teologii w jej dzisiejszej postaci. Akwinata był zdania, aborcja nie jest grzechem, dopóki płód nie zostanie obdarzony duszą."
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




Tak; postawmy sprawę jasno - czyli jakby powisiał kolega_z gitarą, mąż koleżanki, szesnastoletnia córka sąsiada albo Banderas, to i owszem?
Niech cieszy oczy moje - wszak to nie moje, więc niech wisi?
O to chodzi?

No, proszę ...
Głupoty opowiadasz. Naprawdę nie rozumiesz, że chodzi mi o postać Jezusa wiszącego na krzyżu i oglądamy ten obrazek kilka razy w tygodniu? Widok ten tak spowszedniał, że nie zwracamy na niego uwagi, a jest tak samo kontrowersyjny jak wystawa, gdzie eksponatami są trupy.
Nikt nie zauważył, że wszelkie "tabu" stworzyliśmy całkiem niedawno. Kiedyś życie ludzkie nie miało takiej wartości (zwłoki też). Czy ktoś czytał dokładnie Biblię, czy tak tylko "po łebkach"? Wszystko już było. Jeżeli nie w obrazach lub rzeźbach, to wyrażone słowem pisanym.
Do Marka Stasiuka:
Prawo naturalne? O czym pan mówi? Prawo tak zwane "naturalne" zmienia się, więc naturalnym nie jest. Kiedyś prawem naturalnym było prawo do zabicia niewiernej żony, parobka, który czymś zawinił, posiadanie niewolników, podbijanie miast i wycinanie ich mieszkańców w pień (łącznie z dziećmi), a nawet aborcja:
"(...) na II soborze nicejskim, który potwierdził, że u mężczyzny dusza wnika do ciała w 40 dniu, a u kobiety w 80 dniu po zapłodnieniu. Analogiczne poglądy głosił święty Tomasz z Akwinu - twórca katolickiej teologii w jej dzisiejszej postaci. Akwinata był zdania, aborcja nie jest grzechem, dopóki płód nie zostanie obdarzony duszą."

Czy aby nie myli Pan pojęć? To chyba prawo pozytywne się zmienia.
Prawo naturalne jest stałe i niezależne od władzy. Wynika ono z natury człowieka, a więc pośrednio z natury świata lub pochodzi od Boga.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Czyli prawem naturalnym są tylko i wyłącznie prawa fizyczne i chemiczne. Reszta to kwestia umowy. A z natury człowieka pod prawa naturalne od biedy można podciągnąć instynkty. Reszta jest wytworem intelektu i samoograniczenia.
Czyli się nie mylę, ponieważ prawo do zabicia niewiernej żony pochodzi od Boga (patrz Biblia), prawo do ukarania pracującego w szabat pochodzi od Boga (patrz Bibila) i tak dalej. Bierzmy się więc za wypełnianie słowa bożego.
Kolejny kwiatek:
"Jeszcze w XVIII wieku we Francji Kościół walczył ze szczepieniami przeciwko ospie, które miały być "zbrodnią przeciw prawu boskiemu".", czyli jakby nie spojrzeć, przeciw prawu naturalnemu.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




Tak; postawmy sprawę jasno - czyli jakby powisiał kolega_z gitarą, mąż koleżanki, szesnastoletnia córka sąsiada albo Banderas, to i owszem?
Niech cieszy oczy moje - wszak to nie moje, więc niech wisi?
O to chodzi?

No, proszę ...
Głupoty opowiadasz. Naprawdę nie rozumiesz, że chodzi mi o postać Jezusa wiszącego na krzyżu i oglądamy ten obrazek kilka razy w tygodniu? Widok ten tak spowszedniał, że nie zwracamy na niego uwagi, a jest tak samo kontrowersyjny jak wystawa, gdzie eksponatami są trupy.
Nikt nie zauważył, że wszelkie "tabu" stworzyliśmy całkiem niedawno. Kiedyś życie ludzkie nie miało takiej wartości (zwłoki też). Czy ktoś czytał dokładnie Biblię, czy tak tylko "po łebkach"? Wszystko już było. Jeżeli nie w obrazach lub rzeźbach, to wyrażone słowem pisanym.
Do Marka Stasiuka:
Prawo naturalne? O czym pan mówi? Prawo tak zwane "naturalne" zmienia się, więc naturalnym nie jest. Kiedyś prawem naturalnym było prawo do zabicia niewiernej żony, parobka, który czymś zawinił, posiadanie niewolników, podbijanie miast i wycinanie ich mieszkańców w pień (łącznie z dziećmi), a nawet aborcja:
"(...) na II soborze nicejskim, który potwierdził, że u mężczyzny dusza wnika do ciała w 40 dniu, a u kobiety w 80 dniu po zapłodnieniu. Analogiczne poglądy głosił święty Tomasz z Akwinu - twórca katolickiej teologii w jej dzisiejszej postaci. Akwinata był zdania, aborcja nie jest grzechem, dopóki płód nie zostanie obdarzony duszą."


Chciałem zwrócić uwagę, że ja nie stwierdzam arbitralnie, ale staram się wyciągać wnioski z prowadzonej dyskusji.
Co do prawa naturalnego, to mylimy jego pojęcie ze świadomością samego prawa naturalnego, która zmieniała się na przestrzeni wieków. Nie oznacza to, że prawo naturalne, które uczestniczy w prawie wieczny - Bożym (niezmiennym), kształtuje się i zmienia tracąc wartości. Wartości te umysł ludzki, wsparty sumieniem, odkrył jako prawdziwe, dobre i piękne. Ich zadaniem jest kształtować człowieka w kierunku rozwoju jego człowieczeństwa. Do tego człowiek musiał dorastać.
Jeśli dziecko weźmie nóż i powie, że jest to lizak, bo tak mu się wydaje, to nie zmienia to faktu, że trzyma w ręku nóż. Kiedy używa go w sposób niewłaściwy i sobie niebezpieczny, nie będziemy mu przytakiwać, ale postaramy się zapobiec tragedii, ponieważ nóż to jednak nóż, służy do czegoś dobrego (można nim ukroić chleb), ale źle wykorzystany postrafi skaleczyć.
Dziecko na pewnym etapie swego rozwoju tego nie rozumie.

Chcę przez to powiedzieć, że żyjąc współcześnie jesteśmy jakby bardziej dorośli w odbiorze prawa naturalnego i Objawienia. Prawda jest niezmienna, ale nasze pojęcie o prawdzie zmienia się i stajemy się jej bardziej świadomi.

Co do znaku ukrzyżowanego Jezusa Chrystusa zgadzam się, że to obraz mocno kontrowersyjny. Jednak kontekst jego powstania był diametralnie różny od tego z jakim mamy do czynienia w przypadku szokującej "sztuki". To nawet trudno zestawić ze soba a co dopiero próbować wyjaśniać.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Reszta jest wytworem intelektu i samoograniczenia.

Ja raczej stwierdziłbym, że jest to efekt logicznego myślenia i ludzkiej świadomości tego co jest dobre a co złe. Wynik wiary w absolutyzm a nie relatywizm moralny.
Myślę, że z samoograniczenia społeczeństw wynika raczej brak akceptacji dla prawa naturalnego.

Religie raczej nie wiele mają wspólnego z prawem naturalnym, ponieważ zmieniają się w czasie i są wytworem ludzkiej cywilizacji.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Ciepło u Ciebie, można się ogrzać:) Lepiej mieć Wróbla w garści:)
    • Naprzeciw mnie stała sztaluga  z gotowym płótnem. Obok niej Wild miał swój,  mały stolik na kółkach. Był cały pobrudzony pozostałościami farb, których słoiczki stały na nim  wraz z paletą oraz zestawem pędzli. Patrzyłem jak Wild krząta się jeszcze  przez chwilę po drugiej stronie izby. Szukał czegoś pod stołem. Po chwili to znalazł. W jego dłoni, odzianej o dziwo w wełnianą rękawiczkę  spoczywały dwa cynowe,  pojedyncze świeczniki. Zabrał je ze sobą. Ustawił na stoliku  pomiędzy mną a swoim stanowiskiem. Wziął z parapetu okna  dwie świeże świece o krótkich knotach i umieścił je w świecznikach. Wyprostował się z trudem  i już miał odpalić świece  gdy widać przypomniał sobie o czymś, szybkim ruchem sięgnął do zamaskowanej w materiale płaszcza kieszeni  i wyjął kolejny zwitek kartki. Wręczył mi go. Odebrałem go i odczytałem treść.   Panie Scholl. W trosce o prywatność i dobre samopoczucie  zarówno Pana jak i moje, zadbam o to by żaden szczegół mający wpływ na atmosferę pracy, nie zakłócał nam porządku ani stanu nerwów. Widział Pan przecież po wejściu do domu, moje rozwieszone prace. I zdaje sobie sprawę,  że nie był to odbiór łatwy  i nie pozostawiający  uczucia ciężkiego wstrząsu psychicznego. Moje dzieła nie są z pewnością  przyjemnym dla oka pejzażem. Dlatego też pozwolę zapalić sobie  te dwie dodatkowe świece, ich ostre światło będzie barierą zasłaniającą  moje prace jak i mnie samego.  Jestem schorowanym starcem Panie Scholl a choroba która mnie dotknęła, zebrała z mego ciała  wstrząsające do głębi krwawe żniwo. Może mi Pan wierzyć,  że lepiej ślepnąć delikatnie  od blasku ognia  niż patrzeć na to co straszna choroba  potrafi zrobić z ludzkim ciałem. Nie mogę malować z twarzą pod kapturem  ani dłońmi ukrytymi pod rękawiczkami, dlatego będę musiał się odkryć i mam głęboką nadzieję, że nie dojrzy Pan zbyt wiele traumatycznych obrazów  starczej choroby. Serdecznie Pana za to przepraszam. Jeśli blask świec będzie zbyt ostry  i godzić będzie w Pana wygodę  to oczywiście gotów w każdej chwili jestem  na to by zrobić nam obu dogodną przerwę. Jeszcze raz przepraszam za tak ekscentryczne zachowania i metody.   Zanim udało mi się dobrnąć do końca notatki, Wild w tym czasie odpalił świece  i zasiadł z wyraźną ulgą na krześle przysłoniętym sztalugą. Byłem w stanie zrozumieć go. Ciężko chorował. Choroba była tajemnicza  lecz widać nad wyraz okropna  jeśli chodzi o objawy i jej ślady. Jego podejście i owszem było ekscentryczne, lecz nie szalone  czy mające znamiona zbrodnicze. Bezsprzecznie był utalentowanym malarzem i obytym człowiekiem sztuki. Fascynował mnie na tyle głęboko, że z coraz mniejszą dozą lęku, zwróciłem ku jego osobie swe oblicze.     Świece spełniały swą rolę. Widziałem tylko rozmyte, mleczne światło, mocno zaostrzone,  pozostałym z izbie mrokiem. Początkowo patrzyłem dzielnie, potem zacząłem mrużyć oczy, naleciało w nie całkiem sporo łez, więc zamykałem je, próbując się ich pozbyć. Po czasie, światło wręcz piekło, niczym bariera jakiegoś magicznego ognia. Widziałem tylko zarys postaci Wilda. Nic nie zdradzające kontury. Widziałem jak kaptur ląduję na jego karku, a rękawice na stoliku z farbami. Widać zapozowałem idealnie  bo nie widziałem żadnych ruchów jego dłoni  z prośbą o przesunięcie głowy,  wyprostowanie pleców czy osunięcie ramion. Wild nałożył kilka kolorów na paletę, na chwilę znieruchomiał zupełnie  po czym usłyszałem pierwszy rys na płótnie.     Sesja trwała. Sam nie wiem ile czasu zdołało upłynąć. Był środek nocy  czy jednak zbierało się już  ku szarówce przedświtu. Nie prosiłem o przerwę, choć zdrętwiałem zupełnie  od wymuszonej pozycji. Byłem też głodny. Żołądek co rusz sygnalizował mi to  cichym pomrukiem  a ja starałem się jedynie  skupić na wiązce ognia. Nie myślałem o zmęczeniu czy śnie. Byłem zahipnotyzowany przebiegiem sesji. Mój umysł tracił, właściwe sobie skupienie. Wild także nie prosił powstaniem o przerwę. Był całkowicie pochłonięty pracą. Bez przerwy słyszałem tylko pracę pędzli  i grzechot słoiczków z farbą. Wydawało mi się,  że z rzadka uchylał się na bok, by widzieć mnie dokładniej. Nie widziałem twarzy, lecz z pewnością ogień, zmieniał barwę jego oczu  na zupełnie nieludzką, głęboką czerwień. Innym razem poprawiał płótno w ramach i mogłem dostrzec zarys jego palców. Wydawały się śliskie, blade  i pokryte strupami czy głębokimi ranami. Im więcej ruchów wykonywał. Tym mocniej w pomieszczeniu  rozchodził się odór słodkiej duszności. Odór jego choroby i niemocy ciała. Im dłużej trwała sesja, tym Wild widocznie opadał jednak z sił. Jego oddech dało się słyszeć z daleka. Był świszczącym rzężeniem, które tu pośrodku zapomnianego cmentarza, mogło wydawać się głosem upiora.     Wreszcie gdy zapadłem się zupełnie w  halucynogennych obrazach wyobraźni i nie potrafiłem odróżnić już godziny od minuty oraz dnia od nocy. Wild przerwał pracę. Nasunął kaptur na głowę, sięgnął po rękawiczki. Założył je powoli a potem wstał  i zaprosił mnie gestem do siebie. Podniosłem się i dopiero teraz  poczułem ulgę połączoną ze zmęczeniem. Podszedłem do Wilda. Choć odór jego ciała  nie pozwolił mi podejść  tak blisko jakbym chciał. Ten widać nie urażony zupełnie. Wskazał z nieukrywaną dumą na płótno. Zajrzałem i ja.     W jednej chwili byłem gotów  odwołać to wszystko co mówiłem  o stateczności umysłu Wilda. Był szaleńcem  i jego obraz potwierdzał to zupełnie. Na obrazie a i owszem byłem ja. Lecz jakby starszy o kilkanaście lat, z zapuszczonym jasnobrązowym wąsem i cieniami pod powiekami. Nie to było jednak najgorsze. Moja cała twarz nosiła ślady ran,  trupiego opadu  i zaawansowanego rozkładu tkanek. Ja na obrazie,  zamarłem z uczuciem  całkowitego zdziwienia na twarzy i oczach. Usta sine i z pewnością martwe, były szeroko otwarte  a z pomiędzy obwodu zębów i cofniętego gdzieś w głąb krtani języka, wychynęła na powierzchnię świata postać tak dalece bluźniercza w odbiorze, że musiałem odwrócić wzrok. Był to olbrzymi i namalowany jak żywy,  trumienny czerw w złotej, królewskiej koronie. Jego pobratymcy, żerowali w moich ranach. W dziurach na policzkach i szyi. Było ich całe mrowie. Kolonia czerwi,  posilająca się moim trupem. Tego było dla mnie zbyt wiele. Uwolniłem się od uścisku ramienia Wilda  i porwałem się w rajd  przez naznaczone  mroźnym przedświtem mogiły. Próbując zapomnieć o robaku, którego ten obraz zagnieździł mi w ciele.   Minął tydzień, który nie dał mi nawet grama ukojenia. Popadłem w stan przedziwny, nazwałbym go melancholijną psychozą. Nie trwałem w delirycznym stanie agresji. Nie mówiłem o Wildzie nikomu. Ciągle jednak widziałem  trupie twarze z obrazów. Oblicze cmentarnego robaka w koronie. I ja w tym wszystkim. Starszy, zmieniony… martwy. Nie zyskałem nic  oprócz głębokiego rozstroju  umysłu i nerwów. Pieniądze pozostały w kopercie  w domu Wilda. Nie byłem w stanie  zarobić teraz nawet pensa. Nie mogłem jeść ani pić. Wszystko stawało mi w gardle, zupełnie jakby trafiało na żywą przeszkodę. Króla rozkładu.   Zupełnie niespodzianie rankiem  zapukano do moich drzwi. Wstałem z ociąganiem  i dopiero wtedy gdy  pukanie przemieniło się  w prawdziwe dudnienie  otworzyłem drzwi spodziewając się komornika lub grupy wierzycieli. Był to chłopiec od Wilda. Przywitał mnie ukłonem  i szczerym uśmiechem. W ręku trzymał kopertę. Wręczył mi ją ze słowami. Pan Wild przesyła list  i serdeczne pozdrowienia, oraz życzenia  jak najszybszego powrotu do zdrowia. Nie czekając na moją reakcję ani zapłatę ruszył w dół schodów.     Wróciłem do salonu i już miałem cisnąć kopertę w ogień kominka, ale powstrzymałem się w porę. Ciekawość zwyciężyła. Zerwałem lak. W środku oczywiście był złożony list  jak i ku mojemu zdziwieniu pieniądze, pomnożone jednak co najmniej dwukrotnie  od pierwotnie obiecanej kwoty  tamtego wieczora. Chwilowo porzuciłem zainteresowanie kwotą i sięgnąłem po list.   Panie Scholl    Na wstępie chciałbym zaznaczyć, że nie żywię do Pana absolutnie żadnej, nawet najbardziej lichej urazy. Wina spoczywa tylko i wyłącznie po mojej stronie a pańska reakcja była całkowicie zrozumiała i uzasadniona. Jestem przeto człowiekiem głębokiej kultury  i nie mógłbym zostawić teraz Pana  z tymi wszystkimi pytaniami,  szczególnie w tak ciężkim stanie nerwów  jaki Pan bezsprzecznie przeżywa. Oczywiście chciałem również  rozliczyć się z Panem, podziękować za bycie moim modelem a z racji tak niespodzianych problemów, podwoić stawkę wypłaty. A teraz przejdźmy do meritum. Widzi Pan, moje dzieła. Portrety tych mężczyzn. Ich makabryczne,  zabrane przez rozkład i śmierć twarze. Oni wszyscy pozowali jak Pan i przysięgam na Boga,  że wszyscy robili to żyjąc. Nie wykradam ciał z grobów  ani nie morduje swoich klientów. Zaręczam o tym. Zapyta Pan z pewnością. Skoro pozowali za życia  to jak stali się martwi? Można powiedzieć, że widzę przyszłość każdego swojego modelu. Choć może to zbyt wiele powiedziane. Widzę tylko to  jak przyjdzie im rozstać się z życiem. Te wszystkie tragedię. Już ich dotknęły  lub dotkną w niedługim czasie. Pana niestety również. Skoczy Pan za kilkanaście lat z dachu siedziby miejskiego banku. Pieniądze nie dadzą Panu szczęścia. Żałuję. Część z moich modeli  jeszcze chodzi po świecie  i cieszy się życiem jak Pan. Ale skończą tak jak na moich obrazach. Zapyta Pan i słusznie, skąd mam pewność? Tego nie umiem wytłumaczyć. Wykształciło mi się to po moim wypadku, który odebrał mi wszystko oprócz talentu. Uzna mnie Pan za szaleńca. Groźnego obłąkanego samotnika. Mój dom, cmentarz, atmosfera  i nocne sesje. Wszystko wskazuje na szaleństwo. Ale wiem, że widział Pan pewne szczegóły  w moim wyglądzie  a także czuł słodki zapach w moim domu. A co gdybym Panu powiedział, że mój wypadek zakończył się tragicznie. Moją chorobą jest śmierć. Malując Pana byłem martwy. Jestem martwy od wielu, wielu lat.     Uwierzyłem w każde jego słowo. Tak jak w robaka w koronie, który cicho chrzęścił odrażającymi odnóżami, gdzieś opodal  mojego bijącego szaleńczo serca. A za kilkanaście lat opuści swego żywiciela przez rozwarte martwo usta.   Dedykuję Lenore Grey, z podziękowaniem za to, że jej niesamowita wyobraźnia, pobudza mnie do pisania coraz lepszych utworów.  
    • @Czarek Płatak onomatopeje trzask szum, stuk puk - nadają surowości,  surrealistycznego dotyku. A i jest tu zmysłowość.  
    • @viola arvensis epifora wdzierająca się w serce, a jednak, pomimo bólu, rozdarcia "przypadek beznadziejny"- ma nadzieję jeszcze ma pomimo wszystko, pomimo, że jest mu jeszcze dane spełnienie.  
    • @Somnia   Dziękuję! Wrzuć głosówkę to się przekonamy

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...