Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Hmmm.. Zamyślam się, pogrążając w zadumie nad tym nowym wierszem..
Czyżbym był już taki stary, że aż się wzruszam?!

podoba mi sie, że wiersz nie jest rozlazły - to nagminna cecha poetów ostatnimi czasy :)
"(szukam tytułu)" - pasuje jako tytuł, bardzo.. podkresla zawieszenie podmiotu w nieistnieniu, przezroczystości.. właśnie - 'przezroczystości', a nie 'przeźroczystości'..
widze w utworze, jak na dłoni, zawieszenie, roztargnienie (a nawet roztarganie) podmiotu.. ładne, moim zdaniem, zderzenie subtelności i słodyczy z tragicznym położeniem (to moja interpretacja).. ale zastanówmy sie tylko nad jednym: cieszysz się, Peelu, z powiewu wiatru zabierającego strzepki uczuć czy nie?

pzdrwm :o)

Opublikowano

Według mnie temu utworowi należy się "+".
Dotyka on ważnej sprawy, która dość często się pojawia w życiu codziennym. Autorko jeżeli tą dziewczyną jesteś ty to radzę ci jakoś się pozbierać, albo przynajmniej nie okazywać swojego stanu wszem i wobec, bo jest to powiedziałbym bardzo wabiący zapach ( przepraszam za takie porównanie, ale jakoś inne nie przychodzi mi teraz do głowy) dla nie zawsze odpowiednich osób.

Pozdrawiam.
[sub]Tekst był edytowany przez Thomas Deszcz dnia 27-06-2004 00:42.[/sub]

Opublikowano

Nie popełnię tego błędu i nie utożsamię autorki z peelem. Zajmę się wierszem. Widzę tu jedynie dobrą podstawę do erotyku w słowach "Słodycz pokrywa moje ciało", można byłoby coś z tego wytworzyć. Reszta niestety przegadana i nielogiczna. "targana przez wiatr", "strzępki uczuć", tak przegadane twory na tak mały wiersz aż kłuja w oczy. Brak logiki? A skąd się wziął ten delikatny powiew, jeśli peelem aż targa ten wiatr, czy raczej wiatrzysko???

Opublikowano

Czytając piewsze komentarze, odniosłem wrażenie, że ze mną jest coś nie tak - bo mnie nie przypadł do gustu :/ Ale dzięki Tommy-iemu (:)) i Ewie odzyskałem pewność swoich odczuć :)
Wiersz jest bardzo słaby - autorka wyraźnie spisała tylko wyobrażenia zmieaszane z marzeniami - nic nowego nie wnosi, mało oryginalne metafory, pogubienie logiki, brak atmosfery, brak emocji (chyba tylko u pl.). Jednym słowem (bo to jest dział P, więc musi być cenzura ;) ), wiersz jest kiepski :)

Pozdrawiam serdecznie

PS. Czytałem Twoje wiersze, i zdaje mi się, że potrafisz o wiele więcej :) Ale każdy może zbłądzić :)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •     Zaczął duchowo przygotowywać się na skok stulecia, jego głowę wypełniły podniecające scenariusze, o tyle słodsze, o ile dyskretniejsze i głębiej pochowane gdzieś w dziecięcym światku. Karol postawił mur fabryki między sobą a światem dorosłym, tylko po to, żeby móc go własnoręcznie zburzyć, z pozdzieranymi knykciami, obscenicznie przywitać starszych w ich własnym salonie. Myśli te mąciły nastoletnią głowę - jedząc obiad, kończył powtarzać swój rozpoznawczy obchód, w szkolnej ławce szukał najłatwiejszego punktu wejścia (tam fabrykę odznaczał jedynie smukły komin, sterczący na planie osiedla jak kulfon radzieckiego urbanisty) .

          Kiedy przeczołgiwał się pod ogrodzeniem, na początku przenosząc na drugą stronę samą głowę, potem powoli wciągając tors, rozgrzewał wokół siebie przymrozek poranka, ostatecznie wypychając się w całości na drugą stronę falowanej blachy. Karol rozprostował nogi, otrzepał pył ze spodni, a wraz z nim, na placu powstała nowa siła - magnetyzm tego miejsca przestał zdawać się siłą przyciągającą tutaj chłopczyka, wsiąknął w niego samego, jego wibracje czuć można było w rozchodzącym się cieple, w lekkim, elektrycznym, brzęczeniu w uszach, w malutkich wibracjach każdej tkanki, możliwych do wyczucia przy wystarczającym skupieniu (pobudzone w tym momencie krążenie zdało się Karolowi czymś o wiele magiczniejszym), co wszystko składało się na poczucie młodzieńczego zrywu wcześniej jedenastolatkowi nieznanego. Prawie że najniższy w swojej klasie, uczeń piątej klasy szkoły podstawowej zdał się tutaj nadczłowiekiem, członkiem kasty wydzielonej zarówno od dzieci jak i dorosłych, wszystkich trwających w ohydnym bezruchu i bezwiedzy, jednych, pchanych ospale przez życie zwierzęcością, drugich, swoją metafizyką. Drugą siłą, która musiała opanować każdego Ubermenscha, był strach. Jawił się pod postacią lekkiego bólu czy nudności, gdzieś pomiędzy brzuchem a plecami, oznaczał dziwne zatwardzenie w gardle, i szybszy pęd myśli, w tym momencie zdających się jakby zwolnieniem śluz na długo wypełnianym zbiorniku dojrzałości. 

          Pierwszy krok osłupił Karola, jego powaga prowadziła jedynie do strachu - nie dlatego, że był to krok przełomowy, ale dlatego, że jego ciężki, zimowy but z hałasem dotłukł już wcześniej potłuczone szkło. Zaspany gołąb sfrunął gdzieś z wysoka. Post-sowiecki panoptykon wrócił jeszcze na chwilę do włamywacza, tym razem z parą oczu w każdym sąsiednim oknie, co teraz Karol uznał za niezasługujące na krztę jego uwagi. Następny krok był już wartki, jego impet był obietnicą następnego, a następny obietnicą dalszych i dalszych. Elewacja rosła i rosła, aż stanęła na wyciągnięcie ręki. Mały dziewięciolatek w biało-złotej albie instynktownie zadarł w tym momencie głowę do góry, a kościelna wieża, rozsypała się pod jego błyszczącymi bucikami na suchy, ceglany pył. W pobliżu rozległo się bicie dzwonów. Ósma rano. Jakby to był jego sygnał, Karol postawił pierwszą nogę w miejscu wyłamanego okna, i sam nie wiedząc kiedy, znalazł siebie w pustej, industrialnej hali.

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...