Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

jest taka mała wiocha
koło wołomina
zewsząd tu ludziska zjeżdżali dosyć licznie
tu bylec legł w domysłach
a jedna przyczyna
po kiego tu ich zniosło?
brzmi wciąż enigmatycznie

prócz par egzaltowanych są zwykłe
jest burek i chomąt bez ogłady też
ma swoje miejsce
łeb głupotą zryty oszołom chamski sznurek
krąg mątw
w tej menażerii głąb
co dzierży lejce

znów przyjdzie ten moment
gdy gdzieś tam na występach
poczuje autochtona w sobie jeden z drugim
to nic że w mózgu siano
ważne by z kształtu pępka
zwymyślać naobrażać potem krzyż
za sługi

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


zostanę jednak Jacku przy , bo działa tu podobna zasada, jak z tymi, co wczoraj przyjechali, a dzisiaj całą gębą, to Warsiawiaki. Kiedyś, jako dziecko nie rozumiałem - dlaczego narażony byłem na wp... dol na każdych koloniach letnich :)
Okazuje się, że... właśnie za to, iż "adoptowani" autochtoni byli nieco wcześniej w miejscu, w które ja trafiłem i zrobili taką reklamę dla grodu Warsa i Sawy, jak niektórzy rodacy robili w niemieckich marketach typu Aldi całemu polskiemu społeczeństwu ;))

Dzięki za świetne mini
i pozdrawiam z serdecznymi świątecznymi życzeniami:
Wesołych i Do Siego!
Opublikowano

Wiersz dobry i z pazurem, ale czegoś mi tu brakuje. Nie wiedziałam, że chodzi o tę dużą wiochę koło Wołomina - Warsiawkę, dopóki nie przeczytałam dalej Twojego wyjaśnienia. Z treści samego wiersza to nie wynika. Widać tylko, że jesteś wkurzony na jakichś kretynów, prostaków i przemądrzałych bufonów, jakich w Polsce nigdzie nie brakuje.
Faktem jest, że w Warszawie to zjawisko rozwinęło się najsilniej i że z tego powodu nie jesteśmy lubiani w Polsce. Ale według mnie równie krzywdzące jest generalizowanie, że to przyjezdni warszawiacy robią nam złą opinię, a ci z dziada pradziada to sami dobrzy i porządni ludzie. Nieprawda. To, skąd kto pochodzi i skąd wywodzą się jego przodkowie, nie ma tu żadnego znaczenia. Przyczyny warszawskiego chamstwa są znacznie bardziej złożone. Być może zasadniczym powodem jest duża konkurencja i wszędzie tłok. Być może. Ale na pewno nie rodowody.
Pozdrawiam.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



znam rodzinę warszawską, jedną - wspaniałe ludziki
jednak oni są tylko jedni

nie chcę nazywać reszty
wyzywać
ale miasto same sobie zasłużyło i nie jest to podwód konkurencji

spójrz Oxyvio, że nawet piosenki warszawskie to rżnięcie cwaniaka
próbowałem tam przetrwać, dwa lata robienia w bambuko

w tym miescie nie ma dyskusji nawet w poezji
MN
Opublikowano

tu jest taka mała wiocha koło wołomina zewsząd tu ludziska zjeżdżali dosyć licznie tu bylec legł w domysłach a jedna przyczyna po kiego tu ich zniosło? brzmi wciąż enigmatycznie prócz par egzaltowanych są zwykłe jest burek i chomąt bez ogłady też ma swoje miejsce łeb głupotą zryty oszołom chamski sznurek krąg mątw w tej menażerii głąb co dzierży lejce znów przyjdzie ten moment gdy gdzieś tam na występach poczuje autochtona w sobie jeden z drugim to nic że w mózgu siano ważne by z kształtu pępka zwymyślać naobrażać potem krzyż za sługi

Kosz

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Przykro mi, że tak generalizujesz i piszesz to akurat do mnie. Jeśli jestem taka głupia cwaniaczka, to po co ze mną rozmawiasz?

nie do Ciebie
nie nazwałem
Cię tak i tyle
przepraszam
MN
Jak to nie? Zapomniałeś, że ja też jestem z Warszawy?
Na tym Forum jest wiele osób z Warszawy - piszą wiersze, niektórzy świetne, a także dyskutują o poezji, i to często na wysokim poziomie wiedzy i kultury.
Bardzo nie lubię żadnych uprzedzeń i generalizowania, że np. warszawiacy to wszyscy tacy, a krakowiacy to siacy, a cieszynianie to znów coś tam, a Cyganie to złodzieje, a Rosjanie to pijacy, a Żydzi to komuchy, a komuchy to samo zło - i tym podobne.
Napisałam, że to fakt, że w Warszawie akurat najsilniej rozwija się chamstwo - tak, ale po pierwsze: NIE KAŻDY warszawiak jest chamem i cwaniakiem, a po drugie: chamstwo i cwaniactwo rozwija się W CAŁEJ POLSCE, nie tylko w Warszawie.
A co do przyczyn - owszem, można dyskutować. Napisałam, że uważam, że one są bardzo złożone. Ale na pewno nie przyjezdni są przyczyną złych obyczajów w Warszawie, bo gdyby tak było, to by oznaczało, że tam, skąd ci przyjezdni przyjeżdżają, musi być jeszcze większe chamstwo - bo niby skąd ci ludzie by się brali?
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



nie do Ciebie
nie nazwałem
Cię tak i tyle
przepraszam
MN
Jak to nie? Zapomniałeś, że ja też jestem z Warszawy?
Na tym Forum jest wiele osób z Warszawy - piszą wiersze, niektórzy świetne, a także dyskutują o poezji, i to często na wysokim poziomie wiedzy i kultury.
Bardzo nie lubię żadnych uprzedzeń i generalizowania, że np. warszawiacy to wszyscy tacy, a krakowiacy to siacy, a cieszynianie to znów coś tam, a Cyganie to złodzieje, a Rosjanie to pijacy, a Żydzi to komuchy, a komuchy to samo zło - i tym podobne.
Napisałam, że to fakt, że w Warszawie akurat najsilniej rozwija się chamstwo - tak, ale po pierwsze: NIE KAŻDY warszawiak jest chamem i cwaniakiem, a po drugie: chamstwo i cwaniactwo rozwija się W CAŁEJ POLSCE, nie tylko w Warszawie.
A co do przyczyn - owszem, można dyskutować. Napisałam, że uważam, że one są bardzo złożone. Ale na pewno nie przyjezdni są przyczyną złych obyczajów w Warszawie, bo gdyby tak było, to by oznaczało, że tam, skąd ci przyjezdni przyjeżdżają, musi być jeszcze większe chamstwo - bo niby skąd ci ludzie by się brali?

a ja napisałem, że znam jedną rodzinę
napisałem też, że sama wawa temu winna
że piosenki cwaniackie, napisałem też
o robieniu w bambuko, a o poziomie dyskusji?
nie pisałem, często ta dyskusja zbacza
w teren co ja przeczytałem, a ty nie, co ja
mam a ty nie, ale oczywiście Oxyvio nie
zauważysz tego bo się przyzwyczaiłaś,
jeszcze raz najmocniej Cię przepraszam,
nie chodziło mi o Ciebie
MN
Opublikowano

Widzę, bo do tego nie można się przyzwyczaić.

Nieprawda, że nie chodziło Ci o mnie. Napisałeś, że znasz tylko JEDNĄ pozytywna rodzinę z Warszawy. Ja nie jestem tą rodziną, więc wg Ciebie należę do tych cwaniaków i chamów. Przykro mi, bo ja Ci nigdy nic złego nie zrobiłam ani Cię źle nie potraktowałam, natomiast to Ty kiedyś bez powodu zacząłeś mnie ignorować. Teraz sądzę, że to tylko dlatego, że mieszkam w Warszawie. No trudno.

PS. Paweł Łęczuk, którego kazałeś pozdrowić, też chyba nie jest tą jedyną rodziną z Warszawy. Wszyscy więc jesteśmy tutaj BE, toteż przepraszam, że kiedyś narzucałam Ci się ze swoimi zaproszeniami na spotkanie poetyckie.

Opublikowano

Dziękuję wszystkim za wpisy i przepraszam, że tak późno odpowiadam. Wcześniej nie miałem możliwości - wyjazd świąteczny, las, brak zasięgu itepe ;)
Ale już nadrabiam.

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


też tak mi się wydaje, że autochton bardziej pasuje, dziękuję Ewo za plusik.
Pozdrawiam


No trudno, jeśli mi się nie udało - nie poradzę :| Następnym razem może będzie lepiej - uczę się. Tym większy błąd z mojej strony, że zacząłem wyjaśniać. Ale... wydawało mi się, że jest jasno, kiedy przeczytałem komentarz Jacka Suchowicza - wyciągnął dobre wnioski, więc sam już nie wiem.
Masz rację w jednym, generalizowanie nie jest dobrym pomysłem, jednak, czy to daje się wywnioskować z mojego tekstu? Moja ocena dotyczy jakby konkretnej grupy lub mówiąc inaczej jakiegoś tam przekroju społeczeństwa.
Oczywiście, że rodowity Warszawiak nie istnieje. Tak, jak rodowity Krakowianin, czy Poznaniak.
Różnica polega na tym, że Warszawa jest chyba największym skupiskiem wszelkiego rodzaju, zarówno indywidualności, jak i indywiduów. :) Stąd i "złożoność" postaw. Najgorsze, że ta złożoność wynika z zakompleksienia i to nie tylko przyjezdnych Warszawiaków. Rodowici (jak pisałem wyżej - nie ma takiego pojęcia) też takowe posiadają, choćby z tej przyczyny, że są ogólnie nielubiani (generalnie właśnie). Dużo by można na ten temat. W ogólnym rozrachunku i tak zawsze liczy się jednostka. I czy to autochton, czy nie - generalnie powinno się oceniać człowieka, nie jego status, czy pochodzenie.
Jakby co, też jestem Warszawiakiem :)
Dziękuję za wnikliwy komentarz, pozdrawiam.

Zapewniam Cię Messo, że nie taki cwaniak z Warszawiaka, jak go malują ;))
Nie raz i nie dwa wykręcono mi jakiś "łódzki numer", albo zrobiono w bambo w Krakowie na przykład. Szowinizm rodowitego Pozananiaka niewiele chyba się będzie różnił od szowinizmu żulika z Mokotowa, czy z warszawskiej Pragi. Oba trzy som durniami i tyle ;)))
Piosenki Grzesiuka, to być może i wyraz jakiejśtam postawy, ale z tym nie da się już nic zrobić. To już historia i mniej lub bardziej malowniczy folklor. Ale w tym folklorze istniały też pozytywy. Coś takiego, jak "charakterność" jest już na wymarciu zarówno w Warszawie, jak i w innych (nie wiem, jak to się gdzie indziej nazywa) mieście, czy wiosce.
Myślę, że (tak, jak powiedziała Oxyvia J) chyba troszkę generalizujesz ;)
Dzięki za odwiedziny i punkciorka.
Pozdrawiam.

No to zaszalałeś ;)))) Gratuluję.
Krótko i treściwie - nie mam pretensji,;p
Tylko jedna uwaga. Nie piętnuj tego typu wpisów, jeśli robisz to samo. To niepoważne.
;)
Pozdrawiam


nie do Ciebie
nie nazwałem
Cię tak i tyle
przepraszam
MN
Jak to nie? Zapomniałeś, że ja też jestem z Warszawy?
Na tym Forum jest wiele osób z Warszawy - piszą wiersze, niektórzy świetne, a także dyskutują o poezji, i to często na wysokim poziomie wiedzy i kultury.
Bardzo nie lubię żadnych uprzedzeń i generalizowania, że np. warszawiacy to wszyscy tacy, a krakowiacy to siacy, a cieszynianie to znów coś tam, a Cyganie to złodzieje, a Rosjanie to pijacy, a Żydzi to komuchy, a komuchy to samo zło - i tym podobne.
Napisałam, że to fakt, że w Warszawie akurat najsilniej rozwija się chamstwo - tak, ale po pierwsze: NIE KAŻDY warszawiak jest chamem i cwaniakiem, a po drugie: chamstwo i cwaniactwo rozwija się W CAŁEJ POLSCE, nie tylko w Warszawie.
A co do przyczyn - owszem, można dyskutować. Napisałam, że uważam, że one są bardzo złożone. Ale na pewno nie przyjezdni są przyczyną złych obyczajów w Warszawie, bo gdyby tak było, to by oznaczało, że tam, skąd ci przyjezdni przyjeżdżają, musi być jeszcze większe chamstwo - bo niby skąd ci ludzie by się brali?
Staram się nie generalizować Oxyvio, ale powiem Ci (i zapewniam, że nie mam uprzedzeń pod tym względem) że spotkałem się z wieloma przypadkami chamskich zachowań, zarówno w Polsce, jak i za granicą. W Wielu przypadkach było właśnie tak, że ktoś "chwaląc się", że jest z Warszawy narobił takiej "wiochy", że wstyd mi było nie tylko słuchać, ale nawet dalej siedzieć w jakiejś restauracji, czy klubie.
A co się okazywało potem? Gostek mieniący się Warszawiakiem okazywał się nie warszawskim ćwokiem, tylko burkiem z Ząbek, Zielonki, Sochaczewa. Dlaczego upatrzyli sobie tę Warszawę? Da się to jakoś wytłumaczyć? A może to jakiś kompleks, albo to, że i tak o Warszawie źle się mówi, trza by dołożyć też coś od siebie?
Udało się, bo w miejscu, gdzie nawywijali zostawili wizytówkę, generalnie… mówiąc.
Inna sprawa, że był wśród nich również i Warszawiak - największe, chociaż nie najbardziej chamskie bydlę ;)
Pozdrawiam

Już się nie cofnę do warsztatu, więc może jakieś sugestie?
Będzie mi miło, dzięki.
Pozdrawiam.

o, i to jest prawda
Dziękuję i odmachowywuję serdecznie
:)


Prorok jaki cyco? ;)))
A żebyś wiedziała, że siedzę (znaczy siedziałem) w chaszczach, z dala od szumu i smrodu.
A jakie powietrze... echhhhh!
Niech się święci Madziu!
Dziękuję za wizytę, pozdrawiam.
Opublikowano

Wiem, HAYQ, żeś i Ty z Warszawy, boś wyraził swój kompleks tymże wierszem. :)
Teraz rozumiem, skąd ta niechęć do fałszywych "autochtonów". Ale - jak sam piszesz - wśród chamów największego pokroju trafiają się też "rodowici warszawiacy". A wśród "podmiejskich" znam najprzesympatyczniejszych ludzi, choćby stąd: Fanaberka, Jacek Suchowicz, pewnie też wielu innych; znam mnóstwo świetnych ludzi z Anina (dokąd zapraszam Wszystkich serdecznie na organizowane przeze mnie imprezy literackie i plastyczne - najbliższa w sobotę 3 stycznia), z Wołomina (!), Zielonki (!), Kobyłki (!), Mińska, Żyrardowa... i Ciechanowa (nie, nie Doda, tylko jej Nauczyciel - sam Messalin Nagietka). ;)
Nawiasem, akurat ja mieszkam w samym Centrum stołecznego molocha, gdzie jest największe skupisko zarówno chamstwa i cwaniactwa, jak i kultury w najszerszym rozumieniu: teatrów, kin, redakcji, wydawnictw, domów kultury, uczelni. Wielu ludzi przyjeżdża tutaj gościnnie lub na stałe właśnie dla kontaktu z tak "rozmachniętą" kulturą.
Jeśli chodzi o stopień "tubylczości" - połowa mojej rodziny jest od dłuższego czasu "rodowita" (ze strony babci - matki ojca: od wielu pokoleń Niemcy warszawscy, od czterech pokoleń całkowicie spolszczeni), a druga, większa połowa - napływowa (ze strony dziadka - ojca ojca, a także całość ze strony matki). Nie mam więc kompleksów na tym tle, że jestem "napływowa" albo że jestem "rodowita" - w tej materii naprawdę jest mi wszystko jedno, kto jest kim i od ilu pokoleń. I doskonale widzę, że "tubylczość" nie jest cechą charakteru i nijak na niczyją osobowość nie wpływa.

Madziu, cieszę się, że i Ty z Warszawy - taka sympatyczna i wrażliwa na poezję Dziewczyna. :)

Skrzydło, dziękuję Ci za poparcie. (U nas się mawia: wszędzie są ludzie i parapety). :)

Wszystkich serdecznie pozdrawiam.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Jestem w pracy. Lecę na Marsa. Misja wojskowa, kontrakt zawodowy. Eter w próżni gra mi w uszach melodię o czarnoksiężniku na Księżycu. W karczmie „Rzym” nie byłem już dawno. Pewnie z Marsa nie wrócę – bilet w jedną stronę. Powoli zarysowuje się Planeta Mars na mojej drodze. Mówili: „Kategoria A otwiera drzwi wszędzie”. A tak zwyczajnie się mnie pozbyli. I mam wakacje... Przez interkom możemy pogadać. Taki ze mnie bohater. zazdroszczę  Wam na Ziemi  problemów   
    • no to tak , automatyczne skrzynie są wygodne wiec po co się męczyć z kijem drogi teraz praktycznie wszędzie gładkie wiec nie ma sobie co wmawiać prędzej zepsujesz manualna niż automatyczna a w ruchu drogowym z ograniczeniami przepisami etc etc to nie będzie nikt lepszym czy gorszym po co się męczyć z manualem tu nawet nie ma jakiegoś poczucia większych umiejętności  raczej się tylko utrudnia sobie życie 
    • nie wyjeżdżaj sam na wakacje spójrz, macoszki piąstki pogryzły zobacz krawat raptem przyciąłeś i wystaje cisza z walizki   chodź, wyśnimy wyspy szczęśliwe dwa anyżki, złote księżyce, oglądałam prospekt w nefryty, cena warta naszych zasyceń   nie wyjeżdżaj sam na wakacje wymienimy chęci na słowa? wtedy starczy już nam na wszystko, no więc jak - czy mam się pakować?      
    • Słoneczny dzień. Na skraju polanki,w środku lasu, stoją dwie choinki – duża i mała. Matka i jej mała córeczka. Jest mroźny dzień. Dziecko zasypia. Budzą ją dziwne odgłosy. W pierwszym momencie, nie wie co się dzieje. Jeszcze się zupełnie nie rozbudziła. Najpierw otwiera kilka igieł, ale mało co dostrzega. Za chwilę patrzy kilkoma gałązkami. Widzi, że jakiś zły człowiek, podcina siekierą gardło jej matki. Drzewko, które kocha najbardziej, za chwilę ma być martwe. Zostanie stąd wzięta, a mały pieniek, co po niej pozostanie, będzie jedyną po niej pamiątką.    Patrzy jak człowiek, bierze jej matkę, odcina jeszcze kilka gałązek – i odchodzi. Maleńkie drzewko zostaje samo w lesie. Zdaje sobie sprawę, że tak naprawdę wokół niej, jest wiele różnych drzew, ale nie ma tej jednej jedynej. Czuję się bardzo samotna. Zaczyna drgać wszystkimi igłami, aż niewinny śnieg z nich zlatuje. Patrzy na pozostałość po swojej matce. W myślach wszystkich gałęzi, obiecuje ludziom zemstę. A może nawet inne dzieciaki namówi.   * Człowiek stoi w lesie. Patrzy na dorodny, piękny świerk. Będzie się nadawał na choinkę – myśli sobie. Podchodzi bliżej. Bierze siekierę i zaczyna ścinać drzewko. Coś mu jednak to ścinanie nie idzie. Takie cienkie. Powinno iść raz dwa. Uderza miarowo, bo to człowiek uparty. Byle iglak, nie będzie nim rządzić. Nachodzi go dziwaczna myśl, że to drzewko, ma chyba jakieś...porąbane serce. Zimne i twarde jak lód.   * Jest zajęty pracą. Robi swoje. Gdyby się obejrzał, to może by zdążył uciec. Albo gdyby chociaż spojrzał przed siebie. Ale się nie obejrzał i nie spojrzał. Musi udowodnić, temu drzewku, że wreszcie je pokona.   A zatem nie jest świadomy, że ze wszystkich stron, podchodzą do niego świerki. Dla obserwatora z boku, to nawet śmiesznie wygląda. Tak się niezgrabnie kołyszą, na swoich korzeniach. Co jakiś czas zlatuje z nich trochę śniegu. Ocierają się wzajemnie, co sprawia, że słyszalny jest jednostajny szum. Jakby uzgadniali szczegóły. Kto co ma robić. Człowiek nadal ich nie widzi. Ścina, jakby go jakieś zło opętało. A że ściąć nie może, to jest coraz bardziej wściekły. Jego odczucia udzielają się świerkom, które go otaczają. Też są coraz bardziej wnerwione.   Ptaki, które na nich mimo wszystko siedziały, teraz czym prędzej dały z pióra. Drzewka zamykają człowieka w potrzasku. Teraz zauważa niebezpieczeństwo. Najpierw dostaje po oczach żywicą, żeby nie wiedział gdzie uciekać. Jest zupełnie oślepiony. Świerki zaczynają „strzelać igłami’’. Wchodzą głęboko w człowiecze ciało. Chce uciekać, ale ból jest nie do zniesienia. Zaczynają owijać go gałęziami. Jedna włazi do jego ust. Morderca drzewa zaczyna się dusić. Ale najgorsze ma dopiero nadejść.   Człowiek jest niewidoczny. Za to świerki, robią się coraz większe. Mają czerwonawy odcień.Prawie widać – jak rosną. Z ich gałęzi wylatuje jakaś cuchnąca ciecz, pomieszana z żywicą. Igliwie zamienia się w strzępki jakiś lepkich tłustych kawałków. Grubsze konary, pękają, rozsadzane przez skrawki ostrych kości . Świerki są grubsze, o wiele wyższe...a przed wszystkim silniejsze. Z gałęzi tryska krew, a po pniu ześlizgują się skrawki skóry, pomieszane z włosami.    Śnieg robi się różowy. Po chwili spadają w niego, gałki oczne, jak jabłuszka z jabłoni. Sprawiają wrażenie, jakby obserwowały całe zajście – od dołu. Świerkowe cielska, nabierają pewności siebie. Odchodzą. Polować na ludzi.   Na białym śniegu, zostaje samotna siekiera.   *   Szeroka leśna ścieżka. Matka z pięcioletnią córeczką, idą na spacer. – Mamusiu… – Co mi znowu powiesz, ty moje słoneczko. – Choinki za nami idą. Czy one chcą, żebym je pogłaskała? Bo ja nawet mogę. Wiesz? – Och ty mój skarbie. Jesteśmy w lesie. To chyba nic dziwnego, że za nami idą choinki. A bombki mają? – Zobacz sama. – To ty jeszcze raz zobacz. A później powiesz mamusi. – Zobaczyłam. Nie mają bombek. Ale one śmierdzą. Jak moja kupa, wiesz? – No nie. Co ty mówisz. Aż tak nie mogą. – No odwróć się wreszcie , mamusiu. Są już całkiem blisko. Ale one duże. Jak mój tatuś. A gdzie on poszedł? Kiedy wróci on? – Poszedł po choinkę do lasu. Zawiesisz na niej swoje wycinanki. Cieszysz się? – No przecież. Cała z radości podskakuję. Aż biały puszek ze mnie leci. Widzisz jak umiem. – No to chodźmy do domu. Tatuś już na pewno czeka z choinką.   *   Ogromne świerki się zatrzymują. Pozwalają im odejść. Najstarszy świerk, nadal się wpatruje, w pieniek wystający ze śniegu.    
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...