Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Siedzę ze splecionymi dłońmi skłaniając się ku przyszłości. Rzęsiste krople deszczu znaczą moje czoło rozpryskując sie na miliony drobnych istnień. Mokro mi i dziwnie tak jakoś, gdy palę trzeciego papierosa z kolei, licząc na odwyk. Złotym Tarasom i tak wszystko jedno. Wzdrygnąwszy się od nagłego podmuchu wiatru, pochylam głowę dajac swobodnie przepłynąć kolejnej strużce. Chcę się poświęcić. Przecież każdy ma prawo do życia i myślę, że nie można zamykać granic wszechwświata. Współbalansuję więc z naturą, a jakaś litościwa chmura oczyszcza mnie tymczasem z wszelkiego grzechu. Amen.
To nie koniec, proszę.. wiem, jesteś zmęczony. Powiedz mi prawdę - czy radują Cię najprostsze rozwiązania, które w istocie są tylko zatrzaśnięciem dawno już nieoliwionych drzwi?
I niech Bóg ma Cię w swojej opiece.

Opublikowano

Jak na tak króciusieńki tekst - dużo wątków, żaden nie ma szans wybrzmieć. Zaintrygowało mnie postawione pytanie. Czy rzeczywiście najprostsze rozwiązania są w istocie tylko zatrzaśnięciem dawno już nieoliwionych drzwi? Zatrzaśnięciem za sobą, czy przed? Jeśli miałabym radzić rozwinięcie, to chyba wokół tego fragmentu. Pozdrawiam - Ania

Opublikowano

"To nie koniec, proszę.. wiem, jesteś zmęczony" - wielokropek ma zawsze trzy kropeczki;p i po nim zaczynamy z dużej literki;p

"skłaniając sie ku przyszłości" -> to mi sie nie podoba, ale to raczej subiektywne

Ogólnie tekst jest ok, nie jakiś mega porywający ale nawet mi sie podoba. Pozdrawiam

  • 1 miesiąc temu...
Opublikowano

a ja z innej beczki

wpadł mi w Londynie ostatnio w ręce magazyn, nie pamiętam tytułu, ale był w nim całkiem niezły artykuł autorstwa Barbary Pięty. Zbieżność nazwisk? Pozdrawiam, Basiu

  • 3 tygodnie później...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • w rodzinie była ostatnią na którą spojrzeli święci pojawiła się w 1999 roku jako chora psychicznie dwunastolatka pisząca pamiętnik kiedy miała szesnaście lat filmowałem jak wyciąga gumę z majtek i zbiera sobie przed lustrem włosy w długi emocjonalny kitek w hotelu miracle wyciąga ze ściany suszarkę i uruchamia ekspres do kawy potem wychodzi do lekarza wyciąga ołówek i pisze na drzwiach closed wyraźnie mówi do portiera że nie wróci już na noc bo lekarz ma edytor tekstu na tym kończy się scena w budynku karolina przechodzi przed napisem don't walk uśmiecha się macha ręką w kadrze widać też psa i smutnego mężczyznę który patrzy na bose łapy psa karolina powoli przechodzi coś mówi do mężczyzny który wyciąga rękę próbując złapać ją za śmieszny kitek wtedy powietrze pęka jak grafit w źle zatemperowanym ołówku
    • ulewa   o deszczu z  użyciem  szumiących Staff pisał    miarowy i równy tak szemrał kroplami    Twój - chlusty i cięcia z ukosa tak obmył   dał życie
    • Koniec zwiedzania na dziś on orang hutan i ja istota dua kaki spojrzeliśmy sobie w twarz   Almayer's Folly biały człowiek i opium jego dom w dżungli   Dwóch procent w genomie brak by w łóżku leżeć na wznak  
    • I choćbyśmy grały te same akordy, zawsze będzie pół tonu różnicy. Może moje pianino jest rozstrojone, a może Ty nie grasz dla mnie, kiedy ja komponuję jedynie dla ciebie.
    • Być albo nie być - w tym kwestia istotna: Czy szlachetniejszą ideą jest cierpliwie znosić Strzały i pociski straszliwego losu, Czy też za broń chwycić  przeciw smutków morzu, I, stając w szranki, im kres położyć?  Umrzeć – śnić; Nic więcej: Snem swym światu ogłosić, że kładziemy koniec Serca rozterkom albo życia ciosom, Które dziedziczy ciało: oto jest spełnienie, Którego wszech winien żądać. Umrzeć – spać; Śnić  nawet może...– Lecz drąży niepewność: W tym śnie zatraty, sny jakie nadejdą, Gdy zrzucimy z siebie powłokę śmiertelną? Muszą nam dać czas na namysł – to szacunek, Co czyni z bytu długiego  - nieszczęście: Bo czemu cierpieć nam czasu bicze i obelgi, Ciemiężcy razy,  ludzi dumnych wzgardę, Ból niespełnionej miłości, z praw kpinę, Urzędów bezwstydne, zuchwałe szyderstwa, Które cierpliwi od niegodnych znoszą, Jeślibyśmy wreszcie  spokój mogli znaleźć W ostrzu sztyletu? Kto znosiłby trudy, Znoił się i pocił pod  życia ciężarem, Gdyby nie lęk przed tym, co ze śmiercią przyjdzie -  Nieznanym krajem, z którego porządków Żaden człek nie wraca - to spina zamysł, I sprawia, że nam dorzeczniej znosić takie ciosy, Niż zbiec ku innym, których wciąż nie znamy? To ta świadomość nas czyni tchórzami, To tak radosny rumieniec zamiarów Skrywa chorobliwy, blady nalot myśli, A przedsięwzięcia wagi wiekopomnej Zmieniają koryto pod tym  naporem I zrzekają się prawa do miana - Działania.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...