Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Jest ciemno jak w piździe, pierdolona noc, a właściwie poranek, pierdolony jesienny poranek, godzina, podczas której na ulicy można spotkać jedynie pojebów i uzależnionych od pracy palantów, ale to też pojeby, nikt normalny nie uczestniczy o tej porze w życiu publicznym, nikt normalny nie powinien też wstawać do pracy, cóż, najwyraźniej tych normalnych jest jak na lekarstwo, chuj, mało. Powinienem jeszcze spać, leżeć w tym okropnym łóżku na wysokości metra i przewracać się z jednego francowatego boku na drugi równie beznadziejny. Jestem zajebiście zmęczony, ale wewnątrz czuję podniecenie i tylko one pozwala mi słaniać się na nogach. Jeszcze nie jestem wkurwiony, właściwie to jestem bardzo pozytywnie nastawiony do życia, czekam na okazję, czekam na nowe znajomości, chcę wykorzystać dobrze czas, chcę być zadowolony z siebie, chociaż raz w życiu, ten jedyny raz, chcę pierdolić wszystko, nie zastanawiać się, pogrążyć się w jakimś pierdolenie przyjemnym dla ciała i ducha amoku. Jestem za wcześnie, a może to inni są za późno, tak przesiąkłem tym w chuj jebanym konformizmem i próbą przyporządkowania się do społeczeństwa, wszakże człowiek jest pierdoloną istotą społeczną i chcąc od tego uciekać, skazuje się na, kurwa, siódmy, dziewiąty, jedenasty, czy jeszcze inny etap piekła. Pragnę zapomnieć o wszystkich problemach tego jebanego świata, które mnie dotykają w większej mierze niż innych. Zapomnieć o moim przymusie, który sam sobie narzuciłem, nieznośna katorga, nie chcę przez najbliższe dni w ogóle o niej słyszeć, dlatego nie biorę żadnego pieprzonego pisadła, czegoś, co zostawia te męczące ślady, ślady naszego nieuniknionego konfliktu z samym sobą. Biorę za to książkę, biorę dwie książki, chociaż wiem, a przynajmniej powoli sobie to uświadamiam, że wszystkie książki są mi na chuja tak potrzebne jak pierdolone cebulki włosów w górnych partiach aparatu do pierdolenia, czyli penisa, czy chuj nieważne czego.
Siedzę i myślę, czy gdybym wówczas nie wstał, gdyby budzik pierdolnął, gdyby matka wpadła w senny amok, gdybym przestawił zegar, gdybym uczestniczył w wypadku, gdybym nie włączył dźwięku, czy może gdybym sam powiedział, że to pierdolę, czy coś tam jeszcze, czy wówczas ten pierdolony koszmar by nie nastał. Ale zależało mi na tym, zależało mi na tym jak na naprawdę niewielu rzeczach od pewnego czasu. To była kurewska odskocznia, jedyna szansa, tak tylko, żeby spędzić ten czas z dala od kogokolwiek, kto wie o mojej pierdolonej przeszłości, która ciągle mnie goni, a ja ciągle, kurwa, uciekam, uciekam z chujowym skutkiem w pełnym tego chuj niewartego słowa znaczeniu. Kurwa, nie wiedziałem, że można mieć większy wstręt do wstrętu, niż miałem, nie wiedziałem tego, dopóki nie pierdolnęło mnie z wielkiego, zaplanowanego, zamachu, kurwa. Jak to pięknie nazywać wszystko kurwami, chujami, czy innymi odstającymi lub wbudowanymi wewnątrz organami. Pierdolony świat wydaje się wówczas taki przyjazny, taki jedno-kurwa-wymiarowy, taki milutki, kiedy jednym słowem ogarniasz wszystko i wszystkich, bo nie można komplikować, bo to straszna, kurwa, tak, straszna rzeczy, najgorsza z tych najgorszych, a każdy już sam dopowie sobie, co dla niego jest najgorsze. Wszyscy chcą mieć na czarno-szaro-białym wszystkie, kurwa, ale to wszystkie kurewskie prawdy, a tu chuj, nie ma praw, nie ma nic poza tym, co napisane na jakimś tam papierku i skopiowane ileś tam razy w ileś tam miejsc. I to jest wkurwiająca prawda, a tym bardziej wkurwiająca, im bardziej to kogoś hamuje.
Cipa, słowo cipa zarezerwowałem sobie dla jednej prawdziwej cipy, która cipą zawsze była, i mimo mojej chwilowej ślepoty, cipą zawsze pozostanie.
Jest, kurwa, ciemno, czekam, czekamy, na chuja my tak czekamy, to żadna kurwa tego świata nikomu nie powie, powie jedynie, że na wypłatę, a tu kolejny raz ślepy tor, bo nie czekamy na, kurwa, wypłatę, a sama wypłata jest nam po jasnego chuja, kiedy nie wiemy, na co czekamy, więc nie wiemy, ale dalej czekamy, dalej, nawet w najdalszej dali tylko chuj, chuj, chuj i nic poza tym. Mówię jednemu mojemu koledze, że wartałoby skoczyć po gumy do żucia, bo żucie pobudza organizm i ciężej jest zasnąć, łatwiej jest się później obudzić, guma jest taka nieszkodliwa na nasz zjebany chemią organizm, bo co tam, pierdolić te kilka emulgatorów i tajemniczych e-chujów. Kolega winien jest mi pierdoloną stówkę, ale boję się na chama od niego próbować to wydębić, bo nie należę do tych skurwysynów z kasyn, co za kilka papierków utną komuś palec, następny, a na końcu największy palec...i wagina, stary przejechany pierożek. Może to jest myśl i zacietrzewienie się w papierkach to jedyny sposób znalezienia tego upragnionego, pierdolonego spokoju, czy innego fałszywego spełnienia. Kupujemy te gumy, a w duchu myślę sobię, że chuj, podaruję mu nawet te dwadzieścia, nawet te trzydzieści, byle tylko oddał mi resztę. Nie lubię tego, nie lubię gadać o pieniądzach, bo mimo że jestem pierdolonym pozerem, to nie chcę nim być do końca, marzę o tej odrobinie prawdziwości, żeby uwolnić się od przygniatających stereotypów mojej osoby. Często myślę, jakby to było dobrze być kimś, kurwa, zupełnie, ale to zupełnie innym, bez tych pierdolonych obaw o własny przepierdolony tyłek, który czeka tylko na kolejne zakleszczenie, wygniecenie, wciśnięcie, posuniecie. Co mi, że będę kimś, kiedy ja nie chcę być kimś, chcę być jedynie tym pierdolnikiem, który niczym się nie wyróżnia, a jednocześnie ma wszystko, co potrzeba mu do tego swojego kurwiastego życia.
Mówię mu, żeby mi pożyczył złotówkę na tą pierdoloną gumę, w zamyśle mając oczywiście stopniowe spłaty długu poprzez niewielkie pożyczki, których chuj oczywiście nie będzie chyba miał godności żądać z powrotem. I koniec końców jest taki, kurwa, że płacę za nie sam, bo tamten udaje, że znalazł jakiś ciekawy punkt odniesienia do całego swojego równie zakichanego życia, a gdzie go znalazł, znalazł go na podłodze, w fudze, między tandetnymi kafelkami za kilkanaście za metr do kwadratu mnożony.
Zapierdalamy, żeby się nie spóźnić, mówię, że nie chcę się spóźnić, bo wszędzie się spóźniam. Skurwysyn mruczy pod pierdolonym nosem, że on ma to w dupie, bo pojeby i tak zaczekają, nie nazywa ich pojebami, ale co za różnica, kiedy wszyscy są pojebami, bo jakbyśmy ich nie nazwali, tej rasy nie da się nawrócić, a jedynie przeplewić. Oczywiście się nie spóźniamy, bo gdy tylko pierdolony ja nie chcę się spóźnić, inni chcą właśnie tego. W chuj ciemno, nic się nie przejaśnia, pierdolone słońce nie chce przyspieszyć pierdolenie nieustannego procesu, który w pizdę nudzi się jak zajebiście-chujowa muzyka pop. Nie jestem w stanie zwykłego słuchacza tej podłości pierdolić w całej jego okazałości, a wręcz przeciwnie, im palant słucha, ogląda, czyta większy chłam, tym bardziej do niego ciągnę, żeby sukinkota nawrócić, ale on jest już wyżęty, a ja jestem jedynie kurewskim praniem, które czeka na swoją kolej w kolejce do kolejki, do tej właściwej skurwysyńskiej kolejki.
Wreszcie coś się rusza, wszystkie pierdolone skurwysyny ruszają się z miejsca, a ja ruszam się z nimi, myślę sobie, że chuj im wszystkim w dupę, patrzcie na mnie, a ja dalej nie będę wiedział, czy się śmiać, czy płakać. Patrz się na mnie idioto, to nie jestem ja, ja jestem kimś innym, jestem gdzieś indziej, patrzysz tylko na moje zjebane ciało, na mojego chujowego reprezentanta z prezencją, ale bez mózgu, bez pierdolonego rozumu, zdrowego rozsądku. Gość zbyt wygórowanych pierdolonych ambicji. Dochodzimy do autobusu, wielkiego chuja jakby na to nie patrzeć, wszyscy ładują w tę jego cienką cewkę moczu i spermy, wchodzą w nią i są zadowoleni, zajebiście zadowolenie, cieplutka otoczka, mięciutkie organy, nadstawcie tylko wasze rozrodcze sprzęty i hop, siup, mocno.
Chcę już wchodzić, ale pierdolona noc w dzień i podniecenie czegoś przyjemnie nieznanego oplata mnie pierdolonym czymś tam, to jest coś, co znam, ale, kurwa, pragnę poznawać dalej, głębiej i głębiej. Patrzę się na nią, patrzę się na tą kurwę, podoba mi się jak cholera, ale wiem, że jest zajęta, wiem, że jej pierdolony chłopak żyje daleko stąd, daleko jak ona sama, wiem, jak ostro się dymają, pewnie nie używają zabezpieczeń, pierdolą choroby, pierdolą siebie nawzajem, jest zajebiście inteligentna, wiem to, mimo że jej nie znam wcale, a jedynie z widzenia, pierdolić, z wyglądu dowiesz się wszystkiego poza tym, jaką dziewczyna jest dziwką, suką, szmatą, dopiero dowiem się, że jest zajebista, ale to nie o nią jest chuj, a o inną, o tą cipę pierdoloną, nie lubię tamtej w sposób niezwykły, jednak podświadomie wyobrażam sobie, jak jest moja i tylko pierdolenie moja. Widzę tą drugą, tą cipę, na pozostałe nie zwracam uwagi, jebią mnie, bo albo są chujowe, albo jeszcze inne, co oczywiście nie wykracza poza słowo chujowe, bo wszystko jest w chuj chujowe. Te pierdolone pasemka na włosach, ta pierdolona palemka, to wszystko mnie wkurwia, a potęguje się to z każdym dniem, gdy myślę o tej jej palemce, o jasnej karnacji, pięknie-chujowej jasnej skórze, delikatnych dłoniach, które nie marzną na mrozie pomimo braku rękawiczek. Nie tak jak moje, które nawet po założeniu wiatro-odpornej szmaty wyglądają jakby je skurwysyn z pieca wyciągnął, z popękanymi naczyńkami krwionośnymi, na które w chuj drogie kremy mogą poradzić wielkie gówno. Napaćkam takiego dziadostwa na dłonie a to nic, kurwa, jak było, tak jest, zero progresu, zero ulgi, zero czegokolwiek. Te czarny płaszczyk, w którym ukrywała owe dłonie, te buty sportowe, ale takie, kurwa, podniecając, te pierdolone niebieskie jeansy odrobinkę poprzecierane w niektórych miejscach, te oczy, chuj z nim, chuj z całą tą cipą, pierdolona dziwka, szmata, kurwa, pierdolisz mnie, nienawidzę cię suko, pierdolona flądro, zakompleksiona niewydymko, ten uśmiech, ten chytry wyraz twarzy, ten brak inteligencji estetycznej nadrabiany niewinnością, cipa, jednym słowem cipa, a niech cię inni pierdolą, chuj ci w dupę na całej linii, pożałujesz tego suko, będziesz żałować tego całe życie, z dnia na dzień bardziej, inni będą cię pierdolić, a ty będziesz cały czas nieszczęśliwa, cipa...
Wtedy jeszcze nie wiem, że ta suka mi się się tak podoba, nie wiem, że jestem totalnie zagubiony, nie wiem, że zrobiła mi z mózgu jajeczną pizdę. Wtedy panowała cisza przed pierdolonym pierdolnięciem w samo pierdolone centrum, sam środek środków.
Każda nieskładna forma jest przez tą pierdoloną cipę, niewydymaną dziwkę, kurwę jakby nie pisać. Ona jest wina wszystkiego, głupia cipa, która nie zdaje sobie sprawy, jak wielką i głupią cipą jest.
Od tej kurewskiej cipy nic się nie zaczęło, ale wszystko się na niej kończy.

Opublikowano

Czemu miałabym się zdziwić?

Nie toleruję przekleństw. Jeśli już - to jeśli są naprawdę uzasadnione i w inny sposób po prostu nie da się wyrazić jakiejś myśli.
Tu odrzuciły mnie na samym początku i szczerze mówiąc nie miałam już ochoty przekonywać się, że to uzasadnione, czy nie.

Opublikowano

Nie wiem, czy tolerancja ma tutaj jakieś znaczenie. Przekleństwa zwyczajnie istnieją i w tym wypadku stanowią tło dla treści, która może początkowo wydać się ciężka w odbiorze albo nawet odrzucająca.
Tak się składa, że jest to fragment, a raczej początek książki, która miała powstać, ale jej autor (dosyć znany w Polsce) nie wytrzymał brzemienia życia i je sobie odebrał.
Będę bronił tego fragmentu, gdyż wszedłem w jego posiadanie zupełnie przypadkowo i bardzo szczęśliwie, a wywiera na mnie duże wrażenie.
Fakt, że nie jestem autorem, ale być może dlatego mogę ocenić to nieco obiektywniej, niż gdybym odpowiadał za każde słowo.

Opublikowano

Trzeba by było zaznaczyć, że to nie Twoje. Albo na samej górze, pod tytułem, kursywą, albo w komentarzu. Żeby od razu było wiadomo i żeby nikt Cię nie posądził o plagiat.

Niemniej niezależnie od tego, czyje to jest, odrzucają mnie przekleństwa na samym wstępie. Dla mnie powinny mieć uzasadnienie. Nadużywanie ich moim zdaniem zaciera treść utworu, a także zabija moc samych przekleństw.
Czytałam "Przenajświętszą Rzeczpospolitą" Jacka Piekary, która aż roi się od przekleństw. Ale one tam są uzasadnione. Żeby pokazać polską obrzydliwą rzeczywistość (nieco podkoloryzowaną, ale jednak). Ale tamta książka nie zaczynała się od pierwszego zdania od... takich rzeczy (nie chcę cytować, bo a nuż admin zobaczy i postanowi dać bana). Zdążyła najpierw zaciekawić, zanim odrzuciła.

Tak więc tolerancja i wyczucie mają tutaj duże znaczenie. Wierzę, że takie teksty, jak ten, przyciągają niektórych, ale mnie po prostu odrzucają.
Przekleństwa tak gdzieś od drugiego akapitu, jeśli już - żeby najpierw zdążyło mnie zaciekawić. :)

Opublikowano

Przekleństwa przeszkadzają tylko w pierwsze fazie tekstu, zanim się do nich przyzwyczaimy. Gdy minie początkowy wstręt, zaczynamy wychwytywać sens, i muszę przyznać, że treść robi na mnie wrażenie, jest przepełniona emocjami i trafnymi uwagami.
Do tej pory dużo tekstów czytałam na tym forum, ale dopiero po tym odczułam potrzebę założenia swojego konta i podzielenia się moimi przemyśleniami, bo z tego, co widzę, nie chwytacie głównej idei tekstu, która zamazana jest pod językiem. Gdybyście byli uważni i przeczytali tekst do końca, stwierdzilibyście, że wszystko tutaj jest zamierzone.
Jest to jeden z nielicznych tekstów, który z satysfakcją przeczytałam do końca, a nie skakałam z niecierpliwości do następnych linijek.

Cóż, każdy ma inny gust, może czasem jednak warto spojrzeć na coś po raz drugi i to z nieco innej perspektywy.

Czekam na odpowiedzi i pozdraiwiam!

  • 2 tygodnie później...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Leona okrutnie smutne... i bolesne. Ufam, że PL ma się dobrze, naprawdę.
    • Moją równowagą jest smutek  Moją powagą jest smutek Moją prostotą jest smutek    Taki niski   Kiedyś w złych sytuacjach bardzo chciałem być radosny    Są antydepresanty  Ale nie ma tabletek na wywoływanie płaczu    Nie rozumiem tego a to dużo mówi    Ta złość która żyje we mnie musi odejść  Ta frustracja  Ta niezgoda    Ostatnio smutek nawiedził mnie w romantycznym okresie mojego życia młodości  Byłem outsiderem    Teraz smutek przychodzi do nienawiści, jakby przywołany przez nienawiść    Jest, mam wrażenie tyle nieodkrytych sfer w moim odczuwaniu    Po kolei, było tak: nienawiść potem bunt i złość, potem użalanie się nad sobą i bycie ofiarą   Potem destrukcja, potem znowu złość i cierpienie    Teraz poddanie się i smutek.   Najpiękniejszy, najdelikatniejszy on nie stwarza fałszu, on mi pokazuje prawdę taką jaką jest , wybacza zamiast karać.   A gdzie jest teraz sumienie i wewnętrzny krytyk?    Niewiem jak to osiągnąłem, pozwoliłem sobie na uczucie miłości i wdzięczności w relacji przyjacielskiej   Dla mnie smutek jest wolnością  Jest powrotem zakochanego    Teraz to widzę - upadek nastał kiedy niegdyś zacząłem szukać pocieszenia    Czy możliwe że..... skoro teraz mam wiek Chrystusowy to można to interpretować tak, że zaczyna się dobre życie a ten smutek jest związany z nadchodzącym opuszczeniem ukochanego Człowieka, Bliźniego?   I.... może momentem samowiedzy, iż śmierć nie jest dla mnie końcem, przejściem ani nowym początkiem    Jest opuszczeniem ukochanego Człowieka.              
    • z trudnością się wyrasta przy małej ilości światła każdy zakalec wie dokładnie jak bardzo trzeba się naszarpać o odrobinę miejsca   wzdłuż wszerz w górę   mechanizmy tego klimatu nie są zbyt skomplikowane chelicery hoduje się własne a posila się bardzo rzadko na wstręt już nie zauważając   ani na własną okrutność   bo w ciemnym świecie żyje zwykle ciemne pożywienie i niejasne są przypadłości jakimi kieruje się posiłek znajdujący się tuż obok   może szuka odskoczni   gdzie wino nabiera mocy a na półkach obok niego kurzą się graty pośrupane imadło lub emaliowany garnek które nie chcą urosnąć   i nigdy nie potrzebowały  
    • @Maciej Szwengielski - mało osób potrafi właściwie zinterpretować Kazanie na górze, a przecież są dylematy, które tylko serce rozwiązuje właściwie. Wiele u Jezusa opowieści zilustrowanych przykładami, w których zawarto stosowne wskazówki – to pewnik. Czasem ewidentnie widać, że w danej sprawie należy się pokierować sercem, bywa, że nie ma wątpliwości. Duchowni krytykują z ambony modernizm, twierdząc, że to odejście od prawdziwej wiary. Czasem jednak wydaje się, że i u konserwatywnych filozofów katolickich jest za dużo wniosków na wyrost, a u duchownych – za dużo formalności. Kto ma czas zatrzymać się każdego dnia i przeczytać fragmenty, chociażby o rozmowach Chrystusa z faryzeuszami? Przecież tam Nazarejczyk mówi do każdego z osobna, to nauki o sercu. Przez miłość do Boga i ludzi. Po co to komplikować? Nie ma sensu mnożyć bytów ponad miarę.
    • Dedykuję wszystkim Polskim Asom przestworzy, którzy walczyli o wolność i honor dla Polski – niech ich odwaga i poświęcenie nigdy nie znikną z pamięci współczesnych Polaków. Jan Jarosław Zieleziński -----------------------------------------------------------------------------------------   Historia ta o Sprawie i Ludziach Honoru, ze zdjęć starych, pożółkłych – prawie bez koloru, O polskich pilotach wojny strasznych dni, Wolnych i walecznych – tak jak fri-ou-fri*. To historia o Polsce i jej losach w przestworzach, O sile i braterstwie będzie tutaj mowa. Przypomniemy Polaków bohaterskie dni, Z polskiego dywizjonu – asów fri-ou-fri. A więc, żeby nie przedłużać i zacząć od razu, Zasiądźmy za sterami i dodajmy gazu! Wzbijmy się angielskim myśliwcem w przestworza, Cząstki cień historii usłyszeć zza morza... Witold Urbanowicz, będąc nazbyt szczery, na zawodach, z Niemcami miał niezłe afery, Lecz pomimo dąsów i szwargotu pytań, do poziomu sprowadził pana Messerschmidta*. Potem w Anglii, będąc jako wing commander, RAFu opieszałość poznał całą prawdę. Miast czym prędzej Niemcom przypiłować śrubę, Cierpliwości Polaków RAF testował próbę*. Kapitan Paszkiewicz przerwał passę marną. Skrzydłami zahuśtał, po czym krzyknął: „Za mną!” I tak oto RAF z końcem dni sierpniowych, dopuścił dywizjon do lotów bojowych*. Znowu nas wysłali nad londyńskie doki, Blenheimy beztrosko suną przez obłoki... Znowu pilot „Paszko” wszystko to ogarnął. Klucz poderwał słowami: „Do ataku! Za mną!” Jan Zumbach w manewrze samolot przechylił. Już ma Szwaba w muszce! Ale cóż to? Chybił? „Coż to się tu stało?! A niech to cholera! Blokady ze spustu żem nie zdjął gdym strzelał!”* Skręcając dość silnie, aby się nie zderzyć, Blackoutu* doświaczył, lecz zdołał to przeżyć. Lecz co się odwlecze – to już nie uciecze... Cyk-cyk-cyk! – do Heinkla*, dym za nim się wlecze. Kanadyjczyk John Kent nos często zadzierał, By o mały włos Niemiec go ostrzelał, Pan Henneberg Zdzisław na niego nurkuje, Browning Hurricane’a Szwabu nos „pudruje”. „Dzięki, Sir” – Kent mówi (już podczas powrotu), „Żeś mi Messerschmidta zmusił do odwrotu.” „Nie ma za co, lecz poprawkę proszę małą wnieść: Sześć było tych Niemców. Nie jeden, a sześć.”* Stanisława Skalskiego Cyrk był niezłą hecą, Messerschmidtów chmara – Szkopy dzielnie lecą. Garstka polskich asów z nieba na nich spada! Strach Niemców obleciał – biada Niemcom, biada. Innym razem Skalski po podniebnych szrankach: radiostacja milczy, skrzydło ma w kawałkach, Hurricane’em swoim, gdzie zbiornik przecieka, Dotarł do Leconfield – tam już spokój czeka. Mechaników zespół złapał się za głowę: (Samolotu z akcji zostało z połowę) „Dziękuj Bogu na mszy metrową gromnicą! Bo Twój Hurricane, kolego, dziurawy jak sito...”* Zdecydować się na manewr „martwego silnika”*, To doprawdy rozterka pełna wszelkich pytań. Zabronionym manewrem, odwagą się wsławić, By maszynę wierną od śmierci ocalić. Pan Mirosław Ferić zapisał się chwałą, stworzył rzecz tak prostą jak i niebywałą, Dziennik dywizjonu, co się rzucał w oczy, Jerzy Szósty – Król Anglii – też inkaustem zroszył*. Dywizjonu dziennik chłonął wpisów inkaust i zgłoskami złotymi historię zapisał. Zaiste, alianci mogli Polakom zazdrościć – Dywizjonu 303 zwanego „Kościuszkowskim”. Jan Zumbach fantazji ułańskiej dochował, Tuż przy śmigle Kaczora pięknie namalował. Luftwaffe spogląda na raport wieczorem: „Zestrzelił nas ten podły samolot z kaczorem.”* „Johnny” wrócił „zawiany” po balandze nocnej, Do raportu stanął, RAF wkurzał wciąż mocniej. Jego para rąk się jednak w walce nada, Poleciał na akcję i zestrzelił Szwaba.* Wtem RAF raport słyszy przesuwając plansze: „Spokojnie, koledzy, ja go ciut postraszę.”* I już Zumbach serią zaczyna swe szycie, Kolejny Messerschmidt pożegnał się z życiem. Pan Josef František, co odłączał z szyku, stał się w RAF-ie pierwszym z takich samotników. Nad kanałem na Niemców często on polował, i kulami śmierci gęsto ich częstował.* Hurricane, Spitfire i inne maszyny, Tak zabójczo piękne jak alianckie dziewczyny*, Siekające ogniem karabinów Browninga*, Dobrych niemal prawie jak system Gatlinga*. Historia ta ma jednak gorzkie zakończenie: W Jałcie sojuszników zdrada cicho drzemie. Przywódcy aliantów tamtych strasznych dni – Churchill, Roosevelt, Stalin – ci nas zdradzili*. Defilada zwycięstwa i wolności znaków, Wszystkie armie świata, ale... bez Polaków. Ach! Nie sposób zdołać zawiłości tłumaczeń, Na pytanie starszej Lady: „Dlaczego pan płacze?”* -------------------------------------------------- Wiersz napisany na podstawie książki Lynne Olson i Stanley Cloud pt. "Sprawa honoru".

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      -------------------------------------------------- Wyjaśnienia do wiersza: [fri-ou-fri* – jest to swoista gra słów – otóż: liczba 303 wymawiana po angielsku w slangu wojskowym fonetycznie dokładnie tak brzmi, czyli: „three ou three”, natomiast paradoksalnie można ją czytać również jako „free, O! free...”, co w wolnym tłumaczeniu można by przetłumaczyć jako: <Polscy Piloci> „niosący wolność, którą tak ukochali”.] [*"do poziomu sprowadził pana Messerschmidta" -> patrz: opis incydentu przyłapania niemieckiego konstruktora Willy'ego Messerschmidta podczas wkroczenia na polskie zawody lotnicze NIELEGALNĄ i NIEPRZEPISOWĄ drogą, za co Witold Urbanowicz "ukarał" go upokorzeniem w postaci położenia się na ziemi pod groźbą użycia broni przez strażnika lotniska, gdzie odbywały się owe zawody lotnicze -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 57–58 (rozdział: „Polska „będzie walczyć”)] [*"Cierpliwość Polaków RAF testował próbę" -> patrz: opis odwlekania przez dowództwo RAF-u włączenia Polskich Pilotów do lotów bojowych -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 120–127 (rozdział: „Bitwa w Northolt”)] [*"dopuścił dywizjon do lotów bojowych" -> patrz: moment, kiedy dowództwo RAF-u – w obliczu wysokich strat własnych pilotów angielskich i brawurowej i udanej akcji zestrzelenia Messerschmidta – w końcu sierpnia 1940 roku zdecydowało się dopuścić Dywizjon 303 do lotów bojowych -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 127–128 (rozdział: „Bitwa w Northolt”)] [*„Klucz poderwał słowami: „Do ataku! Za mną!”” -> patrz: opis rozpoczęcia ataku na niemieckie bombowce (Blenheimy) przez klucz „żółty” prowadzony przez Kpt. Ludwika Paszkiewicza -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 139–140 (rozdział: „Mój Boże, oni naprawdę ich koszą!”)] [*„Blackoutu” -> czytaj: „blekautu”. „Blackout” jest to chwilowa utrata przytomności spowodowana nagłym spadkiem dopływu krwi do mózgu, najczęściej w wyniku przeciążeń, gwałtownych manewrów lub skrajnego stresu. Objawia się ciemnym „zamgleniem” w polu widzenia i utratą świadomości, która zwykle trwa kilka sekund. [*„Blokady ze spustu żem nie zdjął gdym strzelał!” -> patrz: próba otwarcia ognia ze swoich karabinów Browninga przez Jana Zumbacha i jego reakcję -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 140–141 (rozdział: „Mój Boże, oni naprawdę ich koszą!”)] [*„Heinkla” -> czytaj: „Hajnkla”. Heinkel He 111 był niemieckim bombowcem średniego zasięgu używanym w II Wojnie Światowej we wczesnych latach 40-tych] [*„(...) Nie jeden, a sześć.” -> patrz: opis ocalenia życia kanadyjskiemu pilotowi i jednemu z dwóch dowódców-nadzorców RAF-u Dywizjonu 303 (John Kent) przez polskiego pilota Dywizjonu 303 pana Zdzisława Henneberga -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 146–147 (rozdział: „Mój Boże, oni naprawdę ich koszą!”)] [*„(...) Innym razem Skalski (...)” -> o bohaterskich wyczynach Stanisława Skalskiego i jego Polskim Zespole Bojowym (ang. PFT = Polish Fighting Team, znanym częściej jako „Cyrk Skalskiego”) możemy dowiedzieć się z wielu źródeł, m.in.: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 268–269 (rozdział: „Wojna toczy się w Polsce”), lub np. książka pt. „Cyrk Skalskiego”, autor: Bohdana Arct (również polski pilot RAF PFT)] [*„manewr „martwego silnika”” -> był to zabroniony przez dowództwo RAF manewr polegający na zrestartowaniu silnika przez jego wyłączenie (i czasem ponowne załączenie). Manewr ten był często praktykowany (mimo kategorycznego zakazu dowództwa RAF) przez doświadczonych, polskich pilotów, w dwóch przypadkach: 1. Ocalenia maszyny po ciężkiej walce, kiedy maszyna była tak poszatkowana kulami wroga, że silnik ledwo „dociągał” do lotniska i wówczas piloci wyłączali silnik, żeby w końcowych kilometrach wylądować niczym szybowiec, LUB 2. Manewr ten był wykonywany w celu zyskania przewagi nad przeciwnikiem atakującym z dużą prędkością z ogona, kiedy to, wyłączając silnik np. Spitfire’a, polski pilot wykonywał manewr niemalże natychmiastowego zatrzymania Spitfire’a w miejscu (opór powietrza na wyłączone śmigło był znaczny), kiedy to wrogi samolot, np. Messerschmidt, dosłownie w ciągu 3-4 sekund wyskakiwał do przodu, stając się bardzo łatwym celem. Wadami tego manewru była wysoka zawodność silników Rolls-Royce Merlin, które miały problem z ponownym uruchomieniem w powietrzu. Pamiętać też należy, że w przypadku awarii na zbyt małej wysokości pilot myśliwca ginął, ponieważ wówczas nie było jeszcze systemu katapultowania się na spadochronie, a pilot, który chciał się uratować, musiał to zrobić ręcznie: otworzyć kabinę, wyjść/wyskoczyć i... PRZEŻYĆ, bo dość często zdarzały się przypadki rozstrzeliwania praktycznie bezbronnych pilotów opadających na spadochronie -> patrz: str. 62, książka pt. „Sprawa honoru”, rozdział: „Polska „będzie walczyć””] [*„Jerzy Szósty – Król Anglii – też inkaustem zroszył” -> patrz: opis złożenia wpisu przez Króla Anglii Jerzego VI w Dzienniku Dywizjonu 303 -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, str. 152 (rozdział: „Jak wiele im zawdzięczamy”)] [*„Zestrzelił nas ten podły samolot z kaczorem” -> Jan Zumbach na drzwiach swojego Spitfire’a na dziobie (a więc nieopodal śmigła samolotu) namalował Kaczora Donalda, wówczas popularnej bajki Walt’a Disney’a puszczanej jako filmy rozrywkowe w kinoklubach/messie oficerskiej -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, zdjęcie na str. 117 (rozdział: „Bitwa w Northolt”)] ["Poleciał na akcję i zestrzelił Szwaba." -> patrz: Jan Zumbach, „Ostatnia walka”, wspomnienia pilota Dywizjonu 303 – opis zestrzelenia niemieckiego bombowca podczas Bitwy o Anglię.] ["Spokojnie, koledzy, ja go ciut postraszę." -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, str. 150 (rozdział: „Jak wiele im zawdzięczamy”)] [*„Pan Josef František” -> był to pilot RAF-u czeskiego pochodzenia, ale pragnący latać w Dywizjonie 303 razem z – tak jak i on, nieco krnąbrnymi w kontekście sztywnych procedur RAF-u – Polakami. Zasłynął z tego, że często odłączał się z szyku, żeby „polować” na niemieckie samoloty, które „na oparach” paliwa wracały/uciekały w stronę niemieckich lotnisk -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 119–120 (rozdział: „Bitwa w Northolt”), oraz strony: 154–157 (rozdział: „Jak wiele im zawdzięczamy”)] [*„alianckie dziewczyny” -> mowa o wszystkich kobietach sił Aliantów, które swoją bohaterską postawą dołożyły się do zwycięstwa Aliantów w II Wojnie Światowej (w tym Polkach z polskich formacji wojskowych w kraju, tj. AK, NSZ czy BCh)] [*„karabinów Browninga” -> mowa o karabinach maszynowych stosowanych na pokładach samolotów myśliwskich. Choć wymienione zostały tutaj karabiny Browninga (najczęściej kaliber .303/7,7 [mm]) jako przykład, warto wiedzieć, że myśliwce dysponowały większym asortymentem rodzajów broni, jak np. CKM = Ciężkie Karabiny Maszynowe kalibru .50 (12,7 [mm]), działka Hispano kalibru 20 [mm], a nawet rakiety i bomby] [*„system Gatlinga” -> mowa o nowoczesnym typie ciężkich karabinów maszynowych wykorzystujących tzw. system Gatlinga, gdzie system zamka, spustu i budowy lufy umożliwia strzelanie amunicją wysokokalibrową tak, jakby to był bardzo szybki karabin maszynowy. Najbardziej znane przykłady to M-134 Minigun, czy działko Vulcan montowane m.in. we współczesnych myśliwcach F-16 Fighting Falcon.] [*„(...) ci nas zdradzili” -> patrz: historia zdrady honorowych przyrzeczeń wojskowych opartych na faktach na przykładzie Teheranu -> patrz: np. książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 275–277 (rozdział: „Wojna toczy się w Polsce”) oraz strony: 289–299 (rozdział: „Sprawa honoru”)] [*„Na pytanie starszej Lady: „Dlaczego pan płacze?”” - (czyt. "na pytanie starszej Lejdi: „Dlaczego pan płacze?”" -> patrz: opis defilady tzw. „wojsk sprzymierzonych” w kontraście do przepełnionego smutkiem Asa Polskich Pilotów Myśliwskich – Witolda Urbanowicza jako symbolu „zwycięskiej” Armii Polskiej, która na skutek nacisków Stalina i cichego przyzwolenia Roosevelta i Churchilla nie mogła uczestniczyć w zwycięskiej paradzie, która odbyła się 8 czerwca 1946 w Londynie -> patrz: np. książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 15–18 (rozdział: „Prolog”)]    
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...