Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Przebudzenie czyli wstąp do Narodzin Cesarza

To był ten czas kiedym się czasu nie spodziewał
Sen mój odmierzał zegar niepokoju matki
Bo krwią mnie obdzielała... zhańbiona kobieta
- Jakże się wstydziłem na bezojcowy świat przyjść! -

To był ten czas, co jest w nim Anioł pszewodnikiem,
Podszepta coś uchu. Co? Jeszcze... nie pamiętam.
Tyle że Anioła w nim byłem spowiednikiem -
Ja, którego mać była k...roćset niż wy grzeszna.

Po tęczach rano nie gnał mnie ten duch przeklęty
I kwiaty nie cerpiały z mojegoż widoku.
Matka stała jak żagiel w swym wstydzie rozpięta,
A ty... włos jej łasiłeś - Najbielszy Obłoku.

I jeślim nawet pytał się mojego ducha:
Zaliż będziesz ty łaskaw być mi duchem - dobrym?
To duch w me usteczka przedsłowiem tak chuchał:
Przysięgam Cesarzu na się - Twój - przyszły Rozum!

Stał jak Anioł czerwony, trąba powietrznego
słonia piła oceany, kamienie... drrzały.
Lecz nigdy nie powiedział do mnie - maleńkiego:
Mateczka twa na zewnątrz zdradza cię... z Ciałami!

***

Pamiętasz te szczelinę? Tam, gdzie ziemi wiosna
Jak spętany zwierz sposobnej czeka koleji?
Wodę, co ją oplata i rzekami więzi?
Czas - gdy kroplami jest z uniesionego wiosła?

Hejrze cha! Popłyniemy! - krzyczy wioślarz gromko -
Plecy w słońcu garbi, łuki ścięgien napina.
Mknie łodź, a wiatr pojękuje jako cięciwa
-- Nikt nikogo nie pyta: lecz płyniemy... DOKĄD? --

Hajrze, mątwy po prawej! - woła Mędrzec Anioł
I już ster do głosu jak pies się łasi długi,
Chajże... ś-liny w wodzie! - odprzecza Anioł Głupi.

Anioł Pośrodku niczym słupka soli stanął
........Dopłynęliśmy do siostry milczenia........

***

Wychodziłem jak człowiek, gdy wtem przypomina
Sobie - zostawił czaj na gazie ślepej kiszki...
Wracać! A szybko bo już - JEST - pierwsza godzina,
Ale jak? - Przez ginekologiczne modli-szki!!!!!!!

Ślep to w mroku, czy wziernik - przyjaciel lekarzów
Żuca się tak nerwowo na mnie światłem swojem?
Jam Cesarz... psie błędny - precz do budy Zarazy!
Precz! Precz nogi oblizać nieskormnie pod stołem!

Co......... niby życie nam po kądzieli pisane?!!!!
Łączy nas atom wodoru, potu cząsteczka?!!!
Precz! - Jam odtąd sukusie twym panem - Cesarzem!
Leżeć przy mnie! Lub lizać Szatana po ręczach
do czuleści.

***

(śpiew Pindyriona - synicy Koraba Żułtego)

Tu gdzie się u! - czyniły duchy
Szczery cód przeo-branże braża
W zastępstwie są...siada na kroczu
Na zmianę piją buty z szewcem
Same drą gęsi siebie w puchy
I nawet mucha nie przysiada
Na tem nie-człeczym acz poboczu
Co wręcz nie-ludzko serce łechcze
Morze latarniom wiatr nagania
Cienie się schodzą do niedzieli
Tu gdzie planeta osiwiała
Bo słońce nigdy jej nie świeci!
I mleczna droga się skwasiła
Choć Lew zakrętuw sam pilnował
Tu gdzie malarie i mogiła
Jest nogą tutejszego Boga

- Trzecie zostało w toalecie

***

Już noc pogłębia co jej odebrano
A czasem ducha jakiego uniesie
Wijom wygłodnym podżuciwszy ciało
Bo po co jej jego niedotle-nie!...nie!...

Mrok się odziewa w lepsze screeny smutków
Szyte na wyrost dla starszego Brata -
Lecz umarł Jezus i nikt ich nie wkłada
Bo Cesarz jeszcze wyżłobia się w łużku.

Wychodzą po dziesieć książki Dehnela
Baby w kościołach modlą córkom wnuki -
Czasami gwiazdy wpadną na jednego
Do rana potem świecąc banialuki.

Krzyż się przekrzywił, kiedy stary kowal
Kół pegazowi radziecką pilotkę
I wydarł się skałom bet-on na odwal:
By York był.... New Yorkiem! Płock... Płockiem!!!

W tomatach gęby nie-rybie wiotczeją
Trocią czerwoną trącając ospałą,
Wiara się ciągnie w taką noc bezsenną
Niczym najlepszy bo włoski makaron.

W miejscu tym, w którym rozpoznaję Matkę
Czemu -- o dziwo(?) mi cenę zparzeczysz!
Jakbyś prosiła się o jaką schadzkę...
O nie, wybacz Julio - nie! Nic z tych rzeczy.

Planetom zda się, że są Planetami
Wtenczas Ja - Cesarz wstaję z mieczem pióra
Napisać ich Imię nie-literami
A słońca patrzą lecz... pełna kultura.

Ogniami złotemi szczerzą nótrie zorze,
Zaciska pęcherz człeka Natura -
Przede mna, Cesarzem wszystko tak się koży!

Nawet upadły Anioł przy-szedł, choć o kulach:
A co to będzie za lat kilka?................ (powiedział do siebie)

2oo8-o5-o5/1o



POEMAT ten napisałem przed tymi wakacjami. Od razu zyskał uznanie moich pedagów również ziomków. Wyznam nieskormnie ale chyba nie tak zupełnie bez powodów(!!!) że okrzyknięto mnie GENIUSZEM. A co WY o Nim sądzicie i czy ktoś wogule pisze jeszcze Poezję przez ruwnie duże P?

Opublikowano

Takie moje CREDO
J. SŁowacki

TAK MI, BOŻE, DOPOMÓŻ



Idea wiary nowéj rozwinięta,

W błyśnieniu jednym zmartwychwstała we mnie

Cała, gotowa do czynu i święta;

Więc niedaremnie, o! nienadaremnie

Snu śmiertelnego porzuciłem łoże.

Tak mi dopomóż, Chryste Panie Boże!



Mały ja, biedny, ale serce moje

Może pomieścić ludzi milijony.

Ci wszyscy ze mnie będą mieli zbroje -

I ze mnie piorun mieć będą czerwony,


I z mego szczęścia do szczęścia podnoże.

Tak mi dopomóż, Chryste Panie Boże!



Za to spokojność już mam i mieć będę,

I będę wieczny - jak te, które wskrzeszę -

I będę mocny - jak to, co zdobędę -

I będę szczęsny - jak to, co pocieszę -

I będę stworzon - jak rzecz, którą stworzę.

Tak mi dopomóż, Chryste Panie Boże!



Chociaż usłyszę głosy urągania,

Nie dbam, czy wzrastać będą - czy ucichać...


Jest to w godzinie wielkiéj zmartwychwstania

Szmer kości, który na smentarzach słychać.

Lecz się umarłych zgrają nie zatrwożę.

Tak mi dopomóż, Chryste Panie Boże!



Widzę wchód jeden tylko otworzony

I drogę ducha tylko jedno-bramną...

Trzymając w górę palec podniesiony

Idę z przestrogą - KTO ŻYW- PÓJDZIE ZA MNĄ...

Pójdzie - chociażbym wszedłszy szedł przez morze...


Tak mi dopomóż, Chryste Panie Boże!



Drugi raz pokój dany jest na ziemi

Tym, którzy miłość mają i ofiarę...

Dane zwycięstwo jest nad umarłemi,

Dano jest wskrzeszać tych, co mają wiarę...

Na reszcie trumien - JA- pieczęć położę.

Tak mi dopomóż, Chryste Panie Boże!



Lecz tym, co idą - nie przez czarnoksięstwa,

Ale przez wiarę - dam, co sam Bóg daje:

W ich usta włożę komendę zwycięstwa,

W ich oczy - ten wzrok, co zdobywa kraje -

Ten wzrok, któremu nic dotrwać nie może.

Tak mi dopomóż, Chryste Panie Boże!



Z pokorą teraz padam na kolana,

Abym wstał silnym Boga robotnikiem.

Gdy wstanę - MÓJ GŁOS będzie głosem Pana,

MÓJ KRZYK- ojczyzny całéj będzie krzykiem,


Mój duch - aniołem, co wszystko przemoże.

Tak mi dopomóż, Chryste Panie Boże!

Opublikowano
Żuca się tak nerwowo na mnie światłem swojem
żeś Cesarz poezyi, w ubóstwie Słowa-ś Manną,
w mig chłonę coś naskrobał, targany niepokojem
ileż to imion jeszcze przyjdzie Ci mieć Lilianno.

Ileż to razy jeszcze
pić będą się same
na zmianę buty z szewcem
do 4-tej nad ranem
;)))

Przyznam, że niektóre z prezentowanych tu kawałków są świetne
chociażby to ”kiedy stary kowal
Kół pegazowi radziecką pilotkę

;)))))))

No dobra… niech Ci będzie – jesteś Geniuszem :)
Pozdrawiam
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Niechiałem tego napisać samo sie nie wiem kiedy dodało. Obaiwałem sie krytyki chciałem ugładzic trochę wiem - głópio wyszyło.... Goraco dziekuję Pana komentaż dodał mi wiary skszydłom mojej poezji.... wiatrów!
Opublikowano

ale wszystko to kwestia czasu, bo ponad poezją - jest świat - ja poeta świata - jest marzeniem zwycuięzców.

poemat nie mówi o tem ... czytał pan wogóle??? czy my się czasem nie znamy? pierwsza cześć Cesarz rodzi się dopiero potem są części o jego dziecińswie i Cudach które dokonywał na oczach ludu i możnowładców tego łez padoła jakim jest ten spruchniały świat...

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



po takim przyjęciu wkleje na dowód jeszcze tylko I z X Cudów Cesarza i nie bedę panyu wiecej przeszkadzał. na szczęście umieściłem poemat też gdzie indziej starczy dla nas miejsca jak się panu nie podoba tu moja poezja...
Opublikowano

nawet nie umiesz mnie podrobić tandeto jedna.
umiesz tylko zrobić tanie podróbki, żeby ośmieszyć, ale nie umiesz podrobić...
cóż tandeto, ciesze się, wiedząc, ze moja osoba dostarczyła ci tyle radości, a podrabianie moich wierszy spowodowało twój pierwszy orgazm. Gratuluje!

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


To nie so twoje wiersz baranie... u mnie poemat zaczyna się od łona matki a łudź płyynie przez rubkion ale w druga strone....w strone życia. żaden baran na to sam nie wpadnie a nie zerżnie od nikogo. odwal się na nieszufladzie też sie pienisz tylko zygrydem jesteś myślisz że tak cwafny!
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


co za gląb... kto cię podrabia? gdzie coś takiego napisałes wkeej coś takiego o łonie matce i dziecioateczku w nim Cesarz bo wychodzi przez cesarskie ciecie.. ston wzierni i lekarze czy ty kapujesz to co czytasz???
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


co za cham jeden ordynus nie szanuje tych którzy umarli to ma być poetta czy bydlak???
nie ma niczego co by pozowliło toczyć takie argumenty przyzwając miliony ofiar jakby splunąć psu w morde!!!!
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


co złego jest w mojej EPOPEJI??? czyście szaleju sie nawachali??? niech pani zobaczy jak ten typ wyzywa jak grozi gazem w XXI wieku drugiemu człowiekowi... co tu się dzieje!
sami jestescie te świnie poezii
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


bałwanochwalbo dopiero co gazem bliźniego swego straszyłeś a teraz o Chrytusie piszesz...
gdzie tak piszesz kto cie osle podrabia zobacz mój - Cud I - a mam takich X i potem jeszcze zakończenie PROLOG o KOŃCU ŚWIATA
kto bałwanie cie podrabia czy ty jesteś wogule normalny???
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


co za gląb... kto cię podrabia? gdzie coś takiego napisałes wkeej coś takiego o łonie matce i dziecioateczku w nim Cesarz bo wychodzi przez cesarskie ciecie.. ston wzierni i lekarze czy ty kapujesz to co czytasz???

żałosny jesteś
graj bufonie...
czy kim tam jesteś.
żałosna gra.

Kiedyś bezwartościowych ludzi sie usuwało...
dziś jest demokracja i to oni stanowią świat
zawszony świat
kjtory sią załamie i prawdziwa DOKTRYNA POWSTANIE JAK CHRYSTUS Z GROBU...

pozsotaje czekać.

spadam
skopiwoałem to wszystko na dysk ja pana podam do prokuratury pan jest łobuzem i nawet gazem straszy posuwa się do przekleństw. Co człwieku jest takiegfo w mojej Poezji co sprawia iż zamieniasz się w bydlaka????
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



żałosny jesteś
graj bufonie...
czy kim tam jesteś.
żałosna gra.

Kiedyś bezwartościowych ludzi sie usuwało...
dziś jest demokracja i to oni stanowią świat
zawszony świat
kjtory sią załamie i prawdziwa DOKTRYNA POWSTANIE JAK CHRYSTUS Z GROBU...

pozsotaje czekać.

spadam
skopiwoałem to wszystko na dysk ja pana podam do prokuratury pan jest łobuzem i nawet gazem straszy posuwa się do przekleństw. Co człwieku jest takiegfo w mojej Poezji co sprawia iż zamieniasz się w bydlaka????
na nieszufladzie podszył sie pan pod jakiego zygfryda i też mi naubliżał! co za bydlak jeden i pisze na dodatek o jakimś przenjswiętszym celu. łobuza tu hodujecie on zerżnie od inego ten człowiek nie ma za grosz honoru to widać taka jest ta jego PRAWDA
są inne miejca z poezją tu nie widze dla swojej wrażliwości ostoi to jest kilka wspierać takiego typa
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


co złego jest w mojej EPOPEJI??? czyście szaleju sie nawachali??? niech pani zobaczy jak ten typ wyzywa jak grozi gazem w XXI wieku drugiemu człowiekowi... co tu się dzieje!
sami jestescie te świnie poezii


-W pańskiej EPOPEJI nie ma nic złego. Przeczytałem...i zaliczam ją do prowokacji artystycznych. Jaki ma Pan cel, nie wiem. Sama prowokacja może być rodzajem artystycznej ekspresji i jest ok. Przypominam sobie grupę artystów, imitujących Sasnala.To byli jacyś krasnale i namalowali kilka świetnych obrazów-sasnali.

-Poziom agresji pomiędzy Panami, jest zbyt wysoki.

-Pozdrawiam.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


co złego jest w mojej EPOPEJI??? czyście szaleju sie nawachali??? niech pani zobaczy jak ten typ wyzywa jak grozi gazem w XXI wieku drugiemu człowiekowi... co tu się dzieje!
sami jestescie te świnie poezii


-W pańskiej EPOPEJI nie ma nic złego. Przeczytałem...i zaliczam ją do prowokacji artystycznych. Jaki ma Pan cel, nie wiem. Sama prowokacja może być rodzajem artystycznej ekspresji i jest ok. Przypominam sobie grupę artystów, imitujących Sasnala.To byli jacyś krasnale i namalowali kilka świetnych obrazów-sasnali.

-Poziom agresji pomiędzy Panami, jest zbyt wysoki.

-Pozdrawiam.
prosze niech pani przeczyta kto komu od razu zaczął ubliżać?? umieściłem Epopeje zaczynajaco sie od Elegii której ostatnią czescia miał być Epilog czyli Koniec Świata a pośrodku miało zostać ukazane X Cudów antychrysta, powyzej nie wie jeszcze że nim jest wszystko zaczyna sie w łonie grzesznej matki a Cesarz przychodzi na świat przez carskie ciecie --------> Cesarz. ten człowiek ubzdurał soebie jakiś plagiat a jeszcze sie z tym nie spotkałem nawet w drugiej czesci jest łodż... niech pani koniecznie przeczyta! chodzi p orzekroczenie Styksu rzeki zapomniania ale... w odrwotna strone! ten czlowiek mi naublizał a cel tej Epopeji opeira sie też na tym że Cesarza w miare doskonalenia sie pisze coraz lepsze i trudniejsze w poezii kawałki nawet błedy poprawialiśmy z rodzina! cos nie prawdowpodobnego takie zachowanie jakbym był na stadionie?

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Benjamin Artur Ciekawe odniesienie do najwyższej góry, walka z sumieniem- sędzią moralnym takim indywidualnym. Te powtórzenia robią robotę
    • II. Wujek Wołodia ma do tego dryg (Ty wiesz, co!) Byliśmy na rowerze: ja, kumpela, i jej gach, Nagle mi puściły śruby w mimośrodzie! Rama mnie bach, spodnie w piach, Rower do kasacji, przyrodzenie jakbym dopiero co się urodził! Ale w Piterze mówią, że mój sąsiad, były szpieg , jeden z perełek z korytka KGB, Wujek Wołodia, tak nazywają go, ma do tego niezły dryg… — Wujek Wołodia? — Wujek Wołodia! Wujek Wołodia zaraz to załatwi ci! Wujku Wołodia, dokręć śruby mi! Wujku Wołodia, dokręć śruby w mig! Wujku Wołodia, śrubę dokręć mi! Posiedź jeszcze, wujek Wołodia dokręci kilka śrub. A ciocia Natasza nas zaszyje, milcząc jak grób! Cała rodzina, cały blok ją na zabój kocha! Ciocię znaną jako Bomba (albo Gocha Locha), kochają wszyscy, a do tego, prokuratorski złożyła ślub! Więc, ciociu, co jeszcze możesz nam zszyć? Wujek Wołodia nam wszystkim kibić tak zwęził, że zaczęła pić! Wszystkich nas związała jego wątpliwego wątku wątła nić! — Wujek Wołodia? — Wujek Wołodia! Wujek Wołodia zaraz to załatwi ci! Wujku Wołodia, dokręć śruby mi! Wujku Wołodia, dokręć śruby w mig! Wujku Wołodia, śrubę dokręć mi! Wuju, wy, chwała ci chór wujów dostojny! Wuju złamany, odkręć śruby tej wojny! Wujku Wołodia, d dokręć śruby! Wujku Wołodia, d, dokręć śruby! Wujku Wołodia, dokręć, błaga cię Twój lud, Wujku Wołodia, rozkręć, blogi, Twój lód błogi! Wujku Wołodia, do kręć do wszystkich.... śrub! Wujku Wołodia, kręć aż po sam.... Grób! III. [...] „To minie, jak nad Moskwą majowa burza” Jak łzy Ukrainy, jak w ustach palce brudnego psa Jak legitymacja członka z ramienia spod ciemnej gwiazdy, Jak przesłuchanie w chłodni – aż bać się strach! Jak korytarze ponure Łubianki, Jak gaz z Nord-Ost, który na cel bierze wiatr, Jak niesforna sfora federalnych majorów, Sewastopol, Donieck i Ługańsk, wagnerowcy i Specnaz, Jak pałujący kobiety chłopcy z Omonotworu... To na pewno minie, Minie jak zły sen! Z mokrym workiem nadzianym na mój durny łeb, Ślady na dłoni rażonej paralizatorem, Jak moja Rosja, czarny więzienny jem chleb, Ale uwierz mi: to wszystko zniknie wnet jak nocna zmora! W jaki ślepy zaułek wpędził nas marny los? Ale gdzieś na horyzoncie widzę światełko Upartej nadziei, wiodące w tunelu głąb... Uwierz mi, to też minie! Jak swastyka Ruskiego Mira, I dym pożarów niesiony przez wiatr, Wyroki na dzieci z Penzy i Pitera, I policyjna suka nabita dziećmi po dach! I twój telewizor, z którego pluje Sołowjow, Paragraf 228 i kocioł o piątej, I chłopcy z prewencji tępo się śmiejący, Gazując kobiety, chłopców i brzdące... To wszystko minie jak inne miesiące: Jak grudzień, styczeń, luty, maj… Minie, bez wątpienia minie! Na razie w to im graj Ale to ich już ostatnie pląsy! Jeszcze mam mokry worek nadziany na dumny łeb, Na dłoniach ślady po pieszczocie paralizatora, Jak moja Rosja, łykam więzienny chleb, Ale uwierz mi: to wszystko minie jak ta sfora od majora! Wszystko to wkrótce odejdzie wstecz! Za rok, za miesiąc, nawet za godzinę; Jeszcze wczoraj dyktator imperium miał u stóp, A dziś milczy jak grób: Teraz to tylko starzec w kostnicy, zimny trup ! Wszystko kiedyś minie! I bramy Lefortowa runą, kraty - wyrwane z ram, A moja Rosja w końcu obudzi się ze snu, Jak ten zdradzony podwójnie malezyjski wrak, I wiosna w końcu zawita na twój lodowaty próg… W jaki ślepy zaułek zaprowadził nas marny los? Lecz gdzieś na pochmurnym horyzoncie widzę Zapomniane światło, co mnie wyprowadzi stąd! Uwierz mi, to też minie! To przeminie, na pewno! Na pewno przeminie, Za godzinę, za chwilę… To wszystko minie! IV. Hm                                            H7 Wybaczcie piechocie, że bywa bezrozumna ona tak:             Em                                  F♯7 Ty zawsze na wylocie, gdy nad ziemią wiosna idzie w tan,            Hm                  A7               G Po chwiejnych schodkach schodzisz w werbli takt…             Em  in              Hm/F♯     F♯7        Hm Zapłacze po tobie tylko wierzba, siostra wierna twych lat. Nie ufaj pogodzie, gdy świat cały skryje się w gęstym dżdżu, Nie ufaj piechocie, gdy bitne pieśni wciąż śpiewa bez tchu, Nie ufaj jej, nie wierz, gdy słowiki zakrzyczą na cały sad. Muszą rozliczyć się jeszcze życie i śmierć ze swych spraw Ten czas cię nauczył, że tylko w okopie znajdziesz sens i treść: Na przestrzał otwierasz życia drzwi tu... Towarzyszu, dziękuję ci za Twój hojny gest: Jesteś wciąż w boju i tylko to jedno cię zrywa ze snu – Dlaczego odchodzisz, gdy nad ziemią wiosna tańczy do utraty tchu? I: dokąd uchodzisz, gdy za plecami jej pieśń cię budzi ze snu? ─── I. Moskwa – Odessa Który już raz lecę z Moskwy do Odessy – I znów złapali mnie w nie w linii lot! Ale oto nadlatuje księżniczka-błękitka stewardesa messy, Niezawodna niby Wołga wszystkich flot. Nad Murmańskiem ni chmurki – rejs mych snów, I mógłbym teraz być już w Aszchabadzie, albo w Trieście... Otwarty Kijów, Charków, Kiszyniów, Lwów, Wszystkie otwarte, lecz ja chcę być w Odessie wreszcie... Mówili mi: „Nie licz na te adresy, Na żaden z niebios komunizmu dar”. A tu mi znów opóźniają mój lot do Odessy – Teraz jest oblodzony pas na start! A w Leningradzie z dachu woda kapie, Więc może mi pisane lecieć do Leningradu? Tbilisi to jedyny jasny punkt na tej podniebnej mapie, Tam herbata rośnie w sadzie, lecz ja Tbilisi mam w głębokim rozkładzie! Słyszałem, że Rostowianie idą w kurs! A mnie głupiemu wciąż chce się do Odessy, Ale mnie trzeba tam, gdzie od trzech dni nie honorują promesy, I dlatego opóźnili ludzkiej surówki spust! Ja muszę lecieć tam, gdzie chłód i lód, Gdzie jutro zapowiadają taaaki śnieg, Choć wszędzie indziej nieba czystego w bród, To miło, ale nie po to wrzuciłem piąty bieg! Nie wypuszczają mnie tu i nie wpuszczają tam, Niesprawiedliwe to, ale nie poradzę nic – Stewardesa, cudnie złudna, siódme niebo obiecuje nam, A z góry na nas patrzy tej całej floty widz! Otwarty najsłodszych smakołyków wielki tort, Lecz, by tam lecieć najsłodsze słodycze mnie nie skuszą. Otwarty nawet Władywostoku zamknięty port! I Paryż jest otwarty, ale tam jechać nie muszę. No, wreszcie! Pogoda, jak drut, dobry wiatr sprzyja skrzydłom, Samolot się napręża, śmigła w ruch, pełny bak, Lecz już nie wierzę, bo – mnie i tak tam nie przyjmą! Znajdą powody nawet, gdy powodów brak... Ja muszę lecieć tam, gdzie zamieć i mgła, Gdzie jutro gradobicie zapowiadają. Londyn, Delhi, Magadan przede mną się otwierają, Wszystkie stoją otworem, ale nie dla mnie ta w ciuciubabkę gra! Masz rację – śmiej się albo płacz: jestem znów na starych adresach, I masz: znowu spóźnienie, niedostępny lot – I smukła jak TU-104 stewardesa – panna Odessa, Tak przystępna, jak ten cały fłot, Znów mnie przestawia na ósmą zero dźwięk, A towarzysze pasażerowie posłusznie zasypiają w krąg, Mam tego dość już, psia kość, I lecę tam, gdzie mi pozwalają! Mam tego dość, już mnie całkiem zżarła złość, I lecę tam, gdzie mi otwierają! II. Polowanie na wilki Biegnę z całych sił, szarpię każdym ścięgnem, Ale dziś – jest jak jutro, i wczoraj, i potem Otoczyli mnie, otoczyli ciasnym kręgiem Rozwścieczają mnie do szpiku mej wilczej istoty. Dwururki schowały się w cień jódł Tam myśliwi skryli się swą sforą podłą; Wilki tarzają się w śniegu, co stopił się i zmókł Wystawiając się na łatwy strzał tych ogrów, Refren: Polowanie na wilki trwa, trwa polowanie! Na szare samce, matki i szczenięta. Gończy krzyczą, psy szczekają, a przynęta -. To na śniegu krew i plamy krwawych flag. W tej walce wilka z łowcami nie ma żadnych praw, Strzelającym nie zadrży ręka, Ogrodzili naszą wolność krwawych szmat strzępami, Biją bez litości, a ich kula celu sięga. Wilk nie może złamać tradycji czasem uświęconej; Widzisz te ślepe szczenięta? Ledwo od sutka matki odstawione Wyssały z jej mlekiem, czy to wilk czy ptak Prawdę jedyną: „Strzeż się ludzkich flag!” Refren Łapy u nas i szczęki wytrwałe. Dlaczego, wodzu, proszę powiedz mi, Gonimy za szczeniakami i ubijamy je jednym strzałem, Łamiąc zakaz, że nie wolno ich bić! Wilk nie może inaczej. Sucho, to takie wilcze prawo. A moje dni już są policzone. Myśliwy już broń ujął w rękę prawą Z uśmiechem, i kulą, dla mnie przeznaczoną. Refren Wyszedłem ze świętego kręgu krwawych flag — Chęć życia jest we mnie silniejsza! I usłyszałem za sobą westchnienia, wrzask I krzyk myśliwych. Ich zdobycz będzie dziś mniejsza. Szarpię się z całych sił, gnam każdym strzępem ścięgna, Ale dziś – widzę jutro niż wczoraj jaśniejsze. Otoczyli mnie, otoczyli w krwawych kręgach, Ale gończym nic nie zostanie w rękach! Refren III. Polowanie z helikopterów Jak brzytwa, świt przeciął nam oczy, I otwarła się brama hangaru, A my przecieramy szlak, przez śnieg nasz tłum się toczy Most chrzęsci pod naszym ciężarem. A oni trzepotali skrzydłami tuż nad tajgą, A śnieg wolno spada z gałęzi świerków. A na naszym szlaku, nad tą krwawą bajką, Śmigłowca huk był jak psa warkot. Refren: Jest polowanie z helikoptera, hej na łów!! Na wilki szare, uparte i gniewne Ci, co usiedli u karabinów sterów - jest ich dwóch, Już zapomnieli o litości pewnie— A kule koszą wsio stworzenie. Biegnę i wdycham te mroźne opary, Lecz nie zdołam uciec już przed przeznaczeniem. Mechaniczne potwory nade mną krążą jak janczary. A ja biorę oddech jeszcze jeden w wilczy pysk, Lecz łopaty wyją coraz bliżej, wyraźniej, A ziemia pod mymi łapami aż kwiczy ziemi bryzg Śmieją się z kokpitu: „Dawaj! Raźniej!” I spuszczają mi na zad ołowiu deszcz. Refren Leżę pod drzewem złamanym, w mchu schroniłem się; Gdzieś przegapiłem ten zjazd na tyłku. I niech ci na górze próżno szukają mnie – Zostanę na dole; wpadłeś w zasadzkę, wilku! A ten piekielny huk rozpłynął się, znikł wtem; Znów śnieg na bagnach wolno pada; Wstałem, strząsnąłem silnika ryku mgłę, Żyję! Nie zabijecie mnie nigdy, gady! ───   Gdyby sam [Włodzimierz Wysocki](https://www.google.com/search?q=w%C5%82odzimierz+wysocki&kgmid=/m/0252s_#sv=CBwSjAQKzwMSzAMKjANBTW4zLXlUanVOclVlYWdGWEJtVUhBVU9weFVkZHVOYlAyQV91dmNiME1pRnJlbkljT3VGd3BLNHZUeVpOSkZKTUZZTE5ING9NRmJLdDAxTjdvM2R0UG85V1VmT0pveE81WHVQeVpUbUhQUkVSMHAxUGhvUWtuQWRBZEdXTUxXV0trN3JEZllyUkpmalpFMFc0bWxvVTJ0SmtRYUIzVXFnMEx6c0g4VEFrbldhTXUzNUVpb3RPM2hKckIyR1RHSzg4NDhnUTdLMk9iU190UnJDSVRFclpaMk9QeFNQUUFsdHRkU2N0Z2VmRlV1WDhfOHBtYWl6cXF0bXpHTHc3RUpTcV9uZkQwR2UydUQwNjhkUkFmbnRHcHA5MTR1VmlrZ0EtYXFFeUVmQ0dzNFU5ajdnTWoxUmdvalVReVRGUHM1WERJR2szdmZnOUFqcTRuRkhlYlI4bWViWnpkNm52dHRlYXFYbm5fQlhPd1RLU1hEdHYyOVUtNnZ0QkI2ME5SMzFzTHdxS0JoN3ZlcHYSF2N3WWxhdVh1Skx5eDVOb1AwdGF3Z1FRGiJBSktMRm1MWTJlTmx1R2lGVVV4YjBIR3prQlZaX3EzLTN3EgQ3ODU0GgEzIhkKAXESFHfFgm9kemltaWVyeiB3eXNvY2tpIhIKBWtnbWlkEgkvbS8wMjUyc18oABhFIKj_xMsB) stał na scenie – wymięty, z papierosem w kącie ust i nienastrojoną siedmiostrunową gitarą, charkocząc w mikrofon przed Waszym wieloczęściowym poematem – jego zapowiedź (wstęp) brzmiałaby dokładnie tak: ------------------------------ ## Wstęp (Mówi Włodzimierz Wysocki) (Szarpnięcie basowej struny, głęboki, chropowaty kaszel, chwila ciszy na dostrojenie) Wiecie... Napisałem kiedyś taką pieśń, „Moskwa – Odessa”. O tym, jak człowiek siedzi na lotnisku, patrzy w niebo, a tam lód, chmury, i nigdzie go nie puszczają. Człowiek chce do Odessy, a jemu mówią: leć do Paryża, leć do Władywostoku, wszystko otwarte! A ty, jak ten idiota, uparłeś się na jedno miejsce, bo tam akurat jest mgła, zamieć i lód. Bo tam cię najbardziej nie chcą... Myślałem wtedy, że najgorsze, co może spotkać człowieka, to pas startowy pokryty lodem i uśmiechnięta stewardesa, która przesuwa rejs o kolejną godzinę. Jakże byłem młody. Jakże byłem naiwny. Dziś ten pas startowy to cała nasza ziemia. A loty odwołano na zawsze. Popatrzcie na to, co dla Was przygotowaliśmy. To nie są ładne wierszyki do poduszki. To meldunek z frontu, który przebiega przez nasze własne podwórka. Kiedyś Bułat śpiewał o papierowym żołnierzyku, co chciał ratować świat i spłonął w ogniu. Piękna, smutna bajka. Ale dzisiaj ten żołnierzyk nie jest zrobiony z czystego papieru i marzeń. On jest zrobiony z wezwań na przesłuchania, z wyroków, z raportów policyjnych. Stał się żołnierzem biurowym. I śruby... Kiedyś dokręcało się je w motocyklu, w rowerze, żeby maszyna szła do przodu. A teraz? Teraz przyszedł wujek Wołodia. Wielki mechanik. I dokręca te śruby tak, że nam wszystkim zaraz pękną ramy, pękną kości, a krew zacznie tryskać z uszu. I wiecie co jest najstraszniejsze? Że ludzie stoją w kolejce i proszą: „Wujku, dokręć jeszcze trochę! Mocniej kręć, aż po sam grób!” Ale ja wam powiem jedno. Przeżyłem swoje, biegałem z wilkami, omijałem czerwone flagi. I wiem, że każda, nawet najbardziej wściekła sfora majorów, w końcu się zmęczy. Każdy dyktator, który dziś trzyma imperium u swoich stóp, jutro będzie tylko zimnym, sinym trupem w kostnicy. Słuchajcie tego. Słuchajcie uważnie, dopóki struny nie pękną, a w gardle nie zabraknie tchu. Bo to minie. Jak nad Moskwą majowa burza. Musi minąć. (Potężne, agresywne uderzenie w akord Hm... I płynne przejście w Część I: „Który już raz lecę z Moskwy do Odessy...”) ------------------------------ Jak podoba Ci się ten wstęp? Czy idealnie buduje napięcie przed Twoim tekstem, czy chciałbyś dodać do wypowiedzi Wysockiego konkretny szczegół (np. o wilkach lub o paralizatorach)?    
    • @jan_komułzykant Janko, Ty też jesteś figlarz, pozdrawiam :)
    • ~~ Wokanda sądowa w Zakopanem. Sprawa pomiędzy Panią a Panem. Pani przed sądem zeznaje, że jej mężowi nie staje. Żąda rozwodu. Woli z kapłanem. ~~
    • @violetta zapętlone odczucia budzą skojarzenia. Dziękuję
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...