Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Widziałam :-))
Cha, cha, cha! I też mnie zatkało ;-))

Ale czuję się w obowiązku dodać, że do napisania tego haiku zainspirował mnie
Jacek Margolak swym pięknym wierszem:

kwitnące lilie
spuszczam łódkę
w innym miejscu
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Widziałam :-))
Cha, cha, cha! I też mnie zatkało ;-))

Ale czuję się w obowiązku dodać, że do napisania tego haiku zainspirował mnie
Jacek Margolak swym pięknym wierszem:

kwitnące lilie
spuszczam łódkę
w innym miejscu


Też ładne, ale sprawia wrażenie trochę wymuszonego ... groźbą mandatu :))))
A Twoje naturalne, bo kto by się tam przejmował stokrotkami? ;)
(sto KROCIE)

Pozdrawiam.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Też ładne, ale sprawia wrażenie trochę wymuszonego ... groźbą mandatu :))))
A Twoje naturalne, bo kto by się tam przejmował stokrotkami? ;)
(sto KROCIE)

Kiedy przeczytałam haiku Jacka przypomniał mi się mniej więcej taki sam obrazek,
który opisuje Tereska.
Pojechałam wtedy pierwszy raz pod namiot 10-letnią syreną104 na wakacje.
Pole namiotowe było ładnie usytuwane, z widokiem na jezioro.
Tylko my musieliśmy rozbić namiot z daleka od widoków, w najgorszym chyba miejscu i prawie na środku łąki. W dodatku na górce.
Wszystko przez akumulator. O nowym, w tamtych czasach można było tylko pomarzyć, więc
średniej klasy wóz europejski o opływowych kształtach mógł ruszyć tylko na "popych" albo z górki. Dzięki temu mieliśmy widok na stokrotki i inne polne kwiatki. :-))

Cha, cha, chaaa!
Któż by wtedy przypuszczał, że dziś napiszę o tym haiku.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Też ładne, ale sprawia wrażenie trochę wymuszonego ... groźbą mandatu :))))
A Twoje naturalne, bo kto by się tam przejmował stokrotkami? ;)
(sto KROCIE)

Kiedy przeczytałam haiku Jacka przypomniał mi się mniej więcej taki sam obrazek,
który opisuje Tereska.
Pojechałam wtedy pierwszy raz pod namiot 10-letnią syreną104 na wakacje.
Pole namiotowe było ładnie usytuwane, z widokiem na jezioro.
Tylko my musieliśmy rozbić namiot z daleka od widoków, w najgorszym chyba miejscu i prawie na środku łąki. W dodatku na górce.
Wszystko przez akumulator. O nowym, w tamtych czasach można było tylko pomarzyć, więc
średniej klasy wóz europejski o opływowych kształtach mógł ruszyć tylko na "popych" albo z górki. Dzięki temu mieliśmy widok na stokrotki i inne polne kwiatki. :-))

Cha, cha, chaaa!
Któż by wtedy przypuszczał, że dziś napiszę o tym haiku.
Ale to właśnie jest dla mnie takie piękne: zatrzymanie się naprzeciw czegoś zwyczajnego.
Sama piszesz: "Któż by wtedy przypuszczał" i to jest to! Sporo wody musi
upłynąć w Wiśle - to tak a propos Syrenki ;) - żeby nauczyć się dostrzegać rzeczy,
wydawałoby się, zwykłe.

Pozdrawiam.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Nieprawda. Nie czytałem u Ciebie jeszcze czegoś tak świetnego :)
Większość tego typu skojarzeń opiera się na mechanizmie starego haiku Busona:


Co za księżyc -
Złodziej przystaje
Żeby śpiewać.

tłum Cz. Miłosz

Coś musi być w y j ą t k o w e, żeby wlazło w oczy :))
Pic na wodę, krawacik, błyszczyk.
Tymczasem to zwykłe stokrotki są genialne.

Pozdrawiam.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Nieprawda. Nie czytałem u Ciebie jeszcze czegoś tak świetnego :)
Większość tego typu skojarzeń opiera się na mechanizmie starego haiku Busona:


Co za księżyc -
Złodziej przystaje
Żeby śpiewać.

tłum Cz. Miłosz

Coś musi być w y j ą t k o w e, żeby wlazło w oczy :))
Pic na wodę, krawacik, błyszczyk.
Tymczasem to zwykłe stokrotki są genialne.

Pozdrawiam.
No widzisz...a do mnie to hai nie trafia tak, jak inne jasnej:) Kwetsia gustu,wrażliwości?Pozdrawiam:)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Właśnie dlatego podałem jako przykład haiku Busona. Większość czyta to w ten sposób,
że na niebie błyszczy tak wyjątkowo piękny księżyc, aż nawet prostak przystanął na chwilę
zapominając o swoich przyziemnych spraw(k)ach (pewnie skojarzył mu się ze złotem).
Tymczasem ja czytam to tak, że trzeba dopiero czegoś szczególnego, żeby człowieka niewrażliwego zmusić do wzniosłych przeżyć.
Buson ujął to naprawdę genialnie.

Pozdrawiam.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Właśnie dlatego podałem jako przykład haiku Busona. Większość czyta to w ten sposób,
że na niebie błyszczy tak wyjątkowo piękny księżyc, aż nawet prostak przystanął na chwilę
zapominając o swoich przyziemnych spraw(k)ach (pewnie skojarzył mu się ze złotem).
Tymczasem ja czytam to tak, że trzeba dopiero czegoś szczególnego, żeby człowieka niewrażliwego zmusić do wzniosłych przeżyć.
Buson ujął to naprawdę genialnie.

Pozdrawiam.
Hai Busona zinterpretowałabym dokładnie tak, jak Ty. W nim jest to coś, co pobudza moją wyobraźnię, wrażliwość. A w hai jasnej po prostu tego nie ma. Dla mnie to zwykły obrazek. Może ładny, ale nie ma w nim nic szczególnego. To moje odczucie. Po prostu inne utwory Madzi bardziej przypadły mi do gustu, chociażby hai o podróży we mgle, które jest super!
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Ależ
wrażliwość to jest to, co kogoś wzrusza, gdy inny na to samo wzrusza ramionami

Dlatego nie widzi się na ogół czegoś naprawdę szczególnego. Całe tysiąclecia trwało, zanim
ktoś wymyślił koło, choć to takie... proste ;)
Brakuje Ci czegoś w haiku Jasnej bo szukasz zaskoczki, jakiegoś niezwykłego kwiatu,
widoku a tymczasem ... nic takiego tam nie ma.
Ja je rozumiem, bo widzę w tym ucieczkę od niezwykłości, nawet od laurów i zaszczytów
i często ukazuje się słynnych, zarośniętych i niechlujnie ubranych uczonych,
którzy zaszywają się w najzwyklejsza dziurę, żeby w takim miejscu nabrać sił na następne... oklaski.

Ale przede wszystkim haiku jest doskonałą obserwacją przyrody, co opisałem już przykładem z kołem: nic tak naprawdę samo nie włazi w oczy.

Pozdrawiam.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Ależ
wrażliwość to jest to, co kogoś wzrusza, gdy inny na to samo wzrusza ramionami

Dlatego nie widzi się na ogół czegoś naprawdę szczególnego. Całe tysiąclecia trwało, zanim
ktoś wymyślił koło, choć to takie... proste ;)
Brakuje Ci czegoś w haiku Jasnej bo szukasz zaskoczki, jakiegoś niezwykłego kwiatu,
widoku a tymczasem ... nic takiego tam nie ma.
Ja je rozumiem, bo widzę w tym ucieczkę od niezwykłości, nawet od laurów i zaszczytów
i często ukazuje się słynnych, zarośniętych i niechlujnie ubranych uczonych,
którzy zaszywają się w najzwyklejsza dziurę, żeby w takim miejscu nabrać sił na następne... oklaski.

Ale przede wszystkim haiku jest doskonałą obserwacją przyrody, co opisałem już przykładem z kołem: nic tak naprawdę samo nie włazi w oczy.

Pozdrawiam.
W haiku powinno być jednak pewne zaskocznie, niedopowiedzenie, a jeśli tego nie ma, obrazek musi być przedstawiony w naprawdę wyjątkowy sposób. Dla mnie ten nie jest i tyle. Ps. Wiem, że bardzo trudno jest uzyskać odpowiedni efekt i nie zawsze się to udaje.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


własnie tu jest przedstwione to w w y j ą t k o w y sposób.
Czy zwraca się na co dzień uwagę na stokrotki? Są tak popularne, że aż ich nie widzimy.
I tu jest to doskonale - niemal nie do zauważenia - oddane.
a co, ktoś ma krzyczeć wtedy:

O, znowu te stokrotki? Zenek, natychmiast przenieś namiot koło tych lilii przy brzegu!
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


własnie tu jest przedstwione to w w y j ą t k o w y sposób.
Czy zwraca się na co dzień uwagę na stokrotki? Są tak popularne, że aż ich nie widzimy.
I tu jest to doskonale - niemal nie do zauważenia - oddane.
a co, ktoś ma krzyczeć wtedy:

O, znowu te stokrotki? Zenek, natychmiast przenieś namiot koło tych lilii przy brzegu!
:))) Nie o to mi chodzi:) Aj.... Ps. Oczywiście, że zwracam uwagę na stokrotki:) Ja zwracam uwagę na wszelkie kwiaty, zwłaszcza te, które kwitną na łąkach:)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Choć raz się rozumiemy, przez chwilę? ;)
Masz rację, stokrotki są w s z e l k i e - każdy je widział i może zrywać.
Dlatego nie zwraca na nie uwagi. Ale "naprzeciw stokrotek" w takim kontekście
nabiera wtedy fajnego znaczenia: naprzeciw tego wszystkiego, tej zwyczajności
i masówce. Naprzeciw brzmi jak sprzeciw a stokrotki jak więcej niż sto kroci ludzkich.

Gdzie rozbija się namioty? Było to widać zwłaszcza kiedyś, kiedy nie obowiązywały
przepisy i wolno było biwakować, gdzie się żywnie podoba. Ktoś zauważył piękne lilie
kwitnące tuż przy brzegu i stawiał naprzeciwko namiot. Wieczorem stało już
koło niego pięć, rano kilkanaście a za parę dni kilkadziesiąt. Zwijał się w końcu
i przestawiał swój byle dalej od tych kroci. Może miał tylko stokrotki do podziwiania,
ale miał je tylko dla swoich oczu, a zwłaszcza... uszu :)

Pozdrawiam
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Choć raz się rozumiemy, przez chwilę? ;)
Masz rację, stokrotki są w s z e l k i e - każdy je widział i może zrywać.
Dlatego nie zwraca na nie uwagi. Ale "naprzeciw stokrotek" w takim kontekście
nabiera wtedy fajnego znaczenia: naprzeciw tego wszystkiego, tej zwyczajności
i masówce. Naprzeciw brzmi jak sprzeciw a stokrotki jak więcej niż sto kroci ludzkich.

Gdzie rozbija się namioty? Było to widać zwłaszcza kiedyś, kiedy nie obowiązywały
przepisy i wolno było biwakować, gdzie się żywnie podoba. Ktoś zauważył piękne lilie
kwitnące tuż przy brzegu i stawiał naprzeciwko namiot. Wieczorem stało już
koło niego pięć, rano kilkanaście a za parę dni kilkadziesiąt. Zwijał się w końcu
i przestawiał swój byle dalej od tych kroci. Może miał tylko stokrotki do podziwiania,
ale miał je tylko dla swoich oczu, a zwłaszcza... uszu :)

Pozdrawiam
Ten, kto jest chociaż odrobinę wrażliwy, zwraca na nie uwagę, uwierz mi:) Haiku jest naprawdę ładne, tylko na mnie nie robi tak niesamowitego wrażenia, jak na Tobie:)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Stukacz   Mocny, nasycony tęsknotą tekst. Świetnie oddany jest stan zawieszenia między pamięcią a zapomnieniem. "Otchłań pustki i dech suszy" to fraza, która idealnie podsumowuje ten bolesny krajobraz duszy. :)
    • @Berenika97 Przegranych jest ogólnie więcej :)) Ale to tylko teoria, bywają remisy, remisy lubię nawet. Może i to chaotyczna nieco matematyka wyższa, albo niższa, no różnie można spojrzeć, ale jak dzisiaj coś mi się w którejś z gier pisarskich uda to czuję się spełniony. Ale to tylko teoria. Widzę natomiast i to również po uczestnikach tego forum, że prowadzą podobną grę i widzę jak dużo w tym pokładania nadziei we własnym. To sprawa kluczowa. To jakby nieco inne oblicze wiary jakby. Wierzysz w to co robisz wychodzi, wątpisz rozłazi ci się tylko. Znam podobne historie i to dużych artystów. To dziwne bardzo i wiesz egocentryczne bardzo, ale podobasz się sobie to i podobasz się ogółowi w pewien sposób. 
    • @hollow man Przekonująco opisujesz stratę, nie z punktu widzenia zwykłego emocjonalnego doświadczenia, ale stawiasz pytania o sam sposób jego przeżywania. To nie jest wiersz o tęsknocie - to wiersz o meta-tęsknocie.   Brak interpunkcji czyni bardzo ciekawą pierwszą strofę, dlatego bo kwestią otwartą (do autonomicznej oceny czytelnika) pozostaje rozstrzygnięcie, czy to pytanie do adresatki, czy emfatyczne stwierdzenie faktu. A to istotna sprawa, bo dotyczy swoiście postrzeganego sedna: czy granice chronią prawdziwą kruchość (wtedy pasuje opcja druga), czy są tylko mechanizmem obronnym, a kruchość jest maską (wtedy pasuje opcja pierwsza). Jednorożec, jako stworzenie baśniowe, również może zostać zinterpretowany dwojako - jako symbol niewinności i wrażliwości, ale także jako metafora niedojrzałości i lęku przed dorosłą relacją oraz jej realnością.   Osią drugiej cząstki wiersza jest badanie tego, w jaki sposób tęsknota funkcjonuje w pamięci podmiotu. I po raz kolejny mamy do czynienia z rozwidleniem sensów. Wariant 1 - pamięć biernie odtwarza to, co kiedyś istniało. Wariant 2 - pamięć suwerennie przetwarza to, co przyjęła i tworzy z tego nową jakość.   AH
    • @Achilles_Rasti   Życie potrafi zamienić się w pętlę, z której jedynym wyjściem jest jakiś rodzaj zatrzymania i powrotu do punktu zero. To "Ty" na końcu może być drugą osobą, może być sobą samym. Każdy doczyta tu coś swojego
    • Nie byłem bynajmniej zachwycony, gdy nadszedł bilecik z zaproszeniem – zaproszeniem na obiad w towarzystwie neobaoba i jego familii.    Obiad wystawiał na placu miejskim. Zdaję sobie, oczywiście, sprawę z mojej pozycji – drugorzędny artysta, niedoszły adwokacik – ale czy skromny salonik nie byłby przyjemniejszy dla... wszystkich? – myślałem, zmierzając w stronę placu. Na czole, ocienionym rondem kapelusza, czułem kropelki potu.     Wkrótce spośród mozaiki uliczek, zaczął wyłaniać się plac. Na bruku z piaskowca pojawiły się naturalnej wysokości palmy i donice pełne czerwonych róż. Pośrodku placu rozciągał się biały namiot, gdzie przy dębowym stole zasiadło już czterdzieścioro synów neobaoba. On sam, spowity w zwiewne łaszki, stał u szczytu stołu.    Przetarłem czoło i spoconą dłonią poprawiłem teczkę pod pachą.    Neobaob pozdrowił mnie gestem dłoni. Wówczas, bardzo szybko i tylko na chwilę, zauważyłem, że nigdzie nie widać pozostałych mieszkańców miasta. Przy stole kręcili się nietutejsi lokajowie; jeden z nich dolewał wody – czy też innej przeźroczystej cieczy – któremuś z paniczów.     – No i jest! – odezwał się neobaob, kładąc dłonie na moich ramionach, z ojcowskim uśmiechem. – Miło mi w końcu pana poznać, panie…    – Lottern.    – Właśnie. Lettorn.    Kątem oka spojrzałem na młodzieńców przy stole.     – To mój najstarszy syn – powiedział mój gospodarz. – Maxim.    Maxim. Nie spostrzegłem nawet, kiedy zmaterializował się u boku ojca. Skinąłem mu głową, a lokaj wziął ode mnie teczkę i obmył mi dłonie, po czym zaproszono mnie do stołu. Zajmowałem miejsce naprzeciw neobaoba; po prawicy miałem Maxima.     – Żar – odezwał się neobaob. – Żar leje się z nieba. Ale do rzeczy. Powiedz mi, panie Lettorn, zajmujesz się sztuką?    Wniesiono przystawkę: zupę, sery, zimne mięsiwa. Bracia ożyli.    – Tak – odrzekłem. – Rysuję do gazet.     – Coś takiego! A powiedz mi… czy zdarzyło się panu popełnić jakiś akt? – Roześmiał się. – Młodzi i tacy pruderyjni! No, nieważne, bon appétit!    Skubnąłem nieco sera. Maxim opowiedział mi parę anegdotek – o swoich przygodach na pustyni. Pomyślałem, że musiał wrócić z podróży niedawno, tak pięknie był opalony. Reszta braci jadła w milczeniu.     Gdy neobaob rozprawił się z mięsem na swoim talerzu, począł rozglądać się wokół.    – Wnieść danie główne – wymruczał, machnąwszy ręką na lokaja.    – Kazałem wysłać panu menu do akceptacji, panie Lettorn – rzekł. – Dostałeś je, prawda?    – Nie, nie dostałem, ale…    – Nie dostałeś!    Dalej już mnie nie słuchał; począł wymyślać pierwszemu lokajowi z brzegu. A ja, już cały czerwony, powiedziałem, że to nic takiego, że zjadłbym z ochotą cokolwiek.     Wniesiono następne potrawy. Maxim mówił teraz mniej, choć wciąż się uśmiechał i wskazywał mi te najlepsze… Wkrótce neobaob znów wiercił się na krześle.    – Oczekujemy kogoś? – zapytałem Maxima.    – Słucham?    Powtórzyłem.     Nie otrzymałem jednak odpowiedzi – a może po prostu jej nie słyszałem. Bowiem w tym momencie najmłodszy z braci wydał z siebie okrzyk, a lokaj odsłonił poły namiotu – i ujrzałem naszego gościa.    Neobaob wstał, by ukłonić się zwierzęciu. Wilk przystanął i schylił łeb. Zatrzymywał się przy każdym bracie; lekko schylał łeb, a witany w ten sposób brat spoglądał nań spod rzęs (albo sponad kielicha z wodą).    Przy mnie zatrzymał się na dłużej. Patrzyliśmy na siebie, obaj ciemnoocy, aż odsłonił zęby.    Maxim położył dłoń na mojej dłoni i pokazał, abym spojrzał w dół.    Spojrzałem. Koło moich stóp stała miseczka. Lokaj przykucnął i napełnił ją wodą, którą wilk zrazu wychłeptał. Neobaob zażądał deseru.    – Maximie? – wydostało się z moich ust.    – Słucham?    – Czy możesz podać mi maliny?    Chwilę później wpatrywałam się w mój pąsowiejący talerz.                             – A powiedz mi – dodał Maxim – jadasz maliny ze śmietanką i cukrem?    Biorąc do ręki widelczyk, starałem się nie musnąć łba ciążącego mi na podołku.    Oczywiście jadam maliny ze śmietanką i cukrem.         
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...