Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Nie zadrży więcej! Nie zadrżał świat wcale!
Gdy się osunął Rosyjski lód nagle
I się oberwał, spadł w Gruzinów ziemię
Dźgnął serce igłą, zmroził lud swym cieniem.

Gruzjo, Chrystusie! Szaty twe rozdarli
Prochem i stalą, teraz kości rzucą....
Chociaż upadasz wyraz twojej twarzy
Wielce surowy! Oni cie nie wz-ruszą!

Nie zadrżał świat! Nie! Nie chce zadrżeć wcale!
Gdzie płacz? Łzy mrożą! Tuż przed złotym balem!
Tu pocisk nagle z czołgu wystrzelony...
Szampana korek - szampan jest wyborny.

Wtem w zaciszonych, przestronnych pokojach
(Pokojach! Ludzie! Nam jeden by starczył)
Ze-zło-ceni snem, śnią w papieru zbrojach!
Pakty, umowy - śpią, ale: Na tarczy!

Bo chociaż sale pełne są tancerzy
Takt im wybija wór pełen pieniędzy
Nie starczy nuty, skrzypce się zadławią
Gdy krzyknie śpiewak: Gruzini... powstają!

Jak to? - się spyta - szlachta papierowa
A nasze złoto, a nasza poezja?
Jak trup Gruzina śmie powstawać z kolan?
Śmiał się zaśmiać, sir! A poezja... jest piękna!

Bo chociaż sale pełne są tancerzy
Takt im wybija wór pełen pieniędzy
Nie starczy złota by ducha przekupić
Gruzję odduszyć, do pokory zmusić!

Przeklęci bądźcie, wy o diamentowi!
Atlasy ziemi, co ją unosicie!
Lecz na bogactwie a wbrew Chrystusowi!
Dzisiaj krzyczycie - w głosie czuć panikę!

Wtem górska struna pociskiem wzburzona
Zagrała światu: Gruzja... ona kona!
Podniosły [się] karki, jak szable złociste
Ostre i cięte: gińmy więc za... Gruzję!

[Choć] ręka poety wiotka niczym pióro
Ledwo miecz nosi, nosi także piorun
I tym piorunem rozzłoci dziś w jutro
Rozedrze sale gniotąc fałsz nie-bogów!

O dzieci Gruzji matkę waszą piękną
Chce barbarzyńca w włosiennice ciemną
Odziać, oszpecić, w haremie uwięzić
Nie dajcie się mu! Słońce niech krwią świeci!

Gdy krzyki starców, z krwią się zlały młodych
ich domy w gruz(j)ach... papieros się dymi!
Węgier - król Francji, car choć bez korony-
Wzięli [się] za ręce... taniec będzie nowy!

Ja was przeklinam, dziś choć w karty gracie
Za ludzkie życia, jutro wam instrument
Nastroje dla was - nastroję na gardle
I znów zagracie, lecz na szubienicy!

Wszedłem... Chocć na bal nie prosi się ludu
Z dołu nie widać... "Powiedz mi o Królu
Korek szampana, gdy ja go wystrzelę
Zabije nam króla, czy wolności wenę?"

Król zamilkł - dziwne - a czarna korona -
Mówią mi błaźni czarna bo to ropa,
Co serca czerni - spadła na podłogę!
O Królu padnij... i podnieś koronę!

Gruzinów serca, tak karmazynowe
Biją zamiast kul - artyleria wiary
Król padł do kolan, chce podnieść koronę
A ta się topi! Bal to będzie... czarny!

Wtem pięć pierścieni, z nimi cały Olimp
wnet się skruszyło... Ziemię serce boli...
I tylko w huku, to jest bestii starcie
Pytam się Aniołów: Gruzini, konacie?

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Raczej z gaduły :) Gdyby napisał to tydzień wcześniej, owszem byłby Wieszczem.
Adolfie, zaspałeś? :)))
Pozdrawiam.

nie wróciłem niedawno :))) z wyjazdu w którym przez 8 dni na własne życzenie (oprócz sportu, Koronę zdegradowali ) nie interesowałem się niczym, dopero wczoraj się dowiedziałem hehehe... Zresza neich sobie Sarkozy udaje orędownika, czy Miediediew agresora... Boski to jest gra finansjery i tyle... głupich na to złapią mnie nie.. żal tylko sceneri - Gruzji

pozdr.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Jeśli to prawda, naprawdę jesteś Wieszczem :) Wtedy warto szukać w każdym wersie ukrytych znaczeń, bo mogą okazać się bardzo ważne dla naszego Narodu a nawet świata.
Ale w takim razie, skoro jesteś Wieszczem... lepiej nie dziel się za wcześnie swoimi wizjami
z czytelnikiem. To zresztą temat wielu książek, a ostatnio i flimow, że tak naprawdę
lepiej nie wiedzieć tego, co nas czeka.
Pozdrawiam.
Opublikowano

Boski ty mi tutaj nie zazdorść wieszczowania ;P i tyle ;) bo jak ci dowale moj dramacik to będziesz błagał o bana dla mnie ;))) albo wo włupienie oczu... choć... nie wtedy wydam ci wersję czytaną ;p

a tak ps. mnie przerazi ten wiersz śłowackiego dizisja go czytąłem, wcześniej się na nim nie skupiłem, dla mnie kryje się w nim, jakaś dziwna straszna zapowiedż szczeolnie tu:

Pośrzodku upiór - niby zachłyśniony Bogiem,

Swojej dawnej ojczyzny matki stanął wrogiem.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

W serce, gdzie ona jeszcze święty ogień trzyma,

Swemi sztyletowemi utkwiony oczyma...

Wariat, a mądry... sztandar zaguby rozwinie,

Wszystkich wyszle i straci - ale sam nie zginie,





MATECZNIK


Bóg, który łono wszelkich tajemnic odmyka,

Do tego ohydnego w duchu matecznika,

Gdzie duch z duchem się bije, a kość trupia z kością,

Pozwolił wejść i oczy oswoić z ciemnością.

I zoczyłem okropną umysłów ruinę,

Oczy krwią zaszłe, twarze ołowiane, sine,

Żywe zwierze, myślące o knucie i carze,

Dalej trupy - i skryte na trupy smętarze.

Tam, jeśli który ludzkiej nie wytrwa ohydzie,

Pokorny, wariat blady, sam na cmentarz idzie

I kładzie się i kona od braci daleko;

Dlatego nigdy trupów za sobą nie wleką,

Ani się pokazują śród ludzi ze łzami,

Ani krzyku usłyszysz stojąc pod oknami.



Pośrzodku tron ujrzałem zbroczony i czarny,

Na którym usiadł straszny duch - niedźwiedź polarny,

Figura z krwi i ciała, ohydna i tłusta,

Mocarz zapowiedziany w proroctwie oszusta.

Przed jego pożyczoną od Mongołów mocą

Szkielety waryjatów kładną się - gruchocą,

Podlą się i za podłość mu składają dzięki;

Słychać trzask czaszek, grzechot piszczeli i jęki.



Któż by rzekł, że ta ciemna tajemnic kotara

Kryła taką straszliwą ucztę Balthazara,

Że tam w nocy, po ciemku, bez gwiazd i miesiąca

Jest ręka cara ogniem po ścianach pisząca,

Że przy stole żebrackie zbierając okruchy

Siedzą ciała, nie swemi napełnione duchy,

Liczba jakaś szatanów, która ciał używa,

Ten powie ja, a drugi duch się w nim odzywa.

Inny, którego przeszłość w siebie zajrzeć znęci,

Spojrzy i cudzą pamięć znajdzie w swej pamięci;

Inny, gdzieś pod Grochowem naznaczony blizną,

Zapomni się i Moskwę nazywa ojczyzną.

Tamten rozczochra włosy i podniesie pięście

I wrzaśnie jak kobieta: "Boże! o! nieszczęście!"

A potem, gdy w szlochaniu pozbędzie oddechu,

Upada w zgrzytającą harmonikę śmiechu,

Z tonu na ton zlatując, jak czart i kobiéta,

I szkło, które pod palcem zajęczy i zgrzyta.



Pośrzodku upiór - niby zachłyśniony Bogiem,

Swojej dawnej ojczyzny matki stanął wrogiem.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

W serce, gdzie ona jeszcze święty ogień trzyma,

Swemi sztyletowemi utkwiony oczyma...

Wariat, a mądry... sztandar zaguby rozwinie,

Wszystkich wyszle i straci - ale sam nie zginie,

Jako płaz będzie pływał w skorupach i ślinie.



I teraz stoi, patrzą j, jak trup w grobie cały,

Od którego robaki sto lat uciekały,

I nareszcie z przestrachem rzuciły trumnicę,

Gdzie kości wypróchniałe gorzały jak świéce.



I nad okropnym, ciemnym piekła malowidłem

Szary tak machnął ręką, jak niedoperz skrzydłem...

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Hm... ale tuś się pomylił: Kaczyńskiemu drżały ręce i głos mu się łamał ;)
Pozdrawiam.

Pamiętaj Boski słowa nie zmieniają świata... świat zmienia pieniądz i interes :( Komuchy, Hitler, Mussolini - przejęli władzę bo udąło in się przkeonać do się finansjerę a ptoem ją opanowąc .... słowa to tylko piekny płaszczyk, urozmaicenie, opium dla mas... prawdziwa władza to też śłowa,... ale zupełnie inne...

pozdr.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Dość łatwo można to wyjaśnić: pisząc w ten sposób, raczej nieokreślony, czyli:
Bóg, upiory, wstawanie z grobu, kara za grzechy - można wywołać wrażenie,
że prędzej czy później się to sprawdzi. W końcu Biblia przepowiada Armagedon
i wystarczy się do niej odwołać:

I wstał Anhelli z grobu - za nim wszystkie duchy

Naszej cywilizacji zostało bardzo mało miejsca i surowców na Ziemi i musi
to się skończyć tylko tragicznie.
Co do Rosji - zachowanie się tego kraju też łatwo przewidzieć :)
Leży między młotem a kowadłem i tylko dlatego przetrwał do dziś, że jest właśnie taki.
Rosja nie może ustąpić, bo po prostu wkrótce by jej nie bylo. A przy okazji nas,
czego nie przewidział nawet Słowacki.

Pozdrawiam.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Dość łatwo można to wyjaśnić: pisząc w ten sposób, raczej nieokreślony, czyli:
Bóg, upiory, wstawanie z grobu, kara za grzechy - można wywołać wrażenie,
że prędzej czy później się to sprawdzi. W końcu Biblia przepowiada Armagedon
i wystarczy się do niej odwołać:

I wstał Anhelli z grobu - za nim wszystkie duchy

Naszej cywilizacji zostało bardzo mało miejsca i surowców na Ziemi i musi
to się skończyć tylko tragicznie.
Co do Rosji - zachowanie się tego kraju też łatwo przewidzieć :)
Leży między młotem a kowadłem i tylko dlatego przetrwał do dziś, że jest właśnie taki.
Rosja nie może ustąpić, bo po prostu wkrótce by jej nie bylo. A przy okazji nas,
czego nie przewidział nawet Słowacki.

Pozdrawiam.


dzięki, na forum ząłożyłem osobny watek, bo akurat Anhelliego znałem, ale ten fragment jakoś tak mnie powiem szczerze: aż dreszcz wywołał...

dzięki za wgląd i może i masz rację, ale ... powiem ci jedno:

to nie świat się sam skończy,...
to my go rozwalimy

pozdr.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


A ja dziękuję za ten feagment, który przytoczyleś:

I zoczyłem okropną umysłów ruinę.
Oczy krwią zaszłe, twarze ołowiane, sine

Toż to o rzymskich wodociągach i ołowianych rurach o których tyle się wczoraj napisałem :)
Tymczasem Słowacki ujął to w dwóch wersach.

Pozdrawiam.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


A ja dziękuję za ten feagment, który przytoczyleś:

I zoczyłem okropną umysłów ruinę.
Oczy krwią zaszłe, twarze ołowiane, sine

Toż to o rzymskich wodociągach i ołowianych rurach o których tyle się wczoraj napisałem :)
Tymczasem Słowacki ujął to w dwóch wersach.

Pozdrawiam.

ee tam nie prawda, żaden wodociąg, mnie tyu co innego pasuje i tyle ;)))
a tak ps, przyznaj się wkońcu kot jest twoim ulubionym poetą

pozdr.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Ja lubię wiersze a nie poetów ;) Wczoraj cytowałem jeden z nich: "Czekając na barbarzyńców"
a dziś - dla Ciebie - wkleję ten:


Tarcza Achillesa

Zajrzała mu przez ramię,
Spodziewając się sadów i winnic,
Marmuru dostatnich miast,
Mórz i żaglowców zwinnych,
Lecz on wykuł w lśniącym metalu
Zamiast przychylnych żywiołów
Pejzaż sztucznego pustkowia
Z niebem jak ołów.

Bura równina, ugór, który nic nie znaczył,
Bez źdźbła trawy, bez dróg czy drzew przy ludzkich domach;
Nie było tu co zjeść, nie było usiąść na czym;
A jednak w tym nijakim miejscu znieruchomiał
Gęsty czworobok, jedna wielka niewiadoma:
Milion oczu i butów jakiś nakaz przygnał,
By, równo jak pod sznurek, czekały na sygnał.

Głos pozbawiony twarzy gdzieś w górze wyliczał
Statystyczne dowody, że dogmat jest słuszny,
Tonem suchym i płaskim jak ta okolica:
Nie bylo braw, nie było mowy o dyskusji;
Kolumna za kolumną szła w tumanie dusznym -
Odmaszerowywali, przekonani święcie
Logiką, co ich wtrąci - gdzie indziej - w nieszczęście.

Zajrzała mu przez ramię,
Oczekując uczt i ołtarzy,
Girland na szyjach jałówek,
Ku niebu wzniesionych twarzy,
Lecz na błyszczącym metalu,
Gdzie modły widzieć się winno,
Żar kuźni oświetlił scenę
Zupełnie inną.

Drut kolczasty wydzielał arbitralny skrawek
Gruntu, gdzie stali, nudząc się funkcjonariusze
(Jeden rzucił ospały żart); w słońcu jaskrawym
Pocili się strażnicy; za drutem posłuszne
Rzędy porządnych ludzi gapily się gnuśnie,
Gdy trzech mężczyzn, ubranych w drelichy więzienne,
Przywiązywano do trzech słupków wbitych w ziemię.

Majestatyczna masa tego świata, wszystko,
Co ma wagę, co zawsze tyle samo waży,
Spoczęło w cudzych rękach; jak na pośmiewisko
Rzucono ich, zmalałych, w ten krąg pustych twarzy,
Bez nadziei na pomoc; co sobie zamarzył
Wróg, stało się: przegrali zhańbieni; skonała
W nich ludzka duma, zanim skonały ich ciała.

Zajrzała mu przez ramię,
Oczekując atletów i gonitw,
Mężczyzn i kobiet o smukłych
Ciałach, muzyką wprawionych
W płynny, ciepły wir tańca;
Lecz on wykuł na tarczy jasnej
Nie posadzkę taneczną - pole
Zarosłe chwastem.

Obdarty łobuz po pustkowiu dzikim
Błąkał się sam, bez celu; ptak z furkotem wzleciał,
Spłoszony jego celnie rzuconym kamykiem:
Że dziewczyny się gwałci, że gdzie dwóch ma nóż, ginie trzeci,
Przyjmował jako aksjomat - on, co nie słyszał o świecie,
Gdzie byłaby spełniona obietnica jakaś
I gdzie, płacz cudzy widząc, ktoś mógłby zapłakać.

Wąskowargi płatnerz Hefajstos
Wstał, odkuśtykał na bok:
Tetyda o piersiach ze światła
Mogła tylko zakrzyknąć słabo,
Widząc, co bóg wykuł dla mocarza,
Co otrzyma jej syn za chwilę -
Mężobójca o sercu z żelaza,
Młodo umrzeć mający Achilles.


W.H. Auden
tłumaczenie: Stanisław Barańczak
i przypisek tłumacza:

"Tarcza Achillesa - utwór rozwija (i przenosi w epokę współczesną)
jeden z wątków Iliady Homera: Achilles, który pożyczył zbroję Patroklesowi,
traci ją, gdy jego przyjaciel zostaje zabity przez Hektora. Gdy Achilles trwa
pogrążony w żałobie, jego matka, bogini Tetyda, prosi na Olimpie Hefajstosa
o wykucie nowej zbroi. Szczegółowy opis tarczy, którą Hefajstos przyozdabia
scenami składającymi się na wizerunek osiagnięć ludzkiej cywilizacji, wypełnia
liczący sobie sto trzydzieści linijek fragment Księgi XVIII Iliady."
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Ja lubię wiersze a nie poetów ;) Wczoraj cytowałem jeden z nich: "Czekając na barbarzyńców"
a dziś - dla Ciebie - wkleję ten:


Tarcza Achillesa

Zajrzała mu przez ramię,
Spodziewając się sadów i winnic,
Marmuru dostatnich miast,
Mórz i żaglowców zwinnych,
Lecz on wykuł w lśniącym metalu
Zamiast przychylnych żywiołów
Pejzaż sztucznego pustkowia
Z niebem jak ołów.

Bura równina, ugór, który nic nie znaczył,
Bez źdźbła trawy, bez dróg czy drzew przy ludzkich domach;
Nie było tu co zjeść, nie było usiąść na czym;
A jednak w tym nijakim miejscu znieruchomiał
Gęsty czworobok, jedna wielka niewiadoma:
Milion oczu i butów jakiś nakaz przygnał,
By, równo jak pod sznurek, czekały na sygnał.

Głos pozbawiony twarzy gdzieś w górze wyliczał
Statystyczne dowody, że dogmat jest słuszny,
Tonem suchym i płaskim jak ta okolica:
Nie bylo braw, nie było mowy o dyskusji;
Kolumna za kolumną szła w tumanie dusznym -
Odmaszerowywali, przekonani święcie
Logiką, co ich wtrąci - gdzie indziej - w nieszczęście.

Zajrzała mu przez ramię,
Oczekując uczt i ołtarzy,
Girland na szyjach jałówek,
Ku niebu wzniesionych twarzy,
Lecz na błyszczącym metalu,
Gdzie modły widzieć się winno,
Żar kuźni oświetlił scenę
Zupełnie inną.

Drut kolczasty wydzielał arbitralny skrawek
Gruntu, gdzie stali, nudząc się funkcjonariusze
(Jeden rzucił ospały żart); w słońcu jaskrawym
Pocili się strażnicy; za drutem posłuszne
Rzędy porządnych ludzi gapily się gnuśnie,
Gdy trzech mężczyzn, ubranych w drelichy więzienne,
Przywiązywano do trzech słupków wbitych w ziemię.

Majestatyczna masa tego świata, wszystko,
Co ma wagę, co zawsze tyle samo waży,
Spoczęło w cudzych rękach; jak na pośmiewisko
Rzucono ich, zmalałych, w ten krąg pustych twarzy,
Bez nadziei na pomoc; co sobie zamarzył
Wróg, stało się: przegrali zhańbieni; skonała
W nich ludzka duma, zanim skonały ich ciała.

Zajrzała mu przez ramię,
Oczekując atletów i gonitw,
Mężczyzn i kobiet o smukłych
Ciałach, muzyką wprawionych
W płynny, ciepły wir tańca;
Lecz on wykuł na tarczy jasnej
Nie posadzkę taneczną - pole
Zarosłe chwastem.

Obdarty łobuz po pustkowiu dzikim
Błąkał się sam, bez celu; ptak z furkotem wzleciał,
Spłoszony jego celnie rzuconym kamykiem:
Że dziewczyny się gwałci, że gdzie dwóch ma nóż, ginie trzeci,
Przyjmował jako aksjomat - on, co nie słyszał o świecie,
Gdzie byłaby spełniona obietnica jakaś
I gdzie, płacz cudzy widząc, ktoś mógłby zapłakać.

Wąskowargi płatnerz Hefajstos
Wstał, odkuśtykał na bok:
Tetyda o piersiach ze światła
Mogła tylko zakrzyknąć słabo,
Widząc, co bóg wykuł dla mocarza,
Co otrzyma jej syn za chwilę -
Mężobójca o sercu z żelaza,
Młodo umrzeć mający Achilles.


W.H. Auden
tłumaczenie: Stanisław Barańczak
i przypisek tłumacza:

"Tarcza Achillesa - utwór rozwija (i przenosi w epokę współczesną)
jeden z wątków Iliady Homera: Achilles, który pożyczył zbroję Patroklesowi,
traci ją, gdy jego przyjaciel zostaje zabity przez Hektora. Gdy Achilles trwa
pogrążony w żałobie, jego matka, bogini Tetyda, prosi na Olimpie Hefajstosa
o wykucie nowej zbroi. Szczegółowy opis tarczy, którą Hefajstos przyozdabia
scenami składającymi się na wizerunek osiagnięć ludzkiej cywilizacji, wypełnia
liczący sobie sto trzydzieści linijek fragment Księgi XVIII Iliady."


kurcze ty to zawsze cos oryginalnego znajdziesz, a wiersz szokując-intrygujący. Może to i racja że ważny jest wiersznie poeta, ale... ale wlaśnie, czy wiersze jednego peoty nie mają jakvby skrawka tej samej duszy... chociaż... w sumie rozumiem, z Rimabuda uwiebliam Staterk pijany a resze jego iweraszy jakoś średnio.

pzodr.
Opublikowano

Drut kolczasty wydzielał arbitralny skrawek
Gruntu, gdzie stali, nudząc się funkcjonariusze
(Jeden rzucił ospały żart); w słońcu jaskrawym
Pocili się strażnicy; za drutem posłuszne
Rzędy porządnych ludzi gapily się gnuśnie,
Gdy trzech mężczyzn, ubranych w drelichy więzienne,
Przywiązywano do trzech słupków wbitych w ziemię.

rusza

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • Trzeba sobie zainstalować własny kasownik szumu. Widziałem taki na falmach o katastrofach lotniczych, jak odczytują "czarne skrzynki" 
    • @Jacek_Suchowicz

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      To jest inna logika, jak sądzę, ten BB może obronić przed niebezpieczeństwem. Jak widziałeś film "6 dni 7 nocy", z Harrisonem Fordem, tam jest taka scenka:   Robin: I thought, that’s what women wanted Quinn: What? Robin: Men who weren’t afraid to cry, who were in touch with their feminine side. Quinn: No, not when they’re being chased by pirates, they like them mean and armed.   Pozdr.     
    • Z Wami Panie rozmowa jak ze starym, siwym, dawidowym handlarzem.  Ani człowiek po tej dyspucie mądrzejszy  ani głupszy. Ani w pełni zadowolony, ani zdradziecko oszukany. Rzeknijcie na rany Chrystusa, ile z sakwy mi czerwońców ubędzie?  Za Wasze wątpliwe wstawiennictwo i opiekę.     Wy inflamis i przechrzta. Nie ariański a popi bydlak kresowy. Palownik od księcia Jaremy. Strach blady i kaźn na dusze kozacze. Choć Wy teraz odziani w karmazyny   na dworze magnackim i nahajem chłopstwo  jak ptactwo dzikie, po polach rozganiacie. To ja wiem, żeście nie zawsze tacy byli, pierwszej krwi błękitnej, szlachcic.     A co ja prawie, jeno szlachcic… wojewodzic, Hetman koronny, książę elektor na warszawskich pałacach i sejmowych polach. Buty Wam i czarnego jak kopyta Mefistofila, humoru przaśnego, bicze bisurmańskie z głowy nie wybiły. Ale już skórę z pleców odjęły i zniżać głowę  przed obliczem wezyra galernego, nauczyły.     Gdybym nad grobem nie stał w chwili doczesnej i gardłowej sprawie się nie poświęcił to bym spluwał na Wasz herb i szablę Waszą i z grobu Was nie odradzał. Lecz tylko Wy, czerni grobu się nie boicie. Krzyże święte profanujecie, na klasztory kobiece zajazdy gotujecie, młódki dla zabawy  raptem gnębicie  i gwałt im bezbożny zadajecie. W imię sił nieczystych, którym duszę zaprzedaliście, Wy i cała Wasza sotnia.     Pamiętam jak dziś, bo walczyłem tego, przeklętego dla ojczyzny, majowego dnia, roku pańskiego tysiąc sześćset czterdziestego ósmego na korsuńskim stepie. I niech mnie Bóg pokara jeślim skłamię teraz i piorun mnie jasny zabije, bo przeto dokładnie widziałem jak padacie z konia, trafiony tatarska strzałą i sfora do Was doskoczyła jak diabelska, wściekła fala.  Cięły Was i kozackie karabele i osmańskie ordynki Tatarów. Widziałem, Panie Bracie jak trup z Was jeno ostał na ich drzewcach i ostrzach. Jak mi Bóg miły, umarliście a teraz żyjecie!     Wy diabły stepowe,  na pokutę wieczną skazane. Wy, nieumarli obrońcy, świętego stepu. Kruki i sokoły, Waszymi sługami i oczami. Diabliki, na rumakach z huraganu,  Waszymi kompaniami. A śmierć Wam hetmanem i batiuszką. Carem i hosporadem. Klątwą Waszą po wieki. Nie chcecie przeto nic ode mnie. Ani złota ani srebra  ani honorów i wstawiennictw. Chcecie jedynie bym ten pergamin przeklęty, własną krwią podpisał i przeklął swą duszę. Mi już nie dwory ni zamki,  rezydencjami doczesnymi. A castrum doloris, ciche w świątynii. Dajcie sztylet. Sobie na pohybel, pieczęć krwistą pod umową stawiam.     Kary koń już czekał u drzwi. Wspaniały silny i dumny fryz.  Samej pani małodobrej, wierny ogier. Gość mój wsiadł na niego z miną straczeńczą Zabrał go prosto do piekielnych podziemi.  
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...