Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

W życiu mocno stąpasz po ziemi albo masz głowę w chmurach i skłonności do marzycielstwa lub jesteś osobą zbyt uczuciową i musisz starać się zapanować nad emocjami.

A ja tymczasem nogi trzymam twardo na ziemi, ale głowę mam w chmurach, a gdzieś tam, w okolicy serca rozpaczliwie kołaczą się emocje i uczucia. I nikt pewnie nie wie jak naprawdę boli takie rozdarcie.

Za co siebie lubię?
A czy muszę? Bo ja chyba wcale siebie nie lubię. Czy nie wystarczy, że całe życie się o siebie troszczę? Sama muszę się chronić przed wszelkim niebezpieczeństwem, bo nikt tego za mnie nie zrobi. Kiedyś kłóciłam się ze sobą rozpaczliwie. Dziś nauczyłam się łagodnie rozmawiać. Dogaduję się ze sobą. Toleruję się. Ale żeby od razu się lubić? Któż jak nie ja sama przysparza mi tyle kłopotów i trosk?

Moja największa wada?
Naprawdę nie wiem. Mam ich tyle. Jak te rzeźby, które ostatnio widziałam w telewizji, zrobione z tysięcy zapałek tworzyły ludzkie kształty. Moje wady, ułożone we mnie ciaśniutko, jedna przy drugiej, składają się na mój kształt.

Moja największa zaleta?
Przy tylu wadach gdzie tu jeszcze miejsce na zalety? No, może umiem rozmawiać z ludźmi, rozumiem, co do mnie mówią, nawet gdy nie mówią. Umiem wyczuć czyjeś nieszczęście, umiem pocieszać. Ale pocieszanie trwa krótko, a smutek przeważnie zostaje.

Jakaż więc to zaleta?

  • 2 tygodnie później...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Poet Ka Dziękuję za serduszko.
    • @Nata_Kruk   Niech Bach nam przygrywa, niech trzeszczą parkiety, Jesteśmy jak vintage - same zalety! I choć nas nie kupią już w żadnym markecie, To najtrwalsza glazura w całym wszechświecie.
    • @Poet Ka Dziękuję za serduszko.  
    • @Poet Ka     to nie  ma sporu między nami dla mnie surrealizm to dwa stany. 'hiperprecyzyjny ” kojarzony np. z Salvador Dalí. chłodną ostrośc, niemal fotograficzny detal i zamrożenie sceny. ale to tylko część obrazu. surrealizm ma też drugą, mniej " twardą” linię  bardziej organiczną, płynną, bliską halucynacji i procesom naturalnym. tutaj bliżej byłoby do Joan Miró gdzie formy: rozpływają się, tracą kontur, przechodzą jedna w drugą, działają bardziej jak materia niż przedmiot. to co nazywasz " środowiskiem wodnym”, mozna ująć trochę bardziej analitycznie , chociazby jako efekt dyfuzji barwy i rozpuszczenia granic figury, czyli odejścia od stabilnej formy na rzecz procesu. I tu dochodzimy do sedna - Twoja interpretacja nie tyle stoi przeciw surrealizmowi, co: przesuwa akcent z symbolu  na materię i percepcję na sposób istnienia obrazu. a to jest bardzo ciekawe, bo sugeruje, że obraz działa nie jak " lamigłówka symboliczna”  tylko jak zjawisko fizyczne tj. optyczne -   coś co się wydarza, a nie coś, co się odszyfrowuje. gdybym miał to uporządkowac, powiedziałbym tak: klasyczny model surrealizmu: to precyzja + niepokój + symboliczna zagadka to, co opisujesz: płynność + rozpad formy + percepcyjna niepewność i  to drugie można spokojnie czytać jako miękki, organiczny surrealizm, albo wręcz zahaczający o abstrakcję nurt badający ciągłosc materii i światła, Twoje porownanie do rozchodzenia się koloru w wodzie jest szczególnie trafne, bo wprowadza czas i proces, a to właśnie coś, czego w "zamrożonym” surrealizmie czesto brakuje . to tyle się nagadałem. a tak naprawdę to jestem zakochany w impresjonizmie!!!   @Poet Ka   zachwycasz mnie tym co piszesz:)
    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

       
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...