Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Jednak nie taki jak Twoje, które po prostu kocham. Dziękuję i pozdrawiam.


Też jestem od dawna fanką poezji Ali.

Ty piszesz inaczej, ale równie pięknie - tym wierszem zauroczyłeś mnie zupełnie i zyskałeś wierną czyteniczkę.
I to jest właśnie takie fajne w poezji: równoczesność, czy raczej takasamość inaczej postrzeganego piękna.
Dziękuję i pozdrawiam.
  • Odpowiedzi 60
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

Opublikowano

miłość większą do ciebie niż prawdziwa miłość.---->zmieniłabym kolejność: młość prawdziwa
lepiej wtedy moim zdaniem trzyma rytm :)

Po drodze nad morze podjeżdżałam nieraz
na małą stacyjkę - zjeść coś, zatankować -----> to tankowanie to zupełnie ni w 5 ni w 10 tu:)
psuje strasznie, jak dla mnie

tekturowy sierżant wolno ściągał spodnie ------>zbyt wulgarne chyba :P a może to tylko moje odczucie, inna tonacja zupełnie, chyba zbyt nachalne, ale ja się nie znam ;) ot tylko takie moje małe spostrzeżenie

poza tym bardzo dobrze się czyta, choć momentami właśnie mam wrażenie, że traci płynność obrazu i rytm właśnie przez te "kawałki z innej bajki" jak dla mnie :)

pozdrawiam cieplutko
Marta

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Nie nabijam się, gdzieżbym śmiała, podziwiam Cię.
Poprawne pod względem technicznym, to jeszcze nie wszystko. Zgadzają się stopy akcentowe, sylaby, są ładne rymy. Od strony rzemiosła jest po mistrzowsku, ale nie ma w nim duszy artysty.
Wiersz jest płaski jak ten rosół bez ziarenek smaku z reklamy w tv.
Trzeba jeszcze mieć to coś, co zwie się iskrą Bożą i Ty ją masz,
jestem o tym przekonana.

:)
Opublikowano

-Ech Boski, ale trafiłeś z mitologią...wróciłem właśnie z Bliskiego Wschodu, a tam stałem na progu wielkiej świątyni Artemidy i jestem jeszcze pod wrażeniem wielkości starożytnych.
- tak piękny mit, jak ten o Dafne i Apollinie, mógł powstać tylko w klasycznym świecie.
-wiersza nie omawiam, zrobili to inni. :)

-pozdrawiam

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Nie nabijaj się za mnie. Nie lubię za bardzo swoich wierszy, ciągle bym coś w nich poprawiał i zmieniał. Jak myślisz, po co niby te wszystkie nicki? ;)
Pozdrawiam.
to ile już było tychże nicków? ja znam Mistrza nicki tylko dwa, i wcale się nie nabijam, bo nie mam na to czasu ;)
Opublikowano

wiesz co, takie wiersze to przestępstwo :P
Ciebie to powinni zakmnąć, żebyś...

nie marnował przypadkiem czasu na teleexpress, kawę, wyjście z psem na spacer ;-)
żebyś tylko pisał :) ajć Boskie.

a kiedy już trafisz do szkolych podręczników i będą Cię czytać moje dzieci
(jak już dzieci będę miała ;P) to ja się będę cichutko śmiała pod nosem :)
z radości, oczywista. bo takie wiersze chciałabym sobie widzieć życzyć i życzyć widzieć.
jest super.

pozdrawiam serdecznie.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Sokratex mnie ominął; dzięki za wyjaśnienia.

-Sokratexa nie jestem pewien, ale Niepowtarzalnego na 99,99%, co oznacza, że jestem bardziej na bieżąco z nurtami poetyckimi, jakie reprezentują nicki szanownego autora.

i tak:

Wstrentny był pokrętny
Boski - romantikobosko


Niepowtarzalny



niepowdarzalnie niepoprawny
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




albo niech zacznie gorzej pisać
nad poziomy nie wylatuj, pisz równo jak dla powiatu.
niech gmin radość wreszcie ma: pisanie wierszy - żadną sprawą!
:)))
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


To jest inna bajka :) A właściwie nawiązanie do mitu o Dafne zamienionej w drzewo.
Tankowanie, kelnerka są jak najbardziej realne, tekturowy policjant już nie.
Rozmowy jak z zaciętej płyty też na wpół rzeczywiste.
Chodzi o takie pomieszanie rzeczywistości z fikcją, czasu przeszłego z teraźniejszym.
Utkwienie w jednym miejscu: zakorzenienie.

Dziękuję Ci pięknie za sugestie - to zawsze kiedyś się przydaje - i pozdrawiam.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Nie nabijam się, gdzieżbym śmiała, podziwiam Cię.
Poprawne pod względem technicznym, to jeszcze nie wszystko. Zgadzają się stopy akcentowe, sylaby, są ładne rymy. Od strony rzemiosła jest po mistrzowsku, ale nie ma w nim duszy artysty.
Wiersz jest płaski jak ten rosół bez ziarenek smaku z reklamy w tv.
Trzeba jeszcze mieć to coś, co zwie się iskrą Bożą i Ty ją masz,
jestem o tym przekonana.

:)
Zawstydzasz mnie Alicjo i tyle. I uwierz, że ja to samo myślę o Twoich wierszach.
Takie dwie strony lustra: czy jest się tu, czy tam - chce się wracać.
Jeszcze raz pięknie dziękuję.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Nie nabijaj się za mnie. Nie lubię za bardzo swoich wierszy, ciągle bym coś w nich poprawiał i zmieniał. Jak myślisz, po co niby te wszystkie nicki? ;)
Pozdrawiam.
to ile już było tychże nicków? ja znam Mistrza nicki tylko dwa, i wcale się nie nabijam, bo nie mam na to czasu ;)
To jakieś plotki. Chodzę tu i tam tylko jako Boskie Kalosze a cienie mnie nie obchodzą ;)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Chciałabyś, żeby Twoje dzieci mnie przeklinały, bo dostały złą ocenę za nieprzeczytanie "Dafne"? :))
Powiem Ci jedno, póki jeszcze ich nie ma... skoro i tak już posądza się mnie o jakąś nickomanię,
obiecuję, że następny nick będzie o Tobie: "kocham Latawce" :)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Sokratex mnie ominął; dzięki za wyjaśnienia.

-Sokratexa nie jestem pewien, ale Niepowtarzalnego na 99,99%, co oznacza, że jestem bardziej na bieżąco z nurtami poetyckimi, jakie reprezentują nicki szanownego autora.

i tak:

Wstrentny był pokrętny
Boski - romantikobosko


Niepowtarzalny



niepowdarzalnie niepoprawny

Hm... coś w tym jest? I gdybym miał wskazać na kogoś, pokazałbym palcem Wstrentnego.
Przynajmniej pisał z jajem ;)
A tak w ogóle kojarzy mi się to z "Polowanie na Czerwony Październik". Teraz, w listopadzie?!
Pozdrawiam serdecznie... równy gość z Ciebie, Almare.
Opublikowano

dobra, to ja na rzecz określenia Mistrz rezygnuję z posądzania o nickomanię. obiecuję z ręką na sercu ;) (pół żartem, pół serio to mówię, ale piszesz Waść dobre, 'podręcznikowe', jak to Angie dobrze wyraziła, wiersze).

pozdrawiam.

Opublikowano

Witaj!
Znam ten wiersz, dostałam go kiedyś od Ciebie w prezencie i mam go w swojej prywatnej kolekcji. Jest piękny, z przyjemnością czytam go po raz nie wiem który.
Najbardziej mnie porusza ten fragment:

Często tam jeździłam. Już czułam, już we śnie
widziałam się bez ciebie, choć ciebie nie było
swój ból przeczuwałam po stokroć boleśniej,
miłość większą do ciebie niż prawdziwa miłość.


Pewnie nie uwierzysz, ale to oddaje moje prawdziwe przeżycie: miałam dawno temu taki sen złożony z samej tylko miłości, sen wypełniony miłością większą niż może być prawdziwa, rzeczywista, ludzka miłość. Nie wiem, do kogo ta miłość była skierowana, ale czułam wyraźnie jego obecność, jego ja przy mnie i ze mną (przy czym nie było w tym żadnych uczuć religijnych).
Różnica między tym snem a snem z Twojego wiersza polega tylko na tym, że wtedy nie czułam bólu samotności (czy też nie uświadamiałam go sobie) i chyba nie przeczuwałam go, mimo że zdawałam sobie sprawę z tego, że taka miłość w materialnym świecie nie jest możliwa.
A może ja już pisałam Ci o tym wszystkim? Nie pamiętam.
Pozdrawiam serdecznie.
Jo.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Mamuty 

       

      Miasto w śnie pogrążone, ciszą przykład daje, 

      Bryza morska co chwila puka w stare okna, 

      Ciepła zaś, nie tak mroźna, gwizdem tylko podła, 

      Rano tam takie słońce, człowiek z chęcią wstaje, 

       

      Tej nocy, na werandzie, siedział stary Klimient, 

      W gwiazdy wpatrzony, tęsknie, przeżywał dawne chwile, 

      I w ciszy by przeżywał, nasz ten Klim, ten dzielny, 

      Bo wtem, ktoś bliski, pewien, usiadł przy marszałku. 

       

      Katia: 

      Czemuś jeszcze nie zasnął, mój Klimie kochany, 

      Gwiazdy co są dalekie, nie znają przyszłości 

      Patrzysz w nie tak uparcie, jakbyś szukał drogi, 

      Może świt, co nadejdzie, troski twe rozproszy, 

      Wierzę, że słońce rano lęk w sercu uciszy, 

      Pójdź już spocząć mój miły, nic już nie wymyślisz. 

       

      Klim:  

      Pozwól mi tutaj zostać, żono, moja miła 

      Tu, na starym fotelu, czas jakby się wstrzymał, 

      Wstać on mi nie pozwala, a sam nie chcę odejść, 

      Czy pamiętasz ten wieczór, gdyśmy się poznali? 

      A może zaś dzień to był, ja już nie pamiętam, 

      Suknię, jakże przepiękną, miałaś tam niebieską. 

       

      Katia: 

      Pamiętam suknię moją, błękit nieba skradła, 

      Lecz czy to był dzień, nie mam już pojęcia 

      Zbyt wiele zim przebrzmiało, zbyt wiele jesieni, 

      By czas jakkolwiek jasny oraz nam zostawił 

      Wszystko, co było wtedy, dziś to mgłą się staje 

      Co oczy nam przesłania, a serce wciąż mami. 

       

      Klim: 

      Leczy czyż to nie jest lepsze niż pusta nadzieja? 

      Choć te dni tak odległe, wciąż w nich przebywam 

      Wiem dobrze, że ta pamięć, duszę mą zatruwa, 

      Zaś tylko tej truciźnie życie swe przedłużam. 

      Dziś słońce mnie nie grzeje, tylko w oczy razi, 

      A jutro jest jak obraz, co barw nie posiada. 

       

      Katia: 

      Ta trucizna, co mówisz, powoli cię niszczy, 

      Co kradnie siły twe, co w tobie pozostały, 

      Dla duchów tylko żyjesz, sam duchem się stajesz, 

      I tracisz rządy nad tym, co nadal prawdziwe, 

      Dzień następny ominiesz, jak przeszkodę wielką, 

      Chcąc chyba? Przecież życia nigdy nie ominiesz. 

       

      Klim: 

      Nie omijam ja życia, lecz patrzę nań z góry, 

      Gdy świat ten uśpił swe małe, jak ważne pragnienia, 

      W tych domach, co jak groby, śnią teraz o jutrze, 

      Zaś każde jutro w niebyt poprzedni dzień spycha 

      Po co tak żyć, gdy wiesz, że wszystko zapomnisz 

      Co wczoraj kochałaś, dziś obcym jest to dla nich. 

       

      Każdy swe własne ciało jak relikwię niesie 

      Umysłem, wyobraźnią, gonią dzień następny. 

      Bo gdyby myśl swą chcieli trzymać tuż za sobą, 

      Ujrzeliby tych wszystkich, co im drogę kładli 

      Których już porzucili w tej mrocznej otchłani, 

      Może właśnie dlatego zmarłych ludzi wolę? 

       

      Katia: 

      Więc cóż obserwatorze! Choć o nas wspominasz 

      Patrzysz z góry na innych, co dziś żyją jutrem. 

      Za długo w tym fotelu w gwiazdy wzrok swój wbijasz 

      I myślisz, żeś jest jedną, co na świat tak patrzy 

      Daj spokój tymże ludziom - przecież pamiętają 

      A jak nie – to są młodzi. Cóż o nich wiesz, Klimie? 

       

      Gdy tęsknota cię brała, tak mi się zdawało, 

      Że chcesz tylko wspominać, że ulżę ci żalem, 

      Lecz tyś wpadł w jakąś pętlę, na nic to nie baczysz  

      Zamiast o nas – o ludziach i czasie coś mówisz. 

      Powiedz, Klimie mój drogi czy czas ludzi zmienia? 

      Czy to ludzie czas psują, to w mroku się gubiąc? 

       

      Mówisz, że zmarłych wolisz? Ciekawe to, Klimie, 

      Wszak ja, Twoja żona, to z grobem nie pogadasz, 

      Gdy zaś życie ich gasło, pewnie dobrze znali 

      Ile spraw niezałatwień na świecie zostawią. 

      Więc każdy z nich by oddał, wszystkie twoje myśli, 

      Za jedną chwilę życia, którą teraz trwonisz. 

       

      Klim: 

      Młodość jest tylko maską, co skrywa niepamięć, 

      Biegną, nie wiedząc jeszcze, że droga jest kołem, 

      Czas nikogo nie zmienia, on tylko obnaża, 

      To, co w człowieku gniło, gdy był jeszcze dzieckiem. 

      Ludzie psują czas, Katio, to chcą g oszukać, 

      Kradnąc mu każdą chwilę, jakby była łupem. 

       

      Czymże jest owa chwila, o której coś mówisz, 

      Błyskiem, co ledwo błyśnie, już w mroku się topi. 

      Zmarli, których tu bronisz, niczego nie pragną, 

      To ty pragniesz ich głosem moją ciszę zburzyć. 

      Wolę trwać przy tym trupie, co był kiedyś słońcem, 

      Niż gonić za motylem, co żyje dzień jeden. 

       

      Masz rację, moja Katio, marnie ten czas trwonię, 

      Lecz spójrz na moje nogi, spójrz na moje dłonie, 

      One już nie chcą służyć jutrzejszym porankom, 

      Są jak ta stara woda w zapomnianym dzbanku. 

      Nie szukaj we mnie ognia, co świat te odmieni, 

      Jam jest tylko tym cieniem, co trzyma się ziemi. 

       

      Katia:  

      Młodość to tylko głód, co prawdy nie zna jeszcze, 

      Więc bierze, co napotka, by nasycić chwilę. 

      Ja też czuję ten ciężar, w moich starych dłoniach, 

      Lecz woda w tym dzbanku, wciąż smakuje tak samo. 

      Więc wypij ją mój kochany, póki jeszcze możesz, 

      Wszakże ten dom jest dla nas, nie dla dawnych duchów. 

       

      Pędzą w dzień to następny, śmiało gonią jutro, 

      Nie znają zaś ciężaru, więc nie jest im smutno, 

      Bo błędy omijają, więc żalu nie znają 

      I często na cud Boży, liczą i czekają, 

      Zatem czego wymagasz, by służyli idei? 

      Jak to strach - przyszłość, w celi dusznej więzi 

       

      My żyjemy, dla świata, nie dla własnej woli, 

      Choć ta okrutna prawda, tak bardzo nas boli 

      Musimy drogę wskazać, by pewniej ruszyli 

      Lecz w tej walce odwiecznej, wszyscyśmy zbłądzili, 

      Oni giną bez celu, my - w sędziów przebrani, 

      Zamiast dłoń im podać, trwamy wciąż niechciani. 

       

      Klim:  

      Nie kładź dłoni pod stopy, niech kamień porani, 

      Dom z piasku beztroski przy stałym wietrze runie. 

      Bez smaku swej porażki - jak zwycięstwo poznać? 

      Zostaną tylko cieniem, ślepi blaskiem klęski 

      Niegotowi być szańcem, innych panów przyszłych. 

      Świata krwi i zmęczenia, jaką mądrość zmieni? 

       

      Katia: 

      Już ja rady nie daje, mężu mój kochany! 

      Ależ tak pięknie mówisz, jakbyś dzieło tworzył, 

      Dużo słów wokół krąży, a mało polotu. 

      Bo przecież wilk młode, uczy na swą modłę, 

      A tygrys po tygrysie, królem tajgi będzie, 

      A więc człowiek człowieka? Wrogiem pozostanie. 

       

      Już sama jak Ty teraz, dziwną mową mówię, 

      Proste to lekcje głoszę, starzy mnie nauczali. 

      Co noga się potknie, nie łam jej zawczasu, 

      Bo wczoraj jakiś wypadek, dziś ciebie napotka. 

      A te miasta największe? Jakby walczyć musieli, 

      Zamiast miast, nory małe, jak myszki ukryci. 

       

      Sama siebie pytam i ciebie zaś pytam: 

      Na cóż te filozofie, nad prostą tak prawdę? 

       

      Klim: 

      Próżno im ścieżkę mościć, gdy łakną bezdroży, 

      Bo za carów nas mają, do buntu zmuszeni. 

      Nasza opieka jest jak łańcuchy najsroższe, 

      Co zerwać je potrzeba, by poczuć, że żyjesz. 

      Często zaś kiedy pomoc, nieść każdemu chcemy, 

      Sprawdzić należy wtedy, kto chce, kto potrzebuje. 

       

      Zaś filozof – my wszyscy, co łóżka ścielają, 

      Bo spróbuj nie pościelić - cynikiem okrzykną. 

       

      Więc czy mnie kara spotka, gdy odrzucę syna 

      Marnotrawnego, zbłądził przecież na życzenie. 

      Językiem przemawiam takim, bo stać chce najwyżej, 

      Chociaż bym bardzo chciał, mowa nadal prosta. 

      Prawdę mówisz - rację - tobie ją oddaję, 

      Lecz co mi po prawdzie, duszy nie raduje. 

       

      Katia: 

      Końca pragniesz rozmowy, młodych już zostawić. 

      Bo przecież tęskno ci tam, na twe dawne czasy, 

      Na rękach miłość nosić, siłą mnie zachwycać. 

      Teraz, gdy ciągle stoję, tutaj - tuż przed tobą, 

      Silę swą wciąż posiadam, choć silna już byłam. 

      Powiedz, mój ukochany, czemu szczerze tęsknisz? 

       

      Klim: 

      Tęsknię za świtem, co budził dzień piękny 

      I wstawać musiałem, bo życie choć czekało 

      Gotowe już przynieść mi, szalone przygody. 

      Tęsknie za machorkami, zapachem młodości, 

      Choć teraz papierosy – bez wódki mi szkodzą, 

      A że wszyscy odeszli – fajki nie zapalę. 

       

      Tęsknię za przyjaciółką, ogniska wzniecała, 

      Cudowna była chwila, gdy zbierali się 

      Ludzie, moi kochani, by krzyczeć miłości 

      Wyznania, do miłości, co już - już pomarła! 

      A reszta mych przyjaciół - kochani są oni, 

      Bo starość mi przyjemną - przyjemną sprawiają. 

       

      Wczoraj moim jest zegarem,  

      Starość - mym wspomnienia darem, 

      Oni mury mi stawiają, 

      Mnie w swej ciszy układają. 

      Nie chcę jutra, nie chcę chwili, 

      Byle oni wciąż tu byli! 

       

      Gubię się w tym, to prawda – to moja kroplówka! 

      Żyć mi wciąż, wciąż pomaga, dla ciebie kochana! 

      Za tobą tęsknię przecież, najbardziej na świecie. 

      Zaś wesoło ja śpiewam, swe milutkie wtem nuty: 

       

      Co było za potem - dziś izbą nam rządzi 

      I jutro i dzisiaj - w tych kątach się błądzi, 

      To czas nas pilnuje – jak jeńców w zagrodzie, 

      W kominie mróz siedzi - w wychłodłej gospodzie 

      Te lata minęły - w gdzieś w lasy dalekie, 

      Bo co raz zginęło - zaginie na wieki! 

       

      I bardzo tęsknie za tym, by móc tak coś śpiewać 

      Coś co głosem pobudzi, duszę dziecka, moją 

      Moją duszę, co dzieckiem nie jest i nie będzie. 

       

      Katia 

      Klimie! Mój Ty kochany – tak ból wielki nosisz. 

      Cały przeszły Boży świat, cierpi teraz z nami, 

      Bo ja też ból odczuwam, to bardziej Ty żywy, 

      Wśród i pieśni, i ognia, a za mną to wcale. 

      Zmarły już Ty, Ty jesteś - Kochany, cóż mówić. 

      To powiem, bo to lek mam, gotowy dla ciebie.   

       

      Co takiego? 

       

      Myszki, koniki czy wilki, w stronę wody biegną, 

      Widzą wodę, widzą coś - coś co w myk wypiją! 

      Doda siły, zmysł zaś też - poprawi im również. 

      Wszakże i ja skorzystam, z daru Bożej wody 

      A w dzbanku, tu przy tobie, całkiem jest jej dużo. 

      Taka woda zdrowia... doda! 

      ---------------

      Leje wodę prosto w oczy, 

      Zimna struga po nim broczy 

      Zmyła duchy, zmyła plany, 

      Siedzi Klimient pokonany 

      Woda ścieka na gazety, 

      Finał bzdury i tandety! 

      Ona stoi, dzbanek trzyma, 

      Wzrokiem tnie jak ostra zima. 

      -------------------

      Klim: 

      Dlaczego? Czym ja? Czym ja? Sobie zasłużyłem? 

      Prawdę mówię, co czuję, a Ty mnie tak ranisz! 

      Woda, co ci to dało? Zimno, Boże, mokro! 

      Ciepło trochę, ale Boże! Trzeba ci to było? 

      Jak ja teraz spać pójdę, mokry przez – przez ciebie! 

      Ten świat, litości nie ma, człowiekowi cierpieć 

      Nie da! 

       

      Katia: 

      Mężu, mężu Ty żyjesz! Już myślałam szczerze,  

      Że te duchy złe, przeszłe ode mnie zabrały 

      Męża mojego, męża, co Boże zobacz 

      Za zmarłego już miałam, a on teraz żyje, 

      A czy ci nie mówiłam, że lek ja mam dobry? 

      Żonę taką masz miłą, że w nocy pomoże. 

       

      Więc gdy cię tak słuchałam, pomóc chciałam jakoś 

      Słowem - nie umiałam, bo dziwny bardzo jesteś. 

      W myślach dużo widziałaś, przeszły lęk, zapachy 

      I za mną tęsknisz, choć ja, nadal twoja żona 

      Taka sama byłam, bo odkąd ciebie kocham 

      Męża nie mogę poznać, takie brednie mówisz! 

       

      Klim: 

      I powiem, że rację masz, dobrze więc zrobiłaś 

      Żyw, bo żywy jestem, teraz żywo widzę 

      Ciebie! Żeś mnie oblała! Nie sposób już myśleć 

      O czymkolwiek, bo żona przerwać tą rozmowę 

      Musiała! Choć rozumiem, przynajmniej próbuje 

      Jeszcze cierpliwie siedzieć, bo mnie – mnie pouczasz 

       

      Więc racja, żono moja, nas spotkać coś musi, 

      Spójrz na mnie, jestem mokry, Ty mi to wypomnisz, 

      Uśmiech mi swój pokażesz - piękny jak to zawsze, 

      Ja – ze wstydu się spale! I śmiechem odpowiem, 

      Bo czyż nie po to jednak gorycz człowiek czuje, 

      Żeby zawsze pamiętał - żyje i żyć będzie? 

       

      I myślę - wyleczyłaś - męża wnet swojego 

      Chociaż strasznie cierpiałem, to ból był, ale płytki. 

      Płytki to on być musiał, skoro twoja woda, 

      Szybciutko już podsuwa, takie przemyślenia, 

       

      Katia: 

      Więc teraz lepiej patrzeć, na ciebie, mój miły, 

      Bo dużo już rozumiesz, takie mam wrażenie. 

      Choć o wszystkim pamiętasz, o jednym nie myślisz, 

      Wszystko miałeś - straciłeś, a co zaś posiadasz? 

      Myślę, że masz, chociaż Ty ślepy i niewdzięczny, 

      Gniewam się, Klimie drogi, o mnie zapomniałeś. 

       

      Klim: 

      Co? Żono, szczęście moje! Ty wiedzieć to musisz, 

      Że ja naprawdę, ale na -  

      --------

      Katia wyszła, drzwi zamknęła 

      Klim na fotelu sam zostaje 

      Próżne słowa, próżne żale 

      Koniec baśni, koniec bajki! 

       

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach




×
×
  • Dodaj nową pozycję...